Dołącz do nas! To proste.
» Własna biblioteczka
» System rekomendacji
» Zobacz, co czytają znajomi
» 100 tys. zarejestrowanych użytkowników
» 139 tys. książek
» Ponad 230 tys. recenzji
Stwórz własną internetową biblioteczkę,
pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!

Hyperversum

Autor:

więcej informacji
tłumaczenie: Natalia Mętrak
tytuł oryginału: Hyperversum
seria/cykl wydawniczy: Hyperversum
wydawnictwo: Esprit
data wydania: maj 2011 (data przybliżona)
ISBN: 978-83-61989-56-1
język: polski
typ: papier
dodał: Wiktoria
7.62 (126 ocen i 65 opinii)
 
Kup książkę
Cena od 34,10 zł

Rodzice ostrzegali cię przed spędzaniem całego wolnego czasu w wirtualnym świecie gier komputerowych? Mieli rację… Sześcioro przyjaciół: Ian, Daniel, Jodie, Martin, Donna i Carl, wskutek tajemniczej b... Rodzice ostrzegali cię przed spędzaniem całego wolnego czasu w wirtualnym świecie gier komputerowych? Mieli rację…
Sześcioro przyjaciół: Ian, Daniel, Jodie, Martin, Donna i Carl, wskutek tajemniczej burzy przenosi się poprzez zaawansowaną technologicznie grę RPG do XIII-wiecznej Francji. Droga powrotna wydaje się zamknięta na zawsze, zatem muszą szybko nauczyć się, jak przetrwać w średniowiecznym świecie.
Tymczasem udaje im się przede wszystkim zyskać nowych wrogów – już drugiego dnia trafiają do więzienia, schwytani przez znanego z okrucieństwa angielskiego szeryfa Jerome’a Derangale’a znanego jako Sans-pitié… A to dopiero początek przygody.
Ian, najstarszy z całej grupy, musi przyjąć na siebie rolę opiekuna swoich towarzyszy. Czy jednak uda mu się ustrzec przyjaciół przed niebezpieczeństwami, które na nich czyhają, skoro sam wplątał się w intrygę na najwyższym szczeblu?
Oszałamiający świat średniowiecznych turniejów, pościgi i pojedynki na miecze, polowania, dworski przepych, spisek zdrajców korony i niemożliwa miłość… teraz możesz przeżyć to naprawdę.
Hyperversum. Daj się wciągnąć.
pokaż więcej.



Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Moja ocena:
loading
Opinie znajomych
Sprawdź czy twoi znajomi napisali opinie lub dodali książkę do biblioteczki. Zaloguj się
Dyskusje o książce
 (11)

Opinie czytelników
Przeczytana: 18 maja, 2011

Czy kiedykolwiek marzyliście o grze komputerowej, która potrafiłaby stworzyć niemal doskonałą iluzję pozwalającą uwierzyć graczowi, że naprawdę wciela się w istniejącą w niej postać oraz umożliwiającą przeżywanie przygody w dowolnej lokalizacji historycznej i geograficznej z subiektywnej perspektywy?
Jeśli tak, to spróbujcie sobie wyobrazić sytuację, w której dziwnym trafem zostajecie uwięzieni - nie tyle w wirtualnym świecie gry, ale w prawdziwej, historycznej rzeczywistości, do której gra was przeniosła.
Taka sytuacja przydarzyła się szóstce młodych ludzi: braciom Danielowi i Martinowi, ich przyjacielowi Ianowi adoptowanemu przez rodziców chłopców, Jodie - dziewczynie Daniela oraz Donnie i Carlowi, jego kolegom.
Podczas gry w "Hyperversum" - najnowszą i kształtującą najdoskonalszą iluzję gry rpg - następuje awaria systemu, wskutek której zostają oni fizycznie przeniesieni w czasie i przestrzeni, by znaleźć się nagle w miejscu kreowanych przez siebie postaci, w realiach ustawionych na początku rozgrywki.
Wkrótce uświadamiają sobie, że powrót do współczesności jest niemożliwy, a oni sami nie mają żadnego wpływu na bieg wydarzeń - muszą po prostu podjąć wyzwanie i przystosować się do zaistniałej sytuacji. Dzięki wiedzy Iana, który ukończył studia na wydziale historii średniowiecznej, młodzi Amerykanie nie bez trudu, ale z ogromną determinacją starają się zrozumieć i zaadaptować do nowej rzeczywistości.
Bardzo szybko okazuje się, że trafili w wyjątkowo burzliwe czasy - wojna pomiędzy Francją a Anglią wisi na włosku, zaś przebywanie na terenach przygranicznych może być naprawdę śmiertelnie niebezpieczne - o czym zresztą szybko przekonują się na własnej skórze.
Szczęśliwym zbiegiem okoliczności młodzi ludzie dostają się na dwór hrabiego Guillaume de Ponthieu, który z wdzięczności za ocalenie pozostającej pod jego opieką pięknej Isabeau de Montmayeur bierze ich w opiekę, a z czasem obdarza zaufaniem i przyjaźnią. Potężny feudał mianuje Iana swoim historykiem, a także szpiegiem, który ma czuwać nad bezpieczeństwem Isabeau oraz kontrolować jej narzeczonego a zarazem młodszego brata hrabiego, Jean Marca, którego intrygi na rzecz króla angielskiego już wcześniej kładły się cieniem na dobrym imieniu rodu Ponthieu.
Na wskutek spisku mającego na celu zniszczenie hrabiego, Ian i Isabeau wpadają w zasadzkę; aby ratować nie tylko siebie, lecz także życie przyjaciół, ukochanej oraz honor swego dobroczyńcy, Ian zostaje zmuszony do wcielenia się w postać znienawidzonego narzeczonego Isabeau. Decyzja o tej mistyfikacji okazuje się brzemienna w skutki, z których Ian jeszcze nie do końca zdaje sobie sprawę, a które w dramatyczny sposób wpłyną nie tylko na losy jego oraz pozostałych Amerykanów, lecz również wszystkich innych postaci zaangażowanych w wydarzenia.
Wkrótce staje się jasne, że Ian jako Jean Marc de Ponthieu, jego decyzje i poczynania zostały uwzględnione przez Historię, która ponadto narzuca mu do spełnienia swoją rolę. Ten swoisty paradoks, wyroki przeznaczenia czy jak to nazwać początkowo szokują i deprymują młodego człowieka, jednak w przedziwny sposób harmonijnie wiążą się z pragnieniami, dążeniami i osobowością Iana, który bez większych obiekcji przyjmuje na siebie obowiązki i przywileje wynikające z faktu bycia hrabią de Ponthieu de facto się nim stając.
Kiedy nieoczekiwanie nadarza się sposobność powrotu do "właściwego" świata, Ian decyduje się pozostać w rzeczywistości, którą dobrze poznał i polubił. Zdołał sobie ułożyć życie, zyskać poważanie i szacunek możnowładców oraz poddanych, a także miłość ukochanej kobiety. Jego przyjaciele wracają do domu, a on właśnie go odnalazł. Jednak los znów krzyżuje mu plany...

Czy młodym ludziom uda się powrócić do swoich czasów? Czy spełni się marzenie Iana o życiu spędzonym u boku ukochanej sprzed ośmiuset lat?
Zainteresowanych odsyłam do tej fantastycznej lektury, która zawładnęła moją wyobraźnią i myślami na długie godziny i sprawiła, że każda chwila spędzona w jej towarzystwie była dla mnie prawdziwą przyjemnością.
Chociaż literatura spod znaku fantasy nie należy do moich faworytów,w tym przypadku magia wykreowanego świata po prostu mnie zauroczyła.
Powieść jest fenomenalnym wręcz połączeniem oryginalnego, dogłębnie przemyślanego i niezwykle konsekwentnie przeprowadzonego konceptu z bardzo wiarygodnie i z wyczerpującą dbałością o historyczne realia nakreśloną fabułą. Autorce doskonale udało się wkomponować w tło historyczno - obyczajowe XIII-wiecznej Francji losy współczesnej grupki Amerykanów; zderzenie tych dwóch niemal groteskowo odmiennych światów generuje wiele zabawnych sytuacji, a w przypadku czytelnika - pozytywnych reakcji i odczuć.
Bardzo wiernie,wykazując się znakomitą znajomością tematu a zarazem z rozmachem i polotem autorka odmalowała przed nami realia codziennego życia w średniowieczu we wszelkich jego przejawach - od hierarchii i stosunków społecznych poprzez turnieje rycerskie po wielką politykę i bitwy, które decydowały o losach całych narodów - tak intrygująco i malowniczo, że ma się wrażenie uczestniczenia w opisywanych wydarzeniach, a nie tylko ich biernej obserwacji.
Ta powieść wbrew pozorom oferuje nam coś jeszcze; jej drugie dno to rozważania na temat paradoksu historii. Czy możliwe są podróże w czasie? A jeśli tak, to czy możemy ingerować w przeszłość zmieniając jej bieg, czy też jest ona niezmienna, ukształtowana raz na zawsze?
Czy możliwe byłoby uczestniczenie w wydarzeniach, które już dawno się rozegrały i jakie miałoby to skutki w przyszłości?
Z podobnymi pytaniami autorka radzi sobie w zaskakujący i przykuwający uwagę sposób, który mnie jak najbardziej odpowiada.

"Hyperversum" to także opowieść o sile i wartości przyjaźni; miłości zdolnej pokonywać ograniczenia czasu i przestrzeni; o pokonywaniu własnych słabości i poznawaniu możliwości drzemiących w każdym z nas;
o tęsknocie za dawno minionymi czasami i rycerskimi wartościami: odwagą, poczuciem obowiązku, honorem oraz obroną ich nawet za cenę własnego życia, które zdają się dewaluować we współczesnym świecie.
Jest to jedna z tych niezapomnianych książek, z którymi obcowanie staje się najprawdziwszą przyjemnością i niezwykłym przeżyciem.
Serdecznie polecam wszystkim tę nadzwyczajną i porywającą powieść; mam nadzieję, że podobnie jak ja poddacie się jej czarowi...

Opublikowane na moim blogu:
zwiedzamwszechswiat.blogspot.com.


Na półkach: Przeczytane, Recenzyjne
Przeczytana: 31 sierpnia, 2011

''Hyperversum'' autorstwa Cecilii Randall jest powieścią fantastyczną, mimo, że w książce są zawarte prawdziwe postacie, wydarzenia. Cecilia Randall to autorka bestsellerowych powieści dla młodzieży. Ukończyła studia na wydziale Języków i Literatur Obcych, a także studia w dziedzinie Komunikacji i Technologii Informatycznych.

O czym jest ''Hyperversum''? Trójka przyjaciół - Daniel, Ian i Jodie przenoszą się do XIII wiecznej Francji, żeby w świecie wirtualnym zrealizować zadanie, które zostało im przeznaczone. W wyniku awarii systemu zostają przeniesieni do tego świata naprawdę, a powrót do domu staje się niemożliwy. Przed bohaterami pojawiają liczne niebezpieczeństwa, przygody, które mogą zadecydować o tym co dalej się z nimi stanie. Czy Ian uratuje ukochaną z przeszłości? Czy Daniel zrozumie, że musi stać się silnym mężczyzną, aby przetrwali? Czy Jodie i Martin odnajdą się w tym świecie? Czy pozostała zagubiona dwójka przyjaciół odnajdzie się? Wiele pytań, mało odpowiedzi. Uzyskacie je czytając tę powieść. :)

''Hyperversum'' okazało się idealną lekturą na dwa popołudnia, nie nudziłam się, a przeżywałam niesamowite przygody z bohaterami w XIII - wiecznej Francji. Książkę czyta się bardzo szybka, mimo małej czcionki. Nawet nie zdążyłam zauważyć, że zbliżam się do końca książki. Powieść ta wciągnęła mnie bez reszty. Ciekawym dodatkiem do tej niesamowitej lektury są obrazki bohaterów, miejsc.

