Znalezione nie kradzione

Tłumaczenie: Rafał Lisowski
Cykl: Bill Hodges (tom 2)
Wydawnictwo: Albatros
7,32 (4218 ocen i 515 opinii) Zobacz oceny
10
253
9
424
8
1 159
7
1 399
6
706
5
183
4
53
3
31
2
9
1
1
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Finders Keepers
data wydania
ISBN
9788378855996
liczba stron
480
język
polski
dodała
maleństwo

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller. "Pobudka, geniuszu" – tymi niepokojącymi słowami zaczyna się opowieść o psychopatycznym czytelniku, którego literatura popycha do zbrodni. Geniuszem jest John Rothstein, autor porównywany z J.D. Salingerem, twórca słynnej postaci Jimmy’ego Golda, który jednak od kilku dekad nie wydał...

Książka nominowana w Plebiscycie Książka Roku 2015 lubimyczytać.pl w kategorii Kryminał sensacja Thriller.

"Pobudka, geniuszu" – tymi niepokojącymi słowami zaczyna się opowieść o psychopatycznym czytelniku, którego literatura popycha do zbrodni.

Geniuszem jest John Rothstein, autor porównywany z J.D. Salingerem, twórca słynnej postaci Jimmy’ego Golda, który jednak od kilku dekad nie wydał żadnej książki. Czytelnikiem – Morris Bellamy, wściekły nie tylko o to, że jego ulubiony autor przestał publikować nowe powieści, lecz także dlatego, że sprzedał nonkonformistyczną postać Jimmy’ego Golda dla zysków z reklam. Morris wymierza Rothsteinowi karę najdotkliwszą z możliwych. Zabija go i opróżnia jego sejf z gotówki. Kradnie też notesy zawierające co najmniej jedną niewydaną jeszcze powieść z Goldem. Morris ukrywa swój skarb, po czym za inne przestępstwo trafia do więzienia. Kilka dekad później chłopiec o nazwisku Pete Sauberg znajduje ukryty łup Bellamy’ego. Teraz Bill Hodges, Holly Gibney i Jerome Robinson muszą ratować chłopca i jego rodzinę przed mściwym Morrisem, który po trzydziestu pięciu latach, ogarnięty jeszcze większym obłędem, wychodzi na wolność.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Albatros, 2015

źródło okładki: http://www.wydawnictwoalbatros.com/

pokaż więcej

Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Sylwia książek: 919

Wszystko gówno znaczy

A człowiek powinien płacić za swoje obsesje.
Stephen King, „Stukostrachy”

Wszystko gówno znaczy. Jimmy Gold nie mógł wiedzieć, że wypowiedziane przez niego słowa, będą tak ważne dla wielu ludzi, nawet po tylu latach od momentu ich wypowiedzenia. Główną przyczyną jego niewiedzy nie był jednak brak intuicji czy niewiara w powagę własnych słów. Głównym powodem było to, że Jimmy Gold nie był człowiekiem z krwi i kości – był jedynie bohaterem trylogii znanego amerykańskiego pisarza, Johna Rothsteina. Choć słowo „jedynie” okazuje się być niemal ironiczne, jeśli wziąć pod uwagę wpływ, jaki ta postać zdołała wywrzeć na bohaterów najnowszej powieści Stephena Kinga, „Znalezione nie kradzione”.

W 1978 roku Morris Bellamy, mający niewiele ponad dwadzieścia lat fan pierwszych dwóch części trylogii o Goldzie, mówi: Pobudka, geniuszu i te słowa okazują się być początkiem końca. Bellamy jest oślepiony zarówno fascynacją pisarzem, który stworzył tak prawdziwego bohatera, będącego idolem dla wielu młodych ludzi – buntowniczego i inteligentnego uciekiniera – jak i nienawiścią do Johna Rothsteina, który ośmielił się w ostatnim tomie upodlić swojego bohatera – sprowadzić go do poziomu przeciętnego obywatela, który w dodatku uległ komercji, wygodnemu życiu na przedmieściach i pieniądzom. Obsesji chłopaka nie da się powstrzymać, tym bardziej, że – jak głoszą plotki – pisarz na swojej farmie, na której zaszył się lata temu, ukrywa kolejne, niepublikowane powieści, być może kolejne przygody...

A człowiek powinien płacić za swoje obsesje.
Stephen King, „Stukostrachy”

Wszystko gówno znaczy. Jimmy Gold nie mógł wiedzieć, że wypowiedziane przez niego słowa, będą tak ważne dla wielu ludzi, nawet po tylu latach od momentu ich wypowiedzenia. Główną przyczyną jego niewiedzy nie był jednak brak intuicji czy niewiara w powagę własnych słów. Głównym powodem było to, że Jimmy Gold nie był człowiekiem z krwi i kości – był jedynie bohaterem trylogii znanego amerykańskiego pisarza, Johna Rothsteina. Choć słowo „jedynie” okazuje się być niemal ironiczne, jeśli wziąć pod uwagę wpływ, jaki ta postać zdołała wywrzeć na bohaterów najnowszej powieści Stephena Kinga, „Znalezione nie kradzione”.

W 1978 roku Morris Bellamy, mający niewiele ponad dwadzieścia lat fan pierwszych dwóch części trylogii o Goldzie, mówi: Pobudka, geniuszu i te słowa okazują się być początkiem końca. Bellamy jest oślepiony zarówno fascynacją pisarzem, który stworzył tak prawdziwego bohatera, będącego idolem dla wielu młodych ludzi – buntowniczego i inteligentnego uciekiniera – jak i nienawiścią do Johna Rothsteina, który ośmielił się w ostatnim tomie upodlić swojego bohatera – sprowadzić go do poziomu przeciętnego obywatela, który w dodatku uległ komercji, wygodnemu życiu na przedmieściach i pieniądzom. Obsesji chłopaka nie da się powstrzymać, tym bardziej, że – jak głoszą plotki – pisarz na swojej farmie, na której zaszył się lata temu, ukrywa kolejne, niepublikowane powieści, być może kolejne przygody Jimmy’ego Golda… Morris Bellamy wypowiada więc słowa: Pobudka, geniuszu i już wtedy nic nie jest go wstanie powstrzymać przed zbrodnią i kradzieżą. A pieniądze, które znajdowały się wraz ze spisanymi historiami pisarza, Rothsteinowi się już nie przydadzą, więc dlaczego by ich nie wziąć?

Oprócz ofiar śmiertelnych w masakrze pod City Center, w której zabójca zwany Panem Mercedesem wjechał w tłum bezrobotnych, znalazło się także wielu, których konsekwencje czynu szaleńca prześladować będą przez lata. Jednym z nich jest Tom Saubers, którego rodzina nieudolnie próbuje wygrzebać się z finansowego dołka. Wyprawa na targi pracy miała być ostatnią większą szansą dla rodziny Saubersów. Nie tylko szansą na poprawienie materialnego aspektu życia, ale także na złagodzenie konfliktu między Tomem i jego żoną, który – według ich syna Petera – nieuchronnie zbliżał rodziców do rozwodu. Masakra nie tylko uniemożliwiła Tomowi znalezienie pracy, ale pogrążyła rodzinę jeszcze bardziej. Wydawało się, że nie pojawi się już żadne światełko w tunelu, żaden promyk nadziei nie oświetli życia Toma, jego żony i dwójki dzieci. Jednak Peter pewnego dnia znajduje skarb, który okazuje się być równie cenny, co niebezpieczny…

Kiedy dwa powyższe wątki w końcu się zejdą, do akcji wkroczy również dobrze znany nam z „Pana Mercedesa” Bill Hodges i jego pomocnicy. Na szczęście, pojawiają się oni w powieści stosunkowo późno i to nie oni są jej głównymi bohaterami. Bo choć „Pan Mercedes” zapoczątkować miał trylogię, to nie jest to cykl, o którym myśli większość z nas, kiedy słyszy to słowo. Wątki z pierwszej kryminalnej powieści Stephena Kinga nie są nachalne ani mocno zarysowane; stanowią bardziej smaczki niż mocne filary, na których trzymałaby się fabuła powieści. Można nawet powiedzieć, że jest to bardziej rozbudowany zabieg, który King stosował wielokrotne w swoich dziełach, w których światy przedstawione z różnych jego książek, w którymś momencie przenikały się, stykały ze sobą i krzyżowały – na moment lub dłuższą chwilę. Tym bardziej ciekawi mnie, czy w ostatniej części trylogii pisarz pozostanie przy takim schemacie, czy jednak skupi się na znanych nam już postaciach.

„Znalezione nie kradzione” od pierwszych stron zapowiadało się lepiej niż „Pan Mercedes” i obietnicy, złożonej czytelnikowi na początku lektury, dotrzymało. Powieść mocno trzyma w napięciu i przyznaję, że niełatwo było mi się od niej oderwać. Wprowadza też bohaterów, którzy wzbudzają o wiele większą sympatię, niż miało to miejsce w przypadku powieści o szalonym mordercy z mercedesa. Czytelnik od początku kibicuje Peterowi, który z całych sił pragnie, aby jego rodzina się nie rozbiła. Również główny zły, czyli Morris Bellamy, wydaje się być postacią ciekawszą niż Pan Mercedes. Możliwe, że ma to związek z problemem, który dzięki tej postaci King przemyca do swojej powieści - obsesją czy wręcz fanatyzmem, do którego doprowadzić może literatura. To oczywiście nie pierwszy raz, kiedy Mistrz z Maine sięga po bohatera, dla którego granica dzieląca fikcję literacką od rzeczywistości dawno została wymazana. Mowa oczywiście o „Misery” – powieści, która doczekała się ekranizacji, z fantastyczną rolą Kathy Bates.

Stephen King tym razem podszedł jednak do obsesji na tle bohatera literackiego i powieści w sposób bardziej złożony. Mamy oczywiście Morrisa, którego przemiana jego fikcyjnego idola tak boli, że postanowił ukarać tego, który stworzył Jimmy’ego Golda. Z drugiej strony jest jednak również młody chłopak, który dopiero zaczyna swą wędrówkę z fascynacją, w jaką może nas wprowadzić literatura. On dopiero wkracza na ścieżkę, która w pewnym momencie się rozwidli, jednak czytelnik wie – a przynajmniej ma nadzieję – że chłopak wybierze dobrze, że fascynacja pozostanie czystą fascynacją, którą przekuć będzie można w coś dobrego. Jednak to właśnie na tym drugim przykładzie, mniej dosłownym, widać lepiej, jak niebezpieczna potrafi być literatura, jeśli nawet najczystsze serce potrafi przykryć cieniem.

W „Znalezione nie kradzione” znajdziemy sporo odwołań do popkultury, ale także do wielkich dzieł literackich, do mistrzów literatury i ich wpływu na ludzi i kształt współczesnej sztuki pisanej. Jako że mamy do czynienia nie z kim innym, a z samym Kingiem, nie zabrakło również dyskretnych nawiązań do jego własnej twórczości. Wszystko to natomiast zostało, jak na Mistrza przystało, ubrane w zgrabną formę, której kolejne strony znikają po lewej stronie otwartej książki w mgnieniu oka. Choć osobiście najbardziej urzekły mnie te fragmenty, w których poznajemy losy młodego Petera – King ma niezwykły dar do opisywania dzieciństwa, a także mniejszych i większych problemów z nim związanych – to całość przedstawia się naprawdę świetnie i przede wszystkim zachęcająco, jeśli idzie o oczekiwanie na trzecią część cyklu.

No cóż, jak rzekł jeden bohater literacki – człowiek powinien płacić za swoje obsesje, jak rzekł drugi – wszystko gówno znaczy. Możemy wybrać dla siebie cytat literacki, który nam najbardziej odpowiada, przechadzać się z nim niemalże pod rękę i mieć go ciągle w głowie. Możemy postawić na piedestale któregoś z bohaterów i założyć mu na głowę koronę bądź aureolę; wielbić go i być mu wiernym. Fikcyjni idole mają to do siebie i tym się wyróżniają na tle prawdziwych, że nigdy nas nie zawiodą. Czy aby na pewno? Dla Morrisa okazało się to nieprawdą i nie umiał się z tym pogodzić. Fikcji natomiast zabić się nie da, ale zawsze jest przecież ktoś, kto ją tworzy… Oh, kończ już tę recenzję! Przecież i tak wszystko gówno znaczy, więc jeśli chcecie, musicie sami sięgnąć po „Znalezione nie kradzione”.

Sylwia Sekret

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (8583)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 290
Paco | 2015-11-20
Na półkach: Przeczytane, King
Przeczytana: 20 listopada 2015

Zrobiłem to. Wywaliłem telewizor do śmietnika.
Pamięci. Nacisnąłem delete i przeniósł się do telewizyjnego nieba :)
( prawdziwy musiałbym wyrzucić z przyspawaną żoną ) :)
King żyje. To nie ulega wątpliwości.
I z życia tego czerpie pełnymi garściami. Pomysły.
Ta książka , ma dystans do egzystencji, jak stąd do Honolulu.
King ma ten dystans. I nim zaraża. Jest to uczucie, nie przymierzając, jak lewitowanie obok własnego ja. Własnych WAŻNYCH SPRAW. Nie cierpiących zwłoki. Które, jak spojrzeć z innej perspektywy, okazują się nie być już tak WAŻNE. Mnie rozbroił. Wlazł w moje życie, jakby mnie znał. Jakby ze mną mieszkał.
I , o zgrozo, mnie to nie odstręcza. Co ja mówię? Mnie to pasuje. Podnieca :)
Dbałość o szczegóły jest wprost proporcjonalna do poczucia humoru.
Na najwyższej kondygnacji.
Prostota, z jaką pisze, podkreśla cięte, trafne i celne riposty.
A pisze o pewnym typie. Typ jest inteligentny. Typ czyta książki. Nałogowo. Obsesyjnie. Jak my :)
A potem odlatuje. Traci...

książek: 287
Modliszeg | 2017-07-20
Na półkach: Przeczytane, 2017
Przeczytana: 19 lipca 2017

"Wszystko gówno znaczy."

Rok 1978. Morris Bellamy napada na farmę, gdzie przed światem ukrywa się pisarz, John Rothstein. Dodatkiem do pieniężnego łupu zdobytego w wyniku śmiertelnej napaści są moleskiny z kontynuacją bliskiej sercu Bellama powieści owego autora. W rok 2010 Peter Saubers, syn jednej z ofiar ataku "Pana Mercedesa", przypadkiem znajduje kufer pełen rękopisów i pieniędzy. Obu bohaterów połączy ta sama historia oraz wspólna obsesja.

Świetnie skonstruowana kontynuacja kolejnej części trylogii z detektywem Billem Hodgesem. Dwie łączące się historie Morrisa Bellamy oraz Petera Saubersa. Powieść ma mocne korzenie z "Pana Mercedesa", dlatego warto czytać w prawidłowej kolejności. Autor zadbał o obrazowe opisy, które przenoszą czytelnika w świat obsesji, zbrodni ale jednocześnie czytelnictwa oraz kolekcjonerstwa. Język treści profesjonalny, słowa nacechowane użyte bezbłędnie. Sprawnie się czyta, przykładnie odcina od rzeczywistości. Autor płynnie przekazał czytelnikowi...

książek: 569
Kiwi_Agnik | 2015-07-20
Przeczytana: 20 lipca 2015

"Opinia jest jak dupa: każdy ma własną"

Rewelacyjny thriller psychologiczny i porywający kryminał o fanatycznej miłości do literatury i o tym jak fikcja miesza się z rzeczywistością.

Zawiła fabuła odsłaniająca stale nowe momenty zaskoczenia, psychologiczne i dobrze wykreowane portrety bohaterów (szczególnie pełen sprytu, inteligencji i dobroci Peter, któremu bardzo mocno dopingowałam), udane i dosadne retrospekcje, cięty i wiarygodny język, niesamowity klimat z narastającym z każdą stroną napięciem.

Wspaniała wielopoziomowa i wielowątkowa pozycja, którą czyta się jednym tchem.

Pan King wie jak kraść czas.
A ja polecam, bo naprawdę warto.

książek: 783
ChicaDeAyer | 2016-05-10
Przeczytana: 10 maja 2016

Mam mieszane uczucia po lekturze tego dziecka Kinga. Jako kryminał – mocno rozczarowuje. Jako obyczajówka – nie jest źle, ale fajerwerków brak. Sięgnęłam po kontynuację sagi detektywistycznej, a otrzymałam hybrydę, nie wybijającą się w żadnym aspekcie ponad przeciętność.

Nie będę ukrywać, że nastawiałam się – co oczywiste i uzasadnione - na coś na kształt „Pana Mercedesa”, czyli kryminał utrzymany w klasycznej konwencji z małym twistem. Nie rozumiem po co Mistrz chciał na siłę ulepszać coś, co w miarę nieźle funkcjonowało i odszedł od tego zamysłu w jakimś bliżej nieokreślonym kierunku. Jedyne, co pozostaje wspólne z przywołanym tytułem, to obecność (dodajmy, marginalna) już znanych czytelnikowi bohaterów i powiązanie historii z wcześniejszymi wydarzeniami (a raczej – atakiem Pana Mercedesa). Wszystkie inne pozytywy gdzieś zostały po drodze zgubione – brak charakterystycznej atmosfery, napięcie jest zerowe – podobnie jak suspens. Ta lektura nie dostarczyła mi ani rozrywki, ani...

książek: 6673
allison | 2015-07-21
Przeczytana: 15 lipca 2015

Fani Kinga często wieszają psy na tej powieści, a mi się ona spodobała.

Na pewno nie jest to typowy kryminał, gdyż od początku znamy sprawcę i jego motywy działania. Napięcie budzi śledzenie kolejnych kroków przestępcy oraz drugiego bohatera - chłopca, który znalazł łup.
Dodatkowo akcję podkręcają dwa plany czasowe - wydarzenia z przeszłości decydują o tym, co dzieje się tu i teraz, a także odsłaniają różne szczegóły z życia mordercy.
Jakby tego było mało, przez utwór przewija się epizodycznie postać pana Mercedesa, który przebywa w szpitalu dla umysłowo chorych, jednak dla detektywa wciąż pozostaje niepokojącą zagadką. Ten niepokój udziela się czytelnikowi i daje wiele do myślenia w zakończeniu.

To, co mnie najbardziej zainteresowało w fabule, to motyw miłości do książek i podziwu dla pisarza, który tu pokazany został jako obsesja, ale także - w innym przypadku - jako lek na całe zło.

No i jeszcze ten jedyny w swoim rodzaju styl Kinga - soczysty, barwny, pełen czarnego...

książek: 344
_____ | 2016-09-22
Przeczytana: 22 września 2016

Co za rozczarowanie! Aż przykro mi to pisać. Nigdy nie spodziewałabym się, że kontynuacja czegoś co mi się tak bardzo podobało może być tak nieudana.
'Pana Mercedesa' czytało mi się jednym tchem. Był to świetny trzymający w napięciu kryminał. Jeżeli zaś chodzi o tę książkę to momentami miałam wrażenie jakbym czytała całkiem nowy tytuł a kontynuację.
Oczekiwałam czegoś na wzór Mercedesa (to chyba oczywiste) tymczasem otrzymałam coś całkiem odwrotnego. Coś co nawet w połowie nie spełniło moich oczekiwać. (przez to też strasznie długo czytało mi się tę powieść). Pierwsze 150 stron było w zasadzie o niczym. Wynudziłam się przy tym i gdyby nie fakt, że książka jest moja pewnie już dawno bym ją odłożyła. Niekiedy przestawałam rozumieć o czym czytam. Wątki były bardzo dziwne. Jakiś pisarz, jakiś zagubiony skarb i nic poza tym. Nie wiem, może nie jestem wystarczająco mądra, by pojąć idee tej książki. Fakt, że zaczęło się nieźle. Prolog był typowo 'kingowy'. Końcówka też niezła, ale to nie...

książek: 443
veinylover | 2018-04-05
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 05 kwietnia 2018

Druga część trylogii kryminalnej Kinga jest także bardzo dobra.
Można odnieść wrażenie, że autor jako pisarz wiecznie się rozwija, o czym świadczy złośliwy język, obserwacje życia społecznego i świetnie zarysowane postaci - wspominałem już o tym opiniując tom pierwszy: „Pan Mercedes".
Jedną gwiazdkę obniżyłem za idiotyczne zachowanie Petera Saubersa i innych osób oraz nierealizm ostatniej akcji. Nie będę tego objaśniał, żeby nie ujawniać fabuły. Nadmienię tylko, że są to zachowania cechujące filmowe thrillery klasy C. Jasne, że King lubi takie klimaty, ale to się tak do końca nie trzyma kupy. Drugą gwiazdkę zdjąłem za pomieszanie gatunków. Książka kryminalna ma się jakoś tam mieścić w realnej rzeczywistości. Zjawiska paranormalne sygnalizowane w ostatniej scenie należą do rzeczy nieracjonalnych i nieistniejących. Jeśli pisarz je umieścił, to widzę dwie możliwości: albo „pobrudził” tę książkę, albo wierzy w rzeczy paranormalne, jak przystało na neomarksistę. W obydwu wypadkach...

książek: 3048
gwiazdka | 2015-10-11
Na półkach: Przeczytane, Rok 2015
Przeczytana: 11 października 2015

„Znalezione nie kradzione" nie jest tak typowym kryminałem jak „Pan Mercedes" (o ile tamten był typowy). Początek „Znalezionego…" bardziej pasuje mi na obyczajówkę z małą scenką kryminalną. W dodatku bez typowo kingowskiej dokładności i bez szczególików, które tak lubię u Kinga. W tej sytuacji, pomimo przyjemnej i lekkiej lektury, czułam rozczarowanie. Przecież po mistrzu grozy czytelnik spodziewa się czegoś wyjątkowego, a tu tylko przeciętność. Jednak druga połowa powieści to już była lawina akcji, napięcie rosło, chociaż i tak jak na Kinga było słabiutkie.

Książka należy do tych cieńszych, chwilami miałam wrażenie, że King nie przyłożył się i pomimo dobrego pomysłu momentami pisał na akord, aby szybciej dobrnąć do końca. Skróty akcji, zakończenie też takie na chybcika. Oczywiście wszystko jest względne, w porównaniu z twórczością Kinga „Znalezione nie kradzione" mnie rozczarowało, ale nie znaczy to, że w ogólnym podsumowaniu powieść jest słaba. Daję ocenę bardzo dobrą, bo...

książek: 537
Marzena | 2017-10-23
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam
Przeczytana: 23 października 2017

Zastanawiałam się do jakiego gatunku zaliczyć "Znalezione nie kradzione"; jeżeli "Pan Mercedes" to powieść detektywistyczna/kryminał, tak drugą część Trylogii z Billem Hodgesem jako spoiwem trudno jednoznacznie umiejscowić, i wiecie co?
Nie ma sensu tego robić! Ponieważ ten mix który zaserwował Autor jest tak dobry, że to na tym trzeba się skupić.
Jestem bardzo zadowolona, moim zdaniem ta część niczym nie ustępuje swojej poprzedniczce, obie czyta się niesamowicie!
Przyznam, że stoczyłam ze sobą samą walkę, ponieważ na odcinku ostatnich 100 stron miałam przemożną ochotę czytania co drugą, czasem nawet trzecią, byleby tylko czym prędzej dowiedzieć się jak to się skończy?!?
( Później już bez palpitacji i z tabletką pod język wróciłabym i przeczytała wszystko po kolei, na szczęście udało mi się powstrzymać ).
"Znalezione nie kradzione" to nowe rewelacyjne postaci jak np. młodziutki Peter, ale też powrót do starych dobrych znajomych. Jest też Morris Bellamy, którego miłość do...

książek: 978

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

"Że to wszystko nie zaczęło się od znalezienia kufra. - Hodges patrzy na tę skrzynię, czarną i wytartą, staroć z podrapanymi okuciami i zapleśniałym wiekiem. - Ale od faceta, który go tu zakopał."

Masz trzynaście lat. Znajdujesz skrzynię z ogromną kasą i niewydane książki twojego ulubionego autora, Co być zrobił?

Kiedy ty będziesz zastanawiał się nad odpowiedzią, ja opowiem ci o pewnym chłopcu, a imię jego brzmiało Peter Saubers, on znalazł taką skrzynię ze skarbem w środku. Jego rodzina pogrążona w biedzie, a on młody i szlachetny... przez 4 lata wysyłał anonimowo po 500 dolarów miesięcznie rodzicom. Czy ta kasa pomogła? Bardzo. Ale kiedyś w końcu musiała się skończyć, a ukochana siostrzyczka ma swoje zachcianki, więc co zrobić? Sprzedać rękopisy za które Morris Bellamy poszedł do więzenia. Spokojnie, na szczęście po wielu latach wychodzi warunkowo z więzienia, więc będzie miał okazję spotkać się z młodym Peterem i swoimi ukochanymi dziełami...

Wtedy na scenę wchodzi Bill...

zobacz kolejne z 8573 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Mr. Mercedes powraca!

Serial na podstawie powieści „Pan Mercedes” Stephena Kinga powróci z drugim sezonem. Już 22 sierpnia pierwszy odcinek zostanie wyemitowany w Stanach Zjednoczonych. 


więcej
Alek Rogoziński poleca na wakacje

Dzisiaj pięć zakurzonych książek na wakacje poleca Alek Rogoziński, autor bestsellerowej komedii kryminalnej „Jak Cię zabić, kochanie?” Alek z wykształcenia jest filologiem, z zawodu dziennikarzem, z pasji pisarzem kryminałów.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd