Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego

Seria: Bez Fikcji O...
Wydawnictwo: Czarne
6,88 (308 ocen i 61 opinii) Zobacz oceny
10
8
9
18
8
71
7
109
6
63
5
21
4
11
3
5
2
2
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375363753
liczba stron
200
słowa kluczowe
macierzyństwo, bez fikcji o
język
polski
dodała
Olena

"Znam piękne i dalekie od cukierkowej wizji zdjęcia robione przez matkę własnym dzieciom. Znam fotoreportaże z ciąży i z rodzinnego porodu. Znam nawet fotografie dokumentujące wygląd brzucha po ciąży. Ale nie znam takiego cyklu zdjęć, w którym na jednym potargana matka gotuje, a niemowlę na niezbyt czystej podłodze bawi się pokrywką słoika; na innym matka ziewa czytając pięćdziesiąty raz tę...

"Znam piękne i dalekie od cukierkowej wizji zdjęcia robione przez matkę własnym dzieciom. Znam fotoreportaże z ciąży i z rodzinnego porodu. Znam nawet fotografie dokumentujące wygląd brzucha po ciąży. Ale nie znam takiego cyklu zdjęć, w którym na jednym potargana matka gotuje, a niemowlę na niezbyt czystej podłodze bawi się pokrywką słoika; na innym matka ziewa czytając pięćdziesiąty raz tę samą książeczkę; na jeszcze innym podczas spaceru gapi się tępo przed siebie. Czy coś w tym stylu. Rozmyślając o tych fotografiach uświadomiłam sobie, że to właśnie próbuję zrobić. Opisać macierzyństwo bez fikcji. Prawdziwe".
Joanna Woźniczko-Czeczott

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czarne, 2012

źródło okładki: www.czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1263
Monika | 2012-07-09
Na półkach: Przeczytane

"Matczyne fiksum-dyrdum"


Oczywiście, że musiałam przeczytać tę książkę. Jako świeżo upieczona mama po pierwszym tygodniu spędzonym sam na sam z Maluchem powiedziałam do męża, że urlop macierzyński powinno się przemianować na bardziej adekwatną nazwę np. „praca macierzyńska” a rząd zatwierdzić ustawę o dużym dodatku finansowym dla matek (HA, HA, HA!). W każdym razem nie „urlop”, gdyż to słowo nijak się ma do zastanej, pieluszkowej rzeczywistości. Bo jak nazwać sytuacje, gdzie twoja aktywności zawodowa do tej pory wynosiła około 30-40 godzin tygodniowo a teraz pracujesz około 168 godzin! A no pewnie, że harówka! Tyle narzekań. Tyle prawdy. A jakie pozytywne emocje! I bogu dzięki za starsze, doświadczone koleżanki, za rodzinę i przyjaciół – świadomość trudności jest zaprawdę darem niebios. Zdecydowanie uwalnia od frustracji i rozczarowań.

Książka Czeczott to niezwykła i cholernie potrzebna pozycja. Obnaża tajniki macierzyństwa. Sekret tak dobrze ukrywany przez wtajemniczonych – „dzieciatych” przed resztą świata. Bo któż przed porodem zdaje sobie sprawę z ogromu obowiązku i problemów, które czekają (czyhają?!) na przyszłych rodziców?! No kto?! Od wyboru pieluszek, przez wybór „jedynie słusznej metody wychowawczej” aż po wybór szczepionek. Od nocnego czuwania po radzenie sobie z ciągłym stresem. Problemy w związku, problemy z własnym nieforemnym i zmaltretowanym ciałem, problem z libido, problemy finansowe… . Większość z nas zna piękne i wystylizowane fotografie z uśmiechniętym bobasem (ja sama umieściłam takie na znanym portalu społecznościowym! O zgrozo!). W kolorowej prasie, telewizji, Internecie trudno szukać zdjęć zmęczonej matki, brudnego dziecka, czy rodzicielki z puszką piwa w ręku i poplamionej bluzce (chyba, że w kontekście patologicznej rodziny). Autorka, która złorzeczy na uładzony obraz macierzyństwa (jakże słusznie!) znany z mediów, prezentuje subiektywny, aczkolwiek zdaje się prawdziwy obraz macierzyństwa, która oprócz chwil radości często niesie za sobą także zmęczenie, złość, i wielokrotnie na stronach książki wspominaną, frustracje. Frustracje wywołana tym, że nagle młoda, ambitna, aktywna i wykształcona kobieta musi zmierzyć się z całkiem inną rzeczywistością. Rzeczywistością czterech ścian, gdzie tomik poezji Sylvia Plath zamieniony zostaje na laktator i brudne pieluszki. Bolesna strata. I jeszcze poród. I jeszcze walka z polską służbą zdrowia. Macierzyństwo to trudna (brudna) robota.

Jeszcze raz powtórzę - książka Czeczott to cholernie potrzebna pozycja. Pokazuje nam -matkom, że złość jest czymś zupełnie normalnym w tym „wspaniałym” okresie. Że obawy i lęki są w pełni uzasadnione. A chwile radości przeplatane są chwilami smutku. I wszystko to mieści się w granicach normy. Więc gdy już przejdzie się na tę „drugą stronę mocy” nie można zapomnieć o sobie. Bo wcale niebanalne jest stwierdzenie – szczęśliwa mama-szczęśliwa dziecko. A macierzyństwo (i tu wypełni zgadzam się z autorką) to trudna, ale i cudowna harówka. Warta wysiłku i warta szczerego obrazowania.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
All you need is love. Sceny z życia kontrkultury

Erudycyjne i pretensjonalne. Bryk z kontrkultury dla dzieci z dobrych domów i pozujących na buntowników–intelektualistów licealistów i studentów młods...

zgłoś błąd zgłoś błąd