Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego

Seria: Bez Fikcji O...
Wydawnictwo: Czarne
6,86 (295 ocen i 58 opinii) Zobacz oceny
10
7
9
17
8
68
7
104
6
61
5
21
4
10
3
5
2
2
1
0
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375363753
liczba stron
200
słowa kluczowe
macierzyństwo, bez fikcji o
język
polski
dodała
Olena

"Znam piękne i dalekie od cukierkowej wizji zdjęcia robione przez matkę własnym dzieciom. Znam fotoreportaże z ciąży i z rodzinnego porodu. Znam nawet fotografie dokumentujące wygląd brzucha po ciąży. Ale nie znam takiego cyklu zdjęć, w którym na jednym potargana matka gotuje, a niemowlę na niezbyt czystej podłodze bawi się pokrywką słoika; na innym matka ziewa czytając pięćdziesiąty raz tę...

"Znam piękne i dalekie od cukierkowej wizji zdjęcia robione przez matkę własnym dzieciom. Znam fotoreportaże z ciąży i z rodzinnego porodu. Znam nawet fotografie dokumentujące wygląd brzucha po ciąży. Ale nie znam takiego cyklu zdjęć, w którym na jednym potargana matka gotuje, a niemowlę na niezbyt czystej podłodze bawi się pokrywką słoika; na innym matka ziewa czytając pięćdziesiąty raz tę samą książeczkę; na jeszcze innym podczas spaceru gapi się tępo przed siebie. Czy coś w tym stylu. Rozmyślając o tych fotografiach uświadomiłam sobie, że to właśnie próbuję zrobić. Opisać macierzyństwo bez fikcji. Prawdziwe".
Joanna Woźniczko-Czeczott

 

źródło opisu: Wydawnictwo Czarne, 2012

źródło okładki: www.czarne.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Ines książek: 1305

Odczarować macierzyństwo

Macierzyństwo to temat rzeka. Napisano o nim wiele, nie tylko poważnych prac naukowych, ale także innych tekstów, mniej doniosłych, podanych w bardziej przystępnej formie - kolorowych gazet, lukrowanych blogów czy popularnych stron internetowych dla rodziców. Zazwyczaj pisze się o nim jako cudzie (którym niewątpliwie jest), zamiatając trudne sprawy „bycia matką” pod dywan. O tych dowiadujemy się po fakcie, czując rozczarowanie, gniew czy zdziwienie. Joanna Woźniczko-Czeczott zapragnęła zmienić ten stan rzeczy. I dobrze, bo „Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego” pokazuje prawdziwą twarz matki - często bardzo zmęczoną, zatroskaną, zapominającą o swoich potrzebach, ale jednak szczęśliwą...

Zdanie z początkowych stron tej książki - W bólach rodzi się nie tylko dziecko, lecz także matka- dowodzi, iż osławiony instynkt macierzyński nie istnieje u każdej kobiety. Wszystkiego uczymy się od podstaw, a nowości te nie ociekają lukrem, mimo że są tak przedstawiane, niestety. Frustrację przeżywa każda matka, bo macierzyństwo to koniec dawnego życia. (…) to poczucie wolności utraconej na zawsze. Takie są fakty i nie ma co czarować siebie i innych. I choć traci się wszystko po to, by stać się bogatszym, by dzięki macierzyństwu zajmować się naprawdę ważnymi pytaniami, to poczucie pustki i straty są potężne. I trzeba sobie z nimi poradzić.

Najgorsze jest pierwsze sześćdziesiąt lat, tak mawia teściowa autorki. Perspektywa dość odległa i trochę przytłaczająca, przyznacie....

Macierzyństwo to temat rzeka. Napisano o nim wiele, nie tylko poważnych prac naukowych, ale także innych tekstów, mniej doniosłych, podanych w bardziej przystępnej formie - kolorowych gazet, lukrowanych blogów czy popularnych stron internetowych dla rodziców. Zazwyczaj pisze się o nim jako cudzie (którym niewątpliwie jest), zamiatając trudne sprawy „bycia matką” pod dywan. O tych dowiadujemy się po fakcie, czując rozczarowanie, gniew czy zdziwienie. Joanna Woźniczko-Czeczott zapragnęła zmienić ten stan rzeczy. I dobrze, bo „Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego” pokazuje prawdziwą twarz matki - często bardzo zmęczoną, zatroskaną, zapominającą o swoich potrzebach, ale jednak szczęśliwą...

Zdanie z początkowych stron tej książki - W bólach rodzi się nie tylko dziecko, lecz także matka- dowodzi, iż osławiony instynkt macierzyński nie istnieje u każdej kobiety. Wszystkiego uczymy się od podstaw, a nowości te nie ociekają lukrem, mimo że są tak przedstawiane, niestety. Frustrację przeżywa każda matka, bo macierzyństwo to koniec dawnego życia. (…) to poczucie wolności utraconej na zawsze. Takie są fakty i nie ma co czarować siebie i innych. I choć traci się wszystko po to, by stać się bogatszym, by dzięki macierzyństwu zajmować się naprawdę ważnymi pytaniami, to poczucie pustki i straty są potężne. I trzeba sobie z nimi poradzić.

Najgorsze jest pierwsze sześćdziesiąt lat, tak mawia teściowa autorki. Perspektywa dość odległa i trochę przytłaczająca, przyznacie. Podobnie jak fakt, że zadbana kobieta sprzed ciąży, staje się w połogu kobietą zaspokajającą jedynie potrzeby dziecka. Tak, jakby po porodzie zniknęła, jakby liczyło się tylko dziecko, bo przecież jest ono najważniejsze – z tym dyskutować nie trzeba. Wskutek tego matki niewiele mówią o sobie. Pozostają im blogi, te zaś często zaklinają rzeczywistość. W piaskownicy, szkole czy przedszkolu matki nie funkcjonują jako konkretne osoby, posiadające własną tożsamość, ale przeważnie traktuje się je jako rodzicielki Zosi, Kasi czy Wojtka. Zatracając się w świecie własnych dzieci, zapominają o sobie. Na własne życie i drobne przyjemności zostają im przeważnie dwie godziny wolnego czasu: zaraz po zaśnięciu dziecka i tuż przed własnym odpoczynkiem. Jedną z nielicznych uciech jest kąpiel, gdy nie trzeba zabawiać dziecka, nadzorować go i kiedy można odetchnąć pełną piersią. Nudę macierzyństwa podsumowuje się często niesprawiedliwie jednym zdaniem, mówiąc, że kobieta „siedzi w domu”. To tak jakby zapomnieć, że tam jest ciągle coś do zrobienia, że różnorodne sprzęty pracują non stop i ktoś musi je przecież obsługiwać! Ktoś, czyli matka i żona – słowem kobieta. Często nawet ta mająca dwa fakultety, sprowadzana jedynie do roli kucharki i sprzątaczki. W przypadku tatusiów jest inaczej: Mężczyzna rozwija skrzydła. Kobieta staje się kurą domową. To nie tylko role narzucone z zewnątrz. To także rewolucja w głowie. Na nic zda się przekonywanie o równouprawnieniu, o takich samych szansach i możliwościach powrotu do pracy - kobieta po urodzeniu dziecka musi walczyć nie tylko o pozycję, ale także o poczucie własnej wartości, które zostało podkopane. Nie tylko koniecznością „siedzenia w domu”, ale i laktodietą, łysieniem poporodowym, topniejącymi na koncie pieniędzmi (bo dziecko to przecież ciągłe wydatki) oraz dziecinnieniem (gdy nieustanne przebywasz z dzieckiem, zaczynasz mówić do rozmówcy jak do swojej pociechy). Kiedy ludzie na ulicy komentują ubiór, zachowanie, wychowanie dziecka, dopada je irytacja, bo to oczywiste podkopywanie pewności matek, czy aby na pewno dobrze się opiekują własnym dzieckiem, czy potrafią je ubrać, chronić, żywić. Na spacerach często jedyną rozrywką dla matki pchającej wózek jest telefon komórkowy. Z czasem nie ma do kogo dzwonić. Utrudniony jest kontakt z „niedzieciatymi”, bo problemy już się nie zazębiają, brakuje tematów do rozmów. Z noworodkiem „kupa”(!) wdziera się na salony, podobnie jak gazy czy odbijanie, będące jedyną formą komunikacji z noworodkiem. Takie zagadnienia mogą skutecznie odstraszyć. Z „dzieciatymi” podczas spotkań rozmawia się przeważnie o dzieciach, poruszając najważniejsze tematy pobieżnie, bo często nie słychać własnych myśli. Kolejne problemy można mnożyć w nieskończoność. Namiastką wyjścia na miasto stają się zakupy internetowe. Relacja małżeńska zostaje zepchnięta na dalszy plan. Pojawia się brak libido. Związek zmienia się po porodzie pod każdym względem. Trzeba nad nim pracować, wiadomo, ale jak to zrobić, gdy nikt nie ma siły, czasu i ochoty, bo nieprzespane noce dają znać o sobie? Rozmowy małżeńskie kończą się nagle, bo trzeba w trybie pilnym zaspokoić potrzeby noworodka, a nie męża. Odzywa się Serce Matki - organ, który nie pozwala dziecku kwilić. Wszystko się sypie, choć miało być tak pięknie, tak idealnie...

Joanna Woźniczko-Czeczot napisała o wszystkim, o czym nie mówi się w piaskownicy. Ten swoisty słowniczek macierzyństwa bez fikcji pokazuje, że „bycie matką” to skomplikowany projekt. Aby dobrze wychować dziecko, pielęgnować jego talenty czy ustrzec się przed błędami wychowawczymi naszych rodziców, trzeba się nieźle nagłowić. Na nic zda się ta „zmowa milczenia”, na nic ukrywanie prawdy, przeczytane poradniki czy wylewany litrami lukier. Macierzyństwo to ciężka praca, morze wylanych łez i codzienny wysiłek. Ten rzetelny reportaż z niepozowanymi scenami, sprawia, że dostrzegamy, iż każda Matka Polka to prawdziwa Bohaterka, a nie porcelanowa lalka, której brakuje pęknięć. Ważne, by zgodnie ze słowami zaczerpniętymi z Dezyderaty nauczyć się cieszyć zarówno swoimi osiągnięciami, jak i planami. By potrafić radować się swoim dzieckiem, choć cała otoczka pozostaje niezmienna. Mamo! Nie jesteś sama, czując się wyjałowiona intelektualnie czy skatowana dietą podczas karmienia piersią! Pozwól sobie na odrobinę niedoskonałości, nikt nie jest nieomylny! Jeśli nie wierzysz, zajrzyj do książki Joanny Czeczott – warto!

Agnieszka Biczyńska

Cytaty za: „Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego”,Joanna Woźniczko-Czeczott,Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2012.

pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (628)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 1249
Monika | 2012-07-09
Na półkach: Przeczytane

"Matczyne fiksum-dyrdum"


Oczywiście, że musiałam przeczytać tę książkę. Jako świeżo upieczona mama po pierwszym tygodniu spędzonym sam na sam z Maluchem powiedziałam do męża, że urlop macierzyński powinno się przemianować na bardziej adekwatną nazwę np. „praca macierzyńska” a rząd zatwierdzić ustawę o dużym dodatku finansowym dla matek (HA, HA, HA!). W każdym razem nie „urlop”, gdyż to słowo nijak się ma do zastanej, pieluszkowej rzeczywistości. Bo jak nazwać sytuacje, gdzie twoja aktywności zawodowa do tej pory wynosiła około 30-40 godzin tygodniowo a teraz pracujesz około 168 godzin! A no pewnie, że harówka! Tyle narzekań. Tyle prawdy. A jakie pozytywne emocje! I bogu dzięki za starsze, doświadczone koleżanki, za rodzinę i przyjaciół – świadomość trudności jest zaprawdę darem niebios. Zdecydowanie uwalnia od frustracji i rozczarowań.

Książka Czeczott to niezwykła i cholernie potrzebna pozycja. Obnaża tajniki macierzyństwa. Sekret tak dobrze ukrywany przez wtajemniczonych –...

książek: 1003
UpsyDaisy | 2012-11-28
Na półkach: Przeczytane, (2012)
Przeczytana: listopad 2012

Bardzo dobra. Dla kogo? Stanowczo dla tych, którzy erę bc (before children) mają już za sobą, dla tych którzy bez trudu są w stanie odkodować słowa bugaboo, oilatum, weleda. A przede wszystkim dla tych, którzy patrzą na życie z pozycji zdrowego dystansu pozwalającego zaśmiać się bez skrępowania ze społecznych tabu otaczających szeroko rozumiane macierzyństwo.

Jestem matką 5 latka w stadium gejzera energetycznego i powiem jedno, gdybym przeczytała tę książkę kilka lat temu może trwałoby to dłużej, może śmiałabym się ciszej ale byłoby mi lżej. Że jestem normalna, ze swoimi zwątpieniami, rozterkami i dziwactwami. Ale przeczytałam ją właśnie teraz i nie żałuję - polecam wszystkim mamom i tatusiom. Na jeden wieczór, który przywoła falę wspomnień.

Duży plus za szeroki horyzont, emocjonalny ale i prawdziwy przekaz z przebiegu Rewolucji. Oraz za raport Clarissy Estes, który mnie oczarował.

książek: 357
migotynka | 2016-07-19
Przeczytana: 19 lipca 2016

Tę książkę chciałam przeczytać już dawno temu. Niestety, zginęła w gąszczu innych, wtedy mi się wydawało ciekawszych propozycji. Wróciłam do niej po rozmowie z przyjaciółką, świeżo upieczoną matką. Ona jest jedną z niewielu osób, które nie lukrują mi macierzyństwa. Mówi mi, jaka to harówa. Ostatnio nawet powiedziała, że zazdrości mi tego, że ja wrócę sobie do domu, rozsiądę się wygodnie na kanapie i żadne dziecko nie będzie mi kwiliło nad uchem. Współczułam jej i słuchałam. Wiedziałam, że nie mogę jej w niczym wyręczyć, ale byłam pewna, że dając jej się wygadać, w jakimś stopniu pomagam. To nie tak, że ona nie kocha swojego dziecka. Ubóstwia je. Ale nie ukrywa się za lukrowaną wizją macierzyństwa, pokazywaną na okładkach pisemek dla przyszłych mam. Mam szczęście, że moja przyjaciółka oszczędza mi tego cukru i mówi jak jest. Ale istnieje wiele matek, które wiedzą, a nie mówią. Bo to u nas niepopularne. Brzydkie. Tak się nie robi. Trzeba się cieszyć, nawet jak pada się na twarz z...

książek: 2502
nieperfekcyjnie | 2017-01-16
Przeczytana: 10 stycznia 2017

http://www.nieperfekcyjnie.pl/2017/01/macierzynstwo-non-fiction-relacja-z_16.html

Życie po narodzeniu dziecka ulega diametralnej zmianie. Jakbyśmy nie starali się dbać o przeszłość, z żony i męża przeobrażamy się w matkę oraz ojca - tymi rolami społecznymi będziemy żyć przez dalsze lata. Liczne próby powracania do tego, co było przed pojawieniem się malca, najczęściej spalają na panewce, ponieważ głównym tematem, a wręcz całym światem staje się łysy i bezzębny brzdąc, dosłownie robiący pod siebie.

"Macierzyństwo non-fiction. Relacja z przewrotu domowego" to książka, którą poleciłabym głównie rodzicom, bo oni już doskonale wiedzą, jak to wszystko wygląda od strony kulis, zatem niejednokrotnie przytakną Joannie Woźniczko-Czeczott. Bezdzietni mogą przerazić się wizją, jaką roztacza autorka, co spowoduje, że nigdy nie poczują się gotowi do bycia rodzicem. Chociaż warto pamiętać, że żadne poradniki i mądrzy ludzie nie przygotują nas do starcia z maluchem - to praca, w której nieraz...

książek: 1290
Elwira | 2014-04-09
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 09 kwietnia 2014

Z plejady, jak to autorka nazywa "lukrowanych", pozycji dotyczących macierzyństwa, ta książka to zdecydowanie słodko-gorzki jego obraz. To nie słodko-pierdząca opowieść o zostaniu matką, ale gorzko-pierdząca relacja z ciąży, połogu, a także o tym jak pozostać jednocześnie matką, sobą, żoną, córką, przyjaciółką i pracownicą.
Nie jest to pierwsza relacja matki-frustratki jaką czytałam, ale ta mnie zdecydowanie wciągnęła. Autorka po prostu nie owija w bawełnę, a przy tak ważnej decyzji i temacie jak macierzyństwo nie powinnyśmy sobie mydlić oczu - o tym jest dla mnie ta książka.
Napisana dodatkowo wciągającym językiem, z autoironią i dobrym poczuciem humoru na zakończenie wielu rozdziałów.
Polecam matkom, przyszłym matkom, ale też mężom, ojcom, teściowym, przyjaciołom. Po prostu - społeczeństwu :)

książek: 803
czytankianki | 2014-04-25
Na półkach: Przeczytane, 2014
Przeczytana: 21 kwietnia 2014

Z poglądami autorki można się nie zgadzać, ale poczytać o jej zmaganiach z wczesną fazą bycia matką na pewno warto. To nie tylko sprawnie napisana książka z celnymi spostrzeżeniami, ale także inny niż obowiązujący przez dekady obraz macierzyństwa. Woźniczko pisze tu m.in. o zmowie „dzieciatych”, którzy „niedzieciatym” zachwalają nowe życie jako coś bajecznego, co nie zawsze jest prawdą – tytułowy przewrót domowy może być (i jest) niekiedy frustrujący. Bo czy jest np. w porządku, że po porodzie kobieta zostaje poniekąd zdetronizowana? Szczególnymi względami otacza się ciężarne i dzieci, same matki – niekoniecznie. W książce podobnych uwag jest więcej, to świetny materiał do dyskusji i weryfikacji własnych poglądów.

książek: 350
Bilbo | 2014-10-01
Przeczytana: 30 września 2014

W pierwszej chwili pomyślałam, że nie jestem odpowiednim adresatem tej książki. Najpierw z ciekawości przejrzałam kilka rozdziałów, a potem wróciłam do początku i zaczęłam czytać jak się należy.
Myślę, że książka dla tych, którzy mają poczucie humoru, dystans do siebie i potrafią na macierzyństwo spojrzeć realnie. Czyta się bardzo dobrze. Ale poza tym, że napisana z humorem, porusza bardzo istotne problemy i uświadamia "niedzieciatym", że nie wszystko i nie zawsze maluje się w różowych barwach. Polecam!

książek: 1092
Magdalena Paź | 2012-11-20
Przeczytana: 11 października 2012

„Macierzyństwo non – fiction” to książka rewolucyjna. Wreszcie ktoś odważył się napisać prawdę bez owijania w bawełnę. Autorka pokazuje w tej książce to, co my – matki wiemy od pierwszego dnia pojawienia się malucha na świecie. Tylko, dlaczego o tym nie mówimy? Boimy się żeby nie zniechęcić innych? Wstydzimy się?
W „Macierzyństwie non – fiction” czytamy o trzydziestoletniej kobiecie, której zmienia się życie, charakter, przyzwyczajenia. Krystal z chwilą zajścia w ciążę nagle zaczyna przeszkadzać hałas za ścianą, wcześniej kładzie się spać. Już nie imprezuje jak kiedyś do rana, w weekendy nie śpi do południa, nie wyjeżdża w podróże służbowe, nie spędza wakacji w ciepłych krajach.
Krystal – kobieta w ciąży ma teraz inne priorytety. Kupuje lepszy odkurzacz, większy samochód, wakacje spędza nad polskim morzem.
Od tej pory dla niej już nic nie będzie takie samo. Nawet wizyty i rozmowy z przyjaciółmi.
Joanna Woźniczko-Czeczott w książce „Macierzyństwo non – fiction” pokazuję „ciemną...

książek: 557
deerman22 | 2017-01-20
Na półkach: Przeczytane

Rozumiem, że genezą tej książki jest blog. Jednak to nie usprawiedliwia autorki z niechlujstwa językowego i ubóstwa słownictwa. Sama przyznaje pod koniec, że książka jest jedną wielką hiperbolą, która ma nauczyć. Czego? Nie wiem. Dla mnie to jedno wiadro pomyj kogoś, kto nie powinien zostać rodzicem, bo zwyczajnie do tego nie dorósł. A może to definicja pokolenia, które dopiero wchodzi w okres rodzicielstwa i mydlone obietnicami 500+ wchodzi w rzeczywistość, gdzie pieniądz przestaje mieć tak duże znaczenie, a ważniejsza staje się obecność, której o dziwo w tej książce brakuje. Straszna samotność wyziera zza tych słów. Smutne. Bardzo. A może zwyczajnie nie jestem targetem tej pozycji i źle ją interpretuje. Oceń sam czytelniku :)

książek: 49
lubagi | 2012-05-26
Przeczytana: październik 2012

po recenzji spodziewam się, ze przeczytam o tym, co sama przeżywałam. Wszyscy się wstydzą- matki mówić , a inni słuchać - o tym, że początki z małym dzieckiem nie są łatwe i przyjemne, że czesto jest nudno i frustrująco a dziecko ryczy. Mam córkę, kocham ją bardzo, ale drugiego dziecka nie chcę, nie czuję takiej potrzeby. A wszyscy wokół patrzą jak na dziwaka... Już się nie mogę doczekać tej lektury...

Przeczytałam, jakoś tak jednym tchem, i w sumie się nie rozczarowałam, ale zaskoczyła mnie forma - -takie mini eseje? artykuliki? opowiastki?
Czytało się przyjemnie i wiem, że nie tylko ja nie byłam zachwycona wszystkim "mamuśką"

zobacz kolejne z 618 
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
Powiązane treści
Czy Matka Polka nie istnieje?

Maleństwo, dzidziuś, dzieciątko, bobasek czy dziecior, bachor, potwór i terrorysta? Matka Polka, czy Matka Wyrodna? A może jedno i drugie? Zapraszamy na spotkanie z Joanną Woźniczko-Czeczott, autorką książki „Macierzyństwo non-fiction".


więcej
więcej powiązanych treści
zgłoś błąd zgłoś błąd