Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
Zgłosuj na książki roku 2017

Ludzie, którzy jedzą ciemność. Prawdziwa historia o dziewczynie, która zaginęła w Tokio i o złu, które ją pochłonęło

Wydawnictwo: Znak Literanova
6,83 (370 ocen i 58 opinii) Zobacz oceny
10
14
9
25
8
63
7
129
6
87
5
35
4
11
3
2
2
4
1
0
Darmowe dodatki Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
People Who Eat Darkness. The Fate of Lucie Blackman
data wydania
ISBN
9788324025541
liczba stron
464
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Ag2S

Tokio – miasto mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet Tokio, jakiego nie znacie – niezrozumiałe zwyczaje, męska przemoc i białe gejsze. Odwiedzić Tokio, najbardziej intrygujące miasto świata, to marzenie wielu z nas. Dwudziestojednoletnia Lucie także pragnęła takiej przygody. Japonia, o której niewiele wiedziała, wydawała się wspaniałym miejscem do życia, a praca hostessy – łatwa i przynosząca...

Tokio – miasto mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet
Tokio, jakiego nie znacie – niezrozumiałe zwyczaje, męska przemoc i białe gejsze.

Odwiedzić Tokio, najbardziej intrygujące miasto świata, to marzenie wielu z nas. Dwudziestojednoletnia Lucie także pragnęła takiej przygody. Japonia, o której niewiele wiedziała, wydawała się wspaniałym miejscem do życia, a praca hostessy – łatwa i przynosząca duże pieniądze.

Pewnego dnia Lucie znika, a tajemniczy głos w słuchawce twierdzi, że wstąpiła do sekty. Jednak jej przyjaciele i rodzina nie mogą w to uwierzyć.

Co tak naprawdę wydarzyło się w najbezpieczniejszej metropolii świata?

„Ludzie, którzy jedzą ciemność” to hipnotyzujący reportaż napisany przez wieloletniego korespondenta londyńskiego „Timesa” w Japonii. Tokio z jego książki to miasto, które pochłania, jest trudne do zrozumienia dla Europejczyków i ukrywa przed nimi swoje bardzo mroczne strony. Razem z autorem poznajemy nocne życie tokijskiej dzielnicy czerwonych lampionów – Roppongi, w której białe dziewczyny zabawiają japońskich biznesmenów, a do klubów naganiają klientów Nigeryjczycy.

Są narkotyki, jest seks, jest zbrodnia.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/

pokaż więcej

Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Malwina książek: 1046

Zaginiona biała gejsza

Jak pisać o złu, jak pisać o zbrodni? Nie o tej fikcyjnej, którą upodobali sobie autorzy kryminałów, lecz prawdziwej, tej, która jest gdzieś obok nas. Czy w ogóle warto o niej pisać? Czy prawdziwa zbrodnia to to, o czym chcą czytać czytelnicy? Bo przecież co innego czytać o śledztwach charyzmatycznych detektywów z problemami osobistymi w mrocznej, owianej mgłą Skandynawii, a co innego poznawać szczegóły morderstw, które faktycznie miały miejsce, gdzieś tuż obok nas. Nieodmiennie zbrodnia jednak fascynuje, lecz mimo to literackich reportaży o zbrodni nie powstaje wcale tak wiele. Czyżby niewielu autorom marzyła się kariera na miarę Trumana Capote, który swoim reportażem „Z zimną krwią” stał się pionierem zupełnie nowego gatunku literackiego? Jego studium zbrodni na rodzinie Clutterów z Holcomb to genialne połączenie dziennikarstwa i literatury, które stanowi do dziś niedościgniony wzór dla wielu reportażystów. Czytając jednak „Ludzi, którzy jedzą ciemność” Richarda Lloyda Parry’ego, porównania z arcydziełem Capote nasuwają się same. Opowieść o młodej Brytyjce, która zaginęła w Tokio, jest równie hipnotyzująca i niepokojąca.

Lucie Blackman w wieku 21 lat wyjechała do Tokio, by pracować jako hostessa w nocnym klubie. Zarobione pieniądze planowała przeznaczyć m.in. na spłatę licznych długów. Atutem Lucie, byłej stewardessy British Airways, który miał jej pomóc w tej pracy, była uroda. Wysokie, atrakcyjne blondynki podobają się Japończykom, którzy lubią spędzać wieczory w ich...

Jak pisać o złu, jak pisać o zbrodni? Nie o tej fikcyjnej, którą upodobali sobie autorzy kryminałów, lecz prawdziwej, tej, która jest gdzieś obok nas. Czy w ogóle warto o niej pisać? Czy prawdziwa zbrodnia to to, o czym chcą czytać czytelnicy? Bo przecież co innego czytać o śledztwach charyzmatycznych detektywów z problemami osobistymi w mrocznej, owianej mgłą Skandynawii, a co innego poznawać szczegóły morderstw, które faktycznie miały miejsce, gdzieś tuż obok nas. Nieodmiennie zbrodnia jednak fascynuje, lecz mimo to literackich reportaży o zbrodni nie powstaje wcale tak wiele. Czyżby niewielu autorom marzyła się kariera na miarę Trumana Capote, który swoim reportażem „Z zimną krwią” stał się pionierem zupełnie nowego gatunku literackiego? Jego studium zbrodni na rodzinie Clutterów z Holcomb to genialne połączenie dziennikarstwa i literatury, które stanowi do dziś niedościgniony wzór dla wielu reportażystów. Czytając jednak „Ludzi, którzy jedzą ciemność” Richarda Lloyda Parry’ego, porównania z arcydziełem Capote nasuwają się same. Opowieść o młodej Brytyjce, która zaginęła w Tokio, jest równie hipnotyzująca i niepokojąca.

Lucie Blackman w wieku 21 lat wyjechała do Tokio, by pracować jako hostessa w nocnym klubie. Zarobione pieniądze planowała przeznaczyć m.in. na spłatę licznych długów. Atutem Lucie, byłej stewardessy British Airways, który miał jej pomóc w tej pracy, była uroda. Wysokie, atrakcyjne blondynki podobają się Japończykom, którzy lubią spędzać wieczory w ich towarzystwie. Dziewczyny z nimi rozmawiają, wysłuchują, nalewają drinki, piją z nimi czy zapalają im papierosy. Zasada jest jedna – wszystko oprócz zbliżeń fizycznych. Nic dziwnego, że zachodnie hostessy nazywa się białymi gejszami. Dziewczyny, które chcą zarobić więcej, umawiają się na dohan – płatne randki poza klubem. Po jednej z nich, prawie dwa miesiące po przyjeździe do Japonii, Lucie zaginęła. Wkrótce jej przyjaciółka, Louise Phillips, odebrała dziwny telefon. Głos w słuchawce twierdził, że Lucie ma się dobrze – odeszła do sekty i nie chce, by jej szukano. O zdarzeniu została poinformowana brytyjska ambasada i policja. Ta jednak działa dość opieszale – zniknięcia młodych turystek nie należą bowiem w Tokio do rzadkości i często okazują się chwilowe. Dziewczyna sama wyjeżdża do innego miasta lub poznaje mężczyznę, z którym rusza dalej w drogę. Z Lucie miało być jednak inaczej.

Z reportażu Parry’ego dość szybko – mniej więcej w połowie – dowiadujemy się, kto okazał się mordercą Lucie. Tak jak ma to miejsce w „Z zimną krwią”. Bo tu, inaczej niż w beletrystyce kryminalnej, nie chodzi o odpowiedź na pytanie „kto?”, tylko „dlaczego?”. I temu pytaniu podporządkowana jest zarówno cała treść, jak i konstrukcja książki. Zaczyna się prologiem, który zabiera czytelnika w samo centrum wydarzeń, przenosi do tego dnia, w którym Lucie była widziana po raz ostatni. Autor od początku nie kryje, że Lucie zmarła. Mimo tego, znakomicie buduje napięcie, cofając się aż do narodzin dziewczyny, by najpierw przedstawić czytelnikowi pełny obraz tego, jakim była człowiekiem, a potem zasiać wątpliwość: czy aby na pewno Lucie na własne życzenie nie popadła w tarapaty? By odpowiedzieć na to pytanie, sięga także do pamiętnika Lucie, najlepszego źródła poznania jej psychiki. Niczym jednak nie da się usprawiedliwić okrutnej zbrodni, choć i jej przyczyny próbuje odnaleźć dziennikarz, poprzez rekonstrukcję biografii mordercy, Jojiego Obary – niezwykle skrytego i samotnego biznesmena milionera. Co więcej, autor zgłębia wszystkie aspekty opowiadanej historii – przygląda się sytuacji rodzinnej Lucie, japońskiej kulturze, w której paradoksalnie przemoc jest problemem marginalnym i seks-biznesowi, który ma się tam lepiej niż gdziekolwiek indziej, tokijskiej policji i sądom, które działają powolnie i bezradnie, a także podobnym wydarzeniom z przeszłości, które w Japonii zdarzają się nadzwyczaj często. Dzięki swojej wnikliwości Parry buduje tę historię na ponad 440 stronach, podczas gdy można by to zrobić na 200. Ale właśnie dzięki takiej formie możemy w pełni odczuć to, co się stało – angażując czytelnika w każdy najmniejszy detal tej historii, Parry jednocześnie ostrzega i uwrażliwia nas na zło. Zło, którego naturę stara się zgłębić, ale które jest praktycznie niewytłumaczalne i po lekturze nadal pozostaje niepojęte.

Jest jeszcze jeden aspekt książki, o którym trzeba wspomnieć. To kwestie, które w czasie tak długiego śledztwa (w przypadku Lucie trwało ono ponad 8 lat) pojawiają się pewnie nierzadko – medialna gra rodziny ofiary, mająca na celu zwrócić większą uwagę na sprawę; oszuści, którzy rzekomo mają jakieś informacje o zaginionej i udzielą ich za opłatą; wielkie pieniądze oferowane rodzinie ofiary przez oskarżonego…Wszystko to miało miejsce w przypadku sprawy Lucie Blackman i również przyczyniło się do ciężaru gatunkowego tej historii. Parry, mieszkający w Tokio od lat korespondent „Timesa”, pozostaje wobec tych faktów bezstronny, choć poznał dokładnie rodzinę Blackmanów i przeprowadził wiele rozmów z Timem, ojcem Lucie. Jest jednak cały czas obecny, czuć też, że bardzo zaangażował się emocjonalnie w sprawę, śledząc ją przez te wszystkie lata. Siłą rzeczy sam stał się jej częścią, oskarżony przez Obarę za zniesławienie (ostatecznie uniewinniony ).

Słów kilka jeszcze o Japonii – kraju nowoczesności i technologii, w którym rzadko dochodzi choćby do bójek, a obcokrajowców przyjmuje się z otwartymi ramionami. O Japonii napisano wiele, Joanna Bator pisała chociażby w tomie świetnych felietonów „Rekin z parku Yoyogi” o wszelkich jej skrajnościach – ale tych obiektywnie nieszkodliwych, a Marcin Bruczkowski o niemal samych pozytywnych stronach swojego długiego pobytu w Tokio. Tymczasem Japonia u Parry’ego jest zupełnie inna – mroczna, niebezpieczna, ciemna i ponura. Uznawana za jedno z najbezpieczniejszych państw na świecie, okazuje się mieć swoje drugie oblicze. Nie dowiemy się z tej książki czemu tak niewiele się o tym mówi. Staniemy się jednak Japonią jeszcze bardziej zaintrygowani.

Richardowi Lloydowi Parry’emu udało się zbudować wielowątkową opowieść, która przeraża jednym - tym, że jest autentyczna. Autor potrafi zainteresować czytelnika, co jest zasługą umiejętnej budowy reportażu, doboru słów i sformułowań, które budują narastające napięcie. Mimo, iż wiemy, co się wydarzyło, z zaciekawieniem czytamy o tym, jak do tego doszło. Wokół całej sprawy Parry umie zbudować atmosferę niczym z thrillera, rzucając cień nawet na rodzinę, znajomych i samą Lucie. W rezultacie jego książka jest niezwykle mroczna i pochłaniająca. Po raz kolejny sprawdzają się słowa, że zło fascynuje – bo od „Ludzi, którzy jedzą ciemność” nie można się oderwać.

Malwina Sławińska

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (1164)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 37458
Muminka | 2016-02-19
Na półkach: Przeczytane, 2016
Przeczytana: 18 lutego 2016

Wciągająca lektura, zapis dziennikarskiego śledztwa brytyjskiego korespondenta THE TIMES w Tokio. Niecodzienna sprawa zaginięcia młodej 21letniej Brytyjski, która pracowała jako hostessa w jednym z klubów. Lucie BLACK MAN przebywała w JAPONII na podstawie wizy turystycznej, nie powinna więc pracować, ale podobnie jak inne cudzoziemiec ignorowala te zakazy. 1 lipca 2000 roku zaginęła, wedle przyjaciółki Louise miała umówionego klienta, z którym jechała na wybrzeże. Nie była szczególnie beztroska ani naiwna, poznała już reguły świata czerwonych latarni, czuła się bezpiecznie w nowym dla siebie otoczeniu. Kilka tygodni wystarczyło, by wyrobił sobie potrzebne znajomości. Nie naduzywala alkoholu, stronila od narkotyków, po ectasy sięgała rekreacyjnie.
Jej siostra Sophie wraz z ojcem przyleciała by szukać Lucie. Opieszałość, ignorancja, przeoczenia przez policję japońską ważnych tropów spowodowały ze rodzina nagłośniła medialnie sprawę zaginięcia.
Odkrywamy to drugie,...

książek: 731
Melocotón | 2014-10-17
Na półkach: Przeczytane

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Bardzo chciałabym, ale nie dam rady nie porównywać tej książki do "Z zimną krwią" Trumana Capote. Bo tematyka ta sama, jest to studium zbrodni - porwania i morderstwa pewnej brytyjki, która pojechała do Japonii pracować jako hostessa w klubach. No i mamy tu bardzo, bardzo, BARDZO szczegółowy opis jej życia, dzieciństwa, kariery zawodowej, pracy w Japonii, a później poszukiwań i wreszcie rozwiązania. No i super, jest to bardzo ciekawe, trudno żeby nie było. Szczegółowy życiorys mordercy, jego poszukiwania, opis zbrodni itp. - ekstra.

Tyle że Capote był pierwszy, to raz.
A dwa, szczegółów jest za dużo. Przez ile stron można czytać o dalekich koleżankach bohaterki? Co to ma do rzeczy co jadły, robiły, gdzie pracowały? Co mają do rzeczy statystyki na temat wyjazdów brytyjczyków do pracy w innych krajach? Jaki jest sens przytaczania praktycznie w całości niedorzecznej linii obrony mordercy? Takich, czasem nawet kilkunastrostronicowych fragmentów bardzo daleko powiązanych tematycznie z...

książek: 665
WielkiBuk | 2016-05-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: maj 2016

W „Ludziach, którzy jedzą ciemność” można się zanurzyć i zatopić bez reszty. Jeśli posiada się już wiedzę na temat losu Lucie Blackman, to Richard Lloyd Parry zaskoczy nas głęboką analizą kulturową, wprowadzi w szczegóły sprawy i pokaże, że niczego nigdy nie można się spodziewać. Jeśli o zaginięciu Lucie nie wiemy nic, to musimy być gotowi na niemały szok – czytelnik zostaje rzucony na głęboką wodę, w mrok inności, dziwności i cielesności, która przeraża podobieństwem i odmiennością jednocześnie.
To reportaż jak najmroczniejszy thriller, który przypomni nam, że nie ma jednoznacznych odpowiedzi, nie ma dobra bez zła, nie ma oaz moralności, a świat bywa niebezpieczny. Wszędzie, bez wyjątków.

książek: 311
Zapiekanka kulturalna | 2015-06-27
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Reportaż
Przeczytana: 23 czerwca 2015

Życie i śmierć w Roppongi

Gatunek true crime zawsze wydawał mi się podejrzany, już sama nazwa przywodzi na myśl krzykliwe nagłówki tabloidów. Takie historie przyciągają uwagę, ale z drugiej strony bazują na dość niskich instynktach i niezdrowej ciekawości. A co chyba najgorsze, sprowadzają ludzie cierpienie do dobrze znanego schematu. Dlatego pewnie w ogóle nie wzięłabym się do lektury książki Richarda Lloyda Parry'ego, gdyby opisywane wydarzenia nie miały miejsca w Japonii, do której mam słabość. Autor udowodnił mi, że na kanwie prawdziwej zbrodni można zbudować fascynujący reportaż, który nie ma nic wspólnego z tanią sensacją.

Ludzie, który jedzą ciemność to opowieść o zaginięciu Lucie Blackman, dziewczyny z angielskiego miasteczka, która najpierw szukała szczęścia w londyńskim City, potem jako stewardessa British Airways, a w końcu w tokijskiej dzielnicy biznesu i nocnych rozrywek Roppongi. To też historia jej mordercy, seryjnego gwałciciela Jojiego Obary. Richard Lloyd Parry...

książek: 130
Maggi | 2014-11-20
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 18 listopada 2014

„Ludzie, którzy jedzą ciemność” to bardzo obszerny reportaż ale czyta się go jednym tchem. Historia młodej i pięknej Lucie, która pewnego dnia zaginęła w Tokio opowiedziana jest drobiazgowo - ale cały czas trzyma w napięciu.
Tokio z książki R.L.Parry'ego to miasto-organizm, który może człowieka wessać w swoje wnętrze i już nie oddać światu. Ciekawy jest też wątek jego mieszkańców - mężczyzn, którzy mają swoje rytuały, niezrozumiałe dla Europejczyka zainteresowania i sposoby spędzania wolnego czasu. Oprócz frapującego kryminalnego wątku książka ma wszystkie walory dobrego reportażu - dużo tu o codziennym życiu cudzoziemców w Japonii, o zderzeniu kultur Europejskiej i Japońskiej, a także o pracy tokijskiej policji i sądów, którzy stają bezradni w obliczu "nieuczciwego przestępcy". Polecam!

książek: 180
LMA | 2014-10-11
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 11 października 2014

Nie mogę wyjść z zachwytu, nie mogę przestać czytać. Książka jest rewelacyjna. Świadczy o tym – w moim odczuciu - przede wszystkim spryt, z jakim została napisana. Nie można się przy niej nudzić, ponieważ autor odsłania kulisy zniknięcia młodej Brytyjki w podejrzanej dzielnicy Tokio stopniowo, krok po kroku, za każdym razem opowiadając o czymś innym – o jej poranku, dzieciństwie, pracy, jaką podjęła w Japonii (tutaj dużo o legalnych w Japonii usługach seksualnych) czy nawet sposobie na „współpracę” z mediami. Nie wiemy, kto stoi za tajemniczym zniknięciem i jak mało kiedy naprawdę chcemy się o tym przekonać. Więc „Ludzie, którzy jedzą ciemność” czytają się sami – jest ponuro, ale nie można przestać czytać. Jedna z najlepszych książek tego roku. Polecam.

książek: 889
rosmene | 2014-12-01
Na półkach: Przeczytane

Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.

Bardzo wnikliwy reportaż. Młoda Brytyjka wyjeżdża do Tokio pracować jako hostessa, po kilku tygodniach zostaje uprowadzona, po kilku miesiącach policja odnajduje jej zwłoki.

Autor stara się zgłębić wszystkie aspekty tej historii - metodycznie opisuje, jak wyglądało życie dziewczyny przed wyjazdem do Japonii, przedstawia sytuację rodzinną, śledzi dzień po dniu, miesiąc po miesiącu prace policji i działania rodziny oraz przyjaciół, podejmowane, by odnaleźć zaginioną. Dąży do poznania motywacji kierujących wszystkimi osobami dramatu, nie ocenia, nie unika stawiania trudnych pytań, na które nie ma odpowiedzi - wszystko napisane sine ira et studio.

Pozycja ze wszech miar godna polecenia.

książek: 3283
Matylda Saresta | 2017-08-14
Na półkach: Przeczytane

I kolejna już historia, która niestety... wydarzyła się naprawdę. Poruszająca. Szczera. Szczegółowa. Dociekliwa. PRAWDZIWA.
Sama się czyta.
Polecam

książek: 27
Wojciech_Chmielarz | 2017-12-21
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 21 grudnia 2017

Nazwijcie to Państwo „przekleństwem zbyt chwalonej książki”. O „Ludziach, którzy jedzą ciemność” (swoją drogą, miejsce pierwsze w kategorii wspaniałych tytułów, które nie mają nic wspólnego z treścią) Richarda Lloyda Perry’ego słyszałem już wielokrotnie i to właściwie w samych superlatywach. W końcu zdecydowałem się sam sięgnąć i, jak możecie się Państwo spodziewać, spotkał mnie zawód. Nie dlatego, że to jest zła książka. Jest dobra. Może nawet bardzo dobra, szczególnie w niektórych momentach. Interesująca. Sprawnie napisana. W niektórych momentach trochę przydługa, ale nie jest to wielka wada. Podsumowując, gdyby nie te wszystkie pochwały, które kazały mi się spodziewać Nie Wiadomo Czego, to już bym polecał. A tak, muszę napisać trochę więcej.

„Ludzie, którzy jedzą ciemność” to reportaż na temat zaginięcia Lucy Blackman. Młodej Brytyjki, która wyjechała do Japonii pracować jako hostessa w nocnym klubie. Pewnego dnia zaginęła bez śladu. Wydawca zachwala książkę jako wstrząsający...

książek: 78
Oliwia | 2017-01-24
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 23 stycznia 2017

Wszystko bardzo dobrze sklejone, nie ma chaosu. Autor postarał się żeby wszystko było klarowne, bez niedomówień. W paru momentach ciągnęła się niemiłosiernie, w innych chłonęłam kartkę, jedną za drugą. Czytałam ją dość długo. Ale jednak, książka godna polecenia. Czytając ją czułam się jak bym sama była w Tokijskim zgiełku, a reakcje ludzi odczuwałam jak bym stała obok nich. Nie ma bariery między historią, a czytającym, wszystko jest niemalże namacalne. Podczas czytania chłonęłam ciemność.

zobacz kolejne z 1154 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
zgłoś błąd zgłoś błąd