Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Kochankowie mojej matki

Wydawnictwo: W.A.B.
5 (2 ocen i 1 opinia) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
0
7
0
6
0
5
2
4
0
3
0
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788374143875
liczba stron
496
kategoria
Literatura piękna
język
polski

Powieść o silnej, fascynującej kobiecie i przejmująca analiza historii Czarnego Kontynentu. Losy kochanków Kathleen i jej samej stają się dla autora pretekstem do opisania prawdziwych wydarzeń od wojen burskich, przez dwie wojny światowe, aż do zniesienia apartheidu w latach dziewięćdziesiątych XX wieku.

 

Brak materiałów.
książek: 380
Bigos | 2010-09-15
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 13 września 2010

Afryka... Z czym kojarzy się to słowo? Ja mam w głowie obrazy z filmu na podstawie powieści Karen Blixen, parę starych fotografii, mężczyzn w białych kaskach a pod ich nogami ubite właśnie ciało lwa czy innej antylopy no i te najsłynniejsze pejzaże, ziemia skąpana w promieniach zachodzącego słońca, a na jego tle, ciemna sylwetka żyrafy, baobabu, słonia...

Ale czy ta wizja skojarzeń zaserwowanych przez filmy i internet ma w sobie coś z prawdy?

Christopher Hope w swojej książce “Kochankowie mojej matki”, udowadnia, że niekoniecznie.

Autor urodził się w Johanesburgu stolicy Południowej Afryki, tam studiował i stamtąd też uciekł w wieku 29 lat, nie mogąc pogodzić się z szerzącym apartheidem. Ten dziwny system, który narodził się w RPA głosił konieczność osobnego rozwoju społeczności różnych ras. Hasła użyte w latach 30 jedynie jako polityczne slogany, już w 1948 roku zostały zapisane jako prawo obowiązujące. Jedną z pierwszych ustaw, była ta o zakazywaniu mieszanych małżeństw, a niebawem stosunków seksualnych z osobami innej rasy, przy czym karano tylko białych. System zaczął ewoluować bardzo szybko i po przeprowadzonym obowiązkowym spisie ludności już nic nie mogło go zatrzymać. Pojawiły się osobne strefy mieszkaniowe i komercyjne, osobne kolejki, miejsca w autobusach, a także zróżnicowany poziom edukacji.

Można by powiedzieć, że znamy, znamy, w kóncu mniej więcej to samo działo sie w Stanach.

Ale o ile tam dość wcześnie zaczęto z tym walczyć, w RPA dopiero w 1994 roku doszło do pierwszych wolnych wyborów, w których uczestniczyli obywtele wszystkich ras, a prezydentem został znany już wszystkim Nelson Mandela. przez te wszystkie lata apartheid był potępiany przez inne kraje, wykluczono więc RPa ze Wspólnoty Narodów, ONZ, USA i Wielka Brytania nałożyły sankcje a Komitet Olimpiski zabronił kontaktów ze wszystkimi sportowacami pozostającymi pod wpływem, tego jakże chorego systemu.

Jak więc mogło rozwijać się to państwo? Jakie społeczeństwo mogo się wytworzyc na plecach tak ogromnych podziałów. Odpowiedzi można sie domyśleć, lub poczytac sobie powiesc pana Hope’a traktując ja jak wiadomości z pierwszej ręki.

Książka napisana w pierwszej osobie, jest niejako przeglądem najróżniejszych wydarzeń, które kształtowały RPA przez wiele lat. Oglądamy Afrykę widzianą oczyma najpierw małego chłopca, zapatrzonego w swoja matkę, szaloną podróżniczkę, później młodego człowieka zaczynającego zdawać sobie sprawę w jakiej to krainie absurdu żyje, aż w końcu oczyma emigranta powracającego po latach do rodzinnego państwa.

Po tytule spodziewamy się dostać powieść o kobiecie i jej romansach na tle burzliwych przygód w Afryce. Ci którzy się tego spodziewają mogą się rozczarować, co jednak nie znaczy, że książka jest zła i brakuje w niej silnej i ciekawej postaci kobiecej.

Na początku książki poznajmy więc tytułową matkę czyli Kathleen Healey. Autor, występujący tu w roli Alexandra, stworzył ją na podobiznę własnej matki oraz Beryl Markham, pierwszej kobiety pilota w Afryce, bardzo ciekawej osobowości, która opisała swoją historię w książce "West with the Night"

Kathleen jest tym wszystkim co widzimy myśląc o Afryce i awanturniczej kobiecie. Sama pilotuje samolot, przyjaźni się z Pigmejami, ludźmi Lampartami, poluje razem z Blixenami, Clarkiem Gablem, Gregorym Peckiem, bije się na pięści z Ernestem Hemingwayem, zyskuje szacunek i białych i czarnych, u mężczyzn wzbudza pożądanie a u kobiet podziw, nawet u afrykańskiej Królowej Deszczu, którą uczy robić na drutach. Można by powiedzieć, że jest zlepkiem najlepszych pierwiastków męskich i damskich.

“ (...)Przez całe dzieciństwo spoglądałem w niebo, wypatrując mojej latającej matki i udawałem, że widzę jej samolot. Jednakże tak naprawdę nigdy jej nie zatrzymałem: dla mnie latała za szybko (...)Żyła życiem, które można było przewidzieć, ale nie uchwycić w locie.(...) przemierzała kontynent niczym wspaniały galeon pod pełnymi żaglami, zawsze kierując się dokądś, całkowicie obojętna wobec oceanu niewielkich srebrzystych stworzeń, żyjących w wodzie pod nią, albo w powietrzu nad nią.(...) Tkwienie w miejscu było dla innych nie dla niej(...)"

Alex jest porwany przez życie swojej matki. Od dzieciństwa razem z nią wyrusza na polowania, lata samolotem i spotyka niesamowitych ludzi. Przez pryzmat przewijających się przez życie Kathleen mężczyzn, nakreśla nam historię Johanesburga, RPA aż w końcu całego kontynentu

“Wujkowie”, to galeria ludzi, najróżniejszych narodowości przybyłych do Afryki w sobie tylko znanym celu. Co ich łączyło? Fascynacja i miłość do Kathleen i Czarnego Lądu.

Właśnie w ten sarkastyczny, ironiczny i pełen kolokwializmów sposób, autor przestawia nam ludzi zamieszkujących Afrykę. Ginie w nim obraz białego plantatora w moskitierze nasuniętej na twarz, który z rana niósł pomoc małym biednym Murzyniątkom, a pod wieczór, tuz przed ostatnią filiżanką herbaty od niechcenia zastrzelił lwa.

“(...)Wszyscy Ci faceci mówili to samo: przybyli do Afryki, aby budować koleje, ocalać dusze, rozwijać handel lub położyć kres niewolnictwu(...) Pomyślcie tylko; zabawne kapelusze, osobliwe zwyczaje i nałogi, śmieszne stroje, niesamowite błądzenie we mgle ignorancji i całe to gadanie, że cywilizują to cholerne miejsce... Niektórzy chcieli być białymi bogami; inni ogłaszali się tubylcami i zostawali sangoma (uzdrowicielami), zaklinaczami deszczu, nawiedzonymi neobuszmenami, albo wędrowcami śpiewającymi Panu; kolejni zabierali się za ratowanie dusz, czarnych dzieci i trędowatych, a także ochronę białych nosorożców. Ale wszystkich tych - handlarzy niewolników, jasnowidzów i świętych, a także pozujących na szlachetnych białych kolonialistów - łączyło jedno; byli przekonani że mają “patent na Afrykę” i tylko “ich” Afryka jest prawdziwa(...)"

Odchodzi też w zapomnienia obraz wielkich odkrywców na miarę Stanleya czy Livingstona, którzy przedzierali się przez ten dziki kraj niosąc oświecenie religijne i umysłowe w puste umysły tubylców.
Hope poprzez usta Alexandra mówi o tym że Afryka to złoża diamentów, złota i ropy. A tam gdzie są pieniądze, marzenia o prawdziwej wolności, otwartych niezamieszkałych przestrzeniach i idei cywilizowania dzikusów, to puste mżonki.

Książka dzieli się w zasadzie na trzy części. Pierwsza jest poświęcona Kathleen i jej kochankom widzianych oczyma małego Alexa, w drugiej dowiadujemy się dlaczego narrator nie mógł wytrzymać w RPA i pomimo tego, że próbował się osiedlić i ustatkować( nawet dwa razy się ożenił) w końcu jednak uciekł. A część trzecia to jego powrót po latach, zmiany jakie zaszły w Johanesburgu, Afryce i w nim samym.

"Kochankowie mojej matki", to na pewno nie romans. To ciekawa historia gdzie na pierwszy plan wysuwają się jednak pokrętne relacje żywiołowej kobiety pełnej pasji i jej trochę tym przytłoczonego syna. Trzecią główną bohaterka jest na pewno Afryka, a jej losy są niezmiennie powiązane z losami Kathleen i Alexa i determinują sposób ich postrzegania świata i postępowania. jednak z powodów różnicy pokoleń wygląda to zupełnie inaczej.

Podoba mi się sposób w jaki książka jest napisana - taki ironiczno - żartobliwy, jednakże z nutką smutku nad tym, że czasami przychodzi nam żyć w warunkach na które nie mamy wpływu i z ludźmi których ciężko się kocha.

Polubiłam Kathleen. Podobał mi się jej stosunek do życia. To że mieszkała w kraju tak wielu podziałów nie zostawiło na niej żadnego piętna.

(...)"Matka nigdy nie była szczególnie południowoafrykańska ( to byłoby o wiele za proste ) ani nie demonstrowała prowincjonalnego szacunku dla siebie samej, który charakteryzuje Południowoafrykańczyków (białych i czarnych) i prowadzi ich do przekonania, że nic innego nie jest prawdziwe i nikt inny interesujący. Mojej matce nie wystarczała ta część Afryki, owa noga kontynentu; ujmowała Afrykę jako całość i kochała z namiętnością wolna od pragnienia, by sie w nią wtopić"(...)

Cieszę się, że książkę przeczytałam, chociaż powiem szczerze nie było to proste, wymagało skupienia i czasu. Jednakże w zamian otrzymałam szereg informacji na temat kraju i systemu, o którym przyznam się, nie miałam zbyt wielkiego pojęcia. A tak już coś wiem.

Wiem też, że nigdy nie będę chciała pojechać do Johanesburga. To miasto przeraża przestępczością, korupcją, rasizmem i brakiem ogłady. Teraz już się wcale nie dziwię czemu ludzie nie byli zbyt przekonani, by urządzać tam Mistrzostwa świata w piłce nożnej.

I pomimo tego, że teraz wiem jaka jest prawda o Czarnym Lądzie, to wolę moją początkową wizję, bliższą Karen Blixen i "Pożegnania z Afryką"


http://tusienkablog.blogspot.com/2010/09/kochankowie-mojej-matki-christopher.html

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Masa o życiu świadka koronnego

jedna chyba ze słabszych książek masy. Jak w większości opowiada historie i z dalekiej przeszłości jak i tej bliższej. Moim zdaniem książka nie wnosi...

zgłoś błąd zgłoś błąd