Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Krótki podręcznik przekraczania granic

Tłumaczenie: Ewa T. Szyler
Seria: Sulina
Wydawnictwo: Czarne
7,26 (62 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
7
8
16
7
23
6
13
5
2
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Μικρό Ημερολόγιο Συνόρων / Mikro Hemegologio Synoron
data wydania
ISBN
978-83-7536-134-6
liczba stron
152
kategoria
Literatura piękna
język
polski

To błyskotliwa, ironiczna i dowcipna opowieść na niewesoły temat. Kapllani pisze o emigracji i pisze o niej tak, jak nikt wcześniej. Może dlatego, że jest Albańczykiem, a krajem, do którego przybył, jest Grecja? A może dlatego, że łączy kąśliwą ironię Dubravki Ugresić z intymnym doświadczeniem zawartym w prozie Demain? Niezależnie od tego, na czym polega jego sekret, "Krótki podręcznik" to...

To błyskotliwa, ironiczna i dowcipna opowieść na niewesoły temat. Kapllani pisze o emigracji i pisze o niej tak, jak nikt wcześniej. Może dlatego, że jest Albańczykiem, a krajem, do którego przybył, jest Grecja? A może dlatego, że łączy kąśliwą ironię Dubravki Ugresić z intymnym doświadczeniem zawartym w prozie Demain? Niezależnie od tego, na czym polega jego sekret, "Krótki podręcznik" to książka mądra i ważna. Mówi o pokonywaniu granic i trudnym stanie zawieszenia, zwlekania, pozostawania gdzieś zbyt długo, który sprawia ból nawet najbardziej doświadczonym pogranicznikom.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czarne, 2009

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2023
takisobiejac | 2012-10-05
Przeczytana: 05 października 2012

Ta książka śmierdzi. Śmierdzi malizną. Tzn. jest za krótka, i tylko dlatego dałem osiem zamiast dziewięciu gwiazdek.
Bo czyta się jednym tchem. Chciałoby się więcej, człowiek tak mało wie o życiu w komunistycznej Shqipërii.
Byłem w Albanii. Króciutko, na chwilę, jednak to i owo zaobserwowałem. Było to jednak 17 lat po upadku komunizmu i 23 lata po śmierci tyrana Envera Hodży. Nie miałem praktycznie żadnych wiadomości o tym jak żyło się ludziom w tak wyizolowanym kraju. Dzięki autorowi wiem więcej, choć nie ukrywam, że czekam na książkę w rodzaju "Moje życie w Albanii", składającą się przynajmniej z 300 stron. Bo Gazmend Kapllani ma lekkie pióro, pisze ciekawie, bez dłużyzn, bez wyżalania się, chciałoby się powiedzieć: sama prawda.
Swego czasu ja także, podobnie jak autor, bardzo chciałem przekroczyć granicę swojego kraju. I podobnie jak pan Kapllani bardzo się rozczarowałem tym, że na Zachodzie nie czeka się na imigrantów z ofertami pracy, miejscem w hotelu pracowniczym i ciepłym słowem na powitanie.
Gazmend Kapllani, oprócz opowiadania o swoich pierwszych chwilach na ziemi greckiej czyni też wielce trafne spostrzeżenia. Np. o tym jak to Grecy, mały i złośliwy narodek [spostrzeżenie moje, nie autora], szybko zapomnieli jak sami masowo emigrowali do Stanów, i jak tamtejsze białe Amerykanki nawet nie chciały na nich spojrzeć. Teraz to oni są wielcy Europejczycy, a imigranci z Albanii odpowiadają za wszelkie zło w ich kraju. Hipokryzja.
Nie czytałem o efekcie, jaki na czytelnikach greckich wywarła ta książka. Uczciwym Grekom powinno być głupio za zachowanie ich współrodaków. Postępowanie całej reszty pewnie się nie zmieni, zwłaszcza w obliczu kryzysu, o który wielu obwinia właśnie imigrantów. Ale takie książki powinny być wydawane. Wszak kropla drąży skałę.
Lektura obowiązkowa dla wszystkich Europejczyków.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Rzecz o mych smutnych dziwkach

Tu cenzura zadziałała i kurwy w dziwki zamieniła. Wsio rawno, bo tytuł choć zgodny z wspomnieniami bohatera, to ma się do smutków nijak. Tych nam auto...

zgłoś błąd zgłoś błąd