Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Łabędzi śpiew. Księga I

Tłumaczenie: Maria Grabska-Ryńska
Cykl: Łabędzi śpiew (tom 1)
Wydawnictwo: Papierowy Księżyc
7,34 (218 ocen i 53 opinie) Zobacz oceny
10
12
9
37
8
58
7
64
6
20
5
14
4
8
3
4
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Swan Song
data wydania
ISBN
9788361386346
liczba stron
500
język
polski

Inne wydania

Siostra, która w gruzach Manhattanu znajduje dziwny szklany artefakt, będący katalizatorem przemian… Joshua Hutchins, były zapaśnik, który chroni się przed opadem promieniotwórczym na stacji benzynowej w Nebrasce… I ona, dziewczynka obdarzona szczególnym darem, która wędruje wraz z Joshem do miasta w Missouri, gdzie zacznie uzdrawiać. Lecz przedwieczna moc, która zniszczyła Ziemię, wciąż...

Siostra, która w gruzach Manhattanu znajduje dziwny szklany artefakt, będący katalizatorem przemian… Joshua Hutchins, były zapaśnik, który chroni się przed opadem promieniotwórczym na stacji benzynowej w Nebrasce… I ona, dziewczynka obdarzona szczególnym darem, która wędruje wraz z Joshem do miasta w Missouri, gdzie zacznie uzdrawiać.

Lecz przedwieczna moc, która zniszczyła Ziemię, wciąż zaciąga rekrutów do swej nieznużonej armii. Nie zawaha się sięgnąć po uzdrowicielkę…

„Łabędzi śpiew” to arcydzieło literatury postapokaliptycznej i niezwykła epopeja grozy, swoim rozmachem przypominająca słynny „Bastion” Stephena Kinga.

„Łabędzi śpiew” uznawany jest za jedną z najlepszych powieści o zagładzie ludzkości w historii literatury. Powieść poraża rozmachem i barwną paletą niezwykle wnikliwie nakreślonych postaci, co sprawia, że jest lekturą obowiązkową dla każdego miłośnika literatury postapokaliptycznej na najwyższym poziomie.

Powieść została uhonorowana prestiżową nagrodą World Fantasy Award dla najlepszej powieści roku i jest uznawana za najlepszą powieść w dorobku Roberta McCammona, amerykańskiego mistrza grozy, znanego polskim czytelnikom z niezwykłej powieści „Magiczne lata”.

 

źródło opisu: Papierowy Księżyc

źródło okładki: Papierowy Księżyc

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 149
xan4 | 2014-11-09
Na półkach: Przeczytane

Łabędzi śpiew?

Robert McCammon to autor, który na dzień dobry dostaje u mnie bonusowe punkty za „Magiczne lata”. Nie chodzi o to, że teraz w ciemno pochwaliłbym cokolwiek Jego autorstwa, tak łatwo nie dam się zwieść. Chodzi o to, że „Magicznymi latami” przeniósł się z literackiego niebytu, w którym, jak dla mnie, przebywał, od razu do pierwszej ligi. Mógł sobie jednak tym zaszkodzić, bo zdobywając te bonusowe punkty podniósł poprzeczkę tak wysoko, że większość autorów nie może jej przeskoczyć. Ciekawy byłem, czy On sam będzie umiał, więc gdy wydawnictwo Papierowy Księżyc zapowiedziało Jego następną książkę, natychmiast ustawiłem się po nią w kolejce z łapkami do góry.

„Łabędzi śpiew”, bo to o tę książkę chodzi, została wydana w dwóch tomach. Premiera, jak to zwykle w Papierowym Księżycu bywa, była kilka razy przekładana, ale w końcu książki ukazały się tak, że można je było spokojnie kupić przed świętami, czyli dobrze trafili, bo taki piękny pakiet musiał się całkiem dobrze prezentować pod choinką. I mam nadzieję, że dobrze się sprzedaje, bo jakoś tak lubię to wydawnictwo. Fajne książki wydają, mają luźne podejście (na ile ono jest naprawdę luźne, to pewnie tylko oni wiedzą). Niech istnieją i rosną w siłę, bo szkoda by było, gdyby zniknęli z rynku. Wracając jednak do książki - dwa tomy, miękka okładka z zakładką, ponad tysiąc stron (fakt, że druk rozstrzelony, światło naokoło, ale i tak duuuużo czytania). Wydanie formatem i okładką w tym samym stylu co „Magiczne lata”, które ukazały się nakładem Papierowego Księżyca w 2012 roku.

Jednak nie było to pierwsze wydanie „Magicznych lat” (nie pisałem wcześniej o tej książce, więc teraz mogę Wam trochę opowiedzieć). Tak, tak drogie dziatki, wcześniej książka ukazała się nakładem wydawnictwa EM pod tytułem „Chłopięce lata”. A było to w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy wilki biegały po ulicach, ludzie mieszkali w jaskiniach, a większość z Was nie było na świecie. No, może byliście w planach, albo nawet już w liściach kapusty. Część z Was, tych starszych, może już nawet chodziła na czterech, albo na dwóch i pomagała tatusiowi polować na bawoły, albo pomagała mamusi sprzątać jaskinię, czy szydełkować stringi (bo jakbyście nie wiedzieli, to stringi w latach ’90 robiło się na szydełku).

Połowa lat ’90 XX wieku to był mały festiwal książek Roberta McCammona. Wydano wtedy w Polsce pięć książek: wspomniane wcześniej „Chłopięce lata” (1996) – przez nic mi nie mówiące wydawnictwo EM, oraz wydane przez tuzy - Amber – „Pragnienie” (1994), „Widmo” (1995) i Świat Książki – „Stinger” (1997) oraz „Godzina wilka” (1997). Nie zaskoczyły, to znaczy, pewnie sprzedawały się jakoś, ale nie na tyle, żeby ktoś chciał więcej w tego autora zainwestować. Wreszcie po latach Papierowy Księżyc wrócił do McCammona i przypomniał „Chłopięce lata” ale pod zmienionym tytułem „Magiczne lata”. Dziwne to jest, bo tłumaczka ta sama, tylko nazwisko lekko zmienione, ciekawe jaki był powód zmiany tytułu? Nie marudzę tutaj, bo nowy tytuł bardziej mi się podoba, bardziej oddaje właśnie ‘magiczność’ tych dziecięcych lat, na dodatek nawiązuje do bardzo fajnego serialu („Cudowne lata”). Więc wszystko jest ok., ale ciekawym po prostu. Książka chyba zaskoczyła, zaczęła się reklama szeptana, o McCammonie wspominało się w towarzystwie, robiło aluzje, część chwaliła się, że ma książkę na czytniku (co było nieprawdą, albo chomikiem, bo PK nie wydał e-booka).

I chwała im za to! To znaczy chwała Papierowemu Księżycowi za to, że przypomnieli książkę, a nie, że nie wydali e-booka. Wydali najpierw „Magiczne lata”, a teraz „Łabędzi śpiew”. Jeśli będzie dobrze, to może i inne książki McCammona wydadzą. Ale niech ukażą się tylko te dobre, ok.? To mój mały apel do wydawnictwa. Nie rozmieniajcie McCammona na drobne, bardzo proszę. Bo widzę po tych innych książkach autora wydanych wcześniej w Polsce, że już nie jest tak dobrze, że autor podryfował w całkiem inne rejony, może też są dobre i fajne, ale raczej już nie dla mnie.

Po tym krótkim wstępie przejdziemy nieoczekiwanie do omówienia książki. Powieść została wydana w dwóch tomach. Na początku pomyślałem, że to taki sztuczny podział, pieniężny, że tak powiem, bo w USA całość ukazała się w jednym tomie. Muszę jednak przyznać, że podział czasowo i miejscowo jest uzasadniony (akcja drugiego tomu dzieje się po siedmiu latach). Czy objętościowo jest to uzasadnione nie napiszę, bo ja nie składałem tej książki. Myślę, że całość spokojnie by weszła do jednego tomu, na przykład takiego, w jakim teraz wydają Eriksona w Magu. Jednak próbując zachować format z „Magicznych lat”, traktując to jak serię, raczej nie mieli wyjścia, więc uznaję i nie komentuję już więcej.

Książka została wydana oryginalnie w 1987 roku, napisana została trochę wcześniej, więc pod koniec ‘zimnej wojny’, co się czuje na kartach książki. Mamy wybuch wojny nuklearnej pomiędzy Związkiem Radzieckim, a Stanami Zjednoczonymi, pokazany właśnie w stylu myślenia lat ’80. Wiem, że to trochę głupie hasło, ale teraz trochę razi i to spojrzenie z tamtych lat na możliwy wybuch wojny nuklearnej, jak i forma przekazania. Zaczynamy książkę od wstępu, zarysowania postaci, postawienia ich w sytuacji kryzysu, czyli wybuchu wojny. Widzimy więc prezydenta USA, który musi podjąć decyzję o wysłaniu rakiet na Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich. Oczywiście walczy ze sobą, moralnie, bo przecież nie chce zabijać biednych Rosjan, ale oni nie zostawili mu żadnej furtki, żadnej innej możliwości (ach ci źle Rosjanie!). Mamy także przedstawionych głównych bohaterów powieści: gdzie żyli przed wybuchami, co robili, jak znaleźli się tam, gdzie się znaleźli podczas wybuchu. Wszystko porządnie opisane, jak na epopeję przystało. Spotykamy więc Siostrę Nawiedzoną, Josha, Swann wraz z matką, Rolanda z rodzicami, pułkownika Macklina i Artie Wisco, który zostaje po wybuchu przyjacielem Siostry Nawiedzonej ( potem zastąpi go Paul). Poznajemy także Przyjaciela, Szkarłatnookiego, Pana o Wielu Twarzach, który dąży do podporządkowania sobie świata po zagładzie. Spotykamy ich przed wybuchem, by potem wraz z nimi, tzn. ich oczami, oglądać świat po wybuchu, zniszczone miasta i strzępy ludzi.

Idziemy wraz z nimi donikąd, bo nie wiemy, tak samo jak oni, co zastaną za rogiem, oprócz tego, że na pewno będzie źle. Oni mają jednak nadzieję, bo inaczej nic by ich nie pchało do przodu. Pierwszy tom to zawiązania akcji, nakreślenie sytuacji, wybuch wojny, oraz sytuacja zaraz po wojnie. Po tej krótkiej chwili, gdy bomby nuklearne zasiały zniszczenie i wydawało się, że nie ma już ratunku dla ludzkości, która sama sobie zgotowała ten los, idziemy już przez zniszczony kraj, w którym zaczynają królować bandy już prawie nie ludzi, ale potworów w ludzkiej skórze. To już grasujące poza miastami wilki są chyba od nich lepsze. Widzimy degradację ludzkich zachowań, walki w obliczu zagrożenia życia, czasami apatię, bo i tak przecież nie da się nic zrobić, a czasami walkę o przeżycie chociaż jeszcze jednego dnia.

ciąg dalszy na stronie:
http://szortal.com/node/4324

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
W oparach absurdu

Obok Gałczyńskiego ta para - Słonimski i Tuwim - stworzyli rewelacyjną księgę humoru najwyższych lotów!

zgłoś błąd zgłoś błąd