Cztery pory roku w afgańskiej wiosce. Reportaże o wyplataniu dywanów

Tłumaczenie: Maria Białek
Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
6,95 (42 ocen i 19 opinii) Zobacz oceny
10
3
9
4
8
7
7
13
6
11
5
1
4
1
3
1
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The World is a Carpet: Four Seasons in an Afghan Village
data wydania
ISBN
9788365506207
liczba stron
352
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Ag2S

W samym środku afgańskiej pustyni, we wiosce tak odległej, że nie da jej się zlokalizować nawet w Internecie, przy krośnie siedzą kobiety i wraz z dziećmi ręcznie wyplatają przepiękne kwiatowe wzory. W tym miejscu, w którym heroina kosztuje mniej niż ryż, mieszkańcy wioski wiedzą jedno – Ziemia jest płaska niczym dywan. Anna Badkhen po raz pierwszy wyjechała do Afganistanu w 2011 roku, jako...

W samym środku afgańskiej pustyni, we wiosce tak odległej, że nie da jej się zlokalizować nawet w Internecie, przy krośnie siedzą kobiety i wraz z dziećmi ręcznie wyplatają przepiękne kwiatowe wzory. W tym miejscu, w którym heroina kosztuje mniej niż ryż, mieszkańcy wioski wiedzą jedno – Ziemia jest płaska niczym dywan.

Anna Badkhen po raz pierwszy wyjechała do Afganistanu w 2011 roku, jako korespondentka wojenna. Od tamtej pory wraca do tego kraju co jakiś czas, przyciągana krajobrazem, który geografia uczyniła nieustającym polem bitewnym, a także mieszkającymi tu ludźmi, dla których ogromną wartością staje się zachowywanie szacunku dla tradycji. Przywołując symbol czterech pór roku, w trakcie których kobiety i dzieci zamieszkujące wioskę Oka tkają, jak co roku, kolejny dywan, autorka ukazuje blaski i cienie codziennej egzystencji w afgańskiej wiosce.

W czasach, kiedy pisarze zbyt często oglądają Afganistan zza płotu strzeżonego przez amerykańskich żołnierzy, Anna Badkhen robi zupełnie inaczej: postanawia samotnie spędzić cztery pory roku na zupełnym odludziu. Taka perspektywa – zintensyfikowana miłością autorki do kraju i jej gospodarzy – pozwoliła odmalować osobliwe piękno surowej codzienności.

Pięknie napisana książka o sercach złamanych na wieki… To cudowny skarb wydobyty na światło dzienne spod ruchomych piasków pustyni.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
DziewczęZksiążką książek: 70

Smutna pieśń o dywanie

Wyobraź sobie prastare pustynie, które doświadczyły wszystkich wojen historii. Nasiąknięte krwią przodków, otulają swoim piaskiem małe osady, które nie istnieją na mapach. Osady tak oddalone od świata, że zdają się być z innej czasoprzestrzeni. Taka też jest właśnie Oka. Tak daleka, tak zatopiona w piaszczystych wydmach, że aż boleśnie nierealna. Jak fatamorgana. A jednak istnieje. I żyją tam ludzie, o których można powiedzieć dwie rzeczy – że wiodą żywot spokojny i że znają biedę niemieszczącą się w granicach pojmowania współczesnego człowieka zachodu.

Od wieków pory roku na pustyni wyznaczały wielomiesięczne okresy bez deszczu i kilka chwil, gdy deszcz napełniał nieliczne studnie, dając szansę na przeżycie na tym trudnym terenie. Czas skromnych zbiorów, czas śpiewu żurawi, zima, czas płynący swoim własnym torem, jakby wolniej. Ramadan, którego nikt tu nie przestrzega, w Oce post bowiem trwa cały rok. Tu głód zagląda w oczy niezależnie od kalendarza. A doskonałym lekarstwem na niego jest opium. Tańsze od ryżu, bardziej osiągalne niż mięso czy warzywa. Zawsze dostępne. Zawsze pomocne, odgradzające od zimna i pustego żołądka. Nawet gdy jeszcze nosisz pieluchy. A gdy dziecko trafi do szpitala, pierwsze co zrobi lekarz, to poddaje je detoksykacji. Przecież niemal wszystkie dzieci dostają od małego opium…

W Oce mieszkają marzyciele. Marzą o lepszym życiu, o miłości, o dobrobycie. Snują plany o wyjeździe z niegościnnego Hindukuszu. Ale trwają w miejscu, które znają najlepiej, do...

Wyobraź sobie prastare pustynie, które doświadczyły wszystkich wojen historii. Nasiąknięte krwią przodków, otulają swoim piaskiem małe osady, które nie istnieją na mapach. Osady tak oddalone od świata, że zdają się być z innej czasoprzestrzeni. Taka też jest właśnie Oka. Tak daleka, tak zatopiona w piaszczystych wydmach, że aż boleśnie nierealna. Jak fatamorgana. A jednak istnieje. I żyją tam ludzie, o których można powiedzieć dwie rzeczy – że wiodą żywot spokojny i że znają biedę niemieszczącą się w granicach pojmowania współczesnego człowieka zachodu.

Od wieków pory roku na pustyni wyznaczały wielomiesięczne okresy bez deszczu i kilka chwil, gdy deszcz napełniał nieliczne studnie, dając szansę na przeżycie na tym trudnym terenie. Czas skromnych zbiorów, czas śpiewu żurawi, zima, czas płynący swoim własnym torem, jakby wolniej. Ramadan, którego nikt tu nie przestrzega, w Oce post bowiem trwa cały rok. Tu głód zagląda w oczy niezależnie od kalendarza. A doskonałym lekarstwem na niego jest opium. Tańsze od ryżu, bardziej osiągalne niż mięso czy warzywa. Zawsze dostępne. Zawsze pomocne, odgradzające od zimna i pustego żołądka. Nawet gdy jeszcze nosisz pieluchy. A gdy dziecko trafi do szpitala, pierwsze co zrobi lekarz, to poddaje je detoksykacji. Przecież niemal wszystkie dzieci dostają od małego opium…

W Oce mieszkają marzyciele. Marzą o lepszym życiu, o miłości, o dobrobycie. Snują plany o wyjeździe z niegościnnego Hindukuszu. Ale trwają w miejscu, które znają najlepiej, do którego przywykli. Które daje im schronienie przed zawieruchą afgańskich niepokojów. Przed Talibami. Przed zamachami. Przed wybuchami i urwanymi od min nogami. Gdzie ich kobiety zapisują historię wioski na pięknych, ręcznie tkanych dywanach. Gdzie każdy dzień i każde wydarzenie wioski odbijają się w postaci drobnych niedoskonałości wzoru, które świadczą też o jego wyjątkowości. Drżenie rąk przyszłej matki, która już wie, że pod sercem nosi dziecko. Maleństwo, które od pierwszych dni zazna jedynie głodu i pewnie prędko umrze. Ekscytacja tkaczki zbliżającym się w wiosce ślubem. Kura, zabłąkana w warsztacie tkackim. Lepkie od cukierków dłonie małej dziewczynki. Źdźbło trawy. Piasek pustyni. Krople krwi ze spierzchniętych dłoni zmęczonej tkaczki. Rok życia, rok pracy, jeden dywan. I zapłata za niego – utrzymanie dla całej rodziny. Trochę ryżu. Opium. I przędza na kolejne archiwum życia w pustynnej wiosce. Na kolejny dywan. Dywan pełen szeptów, skrywający ślubne piosenki, blask gwiazd, rytm sierpa do cięcia przędzy i pustynny wiatr. Dywan stworzony przez kilka pokoleń kobiet, które nie umieją czytać i pisać, umieją za to stworzyć wzór tak niewyobrażalnie piękny, że nikt nie potrafiłby go powtórzyć.

Opowieści Anny Badkhen to bardzo nietypowy reportaż. Pisany jakby sercem a nie rozumem. Uczuciami a nie obrazami. To poezja o pustyni i drobinkach czasu, składających się na jego trudną historię. To pieśń o ludzkim losie pośród wydm. O sękatym życiu u stóp Hindukuszu. Nie znajdziesz tu chronologicznych faktów, pełnej historii kraju, spójnego obrazu życia jednej osoby czy rodziny. Znajdziesz za to odbicie smutku, nadziei, słońca i deszczu. Wiatru znad pustyni i śpiewu żurawi. Marzeń i głodu. Beznadziei i strachu. Beztroski i życia poza czasem. A wszystko to podane językiem tak pięknym i słowem tak melodyjnym, że nie sposób nie poczuć niemal na własnej skórze tej muzyki życia Hindukuszu, jaką miała okazję poznać autorka. Polecam zatem zarówno koneserom literatury podróżniczej, reportażu ale też literatury pięknej i poezji. Tu znajdziecie unikalna mieszankę tych gatunków.

Joanna Jurzyk

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (208)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 354
Saudyjskie-Wielbłądy | 2017-01-19
Na półkach: Przeczytane, Bliski Wschód
Przeczytana: 19 stycznia 2017

Anna Badkhen, urodzona w Leningradzie, a mieszkająca obecnie w Filadelfii dziennikarka w swojej książce opisuje życie Uzbeków mieszkających w Afganistanie. Jednak nie są to „młodzi, wykształceni, z wielkich miast” takich jak Kabul, Herat, Kandahar czy stolicy wilajatu Balch Mazar-i Szarif. Owszem, czasami udają się do stolicy prowincji po niezbędne zakupy, ale jest to wielkie wydarzenie dla lokalnej społeczności, a wspomnienia z podróży urozmaicają ich życie przez wiele kolejnych dni. To mieszkańcy wioski Oka w wilajacie Balch o istnieniu której niewiele lub zgoła nic nie wiedzą afgańscy urzędnicy. Tak biednej, że nawet talibowie nie są zainteresowani pobieraniem „zakatu” na swoją działalność a i mułła się pojawia tylko z okazji ślubów (ostatni miał miejsce 10 lat temu) bo mieszkańcy nie są w stanie niczym go ugościć.

Jedynym źródłem dochodu są przepięknie tkane ręcznie dywany, których wartość rynkowa w krajach Zatoki Perskiej czy USA sięgaja od 5.000 do 25.000 $. Wykonane w tej...

książek: 1516
deana | 2017-06-15
Na półkach: Przeczytane, 2017
Przeczytana: 15 czerwca 2017

,,Świat nie jest okrągły. Jest prostokątny! [...] Świat ma cztery rogi. Świat jest dywanem."

Czy można spojrzeć na świat z perspektywy dywanu? Czy jest w tym coś co może zainteresować? Można, gdy patrzy się na maleńki świat ukryty gdzieś na pośrodku pustyni. Zaplata się pierwszy węzeł, potem kolejny i powstaje wzór. Każdy kolejny węzeł buduje złożony obraz całości tak jak każda kolejna osoba uzupełnia i ubogaca opowieść Anny Badkhen.

Tak jak wytrawny znawca bada sploty dywanu tak ona stopniowo odsłania maleńki świat wioski Oka. Z liryzmem i prostotą pokazuje jakże inną rzeczywistość. Zagubiona gdzieś w Afganistanie, nieistniejąca na mapach wioska nagle zostaje zauważona i wystawiona na widok. Wyraźnie widać prostotę życia mieszkańców - problemy jakie ich dotykają: biedę, choroby, śmierć. Ale są też uchwycone chwile szczęścia: wspólne tkanie dywanu, ślub i wesele, oczekiwanie na dziecko. Wszystko tak inne, odległe, nierzeczywiste aż nie chce się wierzyć, że gdzieś w XXI wieku...

książek: 1047
Izabela Pycio | 2017-01-16
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 16 stycznia 2017

"Tutaj czas, rozdrobniony smutek, niepoliczalny i niemiarodajny niczym piasek, stoi w miejscu i zarazem biegnie tak szybko, że nikt nie potrafi go zmierzyć. Nikt poza tkaczkami dywanów."

Właśnie takie reportaże podróżnicze lubię czytać najbardziej, wyjątkowo plastyczne i sugestywne opisy miejsc, ludzi, kultur i tradycji. Urokliwe obrazy afgańskiej przyrody, górskie masywy, pustynne strefy, burze pyłowe, rytm kopyt wielbłądów stąpających po spieczonej ziemi, widok pól ryżowych i ziemi obsadzonej zbożem, obecność hodowanych kóz i owiec, zapach kardamonu i unoszącego się wszędzie kurzu, smak dojrzałych melonów, granatów i migdałów.

Doskonale uchwycona kwintesencja zróżnicowanego etnicznie i językowo społeczeństwa, a także przybliżenie codziennego rytmu życia jednej z wielu rodzin. Niesamowita opowieść o Afganistanie, która mocno przyciąga i kusi swą atrakcyjnością. Anna Badkhen snuje ją w przepięknym stylu, porywająco działa na czytelnicze zmysły i wyobraźnię. Nie opuszcza nas silne...

książek: 348
Marek Krzystek | 2017-11-23
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 23 listopada 2017

To co należy podziwiać, to odwaga tej dziennikarki, niezłomność i wytrwałość. W tak niesprzyjających warunkach, a już szczególnie dla kobiety. Ponadto trzeba podkreślić antywojenny wydźwięk książki, choć przecież słychać ledwo echo wojny. Razem z autorką poznajemy trudy życia w wiosce skazanej na zagładę przez pustynię i cywilizację, jesteśmy świadkami dekadencji mieszkańców, ich życia, które opiera się na wegetacji, na egzystencji poniżej wyobrażalnej przez nas minimum, a właściwie dla nas niewyobrażalnej. Reportaż uzupełniają przemyślenia autorki o charakterze melancholijnym i także zachwyt nad historią i pięknem Afganistanu, kraju zniszczonego i pozbawionego nadziei na wiele pokoleń. Autorka nawet nie szuka winnych, po prostu opisuje. Czegoś mi jednak brakuje, bo potraktowała swoją wyprawę na zasadzie przyjechałam, zobaczyłam i opisałam. Nie miała warunków, może też nie czuła potrzeby przekroczenia tej bariery, nazwę ją intymną, stania się członkiem tej społeczności. W...

książek: 231
DorotaKa | 2017-01-09
Na półkach: Przeczytane

Byłam w Oce, wiosce zapomnianej już chyba nawet przez Pana Boga. Jedynymi towarzyszami jej mieszkańców są bieda z nędzą. No i opium, lekarstwo na każdy ból dorosłego czy niemowlęcia, tańsze od jedzenia. Gdzieś na afgańskiej pustyni, w miejscu, gdzie pewnie nikt z nas nie chciałby się znaleźć z własnej woli, Anna Badkhen obserwuje powstawanie piękna na krośnie. Cudowny dywan tkany przez niepiśmienną kobietę wśród pyłu, brudu i zwierzęcych odchodów. Kilka miesięcy pracy zapewniające rodzinie byt. Krosno, przędza i pustynia - tak daleko, że nawet talibowie zostawiają Okę we względnym spokoju.

Czy można pięknie pisać o biedzie, brudzie, przemocy i beznadziei? Można, zwłaszcza, kiedy posiada się talent jak autorka tego reportażu. Nie bez przyczyny napisałam, że byłam w tej wiosce - opisy były tak plastyczne, że wyobrażenie sobie miejsc, bohaterów, wydarzeń czy nawet zapachów było nieuniknione. Afganistan to biedny kraj, i nie mam tu na myśli braku pieniędzy. To ziemia, w którą wsiąkło...

książek: 2870
Monika | 2018-04-18
Przeczytana: 07 kwietnia 2018

Książka momentami ciekawa, tylko momentami.
Generalnie nie urzekły mnie te dywanowe historie...

książek: 829
rudarecenzuje | 2017-01-24
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 24 stycznia 2017

Żyją na pustyni. Ich historię opowiadają niesione wiatrem ziarenka piasku i kolejne supełki plecionych bez końca dywanów. Skromnie, biednie, nielekko. W dalekiej Oce, o której nikt nie pamięta. A jednak napisano o nich przepiękną historię.

Anna Badkhen stworzyła niezwykły portret ludzi, którzy mają niewiele, ale skłoni są dzielić się tą odrobiną z obcymi. Opowiedziała o tych, którzy każdego dnia od nowa mocują się z życiem, biorąc na swe barki okrutne ciężary. Pokazała nam istoty ubogie, często nie posiadające o wiele więcej niż stare ubrania i kilka motków wełny, a jednak pogodzone z losem i na swój sposób szczęśliwe. Ukazana przez nią społeczność zasadniczo różni się od nas. To ludzie prości, biedni, nie mający szans na lepsze jutro, ale potrafiący czerpać radość z prostych czynności i niewielu drobiazgów. Marzący o lepszym jutrze, ale zadowalający się tym, co mają, bo czego innego mogliby oczekiwać?

W portrecie tym doszukałam się smutku i melancholii. Niesprawiedliwość losu,...

książek: 2271
Psotka | 2017-02-13
Przeczytana: 03 lutego 2017

Anna Badkhen jest dziennikarką. Urodziła się w Leningradzie, ale mieszka w Filadelfii. Książka "Cztery pory..." to historia żyjących w Afganistanie Uzbeków. Jednak dla odróżnienia nie chodzi tu o tych z bogatych krajów z którymi miałam do czynienia w książkach już niejednokrotnie. Tu przenosimy się do wioski Oka, wioski która przesycona jest skrajnym ubóstwem, a o której istnieniu nie wie nie tylko szary człowiek, ale często i afgańscy urzędnicy...

Jest to miejsce gdzie na porządku dziennym zażywa się opium. Daje się je nawet niemowlętom. Dlaczego? Bo zabija głód, który jest zmorą tamtejszej ludności. Leczy ból tak fizyczny jak duchowy. Jedynym liczącym się zarobkiem jest sprzedaż ręcznie tkanych, misternych i przepięknych dywanów. Kobiety spędzają nad jednym około roku. Za gotowy dostają oszałamiającą kwotę w wysokości do 400$. Dla nich to majątek i żyją za to kolejny rok. Dorabiając od czasu do czasu na sprzedaży chrustu i wspomagając się upolowanymi zwierzętami. Ich dywany są...

książek: 463
alison2 | 2017-03-29
Na półkach: Przeczytane

Anna Badkhen, urodzona w Leningradzie, a mieszkająca obecnie w Filadelfii dziennikarka, Afganistan odwiedziła po raz pierwszy w 2011 roku, jako korespondentka wojenna. Od tamtego czasu kraj odwiedziła wiele razy, uwiedziona pięknem krajobrazów i niezwykłą gościnnością mieszkańców. W czasach, gdy wielu pisarzy i reporterów obserwuje te miejsce zza bezpiecznego ramienia stacjonujących tam żołnierzy, Badkhen zdecydowała się zamieszkać w wiosce tak małej, że na próżno szukać o niej informacji w Internecie i tak biednej, że nawet talibowie nie tracą czasu na pobieranie tam „zakatu”.

Głównym źródłem dochodu są tutaj przepięknie tkane dywany, efekt żmudnej pracy kobiet i dzieci. W bogatych krajach ludzie płacą za nie nawet 25.000 $, jednak do kieszeni tych, którzy je stworzyli trafia co najwyżej kilkaset dolarów - wynagrodzenie za wiele miesięcy ciężkiej pracy, pieniądze, z których trzeba nie tylko utrzymać rodzinę, ale również kupić przędzę na kolejny dywan. Całe życie zdaje się obracać...

książek: 343
Wybebeszamy_książki | 2017-01-09
Na półkach: Przeczytane

DYWAN

Dywany, które widzimy na co dzień, w przeważającej większości to zaledwie elementy wystroju wnętrz. Nie mają historii. Nie niosą krzyków, cichych słów miłości, niewysłowionej akceptacji. Są nagie. Obdarte z tego, co uczyniłoby je wyjątkowymi już w chwili wyplatania.
Dywany, wychodzącego spod delikatnych, niemal przezroczystych dłoni Saury, są inne.

"(...) dywan Saury, jak każdy dywan tkany ręcznie, będzie się subtelnie różnił od innych. Będzie tylko jej. Będzie stanowił jej autobiografię, jej pamiętnik z tego roku, jej kronikę zimy, z zasmuconymi zygzakami, marzycielskimi zawijasami, melancholijnymi pętelkami i pełnymi radości węzłami. (...) Dolna szósta część dywanu będzie niemal nieuchwytnie mdląca, będzie sześćdziesięciocentymetrową kroniką porannych nudności. (...) Tk, tk, tk. Sierp Saury odmierzał czas biciem nie jednego serca, ale dwóch."

Badkhen opowiada historię dywanu Saury i wszystkich dywanów przed nim i po nim. Jednak dywan nie jest tylko przedmiotem. W jej...

zobacz kolejne z 198 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd