Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Epifania Wikarego Trzaski

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
6,69 (290 ocen i 29 opinii) Zobacz oceny
10
10
9
21
8
38
7
93
6
85
5
30
4
5
3
4
2
1
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
8373846921
liczba stron
173
język
polski

Trzecia powieść Szczepana Twardocha, jednego z najbardziej obiecujących młodych polskich pisarzy, socjologa, filozofa, publicysty, jest czymś więcej niż kolejną fantastyczną historią. To podróż przez śląską prowincję, gdzie każdy człowiek ma swój dramat, opowiedziana znakomitym językiem, obfitująca w niebanalne pomysły i oryginalne spostrzeżenia – wyjątkowa książka. Jej bohater, tytułowy...

Trzecia powieść Szczepana Twardocha, jednego z najbardziej obiecujących młodych polskich pisarzy, socjologa, filozofa, publicysty, jest czymś więcej niż kolejną fantastyczną historią. To podróż przez śląską prowincję, gdzie każdy człowiek ma swój dramat, opowiedziana znakomitym językiem, obfitująca w niebanalne pomysły i oryginalne spostrzeżenia – wyjątkowa książka. Jej bohater, tytułowy ksiądz Jan Trzaska, intelektualista w sutannie, zostaje wikarym w małej miejscowości na Górnym Śląsku. Czuje się tam jak na zesłaniu – aż pewnej nocy zjawia się u niego Jezus Chrystus w towarzystwie archanioła Michała. Odtąd słowo wikarego oszałamia, dotyk leczy, a na Śląsk zjeżdżają dziennikarze, duchowni, a przede wszystkim chorzy pragnący uleczenia. Czy to jednak możliwe, żeby Jezus rozmawiał z człowiekiem?

 

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 25
BlackenedBooks | 2015-07-27
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 26 lipca 2015

Tę i inne recenzje, znajdziecie na:
http:/www.blackenedbooks.blogspot.com

Szczepan Twardoch. Nazwisko w środowisku czytelniczym bardzo znane. Ślązak, filozof, socjolog i publicysta. Przede wszystkim zaś - kontrowersyjny pisarz, który od dłuższego czasu... konsekwentnie buduje swój wizerunek i robi wokół siebie całkiem dużo szumu, choćby wyrażając się w mało wyszukanych słowach o wyroku Sądu Najwyższego dotyczącego uznania Ślązaków za odrębny naród (słynne Pi***ol się, Polsko.), czy niedawno otrzymując od Mercedesa misję ambasadorowania tejże marki, co oczywiście wiąże się również z otrzymaniem bardzo przyjemnie wyglądających czterech kółek (I jak mniemam, dających równie przyjemnie się prowadzić). A poza tym pisze cenione przez krytyków i czytelników książki.

Nie jest to moje pierwsze spotkanie z tym śląskim twórcą. Pierwszą przeczytaną przeze mnie książką, był jego debiut - Sternberg, wydany nakładem SuperNOWY. Szczerze mówiąc, niespecjalnie mi się spodobał. Nie było to może jakieś dno, ale szczerze mówiąc nic nie zapowiadało, że z Twardocha coś wyrośnie.

Drugim podejściem była próba przebrnięcia przez Wieczny Grunwald: Powieść zza końca czasów, wydanej z okazji 600-lecia Bitwy pod Grunwaldem. Koncept był genialny. Opowieść o Paszce, bękarcie króla Kazimierza Wielkiego spłodzonym ze zwykłą ladacznicą, który po każdej swojej śmierci trafiał do innej, alternatywnej bądź przyszłej wersji historii polsko-niemieckiej, w tym do swojej ulubionej - Przezwiecznego Grunwaldu. Opowieść pełna brudu, krwi i ostatecznego zaorania narodowych, romantycznych mitów. Niestety, fabuła była śmiertelnie pogmatwana. Tekst mnie kompletnie przerósł i to pomimo tego że czytałem już różne dziwactwa. Do tego XIV-wieczna polszczyzna dominująca w książce (to znaczy w tych fragmentach, gdzie Paszko opisuje swoje istne światowanie - tj. pierwsze życie). Może do niej wrócę, ale pewnie nieprędko.

Czas na próbę numer trzy.

epifania

1. Epifania «oficjalna nazwa święta Objawienia Pańskiego»
2. rel. «ukazanie się, objawienie»
3. «niezwykłe doznanie, olśnienie»

~Słownik Języka Polskiego

Epifania wikarego Trzaski, to trzecia powieść w dorobku artystycznym Szczepana Twardocha. Nagrodzona została w 2008 roku Srebrnym Wyróżnieniem Nagrody Literackiej im. Jerzego Żuławskiego. Opowiada ona historię tytułowego księdza - wikarego Jana Trzaski. Był on obiecującym, warszawskim kapłanem z rozpoczętym doktoratem z filozofii. Niestety, ze względu na to, że był synem działacza ROPCiO, który niejednokrotnie w przeszłości krytykował przełożonego młodego księdza, arcybiskupa Ziarkiewicza, został niejako wysłany na wygnanie, na małą parafię na Górnym Śląsku, a konkretniej do miejscowości Drobczyce pod Gliwicami. Czuje się tam źle. Jako gorol był stygmatyzowany przez społeczność hanysów, na jego msze chadzało nieliczne grono wiernych, a i uczniowie miejscowego gimnazjum kompletnie go nie szanowali.

Wszystko zmienia się pewnego dnia, gdy kapłanowi objawia się nie kto inny, jak sam Jezus Chrystus razem z archaniołem Michałem, żywcem wyjęci ze świętych obrazów. No może poza jednym szczegółem. Na obrazach nie mieli na nadgarstkach dziwnych, elektronicznych urządzeń z grami. Od tego dnia jego słowa hipnotyzują, a jego dotyk leczy. Ma on również przekazać w przyszłości ludziom przekazać Drugie Objawienie...

Tego dnia, Drobczyce staną się obiektem zainteresowania dziennikarzy czołowych, antyklerykalnych dziennikarzy, a także samego Episkopatu.

Czy epifania młodego księdza, jest też objawieniem literackim? Dobre pytanie. Myślę, że słowo objawienie byłoby tu pewnym nadużyciem, choć niekoniecznie jakimś wielkim.

Otrzymujemy ciekawą mikropowieść. Z początku zabawną - udało mi się nawet zaśmiać głos, później już znacznie poważniejszą. Fabuła oparta została na stosunkowo prostym schemacie, niby nie ma co się nad nią specjalnie co rozwodzić, ale z drugiej strony... z racji objętości, znalazło się w niej sporo niedopowiedzeń każących nam zastanowić się, czy owo objawienie było dziełem boskim, czy może szatańskim? A może w ogóle tytułowa epifania, była tak naprawdę efektem utajonej choroby psychicznej, w rodzaju tej na którą cierpiał wypytujące o bardzo szczegółowe zagadnienia teologiczne Kocik? Nie dokończono też wielu ważnych wątków. Zastanawiam się, na ile ich otwarte zakończenie było zagraniem celowym, a na ile wymuszone chęcią zamknięcia się w krótkiej formie.

Ponadto znajdziemy tutaj sporo krytyki w stronę Kościoła Katolickiego, zwłaszcza polskiego. Instytucji, która moim zdaniem (i chyba zdaniem autora, a przynajmniej widać to w treści) pogubiła się i zamiast realizować swój pierwotny cel - walkę o rząd dusz, nazbyt upolityczniła się. I nie chodzi tu tylko o wtrącanie się w sprawy państwa wbrew oficjalnemu rozdziałowi ołtarza od tronu, ale także o wewnętrzne, bezwzględne gry o tron na szczytach władzy.

Oprócz tego Epifania jest pełną ironii opowieścią o Śląsku, a konkretniej śląskiej prowincji. O specyfice tego regionu, z perspektywy osób które kompletnie nie chcą się tam znaleźć. Tutaj plus dla autora, który nie bał się bardzo szczegółowo osadzić akcji w tym regionie i dodać bardzo istotny smaczek, w postaci licznych wypowiedzi w gwarze śląskiej. Bogu dzięki tłumaczenia zostały umieszczone w przypisach. Niby sporo rzeczy można domyślić się z kontekstu, ale zawsze znajdzie się dziwne słowo/wyrażenie/zdanie które umknie naszej intuicji. Zwłaszcza że, ślunsko godka, została zapisana w sposób specyficzny

Problem mam z zakwalifikowaniem tej książki. Czy jest to jeszcze fantastyka? Bo to nam sugeruje samo wydawnictwo, wydając książkę w serii Behemot, zarezerwowanej dla pozycji fantastycznych. Jeśli tak, to czy boskie objawienia należy włożyć między bajki? Czy może jest to już powieść realistyczna? Jeśli tak, to skąd wzięły się tak niemożliwe wydarzenia jak uzdrowienie chorego cierpiącego na ostatnie fazy sepsy, albo uciszenie całego gimnazjum jednym kazaniem, do tego wygłoszonym na szkolnym boisku? Może najbezpieczniej będzie użyć terminu, którego użył Jacek Dukaj - realizm nieateistyczny.

Epifania wikarego Trzaski, to książka w której widać rodzący się potencjał jednego z ciekawszych nazwisko polskiej literatury. Mimo niewielkiej objętości, poruszone zostały w niej ważne tematy związane ze sferą często pomijaną - sferą duchowości i wiary. Między innymi o istotę Boga, jego pochodzenie, istotę wiary, czy wreszcie odwieczne pytanie ludzkości unde malum? A już na pewno mało komu udało się napisać o wierze chrześcijańskiej w sposób pozbawiony jakiegokolwiek moralizatorstwa. Czego można było się spodziewać, biorąc pod uwagę, że Twardoch swego czasu pisał dla ... Frondy, a także dla Christianitas.

Trzecie spotkanie z Twardochem uważam za udane. To dla mnie kolejny bodziec, aby przesunąć na liście książek do przeczytania, przesunąć nieco wyżej Dracha. Albo Morfinę?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Świętość zaczyna się zwyczajnie... od uśmiechu!

Książka jest zapisem rekolekcji wielkopostnych, które o. Knabit wygłosił w 2010 roku w parafii św. Antoniego w Redzie k. Pucka. Autor przyzwyczaił nas...

zgłoś błąd zgłoś błąd