Trafny wybór

Tłumaczenie: Anna Gralak
Wydawnictwo: Znak
6,52 (9033 ocen i 1231 opinii) Zobacz oceny
10
342
9
576
8
1 576
7
2 506
6
1 968
5
1 027
4
426
3
397
2
126
1
89
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Casual Vacancy
data wydania
ISBN
9788324021468
liczba stron
512
język
polski
dodała
AMisz

Barry nie żyje. Ta niespodziewana śmierć pogrąża Pagford w chaosie. Na jaw wychodzą tajemnice mieszkańców. Urocze miasteczko z brukowanym rynkiem i wiekowym opactwem już nigdy nie będzie takie jak dotąd. Wybucha wojna bogatych z biednymi, nastolatków z rodzicami, wojna żon z mężami i nauczycieli z uczniami. Kto przejmie władzę po Barrym? Jak daleko się posunie w tym zaciekłym konflikcie?...

Barry nie żyje. Ta niespodziewana śmierć pogrąża Pagford w chaosie. Na jaw wychodzą tajemnice mieszkańców. Urocze miasteczko z brukowanym rynkiem i wiekowym opactwem już nigdy nie będzie takie jak dotąd.

Wybucha wojna bogatych z biednymi, nastolatków z rodzicami, wojna żon z mężami i nauczycieli z uczniami. Kto przejmie władzę po Barrym? Jak daleko się posunie w tym zaciekłym konflikcie?

Pełna czarnego humoru, błyskotliwa i prowokująca wielka powieść o małym miasteczku.


„Trudno sobie wyobrazić autora, który byłby bardziej kochany przez swoich czytelników”.
„Publisher Weekly”

„To nie magia, ale czarny humor”.
Michael Pietach, amerykański wydawca książki

„J.K. Rowling ma wszystkie zalety wielkiego pisarza. Tworzy wspaniałe postaci i wciągającą fabułę. Ma poczucie humoru i umiejętność oddawania emocji”.
Arthur Levine, redaktor książki

„J.K. Rowling mogłaby napisać instrukcję obsługi kosiarki, a i tak sprzedałaby się w 2 milionach egzemplarzy. Ona nigdy nie napisze niczego, czego bym nie chciał przeczytać”.
Charles Finch,pisarz

 

źródło opisu: Wydawnictwo Znak, 2012

źródło okładki: www.znak.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1073
malena | 2017-04-04
Na półkach: Przeczytane

"Lustereczko, powiedz przecie"

Nie, nie będzie o "Królewnie Śnieżce i siedmiu krasnoludkach". Będzie o "Trafnym wyborze" J.K. Rowling. Skąd zatem ten tytuł? Ze względu na autorkę i jej dotychczasową twórczość? Ależ skąd. Raczej ze względu na wypowiedzi niektórych osób, dla których ta powieść jest lustrem, zwierciadłem, w którym - w przenośni - odbijają się ich własne twarze. No cóż... Postaram się tego nie komentować. Raczej z wielkim samozadowoleniem - godnym jednego z bohaterów powieści - mogę stwierdzić, że nie ma w nim mojego odbicia, przynajmniej na razie. Reklama zdaje się wyprzedzać tę książkę. Czy zasłużenie? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na postawione pytanie. Nigdy nie czytałam, nie oglądałam przygód o Harrym P., więc moja ocena -naturalną siłą rzeczy - będzie dotyczyła tylko tej powieści, a nie całej twórczości autorki. Książka, jak książka. Czytałam w swoim życiu: i lepsze, i gorsze. Jak dla mnie żaden fenomen.
Dziwię się tej swoistej gorączce, emocjom, które towarzyszyły wydaniu tej powieści. Harry P.? Pewnie tak. Szkoda, bo ów utwór nie potrzebuje takiego wsparcia. Wydaje się, że jest na tyle udany, że potrafi obronić się sam. No dobrze. Trochę mu pomogę.

Małe miasteczko Pagford. Miasteczko jakich wiele. Mieszkańcy to ludzie, jakich spotykamy codziennie lub przynajmniej "od czasu do czasu". Ma swoje dobre i złe strony. Ma dobrych i złych mieszkańców. Jako, że jest małe, cechuje się swoistym hermetyzmem, zamknięciem na świat zewnętrzny, a światem zewnętrznym jest już to, co znajduje się poza jego granicami. I tu pojawia się zarzewie niezgody: Fields - tereny, które w przeszłości zostały przyłączone do Pagford, psują swoją brzydotą (zewnętrzną i wewnętrzną) jego idylliczny obraz. Łącznikiem między Pagford a Fields jest Barry Fairbrother. Jego niespodziewana śmierć daje początek niekończącej się wojnie: wojnie wszystkich z wszystkimi; wojnie o wszystko; w wojnie, w której polegną niewinni, a pozostali zostaną okaleczeni bądź naznaczeni.

Śmierć jednego człowieka powoduje swoistą pustkę. Każdy próbuje ją na swój sposób wypełnić. Dla jednych jest to szansa do przeforsowania własnych planów politycznych (Howard, Shirley, Miles i Maureen). Dla innych usilna próba kontynuowania tego, co zaczął zmarły (Colin, Parminder). Warto jednak dodać, że oprócz polityki każdy mieszkaniec kieruje się pobudkami osobistymi. Mollisonowie - jako lokalni patrioci - chcą utrzymać idealny wizerunek miasteczka, ale także idealny wizerunek pierwszej rodziny w Pagford. Mamy zatem: i żądzę władzy, tj. "grania pierwszych skrzypiec", i żądzę poklasku, podziwu. Colin Wall oddaje się lokalnej polityce, by złożyć hołd przyjaźni, zaś Parminder by złożyć hołd miłości. Ich działania muszą skończyć się porażką, gdyż nikt nie może wypełnić pustki po Barrym, bo nikt nie jest, mimo usilnych starań, Barrym. Ten brak zdaje się każdy w mniejszym lub większym stopniu odczuwać.

Tak naprawdę mało wiemy o zmarłym. Jego obraz wyłania nam się stopniowo, ze szczątkowych wspomnień, bądź wypowiedzi bohaterów. Warto jednak w tym momencie się zatrzymać i bliżej przyjrzeć głównemu "sprawcy" nieszczęścia Pagford. Mieszkaniec Fields, który własnymi siłami wyrwał się ze smutnej, szarej, naznaczonej biedą, brudem, przemocą, nałogami, oraz bezrobociem egzystencji. Przykład dla innych, by dążyli utartym przez niego szlakiem. Przykład, że jeśli się bardzo chce, to można zdobyć nieosiągalne. Przykład, że wraz ze śmiercią człowieka znikają jego marzenia, nadzieje, plany, dążenia, usiłowania. Barry zdawał się swoją osobą cementować podziały między Fields, a Pagford. Cementować w przenośni, bo oczywiście one istniały, ale nie groziły rozłamem. Cementować przede wszystkim swoją osobowością, tj. naturalnością, spontanicznością, łatwością w nawiązywaniu kontaktów, w przekonywaniu do siebie ludzi, radością życia. Niektórzy wraz z jego śmiercią tracą punkt oparcia, zostają pozbawieni ręki, która zawsze pewnie prowadziła ich w ciemności. Barry był ideałem, a zarazem zwykłym facetem z sąsiedztwa, Nikt nie powinien pretendować do miana jego następcy. Każdy ma "coś za uszami". Każdemu można coś zarzucić.

Splot wydarzeń nieuchronnie prowadzi do katastrofy, zwłaszcza gdy ster nad dorosłymi tak naprawdę przejmują dzieciaki, nastoletnie dzieciaki. Hipokryzja zderza się z bezwzględnością, bezmyślnością, brakiem doświadczenia, przewidywania, chęcią odwetu, chęcią udowodnienia sobie i innym, że można żyć w świecie bez żadnych zasad i granic. I tu odkrycie: ci, na których postawiono krzyżyk, ci, zdawałoby się pozbawieni "kręgosłupa" stają na wysokości zadania (Sukhvinder). Ci zaś: pewni siebie, przebojowi, odważni, wierzący, że autentyzm polega na bezwzględności ponoszą porażkę (Fats). Warto w tym miejscu dodać, że autorka udanie skonstruowała, a zarazem przeniknęła świat nastoletnich bohaterów. Dzięki nim, łatwiej zaakceptować braki w tworzeniu dorosłych, choć - oddając sprawiedliwość - tutaj także nie jest tak źle.

Zakończenie książki: ci, co wcześniej brylowali na "górze" spadli i boleśnie się potłukli, ci zaś, co byli na dole: nie, nie znaleźli się "na górze", przynajmniej nie wszyscy. Ale o tym cichosza, bo popsuję zabawę innym czytelnikom. Nikt jednak nie pozostał obojętny na wydarzenia, które miały miejsce w tym cichym, zdawałoby się sielankowym miasteczku. Pozostawiamy mieszkańców Pagford, wierząc, jedynie wierząc, że bolesne doświadczenie zaprocentuje w przyszłości. Czasu cofnąć się nie da. Niestety!

Miłość od pierwszego wejrzenia? Nie, absolutnie nie. Mój kontakt z owym utworem można przyrównać do spokojnego, powoli rozwijającego się uczucia, któremu nie towarzyszą "wzloty i upadki", a raczej pewność, bezpieczeństwo, stałość i... trochę nuda. Bez wątpienia, to nie jest książka dla mnie. Nie podoba mi się ta rozwlekła, choć - oddając sprawiedliwość - dość udana fabuła. Nie podobają mi się bohaterowie - i tu znów, oddając sprawiedliwość - dość dobrze skonstruowani, przekonujący. Brakuje mi głębi... "Trafny wybór" jest terenem zbyt nizinnym, zbyt płytkim. I w tym miejscu warto się wytłumaczyć, by nie zostać źle zrozumianą. Nie zarzucam autorce podejmowania tematyki - kolokwialnie mówiąc - przyziemnej. W ogóle nie zarzucam niczego autorce, gdyż i pomysł, i realizacja pomysłu są jak najbardziej udane. Mam jednak wrażenie, jakby cała ta konstrukcja została zbudowana tak, że nie ma w niej miejsca dla czytelnika, dla jego spojrzenia, tj. interpretacji. "Wszystko zostało już powiedziane" - zdaje się mówić autorka. Czytelnik może jedynie z zachwytem, albo z niechęcią odnieść się do książki. Brak niedociągnięć, niedomówień, dialogu, który można podjąć. Czuję się poniekąd, jak gość, przy którym gospodarz wychwala podawane przez siebie dania, wspominając o ich wyższości nad innymi potrawami (z całkowitym lekceważeniem zdania i upodobań kulinarnych przybyłego).
Już sam tytuł jest doskonałą rekomendacją: "Dokonałeś trafnego wyboru czytelniku!", "masz w rękach doskonałą książkę!", "niczego nie można jej zarzucić." Wiem, wiem. Autorka nie miała tego na myśli (kocham ten zwrot). Ale któż wie, co drugi człowiek ma na myśli?

Zatem był to trafny wybór? Wybór? Tak, bo świadomy. Trafny? Nie do końca, choć rozczarowania nie ma, a to już - jak na współczesne książki - dość dużo.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Dymy nad Birkenau

Książki takie jak „Dymy nad Birkenau” nieodmiennie mi pokazują jak wdzięczny powinienem być losowi czy jakiejś tak zwanej sile wyższej za to, że żyję...

zgłoś błąd zgłoś błąd