''Hyperversum'' mogę polecić praktycznie wszystkim, wielbicielom: fantastyki, powieści historycznych (trochę ich tutaj było). Nie sądziłam na początku, że książka AŻ tak mi się spodoba, trochę intrygi, śmiechu, zniecierpliwienia: ''co będzie dalej?!'' Polecam gorąco!


Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: listopad, 2011

Gry komputerowe, zwłaszcza wirtualne, zdominowały współczesny świat. Wybór i różnorodność ich jest tak duża, że niezależnie od wieku, zainteresowań czy możliwości, każdy może w niech znaleźć coś dla siebie. Rozrywka, odskocznia od problemów, chęć bycia przez chwilę kimś zupełnie innym to tylko niektóre z motywów, dla których ludzie sięgają po gry komputerowe. Podobną, aczkolwiek znacznie ciekawszą, tematykę podejmuje książka „Hyperversum” Cecilii Randall, którą miałam okazję przeczytać kilka dni temu.

Grupka przyjaciół, Daniel, Ian, Jodie, Carl, Donna i Martin, uwielbiają gry komputerowe. Jedną z nich jest gra typu RPG o nazwie „Hyperversum”, w której dzięki rzeczywistości wirtualnej będą mogli na chwilę przenieść się do XIII-wiecznej Francji, wejść w skórę bohaterów i poczuć atmosferę tamtego okresu. Możliwe jest to dzięki specjalnym okularom i rękawicom. Kiedy jednak nastolatkowie są w fikcyjnym świecie dochodzi do awarii i powrót do normalności, czyli wyjście z gry jest niemożliwe. Uwięzieni w nieswoim czasie, w zupełnie innej rzeczywistości będą musieli poradzić sobie i wspólnie znaleźć drogę do domu. Czy jednak jest to możliwe? I jakie przygody na nich czekają? Czy będzie im dane wrócić do XXI wieku? Nic nie zdradzę:)

Przyznaję, że książka zrobiła na mnie spore wrażenie. Gdzieś w głębi duszy obawiałam się, że nie będę potrafiła odnaleźć się w średniowiecznym klimacie, ale było całkowicie odwrotnie. Autorka potrafiła stworzyć naprawę intrygującą i bardzo dynamiczną fabułę, która mimo ponad siedmiuset stron, wciąga z niezwykłą siłą. Akcja nie stoi w miejscu, cały czas coś się dzieje i nie sposób się nudzić. Świetnie będzie ukazane dworskie życia, pojedynki, pokazy i turnieje oraz nie zabraknie tajemnic, zdrad czy intryg. Poza tym będziemy obserwować zmagania bohaterów, ich wewnętrzną przemianę czy targające nimi emocje i wątpliwości. Język jest przystępny, dialogi ciekawe a całość czyta się niezwykle lekko i przyjemnie.

„Hyperversum” to ciekawie napisana powieść przygodowa z elementami historycznymi i fikcyjnymi. Idealna rozrywka na szarobure dni, kiedy potrzebujemy czegoś, co nas pobudzi i wciągnie na kilka godzin. Pisarce udało się wspaniale oddać ducha epoki, stworzyć intrygujące portrety bohaterów oraz oryginalną fabułę. Polecam serdecznie!! Jestem przekonana, że książka się Wam spodoba. Pozdrawiam!!

Moja ocena: 5/6


Przeczytana: 08 czerwca, 2011

Przyznam, że nigdy nie przepadałam za grami komputerowymi. Swego czasu, będąc jeszcze w szkole podstawowej, lubiłam obserwować, jak mój tata gra, omijając kolejne wirtualne pułapki. Sama do dzisiaj bardzo nerwowo podchodzę do tego typu rozrywek – nie lubię sterować nikim, nawet jeśli jest to fikcyjna postać, która posiada paręnaście żyć. A moje zdolności do tego typu rzeczy kończą się tym, że po kilku minutach gry z frustracją obserwuję jak ponownie wpędzam w kłopoty bohatera danej zabawy. „Hyperversum” autorstwa Cecilii Randall opowiada właśnie historię nastolatków, którzy uwielbiali grać i sterować swoim wirtualnym alter ego. Do czasu, gdy gra wciągnęła ich do średniowiecznego świata, nie pozwalając wrócić do rzeczywistego XXI wieku.


Daniel, Ian, Jodie, Donna, Carl i Martin to grupa przyjaciół, która polubiłam grę RPG o nazwie „Hyperversum”, dzięki której mogli wejść w skórę swoich bohaterów, czując się jak postać realna, umieszczona w fikcyjnym świecie. Znajomi postanawiają przenieść się do XIII-wiecznej Francji, aby przeżyć przygodę, która pozwoli im na chwilę oderwać się od codzienności. Jednak w wyniku awarii systemu, fikcja całkowicie miesza się z rzeczywistością, sprawiając, że młodzież zostaje umieszczona w średniowiecznej Europie. Żadne próby wyjścia z gry nie są możliwe, co sprawia, że nastoletni muszą odnaleźć wyjście z tej zabawy, mając za zadanie porozumieć się z francuską ludnością. Kłopoty sprawiają, że Donna i Carl idą w swoją stronę, natomiast Daniel, Ian, Jodie i Martin pozostają razem, próbując rozwikłać zagadkę tajemniczego przeniesienia. Już pierwszego dnia zauważają, iż Francuzi dosyć nieprzychylnie patrzą na obcokrajowców, posługujących się językiem angielskim. Jedynie uboga dziewczyna postanawia wskazać im drogę do klasztoru, w którym mogą otrzymać wsparcie. Tą samą niepozorną służącą ratuje Ian z opresji, sprawiając, że otrzymuje okrutną karę cielesną, z trudem wychodząc cało z szaleństwa, w którym się znalazł. Współczesna młodzież poznaje brutalne czasy średniowiecza, dorastając z dnia na dzień oraz poznając miłość, która w każdym wieku jest taka sama.

Mam ogromną słabość do wszelkich tematów związanych ze średniowieczem, tak więc dosyć entuzjastycznie podeszłam do lektury „Hyperversum”, która początkowo przerażała mnie swoją objętością. Jednak jak się okazuje – pod koniec żałowałam, że pani Randall nie dopisała jeszcze paruset stron, abym w dalszym ciągu mogła w napięciu obserwować działania bohaterów. Cecilia Randall posiada bardzo lekki i przyjemny styl, który sprawia, że czytelnik z łatwością wkracza do świata, w którym niepozorna gra przeradza się w walkę o każdy dzień. Pomysłowość autorki zaskakiwała mnie na każdej stronie – już dawno nie spotkałam się z tak kreatywnym pomysłem na napisanie książki, w której do końca nie wiadomo, jak zakończą się losy postaci, z których każda jest wyjątkowa i niezapomniana. Wspaniała idea połączona z rewelacyjnym stylem sprawiła, że naprawdę ciężko oderwać się od tej lektury, która opowiada o dziejach rycerskich nastolatków, którzy dotychczas ani razu nie mieli w swojej dłoni miecza. Pisarka bardzo dobrze wczuła się w klimat utworu, dzięki czemu oprócz adrenaliny i ciekawości, obserwator poczynań uwięzionych w przeszłości przyjaciół może również dowiedzieć się kilku ciekawych rzeczy na temat historii. Pomimo tego, iż w dialogach występuje ton podniosły, łatwo przyswaja się wszelkie informacje, wynikające z rozmów pomiędzy rycerzami czy też hrabiami. Bardzo cenię sobie opis rozterek bohaterów i przyznam, że przy tym również Cecilia Randall mnie nie zawiodła – wspaniale ukazała emocje, które towarzyszyły ludziom, muszącym przyzwyczaić się do nowego świata, zostawiając w XXI wieku technologię, a przede wszystkim – rodzinę. Tęsknota niekiedy górowała nad rozsądkiem, jednak widać było, iż po kilku miesiącach, znajomi zaczynają przyzwyczajać się do nowej sytuacji, nie tracąc nadziei na powrót do rzeczywistości. Ta wyprawa bardzo ich zmieniła i pokazała świat, który dotychczas istniał jedynie w wirtualnej grze lub na kartach podręczników.

Autorka stworzyła kapitalnych bohaterów, których pokochałam już od pierwszego rozdziału. Szczególnie czwórka przyjaciół, która przebywała stale razem – Jodie, Martin, Daniel i Ian sprawili, że niecierpliwie czekałam, w jakie znów kłopoty się wpakują. Bardzo zaimponowała mi postać Iana, który już od samego początku zachowywał się jak prawdziwy rycerz. Miał ściśle określone zasady, wiedział, co powinien robić oraz przede wszystkim – swoją odwagą udowodnił, że należy walczyć do samego końca. Zaskoczył mnie jeden wątek powiązany z jego osobą i niekiedy wręcz rozczulał. Cecilia Randall wspaniale powiązała jego osobę ze średniowieczną historią, sprawiając, że z niepozornego chłopaka stał się mężczyzną, broniącym granic państwa, które z czasem stało się jego ojczyzną. Również osoba Daniela była niewątpliwie interesująca, chociaż też i w niektórych momentach irytująca. Jednakże on również z czasem dorósł, pokazując swoje prawdziwe cechy charakteru.

Widać, iż pani Randall szczegółowo przemyślała każdy wątek wprowadzony do „Hyperversum”, przez co ta lektura wydaje się być niemal idealna. Początkowo bohaterzy obawiali się, że mogą zmienić bieg historii, jednak jak się okazało – nic mylnego, ponieważ nawet jeśli na pewien sposób udało im się przeistoczyć tor wydarzeń, los poprawiał wszystko, sprawiając, iż praktycznie nic się nie stało. Zakończenie całkowicie mnie zaskoczyło, a ostatnie zdania wprowadziły wręcz w otępienie. Mam ogromną nadzieję, że niebawem zostanie wydana kolejna część „Hyperversum”.

Cecilia Randall stworzyła niezwykłą powieść, o której ciężko zapomnieć. Niewątpliwie, pomysłowość i oryginalność autorki są ogromnym atutem tej książki, która tak samo jak gry komputerowe – potrafi wciągnąć i trzymać w napięciu aż do końca. Polecam „Hyperversum” tym, którzy lubią szybką akcję i ciekawe przygody. Na pewno się nie zawiedziecie.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2011
Przeczytana: 30 czerwca, 2011

„Czyż czyny człowieka nie są ważniejsze od jego pochodzenia?”
(Hiperversum)

Na początku, chciałabym wyrazić moją ogromną wdzięczność dla wydawnictwa Esprit za to, że wydają tak wartościowe książki. Książki, które mają moc poruszyć czytelnika i pełne są niezwykłych wartości i przesłania.
Gdy sięgałam po „Hyperversum”, wydawało mi się, że to zwykła książka dla młodzieży. Może nieco za długa jak na cierpliwość młodych czytelników, a i wiek bohaterów historii zdawał się być nieco zawyżony. Szybko jednak zrozumiałam, że jest to coś więcej, niż zwykła literatura młodzieżowa. Jest to historia łącząca współczesność i średniowiecze, historia o tym, że wartości zamierzchłej epoki wciąż są obecne w ludzkich sercach, należy je tylko umieć obudzić.

Grupka przyjaciół fascynuje się grą komputerową RPG, stworzoną na kanwie średniowiecza. Ubierają okulary, specjalne rękawiczki i już są w świecie, który istniał osiemset lat temu. Zabawa jednak przestaje być fikcją. Z niezrozumiałych powodów znikają okulary i rękawiczki, znika cały rzeczywisty świat, a raczej zmienia się, bowiem stopy młodych osób twardo stoją na średniowiecznej ziemi. A wtedy, jak wiemy z lekcji historii, ludzkie życie nie wiele było warte.

Zarys fabuły „Hyperversum” wydaje się dobrze nam wszystkim znany. Już nie raz widziało się coś podobnego w filmach, czy czytało o tym w książkach. Jednak nie śpieszcie się z osądem. Treść być może jest znana, lecz wykonanie… Wykonanie porywa.
Pani Randall zmieszała fakty historyczne ze swoją wyobraźnią, a wynik tego był dla mnie osobiście fenomenalny. Nie jestem historykiem, nie jestem w stanie wyłapać błędów i nieścisłości, o ile takie pojawiły się w tej książce. Jednak wydaje mi się, że nie o błędy tu chodzi. Pisarka w niesamowity sposób przedstawiła sposób, w jaki człowiek próbuje przystosować się do otaczających go warunków, jak walczy o przetrwanie i w jaki sposób zmienia się jego dusza i świat wewnętrzny, by móc funkcjonować w świecie, który zdawałoby się kompletnie nie nadaje się do życia.
Z początku moje sceptyczne nastawienie do bohaterów „Hyperversum”, pod koniec książki zmieniło się w niezwykłe przywiązanie do nich, a siedemset pięćdziesiąt stron wydaje mi się teraz barbarzyńsko małą ilością. Pni Randall, błagam o więcej!
Tak, niech Was nie przeraża objętość tej opowieści. Jest napisana tak niesamowitym językiem, że strony płyną jedna za drugą z niezwykłą łatwością przed oczami czytelnika. Całość napisana jest bardzo zgrabnie i ciekawie, w sposób, który zadowolił mój filologiczny gust. I tu muszę powiedzieć Wam, że najbardziej w tej książce porwały mnie dialogi. Są niesamowite! Średniowieczne rozmowy są napisane w tak ciekawy i błyskotliwy sposób, że czytałam je po kilka razy. Szczególnie rozmowy, w których brał udział Ian. Podejrzewam też, że nie raz do nich wrócę. Gratuluję pisarce także zakończenia, które sprawiło, że pamiętać będę tę książkę przez wiele lat.

Polecam tę książkę. Młodzieży przede wszystkim, bo przedstawia ona w sposób ciekawy masę wiadomości na temat średniowiecznej epoki. Jednak nie tylko młodzież chciałabym do niej zachęcić. Myślę, że i nieco starsze pokolenia mogłyby w niej odnaleźć wiele niezwykłych rzeczy dla siebie. Z pewnością warto sięgnąć po „Hyperversum”, gdyż pokazuje ono jak ważne są nasze czyny, które niekiedy zaważyć mogą na historii świata.


Przeczytana: 04 lipca, 2011

W XXI wieku trudno jest nam żyć bez takich ulepszeń dnia codziennego jak komputer. Młodzież i dzieci, oprócz pomocy naukowej, odnalazły w nim przednią rozrywkę w postaci gier RPG. Sama miałam z nimi styczność, jednak nie potrafiłam i nie chciałam zastąpić nimi rzeczywistości. Nie pociągało mnie bycie kimś zupełnie innym na czas gry. Zazwyczaj bycie kimś lepszym, ładniejszym, silniejszym i wiodącym życie, które jest pełne niebezpiecznych przygód, które zawsze kończyły się dobrze. Czasem taka beztroska zabawa może okazać się przekleństwem.

Daniel, Ian, Jodi, Martin, Donna i Carl to najzwyklejsi mieszkańcy Ameryki. W wirtualnym świecie są średniowiecznymi rycerzami, rabusiami, księżniczkami lub zakonnicami. Hyperversum to nazwa gry, która umożliwia wejście w skórę bohaterów żyjących w XIII wieku. Przeżywając razem już wiele przygód decydują się na kolejną. Tym razem wybierają się do Francji przygotowującej się do wojny z Anglią, która ma się odbyć za kilka miesięcy. W wyniku błędu systemu, niezobowiązująca rozrywka miesza się z rzeczywistością i misja w średniowiecznym państwie nie jest już iluzją. Grupa przyjaciół musi poradzić sobie z całkiem nową sytuacją, wykorzystać całą swoją wiedzę o kulturze tamtych czasów i odnaleźć się w rządzących wtedy prawach. Od początku gra im tego nie ułatwia, ponieważ w pierwszych minutach zostają rozdzieleni na dwa zespoły. Carl i Donna idą w stronę Anglików, natomiast Ian, Daniel, Jodi oraz Martin przechodzą na stronę Francuzów. Tylko Ian ze znajomością francuskiego umie porozumieć się z tamtejszymi mieszkańcami i to on bierze odpowiedzialność za szukanie im schronienia w klasztorze. Szybko zauważają, iż obcokrajowcy mówiący biegle po angielsku nie są mile widziani, dlatego pod błahym pretekstem trafiają do więzienia z tajemniczą, ubogą dziewczynką, która okazuje się ich ostatnią nadzieją na przetrwanie.

Gdy rozpakowałam paczkę z przesłaną powieścią pierwsze co rzuciło mi się w oczy to jej objętość. Książka ma ponad siedemset stron napisanych drobną czcionką. To nastawiło mnie dość sceptycznie. Kiedy ja przeczytam taką długą lekturę o nudnym średniowieczu? Takie było moje zdanie o tej epoce. Nieciekawa, monotonna i nieinteresująca. Zamki, księżniczki i teocentryzm nie należał do moich książkowych tematów numer jeden. Zdecydowanie wolałam teraźniejszość lub niedaleką przeszłość. Kiedy przystąpiłam do lektury ani czas powieści, ani jej grubość nie była wadą, a wręcz stawała się zaletą. Wszystko to dzięki wspaniałemu stylowi Cecilii Randall. Jest on lekki i pełen przyjemnych dialogów oraz opisów. Zobrazowanie wojny jest dla mnie największą torturą jaką można umieścić w książce. Tutaj było zupełnie inaczej. Każdą przedstawioną sytuacje czytałam z zapartym tchem. Bardzo dziwne, że nie robiłam sobie przerw w czytaniu. Jak już przystąpiłam do „Hyperversum” to nie było mowy o oderwaniu się od niej w połowie rozdziału. Zawsze musiałam je doczytywać do końca. Ostatnie czterysta stron musiałam skonsumować jednego dnia, aby zaspokoić czytelniczy głód. Na mój gust siedemset kartek z hakiem to i tak za mało.

Od pierwszych rozdziałów zakochałam się w bohaterach, którzy byli dla mnie idealni. Widać, że dla autorki nie ma wyzwań w postaci dobrej kreacji postaci. Każdy ma swoje słabości, obawy, a nawet rodzaj poczucia humoru. Do jakiegokolwiek mogłabym przypisać pełno plusów i dlaczego tak mocno przypadł mi do gustu. Muszę tu jednak wyróżnić Isabeau. Piękna i uduchowiona, a zarazem sprytna, inteligentna, i przebiegła. Po raz kolejny podkreślę jak lubię silne kobiece charaktery, czasem nawet na skraju feminizmu. Towarzyszyła Ianowi w każdej trudnej sytuacji nie tracąc zimnej krwi. Do tego posłuszna, bo umiała pogodzić się z sytuacją poślubienia zupełnie obcej osoby dla dobra własnych ziem.

„Hyperversum”jest pomieszaniem historii z fantastyką, ale bardzo trudno to wyczuć. Wszystko jest tak zgrabnie połączone, że aż trudno rozróżnić co jest oparte na faktach, a co jest wytworem wyobraźni autorki. Wszystkie wątki są idealnie dopracowane. Nie ma zbędnego zagadnienia, które po pewnym czasie jest nie rozwijane przez Randall. Największym zaskoczeniem dla mnie był sam finał. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Było tam tyle emocji, że aż musiałam się podzielić nimi z domownikami, bo myślałam, iż gdy tego nie zrobię, wybuchnę. Nie było tam typowego happy end'u, którego oczekiwałam od początku. Dzięki temu od razu nabrałam ochoty do kolejnej części, która mam nadzieję, niedługo pojawi się na rynku.

Reasumując Cecillia Randall stworzyła niesamowicie zgrabnie napisaną historię, która trzyma w napięciu od początku do końca. Wykazała się też niebanalnym pomysłem i wspaniałym, barwnym stylem. Może to wreszcie nauczy pisarzy literatury młodzieżowej, że nie trzeba osiągnąć sukcesu pisząc o tylko i wyłącznie o wampirach.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2011
Przeczytana: 27 lipca, 2011

Gra komputerowa. Niewinna rozgrywka w towarzystwie przyjaciół. Średniowiecze: pojedynki, rycerze, zamki, żadnej techniki. To tylko zabawa, mająca na celu zapewnienie kilku godzin rozrywki. Czy aby na pewno? A co, jeśli okaże się, że gra zmieniła się w rzeczywistość?
To właśnie przydarzyło się Ianowi, Danielowi, Jodie, Martinowi, Donnie i Carlowi. W jednej chwili byli bohaterami Hyperversum, w drugiej – trzynastowiecznymi podróżnikami. Wydaje się to niemożliwe, ale czy to powód, dla którego taka sytuacja nie ma prawa wydarzyć się naprawdę?
Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku; czasach, które obfitują we wszelkiego rodzaju udogodnienia i cuda techniki. Komórki, komputery i telewizory znajdują się w prawie każdym domu. Internet, iPody, zegarki… Nie wspominając o tak oczywistych dla nas sprzętach jak lodówka czy pralka. Ciężko jest wyobrazić sobie życie bez tych urządzeń. Nie można też zapomnieć o tym, jak daleko posunęła się nauka. Dobrym tego przykładem jest chociażby medycyna: to, co teraz całkiem łatwo wyleczyć, kiedyś prowadziło do śmierci. Czy bylibyśmy w stanie żyć w czasach odległych osiemset lat od tych, które znamy? Po zaznaniu nowoczesności, która towarzyszy nam na co dzień, byłoby to wyjątkowo trudne zadanie. Zadanie, przed którym stanęli bohaterowie „Hyperversum” autorstwa Cecilii Randall.
Gdy przyjaciele przenieśli się do średniowiecza, ich pierwszą reakcją było niedowierzanie, później zastąpione przez złość, strach i zagubienie. Jak grupka nastolatków ma poradzić sobie w czasach, które są im znane jedynie z książek i lekcji historii?
Podczas sztormu towarzysze rozdzielają się. Ian, Jodie, Daniel i Martin zmierzają w stronę Francji, a Donna i Carl udają się do Anglii. Dla tych pierwszych porozumienie się z otoczeniem stanowi niemały problem: ich ojczysty język to angielski. Wyjątkiem jest Ian, który zna francuski i dlatego też postanawia znaleźć dla przyjaciół schronienie w pobliskim klasztorze. Jednak nie udaje mu się to: zostaje poddany karze chłosty, a następnie trafia do więzienia. Z opresji ratuje go tajemnicza dziewczyna, z którą los zwiąże go w najbardziej nieoczekiwany sposób…
Jeżeli chodzi o wygląd książki, pierwsze, co rzuca się w oczy, to okazała objętość. „Hyperversum” to ponad siedemset stron wspaniałej przygody. Nie przepadam za czasami średniowiecznymi, a jednak dzięki lekkiemu pióru Cecilii Randall, trzynasty wiek stał się dla mnie interesujący. Wszyscy bohaterowie są nadzwyczaj plastyczni i rzeczywiści. Każdy z nich jest inny i posiada indywidualne cechy. Ian zachwyca odwagą i gotowością oddania życia za przyjaciół; Daniel wyróżnia się zdecydowaniem i lojalnością; Jodie troszczy się o wszystkich i dba o to, by nikomu nie stała się krzywda.
Z postaci występujących w powieści najbardziej polubiłam Isabeau. Była ona dzielna i zdecydowana, potrafiła walczyć o swoje, a równocześnie poddać się woli opiekuna, kiedy zachodziła taka potrzeba. Była gotowa wyjść za nieznanego jej człowieka, by zapewnić pokój mieszkańcom państwa, w którym żyła. Jej siła ducha i wola walki to cechy godne naśladowania.
W „Hyperversum” ciągle coś się dzieje. Walki, pojedynki, bitwy, intrygi, zdrady, zakazane uczucie i podstępy: to właśnie czeka Was w tej pomysłowej historii, która wręcz porywa do średniowiecznego świata.
Tę powieść polecam osobom zarówno zainteresowanych historią, jak i tych, którzy za nią nie przepadają. Każdy znajdzie tu coś dla siebie. Zamiast suchych faktów i dat znajduje się w niej mnóstwo akcji. Niech ilość stron nie odstrasza: gwarantuję, że ponad siedemset stron to w tym przypadku mnóstwo zabawy, po których wciąż czuć niedosyt.
Sięgnij po „Hyperversum”. Daj się wciągnąć.


Przeczytana: 11 lipca, 2011

„Ten, kto ma odwagę walczyć w imię tego, co uważa za słuszne, zostaje naznaczony – powiedział nagle Daniel ze swojej pryczy. – To znak, który zostaje wypalony w tobie na zewnątrz i w środku i który zmienia cię na zawsze. Niełatwo przeżyć, gdy się go otrzyma… Zaczynam rozumieć, że potrzeba znacznie więcej odwagi, by go ze sobą nosić, niż by dać go sobie wypalić. A jeśli blizna jest tak głęboka, być może tylko bohater jest w stanie żyć z nią dalej.”*

Chcielibyście kiedyś w grę, która będzie wyglądała jak prawdziwa? Gra, która daje taką możliwość to „Hyperversum”. Światy tworzone przez grę wyglądały bardzo realistycznie i gracz miał możliwość przeżycia przygody oraz czucia jakby działa się naprawdę. Nikt jednak, ńie przewidział, że gra przeniesie graczy w czasie. Nikt, a na pewno nie szóstka przyjaciół, która w sobotnie popołudnie przeniosła się do trzynastowiecznej Francji. A to wszystko za sprawą awarii systemu. Ian wraz z Danielem i jego bratem Martinem oraz jego dziewczyną Jodie i znajomymi Carlem i Donną znajdują się w czasach gdy panowali królowie, nie było prądu, techniki… Gdy mija pierwszy szok próbują powrócić do świata realnego co niestety nie jest możliwe. Musieli radzić sobie z różnymi przeszkodami i poddać się temu co ma być. Niestety przeznaczenia nie da się cofnąć. Przerażającym faktem jest, że trafili w czasy gdzie miało dojść do wojny między Francją, a Anglią i… oni najwyraźniej będą w niej uczestniczyć… Jakie przygody spotkały przyjaciół, czy ich przyjaźń przetrwała? Jak przeniesienie w czasie wpłynęło na nich? A może niektórzy wreszcie odnaleźli swoje miejsce? Na te i wiele innych pytań odpowiada powieść.

Jestem ZACHWYCONA. Wszystkim, dosłownie wszystkim. Książka jest napisana bardzo ciekawym językiem, czyta się ją szybko i z napięciem w oczekiwaniu co zdarzy się na kolejnych stronach. Fabuła jest tak zwrotna i interesująca, że nie ma mowy o nudzie nawet na chwilę. Wplątane w treść są też zabawne momenty co powodowało u mnie wybuch śmiechu lub niedowierzania, że w takim momencie bohaterom zbiera się na żarty. Bardzo podobały mi się postacie wykreowane przez autorkę, każda z nich miała swoją osobowość. To jak przystosowali się do zaistniałej sytuacji (wiem, nie mieli wyboru, ale mogli zacząć histeryzować i działać bez zastanowienia), to jak uczyli się życia na nowych regułach, ciągle musieli się pilnować aby nie wzbudzić podejrzeń. Naprawdę nie mam się do czego przyczepić w tej powieści. Autorka stworzyła coś nie banalnego przyciągającego. I myślę że jej plany się spełniły:
„Chciałam pobawić się rzeczywistością i fantazją, mając na względzie jeden cel: rozrywkę.”**
Moim zdaniem to właśnie znajduje się w „Hyperversum”.

Za możliwość przeczytania dziękuję wydawnictwu Esprit!

*str 681
**str 748
Autor: Cecilia Randall
Tytuł: Hyperversum
Wydawnictwo: Espirt
Rok wydania: maj 2011
Liczba stron: 752


Na półkach: Przeczytane

Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdybyście zostali zmuszeni do porzucenia swojego obecnego życia i egzystowania w świecie, którego nie znacie? Świecie odległego o kilkaset lat? Świecie, który przeraża i był dla was jedynie historią, której uczyliście się w szkole? Bohaterowie książki „Hyperversum” musieli zmierzyć się z rzeczywistością inną niż ta, w której przyszło im żyć.

Ian, Daniel, Jodie, Martin, Donna i Carl – ludzie połączeni pasją do gry komputerowej, która przenosiła ich w czasy średniowieczne, przez awarie systemu zostali „wciągnięci” do świata Hyperversum. Pozbawieni jakichkolwiek wskazówek, budzą się po sztormie we Francji. Nie wiedzą, co się stało, nie rozumieją swojego położenia. Ian, student historii, jako pierwszy rozgryza problem. Tłumaczy przyjaciołom, że w jakiś sposób przenieśli się do XIII – wiecznej Europy i już nie grają – żyją w świecie, który gra jedynie wykreowała. Reszta nie może pojąć, jak do tego doszło. Próby połączenia się z grą są niemożliwe, dlatego przyjaciele muszą odnaleźć inną drogę na wydostanie się. Na dodatek, w czasie sztormu dwójka z nich – Donna i Carl – zniknęli.

Na swojej drodze napotykają wiele wyzwań. Pierwsze z nich spotyka ich w mieście, do którego dochodzą. Na szczęście Ian ( to on kreował daną grę ) zna francuski oraz wie, w jakim momencie historii się znaleźli. Zauważają, że ludność nie reaguje na nich pozytywnie, gdyż mówią po angielsku. Dopiero pewna uboga dziewczyna pomaga im, tłumacząc gdzie znajduje się klasztor, w którym mogą się zatrzymać. Jakiś czas później ta sama dziewczyna wpada w kłopoty i zostaje uratowana przez Iana, który za swój heroiczny postępek zostaje skazany na publiczną chłostę przez angielskiego szeryfa. Czwórka przyjaciół wraz z ubogą dziewczyną trafia do więzienia. Udaje im się jednak stamtąd wydostać. Co ich czeka w niebezpiecznym świecie? Czy uda im się przeżyć w średniowiecznej rzeczywistości, która jest brutalna? Czy wrócą do domu?
Książka mnie zafascynowała od początku do samego końca. Nie mogłam się od niej oderwać. Jestem szczerze zachwycona, że jest to pierwsza część i będę mogła jeszcze spotkać się z bohaterami. Pierwszy raz też spotkałam się z tak wymyślną fabułą. Cecylia Randall zapewniła mi kilka ciekawych i niezapomnianych godzin lektury.


„Ten kto ma odwagę walczyć w imię tego, co uważa za słuszne, zostaje naznaczony- To znak, który zostaje wypalony w tobie na zewnątrz i w środku, który zmienia Cię na zawsze…”

Autorka zasługuje na brawa za stworzenie wspaniałych kreacji. Ian, najstarszy z przyjaciół, od razu przejmuje odpowiedzialność za całą resztę i od początku uosabiać go można z średniowiecznym rycerzem, broniącym honoru. Uwielbiam go w sumie za wszystko. W szczególności chyba za to, że jako pierwszy dostosował się do reguł panujących w tym świecie i odnalazł w nim miłość, która potrafiła pokonać każdą przeszkodę. Niesamowitą metamorfozę przechodzi też Daniel. Z chłopaka, który wiele posiadał i nie martwił się o jutro, przeistoczył się w mężczyznę zdolnego do wielkich czynów. Tam samo Jodie i Martin.

Świat ukazany przez Cecilia Randall jest do bólu prawdziwy. Autorka wspaniale oddała realia epoki, począwszy od języka, skończywszy na tradycjach i zachowaniach. Każdy, kto choć trochę zna historię, jest w stanie uwierzyć, że to, co autorka opisała, mogło mieć miejsce naprawdę. A jest to wielki atut. Sama tak wsiąkłam w historię, że wydawało mi się, iż znalazłam się tam z bohaterami, zupełnie jakbym towarzyszyła im na każdym kroku.

„Hyperversum” jest mieszanką rzeczywistości i wirtualnej fikcji. Czymś na pograniczu współczesności i historii. Opowieścią o tym, jak szybko trzeba dojrzeć, gdy zmusza nas do tego sytuacja. Opowieścią o brutalności, wojnie i krwi. Opowieścią o niesamowitej miłości, która zdarza się tylko raz. Ale też pokazująca jak wielka może być przyjaźń. Ile barier może przekroczyć i ile wrogów pokonać, by stała się jeszcze silniejsza. Opowiada też o honorze, o przywiązaniu do ludzi, których chcemy chronić. Ale przede wszystkim ukazuje nam, że wszystko może się w życiu wydarzyć. Wszystko jest możliwe. Zawsze i wszędzie.


Przeczytana: 18 czerwca, 2011

Z biegiem lat technologia przekracza niewiarygodne granice. Ludzie tworzą coś, o czym kilkadziesiąt lat temu nasi przodkowie nawet nie marzyli. Stworzyli internet, telewizor, małe telefony komórkowe, komputery... i co za tym idzie gry komputerowe. Każdy z Nas z pewnością przeżyła nie raz przygodę ze bohaterami opowieści podsyłającej nam przez informatyków i innych speców od komputerów. Jeśli gra nas wciągnie potrafimy przesiedzieć przy niej godzinami zatracając się w niesamowitym świecie pełnym przygód i niebezpieczeństw, których jak jesteśmy pewni nigdy nie doświadczymy. Ale czy na pewno? Co jeśli niewinna zabawa "wciągnie" cię dosłownie?

Daniel i Ian są przybranymi braćmi, którzy namiętnie podzielają swoją miłość do gier RPG, a konkretnie do fenomenu jakim jest Hyperversum . Wirtualny świat jest przedstawiony zadziwiająco dokładnie. Dzięki wizjerowi 3D, okularom, mikrofonowi i specjalnym rękawiczką człowiek czuje się jakby został przeniesiony do wybranego przez siebie miejsca w wybranym czasie. Dla chłopaków jest to jedynie niewinna, rozluźniająca gra, która nagle zmienia ich życie na zawszę.
Chłopcy zapraszają do wspólnej rozgrywki również przyjaciół, nie wiedząc, że każdy ich ruch jest kierowany przez przeznaczenie, które musi się wypełnić.
Po awarii systemu czworo przyjaciół ze zdziwieniem zdaje sobie sprawę, że nie są już tylko postaciami w grze. To nie jest grafika komputerowa, a oni nie potrafią wrócić do domu. Hyperversum przeniosło ich do XIII-wiecznej Francji, jednocześnie oddzielając ich od dwójki zaginionych kompanów. Co się stało? Jak to możliwe, że zwykła gra RPG przerzuciła ich o 800 lat wstecz?
Jedno jest pewne- przyjaciele będą musieli się przystosować, jeżeli chcą przeżyć. To nie jest już XXI wiek, a oni nie są zwykłymi młodymi ludźmi. Teraz są więźniami średniowiecza, którzy bez własnej woli podążają ścieżkami wyznaczonymi im przez los.

Pierwsze wrażenie po zobaczeniu Hyperversum? Pomyślałam "Ale to ogromna książka!". Ta licząca prawie 750 stron powieść zapowiada przygodę na wiele godzin, ale nie spodziewałam się, że ta przygoda, aż tak przypadnie mi do gustu! Na półkach domowej biblioteczki mam wiele historycznych książek, dlatego po przeczytaniu opisu z okładki sądziłam, że czekają mnie kolejne męczarnie z rycerzami i ich giermkami. Rzeczywiście byli tam oni, ale za nic w świecie nie mogę nazwać tego męczarniami.

Już sama oprawa graficzna wprowadza w zachwyt. Książka jest podzielona na cztery części, gdzie każda zaczyna się zdjęciem jednego z bohaterów, którego potem miniatura rozpoczyna kolejne rozdziały. Osobiście nie mogłam się napatrzeć na tak klimatyczne wprowadzenie w powieść, wydaje się, że jest ono wręcz idealne! Następne kartki, mimo obszerności lektury praktycznie same się przekładały, a momentami dziwiłam się, że przeczytałam już tak dużo.

Jak to pewnie większość z Was zauważyła we wszelakich powieściach dużo rolę odgrywają dobrze skonstruowanie bohaterowie. Nie mogą one działać na nerwy Czytelnika, ani nie być samymi imionami. Oczekuje się od postaci realności, sentymentu do niej i możliwości jak najlepszego wcielenia się w jej przygody. To wszystko dają nam bohaterzy Hyperversum. Zawsze odczuwałam smutek rozdzielając się z nimi nawet na kilka minut. Mimo narracji trzecioosobowej, Autorka wplatała myśli poszczególnych bohaterów, zdobywając tym moją sympatię, ponieważ dzięki temu łatwiej jest poznać tok myślenia danej postaci i zdecydować się, czy darzyć ją sympatia, czy może jednak nie.

Cecilia Randall nie szczędziła również licznych zwrotów akcji, po których (dosłownie) zapierało mi dech w piersiach. Jak z pewnością się domyślacie polecam tą książkę z ręką na sercu. Co prawda, jest tam kilka nużących momentów, ale koniec wszystko po stokroć rekompensuje, bo nawet mnie on zaskoczył, a wyobraźnie mam ogromną. A więc, jeszcze raz polecam i zachęcam do przeczytania!

Moja ocena: 9/10


Na półkach: Przeczytane, 2011

Właśnie skończyłam swoją długą przygodę z "Hyperversum". Jestem pod wrażeniem tego, co stworzyła Cecilia Randall. Jest to książka, która pozostanie w mojej pamięci na długi czas. Śmiało mogę stwierdzić, że jest to jedna z lepszych, którą przeczytałam.

Cecilia to autorka książek dla młodzieży. Urodziła się w Modenie. Ukończyła studia na wydziale Języków i Literatur Obcych. Po ukończeniu studiów w dziedzinie Komunikacji i Technologii Informacyjnych na Uniwersytecie w Bolonii, zaczęła pracować jako projektantka stron internetowych, graficzka i ilustratorka. Zadebiutowała w 2006 roku, gdy opublikowano jej powieść "Hyperversum", które zdobyło nagrodę literacką Premio Letterario Nazionale Insula Romana, w kategorii „Proza dla młodzieży”.

Bardzo się cieszę, że jest to pierwsza część i będę miała okazję spotkać się jeszcze z bohaterami tej książki. Hyperversum to tak naprawdę gra, której akcja rozgrywa się w XIII-wiecznej Francji. Sześcioro przyjaciół rozpoczyna przygodę swojego życia. Przez awarię systemu Daniel, Ian, Jodie, Martin, Donna i Carl przenoszą się do świata wirtualnego. Nie potrafią wrócić do rzeczywistości i zostają zamknięci w grze. Poznają jak wyglądało życie 800 lat temu. Już na drugi dzień zyskują wrogów i trafiają do więzienia. Ian - najstarszy z bohaterów, przejmuje odpowiedzialność za swoich przyjaciół i zostaje wychłostany. Czy zdoła ochronić towarzyszy przed angielskim szeryfem? Jak poradzą sobie w średniowiecznym świecie? Czy wrócą do rzeczywistości?

Autorka pisząc książkę połączyła rzeczywistość z fantazją. „Hyperversum” opowiada o bitwie pod Bouvines, która wydarzyła się naprawdę 27 lipca 1214. Niektóre postacie, miejsca, obyczaje zachowały się na kartach historii. Cecilia korzystając ze źródeł umieściła je obok postaci fantastycznych. Całość jest dopracowana i tworzy fascynującą powieść. Czytając możemy poznać jak żyli średniowieczni ludzie.

Przyjaciele są postaciami dynamicznymi. Życie w XIII wieku sprawia że inaczej postrzegają swoją egzystencję. Ian zanim trafił do gry robił badania na temat rodziny Montmayeur. Na jego szczególną uwagę zasłużyła Isabeau de Montamayeur, która żyła we Francji. Jak się potem okazuje bohater poznaje ją w wirtualnym świecie. Jest ona ważną osobą dla Ian’a i wpływa na jego decyzje. Daniel, który żył wcześniej w cieniu swego przyjaciela stanie się ważną postacią, którą będą zachwyceni m.in. król Francji. Także Jodie i Martin poznają swoje prawdziwe oblicze. Dostrzegą na co ich stać. Czy potrafią się poświęcić dla drugiej osoby? Jak wpłynęli oni na losy Francji?

Książkę warto przeczytać. Ona naprawdę wciąga. Powoduje, że trudno jest przestać myśleć o Hyperversum. Czy i my moglibyśmy przenieść się 800 lat wstecz i zmienić bieg zdarzeń historycznych? Opisy wydarzeń, emocji powodują, że znajdujemy się razem z bohaterami we Francji. Razem z nimi przeżywamy każdą walkę, zachwyt i nieszczęście. Akcja książki ani na moment się nie zatrzymuje. Pędzi tak, że trudno jest przerwać czytanie. Przyjaciele przeżywają wiele przygód. Z każdą kolejną stroną dzieje się co raz więcej. Dobiegając do końca nie miałam dosyć. Już nie mogę się doczekać, aż zostanie wydana kolejna część. „Hyperversum” polecam każdemu, nie tylko fanom fantastyki. Uważam, że każdego coś zainteresuje w tej książce i tak jak ja, będzie ją czytał z zapartym tchem.


Przeczytana: 19 września, 2011

Zetrzyjcie kurz z półek, wyrzućcie z głowy miliony niepotrzebnych myśli, usiądźcie wygodnie w fotelu... A gdy już będziecie mieć pewność, że nic nie może rozproszyć waszej uwagi, zerknijcie na pierwszą stronę książki Hyperversum. Kiedy poczujecie zapach XIII-wiecznej Francji, będzie to znak, że razem z głównymi bohaterami przenieśliście się do niezwykłego świata, gdzie rycerskie pojedynki i dworskie intrygi nie przeszły jeszcze do historii, a przeszłość tworzy się tu i teraz.

"Mężczyźni, kobiety i dzieci, ubrani w wypłowiałe ubrania, naznaczone czasem i ciężką pracą, chodzili bez wytchnienia, nosząc ze sobą kosze i narzęcia albo prowadząc zwierzęta."

Hyperversum to opowieść o czwórce przyjaciół, którzy po "wirtualnym" sztormie przenoszą się w czasie i przestrzeni - trafiają do XIII-wiecznej Francji, gdzie rozpoczynają nowe życie w świecie rządzonym przez nieznane im prawa i obyczaje, bez nadziei na powrót do domu. Z biegiem czasu uczą się swoich ról, wcielają się w postaci dam dworu, giermków, czy nawet rycerzy. Kiedy średniowiecze staje się ich nowym domem, pojawia się problem - nadchodzi czas Bitwy pod Bouivres, o którym uczyli się z kart podręczników do historii...*

"Czyż czyny człowieka nie są ważniejsze od jego pochodzenia?"

Na początku przeraziła mnie liczba stron Hyperversum, lektura zdecydowanie nie należy do krótkich. Szybko jednak zorientowałam się, że czytanie jej jest niesamowicie przyjemne i mija dużo szybciej niż można by się spodziewać. Przez niemal tydzień była to moja "lektura do poduszki" - wręcz nie mogłam zasnąć bez przeczytania przynajmniej kilku stron. Zdecydowanie polecam - przede wszystkim młodzieży, bo to właśnie do niej jest kierowana, ale nie tylko!

Wprowadzenie elementu fantastycznego było świetnym pomysłem - autorka pozwoliła nam spojrzeć na XIII-wieczną Francję nie oczami ludzi żyjących w średniowieczu, lecz naszych rówieśników, którzy przypadkiem przenieśli się w czasie. Co więcej bohaterowie są zorientowani w sytuacji na tyle by wytłumaczyć czytelnikowi najważniejsze rzeczy i zdarzenia, ale dość mało by nie zepsuć radości czytania.

"- Wojna? Chcesz mi powiedzieć, że weźmiesz udział w prawdziwej wojnie?
- A słyszałeś o jakiejś udawanej, średniowiecznej wojnie?"

Jako że z natury jestem osobą raczej ciekawską, postanowiłam poszukać informacji na temat prawdziwości zdarzeń opisywanych w książce. Już od pierwszych stron zastanawiałam się, czy Hyperversum powinno być traktowane jak ładnie opowiedzana bajka, czy może powieść zawierająca przynajmniej część prawdy historycznej? Natrafiłam na wywiad z autorką, która tłumaczy dlaczego zdecydowała się umieścić akcję w XIII-wiecznej Flandrii: "Kocham średniowiecze, ale przede wszystkim uwielbiam mit rycerski...", tłumaczy pani Randall. Później dodaje, że materiałów, które pomogły przy tworzeniu tła opowieści, dostarczyły jej książki, podręczniki, czasopisma i wreszcie internet. Już sam fakt, że Hyperversum powstało z pióra osoby zafascynowanej średniowieczem, która rozpoczęła pisanie z odpowiednią wiedzą i wyobraźnią, powinien być wystarczającą zachętą dla jeszcze nieprzekonanych czytelników. Chociaż nie jest to lektura najwyższych lotów, nie można jej też nazwać arcydziełem, zdecydowanie zasługuje na uwagę.

(magnolie)


Przeczytana: 08 sierpnia, 2011

Kto czasem nie marzy o podróżach w czasie? O odwiedzeniu średniowiecznego zamku i spotkaniu historycznych bohaterów? Taką możliwość zyskują uczestnicy komputerowej gry RPG Hyperversum. Po założeniu specjalnych wizjerów i rękawic mogą wirtualnie przenieść się do dowolnego momentu z historii i pod postacią stworzonych przez siebie bohaterów uczestniczyć w komputerowych projekcjach bitw, intryg i misji, które naprawdę miały miejsce w przeszłości. Każdy wie, że takie gry niesamowicie wciągają w swój świat. Nikt jednak nie przypuszczał, że stanie się to tak dosłownie. Czwórka przyjaciół i fanów Hyperversum, Ian, Daniel, Martin i Jodie przenosi się bowiem do XIII-wiecznej Francji. Muszą poradzić sobie w nowym życiem, gdyż powrót do domu wydaję się być niemożliwy. Trafiają w sam środek konfliktu francusko-angielskiego i aktywnie angażują się w nadworne życie.

Książka jest napisana lekkim, wciągającym językiem, dzięki czemu czyta się ją szybko i łatwo. Akcja toczy się nieustannie, dlatego nie sposób poczuć się znudzonym podczas czytania tej powieści, aczkolwiek zakończenie jest dość łatwe do przewidzenia. Stanowi lekką i przyjemną rozrywkę, niewymagającą od czytelnika zbytniego zaangażowania.
Książka posiada jednak pewne mankamenty, o których nie mogę nie wspomnieć. Przede wszystkim niesamowicie denerwował mnie Ian. Nie dość, że jest krystalicznie dobrą, szlachetną i uczynną postacią, to jeszcze cały czas narzeka, że za mało się stara i niewystarczająco się poświęca. Nie znoszę takich zbyt dobrych i naiwnych, wręcz egzaltowanych bohaterów. Są po prostu nudni. Druga wada to moim zdaniem dość marne oddanie realiów panujących w średniowieczu. Nie znam się zbyt dobrze na tym okresie, lecz nawet dla takiego laika jak ja oczywistym jest, że obraz przedstawiony w powieści nie jest zbyt dobrze dopracowany, a słownictwo bohaterów zupełnie współczesne.

Podsumowując, „Hyperversum” to dobra książka dla osób poszukujących lekkiej, wciągającej i niewymagającej zbyt wiele myślenia rozrywki. Sądzę, że bardziej wymagającemu i znającemu się na fantastce czytelnikowi pozycja ta raczej nie przypadnie do gustu ze względu na brak średniowiecznej atmosfery i przewidywalność. Niemniej powieść tę polecam. Doskonała propozycja na lato. :)


Hyperversum to taka psotna pozycja. Po tzw. blurbie możemy spodziewać się czegoś na miarę "Modyfikowalnego Węgla" Morgana, tyle że w wersji dla młodszych. Nic bardziej mylnego. To może coś w klimacie niedawnego "uksiążkowienia" gry "Assassin's Creed 2"? Też nie. Ta powieść bowiem z grami komputerowymi ma tyle wspólnego, że na pierwszych pięciu i kilku ostatnich stronach pojawia się wzmianka o tytułowej grze VR. Poza tym mamy do czynienia z klasyczną powieścią przygodową, troszkę spod znaku płaszcza i szpady, czyli coś na kształt "Aktora porno na dworze Króla Artura" czy innych filmów z dzieciństwa. Szkoda też, że o ile historycznie autorka odrobiła lekcje, zabrakło jej warsztatu psychologicznego oraz sprawnego wiązania akcji.

Głównym problemem "Hyperversum" jest jego jednowymiarowość. Nie pamiętam imion bohaterów, ich charakterów, pamiętam za to że jest: rycerz, złodziej, nobliwa dama. To tak jak w starym "Mission: Impossible" gdzie był Szef, Facet-od-gadżetów, Facet-od-bicia-po-mordzie oraz Piękna Kobieta, której jedynym zadaniem było... bycie piękną kobietą.

Niestety, ale funkcjonalność to nie wszystko, nawet jeśli idzie o powieść dla młodzieży, wystarczy spojrzeć na sukces pewnego czarodzieja ze sznytem na czole. Bohater powinien być żywy, a jak się go zatnie, to krwawić. "Dzieciaki" (cudzysłów celowy, gdyż mimo dwudziestki na karku są potwornie infantylne) z Hyperversum nie krwawią, chyba że wodą.

Niespecjalnie mam ochotę znęcać się nad tą, ekhm, literaturą. Wystarczy powiedzieć, że gdyby Aleksander Dumas zachorował stwardnienie rozsiane, miał zespół Downa, artretyzm i wycięty płat czołowy, być może... nie. Nawet wtedy napisałby coś lepszego niż to badziewie. Tylko i wyłącznie na gwóźdź (~700 stron!)


Na półkach: Przeczytane, Posiadam, 2011
Przeczytana: 30 lipca, 2011

Gra komputerowa potrafiąca przenosić ludzi w czasie. Brzmi znajomo? Każdy zapewne spotkał się w swoim życiu z przynajmniej jednym filmem o takiej właśnie tematyce. Zdaje się również, że twórcom takich filmów „pozazdrościła” Cecilia Randall. I stworzyła powieść opowiadającą właśnie o takiej niezwykłej grze.

Sześcioro przyjaciół zafascynowanych interaktywną rozgrywką postanawia wspólnie zagrać w grę o nazwie „Hyperversum”. Ma ona przenieść ich w wyobraźni do XIII- wiecznej Francji. Grupka młodych ludzi ma tam przeżyć niezwykłe przygody. Brać udział w bitwach, turniejach rycerskich i intrygach decydujących o losach średniowiecznej Europy. Gra niespodziewanie płata im jednak złośliwego figla… i przestaje być tylko fikcją. To co miało być dziełem wyobraźni staje się nagle rzeczywistością. W której można zabłądzić, zakochać się, a nawet stracić życie…

Temat podróży w czasie poruszany w dziełach wszelkiego rodzaju wydaje się bardzo ryzykowny. Twórcom takich dzieł nie jest łatwo uniknąć różnego rodzaju mankamentów. Historycy jak zwykle z pewnością doszukiwaliby się wielu błędów faktograficznych. Jednak nie one są tutaj najistotniejsze. Zastanawiająca jest chociażby łatwość aklimatyzacji bohaterów w obcych dla siebie czasach i środowisku. Podobnie było również z „Hyperversum”. Postacie przeniesione 800 lat wstecz zaskakująco dobrze radzą sobie chociażby na polu bitwy, czy w kontaktach z miejscową ludnością. Cecilia Randall postanowiła jednak w sprytny sposób wybrnąć z takiej właśnie opresji. Zrobiła to tworząc główną postać- Iana. Który jak się okazuję jest… genialnym studentem-mediewistą, zafascynowanym historią i kulturą średniowiecznej Francji. To głównie dzięki niemu grupa przyjaciół poradzi sobie w tym obcym dla siebie świecie.

Do największych zalet powieści „Hyperversum” należy z pewnością fabuła. Bardzo starannie dopracowana w każdym detalu. Można odnieść wrażenie, że pisanie tej książki nie odbywało się spontanicznie. W głowie autorki musiał od początku istnieć plan, który sukcesywnie wprowadzała w życie. Poszczególne wątki łączą się ze sobą w ściśle określonym miejscu. Postacie pojawiają się dobrze zaplanowanym czasie. Książkę czyta się naprawdę lekko i przyjemnie. Przede wszystkim bez obaw o jakiekolwiek pogubienie się, co budzi duży szacunek przy tak dużej objętości tekstu.

Co się tyczy książkowych postaci… W tej kwestii można trochę Cecilii Randall zarzucić. Przenosi ona bowiem w czasie sześcioro bohaterów. Jednak tylko dwójka z nich odegra w tej historii naprawdę kluczową rolę. Co do reszty postaci, pozostaną troszkę na uboczu. Nieco drażnić może również nadmiar wątków romantycznych. A raczej nadmiar okazywania uczuć. Autorka chyba nieco „ przesłodziła ” całą opowieść. Zdumiewający jest również fakt łatwości porozumiewania się postaci z „ naszych czasów ” z bohaterami średniowiecznymi. Szczególnie tymi z wyższych sfer. Często można odnieść wrażenie, że hrabiowie, a nawet sam król są zbyt bliscy naszemu, współczesnemu sposobowi bycia. Mimo, że nie można im odmówić dostojności, czasem jednak zachowują się zbyt swobodnie.

Tym, co na pewno może się jednak podobać są przemyślenia głównych bohaterów, wzbogacające bardzo szybką akcję. Jest ich naprawdę sporo. Zwłaszcza, gdy pojawiają się trudne dla bohaterów życiowe wybory. Jednak najbardziej uderza czytelnika nastrój rycerskości, który niemal unosi się jak zapach nad kartkami powieści. Bohaterowie, zarówno ci przeniesieni, jak i na stałe osadzeni w średniowieczu wiedzą jak mają się zachowywać. Niezależnie od pochodzenia posiadają swój model postępowania. Zarówno w odniesieniu do przyjaciół, jak i największych wrogów. Dobrze, że Cecilia Randall położyła naciska na coś, czego ewidentnie w naszych czasach brakuje.

W powieści „ Hyperversum ” można doszukać się drobnych uchybień. Jednak jest jeden element, który wszystkie je rekompensuje. Jest to doskonałe zakończenie. Dramatyczne i trzymające w napięciu. Sprawiające, że właśnie pod koniec książka staje się najbardziej wciągająca. Można wręcz stwierdzić, że 760 stron to za mało.

Mimo, że książka jest skierowana raczej do młodszych czytelników powinien ją przeczytać każdy. Warto bowiem sięgnąć po tak wartościową lekturę i dać się wciągnąć w wir niesamowitej przygody jaką gwarantuje nam „ Hyperversum ”.


Przeczytana: 30 czerwca, 2011

Czy kiedykolwiek w życiu marzyłeś o tym, by przenieść się do świata swojej ulubionej gry komputerowej? Razem z rycerzami walczyć na wojnach, wcielić się w rolę sima czy brać udział w wyścigach formułą1? Ianowi, Danielowi, Jodie i trójce ich przyjaciół przydarzyła się zupełnie niesamowita przygoda - grając w grę Hyperversum, zostali przeniesieni do świata gry, XIII - wiecznej Francji. Czy dzisiejsza młodzież potrafiłaby odnaleźć się w tamtych czasach? W czasach, gdy na każdym kroku widzisz rycerzy i damy dworu, mieszkach w chacie bądź zamku, a całym państwem rządzi król? Na to pytanie odpowiada treść książki 'Hyperversum', autorstwa włoskiej pisarki Cecilii Randal.

Od samego początku, gdy tylko książka dotarła do mojego domu, byłam do niej sceptycznie nastawiona. Owszem, uwielbiam fantastykę i w ogóle, ale gry komputerowe nigdy do mnie nie przemawiały. Nie rozumiem, jak można siedzieć kilka (lub kilkanaście!) godzin przed ekranem komputera i sterować wymyślonymi postaciami. Zawsze, gdy widziałam jak gra mój kuzyn, zapalony miłośnik RPG, ciarki mnie przechodziły, widząc jak uśmierca kolejnych przeciwników. Coś strasznego. A potem dziwią się, że młodzież jest agresywna! Wracając jednak do 'Hyperversum' - lubię takie opasłe tomiszcza, jednak bałam się, że książka mi się nie spodoba ze względu na tematykę, i będę się musiała męczyć parę dni z tą książką. Teraz śmiało mogę stwierdzić, że aż tak źle nie było.

Ian, jeden z głównych bohaterów, to student historii. Gdy razem z przyjaciółmi cofają się w czasie, jego wiedza jest niesamowicie przydatna. Podczas swojego pobytu w XIII wieku, mężnieje, staje się prawdziwym mężczyzną. A na dodatek, spotyka kobietę swoich marzeń, której urodę mógł podziwiać do tej pory tylko na kartach starych kronik. Bardzo podobało mi się wplecenie w opowieść fantastyczną wątku miłosnego, właśnie między Ianem a Isabeau de Montmayeu. Ian wychowywał się w domu razem z Danielem i Martinem - jednak żaden z dwóch chłopców nie był jego bratem. Rodzice Iana zginęli, a najlepszy przyjaciel jego ojca wziął go pod swoje skrzydła i razem z rodziną zaopiekował się nim, zapewniając miłość i dach nad głową. Traktowali chłopaka jak własnego syna.

Czytając 'Hyperversum' ma się wrażenie, że autorka, Cecilia Randall dokładnie przemyślała każdy wątek, każdy akapit i każde zdanie, a może także i słowo. Cała fabuła jest niesamowicie precyzyjnie rozplanowana, nie ma wepchniętych na siłę wątków. Jednak czasami jest nudno. Może mam takie wrażenie, dlatego, że nie przepadam za czasami średniowiecza i nie bardzo interesowały mnie obyczaje jak i zdarzenia dziejące się w tamtych czasach. Jednak fanatykom historii na pewno się spodoba! Autorka z wielką precyzją odmalowała nam życie w XIII wieku, nie skąpiła szczegółów i świetnie pomieszała prawdę z fikcją, historię z fantastyką. Otóż moi drodzy państwo, 'Hyperversum' to nie powieść historyczna, co mogłoby się wydawać po przeczytaniu większości książki, ale powieść czysto fantastyczna! Niektórzy bohaterowie, oczywiście, są prawdziwi, tak jak i niektóre miejsca i daty. Lecz wszystko jest umiejętnie połączone z wyobraźnią autorki.

A czy Wy, potrafilibyście odnaleźć się w tamtym świecie? Bez komputera, internetu, komórek, prądu, samochodów i zgiełku miasta? Przyznam szczerze, że ja nie. Nie wyobrażam sobie żyć w tamtych czasach i gdyby przydarzyłaby mi się sytuacja rodem z 'Hyperversum' - chybabym oszalała.

Powieść 'Hyperversum', autorstwa włoskiej pisarki Cecilii Randall, to książka zdecydowanie godna polecenia. Może momentami autorka trochę przynudza, jednak myślę, że warto się trochę pomęczyć, bo książka jest zdecydowanie tego warta.


Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Pierwsza część serii pt. Hyperversum autorstwa włoskiej pisarki Cecilli Randal.
Szóstka Amerykanów, fanów popularnej, nowoczesnej gry komputerowej Hyperversum podczas jednej z rozgrywek w tajemniczy sposób przenosi się do XIII wiecznej Francji. Początkowo wydaje im się, że to jakaś iluzja i uda im się w krótkim czasie dostać do domu. Jedna czas mija a oni nie potrafią znaleźć wytłumaczenia dla tej dziwnej sytuacji. Musza przystosować się do otaczającej ich rzeczywistości, znaleźć sposób by przetrwać w tych niebezpiecznych czasach. Jednak los jest okrutny i już pierwszego dnia wystawia ich na poważne próby. Dzięki dużej wiedzy najstarszego Amerykanina Iana który ukończył studia na wydziale historii średniowiecza oraz bardzo dobrej znajomości francuskiego, bohaterowie mogą powoli zacząć przystosowywać się do otaczających ich średniowiecznych realiów.
Książka jest REWELACYJNA! Ta pozycja wciąga, zaciekawia i powoduje że chce się więcej( tzn. te 750 stron to zdecydowanie za mało :P) . Przede wszystkim autorka w sposób ciekawy opisuje obyczaje średniowiecza, przeżycia i emocje bohaterów. Pani Randal doskonale wkomponowała w realia XIII wiecznej Francji przygody współczesnych Amerykanów. Od pierwszych stron książka jest przemyślana, dokładna, dopracowany jest każdy najmniejszy szczegół oraz rewelacyjne połączona fikcja literacka z faktami historycznymi. Muszę zaznaczyć, że jestem pod wrażaniem znajomości tematu przez autorkę tym bardziej że nie jest ona z wykształcenia historykiem.
Książka jest bogata w barwne opisy, naszpikowane emocjami, które pobudzają wyobraźnie. Czułam się tak, jakbym wraz z Amerykanami przeniosła się do XIII wieku. Opis bitwy pomiędzy Anglią i Francją był tak barwny i interesujący, że czułam się jakbym walczyła u boku Filipa Augusta(muszę jeszcze zaznaczyć, że jeszcze nigdy żaden opis walki mnie tak nie zaintrygował).
Hyperversum traktuje również o miłości, przyjaźni, szacunku, przywołuje ideały rycerstwa. Pokazuje, że w dzisiejszych czasach ludzie zapomnieli jak ważne są fundamentalne wartości, którymi powinniśmy się w żuci kierować. Bohaterowie książki walczą o honor, miłość, przyjaźń. W imię przyjaźni są skłonni poświęcić własne życie. Hyperversum pokazuje, że strach do nikąd nie prowadzi i obraca się przeciwko osobie która się nim kieruje. Podobnie nienawiść, która jest destrukcyjna i sieje spustoszenie.
Muszę jeszcze zaznaczyć, że książka jest świetnie wydana. Począwszy od okładki, jednej z lepszych jaką ostatnio widziałam, a skończywszy na ilustracjach wewnątrz książki.
Nie mogę znaleźć słów do opisania jak bardzo mi się Hyperversum podobał( w głowie mam w dalszym ciągu same ochy i achy ). Polecam tą książkę. Warto przeczytać!

http://fashionpart.pinger.pl/m/6400712/reading-is-fun-cecilia-randal-hyperversum


Na półkach: Przeczytane

Gdy czytałam liczne recenzje tej książki na blogach, nie byłam całkowicie przekonania co do jej wartości. Bałam się, że historia w niej zawarta mnie przerośnie, a fabuła okaże się nudna i wtórna. Szczególnie, że ten tom jest niesamowicie gruby - liczy sobie 750 stron. Jednak, gdy wydawnictwo Esprit zaproponowało mi tę pozycję, postanowiłam się przełamać. I to była dobra decyzja.

Szóstka przyjaciół - Daniel, Ian, Jodie, Martin, Donna i Carl w wyniku awarii systemu podczas gry w Hyperversum przenoszą się do XIII-wiecznej Francji. Na samym początku są przekonani, że dalej znajdują się w samym środku rozgrywki RPG, gdy nagle zdają sobie sprawę, że nie mogą z niej wrócić. A co najważniejsze - że czekają na nich niebezpieczeństwa, a tym razem mają tylko jedno życie. Jeśli nie przystosują się natychmiast do średniowiecznych warunków - zginą. A to pogrzebie ich szanse na bezpieczny powrót do domu.

Przystosowywanie się do nowych realiów nie idzie przyjaciołom zbyt łatwo. Muszą pokonać strach przed byciem zabitym, barierę językową i niewygodne pytania o pochodzenie. Nauczyć się żyć bez zaawansowanej techniki, bez rodziny. Gdy jednak część z nich odnajduje bezpieczny dach nad głową przeżywa niesamowite przygody, stawia czoła nowym wyzwaniom. Znajduje w sobie pokłady odpowiedzialności, poświęcenia, honoru, troski o innych i odwagi.

Czy Daniel z młodego, niedoświadczonego chłopaka stanie się prawdziwym mężczyzną - rycerzem? Czy Ian poślubi swoją miłość, Isabeau, mimo jej wysokiego pochodzenia? Czy Donna i Jodie staną się prawdziwymi damami? I czy Carl przezwycięży swoją tchórzliwą naturę i przystosuje się do nowego stylu życia?

Jestem pod wrażeniem fabuły, jaką stworzyła Cecilia Randall opierając się na prawdziwych faktach z historii. Guillaume de Ponthieu na przykład istniał naprawdę. I jeśli był on tak mądry, sprawiedliwy i dobroduszny, jak przedstawiła go pisarka- pałam do niego ogromną sympatią. Cecilia wprowadziła fikcję w prawdziwą historię w fenomenalny sposób. Co prawda nie pasjonuję się tym przedmiotem, więc żadnych potknięć, czy niedociągnięć nie byłabym w stanie zauważyć nawet wówczas, gdyby ktoś mi je podał na tacy. Ale nie sposób było nie zauważyć, jak wraz z arcyciekawymi wydarzeniami autorka przemyca w powieści tonę ciekawostek o sposobie życia w średniowieczu. Co prawda byłam sceptycznie nastawiona do tego, jak Ian szybko opanowuje techniki władania mieczem (nawet jeśli ćwiczył jakieś we współczesności) i tego, że rzeczywiście dogaduje się z ówczesnymi rycerzami po francusku, używając dość fachowych słów (imperator, strategia, lenna, feudał, klinga itd.). Ale bądźmy szczerzy - każda książka, szczególnie fantastyczna, ma jakieś małe dziurki.

"Hyperversum" nie pozwala nam się nudzić. Znajdziemy w niej walki, potyczki, pojedynki, spiskowanie, zdradę, zakazaną miłość i kilka naprawdę udanych zwrotów akcji. Gwarantuję, że to 750 stron to dalej za mało, a gdy skończycie swoją przygodę z "Hyperversum", będziecie łapać się za głowę i wykrzykiwać "Ja chcę więcej!".

Sposób w jaki prowadzona była narracja podczas bitew, pojedynków i dyskusji o polityce byłby dla mnie kiedyś nieodpartym dowodem, że autorem książki jest mężczyzna. Tymczasem nad powieścią zasiadła naprawdę utalentowana kobieta. Chociaż może to dlatego te wszystkie opisy potyczek czytało się z zapartym tchem?

Kolejnym atutem tej książki są wyraziści bohaterowie - każdy z nich podczas tej niechcianej przygody przeżywa przemianę wewnętrzną. Szlifuje swój charakter, poznaje kim jest i czego jest wart. Mnie do gustu przypadli szczególnie Daniel i Donna. Daniel za swoją odwagę, męstwo i oddanie. Donna za to, że potrafiła być równocześnie twarda i delikatna. I za to, że nie bała się podjąć najtrudniejszej decyzji w swoim życiu, która okazała się być słuszna.

Opisy i dialogi porywały. Nie miałam ochoty oderwać się od książki ani na minutę. Nie było momentów, w których chciałam iść spać, albo zająć się czymś innym. Przez to moja książka "chodziła za mną" dosłownie wszędzie. Pokusiłam się nawet o wspólną kąpiel (sic!) co rzadko mi się zdarza, gdyż boję się, że kolejne godziny spędzę z mokrym tomem i suszarką w dłoni.

Jestem zachwycona. Ta powieść uczy, dostarcza rozrywki i nie pozwala o sobie zapomnieć. Zakończenie jest wzruszające i zdradza, że to nie koniec przygody z grą Hyperversum. Czekam na kolejne "spięcie na łączach" i jestem ciekawa, co nowego przyniesie przyjaciołom przeznaczenie...

"Wiesz co, Carl? Ten, kto ma odwagę walczyć w imię tego, co uważa za słuszne, zostaje naznaczony (...). To znak, który zostaje wypalony w tobie na zewnątrz i w środku i który zmienia cię na zawsze. Niełatwo przeżyć, gdy się go otrzyma... Zaczynam rozumieć, że potrzeba znacznie więcej odwagi, by go ze sobą nosić, niż by dać go sobie wypalić. A jeśli blizna jest tak głęboka, być może tylko bohater jest w stanie żyć z nią dalej."
- Daniel "Hyperversum"


Przeczytana: 05 stycznia, 2012

„Ten kto ma odwagę walczyć w imię tego, co uważa za słuszne, zostaje naznaczony- To znak, który zostaje wypalony w tobie na zewnątrz i w środku, który zmienia Cię na zawsze…”




Często grywamy w gry komputerowe. Dużą popularnością cieszą się tak zwane RPG, czyli gry fabularne, w których gracze wcielają się w role fikcyjnych postaci. Cała rozgrywka toczy się w fikcyjnym świecie, istniejącym tylko w wyobraźni grających. Jej celem jest na ogół rozegranie gry według planowanego scenariusza, wypełnienie wyznaczonych misji i osiągnięcie umownych celów. Jest to dobra forma rozrywki i pozwala na chwilowe wcielenie się w inną postać oraz zasmakowanie innego życia. Można przenieść się dosłownie wszędzie; do innej epoki, do dalekiego, dotąd nieosiąganego miejsca! Należy jednak pamiętać, że to jedynie fikcja... A co jeśli gra przestałaby być tylko grą? Jeśli zaabsorbowani rozgrywką nagle zauważylibyśmy, że świat wokół nas stał się realny, rzeczywisty?

Daniel jest zwykłym chłopakiem. Prowadzi spokojne życie, uczy się i ma cudowną dziewczynę imieniem Jodie. Dodatkowo jego wielką pasją jest gra RPG o nazwie Hyperversum. To hobby, namiętnie podziela z nim Ian, jego przybrany brat. Pewnego dnia spotykają z grupką przyjaciół, żeby rozpocząć rozgrywkę. Postanawiają przenieś się do XIII-wiecznej Francji, w której żyła tajemnicza dziewczyna imieniem Isabeau, i którą Ian bardzo chciałby poznać. Jednak po chwilowym pobycie w świecie fikcji, występuje awaria systemu, a młodzież zostaje uwięziona w średniowiecznej Europie. W żaden sposób nie mogą się z niej wydostać. Muszą przywyknąć do innego życia, nauczyć się porozumiewać z francuską ludnością i przede wszystkim przetrwać. Sprawy toczą się w ten sposób, że grupa się rozdziela; Donna i Carl idą w swoją stronę, natomiast Daniel, Ian, Jodie i Martin pozostają razem. Przyjaciele już pierwszego dnia zauważają, że miejscowa ludność dość nieprzychylnie patrzy na obcokrajowców; posługujących się innym językiem, brudnych i chodzących w podartych ubraniach. Zagubieni, w nieznanym mieście znajdują pomoc u ubogiej dziewczyny. Wskazuje im ona drogę do klasztoru, w którym mogliby znaleźć schronienie. Chwilę później, tą samą niepozorną służącą Ian ratuje z opresji przez co otrzymuje okrutną karę cielesną, którą z trudem wytrzymuje. A to tylko początek problemów czwórki kompanów. Z czasem poznają oni brutalne realia średniowiecza, ale także zakochują się i uczą wielu wspaniałych rzeczy.

Ogromnym plusem książki są dobrze skonstruowani bohaterowie. Są różnorodni, ciekawi i łatwo ich polubić. Moim faworytem z pewnością został Ian, który jest wspaniałym chłopakiem, oddanym przyjacielem, troskliwym, pełnym odwagi i honoru. Daniel również jest bardzo dobrym przyjacielem, choć z początku został trochę przyćmiony przez starszego brata. Wątki Jodie i Donny, czyli kobiet występujących w powieści, są mniej ważne, postaci przejawiają się przez książkę, ale nie odgrywają jakichś ważniejszych ról. Ciekawą dla mnie postacią jest Isabeau. Jest to przykład idealnej francuskiej księżniczki, która nie jest jednak rozpieszczona, ale wręcz przeciwnie, jest bardzo samodzielna i posiada umiejętności jakich pozazdrościłby jej niejeden mężczyzna.

Książka liczy sobie 700 stron z hakiem. Muszę przyznać, że z początku byłam przerażona tą objętością. Spodziewałam się nudnej historycznej książki, ale to było bardzo mylne pierwsze wrażenie! Autorka ma lekkie pióro, zgrabnie wprowadza nowe wątki, ani razu nie nudziłam się przy czytaniu. Powieść obfituje w liczne zwroty akcji i ciekawe opisy walk. Nie sądziłam, że książka historyczna może mi się tak bardzo spodobać! Oprawa graficzna jest również bardzo dobra. Piękna okładka i wspaniałe ilustracje z środku książki. Dodatkowo, powieść podzielona jest na cztery części, gdzie każda rozpoczyna się zdjęciem jednego z bohaterów, i którego miniatura występuje później na początku kolejnych rozdziałów. Pierwszy wyraz w nowym rozdziale rozpoczyna się dużym inicjałem co również jest niezwykle klimatycznym i miłym wprowadzeniem w powieść. Wracając do fabuły, sam pomysł na nią jest genialny, niepowtarzalny i nowatorski. Gra RPG, w której zostali uwięzieni bohaterowie. Gdyby Hyperversum istniało naprawdę, sama chętnie bym w nie zagrała i pewnie szybko bym się w nie wciągnęła, nie obawiając się konsekwencji.

Podsumowując, ,,Hyperversum” jest pozycją, obok której nie można przejść obojętnie. Mogę ją polecić praktycznie każdemu. Miłośnikom powieści historycznych, fantastyki, czy też innego nurtu literatury, którzy chcieliby poznać tego typu powieści. Jest to unikalna historia, która może wciągnąć czytelnika w każdym wieku i sądzę, że każdy będzie czytał tę powieść, tak jak ja, z zapartym tchem.


Na półkach: Przeczytane, Fantasy

W dzisiejszych czasach nauka rozwija się bardzo szybko. Przykładem tego mogą być coraz to nowe gadżety, których używamy. Komórki, pady, laptopy. A co z grami komputerowymi? Do czego może doprowadzić nas rozwój technologii? Przedstawił nam to Steven Lisberger w filmie ,,Tron” jak i włoska autorka Cecilia Randall w niesamowitej powieści ,,Hyperversum”.

Ostrzegali cię przed spędzaniem całego wolnego czasu w wirtualnym świecie gier komputerowych? Mieli rację… Wyobraź sobie komputerową grę RPG, która pozwala nie tylko śledzić losy bohaterów, ale wejść w ich skórę. Która zaciera granicę pomiędzy rzeczywistością a światem wirtualnym. Taka gra nazywa się Hyperversum. Daniel, Ian i Jodie przenoszą się d XIII-wiecznej Francji, żeby w świecie wirtualnym przeżyć największą przygodę swojego życia. w wyniku awarii systemu fikcja miesza się z rzeczywistością, a powrót do teraźniejszości staje się niemożliwy. Przed bohaterami pojawiają się nieoczekiwane wyzwania. Czy Ian uratuje ukochaną z przeszłości? Czy Daniel pokona strach i z chłopca stanie się mężczyzną? Czy Jodie odnajdzie się w roli średniowiecznej damy? Czy ich przyjaźń przetrwa próbę czasu i przestrzeni? Hyperversum. Daj się wciągnąć.

Nie sądziłam, że to nadejdzie tak szybko. Co mam na myśli? Konkurencję dla ,,Siewcy Wiatru” w kategorii najlepsza książka fantasy. A jednak. Książka Mai Lidii Kossakowskiej jest do pobicia, i na dobrą sprawę została w tyle. Kto, lub co jest sprawcą tego zamieszania? ,,Hyperversum”! Jak dla mnie najlepsza książka fantasy, i może najlepsza jaką kiedykolwiek czytałam. Ale co jest w niej takiego wspaniałego? Na oko wydaje się być nową książką z dziwną fabułą i nowatorskim pomysłem. Z tym się mogę zgodzić, ale zawiera ona w sobie magię nie do opisania.

Czytelnik chłonie każdą literę, każde słowo, każde zdanie, każdą stronę, każdy rozdział, a w końcu całą powieść nie zauważając upływu czasu. Ciężko jest to sobie wyobrazić, prawda? Mogłabym książkę zachwalać i zachwalać i zachwalać, ale pewnie byście zasnęli w pewnym momencie. Więc postaram się sprężyć J

Sam pomysł jest niepowtarzalny, unikatowy, nowatorski. Gra Hyperversum jest naprawdę interesująca i gdyby istniała, to bym od razu zaczęła grać. Ale co by się wydarzyło gdyby to mnie się przydarzyło to, co Ianowi, Danielowi i Jodie? Nie wiem. Pewnie bym nie przetrwała w średniowieczu. Jednakże oni znaleźli w sobie siłę i przeżyli. Nauczyli się także tego, że cała przyszłość jest zaplanowana, że wszystko się powtarza.

Cała książka jest wypełniona wiernymi opisami średniowiecza. Mogłam poznać sposób życia rycerzy, giermków, dam i właścicieli ziem. Autorka opisała wszystko w bardzo interesujący sposób, nie nudząc czytelnika. Znajdziemy tam także wątek oddania ukochanej lub władcy, przyjaźni, miłości, odwagi i nie ustraszenia.

Moim ulubionym bohaterem jest Ian. Może przez to, że mam sentyment do tego imienia (przykładem jest Ian z ,,Intruza”). Bynajmniej jest wspaniałym chłopakiem, oddanym ukochanej, odważnym, troszczącym się o przyjaciół. Chciałabym spotkać kogoś takiego w teraźniejszości. Daniel także jest wspaniały, można zazdrościć Jodie takiego chłopaka. Reszta bohaterów jest doskonale skonstruowana, i inni autorzy powinni się na nich wzorować.

Podsumowując, ,,Hyperversum” jest pozycją nie do przegapienia. Jeśli się zastanawiacie nad kupnem, nie wahajcie się ani chwili dużej. Powieść jest warta swojej ceny, jest także bardzo gruba, czego ciężko szukać pośród wysypu nowości. Ja jestem książką zachwycona i niecierpliwie oczekuję następnych części. Jednakże, ta recenzja w małym stopniu wyjaśnia ogrom powieści Cecili Randall. Po prostu przeczytajcie.

Więcej szczegółów o książce znajdziecie na www.hyperversum.pl

Egzemplarz recenzencki otrzymałam od Wydawnictwa Esprit, za co serdecznie dziękuję!:)