Przemytnik doskonały. Jak transportować tony kokainy i żyć szczęśliwie

Tłumaczenie: Mateusz Salwa
Seria: Reportaż
Wydawnictwo: Czarne
6,74 (250 ocen i 30 opinii) Zobacz oceny
10
5
9
15
8
47
7
72
6
81
5
19
4
8
3
2
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375365405
liczba stron
168
kategoria
literatura faktu
język
polski
dodała
joly_fh

Jak zostać przemytnikiem doskonałym? Potrzebna jest ciężka praca i dobry system. Można zbić kokainę w kostki, rozpuścić ją w płynie, ukryć w blokach marmuru lub wewnątrz przewodów elektrycznych. I wystawić „muła”, który połknie kapsułkę czy ukryje towar w podwójnym dnie walizki (zgarnie go policja, ale to część systemu). Jeśli zrobisz to dobrze, będziesz bajecznie bogaty. Jeśli się pomylisz,...

Jak zostać przemytnikiem doskonałym? Potrzebna jest ciężka praca i dobry system. Można zbić kokainę w kostki, rozpuścić ją w płynie, ukryć w blokach marmuru lub wewnątrz przewodów elektrycznych. I wystawić „muła”, który połknie kapsułkę czy ukryje towar w podwójnym dnie walizki (zgarnie go policja, ale to część systemu). Jeśli zrobisz to dobrze, będziesz bajecznie bogaty. Jeśli się pomylisz, resztę życia spędzisz w więzieniu…

Kokaina to nie tylko hollywoodzkie klisze i telewizyjne newsy – to także bardzo zyskowny biznes, który finansuje wojny, daje ogromną władzę i kształtuje stosunki międzynarodowe. Gdyby zlikwidować handel narkotykami, gospodarka amerykańska poniosłaby straty rzędu 19–22%, zaś meksykańska zanotowałaby spadek 63%.

Luka Rastello pozwala nam spojrzeć na świat z perspektywy grubej ryby narkobiznesu. I choć to perspektywa przerażająca, nie jest pozbawiona (czarnego) humoru.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czarne, 2013

źródło okładki: www.czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Monika książek: 1324

Przemytnika kokainy radości i smutki

Podobno najlepiej ukryć towar w marmurze. Tym najdroższym, najbardziej cennym, po którym stąpać będą najbogatsi i najbardziej wpływowi ludzie świata. Nie żaden średniozamożny ważniak w garniaku od Armianiego, który szoruje bankowe parkiety. Prawdziwi bogacze, prawdziwe sławy. Tak wartościowego towaru bowiem celnik nie ruszy. Będzie obawiał się, że może uszkodzić drogocenną przesyłkę. Mamy już więc wybrany przedmiot do transportu kokainy. Drugim, niezbędnym narzędziem będzie dobre wiertło, które pozwoli nam wywiercić na tyle duże otworu w marmurze, aby zmieściło się tam kilka słusznych kilogramów kokainy. Potem jeszcze sprawdzeni i zaufanie ludzie i możemy zacząć transportować nasz towar z Ameryki Południowej prosto na europejskie salony i zarabiać naprawdę potężne pieniądze. „Ok.” powie ktoś po trosze rozsądny i po trosze skąpy – „Ale marmur to droga zabawa. Czy nie lepiej przemycać narkotyk w brzuchach biedaków, którzy marzą o szybkiej gotówce?” Ależ nie, przekonuje anonimowy bohater reportażu Rastello, forsę, którą wydasz na marmur zwróci ci się z nawiązką (kto inwestuje ten zarabia!), bo po pierwsze ograniczysz do minimum najbardziej zawodny element operacji – czynnik ludzki, po drugie – w wywierconych otworach zmieścisz naprawdę dużo narkotyku, a po trzecie – oczyścisz sumienie oddając uszkodzony marmur na cele charytatywne. A co najważniejsze, akcja tego rodzaju, ma naprawdę bardzo dużą szansę powodzenia. Proste? Proste! Tylko dlaczego główny bohater tej opowieści...

Podobno najlepiej ukryć towar w marmurze. Tym najdroższym, najbardziej cennym, po którym stąpać będą najbogatsi i najbardziej wpływowi ludzie świata. Nie żaden średniozamożny ważniak w garniaku od Armianiego, który szoruje bankowe parkiety. Prawdziwi bogacze, prawdziwe sławy. Tak wartościowego towaru bowiem celnik nie ruszy. Będzie obawiał się, że może uszkodzić drogocenną przesyłkę. Mamy już więc wybrany przedmiot do transportu kokainy. Drugim, niezbędnym narzędziem będzie dobre wiertło, które pozwoli nam wywiercić na tyle duże otworu w marmurze, aby zmieściło się tam kilka słusznych kilogramów kokainy. Potem jeszcze sprawdzeni i zaufanie ludzie i możemy zacząć transportować nasz towar z Ameryki Południowej prosto na europejskie salony i zarabiać naprawdę potężne pieniądze. „Ok.” powie ktoś po trosze rozsądny i po trosze skąpy – „Ale marmur to droga zabawa. Czy nie lepiej przemycać narkotyk w brzuchach biedaków, którzy marzą o szybkiej gotówce?” Ależ nie, przekonuje anonimowy bohater reportażu Rastello, forsę, którą wydasz na marmur zwróci ci się z nawiązką (kto inwestuje ten zarabia!), bo po pierwsze ograniczysz do minimum najbardziej zawodny element operacji – czynnik ludzki, po drugie – w wywierconych otworach zmieścisz naprawdę dużo narkotyku, a po trzecie – oczyścisz sumienie oddając uszkodzony marmur na cele charytatywne. A co najważniejsze, akcja tego rodzaju, ma naprawdę bardzo dużą szansę powodzenia. Proste? Proste! Tylko dlaczego główny bohater tej opowieści siedzi w więzieniu?

„Przemytnik doskonały. Jak transportować tony kokainy i żyć szczęśliwie” to książka o człowieku, i choć może zabrzmi to przekornie, z pasją. O człowieku, który dzięki swojej bezczelności, pewności siebie i skłonności do ryzykanctwa mógłby równie dobrze, i myślę, że z takim samym sukcesem, pracować w międzynarodowej korporacji odnoszącej sukces. O człowieku, który zdaje się, że o przemycie i regułach panujących w narkobiznesie wie wszystko. A wiedza, którą posiada jest naprawdę zatrważająca: polityka i kokaina, jako bliskie i uzupełniające się zależne. Narkotyki jako pieniądz i waluta przetargowa, na której opiera się m.in. znaczna część gospodarki Meksyku i Stanów Zjednoczonych. Monolog, który prowadzi bohater, to wyznanie wiary i grzechów jednocześnie. Fascynująca i przerażająca historia, wydawać by się mogło, rzeczywistości alternatywnej. A jednak dojmująco prawdziwej, okupionej życiem i zdrowiem wielu osób (i o tym fakcie nie należy zapominać!).

Książka Rastello jest o tyle ciekawa, że przedstawia problem z innej, nieznanej dotąd perspektywy - nie osoby poszkodowanej, ale od strony organizatora przemytu. W tekście, który rozpoczyna się od historii księdza uwikłanego w narkobiznes, nikt nie pozostaje bez winy, nikt nie oprze się teoretycznie łatwemu i szybkiemu zarobkowi. Ale jak zawsze w takich przypadkach cierpią najubożsi a zyskują najwięksi i najbardziej wpływowi.

PS. Gwoli wyjaśnienia: Bohater reportażu został przyłapany i skazany ponieważ zdradził go jeden z jego ludzi. Człowiek, jak już zostało wyżej wspomniane, to najsłabsze ogniwo projektu. Nie stracił jednak wiary w produkt, aby pozostać przy nomenklaturze korporacyjnej. Co to, to nie. Jak i nie stracił również swojego dobrego (czarnego) humoru.

Monika Długa

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (804)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1464
almos | 2017-01-26
Przeczytana: 24 stycznia 2017

Opowieść człowieka pracującego w przemyśle narkotykowym a ściślej biorąc organizatora międzykontynentalnych transportów narkotyków. Facet z jednej strony to biznesmen rozwiązujący skomplikowane problemy organizacyjne, finansowe i logistyczne, z drugiej strony to przestępca wciąż gadający o tym jak przechytrzył stróżów prawa, o pieniądzach które zarabia, o luksusach w jakich się pławi. Sporo też tam opowieści o kolegach z branży, nieciekawe typy; prawie wszyscy źle kończą... Najciekawsze w książce jest opisanie sposobów transportu narkotyków, to po prostu znakomite pomysły biznesowe.

Autor książki dotarł do człowieka, który zęby zjadł (dosłownie, zostały mu tylko trzy) na produkcji i przemycie narkotyków. W tym biznesie zyski są wręcz niewyobrażalne, ale ryzyko też duże, bo wpadka kończy się nie tylko bankructwem, ale w najlepszym wypadku długoletnim więzieniem, jeśli nie egzekucją.

Mówi anonimowy rozmówca trochę o drobnym o przemycie narkotyków znanym z mediów czy filmów:...

książek: 124
Piotr | 2013-10-08
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 22 września 2013

Przemytnik doskonały. czyli jak transportować tony kokainy i żyć szczęśliwie” Czyli podręcznik Makroekonomii

Jak mówi okładka reportaż o przemycie narkotyków. Niby wszystko wiadomo tak? i możemy odłożyć książkę na półkę. Na początku pomyślałem „kolejna książka o narkomanach jakich wiele. Pewnie będzie drastycznie” I pomyliłem się nie ma tam ani słowa o konsumentach towaru praktycznie nie istnieją Jeżeli są to przedstawieni są jak ogniowo w ekonomicznym łańcuszku i to ogniwo nie istotne, wprawdzie wpływa na rynek swoimi gustami ale nie jest na tyle istotny by o nim bliżej wspominać. Co nie znaczy że nie jest drastyczna Ważne jest to co się dzieje przed dotarciem do klienta a więc sposoby dystrybucji, transportu, zmian popytu podaży ale w skali makro. Tu nie ważna jest torebka z proszkiem. Ważne są tony i miliony dolarów. Słowem jest to podręcznik do makroekonomii i to praktyczny. Student odnajdzie tam wszystko czego naucza się na studiach...

książek: 401
Ma_Ruda | 2014-03-10
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 marca 2014

Przemytnik doskonały. Jak transportować tony kokainy i żyć szczęśliwie to historia starego wyjadacza w narkobiznesie. Transport kokainy w najdroższym marmurze, pasty kokainowej w kablach elektrycznych, w postaci płynnej między sklejonymi ze sobą szybami – to dla niego chleb powszedni. W pomysłach na to, jak przerzucić towar z Ameryki Południowej na rynki europejskie, nie ma sobie równych. I nie rozmawiamy o ilościach śladowych narkotyków. Rozmawiamy o dostawie towaru, który idzie w setki kilogramów albo i więcej. Taka akcja musi być doskonale zaplanowana, tu nie ma miejsca na pomyłki, a wszelki element ryzykogenny (którym najczęściej jest człowiek) trzeba wykluczyć. Z opowiadanej przez bohatera reportażu historii dowiemy się m.in., że narkotyki i polityka to całkiem bliscy znajomi, że amerykańska i meksykańska gospodarka bez wpływów z handlu narkotykami poniosłyby dotkliwą stratę, że wszystkie programy walki z narkobiznesem to pic na wodę fotomontaż, że rączka rączkę myje i że nie...

książek: 323
Łukasz | 2014-01-14
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 14 stycznia 2014

Rewelacyjna książka, którą dzięki wiedzy autora i tajemniczego '"systemowca" stała się już teraz swoistą biblią narkobiznesu! Książkę czyta się rewelacyjnie i nie trzeba być przy tym zainteresowany tematem narkotyków. Sposoby transportu kokainy, korumpowania urzędników czy prania pieniędzy z łatwością dotrą do przeciętnego zjadacza chleba. Niewątpliwie ogromne uznanie dla autora za samo podjęcie się tego tematu, który z jasnych przyczyn może pewnym ludziom się nie spodobać...

książek: 1399
Joanna2012 | 2013-10-01
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 października 2013

"Gdyby zlikwidować handel narkotykami, gospodarka amerykańska poniosłaby straty rzędu 19-22 procent, podczas gdy ekonomia meksykańska zanotowałaby spadek sześćdziesięciotrzyprocentowy" dane z 1999 roku podane przez amerykańskie Centrum Badań i Bezpieczeństwa Narodowego.
Mądra, obalająca stereotypy, nie pozbawiona dowcipu książka ukazująca kulisy narkobiznesu. Lektura obowiązkowa, a czyta się ja nadzwyczaj przyjemnie, jak zdawać by się mogło, tak ponury temat.

książek: 147
Andrzej W | 2013-10-20
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: październik 2013

Trochę poniżej oczekiwań, choć odsłania, odrobinę chociaż, kulisy narkobiznesu. Książka pokazuje historię i niektóre techniki hurtowego przemytu kokainy, a także - dość fragmentarycznie - życie osoby, która dawniej zajmowała się przemytem (a w chwili pisania książki była w więzieniu). W dniu, w którym skończyłem czytać książkę, z której dowiedziałem się jak "oszukiwano" akceleratory prześwietlające kontenery ujawniono, że przemytnicy zhakowali system zarządzania portu w Antwerpii, co dowiedzi, że biznes przemytniczy ma się dobrze. Dobre uzupełnienie do ted-talków Misha Glenny'ego i Loretty Napoleoni.

książek: 99
Kuba Ambrożko | 2018-05-13
Na półkach: 2018, Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 13 maja 2018

Jednym z ulubionych szlaków przemytu naszego rozmówcy jest Polska, do której najłatwiej dostać się przez Szczecin.

Wydaje się, że handel narkotykami jest daleko, ten problem nas nie dotyczy, a już z pewnośią nie w skali światowej. Okazuje się, że każde możliwe wejście na rynek Europy jest dobre.

I każdy sposób. Od przewożenia towaru w baku albo oponach samochodu, po inwestycje w bloki najdroższych marmurów i granitów, które nawieracne i zamykane w specjalny sposób stają się istnymi sejfami, mogącymi pomieścić setki kilogramów kokainy. Na tym oczywiście się nie kończy ludzka pomysłowość - z utwardzonej kokainy można stworzyć guziki do marynarki, a gdyby ją trochę rozwodnić, wówczas można nią pokryć spodnie, plandekę czy wlać pomiędzy szyby w oknie. Potem wystarczy spłukać roztwór, wysuszyć i mamy gotowy do sprzedaży towar.

"Rynek to ja" - mówi cytat na początku książki oraz angielskojęzyczne tłumaczenie tytułu - "jestem taki jak cały świat". Na koniec zaś można zadać sobie...

książek: 23
Vitto | 2013-12-20
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 19 grudnia 2013

Książka jest, hmmm, dziwna. Ogólnie czyta się przyjemnie, chociaż momentami przechwałki Pana Handlarza irytują. Same opisy procesu handlowania i przemycania, to tak naprawdę didaskalia (może przesadzam, ale liczyłem na więcej), szerzej na temat mechanizmów funkcjonowania świata przestępczego dowiedzieć się można z Gomorry (rzecz jasna nie na temat samego handlu narkotykami). Początek, o księdzu, naprawdę mocno mnie zaciekawił, zakończenie też całkiem niezłe i wszystko byłoby dobrze, gdyby gdzieś w środku temat się nie rozmył.
Oczywiście nie jest tak, że książka jest słabo napisana, pomysł mierny i trudno przepłynąć przez całość. Przeciwnie. Minusy istnieją lecz czyta się naprawdę przyjemnie, napisałbym, że książka "wciąga", ale po przeczytaniu, słowo to dziwnie się kojarzy... Polecam!

książek: 825
DarkStar | 2016-06-04
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, Kindle
Przeczytana: 04 czerwca 2016

Wielki, niezbyt ciekawy monolog. Praktycznie zero informacji o głównym "bohaterze", za to garść (mnie) nieinteresujących anegdot, nie zawsze ściśle związanych z tematem przewodnim książki. Interesujące były ze dwa systemy na przewiezienie wielkiej ilości kokainy i rozdział o kurierach wożących drobnicę. Książka mnie raczej wynudziła, patrzyłem na wskaźnik postępu na Kindle odliczając czas i procenty pozostałe do końca. Czytałem dużo lepsze pozycje o przestępcach.

książek: 283
lobo_tommy | 2013-12-06
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2013, EBook
Przeczytana: 27 listopada 2013

Czytam i się śmieję, przeczytałem a tu wychodzi na to że przemyt narkotyków to jakaś bułka z masłem i fajne zajęcie. A to wszystko zasługa autora. Bardzo ciekawa i dobrze napisana historia przemytnika kokainy, wciąga, bawi i pozwala wyciągnąć kilka ciekawych wniosków:
- światowa gospodarka podpiera się pieniędzmi z narkotyków
- legalizacja narkotyków przyniesie więcej pożytku niż penalizacja
- zawsze najbardziej cierpią zwykli ludzie

zobacz kolejne z 794 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
zgłoś błąd zgłoś błąd