Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Znalezione nie kradzione

Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Cykl: Bill Hodges (tom 2)
Wydawnictwo: Albatros
7,31 (3046 ocen i 432 opinie) Zobacz oceny
10
187
9
318
8
807
7
1 010
6
507
5
142
4
46
3
24
2
5
1
0
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Finders Keepers
data wydania
ISBN
9788378855996
liczba stron
480
język
polski
dodała
maleństwo

Inne wydania

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller. "Pobudka, geniuszu" – tymi niepokojącymi słowami zaczyna się opowieść o psychopatycznym czytelniku, którego literatura popycha do zbrodni. Geniuszem jest John Rothstein, autor porównywany z J.D. Salingerem, twórca słynnej postaci Jimmy’ego Golda, który jednak od kilku dekad nie wydał...

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller.

"Pobudka, geniuszu" – tymi niepokojącymi słowami zaczyna się opowieść o psychopatycznym czytelniku, którego literatura popycha do zbrodni.

Geniuszem jest John Rothstein, autor porównywany z J.D. Salingerem, twórca słynnej postaci Jimmy’ego Golda, który jednak od kilku dekad nie wydał żadnej książki. Czytelnikiem – Morris Bellamy, wściekły nie tylko o to, że jego ulubiony autor przestał publikować nowe powieści, lecz także dlatego, że sprzedał nonkonformistyczną postać Jimmy’ego Golda dla zysków z reklam. Morris wymierza Rothsteinowi karę najdotkliwszą z możliwych. Zabija go i opróżnia jego sejf z gotówki. Kradnie też notesy zawierające co najmniej jedną niewydaną jeszcze powieść z Goldem. Morris ukrywa swój skarb, po czym za inne przestępstwo trafia do więzienia. Kilka dekad później chłopiec o nazwisku Pete Sauberg znajduje ukryty łup Bellamy’ego. Teraz Bill Hodges, Holly Gibney i Jerome Robinson muszą ratować chłopca i jego rodzinę przed mściwym Morrisem, który po trzydziestu pięciu latach, ogarnięty jeszcze większym obłędem, wychodzi na wolność.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Albatros, 2015

źródło okładki: http://www.wydawnictwoalbatros.com/

pokaż więcej

Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Sylwia książek: 867

Wszystko gówno znaczy

A człowiek powinien płacić za swoje obsesje.
Stephen King, „Stukostrachy”

Wszystko gówno znaczy. Jimmy Gold nie mógł wiedzieć, że wypowiedziane przez niego słowa, będą tak ważne dla wielu ludzi, nawet po tylu latach od momentu ich wypowiedzenia. Główną przyczyną jego niewiedzy nie był jednak brak intuicji czy niewiara w powagę własnych słów. Głównym powodem było to, że Jimmy Gold nie był człowiekiem z krwi i kości – był jedynie bohaterem trylogii znanego amerykańskiego pisarza, Johna Rothsteina. Choć słowo „jedynie” okazuje się być niemal ironiczne, jeśli wziąć pod uwagę wpływ, jaki ta postać zdołała wywrzeć na bohaterów najnowszej powieści Stephena Kinga, „Znalezione nie kradzione”.

W 1978 roku Morris Bellamy, mający niewiele ponad dwadzieścia lat fan pierwszych dwóch części trylogii o Goldzie, mówi: Pobudka, geniuszu i te słowa okazują się być początkiem końca. Bellamy jest oślepiony zarówno fascynacją pisarzem, który stworzył tak prawdziwego bohatera, będącego idolem dla wielu młodych ludzi – buntowniczego i inteligentnego uciekiniera – jak i nienawiścią do Johna Rothsteina, który ośmielił się w ostatnim tomie upodlić swojego bohatera – sprowadzić go do poziomu przeciętnego obywatela, który w dodatku uległ komercji, wygodnemu życiu na przedmieściach i pieniądzom. Obsesji chłopaka nie da się powstrzymać, tym bardziej, że – jak głoszą plotki – pisarz na swojej farmie, na której zaszył się lata temu, ukrywa kolejne, niepublikowane powieści, być może kolejne przygody...

A człowiek powinien płacić za swoje obsesje.
Stephen King, „Stukostrachy”

Wszystko gówno znaczy. Jimmy Gold nie mógł wiedzieć, że wypowiedziane przez niego słowa, będą tak ważne dla wielu ludzi, nawet po tylu latach od momentu ich wypowiedzenia. Główną przyczyną jego niewiedzy nie był jednak brak intuicji czy niewiara w powagę własnych słów. Głównym powodem było to, że Jimmy Gold nie był człowiekiem z krwi i kości – był jedynie bohaterem trylogii znanego amerykańskiego pisarza, Johna Rothsteina. Choć słowo „jedynie” okazuje się być niemal ironiczne, jeśli wziąć pod uwagę wpływ, jaki ta postać zdołała wywrzeć na bohaterów najnowszej powieści Stephena Kinga, „Znalezione nie kradzione”.

W 1978 roku Morris Bellamy, mający niewiele ponad dwadzieścia lat fan pierwszych dwóch części trylogii o Goldzie, mówi: Pobudka, geniuszu i te słowa okazują się być początkiem końca. Bellamy jest oślepiony zarówno fascynacją pisarzem, który stworzył tak prawdziwego bohatera, będącego idolem dla wielu młodych ludzi – buntowniczego i inteligentnego uciekiniera – jak i nienawiścią do Johna Rothsteina, który ośmielił się w ostatnim tomie upodlić swojego bohatera – sprowadzić go do poziomu przeciętnego obywatela, który w dodatku uległ komercji, wygodnemu życiu na przedmieściach i pieniądzom. Obsesji chłopaka nie da się powstrzymać, tym bardziej, że – jak głoszą plotki – pisarz na swojej farmie, na której zaszył się lata temu, ukrywa kolejne, niepublikowane powieści, być może kolejne przygody Jimmy’ego Golda… Morris Bellamy wypowiada więc słowa: Pobudka, geniuszu i już wtedy nic nie jest go wstanie powstrzymać przed zbrodnią i kradzieżą. A pieniądze, które znajdowały się wraz ze spisanymi historiami pisarza, Rothsteinowi się już nie przydadzą, więc dlaczego by ich nie wziąć?

Oprócz ofiar śmiertelnych w masakrze pod City Center, w której zabójca zwany Panem Mercedesem wjechał w tłum bezrobotnych, znalazło się także wielu, których konsekwencje czynu szaleńca prześladować będą przez lata. Jednym z nich jest Tom Saubers, którego rodzina nieudolnie próbuje wygrzebać się z finansowego dołka. Wyprawa na targi pracy miała być ostatnią większą szansą dla rodziny Saubersów. Nie tylko szansą na poprawienie materialnego aspektu życia, ale także na złagodzenie konfliktu między Tomem i jego żoną, który – według ich syna Petera – nieuchronnie zbliżał rodziców do rozwodu. Masakra nie tylko uniemożliwiła Tomowi znalezienie pracy, ale pogrążyła rodzinę jeszcze bardziej. Wydawało się, że nie pojawi się już żadne światełko w tunelu, żaden promyk nadziei nie oświetli życia Toma, jego żony i dwójki dzieci. Jednak Peter pewnego dnia znajduje skarb, który okazuje się być równie cenny, co niebezpieczny…

Kiedy dwa powyższe wątki w końcu się zejdą, do akcji wkroczy również dobrze znany nam z „Pana Mercedesa” Bill Hodges i jego pomocnicy. Na szczęście, pojawiają się oni w powieści stosunkowo późno i to nie oni są jej głównymi bohaterami. Bo choć „Pan Mercedes” zapoczątkować miał trylogię, to nie jest to cykl, o którym myśli większość z nas, kiedy słyszy to słowo. Wątki z pierwszej kryminalnej powieści Stephena Kinga nie są nachalne ani mocno zarysowane; stanowią bardziej smaczki niż mocne filary, na których trzymałaby się fabuła powieści. Można nawet powiedzieć, że jest to bardziej rozbudowany zabieg, który King stosował wielokrotne w swoich dziełach, w których światy przedstawione z różnych jego książek, w którymś momencie przenikały się, stykały ze sobą i krzyżowały – na moment lub dłuższą chwilę. Tym bardziej ciekawi mnie, czy w ostatniej części trylogii pisarz pozostanie przy takim schemacie, czy jednak skupi się na znanych nam już postaciach.

„Znalezione nie kradzione” od pierwszych stron zapowiadało się lepiej niż „Pan Mercedes” i obietnicy, złożonej czytelnikowi na początku lektury, dotrzymało. Powieść mocno trzyma w napięciu i przyznaję, że niełatwo było mi się od niej oderwać. Wprowadza też bohaterów, którzy wzbudzają o wiele większą sympatię, niż miało to miejsce w przypadku powieści o szalonym mordercy z mercedesa. Czytelnik od początku kibicuje Peterowi, który z całych sił pragnie, aby jego rodzina się nie rozbiła. Również główny zły, czyli Morris Bellamy, wydaje się być postacią ciekawszą niż Pan Mercedes. Możliwe, że ma to związek z problemem, który dzięki tej postaci King przemyca do swojej powieści - obsesją czy wręcz fanatyzmem, do którego doprowadzić może literatura. To oczywiście nie pierwszy raz, kiedy Mistrz z Maine sięga po bohatera, dla którego granica dzieląca fikcję literacką od rzeczywistości dawno została wymazana. Mowa oczywiście o „Misery” – powieści, która doczekała się ekranizacji, z fantastyczną rolą Kathy Bates.

Stephen King tym razem podszedł jednak do obsesji na tle bohatera literackiego i powieści w sposób bardziej złożony. Mamy oczywiście Morrisa, którego przemiana jego fikcyjnego idola tak boli, że postanowił ukarać tego, który stworzył Jimmy’ego Golda. Z drugiej strony jest jednak również młody chłopak, który dopiero zaczyna swą wędrówkę z fascynacją, w jaką może nas wprowadzić literatura. On dopiero wkracza na ścieżkę, która w pewnym momencie się rozwidli, jednak czytelnik wie – a przynajmniej ma nadzieję – że chłopak wybierze dobrze, że fascynacja pozostanie czystą fascynacją, którą przekuć będzie można w coś dobrego. Jednak to właśnie na tym drugim przykładzie, mniej dosłownym, widać lepiej, jak niebezpieczna potrafi być literatura, jeśli nawet najczystsze serce potrafi przykryć cieniem.

W „Znalezione nie kradzione” znajdziemy sporo odwołań do popkultury, ale także do wielkich dzieł literackich, do mistrzów literatury i ich wpływu na ludzi i kształt współczesnej sztuki pisanej. Jako że mamy do czynienia nie z kim innym, a z samym Kingiem, nie zabrakło również dyskretnych nawiązań do jego własnej twórczości. Wszystko to natomiast zostało, jak na Mistrza przystało, ubrane w zgrabną formę, której kolejne strony znikają po lewej stronie otwartej książki w mgnieniu oka. Choć osobiście najbardziej urzekły mnie te fragmenty, w których poznajemy losy młodego Petera – King ma niezwykły dar do opisywania dzieciństwa, a także mniejszych i większych problemów z nim związanych – to całość przedstawia się naprawdę świetnie i przede wszystkim zachęcająco, jeśli idzie o oczekiwanie na trzecią część cyklu.

No cóż, jak rzekł jeden bohater literacki – człowiek powinien płacić za swoje obsesje, jak rzekł drugi – wszystko gówno znaczy. Możemy wybrać dla siebie cytat literacki, który nam najbardziej odpowiada, przechadzać się z nim niemalże pod rękę i mieć go ciągle w głowie. Możemy postawić na piedestale któregoś z bohaterów i założyć mu na głowę koronę bądź aureolę; wielbić go i być mu wiernym. Fikcyjni idole mają to do siebie i tym się wyróżniają na tle prawdziwych, że nigdy nas nie zawiodą. Czy aby na pewno? Dla Morrisa okazało się to nieprawdą i nie umiał się z tym pogodzić. Fikcji natomiast zabić się nie da, ale zawsze jest przecież ktoś, kto ją tworzy… Oh, kończ już tę recenzję! Przecież i tak wszystko gówno znaczy, więc jeśli chcecie, musicie sami sięgnąć po „Znalezione nie kradzione”.

Sylwia Sekret

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (6830)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 237
Paco | 2015-11-20
Na półkach: Przeczytane, King
Przeczytana: 20 listopada 2015

Zrobiłem to. Wywaliłem telewizor do śmietnika.
Pamięci. Nacisnąłem delete i przeniósł się do telewizyjnego nieba :)
( prawdziwy musiałbym wyrzucić z przyspawaną żoną ) :)
King żyje. To nie ulega wątpliwości.
I z życia tego czerpie pełnymi garściami. Pomysły.
Ta książka , ma dystans do egzystencji, jak stąd do Honolulu.
King ma ten dystans. I nim zaraża. Jest to uczucie, nie przymierzając, jak lewitowanie obok własnego ja. Własnych WAŻNYCH SPRAW. Nie cierpiących zwłoki. Które, jak spojrzeć z innej perspektywy, okazują się nie być już tak WAŻNE. Mnie rozbroił. Wlazł w moje życie, jakby mnie znał. Jakby ze mną mieszkał.
I , o zgrozo, mnie to nie odstręcza. Co ja mówię? Mnie to pasuje. Podnieca :)
Dbałość o szczegóły jest wprost proporcjonalna do poczucia humoru.
Na najwyższej kondygnacji.
Prostota, z jaką pisze, podkreśla cięte, trafne i celne riposty.
A pisze o pewnym typie. Typ jest inteligentny. Typ czyta książki. Nałogowo. Obsesyjnie. Jak my :)
A potem odlatuje. Traci...

książek: 494
Kiwi_Agnik | 2015-07-20
Przeczytana: 20 lipca 2015

"Opinia jest jak dupa: każdy ma własną"

Rewelacyjny thriller psychologiczny i porywający kryminał o fanatycznej miłości do literatury i o tym jak fikcja miesza się z rzeczywistością.

Zawiła fabuła odsłaniająca stale nowe momenty zaskoczenia, psychologiczne i dobrze wykreowane portrety bohaterów (szczególnie pełen sprytu, inteligencji i dobroci Peter, któremu bardzo mocno dopingowałam), udane i dosadne retrospekcje, cięty i wiarygodny język, niesamowity klimat z narastającym z każdą stroną napięciem.

Wspaniała wielopoziomowa i wielowątkowa pozycja, którą czyta się jednym tchem.

Pan King wie jak kraść czas.
A ja polecam, bo naprawdę warto.

książek: 503
ChicaDeAyer | 2016-05-10
Przeczytana: 10 maja 2016

Mam mieszane uczucia po lekturze tego dziecka Kinga. Jako kryminał – mocno rozczarowuje. Jako obyczajówka – nie jest źle, ale fajerwerków brak. Sięgnęłam po kontynuację sagi detektywistycznej, a otrzymałam hybrydę, nie wybijającą się w żadnym aspekcie ponad przeciętność.

Nie będę ukrywać, że nastawiałam się – co oczywiste i uzasadnione - na coś na kształt „Pana Mercedesa”, czyli kryminał utrzymany w klasycznej konwencji z małym twistem. Nie rozumiem po co Mistrz chciał na siłę ulepszać coś, co w miarę nieźle funkcjonowało i odszedł od tego zamysłu w jakimś bliżej nieokreślonym kierunku. Jedyne, co pozostaje wspólne z przywołanym tytułem, to obecność (dodajmy, marginalna) już znanych czytelnikowi bohaterów i powiązanie historii z wcześniejszymi wydarzeniami (a raczej – atakiem Pana Mercedesa). Wszystkie inne pozytywy gdzieś zostały po drodze zgubione – brak charakterystycznej atmosfery, napięcie jest zerowe – podobnie jak suspens. Ta lektura nie dostarczyła mi ani rozrywki, ani...

książek: 297
GraceSuarez | 2016-09-22
Przeczytana: 22 września 2016

Co za rozczarowanie! Aż przykro mi to pisać. Nigdy nie spodziewałabym się, że kontynuacja czegoś co mi się tak bardzo podobało może być tak nieudana.
'Pana Mercedesa' czytało mi się jednym tchem. Był to świetny trzymający w napięciu kryminał. Jeżeli zaś chodzi o tę książkę to momentami miałam wrażenie jakbym czytała całkiem nowy tytuł a kontynuację.
Oczekiwałam czegoś na wzór Mercedesa (to chyba oczywiste) tymczasem otrzymałam coś całkiem odwrotnego. Coś co nawet w połowie nie spełniło moich oczekiwać. (przez to też strasznie długo czytało mi się tę powieść). Pierwsze 150 stron było w zasadzie o niczym. Wynudziłam się przy tym i gdyby nie fakt, że książka jest moja pewnie już dawno bym ją odłożyła. Niekiedy przestawałam rozumieć o czym czytam. Wątki były bardzo dziwne. Jakiś pisarz, jakiś zagubiony skarb i nic poza tym. Nie wiem, może nie jestem wystarczająco mądra, by pojąć idee tej książki. Fakt, że zaczęło się nieźle. Prolog był typowo 'kingowy'. Końcówka też niezła, ale to nie...

książek: 6160
allison | 2015-07-21
Przeczytana: 15 lipca 2015

Fani Kinga często wieszają psy na tej powieści, a mi się ona spodobała.

Na pewno nie jest to typowy kryminał, gdyż od początku znamy sprawcę i jego motywy działania. Napięcie budzi śledzenie kolejnych kroków przestępcy oraz drugiego bohatera - chłopca, który znalazł łup.
Dodatkowo akcję podkręcają dwa plany czasowe - wydarzenia z przeszłości decydują o tym, co dzieje się tu i teraz, a także odsłaniają różne szczegóły z życia mordercy.
Jakby tego było mało, przez utwór przewija się epizodycznie postać pana Mercedesa, który przebywa w szpitalu dla umysłowo chorych, jednak dla detektywa wciąż pozostaje niepokojącą zagadką. Ten niepokój udziela się czytelnikowi i daje wiele do myślenia w zakończeniu.

To, co mnie najbardziej zainteresowało w fabule, to motyw miłości do książek i podziwu dla pisarza, który tu pokazany został jako obsesja, ale także - w innym przypadku - jako lek na całe zło.

No i jeszcze ten jedyny w swoim rodzaju styl Kinga - soczysty, barwny, pełen czarnego...

książek: 2593
gwiazdka | 2015-10-11
Na półkach: Przeczytane, Rok 2015
Przeczytana: 11 października 2015

„Znalezione nie kradzione" nie jest tak typowym kryminałem jak „Pan Mercedes" (o ile tamten był typowy). Początek „Znalezionego…" bardziej pasuje mi na obyczajówkę z małą scenką kryminalną. W dodatku bez typowo kingowskiej dokładności i bez szczególików, które tak lubię u Kinga. W tej sytuacji, pomimo przyjemnej i lekkiej lektury, czułam rozczarowanie. Przecież po mistrzu grozy czytelnik spodziewa się czegoś wyjątkowego, a tu tylko przeciętność. Jednak druga połowa powieści to już była lawina akcji, napięcie rosło, chociaż i tak jak na Kinga było słabiutkie.

Książka należy do tych cieńszych, chwilami miałam wrażenie, że King nie przyłożył się i pomimo dobrego pomysłu momentami pisał na akord, aby szybciej dobrnąć do końca. Skróty akcji, zakończenie też takie na chybcika. Oczywiście wszystko jest względne, w porównaniu z twórczością Kinga „Znalezione nie kradzione" mnie rozczarowało, ale nie znaczy to, że w ogólnym podsumowaniu powieść jest słaba. Daję ocenę bardzo dobrą, bo...

książek: 882

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

"Że to wszystko nie zaczęło się od znalezienia kufra. - Hodges patrzy na tę skrzynię, czarną i wytartą, staroć z podrapanymi okuciami i zapleśniałym wiekiem. - Ale od faceta, który go tu zakopał."

Masz trzynaście lat. Znajdujesz skrzynię z ogromną kasą i niewydane książki twojego ulubionego autora, Co być zrobił?

Kiedy ty będziesz zastanawiał się nad odpowiedzią, ja opowiem ci o pewnym chłopcu, a imię jego brzmiało Peter Saubers, on znalazł taką skrzynię ze skarbem w środku. Jego rodzina pogrążona w biedzie, a on młody i szlachetny... przez 4 lata wysyłał anonimowo po 500 dolarów miesięcznie rodzicom. Czy ta kasa pomogła? Bardzo. Ale kiedyś w końcu musiała się skończyć, a ukochana siostrzyczka ma swoje zachcianki, więc co zrobić? Sprzedać rękopisy za które Morris Bellamy poszedł do więzenia. Spokojnie, na szczęście po wielu latach wychodzi warunkowo z więzienia, więc będzie miał okazję spotkać się z młodym Peterem i swoimi ukochanymi dziełami...

