Nie mówcie, że nie mamy niczego Madeleine Thien 7,2

Do tej pory wydarzenia na placu Tienanmen w Chinach kojarzyły mi się tylko ze słynną fotografią, przedstawiającą mężczyznę z siatkami na zakupy stojącego przed szeregiem czołgów. Ale lektura powieści napisanej przez finalistkę Nagrody Bookera Madelaine Thien sprawiła, że nareszcie rozumiem, po co ten człowiek tam stał i o co chodziło demonstrantom, którzy zostali krwawo stłumieni przez wojsko. I kiedy w naszej telewizji Joanna Szczepkowska w 1989 roku oznajmiała radosnym głosem, że „4 czerwca skończył się w Polsce komunizm”, w Pekinie żołnierze uzbrojeni w ostrą amunicję strzelali do bezbronnych studentów i rozjeżdżali strajkujących czołgowymi gąsienicami.
Żeby dobrze zrozumieć, co naprawdę wydarzyło się w chińskiej stolicy warto się wysilić i przeczytać tę monumentalną powieść, w której autorka opowiada o losach dwóch rodzin, których członków łączy wielki talent muzyczny i dwóch pokoleń, z których jedno przeżyło rewolucję kulturalną Mao Zedonga, a drugie protestowało na placu Tiananmen.
Zachwyciła mnie budowa tej książki, bo przypomina ona słynne powieści szkatułkowe. Oto w roku 1990 w Vancouver matka 10-letniej Marie przyjmuje do swojego domu młodą kobietę, która uciekła z Chin po masakrze na placu. Ai-ming powoli opowiada historię swojej rodziny i przyjaciół, poczynając od początków rządów Mao aż do swojej ucieczki. W tej historii ciągle słychać muzykę, bo jej bohaterami jest troje wybitnie utalentowanych muzyków: skrzypaczka Zhuli, pianista Kai i kompozytor Wróbel. To prawdziwi artyści, którzy nie mają szansy pozostać wyłącznie artystami, bo w ich życie brutalnie wkracza polityka. A ona nie bierze jeńców. Bohaterowie są zmuszeni wciąż wybierać, ukrywać się ze swoimi prawdziwymi poglądami i marzeniami, bezustannie definiować się na nowo. Nie mogą być po prostu sobą i robić tego, co chcą, bo porywa ich nurt rewolucji. Skutki ich wyborów okażą się dalekosiężne i zdefiniują życie kolejnych pokoleń.
Czytając tę historię byłam zdumiona tym, jak bardzo różni się metalność Chińczyków od mentalności europejskiej. Nie sposób zrozumieć, jak to możliwe, że ludzie tak łatwo poddają się tresurze ideologicznej i naprawdę szczerze wierzą w to, że słuchanie niewłaściwej muzyki, czy czytanie zakazanych książek czyni z nich wroga narodu i słusznym jest wysłanie ich na reedukację w zapadłe zakątki kraju do ciężkiej pracy. Jak to możliwe, że artysta, który dostaje od władzy zakaz komponowania, nie buntuje się, a nawet przez 20 lat nie dotyka papieru nutowego, bo wierzy w słuszność tej kary? Jak to możliwe, że ludzie z pełnym przekonaniem znęcają się nad drugim człowiekiem, urządzając publiczne seanse lżenia, bicia i poniżania osób, które oskarżono o kontrrewolucjonizm? I wreszcie ciekawi mnie, jak udało się przywódcom partii komunistycznej aż tak zastraszyć naród chiński, że potulnie znosił tyranię i jeszcze błogosławił przewodniczącego Mao, co słychać było w każdym powitaniu i pożegnaniu.
Bardzo podobał mi się sposób, w jaki Thien pisze o swoich bohaterach. Są oni żywi, pełni emocji i pasji. Pięknie charakteryzują ich imiona: Stara Kotka, Wielka Matka Nóż, Wróbel, Ptak Ciszy, Wachlarz. Autorka pochyla się nad każdą postacią, nawet nad taką, która zrobiła rzeczy niewybaczalne. Nie piętnuje, nie ocenia. Pokazuje tylko, że koszmar rewolucji polegał też na tym, że zmuszał dobrych ludzi do robienia rzeczy strasznych, do zaprzeczania swoim wartościom, do wyrzekania się siebie.
Niełatwa to lektura, ale daje dużą satysfakcję. Polecam.