Allegro - kampania grudzień kat. romans

November 9

Tłumaczenie: Piotr Grzegorzewski
Wydawnictwo: Otwarte
8,28 (4540 ocen i 622 opinie) Zobacz oceny
10
1 282
9
1 032
8
948
7
709
6
320
5
128
4
56
3
38
2
16
1
11
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
November 9
data wydania
ISBN
9788375151435
liczba stron
336
język
polski
dodał
ew_cia

„Kryminał kończy się, gdy zabójca zostaje schwytany. Biografię wieńczy ostatnie słowo o opisywanym życiu. Historia miłosna powinna połączyć zakochanych, prawda? W takim razie to chyba nie jest opowieść o miłości...“ 9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze...

„Kryminał kończy się, gdy zabójca zostaje schwytany. Biografię wieńczy ostatnie słowo o opisywanym życiu. Historia miłosna powinna połączyć zakochanych, prawda? W takim razie to chyba nie jest opowieść o miłości...“

9 listopada to data, która zaważyła na losach Fallon i Bena. Tego dnia spotkali się przypadkiem i od tej chwili zaczynają tworzyć dwie historie: jedna to ich życie, drugą pisze Ben zauroczony swoją nową muzą. Choć los postanawia ich rozdzielić, to wzajemna fascynacja jest na tyle silna, że nie może pokonać jej ani czas, ani odległość. Co roku 9 listopada rozpoczyna kolejny rozdział historii - tej realnej i tej fikcyjnej. Gdy nieubłaganie zbliża się koniec powieści, szczęśliwe zakończenie wydaje się jedynie mrzonką, bo historia na papierze zaczyna różnić się od tej, w którą wierzy Fallon…

„Zagubiliśmy się między fikcją a rzeczywistością. Nieważne, jaką wersję poznacie. Nieważne, który z ostatnich rozdziałów okaże się tym prawdziwym. Ważne jest tylko jedno: zawsze będę ją kochał“.

Nowa książka Colleen Hoover to opowieść o młodym pisarzu, jego niezwykłej muzie i przeznaczeniu, które ukrywa między wierszami coś więcej niż miłość.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 231
StillChangeable | 2016-11-04
Na półkach: Przeczytane

"Nie będziesz się zastanawiał, czy to, co czujesz, to prawdziwa miłość, bo kiedy przyjdzie, będziesz nią przerażony. Nagle zmienią się twoje priorytety. Nie będziesz myślał o sobie ani o swoim szczęściu. Będziesz myślał tylko o tej osobie i o tym, że zrobiłbyś wszystko, by uczynić ją szczęśliwą. Nawet gdyby oznaczało to odejście od niej i poświęcenie dla niej swojego szczęścia."

Gdy jakaś historia sprawi, że zaczynacie uwielbiać danego autora bądź autorkę, to chcielibyście, żeby tak było przy każdej kolejnej książce. Oczekujecie, iż dana opowieść ponownie wywoła w Was ogrom emocji i sprawi, że nie będziecie w stanie przez długi czas zapomnieć o losach bohaterów. Od dawna jestem urzeczona twórczością Colleen Hoover, dlatego też sięgając po jakąkolwiek jej książkę, za każdym razem mam nadzieję, że ponownie dostarczy mi ona ogromu wrażeń, a tym samym uniknę wszelkiego rozczarowania. Stąd też, kiedy na Targach Książki w Krakowie ujrzałam na stoisku Wydawnictwa Otwartego książkę "November 9" nie wahałam się ani chwili przed jej zakupem. Tym samym udało mi się ją przeczytać jeszcze w październiku, gdy w raptem jeden dzień pochłonęłam tę książkę. To kolejna, świetna historia, jaką zaserwowała mi autorka.
Fallon i Ben - główni bohaterowie tej książki, tudzież narratorzy poszczególnych rozdziałów, spotykają się całkowicie przypadkowo właśnie 9 listopada. Od tej pory zaczynają tworzyć dwie historie. Jedna to ta realna, w której postanawiają sobie, że co roku, przez pięć lat, właśnie 9 listopada o tej samej porze będą się spotykali i spędzali ten raptem jeden dzień swoim towarzystwie, natomiast przez kolejne miesiące nie będą się ze sobą w żaden sposób komunikować. Druga z kolei to historia pisana na papierze, gdyż Ben, jako początkujący pisarz, zainspirowany swoją nową muzą, postanawia stworzyć książkę o ich skomplikowanej relacji. Jednak lata mijają, a to, co zapisane na papierze zaczyna się różnić od tego, w co wierzy Fallon... Jak zatem potoczą się losy tej dwójki młodych ludzi? Czy któreś z nich skrywa jakieś mroczne sekrety? Czy nie pogubią się pomiędzy fikcją, a rzeczywistością? Odpowiedzi na te pytania znajdziecie oczywiście sięgając po książkę "November 9".
Jak to zwykle bywa z książkami Colleen Hoover, po odłożeniu na półkę właśnie tej historii, długo nie mogłam zebrać myśli. Zastanawiałam się, jak ona to robi, że mimowolnie zawsze rozwala mnie na kawałki, które potem skrupulatnie staram się na nowo posklejać. Jednak zanim przejdę tylko do superlatywów, muszę wspomnieć, dlaczego w ogólnej ocenie tej historii pojawił się ten niewielki minus. Otóż nie wiem czym było to spowodowane, jednak na początku kompletnie nie mogłam znaleźć rytmu tej historii. Przez kilkanaście pierwszych stron miałam wrażenie, że chyba za wysoką poprzeczkę postawiłam temu tytułowi, a jakoś szczególnie mnie nie wkręca i nie sprawia, że chcę to czytać zapartym tchem. Jednak tak było tylko przez chwilę, bo wraz z przekładaniem kolejnych kartek, moje emocje się obudziły, a ja sama do końca z ogromnym zainteresowaniem śledziłam losy bohaterów. Tak, to własnie ten moment, gdy zamierzam przekonać Was, dlaczego "November 9" skradło moje serce, pomimo początkowych problemów z wbiciem się w tę opowieść.
Emocje. To pierwsze, co przychodzi mi na myśl, gdy wracam pamięcią do tych raptem ponad trzystu stron książki. Przyznaję, że lubię sięgać po tkliwe romanse, ale do tej pory jedynie Colleen Hoover oraz Amy Harmon (dla jasności - autorka "Prawa Mojżesza") były w stanie emocjonalnie rozwalić mnie swoimi powieściami. Nie da się przebrnąć przez historię Fallon i Bena z obojętną miną. Podczas czytania emocje towarzyszyły mi nieustannie. Pojawiły się chwile, gdy uśmiech gościł na mojej twarzy bądź też niektóre momenty wywoływały napady niekontrolowanego śmiechu. Czasami czułam pewnego rodzaju frustrację względem takich, a nie innych decyzji bohaterów. Nie zabrakło także wzruszenia i tym samym łez, jakie mimowolnie podczas niektórych fragmentów pojawiały się w kącikach oczu, po czym powoli spływały po moich policzkach. Dla mnie "November 9" to kolejna emocjonalna opowieść, jaka rozwala czytelnika na kawałki.
To, co pozostaje również niezmienne to styl autorki. Jest on jednocześnie niezwykle lekki i przyjemny w odbiorze, ale też nie za banalny, dzięki czemu nie brakuje tutaj mnóstwa wspaniałych zdań, jakie skrupulatnie sobie zaznaczałam. Dlatego też całość pochłania się w mgnieniu oka, a kiedy już jest się przy samym końcu, to czuje się pewnego rodzaju żal, że za moment trzeba będzie zamknąć książkę. Co więcej, każdy rozdział czy też może nazwijmy to - większa część - skupia się na tym, co dzieje się danego roku, właśnie tytułowego 9 listopada. Jednak to, co mi się spodobało to poprzedzenie wydarzeń krótkim wierszem autorstwa Bena, jaki idealnie odzwierciedla sytuację mającą miejsce właśnie w danej części. Ten zabieg, pozornie błahy, pięknie uzupełnia tę powieść.
Jednak tym, co sprawia, że obok książki Colleen Hoover nie da się przejść obojętnie, jest fakt, że to nie tylko tkliwa opowieść o miłości. Oczywiście, że uczucie, jakie zaczyna łączyć Fallon i Bena wiedzie prym, a mimo to całość opowiada o czymś więcej. Ukazuje różne oblicza ludzkiego życia. Uświadamia, że czasami jeden moment może zmienić nasz dotychczasowy świat diametralnie, równie często pozostawiając po sobie pewnego rodzaju gorycz, jak też nutkę radości. Pokazuje jednocześnie, że nigdy nie wiadomo co nas czeka, a ludzie, którzy do tej pory wydawali się nam tacy, a nie inni, nagle odkrywają swoje sekrety. Jest to także opowieść o tym, jak ważne jest przezwyciężanie swoich słabości i odkrywanie tego, co w nas najlepsze, dzięki czemu pewność siebie nie zniknie. Stąd też autorka całkowicie kupiła mnie tą książką sprawiając, że z ogromną przyjemnością będę wracać pamięcią do historii Fallon i Bena.
Bohaterowie zostali wykreowani, jak na Colleen Hoover przystało, bardzo dobrze. Postać Fallon przypadła mi do gustu, mimo kilku momentów, podczas których lekko mnie irytowała. Przeżyła ona w swoim młodym życiu wydarzenia, które całkowicie odmieniły jej wszelkie plany i wręcz zrujnowały marzenia. Mimo to, dziewczyna postanowiła jakoś walczyć z przeciwnościami losu, a spotkanie Bena sprawiło, że bardziej uwierzyła w siebie. Natomiast skoro już jestem przy postaci mężczyzny, to przyznaję, iż nie dało się go nie polubić, chociaż również w pewnej, jednej sytuacji niezmiernie mnie zdenerwował, ale na całe szczęście szybko się ogarnął. Był on takim typowym, lekko rozkojarzonym pisarzem, momentami zagubionym chłopcem, by następnie zamieniać się w odpowiedzialnego mężczyznę. Poza głównymi bohaterami, pojawiły się też inne postacie, a każda z nich została wykreowana na swój własny sposób, niezmiernie ciekawie.
Podsumowując, "November 9" może nie będzie moim numerem jeden, jeżeli chodzi o książki Colleen Hoover, bo tutaj niezmiennie na najwyższym miejscu stoi genialne "Maybe someday", jednak wiem, że historia Fallon i Bena również na długo pozostanie w mojej pamięci. Polecam każdemu, kto podobnie jak ja uwielbia tę autorkę, jak także tym osobom, które być może nie miały z nią styczności, a lubią od czasu do czasu sięgnąć po jakiś romans.

Więcej recenzji na: www.chaosmysli.blogspot.com

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Golem

Powieść opowiada historię Athanasiusa Pernatha - konserwatora sztuki i jubilera. Mieszka on w praskim getcie w Kogucim Zaułku. Nie jest to jednak pro...

zgłoś błąd zgłoś błąd