Potępiony umysł

Wydawnictwo: Novae Res
7,24 (34 ocen i 21 opinii) Zobacz oceny
10
13
9
2
8
2
7
3
6
4
5
4
4
3
3
1
2
0
1
2
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Potępiony umysł
data wydania
ISBN
9788380832862
liczba stron
272
język
polski
dodała
Sandra Feeser

Cztery lata po tragicznym w skutkach wypadku Monika zaczyna stawać na nogi. Przezwyciężyła depresję, może się poruszać o kulach, ale gdy wszystko zdaje się zmierzać w dobrym kierunku, zaczynają ją dręczyć złe sny. W nocnych koszmarach staje się świadkiem, jak zamaskowany mężczyzna ściga i brutalnie gwałci młodą kobietę. Wkrótce Monika dowiaduje się z telewizji, że w Zakopanem znaleziono ciało...

Cztery lata po tragicznym w skutkach wypadku Monika zaczyna stawać na nogi. Przezwyciężyła depresję, może się poruszać o kulach, ale gdy wszystko zdaje się zmierzać w dobrym kierunku, zaczynają ją dręczyć złe sny. W nocnych koszmarach staje się świadkiem, jak zamaskowany mężczyzna ściga i brutalnie gwałci młodą kobietę.

Wkrótce Monika dowiaduje się z telewizji, że w Zakopanem znaleziono ciało dziewczyny, którą widziała w swoich snach. Przekonana, że ma do odegrania jakąś rolę w rozwikłaniu tajemnicy jej śmierci, Monika postanawia wyruszyć ze swoich podtoruńskich Łysomic na miejsce zbrodni.

 

źródło opisu: https://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=potepiony_umysl,druk

źródło okładki: https://novaeres.pl/katalog/tytuly?szczegoly=potepiony_umysl,druk

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 160
CzytalaElzbieta | 2017-07-26
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 26 lipca 2017

https://czytalaelzbieta.blogspot.com/

Pomysł nie brzmi źle. Brzmi nawet ciekawie. Cała książka jest jednak zdecydowanie przegadana. Dostrzec jednak niewątpliwie należy, że Potępiony umysł jest debiutem literackim, w związku z czym uznaję, że Sandra Feeser rokuje.

Autorka przedstawia nam Monikę, która ma dwadzieścia osiem lat, domek pod Toruniem, ciekawą pracę, przyjaciół i właśnie spodziewa się dziecka. W jeden dzień, wskutek wypadku samochodowego, traci to wszystko: jej mąż i dziecko umierają, ona sama musi przejść poważną rehabilitację. Gdy wychodzi na prostą, zaczynają nawiedzać ją nocne koszmary z mordercą w roli głównej. Pewnego dnia odkrywa, że kobieta, która jej się śniła, jest ofiarą rzeczywistej zbrodni, do jakiej doszło w Zakopanem. Aby znaleźć sobie zajęcie i uspokoić sumienie, Monika wyrusza w polskie góry. Tam, bez większego oporu, łączy swoje siły z miejscowym komisarzem, aby wpaść na trop zbrodniarza.

Tyle tytułem fabuły. Przyznać trzeba, że nie jest ów zamysł sztampowy ani oklepany, natomiast, niestety, mam wrażenie, że na pomyśle się tutaj skończyło. Realizacja poszła już nieco gorzej. Docenić natomiast trzeba, że sam motyw wypadku Moniki i bardzo trudnej rehabilitacji jest przełożeniem osobistych przeżyć autorki, która kraksę samochodową przeżyła, odnosząc obrażenia takie jak wykreowana przez nią postać. Nie sposób zatem odmówić realizmu w tej kwestii.

Język
Pierwszym, najpoważniejszym minusem jest język tej książki oraz okropne, niedopracowane dialogi. Kompletnie odrealniają one całą sytuację i uderzają po uszach. Zastanawiam się, czy wydawca książki - Novae Res, nie ma w swoim zespole redaktora, który byłby w stanie ten zgrzyt wychwycić. Ludzie po prostu nie mówią tak, jak rozmawia główna bohaterka ze swoim mężem:

- Nie masz pojęcia, kochanie, jak ja się cieszę, że będę miał syna. Masz jakiś pomysł na imię dla tego malucha? [...]
- Nie wiem, Piotrek, myślałam o Łukaszu, Robercie i Nikolasie.
- Nikolas? Czyżby tak jak twój ulubiony aktor Nicolas Cage?

Mnie to przypomina nieudolne lokowanie produktu. „Zrobimy twojego ulubionego kurczaka. Kurczak z woreczka firmy X, za jedyne 3,50.” Ludzie po prostu nie rozmawiają w ten sposób. „Czy oglądamy, kochanie, ten film, ponieważ gra tam twój ulubiony aktor, Brad Pitt” - czy ktokolwiek wyobraża sobie taką wymianę zdań w prawdziwym życiu?

Na ekranie komputera nie wygląda to jeszcze tak dramatycznie, ale spróbujcie przeczytać to sobie na głos. W trakcie normalnych, codziennych rozmów nie przekazujemy sobie tak rozbudowanych informacji. Zarówno Monika, jak i jej mąż wiedzą, że Nicolas Cage jest jej ulubionym aktorem, nigdy w życiu więc nie podkreśliliby tego w taki sposób. Dużo lepszym pomysłem jest przemycanie takich informacji za pośrednictwem narratora lub przedstawienie ich prostym komunikatem jednego z bohaterów. Przy czym w tym przypadku pokusiłabym się o coś takiego tylko, jeśli jest to szczególnie istotne dla rozwoju akcji. Tutaj nie jest. To, że Cage jest ulubionym aktorem Moniki do niczego nam się ani teraz, ani później nie przyda, nie warto więc rujnować całego dialogu dla źle pojętego budowania postaci.
Ta wstawka nie jest zresztą jedynym przykładem językowej nieporadności.

Paula, a może zaprosiłabyś swojego brata, Kamila z dziewczyną...

Chyba Paula wie, że Kamil jest jej bratem oraz że jej brat ma na imię Kamil, prawda? „Po co tu ta noga”, jakby powiedział Jacek Gmoch.

Takich kwiatków jest, niestety, sporo więcej. Dlaczego nie pozwolić czytelnikowi domyślić się, o co chodzi? Zaufać mu, że nie jest aż takim osłem, by z opisu kolacji i rozmów nie wyłapać pokrewieństwa. Podobnie: trudne relacje można pokazać kłótnią o drobiazg, uprzedzenia bohatera - rozmową na temat wiadomości telewizyjnych etc.

Pozostając w klimacie sprawności językowej autorki: pewien kłopot stanowi dla mnie także niedostateczne zróżnicowanie poszczególnych bohaterów pod tym względem. Nie mówimy wszyscy tak samo, mamy różnego rodzaju nawyki językowe, ulubione słówka, wtrącenia, sposób konstruowania zdań. Tymczasem w książce Sandry Feeser, gdyby nie nota odautorska, moglibyśmy pogubić się w tym, która kwestia do kogo należy. Nie jest łatwą sztuką, aby każda z przedstawionych postaci miała swój indywidualny, także lingwistyczny rys, ale - mimo to - próbować warto. Autorka Potępionego umysłu nie zadała sobie jednak takiego trudu, do absurdu doprowadzając kreację językową zmarłego męża Moniki (oczywiście, jeszcze za życia) oraz Tomasza Borowca - policjanta z Zakopanego. Nie tylko mówią oni identycznie, ale na dodatek mają okropną manierę zamieniania się w amatora-gawędziarza czy też przewodnika turystycznego.

Już na początku powieści natykamy na trzy i pół strony poświęcone opowieści o Toruniu od czasów pierwszych osad ludzkich po dzisiejsze oscypki. To łączona kwestia Piotra - męża, narratora oraz napotkanego przewodnika wycieczki. Podobnie zachowa się policjant w Zakopanem, który lwią część rozdziału poświęca na opowieść o historii kolejki linowej i skoczni narciarskiej. Nie, nie znaleziono tam żadnych zwłok... Jest to rzecz kompletnie nieistotna...
Można by jeszcze to wszystko próbować uzasadnić chęcią nadania kolorytu oraz zbudowania wszystkich realiów miejsca akcji, gdyby nie dwie rzeczy. Pierwszą jest fakt, że Toruń tak naprawdę nie jest miejscem akcji książki i cały ten opis jest kompletnie bez sensu. Drugi zaś kłopot, poważniejszy w moim odczuciu, polega na tym, że zarówno Piotr, jak i Tomasz nie mówią tak jak my, zwykłe robaczki, które opowiadają znajomym o swoim mieście. Obaj zachowują się raczej tak, jakby odczytywali wpis z Wikipedii. Ich dialogi nie różnią się zresztą niczym od wypowiedzi narratora, które także są absurdalną recytacją encyklopedii. Jeśli dorzucę do tego informację, że identycznie jak Piotr, Tomasz i narrator mówi wspomniany wcześniej przewodnik, oprowadzający grupę wycieczkową po Toruniu, mamy pełen obraz sytuacji.

Autorka zapomniała również zdecydowanie, że dialog w książce pełnić powinien trzy funkcje. Ma on albo przedstawić relacje między bohaterami, zobrazować ich stosunek do omawianych spraw lub świata, albo popchnąć fabułę, albo też budować napięcie. Tyle w teorii, ponieważ dialog może też obrazować ludzką mentalność czy opisywać tło. Problem w tym, że opisywanie tła również musi mieć sens. Tu: nie ma.

W toku powieści bohaterka wielokrotnie będzie sprawdzała w internecie różne informacje. Problem w tym, że - zdaniem autorki - czytelnik musi koniecznie przeczytać wszystko, co przeczytała Monika. Jeśli więc bohaterce potrzebne są informacje o Zespole Aspergera, mamy o tym trzy strony encyklopedycznej wzmianki, jeśli o „żelaznej dziewicy” - kolejne trzy stronice cytatu z przewodnika po muzeum tortur. Gdy policjant jedzie na miejsce zbrodni, nie wiadomo, dlaczego musimy przeczytać pół strony treści tabliczki przed wejściem na teren Lasu Chałubińskich, traktującej o zakopiańskich pomnikach przyrody. Kolejne 50 stron zastanawiałam się, jaki ma to związek z motywem zbrodni. Naprawdę, to wszystko jest zbędne, chyba, że celem było zwiększenie liczby stron, bo sama książka ma ich zaledwie 278. Po redakcji opisów zostałoby niewiele.

Akcja
Niezręczności językowe przekładają się na bieg akcji. Przedłużające się opisy stanowiły dla mnie swoisty „STOP” i nie pozwoliły do końca wczuć się w klimat opowieści. Sam pomysł jest niezły, choć mam wrażenie, że autorka porwała się na thriller psychologiczny, nie czyniąc stosownego rozeznania w temacie i nie mając koncepcji, jak tę psychologię wpleść w naturalny sposób w akcję. Mamy więc wzmiankę, że Tomasz Borowiec to policjant z Zespołem Aspergera. Tyle, że w żaden sposób tego nie widzimy - autorka wyłącznie łopatologicznie kładzie nam to do głowy. Mało tego, dowiadujemy się, że jest niemiły dla ludzi, ale w żaden sposób tego nie widać. Wręcz przeciwnie, umawia się z Moniką na obiad, opowiada jej o mieście, jest bardzo otwartym człowiekiem. Mamy rzucone hasło o syndromie sztokholmskim, następnie dokładny opis historii terminu i... Nic z tego nie wynika. Autorka nijak nie przekłada tego na swoją opowieść.

Pewnym wydarzeniom również brakuje wiarygodności. Policjant z wyjątkową łatwością przyjmuje za pewnik opowieść wpadającej na komisariat kobiety o tym, że śnią się jej sceny zbrodni, zabiera ją na miejsce, w którym znaleziono kolejną ofiarę, zdradza tajemnice śledztwa. W samej intrydze brakuje efektu zaskoczenia. Autorka na samym początku trzaska po oczach truizmem, że Tomasz Borowiec ma niesamowitą intuicję i nigdy się nie myli. Rzeczywiście się nie myli: tak jak narrator przedstawia bohaterów na samym wstępie, tak zostawia ich do końca, co sprawia, że bardziej wprawiony w kryminalne tematy czytelnik nie ma najmniejszego problemu, aby w połowie książki wiedzieć, kto jest mordercą.

Reasumując: tam, gdzie autorka skupia się na śledztwie, na opisie ofiary czy miejsca zbrodni jest nieźle. W kontekście przegadanej jednak całości , to za mało. Jak wspomniałam jednak na początku, mam na uwadze, że jest to debiut. Pozostaje zatem mieć nadzieję, że kolejne książki będą już znacznie bardziej udaną próbą pisarską, gdyż zamysł jest, wyobraźnia jest i przebłyski są.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Szara Wilczyca

Robiąc porządki, myślałam że biblioteczkę w jedno popołudnie odgruzuję. Wszystkie nowe i większość starych książek mam w formie elektronicznej. Myliła...

zgłoś błąd zgłoś błąd