Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Delicje ciotki Dee

Seria: Naokoło Świata
Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry
6,15 (20 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
2
7
8
6
6
5
2
4
0
3
1
2
1
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
832071060X
liczba stron
163
słowa kluczowe
USA, wrażenia, podróże
język
polski
dodał
polaris

Małe miasteczko Midwestu, czyli Środkowego Zachodu - to świat gładki, bezproblemowy, pełen ułatwień niepojętych dla przybyszów z Europy. O życiu w takim właśnie miasteczku opowiada barwnie, dowcipnie, z satyrycznym zacięciem Teresa Hołówka.

 

źródło opisu: Iskry, 1990

źródło okładki: Zdjęcie autorskie

Brak materiałów.
książek: 1717
Bookoholic_Ona | 2015-12-02
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 28 listopada 2015

Ćwierć wieku to długo i krótko zarazem. To czas wystarczający, żeby urosło drzewo i dojrzał człowiek, ale zbyt krótki, by biodegradacji uległa plastikowa butelka albo foliowa "reklamówka". Ćwierć wieku przeżyte w związku to dość, aby świętować srebrne gody, ale może nie wystarczyć, by kogoś poznać naprawdę. W tym czasie może zmienić się mapa świata - ustrój państw i polityczne granice, ale bywa, że to za krótko, by przebudować swoje prywatne podwórko.
Świętowaliśmy niedawno 25-lecie polskiej wolności. W bieżącym roku mija również 27 lat od ukazania się drukiem "Delicji ciotki Dee" Teresy Hołówki. Zarówno ćwierć wieku, przeżyte w nowej Polsce, jak i wspomniana książka - rówieśnica naszej wolności, uświadamiają, że trawa po drugiej stronie płotu n i e z a w s z e jest bardziej zielona.
"Delicje ciotki Dee" to zapiski z trzydziestu miesięcy spędzonych przez autorkę w Stanach Zjednoczonych w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia - jako stypendystka oraz żona męża na naukowym kontrakcie. Już na wstępie dowiadujemy się, że w "Delicjach..." nie będzie mowy o
"(...) kampaniach wyborczych, knowaniach "jastrzębi", trendach społecznych, nowych pomysłach lewicowców i prawicowców, slumsach i bezrobociu" (str. 5).
Czym więc jest ta niewielka, licząca 164 strony książeczka, która nie ma ambicji być naukową rozprawą ani diagnozą amerykańskiego społeczeństwa sprzed prawie trzech dekad? To raport z codzienności na amerykańskim Midweście, sporządzony przez "rozbitka" z PRL-u, którego interesuje zwyczajne życie, a nie problemy, zajmujące jajogłowych w telewizyjnym studiu. Zderzenie kultur (czy raczej: obcych cywilizacji) najlepiej widać w zabawnych perypetiach, jakie spotykają autorkę niemal na każdym kroku. Na obczyźnie najbardziej zadziwia maszyneria do ułatwiania życia: papier toaletowy w różyczki, napełniający się wodą po brzegi sedes, drzwi na fotokomórkę, młynek do mielenia resztek, zainstalowany w każdym zlewie, brak kolejek w sklepach, obfitość i dostępność wszystkiego. Ci, którzy pamiętają polskie lata osiemdziesiąte, uśmiechną się pod nosem, czytając dziś o spotkaniach Hołówki z cudami ówczesnej techniki. Ich dzieci i wnuki zdziwią się natomiast, że - nie tak dawno przecież - można było nie wiedzieć, co to lunch i Tysiąc Wysp albo nie mieć pojęcia o działaniu automatu do kawy.
Hołówka, bogatsza o doświadczenie rodaków z dłuższym emigranckim stażem, nie uniknie gaf i nieraz poczuje się jak "Eskimos przeflancowany nagle na Hawaje" (str. 15). Życie w małomiasteczkowej Ameryce odmalowuje z humorem i satyrycznym zacięciem. W mini-felietonach, składających się na "Delicje...", nie pada nazwa miasteczka, w którym mieszkała, ale dociekliwy czytelnik, znalazłszy w tekście informację, że to siedziba słynnego Instytutu Kinsey'a, bez trudu odgadnie, że chodzi o Bloomingdale w stanie Indiana. Tak wtedy, jak dziś, Indianie daleko do ekstrawagancji Nowego Jorku czy kalifornijskiego przepychu, ale dla przybysza z głębokiej komuny nawet nudny Midwest był niczym Dziki Zachód.
Autorka bierze pod lupę amerykańskie życie, w którym wszystko jest "gładkie, wygodne, niekłopotliwe" (str. 14) i porównuje je z tym, które zostawiła za Wielką Wodą. Przygląda się szkołom, sklepom, szpitalom, miejscom pracy, lokalnym parafiom i programom telewizyjnym. Podziw i zazdrość dla amerykańskiej zmyślności miesza się z irytacją i złością - na natrętne reklamy, przyjęcia, na których, zamiast długich rozmów o życiu, praktykuje się small talk, na tubylczy stosunek do literatury (czytanie męczy, książki są drogie i zbierają kurz). Hołówka szybko odrabia lekcję z kulturowego zacofania i choć oswaja amerykańską rzeczywistość, to jednak się nią nie zachłystuje. Za dużo w ichniej egzystencji absurdu i płytkiego samozadowolenia, żeby można było zgodzić się "(...) wychowywać dzieci bez podwórka, szkolnych lektur, kolonii, "dobranocki", harcerstwa" (str. 83).
Nie odkładajmy "Delicji ciotki Dee" do lamusa. Są okazją do nostalgicznej podróży w czasie i garścią wciąż aktualnych wskazówek dla tych, którym marzy się amerykański sen. Oprócz obrazków z Ameryki, znajdziemy tu refleksję nad konsekwencjami, jakie dla współczesnych społeczeństw niesie imperatyw komfortu i bezstresowego życia. Lektura tej książki w roku 2015 uzmysławia, że przez ostatnie ćwierćwiecze w społeczno-ekonomicznym pejzażu Polski zaszły zmiany daleko większe niż za Wielką Wodą. To, co trzydzieści lat temu dziwiło i szokowało, już dawno dotarło na europejskie peryferia. Nowoczesność przyjęła się w kraju nad Wisłą, mamy więc, co chcieliśmy: nachalny marketing i rozpasaną konsumpcję, "szybkie jedzenie" i szybkie życie w pogoni za sukcesem. Implementacja zachodniego life style'u powoduje zanik wartości, których granica do niedawna przebiegała wzdłuż Odry - słowiański sentymentalizm wyparł mało romantyczny pragmatyzm oraz amerykańskie keep smiling. To cena, jaką płacimy za sytość i nowe możliwości.
Tytułowe delicje ciotki Dee to lody z supermarketu, reklamowane w amerykańskiej telewizji. Polacy nie gęsi, swoje delicje mają - z owocową galaretką, zatopioną pod czekoladową skorupką. Żeby je kupić, nie trzeba już stać w kolejkach.
**********
Powyższy tekst ukazał się pierwotnie na moim blogu literackim: http://lezeiczytam.blogspot.com/.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Zakręty losu. Nowe pokolenie

Zawsze gdy sięgam po książki pani Agnieszki zastanawiam się czy uda się mnie czymś jeszcze zaskoczyć. Jak się okazało tak i to wielokrotnie. Przygodę...

zgłoś błąd zgłoś błąd