Las nie uprzedza

Seria: Poza serią
Wydawnictwo: Czarne
6,98 (61 ocen i 12 opinii) Zobacz oceny
10
1
9
3
8
17
7
21
6
14
5
3
4
1
3
1
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788380493353
liczba stron
112
język
polski
dodała
Ag2S

Czeczenia – kraj przeorany okrutną wojną. Maroko – raj dla turystów z Europy. W książce Krzysztofa Środy te dwie odległe krainy stają się częścią jednej opowieści o naturze świata, o przenikaniu się brutalności i delikatności, strachu i odurzenia. To proza pełna historii, które chciałoby się zapomnieć zaraz po przeczytaniu, oraz opowieści całkiem innych, jak choćby ta o Janie Potockim, autorze...

Czeczenia – kraj przeorany okrutną wojną. Maroko – raj dla turystów z Europy. W książce Krzysztofa Środy te dwie odległe krainy stają się częścią jednej opowieści o naturze świata, o przenikaniu się brutalności i delikatności, strachu i odurzenia. To proza pełna historii, które chciałoby się zapomnieć zaraz po przeczytaniu, oraz opowieści całkiem innych, jak choćby ta o Janie Potockim, autorze Rękopisu znalezionego w Saragossie i podróżniku, który pragnął zrozumieć ludzką naturę, badając zwyczaje egzotycznych ludów i dzieje dawnych cywilizacji.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
tsantsara książek: 9552

O delikatności ludzi wojny

Trudno zaklasyfikować tę książkę: to esej i zarazem rodzaj dziennika z podróży pomiędzy Marokiem a Mongolią – trochę po śladach Wacława Potockiego, którego „Podróże”, wydane po polsku w 1959 autor wozi ze sobą. Innym spoiwem tak odległych światów jest islam Czeczenów i Arabów. I trwający od dziesięcioleci permanentny stan wojny, w którym żyją.

Do Maroka Środa jeździ, by znaleźć spokój – by pisać. Zatrzymuje się w hotelikach małych miast, chodzi do fryzjera i na kawę, jak miejscowi. Dziś i w takich ustronnych miejscach, mimo powierzchownego spokoju, wręcz zastoju czasu, odczuwalne jest napięcie – Europejczyk rzuca się od razu w oczy. Wbrew jakimkolwiek obawom zwykle autor zaskakiwany jest uprzejmością nawet młodych muzułmanów, która wobec podróżnych była niegdyś zwyczajowym prawem – jak polski nakaz gościnności i nietykalności gościa w naszym domu. To dzięki tej powszechnej życzliwości wobec podróżnych karawany kupców mogły kiedyś podróżować, przywozić przyprawy z odległych Indii, przebywać nieprawdopodobne odległości jedwabnego szlaku.

Czeczeni wojnę znają od stuleci, nauczyli się z nią żyć. Chodzą ostrożnie po świecie, wyczuwają jej oznaki, reagują jak czułe membrany, jak doświadczeni stalkerzy (Strugackich, a może bardziej Tarkowskiego?) na najmniejsze zawirowania Strefy. Różdżkarze wojny. Wyczuleni na nią jak zwierzęta na trzęsienie ziemi. Małomówni, dzielą się przecież z autorem swymi obawami.

- To Rosjanie strącili wam ten samolot – mówi.
- Który? – pytam, bo...

Trudno zaklasyfikować tę książkę: to esej i zarazem rodzaj dziennika z podróży pomiędzy Marokiem a Mongolią – trochę po śladach Wacława Potockiego, którego „Podróże”, wydane po polsku w 1959 autor wozi ze sobą. Innym spoiwem tak odległych światów jest islam Czeczenów i Arabów. I trwający od dziesięcioleci permanentny stan wojny, w którym żyją.

Do Maroka Środa jeździ, by znaleźć spokój – by pisać. Zatrzymuje się w hotelikach małych miast, chodzi do fryzjera i na kawę, jak miejscowi. Dziś i w takich ustronnych miejscach, mimo powierzchownego spokoju, wręcz zastoju czasu, odczuwalne jest napięcie – Europejczyk rzuca się od razu w oczy. Wbrew jakimkolwiek obawom zwykle autor zaskakiwany jest uprzejmością nawet młodych muzułmanów, która wobec podróżnych była niegdyś zwyczajowym prawem – jak polski nakaz gościnności i nietykalności gościa w naszym domu. To dzięki tej powszechnej życzliwości wobec podróżnych karawany kupców mogły kiedyś podróżować, przywozić przyprawy z odległych Indii, przebywać nieprawdopodobne odległości jedwabnego szlaku.

Czeczeni wojnę znają od stuleci, nauczyli się z nią żyć. Chodzą ostrożnie po świecie, wyczuwają jej oznaki, reagują jak czułe membrany, jak doświadczeni stalkerzy (Strugackich, a może bardziej Tarkowskiego?) na najmniejsze zawirowania Strefy. Różdżkarze wojny. Wyczuleni na nią jak zwierzęta na trzęsienie ziemi. Małomówni, dzielą się przecież z autorem swymi obawami.

- To Rosjanie strącili wam ten samolot – mówi.
- Który? – pytam, bo rozmawialiśmy właściwie o czymś innym.
- Ten z waszym prezydentem.
Śmieję się. A potem długo przekonuję go, że to nieprawda. Bez skutku. W końcu zadaję rozstrzygające moim zdaniem pytanie:
- Asłam, a na ch... oni mieliby to robić?
On jednak nie ma żadnego kłopotu z odpowiedzią.
- Żebyście wiedzieli, że mogą – mówi bez chwili wahania.
(s.28)

Autor stara się być racjonalnym, bagatelizuje ich ostrzeżenia, ale i czytelnik wyczuwa tego robaka, który po takich słowach gdzieś w nas tkwi: a co, jeśli rzeczywiście tu przyjdą?

- Jest taka przepowiednia – Asłam mówi dalej – że Rosjanie dojdą do Włoch, do Watykanu.
- Po co do Watykanu? – pytam.
- Nie wiem. Ale dojdą.
No tak. On wierzy w te wszystkie proroctwa. W tych świętych starców z gór (...), którzy widują przyszłość. I w sny, w których widzi się ją samemu. Ja wciąż patrzę na te rzeczy inaczej. Czyli wcale nie patrzę. A jeśli, to co najwyżej tak, jak się ogląda historie pokazywane w kinie”. (s.40)

Czeczeni do Polski przyjeżdżają sami. Narrator ich po prostu spotyka („Bóg tak chciał” mówią Czeczeni, choć być może nie wierzą w Boga). Pomaga im, ale też uczy się. Bo Czeczeni przynoszą nieznane nam doświadczenie, przynoszą swe przeczucia i sny. I instynkt zwierzyny łownej, która wie, jak wyczuć niebezpieczeństwo. W dowolnym miejscu zamieszkania. Wiedzą, że gdy się mieszka przy lesie, wróg może podejść bez uprzedzenia.

Na początku autor zwierza się, że chciał właściwie napisać książkę dla chłopców w wieku 8-13 lat. To czas, kiedy człowiek jest ciekawy świata, gdy samo poznawanie go - bez podtekstów, dla samej ciekawości – jest najważniejsze i brane na serio. Ale tę radość poznania odnajduje również w pamiętniku Potockiego. Zachowali ją też Czeczeni. Zachowali też wyjątkową, dziecięcą szczerość, która istnieje tylko w przyjaźni: Wiesz, jak gdzieś jest za dużo muzułmanów, prędzej czy później muszą być kłopoty. Czyżby sami nie byli wyznawcami islamu, można by się zdziwić. Nasz islam jest inny niż arabski – podkreślają – (...) My jesteśmy sufitami. Mamy własne obyczaje. Bardzo dawne. Starsze niż islam. Dawniejsze niż Mahomet (s.50). Według nich rodzina jest ważniejsza niż teologia. Jeśli ktoś z pobudek religijnych, jako przekonany salafita, uchybił rodzinie, nie może liczyć na litość. Ani na obronę współwyznawców.

Ostatecznie nie powstała książka dla dzieci, lecz dla dorosłych. Dla dorosłych jednak, którzy chcą pamiętać czas, kiedy byli chłopcami. Bo do poznania siebie ważne jest nie tylko by wiedzieć, kim się jest, ale trzeba by także pamiętać, kim się było. Niewielka książeczka o naszych czasach, którą można czytać (z przyjemnością) wiele razy, wciąż odnajdując w niej nowe rzeczy.

Arkady Cencora

pokaż więcej

Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (257)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 899
Mariolka | 2018-01-24
Przeczytana: 24 stycznia 2018

Bardzo to jest ładne. Delikatne - to słowo wielokrotnie przewija się w tekście. Zapleść Czeczenię z Marokiem i kapkami wahabizmu, w celu pokazania współczesnej sytuacji islamu to pomysł karkołomny, a tutaj i udany, i nieudany. Powiódł się, bo jak już wspomniałam, to jest bardzo ładne. Nie powiódł, bo jednak okropnie powierzchowne, wrażeniowe i naskórkowe. Zwłaszcza, że autor w Maroko nie pyta, niemal nie rozmawia z ludźmi. Z czego buduje swój obraz? Z domysłów i wrażeń. Z przedmiotów. I z tego, co przetworzyli i zrozumieli inni. Ale jednak jest coś prawdziwego w tej opowieści. Może obserwator? Może właśnie nasza, współczesna, europejska percepcja? Niby podróż jest teraz łatwiejsza i dostępna niemal dla każdego, tylko w jaki sposób ją konsumujemy? Co z niej bierzemy? Jeszcze na własnym, pewnym gruncie rozmowa z innym (jakby z góry) jest możliwa. Ale na obcym gruncie już nie. Bo może trzeba by wejść w rolę tego słabszego? Tego nieporadnego, który nie wie i nie rozumie? Który musi...

książek: 638
Paweł | 2016-08-26
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
książek: 989
Saszen | 2016-11-22
Na półkach: Przeczytane, 2016
Przeczytana: 18 listopada 2016

Już w pierwszym zdaniu Krzysztof Środa zdradza, że to nie będzie książka przyjemna (Krzysztof Środa chciałby napisać książkę dla chłopców, czyli przygodową albo podróżniczą – jak wiadomo, dziewczynki czytają tylko romanse). Nie ma taka być.

W tym dziwnym reportażu przenika się kilka światów: jest Czeczenia, która istnieje w słowach znajomych autorowi Czeczenów, uchodźców ze swojej ojczyzny; jest Maroko, tłumnie odwiedzane przez europejskich turystów, a jednak ukrywające pod powierzchnią rzeczy dla nich niezrozumiałe. Są „Podróże” Jana Potockiego (tego od „Rękopisu znalezionego w Saragossie”), które dziwnym trafem przypominają nieco podróże autora. I jest wreszcie sam autor, człowiek dość przygnębiony rzeczywistością, a jednak nieumiejący zamknąć oczu na jej nieprzyjemne aspekty.

W historii Środy jest też dużo lęku – lęku, że nasz mały, komfortowy świat może runąć w każdej chwili, jak runął w Czeczenii czy innych miejscach. Bohaterowie tej cienkiej książki doświadczyli pewnego...

książek: 162
cubic | 2017-12-13
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 12 grudnia 2017

Nie do końca wiem co właśnie przeczytałem. Reportaż, zbiór felietonów, luźne myśli autora... Chyba wszystkiego po trochę. I muszę przyznać, iż mimo jest to objętościowo bardzo skromna lektura, zajęła mi bardzo dużo czasu, gdyż po kilku stronach zamykały mi się oczy. Ja jednak potrzebuje chociażby zalążka akcji, chcę widzieć cel, rozumieć tezę, chcę by autor mnie dokądś prowadził. Tutaj myśli snute przez autora rozwiewały się sennie i przepływały z tematu na temat, by po chwili znów powrócić do parzenia herbaty gdzieś w Marokańskiej kawiarni. I chyba to parzenie herbaty z tą dużą kostką cukru zapamiętam z tej książki najdłużej.

książek: 663
Marek Rygiel | 2017-08-18
Na półkach: Przeczytane, 2017
Przeczytana: 17 sierpnia 2017

Konstrukcja podebrana z "Podróży z Herodotem" Kapuścińskiego, o której zresztą autor wspomina: dwie podróże plus cytaty z dawnych kronik. Ale czy z tego coś wynika? Może. Może dla mnie zbyt delikatnie. Poetyckie subtelności w tej tematyce jakoś mnie nie biorą. Bardziej jednak do mnie przemawia Jagielski. Nawet Twardoch. A tu jakby więcej z Dehnela.

książek: 337
GZal | 2016-10-06
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 06 października 2016

Najpierw była okładka. Czytając większość książek na czytniku nie mam już okazji patrzeć na okładki. Nigdy też nie stanowiły one dla mnie tego pierwszego sita selekcji, o jakim często się słyszy. W tym wypadku mam jednak papierową wersję. Leży od kilku tygodni na biurku i patrzy na mnie, a ja na nią. I zastanawiam się o co chodzi. Szczególnie, że na stronie redakcyjnej jest informacja, że autorem zdjęcia jest Krzysztof Środa, czyli autor książki. Ale jakiego zdjęcia? Tego okienka wmontowanego w dziwny rysunek? Znając zamiłowanie autora do specyficznego rodzaju okładek, tylko się dziwiłem. Dlaczego ten różowy kolor? Ale w książce wszystko się wyjaśnia. Dość szybko.

[...]
całość:
http://www.speculatio.pl/las-nie-uprzedza/

książek: 113
morświn | 2017-01-30
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 29 stycznia 2017

Wrażliwy pisarz. Piękna, ale i smutna książka. Bardzo dobra.

książek: 9556

"Wolałbym pisać inną książkę."

Trudno zaklasyfikować tę książkę: to esej i zarazem rodzaj dziennika z podróży pomiędzy Marokiem a Mongolią – trochę po śladach Wacława Potockiego, którego „Podróże”, wydane po polsku w 1959 autor wozi ze sobą. Innym spoiwem tak odległych światów jest islam Czeczenów i Arabów. I trwający od dziesięcioleci permanentny stan wojny, w którym żyją.

Do Maroka Środa jeździ, by znaleźć spokój – by pisać. Zatrzymuje się w hotelikach małych miast, chodzi do fryzjera i na kawę, jak miejscowi. Dziś i w takich ustronnych miejscach, mimo powierzchownego spokoju, wręcz zastoju czasu, odczuwalne jest napięcie – Europejczyk rzuca się od razu w oczy. Wbrew jakimkolwiek obawom zwykle autor zaskakiwany jest uprzejmością nawet młodych muzułmanów, która wobec podróżnych była niegdyś zwyczajowym prawem – jak polski nakaz gościnności i nietykalności gościa w naszym domu. To dzięki tej powszechnej życzliwości wobec podróżnych karawany kupców mogły kiedyś podróżować,...

książek: 117
karolcm | 2017-10-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 02 października 2017

Książka ścieżek i tropów, spotkań i zażyłości różnych wag. W tej niewielkiej objętości jest jednak ogrom wielu barw świata, kultur i ścieżek, tych bocznych odnóg.

książek: 293
pr0tessa | 2018-03-29
Na półkach: 2018, Przeczytane
Przeczytana: 27 marca 2018

Autor mowil, ze nie bedzie to ksiazka przyjemna, a ona wlasnie byla dla mnie bardzo przyjemna - troche migawki, troche sen, troche jawa. Ma sie ochote isc pusta ulica w jakims dalekim kraju (Maroku?) i nucic pod nosem.

zobacz kolejne z 247 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Nagroda Nike 2017 dla Cezarego Łazarewicza

Laureatem 21. edycji Nagrody Nike został Cezary Łazarewicz - za najlepszą książkę roku jury uznało jego reportaż „Żeby nie było śladów". Nagrodę czytelników „Gazety Wyborczej" otrzymał Stanisław Łubieński za tom eseistyczny „Dwanaście srok za ogon”.Wyróżnienia zostały wręczone podczas finałowej gali w niedzielę, 1 października br. w Warszawie.


więcej
Poznaliśmy finalistów Nagrody Nike

Jury Nagrody Literackiej Nike ogłosiło nazwiska siedmiu finalistów. Laureata poznamy 1 października. Decyzję o przyznaniu nagrody jury podejmuje w dniu jej wręczenia, na kilka godzin przed uroczystą galą. Sprawdźcie jakie nazwiska znalazły się w finale nagrody!


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd