Pan Lodowego Ogrodu - tom IV

Cykl: Pan Lodowego Ogrodu (tom 4)
Wydawnictwo: Fabryka Słów
8,15 (8021 ocen i 559 opinii) Zobacz oceny
10
1 459
9
1 877
8
2 415
7
1 442
6
555
5
167
4
54
3
37
2
6
1
9
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375747478
liczba stron
880
język
polski
dodał
Ryza

Na tę chwilę fani czekali długie 3 lata. Trzy lata pytań powtarzanych do znudzenia: kiedy, kiedy, kiedy, kiedy… Niewiele jest na świecie powieści, które w podobny sposób nie poddają się zapomnieniu. To irytujące, kiedy coś odrywa Cię od lektury dobrej książki, prawda? Zawsze, kiedy musiałem przerywać lekturę PLO, byłem wściekły. To świetna powieść. Tomasz Kołodziejczak, autor Dominium...

Na tę chwilę fani czekali długie 3 lata. Trzy lata pytań powtarzanych do znudzenia: kiedy, kiedy, kiedy, kiedy… Niewiele jest na świecie powieści, które w podobny sposób nie poddają się zapomnieniu.

To irytujące, kiedy coś odrywa Cię od lektury dobrej książki, prawda? Zawsze, kiedy musiałem przerywać lekturę PLO, byłem wściekły. To świetna powieść.

Tomasz Kołodziejczak, autor Dominium Solarnego

Pan Lodowego Ogrodu – finałowy, czwarty tom cyklu, ozdobionego kompletem nagród przyznawanych w polskiej fantastyce. Sztandarowe dzieło pisarza z legendarnego „Klubu tfurcuff”, grupy której prace złożyły fundament pod współczesną polską fantastykę. Kontynuacja historii uznanej przez portal Onet za „fantastyczną powieścią dziesięciolecia 2000-2010”.



Mnożąc realizm przez fantastykę, Grzędowicz osiąga efekt jeszcze większego autentyzmu

Jacek Dukaj, autor powieści Lód

Ten cykl to właściwie jeden wielki, literacki popis możliwości kreacji współczesnego pisarza popkulturowego. Faszerowany efektami blockbuster z przesłaniem sprowadzony do postaci książki. Perspektywa opisu zmieniająca się w zależności od tempa akcji, wielotorowa fabuła, słowa kreślące dziwaczny, szalony wręcz obraz rodem z sennych widziadeł Hieronima Boscha. Supertechnologia w bezpardonowym pojedynku z magią. Akcja gna przez świat, który nie jest jedynie płaską dekoracją służącą za tło zmagań herosów. Odkrywamy skomplikowany mechanizm z barierami kulturowymi, obsesjami i pragnieniami, który zachowuje prawo do istnienia i funkcjonowania nawet bez galerii pierwszoplanowych postaci.

To już nie jest tylko forma rozrywki. Jarosław Grzędowicz błyskotliwie udowadnia, że uniwersalnym popowym kodem pisarz może mówić o rzeczach fundamentalnych i prowokować do wyciągania wniosków.

Taki jest Pan Lodowego Ogrodu. Porywająca opowieść o konsekwencjach popełnionych czynów.

 

źródło opisu: Fabryka Słów, 2012

źródło okładki: http://fabrykaslow.com.pl/zapowiedzi/pan-lodowego-ogrodu-t-4-488/743

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Oficjalna recenzja
Anakolut książek: 588

Lodowy Ogród, Wąż i Ogień Pustyni. Wielki finał

Prawdopodobnie każdy, kto śmie nazywać siebie fanem literatury, potrafi wymienić choć jeden tytuł, na który czeka z niecierpliwością. Jednych pozycji wypatrują nieliczni, a innych setki, tysiące, lub dziesiątki tysięcy zgłodniałych czytelników. Ale czy może być coś bardziej wyczekiwanego, niż ostatnia część serii, którą uwielbiają nieprzebrane rzesze fanów? Czasami oczekiwanie potrafi wyzwalać złe emocje, jak gniew na piszącego w ślimaczym tempie autora, czy irytację zwlekaniem z wypuszczeniem książki przez wydawcę. Ale oczekiwanie przede wszystkim zaostrza apetyt, pobudza fantazję i podnosi poziom zadowolenia, gdy w końcu upragniony tytuł wpadnie w drżące z podniecenia ręce. Tym bardziej, gdy jest to blisko 900-stronicowe tomiszcze, opatrzone wdzięcznym, cieszącym oko tytułem - "Pan Lodowego Ogrodu, tom 4".

Nie bez powodu wspomniałem o złych emocjach, wynikających z oczekiwania. W ostatnich miesiącach spotkałem się kilkukrotnie z głosami, jakoby Grzędowicz na złość fanom pisał PLO4 tak długo, a Fabryka Słów z premedytacją postanowiła wydać ten tytuł dopiero na początku grudnia. Zawsze myślałem, że potrafię zrozumieć wiele, ale tego, jak można mieć pretensje do autora o tempo pisania, po prostu nie jestem w stanie ogarnąć. Poświęcony czas, a co za tym idzie staranność wykonania pracy, przekłada się przecież na jakość. A chyba na tym zależy nam najbardziej, prawda? W tej kwestii, bez wątpienia, nie można ostatniemu tomowi sztandarowej serii Grzędowicza niczego zarzucić -...

Prawdopodobnie każdy, kto śmie nazywać siebie fanem literatury, potrafi wymienić choć jeden tytuł, na który czeka z niecierpliwością. Jednych pozycji wypatrują nieliczni, a innych setki, tysiące, lub dziesiątki tysięcy zgłodniałych czytelników. Ale czy może być coś bardziej wyczekiwanego, niż ostatnia część serii, którą uwielbiają nieprzebrane rzesze fanów? Czasami oczekiwanie potrafi wyzwalać złe emocje, jak gniew na piszącego w ślimaczym tempie autora, czy irytację zwlekaniem z wypuszczeniem książki przez wydawcę. Ale oczekiwanie przede wszystkim zaostrza apetyt, pobudza fantazję i podnosi poziom zadowolenia, gdy w końcu upragniony tytuł wpadnie w drżące z podniecenia ręce. Tym bardziej, gdy jest to blisko 900-stronicowe tomiszcze, opatrzone wdzięcznym, cieszącym oko tytułem - "Pan Lodowego Ogrodu, tom 4".

Nie bez powodu wspomniałem o złych emocjach, wynikających z oczekiwania. W ostatnich miesiącach spotkałem się kilkukrotnie z głosami, jakoby Grzędowicz na złość fanom pisał PLO4 tak długo, a Fabryka Słów z premedytacją postanowiła wydać ten tytuł dopiero na początku grudnia. Zawsze myślałem, że potrafię zrozumieć wiele, ale tego, jak można mieć pretensje do autora o tempo pisania, po prostu nie jestem w stanie ogarnąć. Poświęcony czas, a co za tym idzie staranność wykonania pracy, przekłada się przecież na jakość. A chyba na tym zależy nam najbardziej, prawda? W tej kwestii, bez wątpienia, nie można ostatniemu tomowi sztandarowej serii Grzędowicza niczego zarzucić - autor naprawdę się postarał, świetną robotę wykonał także wydawca, co widać na każdym kroku. Przejdźmy więc do konkretów.

Pierwszym, co rzuca się w oczy, biorąc do ręki czwarty tom „Pana Lodowego Ogrodu”, jest imponująca objętość książki, którą bije o głowę wszystkie z poprzednich trzech tomów. Na blisko 900 stronach Grzędowicz kontynuuję historię Gwiezdnego Wędrowca - ziemskiego komandosa Vuko Drakkainena i jego "lodowych ninja" - Nocnych Wędrowców z Klanu Ognia i Lodowego Ogrodu. Autor konsekwentnie rozwija opowieść, stopniowo plącze i komplikuje jeszcze bardziej losy bohaterów, tworzy nowe wątki i buduje akcję aż do finałowego rozwiązania. Jakiego? Pozwolę sobie pominąć szczegóły fabuły, żeby nikomu nie zepsuć przyjemności z lektury. Powiem tylko, że w czwartym tomie PLO ciągle coś się dzieje, jedno ważne wydarzenie depcze po piętach drugiemu, a akcja zwalnia tylko na krótkie chwile, by za moment znów ruszyć z miejsca z pełną mocą. Przez kilkaset stron napięcie wciąż rośnie, Lodowy Ogród niemal dosłownie chwieje się w posadach, zagrożenie czai się z każdej strony, a w końcu wszystko spada na głowę Vuko, by ostatecznie zakończyć sprawę raz na zawsze.

Od premiery trzeciego tomu minęły 3 lata, lecz czytając ostatnią część właściwie nie sposób zauważyć upływu lat. Styl Grzędowicza pozostaje niezmienny, wciąż tak samo przejrzysty i przystępny, miejscami wręcz minimalistyczny, przez co łatwy w odbiorze, a niekiedy odpowiednio kolorowy i górnolotny. Autor dostarcza tym samym wrażeń zarówno tym, którym zależy wyłącznie na dobrej akcji, jak i tym, którzy czerpią satysfakcję z samego faktu czytania dobrej, mistrzowsko napisanej prozy. W czwartym tomie nie zabrakło szczypty typowego dla autora poczucia humoru, ale są też momenty, które łapią za gardło swą dosadnością i okrucieństwem, napawając czytelnika trwogą i zdumieniem. Czas, jaki autor poświęcił na napisanie tego dzieła, z pewnością nie może zostać uznany za źle spożytkowany.

Najważniejsze pytanie, jakie stawiają sobie fani, od kiedy zakończyli lekturę tomu trzeciego, i które dręczyć ich będzie przez kilkaset stron tomu czwartego, dotyczy tego jak Jarosław Grzędowicz poradził sobie z ostatecznym rozwiązaniem całej historii. Czy będzie to wiarygodne i zadowalające? To bardzo trudne pytanie. Trudne z tego powodu, iż każdy musi odpowiedzieć na nie sam, zgodnie z własnym sumieniem i oczekiwaniami. Mnie finał historii zadowolił, chociaż sama końcówka sprawia wrażenie spłyconej, potraktowanej odrobinę po macoszemu. Ale może to dlatego, że po prostu chciałbym jeszcze, i trudno jest pogodzić się z faktem, że to już koniec serii? Zakończenie jest takie, jakiego można oczekiwać, logiczne, a jednocześnie fascynująco nieprawdopodobne. Piorunujące, zatrważające, a jednak w dużym stopniu satysfakcjonujące, budzące jeszcze większy respekt dla samego autora, który podołał niezwykle trudnemu zadaniu.

Jak napomknąłem wcześniej, kawał dobrej roboty wykonał także wydawca, czyli Fabryka Słów. Redakcja i korekta stoją na słusznym, wysokim poziomie, podobnie jak opracowanie techniczne samej książki. Tom czwarty PLO wychodzi jednocześnie w dwóch wersjach – miękkookładkowej i zintegrowanej - z myślą o fanach, posiadających na swych półkach różne wydania poprzednich tomów. Jak poprzednio, tekst opatrzono ilustracjami Dominika Brońka, a przygotowaniem okładki zajął się Piotr Cieśliński i obaj wykonali swoje zadania z właściwą skrupulatnością i poświęceniem. Na końcu książki znajdziemy też coś, czego mnie brakowało w poprzednich tomach – krótki słowniczek używanych w tekście zwrotów i słów języków Midgaardu: Amitrajskiego, Kireneńskiego i Kebiryjskiego. Niby nic, a jednak cieszy.

Pan Lodowego Ogrodu już właściwie wszedł do kanonu polskiej fantastyki, a teraz, jako skończona seria, bez wątpienia zagości w nim na dobre. Autorowi należy się ogromne uznanie za stworzenie tak ciekawego, przykuwającego uwagę niezliczonych fanów dzieła, w którym pozornie dostrzec można pewne utarte schematy, a jednak wydaje się niezwykle świeże i niepowtarzalne, jak żadne inne. To doskonała lektura dla każdego fana literatury fantasy, spragnionego nowych wrażeń w gatunku, który niektórym wydawać się może już lekko przesyconym. Jak widać, wystarczy jeden dobry pomysł i porządny pisarski warsztat, by stworzyć dzieło epokowe – bo nie boję się nazwać tym mianem cyklu Pan Lodowego Ogrodu i każdego jego tomu z osobna. Warto zaznaczyć, że wszystkie trzymają podobny poziom, co jest nieczęstym zjawiskiem wśród książek tworzących jedną serię. Grzędowiczowi się udało i chwała mu za to. Chwała jemu, Lodowemu Ogrodowi i Panu jego!

Paweł Kukliński

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (13852)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 324
Gapcio | 2017-10-07
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Satysfakcjonujące zakończenie cyklu, zawierające odpowiedzi na chyba wszystkie pytania postawione w poprzednich częściach. Co ciekawe, gdzieś w połowie tomu autor odchodzi na jakiś czas w budowie fabuły od epizodu ku syntezie, co każe się spodziewać, iż saga miała potencjał na rozrośnięcie się do pięciu części. Może dobrze, że tak się nie stało. Dzięki temu całość zachowała podziwu godną spójność, obok dbałości o szczegół oraz przemyślnej krytyki obecnych kierunków rozwoju cywilizacyjnego stanowiącą jedną z głównych zalet „Pana Lodowego Ogrodu”.

książek: 1061

Ech, to już koniec. Moja ukochana opowieść dobiegła końca. Bardzo żałuję, że nie ma jeszcze przynajmniej jednej części. Bardzo zżyłam się z głównym bohaterem i nie tylko.

Zaczynając książkę nie miałam pojęcia,że tak się do niej przywiążę, że zmieni ona moje podejście do pewnych spraw, moje poglądy... Nie myślałam, iż tak bardzo ją pokocham.

Niestety nasza przygoda dobiegła już końca. Mam nadzieję, że Pan Grzędowicz zechce kiedyś dodać jeszcze coś do tej serii.

książek: 1080
mclena | 2016-02-19
Przeczytana: 19 lutego 2016

"...To mówiłem ja, Nitj'sefni. Łubu-dubu."

Uwaga, uwaga – będzie niepopularna opinia, jednak aby w pełni ja uzasadnić, muszę zaznaczyć kilka istotnych kwestii, które z pewnością będą wpływały na niższą niż oczekiwaną notę.
Po pierwsze, jak już nadmieniłam w przypadku pierwszego tomu – jestem kobietą, która średnio orientuje się w elementach walki, wszelkich manewrach, elementach zbroi itd. dlatego im więcej szczegółów w tej dziedzinie tym trudniej jest mi utrzymać zainteresowanie. Tom 4 aż tonie w różnego rodzaju opisach, detalach scenografii, nic nie znaczących monologów... wywaliłabym połowę książki, żeby pozostało to co naprawdę mnie interesowało. Samo to, że męczyłam tą książkę cztery dni – co naprawdę nie zdarza mi się często, bo łykam takie tomiszcza nawet w dwa - już mówi samo za siebie jak trudno było mi przez nią przebrnąć i jest mi z tego powodu niezmiernie przykro, gdyż po 3 części byłam tak nakręcona, że nastawiłam się na spektakularny koniec – i się...

książek: 1276
Jarek Zawisza | 2018-02-20
Na półkach: 2018, Przeczytane
Przeczytana: 18 lutego 2018

Ogniska już dogasa blask...
W wieczornej ciszy w świetle gwiazd.
I to by było na tyle, koniec, finito!

A miało być tak pięknie, a tu niestety powrót do poziomu z tomu drugiego. Nie będę się powtarzał i przepisywał zastrzeżeń uprzednio już wyrażonych, dołożę do nich jedynie nadużywanie "stałej kosmicznej" we wszelakich jej odmianach. Kiedy czytałem ów zwrot kolejny, nie wiem który to już raz, przypomniał mi się słynny Lech i jego nieśmiertelny "pluralizm".

W niektórych opiniach wychwalany jest język autora, ba część czytelników wspomina wręcz o mistrzowsko napisanej prozie Grzędowicza i wysławia jego umiejętności w posługiwaniu się polszczyzną?
Pozwolę sobie zgłosić votum separatum, moim zdaniem nadużywanie wulgaryzmów przez pisarza, świadczyć może o brakach w palecie słownictwa wyrażającego emocje.
Poniższe zdanie, bynajmniej nie wygląda na szczytowe osiągniecie prozatorskie, a było takich perełek znacznie więcej..

"Teraz w powietrzu unosiły się tysiące dryfujących...

książek: 238
Łukasz Mielech | 2018-06-12
Przeczytana: 12 czerwca 2018

Jednak Polacy potrafią pisać książki na najwyższym światowym poziomie!!!

książek: 1351
Villiana | 2017-08-28
Przeczytana: 28 sierpnia 2017

Wreszcie sięgnęłam po ostatnią część Pana Lodowego Ogrodu, miałam przeogromne oczekiwania, w trakcie dwóch pierwszych tomów mój entuzjazm sięgał zenitu, trzeci był niczym przyczajony tygrys, który miał w czwartym tomie rzucić się na mnie z krzaków, rozerwać na strzępy i sponiewierać. Jednak nic takiego się nie wydarzyło. Z bólem muszę przyznać, że jestem z lekka rozczarowana.

Autor bez żadnych wstępów rzuca nas w wir akcji, dokładnie tam, gdzie zakończył się tom trzeci, czyli w środku zamieszania z Passionarią. Trochę ciężko było się w tym odnaleźć, ale wszystko ładnie i płynnie parło do przodu. Dalej Żarłoczna Góra, Robal, Kruczy Dom… wszystko to było klimatyczne i wciągało.

Później zrobiło się nieco bardziej mętnie. W poprzednim tomie ni z gruszki ni z pietruszki doszło do spotkania Vuko z Filarem i niby nigdy nic akcja toczyła się dalej, żeby teraz nagle koło dwusetnej strony wrócić do tego, co porabiał Filar wcześniej. Lubię Filara, nawet lepiej czyta mi się wątki z nim niż...

książek: 3236
Beata | 2016-08-04
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 04 sierpnia 2016

Niestety, to już koniec jednego z najlepszych cykli fantasy, jakie zdarzyło mi się czytać. Akcja dynamiczna i pełna zwrotów, ciągle należało się spodziewać nieoczekiwanego, bohaterowie godni zapamiętania, świat wykreowany dokładnie i spójnie do ostatniego szczegółu. Tylko jedno niezbyt mnie usatysfakcjonowało - końcowa bitwa, wyjaśnienie motywów działania pieśniarzy oraz zakończenie - jakby autor zbyt to uprościł i spłycił. Ogólnie jestem zachwycona i polecam fanom fantasy.

książek: 980
hanterkaa | 2018-11-04
Na półkach: 2018, Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 04 listopada 2018

Finałowy,czwarty tom cyklu trochę mnie wynudził.Powodem tego było to,że książka nie jest wolna od dłużyzn.Przez to czytało mi się ją nieco ciężej od poprzednich.Ale i tak cały czas mamy do czynienia z dziełem sprawnie napisanym,zawierającym interesującą fabułę i bohaterów,których losy nie są nam obojętne.Dla mnie "Pan Lodowego Ogrodu" to jedna ze zdecydowanie najlepszych fantastycznych sag powieściowych,z którą każdemu polecam się zapoznać.

książek: 3354
Aurora92 | 2016-06-15
Przeczytana: 15 czerwca 2016

I to już koniec.

Czytanie tej części "Pana Lodowego Ogrodu" zajęło mi "prawie" tyle samo czasu co pisanie jej autorowi ;) ale to nie znaczy, że była gorsza czy nudna - tak po prostu wyszło.

Genialnie wykreowany świat i postaci.

książek: 1220
boziaczek | 2013-11-16
Na półkach: Przeczytane

No i już niestety koniec:) Ostatnia część Pana Lodowego Ogrodu mile mnie zaskoczyła. Autor na pewno nie stracił formy i trzyma świetny poziom poprzednich części.
Szkoda, że to już ostanie spotkanie z Vuko i jego załogą prowadzącą niezwykle niebezpieczną i tajemniczą misję. Szczerze polubiłam bohaterów i zżyłam się z nimi. Vuko zdecydowanie pozostanie jednym z moich najbardziej ulubionych bohaterów. Cenię go przede wszystkim za jego niesamowity dystans do swojej osoby, niepokorność i nietuzinkowość. Chylę czoła przed p. Grzędowiczem za skonstruowanie tak intrygującego, tajemniczego świata, do którego ciągle chce się powracać i który na pewno jeszcze nie raz odwiedzę:)
Szczerze polecam!

zobacz kolejne z 13842 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Znamy nominacje do Nagrody im. Janusza A. Zajdla

Wczoraj, w warszawskiej Klubokawiarni Grawitacja, uroczyście ogłoszono listę utworów nominowanych do Nagrody Literackiej im. Janusza A. Zajdla, przyznawanej przez czytelników twórcom polskiej fantastyki. 


więcej
Weekend pełen wrażeń!

Najbliższe dwa dni przyniosą wiele atrakcji kulturalnych. Wymiana książek na Warszawskich Targach Książki, spotkania z autorami, Noc Muzeów i premierowe pokazy ekranizacji Wielkiego Gatsby’ego i Hipnotyzera - jest w czym wybierać.


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd