Wchodzi koń do baru

Tłumaczenie: Regina Gromacka
Wydawnictwo: Świat Książki
7,06 (161 ocen i 39 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
23
8
38
7
47
6
30
5
10
4
4
3
2
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Sus Echad Nichnas Le-Bar
data wydania
ISBN
9788380311107
liczba stron
240
język
polski
dodała
Ag2S

Niewierność kochanków, zdrada przyjaciół, wina domagająca się zadośćuczynienia. Klub w małym miasteczku. Widzowie spodziewają się rozrywkowego wieczoru, a komik na scenie dokonuje wiwisekcji, daje pokaz dezintegracji osobowości. Ma się wrażenie, że zaraz rozsypie się na oczach publiczności. Ludzie mogliby wstać i wyjść albo wybuczeć go czy wygwizdać, gdyby nie to, że wciągnął ich do swojego...

Niewierność kochanków, zdrada przyjaciół, wina domagająca się zadośćuczynienia.

Klub w małym miasteczku. Widzowie spodziewają się rozrywkowego wieczoru, a komik na scenie dokonuje wiwisekcji, daje pokaz dezintegracji osobowości. Ma się wrażenie, że zaraz rozsypie się na oczach publiczności. Ludzie mogliby wstać i wyjść albo wybuczeć go czy wygwizdać, gdyby nie to, że wciągnął ich do swojego piekła. Dowale Gee, starzejący się komik, czarujący, nieodpowiedzialny, odpychający, obnażył ranę, z którą żył przez wiele lat – brzemienny w skutki, przerażający wybór między dwojgiem najdroższych sobie ludzi, jakiego musiał dokonać.

Wchodzi koń do baru to wstrząsająca lektura. Komik na scenie jest rozdarty między zobowiązaniem wobec publiczności a długiem wobec samego siebie. Posiłkując się jarmarcznym humorem i przekomarzając z widownią, wywołuje odrazę i współczucie – ludzie nie wiedzą, czy śmiać się, czy płakać. Wszystko rozgrywa się w obecności jego przyjaciela z lat dziecięcych, który stara się zrozumieć, dlaczego został sprowadzony na to przedstawienie.

 

źródło opisu: materiały wydawnictwa

źródło okładki: materiały wydawnictwa

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 649
Dominika Rygiel | 2017-07-10
Na półkach: Przeczytane, 52 / 2017
Przeczytana: 10 lipca 2017

Netanja, małe izraelskie miasteczko. Kameralny bar z przyciemnionym światłem. Ciasno ustawione stoliki, dyskretne kelnerki roznoszące ostatnie kufle z piwem, gwarna, rozemocjonowana publiczność. Przyciemniona scena. Atmosfera wyczekiwania.

– Dobry wieczór! Dobry wieczór! Wiii-tam wspaniałe miasto Cee-zaa-ręę!!!

Powoli zapadająca cisza. Ekscytacja. Sporadyczny chichot. Nieśmiałe oklaski.

– Panie i panowie (…). Prozę o oklaski, przed wami Dowale G.!”

Komediowy występ stand-up i jego charyzmatyczny artysta, którego celem jest kupić, rozbawić, ująć i powalić publiczność jedyną bronią, jaką posiada: monologiem, przemową przepełnioną błyskotliwym żartem, odpowiednią mimiką, magnetyzującą osobowością.

Bo dla was (…) tak naprawdę wszystko jest tylko pretekstem do śmiechu, każda rzecz i każda osoba, wszystko jak leci, Czemu nie, skoro ma się odrobinę talentu do improwizacji i dobry refleks, to z każdej rzeczy można zrobić dowcip albo parodię, albo karykaturę: z choroby, śmierci, wojny, wszystko da się wyśmiać, tak?!

Dowale wchodzi w swoją rolę. Uśmiecha się znacząco, nawiązuje kontakt wzrokowy z poszczególnymi gośćmi, nie siląc się na merytoryczną cenzurę płynnie żongluje tematami, sypie żartami jak z rękawa. Zabawy, dowcipy, anegdoty, figle, śmichy-chichy – wszystkie płynące z egzystencjalnego serca komika, wszystkie bez wyjątku niczym bumerang – uderzające w publiczność i po dwakroć w stand-upera.

Bo ta pierdolona dusza, niech zginie i przepadnie, przez cały czas jeździ po nas wte i wewte, zauważyliście to? (…) Raz chce tak, a raz śmak, niekiedy tryska euforią i fajerwerkami, a pół minuty później wali cię pałką w łeb, w jednej sekundzie jest zajebiście fajnie, w następnej ona ma kryzysy, kaprysy i piździsy!

Na pozór niewinna oracja, ze słowa na słowa, ze zdania na zdanie staje się rozdrapywaniem starych ran, szperaniem w najgłębszych zakamarkach duszy, dogłębną analizą życiowych wzlotów i upadków artysty. Komediowy z założenia występ stand-up staje się swego rodzaju spowiedzią Dowale’go, wywnętrzeniem najbardziej wstydliwych słabostek, odkurzeniem przykrych wspomnień, próbą rozliczenia się z życiowych niepowodzeniem i wyborów.

Mówiliśmy o urodzinach, które, jak wiadomo, są dniem rachunku sumienia, badania własnej duszy, przynajmniej dla tych, którzy ją posiadają, co do mnie to, prawdę mówiąc, w mojej obecnej sytuacji najzwyczajniej w świecie nie stać mnie na utrzymanie duszy. Serio mówię, dusza to interes, którego trzeba non stop doglądać, no nie? Niekończące się zabiegi. Dzień w dzień trzeba ją serwisować, od świtu do nocy. No sami powiedzcie, czy nie mam racji?

Z samego już rysu fabularnego nietrudno wywnioskować, iż Wchodzi koń do baru to wprost olśniewający występ podstarzałego komika. Trudno się z tą tezą nie zgodzić. Dawid Grosman w sposób zjawiskowy skreślił portret głównego bohatera. W odniesieniu do odtworzenia stand-upowej rzeczywistości autor dał nadnaturalny pokaz swych stylistycznych możliwości. Szczegółowe ukazanie gestów, niemal lustrzane odzwierciedlenie mimiki twarzy, uzewnętrznienie za sprawą luźnych skojarzeń zamaskowanych emocji, wszystko to splecione nitką egzystencjalnego bólu Dowale’go daje razem wstrząsający obraz człowieka walczącego ze swoimi demonami, usilnie szukającego rozgrzeszenia, antidotum na egzystencjalny ból, wytłumaczenia niewytłumaczalnego.

Środek przeciwbólowy? Mnie trzeba całkowitego znieczulenia.

Izraelski dziennikarz z niebywałą łatwością, nad wyraz sprawnie, elastycznie lawiruje słowem. Osnowa fabularna wsparta została cynicznym poczuciem humoru, które z jednej strony bawi, z drugiej podżega do zastanowienia się nad brzemieniem i konsekwencjami młodzieńczej lekkomyślności czy też bezmyślności wieku dojrzałego.

Pieniędzy, jak już ustaliliśmy nie mam. Ani grosza przy dupie, nawet dupy prawie nie mam, za to mam piątkę dzieci, tyle że żadnego z nich nie mam, a moim największym osiągnięciem w życiu jest to, że udało mi się wyprodukować dużą i bardzo zjednoczoną rodzinę – przeciwko mnie.

Całość w odbiorze daje niebywale realistyczny, wielowymiarowy obraz ponadprzeciętnie dobrego popisu oratorskiego stand-upera, jego bolesnej życiowej drogi, a co za tym idzie jego scenicznej osobowościowej dezintegracji.

(…) balansowanie na linie. W każdej chwili można się roztrzaskać na oczach widowni.

Wchodzi koń do baru to emocjonalny balon, w który jego autor pompuje, pompuje i pompuje powietrze, a ten nadyma się i nadyma, rośnie w siłę z każdym dowcipem i niewinnym figielkiem, który z każdym na pozór błahym żartem puchnie i puchnie, grozi nieuniknionym wybuchem.

Wyczuwa oczywiście, że cały występ zaczyna skręcać na boczny tor. Jest tu jeden konar, który okazuje się cięższy od całego drzewa.

I w tym momencie zmuszona jestem przerwać ten pochwalny pean na cześć tej niesłychanej powieści. Przyznaję, że niemal do końcowej strony jest ona genialna. Zachwyca lingwistyczną giętkością, wstrząsa emocjonalną głębią, wodzi za nos tajemnicą, nieuniknioną egzystencjalną katastrofą głównego bohatera. Ta jednak nie nadchodzi. A przynajmniej nie w takim stopniu, jakiego odbiorca, po całości monologu jest w stanie sobie wyobrazić, na który się nastawia, którego masochistycznie pragnie. Niewymierna szkoda, powieść ta to lektura ponadprzeciętna, która pretendowała do miana arcydzieła.

Wprawdzie, cytując za autorem, książka ta

(…) to tylko słowa. Wiatr i brzęczenie dzwoneczków. Jednym uchem wpadnie, drugim wypadnie.

Zapewniam Was jednak, że pomimo zawodu zakończeniem, książka ta to nie tylko słowa. To prawdziwie uwodzicielski, bolesny monolog, cyniczna rozprawa na temat niegodziwości życia. To opowieść, która smakuje goryczą, pachnie bolesną prawdą, przeszywa do głębi. Degustuje i zachwyca jednocześnie. To trzeba przeczytać.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Wszystkie nasze obietnice

„Wszystkie nasze obietnice” Colleen Hoover to kolejna niezwykle emocjonalna książka tej autorki. "Serce mojego męża to moje jedyne wybawienie, a...

zgłoś błąd zgłoś błąd