Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Za kogo ty się uważasz?

Tłumaczenie: Elżbieta Zychowicz
Seria: Don Kichot i Sancho Pansa
Wydawnictwo: W.A.B.
6,56 (754 ocen i 108 opinii) Zobacz oceny
10
15
9
41
8
129
7
240
6
184
5
75
4
39
3
23
2
5
1
3
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Who Do You Think You Are? / aka: The Beggar Maid
data wydania
ISBN
9788377477205
liczba stron
352
język
polski

Inne wydania

Rose pochodzi z biedniejszej części Ontario. Mieszka z ojcem i macochą Flo w domu na tyłach należącego do rodziny sklepu meblowego. Jako dziecko z niechęcią i strachem obserwuje życie mieszkańców swojego miasta. Potem ucieka, by zacząć studia w Toronto, wyjść za mąż i podjąć pracę zawodową. I przez cały czas próbuje odpowiedzieć na zawarte w tytule książki pytanie, które w dzieciństwie...

Rose pochodzi z biedniejszej części Ontario. Mieszka z ojcem i macochą Flo w domu na tyłach należącego do rodziny sklepu meblowego. Jako dziecko z niechęcią i strachem obserwuje życie mieszkańców swojego miasta. Potem ucieka, by zacząć studia w Toronto, wyjść za mąż i podjąć pracę zawodową. I przez cały czas próbuje odpowiedzieć na zawarte w tytule książki pytanie, które w dzieciństwie usłyszała od macochy. Dziesięć powiązanych ze sobą opowiadań, z których każde tworzy samodzielną, kunsztownie zbudowaną całość, składa się na poruszającą i przenikliwą opowieść o dojrzewaniu.

 

źródło opisu: Wydawnictwo W.A.B., 2012

źródło okładki: http://www.wab.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2603
Monika Stocka | 2013-03-22
Na półkach: Przeczytane, Posiadam, E-book
Przeczytana: 22 marca 2013

Są ludzie, którzy całe życie nie idą swoją drogą. Nie umiejąc obrać właściwej, poddają się na rozstajach i wybierają kierunki wbrew sobie, na przekór wszystkiemu, jakby chcieli udowodnić intuicji, że się myli.
Są ludzie poskładani z części różnych modeli, różnych serii nawet. A ich zdania budowane są z nierównego gatunku słów. Na jednym tchu wypowiadają się w różnych językach, jakby zacierali ślad swojego pochodzenia, żeby potem wywlec na wierzch wszystkie gałganki.
Są ludzie wciąż nie na miejscu. Ludzie pozbawieni ostatnich kresek, tych wieńczących dzieło. Z dziurą, przez którą wciąż coś ucieka. Ludzie próbujący pozbierać ten wazon życia z rozmaitych chwil i go sobą wypełnić. Jednakże wszystkie pęknięcia nieustannie dają o sobie znać, pozwalając ulatniać się ukradkiem życiu, które jak się okazuje, od zawsze było niczyje.
Rose nie umie się umiejscowić. Nie miota się nerwowo, raczej poddaje, by po latach walenia w zamknięte drzwi, wahać się, czy przez nie przejść, gdy już są otwarte. A nawet kiedy przejdzie, rozważa możliwość powrotu.
Rose nieustannie ucieka. Przed sobą, tym kim jest lub tym kim nie jest, by zgubić się w tłumie, wtopić się w krajobraz, do którego nigdy nie pasuje. Odkleja się co jakiś czas i jak liść spada na ziemię przyjmując to zarazem ze spokojem i zdziwieniem.
U Alice Munro najbardziej lubię ten brak oczywistej drogi, tą pokręconą wstążkę życia, u zwieńczenia której jest znak zapytania, jakiś rebus sugerujący wiele rozwiązań. Uwielbiam, kiedy przypadek na mnie spada tym samym ciężarem, co na bohatera i jednocześnie oboje (najczęściej obie) nie mamy pojęcia, co z nim zrobić. Łapać ten deszcz do miski, otworzyć buzię, czy uciekać pod dach. Lubię supły, które zostawia się czytelnikowi do rozwiązania lub polubienia. To niezmierzanie do celu, to bycie, tak trudne, tak nieoczywiste i tak znajome zarazem, które się ciągnie poza okładki nawet.
I jeszcze to uczucie, kiedy mogę się przyrównać, bo moje życie też nie zna spektakularnych zwrotów akcji, bo podobnie przesypiam happy endy i po ciemku, nowiutkim pantofelkiem wdeptuję w jakieś gówno, którego już nie da się nigdy usunąć. Wcale nie czuję się usprawiedliwiona czy pocieszona, nie oddycham z ulgą, nie znajduję bratniej duszy, nie puka mi też w głowie zaczarowany ołówek z olśniewającym rozwiązaniem. Ale czuję się człowiekiem, obfitym w niespełnienia i drobne pomyłki, których ilość przesłania mi horyzont.
Dla mnie też jest miejsce. W jakimś ‘poza”.
Munro jest tak inna od Lessing i Winterson, jest tak swojsko daleka z rzeczowym segregowaniem życiowych katastrof, z których nieliczni tylko zdają sobie sprawę. Rysuje mapę z nieuczęszczanymi drogami, bo jej bohaterowie w naturalny sposób przemieszczają się bokami. I to zagubienie najczęściej, te życia, które się toczą jakby bez właścicieli, upewniają nas w przekonaniu, że to, co czujemy może być prawdziwe. Bo zostało nazwane imieniem. Rose na przykład.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Szeptucha

Świetne czytadło a przy okazji napisana z humorem .Ciekawa wizja naszego państwa i ludzi gdyby Mieszko nie przyjął chrztu. Czytam z serie a właściwie...

zgłoś błąd zgłoś błąd