Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Obsydianowe serce. Część 1

Tłumaczenie: Robert Kędzierski
Książka jest przypisana do serii/cyklu "Obca Krew". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.
Wydawnictwo: Fabryka Słów
6,34 (241 ocen i 38 opinii) Zobacz oceny
10
11
9
19
8
26
7
46
6
75
5
33
4
12
3
17
2
2
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Das Obsidianherz
data wydania
ISBN
9788375745597
liczba stron
450
język
polski
dodał
Casthaluth

Fascynujące postacie i akcja, która osiąga wbijający w fotel punkt kulminacyjny. Obsydianowe serce łączy to co najlepsze w romansie historycznym i fantastyce. Tanya Huff Najlepszy hotel w Monachium. Damy i gentlemani, nienaganne maniery i styl. A pod blichtrem wyższych sfer – starcie sił, których istnienia nie uznaje oświecone społeczeństwo. Spiskowcy-patrioci kradną zwój, którego moc...

Fascynujące postacie i akcja, która osiąga wbijający w fotel punkt kulminacyjny. Obsydianowe serce łączy to co najlepsze w romansie historycznym i fantastyce.
Tanya Huff


Najlepszy hotel w Monachium. Damy i gentlemani, nienaganne maniery i styl. A pod blichtrem wyższych sfer – starcie sił, których istnienia nie uznaje oświecone społeczeństwo.

Spiskowcy-patrioci kradną zwój, którego moc pozwala zmienić rzeczywistość. Jednak potężny artefakt znika... Na poszukiwania ruszają oficerowie bawarskiego króla oraz mistrzowie wiedzy tajemnej. I nie tylko oni – także tajemnicze Sí – istoty, o których wspominają tylko gusła oraz równie zagadkowe, kościelne Bractwo Światła. Czy z mocą artefaktu odmienią świat na obraz własnej, okrutnej wyobraźni?

Bezwzględna, bezpardonowa walka zrodzi wielkie tragedie... i płomienną miłość. Zbliża się zmierzch wieku rozumu. Rodzi się nowa epoka – romantyzm.

 

źródło opisu: Wydawnictwo Fabryka Słów, 2011

źródło okładki: www.fabrykaslow.com.pl

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1260
destrakszyn | 2012-02-09
Na półkach: Przeczytane, 2012, KWK

Absolutnie szczerze i bezlitośnie - zwyczajnie się zawiodłam. Na podstawie opisu z tylnej okładki, oprawy graficznej i wreszcie przeczytanych opinii oczekiwałam skomplikowanej historii bardzo mocno osadzonej w klimatach steampunku i to prawdopodobnie jest przyczyną mej zguby, bowiem powieść niewiele ma z tym nurtem wspólnego. W zasadzie nic. A nastawiłam się tak entuzjastycznie... Nic dziwnego, że czuję zawód. W istocie odniosłam wrażenie, że gdyby nie otoczka magii i tajemnic, książka mogłaby być romansem z aferą kryminalną jako luźnym punktem przewodnim.

Amanci głównej bohaterki? Są! Jeden "dobry", drugi "zły"? Jest! Tajemnica "złego"? Jest! Tajemnica dziewczyny? Jest! Dość oklepany schemat, w miarę zgrabnie ujęty w dziewiętnastowieczne okowy wychowania, zdarzało mi się jednak czytać o wiele lepsze powieści umiejscowione w tych czasach i jasno mówiące o sobie "tak, jestem romansidłem!". Sęk w tym, że autorka nie oddała atmosfery, jaka wówczas panowała, a przynajmniej ja jej nie odczułam. Opisy otocznia są raczej skąpo dawkowane, nad czym wielce ubolewam - nie samymi dialogami i akcją czytelnik żyje, zwłaszcza taka fanka typowo Sienkiewiczowskiej twórczości, co ja. Choć z drugiej strony to i lepiej, gdyż styl jest raczej przyciężki i bez większych wyrzutów sumienia kilkakrotnie złapałam się na tym, że bezmyślnie przerzuciłam stronę bez przeczytania jej, a jedynie przesunąwszy wzrokiem w poszukiwaniu jakiegoś frapującego wydarzenia, ponieważ wynurzenia osób dramatu i ich wewnętrzne monologi zwyczajnie mnie nudziły.

Bohaterowie? Irytujący. Corrisande to niby taka twarda babka (w dodatku los nie poskąpił jej ciekawego, niekoniecznie legalnego życia), ale kiedy doszło co do czego, zachowuje się jak przerażone dziecko. Ktoś może powiedzieć, że powody ku temu ma, lecz wg mnie nie zostały one dostatecznie mocno podkreślone - zwłaszcza przy twardym, przebiegłym charakterze, jaki nam autorka sugerowała. Cerise doprowadzała mnie do szału, sposób jej myślenia kojarzył mi się z rozkapryszoną dziewczynką, jedną z tych, które w porządnie wychowanych ludziach wywołują niższe instynkty spod znaku "zaraz przetrzepię jej skórę". Nie pojmuję, jak Delacroix mógł się w niej niegdyś zakochać, wygląda raczej na typa, który nie znosi arogancji tego rodzaju i przy tym od razu umie poznać się na ludziach, a więc i na owych rozpuszczonych dziewczętach. Sam pułkownik nie wzbudził we mnie głębokich uczuć, nie jest zbyt skomplikowanym osobnikiem i to być może zaważyło na mej ulotnej sympatii do niego - nie został wypłycony przekombinowaniem. Asko von Orven jednocześnie śmieszył i denerwował mnie swoim przywiązaniem do dobrych manier; zwłaszcza na początku było to zabawne, lecz później stało się męczące, zwłaszcza, że Honish jakby zapomniała, że miał on odgrywać rolę ułożonego i uprzejmego - wbrew swemu przekonaniu o konieczności bycia uprzejmym, cywilizowanym dżentelmenem dziwnie często zachowywał się porywczo, wedle ówczesnych zasad - niemal grubiańsko. Ponadto zaczął się u mnie odzywać feminizm, który pogłębiał się z każdą myślą oficera o domniemanej kruchości płci pięknej (niech by tylko spróbował do mnie z takim tekstem wyskoczyć), zaś to przekonanie było tak silne, że Asko wypadł w moich oczach na zwyczajnego debila nieumiejącego poszerzyć swych horyzontów, ba!, uparcie odmawiającego ich przesunięcia. Zakonnikom kilkakrotnie udało się doprowadzić mnie na skraj wrzenia swymi obłąkańczymi, fanatycznymi teoriami i zasłanianiem własnego okrucieństwa i żądzy władzy Bogiem i religią, jednak przede wszystkim mnie nudzili. Graf Apard stanowi zagadkę, która jednak mnie nie fascynuje. W zasadzie postaci, które mi się podobały, są trzy, co jest kiepskim wynikiem przy stosunkowo ich sporej liczbie. Udolf von Görenczy, bo był tak uroczo, zwyczajnie, prostacko żołnierski, Eliza, bo jest idealnym odzwierciedleniem przyzwoitki, Marie-Jeanette, bo pomysł córki dążącej do przewyższenia kunsztu matki w najstarszym zawodzie świata wydał mi się jednocześnie tak absurdalny, tak śmieszny i tak niesmaczny, że nie mogłam tej dziewczyny nie polubić.

Fabuła początkowo wydała mi się strasznie zagmatwana i w zasadzie bez sensu, pozbawiona łączącego poszczególne wydarzenia spoiwa, bo było w niej po prostu za dużo zbiegów okoliczności, zbyt wiele przypadków, zbyt wiele działań na chybił-trafił. Sam pomysł rękopisu wydaje mi się nieodgadniony, czy może raczej potraktowany po macoszemu - tyle o nim gadają, a w istocie czytelnik nie ma pojęcia, o co chodzi i to nie jest tajemnicze, a jedynie irytujące. Również obsydianowy cień, choć dość interesujący jako magiczne stworzenie, wydaje mi się włożony w opowieść bez głębszego sensu - skąd się do diabła wziął w tym hotelu, dlaczego "drużyna rękopisu" uznała, że ów zaprowadzi ich do poszukiwanego przedmiotu i dlaczego myślenie i zachowanie wydały mi się bezgranicznie zwierzęco-idiotyczne, skoro jest tak potężny, groźny i przebiegły?

Werdykt? Lektura na raz, dla zwyczajnego odprężenia, pod warunkiem, że czytelnik nie będzie się zbytnio zagłębiał w świat Ju Honish.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Nibynoc

Ksiazka podobala mi sie,autor ma lekkie pioro,jezyk jest bogaty i barwny a losy Mii chlonelam z ciekawoscia.Denerwowalo mnie tylko to ze tekst...

zgłoś błąd zgłoś błąd