Wtedy na scenę wchodzi Bill...

książek: 1207
Krzysiek | 2015-06-22
Przeczytana: 21 czerwca 2015

„...Myślę, że ten tekst jest żywy. Żywy i oddycha..” (218 s.)
To tylko cytat, fragment wyrwany z tekstu...
Idealnie wręcz pasuje do tego, by w tych kilku słowach przekazać prawdę o tej książce...
Prawdę, którą udało mi się znaleźć...
A co znalezione, nie kradzione..., niech każdy znajdzie swoją prawdę!!!

Nasz umysł..., nawet, a w szczególności dla nas samych nieodgadniony...!!!
Co w sobie kryje...?
Milion myśli, które biegają na wszystkie strony świata...?
Na pewno!!!
Nieskończoność pomysłów, które rodzą i budują nasze marzenia, nasze cele...?
Z pewnością!!!
Całą masę opinii i poglądów, które pozwalają nam oceniać, wyciągać wnioski, budować własny światopogląd...?
Nie można zaprzeczyć!!!
A w tym wszystkim wyobraźnia...
Coś bezcennego, coś czego nie da się kupić, coś naszego...
To przede wszystkim coś, czego nikt nam nie ukradnie, nikt nam nie zabierze..., to nasza własność, to nasze bogactwo..., to ona stanowi o sile naszego umysłu, o myślach, pomysłach, poglądach...!!!
Musimy ją...

książek: 2486
VenusInFur | 2015-06-23
Przeczytana: 22 czerwca 2015

„Literatura i szaleństwo”

Trudno wyobrazić sobie rok bez czegoś od Stephena Kinga; ostatnio pisarz z Maine uraczył nas dość dobrym „Przebudzeniem” i nieco słabszym „Panem Mercedesem” – pierwszym tomem kryminalnej trylogii. „Znalezione nie kradzione” to powieść udana, gdyby chcieć porównać ją do części o demonicznym kierowcy mercedesa. Jakkolwiek by ją określać, najnowsza narracja autora „Lśnienia” udowadnia, że jest on wciąż w pisarskiej formie mimo swoich 67 lat. Zmęczenie materiału? Moim zdaniem da się je również odczuć.

„Znalezione nie kradzione” to powieść o literaturze oraz zagrożeniach płynących z przedkładania fikcji literackiej nad obiektywną rzeczywistość. To również rzecz o autorskiej odpowiedzialności za stworzony fabularny świat oraz jego późniejsze odczytania. Czy w ogóle możemy mówić o takiej odpowiedzialności? Czy granica między podziwem i uwielbieniem dla twórcy a szaleństwem jest naprawdę aż tak płynna? I czy czytelnicza percepcja może wpędzić w obłęd? Rozważania...

książek: 2403
wiejskifilozof | 2017-06-18
Na półkach: Przeczytane

Dawno nie czytałem Kinga,w końcu trafiło się w bibliotece.
Myślę,sobie że to bardzo dobra książka.Warta przeczytania,jest wielotorowa.
Nie raz,nie mogłem się połapać we tym co jest kim.
Bardzo dużo postaci utrudniało mi czytanie.
Ale,ogólnie to warto przeczytać.

zobacz kolejne z 6820 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Alek Rogoziński poleca na wakacje

Dzisiaj pięć zakurzonych książek na wakacje poleca Alek Rogoziński, autor bestsellerowej komedii kryminalnej „Jak Cię zabić, kochanie?” Alek z wykształcenia jest filologiem, z zawodu dziennikarzem, z pasji pisarzem kryminałów.


więcej
Czytamy w weekend

W czasie deszczu dzieci się nudzą. Ale zdecydowanie nie te, które mają swobodny dostęp do książek. Bo nawet jeśli za oknem ulewa zmieniająca podwórka w jeziora, a ulice w rwące rzeki, to zawsze mogą przenieść się w wyobraźni gdzie indziej. Zobaczcie dokąd w ten weekend przeniesie się część redakcji serwisu.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd