Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

13 wojen i jedna. Prawdziwa historia reportera wojennego

Wydawnictwo: Znak
7,31 (299 ocen i 54 opinie) Zobacz oceny
10
22
9
30
8
89
7
81
6
52
5
13
4
7
3
3
2
2
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788324021000
liczba stron
360
słowa kluczowe
reporter, wojna, reportaż
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
Ag2S

Przekroczył granicę strachu, by inni poznali prawdę o wojnie. Linia frontu często biegnie w poprzek ulicy. Piekło zaczyna się tuż za samochodem, za którym chowa się reporter. Wojna to przygoda dla wytrzymałych. Nieliczni potrafią żyć w ciągłym stresie i zagrożeniu. Nieliczni potrafią pokonać swój strach, by poznać prawdziwe oblicze wojny. Trudno sobie wyobrazić, ile niewygodnej prawdy o...

Przekroczył granicę strachu, by inni poznali prawdę o wojnie.

Linia frontu często biegnie w poprzek ulicy. Piekło zaczyna się tuż za samochodem, za którym chowa się reporter. Wojna to przygoda dla wytrzymałych. Nieliczni potrafią żyć w ciągłym stresie i zagrożeniu. Nieliczni potrafią pokonać swój strach, by poznać prawdziwe oblicze wojny.

Trudno sobie wyobrazić, ile niewygodnej prawdy o wojennych oprawcach Krzysztof Miller ujawnił światu. Był świadkiem najważniejszych konfliktów zbrojnych XX wieku. Jeździł do Afganistanu, Czeczenii, Gruzji, Kongo, uczestniczył w wielu rewolucjach, m.in. w Rumunii i Czechosłowacji. Zawsze z aparatem w ręku, czasami obiektywem celując w tych, którzy karabinem celowali w niego. W każdej chwili mógł zginąć, gdyż pocisk bywa niestety szybszy od spustu migawki.

Wstrząsająca opowieść, która ujawnia, ile kosztuje news zdobyty dla gazety i jak wysoką cenę trzeba zapłacić za życie na krawędzi śmierci. Miller spisał swoje wyznania w męski, dosadny sposób. Nie można przejść obok jego słów obojętnie. Przekonajmy się, kim trzeba się stać, by wytrzymać piekło wojny.

 

źródło opisu: http://www.znak.com.pl/

źródło okładki: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,3662,13-wojen-i-jedna

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
loobeensky książek: 752

Co ty, k****, wiesz o prawdziwym życiu?

Aby się bać, niektórzy ludzie oglądają horrory. Ja jednak nie mogę zapewniać sobie podobnych rozrywek, ponieważ mnie się potem te potwory po nocach śnią i to jest problem. Mogę za to zrobić coś innego – wymyślać alternatywną rzeczywistość, równie straszną. W rzeczywistości tej wszystko jest à rebours, na przykład Wojciech Jagielski robi fotografie, a Krzysztof Miller pisze i byłoby okej, gdyby nie to, że te dwa światy jakoś zaczynają przeświecać, jeden przez drugi. Nie znam, nie widziałam żadnego kadru Jagielskiego, który zostałby opublikowany, natomiast Miller książkę wydał. W związku z tym zaraz postaram się Wam przekazać, na podstawie rzeczonej książki, dlaczego uważam, że rzeczywistość, którą mamy, z jedną tylko pozycją jego autorstwa, jest lepsza od klejonej przeze mnie.

Podczas długoletniej fotograficznej współpracy z „Gazetą Wyborczą” Miller zebrał sporo doświadczeń. Spośród nich wyselekcjonował zaś materiał do „13 wojen” – konflikty w Gruzji, Czeczenii, Kongu, Rumunii, w Górnym Karabachu, RPA, Afganistanie oraz Burundi. Zwykle pokazywał je na zdjęciach, ale oczy wraz z uszami, w przeciwieństwie do negatywu lub matrycy, rejestrują nieprzerwanie i o wiele więcej. Nadszedł moment w którym wszystko, co nawarstwiało się przez lata, eksplodowało; leczenie w Klinice Stresu Bojowego stało się dla fotografa koniecznością. Proces powracania do względnie normalnego stanu psychicznego zakończył się sukcesem; tymczasem ktoś zaproponował reporterowi spisanie wspomnień. Jedna...

Aby się bać, niektórzy ludzie oglądają horrory. Ja jednak nie mogę zapewniać sobie podobnych rozrywek, ponieważ mnie się potem te potwory po nocach śnią i to jest problem. Mogę za to zrobić coś innego – wymyślać alternatywną rzeczywistość, równie straszną. W rzeczywistości tej wszystko jest à rebours, na przykład Wojciech Jagielski robi fotografie, a Krzysztof Miller pisze i byłoby okej, gdyby nie to, że te dwa światy jakoś zaczynają przeświecać, jeden przez drugi. Nie znam, nie widziałam żadnego kadru Jagielskiego, który zostałby opublikowany, natomiast Miller książkę wydał. W związku z tym zaraz postaram się Wam przekazać, na podstawie rzeczonej książki, dlaczego uważam, że rzeczywistość, którą mamy, z jedną tylko pozycją jego autorstwa, jest lepsza od klejonej przeze mnie.

Podczas długoletniej fotograficznej współpracy z „Gazetą Wyborczą” Miller zebrał sporo doświadczeń. Spośród nich wyselekcjonował zaś materiał do „13 wojen” – konflikty w Gruzji, Czeczenii, Kongu, Rumunii, w Górnym Karabachu, RPA, Afganistanie oraz Burundi. Zwykle pokazywał je na zdjęciach, ale oczy wraz z uszami, w przeciwieństwie do negatywu lub matrycy, rejestrują nieprzerwanie i o wiele więcej. Nadszedł moment w którym wszystko, co nawarstwiało się przez lata, eksplodowało; leczenie w Klinice Stresu Bojowego stało się dla fotografa koniecznością. Proces powracania do względnie normalnego stanu psychicznego zakończył się sukcesem; tymczasem ktoś zaproponował reporterowi spisanie wspomnień. Jedna eksplozja goni drugą, raz po raz przewijają się niezmiernie zajmujące postaci i sytuacje, jednak sposób, w jaki je przedstawiono, pozostawia sporo do życzenia.

Czernoriecze, dzielnica Groznego, wita mnie katiuszami, rakietami Grad, organami Stalina. Nie takimi typu nerki, wątroba, serce które można by wszczepić komuś innemu, potrzebującemu. Poważnie? Kurczę, już wyobraziłam sobie krwisty kawał stalinowej wątroby, który radośnie biegnie... i tak dalej.

Millerowi przydałby się jakiś inny Pan Redaktor, który by mu podsunął myśl, że autoterapia autoterapią, czasami jednak warto coś skreślić (O sklepie z winami i koniakami: Teraz witryna jest rozbita, towaru, czyli butelek, w sklepie nie ma), czasami zaś można skleić dwa zdania z jedno, używając choćby przecinka, a z listy synonimów i wyrazów bliskoznacznych wypada korzystać, kiedy zdarza się paląca potrzeba oraz że nie ma obowiązku natychmiastowego używania ich wszystkich. W wielu oddzielnych zdaniach. Zawierających często podmiot. A także orzeczenie. Czasami nawet dopełnienie. Którego mamy dwa rodzaje. Bliższe i dalsze. (Wiedziałem, że nie wystarczy mieć na zdjęciu podniesiony karabin. Musi być jeszcze atrybut dynamiczny. Wylatująca łuska, dym z lufy. Wtedy wiadomo, że zarejestrowany obraz to nie ściema. Nie fałszerstwo. Że to, co wylatuje z lufy, to prawda i absolut. Który dobrze wycelowany, gdy dosięgnie i trafi, to skończy. Skończy coś, kogoś. Przerwie jakąś myśl, marzenia, troski i rozterki. Nie będzie już odwrotu jak w komputerze, gdzie mamy wiele żyć. Jak ktoś pociskiem wyłączy, to na amen.)

Podobno każdy pisarz pisze dla swojego idealnego czytelnika. Nie bardzo wiem, jak wygląda czytelnik Krzysztofa Millera; może jest czterdziestolatkiem w bojowym hełmie z eBaya i spodniach khaki, lubiącym rwane zdania oraz męską narrację (cokolwiek by to miało oznaczać)? A może w ogóle nie istnieje i Autor nie zastanawiał się nad nim ni minuty, zwłaszcza że (do czego sam się pod koniec książki przyznaje) Miller pisać nie lubi, a i na pytanie: po co pisze? odpowiedzieć nie potrafi. Nie mam pojęcia. Wiem jedno – ja tym czytelnikiem nie jestem. Poza niespotykanie dużą dawką skrupułów i współczucia dla fotografowanych, wyborem świetnych zdjęć, paroma historycznymi nazwiskami oraz trzeszczącym stylem – co akurat do zalet nie należy – nie znalazłam w „13 wojnach” zbyt wiele.

Ola Lubińska

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (751)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 311
Saudyjskie-Wielbłądy | 2015-11-13
Przeczytana: 12 listopada 2015

Pamięci Krzysztofa Millera....
... najlepszego polskiego fotoreportera wojennego.
Nie zobaczymy już nowych zdjęć
Jego "wojna" dobiegła końca
Odszedł 9 września 2016 roku.
Jest z nami, choć już poza kadrem
Fotografowie nie umierają nigdy

Krzysztofa Millera 13 wojen i jedna

Książka wyrwie z Was trzewia - jest tak potężna, jak wojenne fotoreportaże jednoosobowego "Bractwa Bang-Bang"
Napisana językiem mocnym i barwnym, bo Krzysztof Miller pisze tak, jak fotografuje.
Koncentruje się na chwili, tak jakby patrzył przez wizjer swojego aparatu. Widać, że nie jest pisarzem, a Jego relacje mają pełnić funkcje zdjęć robionych słowami.
Autor chce, a właściwie musi wyrzucić z siebie to wszystko, co przez długie lata widział jako reporter wojenny.
Krew, trupy, głód, żołnierzy armii regularnych i partyzantów oraz zwyczajnych bandytów w mundurach.
Jeździł tam, skąd każdy zdrowy na umyśle człowiek ucieka czym prędzej.
Tylko znakomita kondycja (nie tylko fizyczna) wyrobiona przez lata uprawiania...

książek: 548
Huncwotcool | 2013-08-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 sierpnia 2013

Krzysztof Miller opisuje "zwyczajne" życie w strefie wojny. Nie ma tu wielkich bitew i patosu ale i tak wszechobecne są śmierć i niezrozumienie. Ludzie próbują prowadzić życie jak najbardziej zbliżone do normalności, niestety zazwyczaj ponosząc porażkę.
Autor powraca po latach w niektóre z odwiedzonych miejsc. Okazuje się, że są one skażone i przeżarte przemocą. Gdy tylko wygasa jeden konflikt wybucha kolejny, ci którym ostatnim razem cudem się powiodło, tracą wszystko, władza się zmienia a problemy pozostają te same.

Mam problem z książką Millera. Do pełnego przesiąknięcia klimatem serwowanym przez niego wystarczy kilka reportaży. Potem lektura zaczyna się dłużyć bo wojenne życie jest podobne wszędzie- monotonne. Co innego być tam i czuć to a co innego czytać. Szkoda, że niewiele jest w "13 Wojnach" zdjęć. Z drugiej strony to zrozumiałe- gdyby autor prezentował tu więcej fotoreporterskiej roboty książka zamieniła by się w album i byłaby 2-3 razy droższa.
Minusem jest też styl...

książek: 458
Michał | 2013-11-27
Na półkach: Posiadam

Przez początek ledwie przebrnąłem.. chyba nawet przekartkowałem kilka stron. Potem mogłem przywyknąć, ale chyba jednak się styl pisania poprawia. Z rozdziału na rozdział jest coraz lepiej i na końcu już prawie nie pamiętałem jakie to były na początku męczarnie.

Mimo wszystko warto przeczytać. Bo najlepiej samemu się przekonać:)

książek: 256
Herbi | 2013-09-27
Na półkach: Z biblioteki
Przeczytana: 23 września 2013

Początek, a dokładnie wstęp, nie spodobał mi się. Był bardzo toporny, jak na mój gust. Przez chwilę myślałem, że to tylko zadanie terapeutyczne, mające wspomóc radzenie sobie ze wspomnieniami z wojen, opisanych później, a nie reportaż z prawdziwego zdarzenia.

Na szczęście czytałem dalej mimo pewnej niechęci i to był świetny pomysł. Książka jest naprawdę dobra. Mocna. Z kopem. Ale też czasami czuła, choć Miller to fotograf profesjonalista, który ma za zadanie trzaskać foty i nieważne co fotografuje, zawsze zachowuje zimną krew.

Miller jest przeciwieństwem przeciętnego człowieka. Przeciętny człowiek trafia na wojnę przez przypadek, przez zbieg czasowo-przestrzennych uwarunkowań i bardzo nie chce być w środku działań wojennych. Miller natomiast, jak prawdziwy najemnik - a najemnikiem jest przecież, bo pracuje dla prasy, nie dla siebie - jedzie na wojnę z własnej chęci.

Kiedyś słyszałem wywiad z nim, gdzie mówił mniej więcej te słowa: "Kiedy strzelają, to normalny człowiek rzuca się...

książek: 252
GZal | 2016-10-03
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 03 października 2016

Jak ogromne trzeba mieć zapotrzebowanie na adrenalinę, żeby pakować się w sam środek działań wojennych. Samar Yazbek wracała do kraju ogarniętego wojną. Żeby pomagać, rozmawiać z ludźmi, wrócić po prostu do siebie.

Dziennikarze jadą tam jako obserwatorzy, żeby dać świadectwo innym. Napisać reportaże lepsze lub gorsze, które w czytającym wywołają jakieś emocje. Przez pięć minut, może dziesięć, po zakończeniu lektury. Fotografowie wojenni robią zdjęcia. Poruszające, nagradzane, szokujące. Często ten szok jest kontrolowany przez redakcje, na których zlecenie pracują. Żeby nie był zbyt szokujący. Więc wybór jest selektywny.

Nie mogłem tym ludziom pomóc, choć wtedy byli dla mnie najważniejsi na świecie. Zawsze mogę tylko podać informację o tym, co gdzieś z ludźmi się dzieje. Zbulwersować świat brzydkim obrazkiem. Żeby hamburger wypadł z ręki. A flaki po warszawsku stanęły kołkiem w gardle. Tylko tyle mogę. Jeżeli komuś tym pomogę, to już na pewno nie im. Oni szansy nie...

książek: 85
analogman | 2015-04-01
Na półkach: 2015

Książkę powinno czytać się zaraz po obejrzeniu wędrującej po Polsce wystawy zdjęć, lub przed. Kupiłem ją aby uzupełnić informacje i przygody które wypłynęły podczas spotkania na żywo w moim miescie.

Nie jest to pozycja dla każdego "mola". Może odstraszać "toporny" język, chociaż mnie jako entuzjasty fotografii wcale nie przeszkadzał.

Krzysztof Miller nie buduje mozolnie tła wydarzeń (jak chociazby Kapuscinski), nie rozpływa się nad opisami ludzi, otoczenia, lotu kuli czy kolorów w armeńskim parku itp. Przeciwnie - "szkicuje" sytuacje, które dopełniają zdjęcia zawarte w ksiażce. Resztę pozostawia naszej wyobraźni.

Nie mogę zgodzić się z opinią o monotonnni w trakcie czytania. Akcja nie jest budowana stopniowo, lecz "obrazy" mimo co wyskakują z Millera jak z aparatu (którego migawki de facto używa z prędkoscią wystrzału z karabinu). Na zmianę przeplatają się strzały, ciągły ruch, niewiarygodne wręcz przygody z "lokalersami", a za chwilę dla kontrastu spokój - rozmowa z...

książek: 606
Aleksandra | 2013-07-28
Na półkach: 2013 r.
Przeczytana: 28 lipca 2013

To nie jest książka o wojnach, konfliktach zbrojnych i problemach społecznych. To książka o Krzysztofie Millerze, o jego podejściu do pracy fotoreportera wojennego, jego walce (wojnie) ze swoimi ograniczeniami i o problemach, z jakimi borykał się wyjeżdżając w rejony walk.

Nie szukajcie w niej pogłębionej analizy przyczyn zaistniałych sytuacji czy to w Rwandzie, czy Afganistanie... Ale jeśli chcecie dowiedzieć się, jak do wyjazdów (m.in. z Wojciechem Jagielskim) podchodził ten konkretny fotograf, to śmiało sięgnijcie po tę książkę ;)

Dla mnie ta opowieść z charakterystycznym dla Millera sarkazmem, dystansem do życia, świata i samego siebie, a także z uszczypliwym poczuciem humoru jest ciekawą stroną wojen, które znamy głównie z reportaży w.w. Jagielskiego, czy z przekazów telewizyjnych.

Okazuje się, że nawet gdy kule świszczą nad głową, a obok pada kolejny trup, można zobaczyć świat w jego absurdalnej odsłonie.

Brawo, panie Miller!

książek: 208
Dominik Socha | 2013-09-09
Na półkach: Chcę w prezencie
Przeczytana: 09 września 2013

Wspaniała, pełna życia autobiografia, jednego z wybitnych przedstawicieli powoli zanikającej(pod wpływem przemian zarówno nośników wiadomości, jak i zmian technicznych - popularyzacji łatwych w obsłudze środków, które mogą słuzyc do bieżącej dokumentacji zachodzących wydarzeń przez ich uczestników) grupy zawodowej fotoreporterów wojennych. Niezwykłe życie,nietuzinkowa osobowość, niezwykłe doświadczenia - wszystko opisane żywo, z ogromnym zaangażowaniem. Musiałem powstrzymywac się, żeby za szybko nie skończyć, żeby jeszcze trochę posmakować okrutny i tragiczny, ale jakże ciekawy obraz świata widzianego obiektywem. Poznać ile taka "obserwacja" naprawdę kosztuje...

książek: 7887
Beata | 2014-11-20
Na półkach: E-booki

Praca fotoreportera od podszewki. Napisana bardzo kolokwialnym językiem, ale - jak staram się unikać takiego słownictwa i raczej mnie razi - tak tutaj w oczy nie szczypie. Podoba mi się spolszczona pisownia różnych anglicyzmów (sanglasy, dizel), zastosowana konsekwentnie w całym tekście. Nie podoba mi się, że korekta przepuściła jednego ortografa (żądzą zamiast rządzą). Ale ogólne wrażenie zdecydowanie na plus, i to duży. I tylko zdjęcia małe się zdają na czytniku, no i plik strasznie dużo pamięci zabiera - akurat w przypadku tego tytułu wersja papierowa byłaby chyba lepszym wyborem.

książek: 630
andydufresne | 2015-03-17
Na półkach: Posiadam
Przeczytana: 16 marca 2015

Bardzo szczera i osobista opowieść o trudnym życiu fotoreportera wojennego. Przy czym autor mniej skupia się na aspekcie przygodowym takiej pracy, a więcej na emocjach z tą pracą związanych. To co widział przez 25 lat pracy musiało zostawić ślad w jego psychice i o tym też jest ta książka. A czytelnikowi pozwala przywrócić właściwe proporcje temu co nas w życiu spotyka.

zobacz kolejne z 741 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd