rozwińzwiń

Wyznania Nata Turnera

Okładka książki Wyznania Nata Turnera autora William Styron, 8385883002
Okładka książki Wyznania Nata Turnera
William Styron Wydawnictwo: Marabut literatura piękna
399 str. 6 godz. 39 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
The confessions of Nat Turner
Data wydania:
1993-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1972-12-12
Data 1. wydania:
1992-11-10
Liczba stron:
399
Czas czytania
6 godz. 39 min.
Język:
polski
ISBN:
8385883002
Tłumacz:
Bronisław Zieliński
Średnia ocen

7,3 7,3 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Wyznania Nata Turnera w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Wyznania Nata Turnera

Średnia ocen
7,3 / 10
64 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Wyznania Nata Turnera

avatar
543
543

Na półkach:

Genialna pod względem konstrukcyjnym i językowym. Pisarz stosuje ciekawe zabiegi narracyjne, przez co powieść jest tym bardziej pasjonująca. Jej osią są wydarzenia z początku XIX wieku, gdy doszło do pierwszego w historii powstania czarnych niewolników, powstania wiążącego się z przelewem krwi niewinnych ludzi, a jego przyczyną było dręczenie Murzynów. Tytułowy Nat Turner, rozczytany w Biblii, do serca bierze sobie jej słowa ((...) Starca, młodzieńca i pannę, i maluczkich wybijcie do szczętu (...)),co przyprawia o dreszcz grozy. Wyrafinowane słownictwo, jakim posługuje się w myślach Nat, staje w opozycji do prostego, a czasem prostackiego języka, którym mówi do białych panów. Nie brak tu też wulgaryzmów i realistycznie przedstawionych zachowań ludzkich, którym daleko do poetyckości.

Genialna pod względem konstrukcyjnym i językowym. Pisarz stosuje ciekawe zabiegi narracyjne, przez co powieść jest tym bardziej pasjonująca. Jej osią są wydarzenia z początku XIX wieku, gdy doszło do pierwszego w historii powstania czarnych niewolników, powstania wiążącego się z przelewem krwi niewinnych ludzi, a jego przyczyną było dręczenie Murzynów. Tytułowy Nat Turner,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
93
80

Na półkach:

Książka kilkadziesiąt lat temu zrobiła na mnie ogromne wrażenie, po latach też jest nieźle. Historia wciągająca, brutalna, a czasem przeplatana poetyckimi wizjami. Powstał na bazie tej samej historii kiepski film, który można sobie darować. Książki zdecydowanie nie, trochę zapomniana i niedoceniona pozycja.

Książka kilkadziesiąt lat temu zrobiła na mnie ogromne wrażenie, po latach też jest nieźle. Historia wciągająca, brutalna, a czasem przeplatana poetyckimi wizjami. Powstał na bazie tej samej historii kiepski film, który można sobie darować. Książki zdecydowanie nie, trochę zapomniana i niedoceniona pozycja.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
116
71

Na półkach: ,

Napisana pięknym językiem historia o jedynym powstaniu niewolników, jakie miało miejsce w 1831 roku w Wirginii. Książka przedstawia Nata Turnera, przywódcę tego powstania, który, w trochę pamiętnikarskiej formie, wspomina swoje życie. Utwór nie jest stricte powieścią historyczną, ponieważ autor pozwolił sobie na duża swobodę wyobraźni przy rekonstrukcji niniejszych wydarzeń. Książka opisuje relacje między właścicielami a ich niewolnikami, poglądy białych na niewolnictwo oraz obyczaje panujące na plantacjach z punktu widzenia Nata Turnera.

Napisana pięknym językiem historia o jedynym powstaniu niewolników, jakie miało miejsce w 1831 roku w Wirginii. Książka przedstawia Nata Turnera, przywódcę tego powstania, który, w trochę pamiętnikarskiej formie, wspomina swoje życie. Utwór nie jest stricte powieścią historyczną, ponieważ autor pozwolił sobie na duża swobodę wyobraźni przy rekonstrukcji niniejszych...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

271 użytkowników ma tytuł Wyznania Nata Turnera na półkach głównych
  • 181
  • 87
  • 3
61 użytkowników ma tytuł Wyznania Nata Turnera na półkach dodatkowych
  • 40
  • 5
  • 4
  • 3
  • 3
  • 3
  • 3

Tagi i tematy do książki Wyznania Nata Turnera

Inne książki autora

William Styron
William Styron
amerykański pisarz. Laureat Nagrody Pulitzera za Wyznania Nata Turnera w 1968. Światową sławę przyniósł pisarzowi opublikowany w 1979 Wybór Zofii, a także filmowa adaptacja książki, dokonana przez Alana Pakulę, z Meryl Streep w roli głównej (1982). Główną postacią książki i filmu jest Polka, była więźniarka Auschwitz (gdzie zginęły jej dzieci),która na emigracji wiąże się z opętanym żądzą zemsty amerykańskim Żydem.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Stary William Faulkner
Stary
William Faulkner
Układając sobie w głowie zarys niniejszej recenzji, na samym początku nasunęło mi się zasadnicze pytanie, które nie chce wyjść mi z głowy: czy ktoś jeszcze czytuje tego rodzaju książki? Czy ktokolwiek ma potrzebę sięgania po literaturę, która nie stroni od biblijnych alegorii, która za swoją czysto prozaiczną formą skrywa coś więcej aniżeli czysto hedonistyczną treść? Czy tak wyszukana i niełatwa w odbiorze stylistyka jest w stanie przyciągnąć dzisiejszego, zabieganego i mało wymagającego czytelnika? Znam odpowiedź, zacznę jednak od początku, od kolejnego pytania. Kim lub czym jest tytułowy Stary z książki Williama Faulknera? To określenie rzeki Missisipi, przedstawionej w swej najgorszej z możliwych postaci. Stary to wzburzona, mętna woda, wezbrane brzegi, to powódź wszech czasów, chaos i dezorientacja. Błoto i muł, koczujący na dachach i drzewach powodzianie i oni: ewakuowani więźniowie. Wśród nich wybrana dwójka: wysoki i chudy dwudziestokilkuletni chłopak bez imienia oraz niski i tłusty, również bezimienny mężczyzna. Przydzieleni zostają przez wojsko do specjalnego zadania: mają uratować ciężarną, uwięzioną na drzewie kobietę. Wysłani łodzią ruszają w niebezpieczną podróż, nie tylko w głąb zalanych terenów, ale przede wszystkim w głąb siebie. Rzuceni dosłownie i w przenośni na głęboką wodę mężczyźni muszą przeciwstawić się bezdusznemu żywiołowi. Puszczeni poniekąd wolno skazańcy, rozegrać muszą walkę z samym sobą, stawić czoło swoim pokusom i demonom, uświadomić sobie istotę honoru, zbrodni i kary jej wymierzonej. Stary to niewielka objętościowo książeczka (zaledwie 130 stron),swoimi ramami obejmuje jednak zaskakująco wiele. Pierwsze, co mnie ujęło, to potęga przyrody. Zjawiska atmosferyczne (jak przykładowo ulewa) zostały nakreślone niezwykle barwnie i obrazowo. Ich odbiór jest niemal organoleptyczny. Są to niezwykle zjawiskowe opisy, którymi wręcz się zachłysnęłam. Faulkner stworzył rzecz niezwykłą, przedstawił naturę niczym żywą istotę. To ona wiedzie w opowieści prym, jest jej główną bohaterką, siłą napędową akcji. Jej żywiołowość, nieprzewidywalność i agresja mają za zadanie jedno: wywołać w czytelniku niepokój. I to też ze mną zrobiły. Kolejny aspekt, na który należy zwrócić uwagę, a który jednocześnie mnie ujął, to konflikt psychologiczny puszczonego wolno więźnia. Mający uwolnić ciężarną kobietę skazaniec stoi przed wyborem: iluzorycznie ułatwionej (choć w obliczu szalejącego żywiołu nie jest to rzecz oczywista) ucieczki z więzienia a ratunkiem powodzianki i powrotem do celi. Czy postąpi mężnie i honorowo? Czy jego decyzja stanie się powodem zredukowania jego kary czy wręcz przeciwnie? I sprawa najistotniejsza – licznie rzucające się w oczy odwołania do Biblii: potop, Adam i Ewa, węże, czy grzech. A to wszystko jest tylko czubkiem góry lodowej niniejszej pozycji. William Faulkner to pisarz kompletny, nie pobłaża czytelnikowi, stawia mu poprzeczkę bardzo wysoko. Prócz wielowarstwowej fabuły, w Starym nie brak więc zagadnień egzystencjalnych, w pozycji doszukać możemy się również konfliktu tragicznego. Co więcej, całość napisana została w dosyć wyszukany sposób. Język, choć zrozumiały, do najprostszych nie należy. Wina leży po stronie składni zdań. Są wielokrotnie złożone, przez co czytelnikowi łatwo jest zgubić wątek. Jak widać, Stary to powieść wymagająca, której niepozorna wielkość jest odwrotnie proporcjonalna do jej merytorycznej zawartości. Jest to lektura wymagająca wnikliwości, skupienia i rachunku sumienia. Odpowiadając na zadane we wstępie pytanie, trzeba wziąć pod uwagę jeden, dosyć istotny aspekt: egzemplarz recenzowanej książki miał wylądować na śmietniku. Patrząc przez pryzmat mojej przytoczonej wyżej opinii, odpowiedź nasuwa się sama, do optymistycznych nie należy. Obawiam się, że książka nie przypadnie do gustu dzisiejszemu, przeciętnemu czytelnikowi, szczególnie jeśli szuka on w literaturze czystej, nieskalanej wysiłkiem umysłowym przyjemności czytania. Usatysfakcjonuje za to fanów naturalizmu i egzystencjalizmu, osoby lubiące szperać głęboko w tekście, dogrzebywać się do drugiego, głębszego dna. Mnie zmusiła do przyjrzenia się bliżej dorobkowi pisarskiemu Faulknera. Zdecydowanie polecam i na pewno do jego twórczości wrócę. Niebawem! www.bookiecik.pl
Dominika Rygiel - awatar Dominika Rygiel
ocenił na89 lat temu
Niewidzialny człowiek Ralph Ellison
Niewidzialny człowiek
Ralph Ellison
O tej książce można by napisać osobną książkę, co pewnie zresztą zostało już uczynione. Wzniosłe i błyskotliwe arcydzieło, pełne symboliki (czerń-biel, światło, imię, słowo),nie będące tylko powieścią o rasizmie, ale egzystencjalną przypowieścią o niewidzialności człowieka w społeczeństwie, które woli widzieć etykietki zamiast osób, o poszukiwaniu własnej indywidualności i tożsamości, notorycznie i z uporem odmawianej. Główny bohater – czarnoskóry młody mężczyzna bez imienia – jest stale redukowany do roli przedstawiciela jakiejś zbiorowości. Nieważne, czy jest studentem, robotnikiem czy aktywistą – wszędzie próbuje się go zaszufladkować, by pasował do jakiejś narracji, nie pozwala się mu być po prostu sobą. I co gorsza robią to nie tylko biali, ale również inni przedstawiciele tej samej co on rasy. Powieść pełna jest biblijnej stylistyki, kafkowskiego absurdu i gorzkiej ironii. Każda część tej książki pyta o sens bycia sobą w świecie pełnym fałszu. Poruszający jest wątek Trueblooda – ukazujący, jak biali darczyńcy nagradzają czarnego mężczyznę za potwierdzanie ich najgorszych stereotypów. Tak samo obraz Bractwa – ideologicznej maszynerii, która używa narratora jak pionka, a potem bezceremonialnie go porzuca. To książka o poszukiwaniu tożsamości, o godności i o tym, że niekiedy trzeba zejść do podziemia, dosłownie i metaforycznie, by wreszcie stać się sobą.
mamaracucha - awatar mamaracucha
oceniła na1011 miesięcy temu
Wiwisekcja Patrick White
Wiwisekcja
Patrick White
Dobre, ale trochę niedobre: to przykład takiej powieści. Czyta się dobrze, zaczyna się bardzo dobrze i tak do połowy uznawałem ją za bardzo dobra, choć bez żadnej oryginalności w narracji czy fabule. Potem powieść moim zdaniem grzęźnie. Nadal czyta się dobrze, ale fabularnie jest mniej interesująca. Gdzieś koło 75% treści straciłem większość zapału do czytania, ale przeczytałem do końca. Fabularnie (spojler, uwaga),to czas gdy stary bohater zakochuje się w 13-14 latce i z nią śpi, a potem latami o niej myśli i ma o nią ból dupy. Nie mam nic przeciw takim wątkom, np. Lolitę uważam za wybitną, ale w tej powieści jest to drętwe, nudne, miałkie, czy jakie tam. W ogóle żałuję, że straciłem kilkanaście godzin na tą powieść. Postać niezrozumiałego cierpiącego artysty okazuje się nudna, podobnie wątki poboczne. Niby wszystko jest napisane dobrze, poprawnie, ale powieść traci szansę na zaskoczenie czytelnika, na powiedzeniu dużo więcej. Mamy za to długą treść bez niespodzianki w formie, treści, rozwoju akcji itd. W zasadzie wolę powieści nawet wyraźnie gorsze, które jednak nas zaskoczą niż takie całkowicie poprawne i dobre, które nie wychodzą w niczym dalej, więcej, nic nie ryzykują, tylko grzeją to samo przez kilkanaście godzin czytania. Jeśli ta powieść jest dla autora charakterystyczna, nie wrócę do niego. 6/10 mimo początkowej połowy 8/10. Postać Rhody oczywiście fajna.
Dzierzba - awatar Dzierzba
oceniła na65 miesięcy temu
Manhattan Transfer John Dos Passos
Manhattan Transfer
John Dos Passos
„Manhattan Transfer” to książka, którą albo się polubi, bez trudu dając się porwać poszarpanej narracji i mnogości wątków oraz bohaterów, albo taka, którą odrzuci się z ulgą po przeczytaniu ostatniej strony. Sam zaliczam się raczej do tej drugiej grupy – Dos Passos zmęczył mnie okrutnie, z trudem sklecam teraz te linijki, by oddać swoje wrażenia. Sięgnąłem po „Manhattan” jako książkę o mieście. I początkowo trafiłem na znany literacko schemat opowieści jak w „Billy Bathgate” czy fenomenalnej powieści „Ragtime” (obie autorstwa Edgara Laurence’a Doctorowa) – jedyny w swoim rodzaju klimat Nowego Yorku z lat dwudziestych, szemrane interesy, prohibicja, muzyka, spelunki, szerokie ulice i świat mieszkańców szalonego, wciąż rosnącego, puchnącego miasta. I gdyby całość była spójna, sadzę, że mielibyśmy do czynienia z dziełem porównywalnym z książkami Doctorowa, tymczasem Dos Passos przedłożył formalno-literacki eksperyment nad fabułę i tak kompozycja zabiła opowieść. Trudno mi nawet powiedzieć, kogo można zaliczyć do głównych bohaterów powieści – wielu pojawia na chwilę, na stronę, dwie, ich wątki urywają się, by wyskoczyć znienacka w innym czasie i miejscu, co sprawia, że trudno za nimi podążać i przejmować się ich losami (a los doświadcza ich na wszelkie możliwe sposoby). Miasto jako jedyne pozostaje na pierwszym planie, a jednocześnie wciąż faluje zmianami i jest niestałe w uczuciach. Trochę to tak, jakbyśmy lecieli dwupłatowcem i przyglądali się mieszkańcom z wysoka: co zobaczymy, to nasze, reszta to migawka, rzut oka, jedno spojrzenie. Wypełnione dźwiękami miasto-potwór, a gdzieś pośrodku jego zgiełku mrowią się bohaterowie – aktorka, dziennikarz, adwokat oraz ich kochanki, kochankowie, wciąż zmieniający się tak samo jak szybko zmienia się metropolia, w której przyszło im żyć. I gdyby tak patrzeć na powieść, być może odebrałbym ją inaczej (musi istnieć trop, który prowadzi od punktu A do Z). Tu wszystko co powinno być constans, zostało pocięte, poprzerywane. Nie wynika to jednak z nadmiaru tematów (Dos Passos miejski nastrój oddaje wyśmienicie),lecz przyjętej formy pędzących przez kolejne stacje wagoników metra. Dla mnie za szybko. Ktoś powie, że to powieść modernistyczna i że wybrzydzam. Może mieć rację (naprawdę nie znoszę książkowych klasyfikacji!) i choć lubię literackie eksperymenta, ten okazał się dla mnie niewybuchem, mimo że „Manhattan transfer” to klasyka literatury.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na63 dni temu
Pomocnik Bernard Malamud
Pomocnik
Bernard Malamud
Brooklyn, Nowy Jork, lata 50. XX wieku. Przenosimy się w czasie i przestrzeni do nowojorskiej dzielnicy biedoty, do podupadającego sklepu spożywczego prowadzonego przez żydowskich imigrantów z Rosji, w wietrzny listopadowy ranek wciągamy do sklepu ciężkie skrzynki z mlekiem, przesypujemy bułki z torby do drucianego kosza, sprzedajemy jedną z nich za trzy centy siwowłosej Polce, zapalamy grzejnik gazowy, parzymy kawę w sczerniałym emaliowanym garnku, liczymy skromne dochody, zastanawiamy się, gdzie podziała się nasza młodość, dlaczego zmarnowaliśmy życie i jak przetrwać do pierwszego, czekamy na klienta, choć nie nadchodzi i uśmiechamy się ponuro przeglądając żydowską gazetę, jednym słowem, dzielimy troski i aspiracje bohaterów powieści. „Tyle się spodziewał po Ameryce, a dostał tak mało.” Jest w tej książce sporo biedy, cierpienia i trosk, ale niewątpliwie jest to powieść wysokiej duchowej urody, dodająca otuchy moralnej, a do tego czyta się świetnie, dlatego cenię, szanuję, uważam, admiruję i wysoko stawiam, Bernard Malamud, amerykański pisarz pochodzenia żydowskiego, wychowany na Brooklinie w rodzinie imigrantów z Rosji, wierzy, podobnie, jak Dostojewski, że szansę na odkupienie win ma największy nawet grzesznik i ta wiara jest w tym utworze czytelna, jest „zbrodnia”, jest „kara” i jest „nadzieja na odkupienie win”, jest także napięcie pomiędzy światem duchowym a materialnym, tak charakterystyczne dla najważniejszych dzieł Marca Chagalla oraz mnóstwo refleksji o tym, jak trudno jest zmienić kierunek życia. Powieść spodoba się czytelnikom czułego i niepomnego uraz serca. Książka wydana w roku 1957. „- Moja mama pyta - powiedziała prędko - czy pan mógłby jej dać na kredyt do jutra funt masła, bochenek żytniego chleba i małą butelkę octu jabłkowego. Kupiec znał matkę. - Nie będzie więcej kredytu. Dziewczynka wybuchnęła płaczem. Morris dał jej ćwierć funta masła, chleb i ocet. Odnalazł na podniszczonym kontuarze, obok kasy, pokreślone ołówkiem miejsce i dopisał liczbę pod pozycją „Pijaczka”. Suma ogólna wyniosła teraz dwa dolary i trzy centy, których nie miał nadziei nigdy zobaczyć. Ale Ida zrzędziłaby, gdyby zauważyła nową kwotę, więc zmniejszył sumę do jednego dolara i sześćdziesięciu jeden centów. Jego spokój - ta odrobina spokoju, jaką miał - wart był czterdzieści dwa centy.” Przewrotnie rzecz ujmując, można zaryzykować stwierdzenie, że jest to powieść również o tym, że z wiekiem spada zapotrzebowanie na zysk, a rośnie na święty spokój. ; )
Jeanne - awatar Jeanne
ocenił na81 rok temu
Dzikie palmy William Faulkner
Dzikie palmy
William Faulkner
Taka trochę hybrydowa książka. Składa się z dwóch równolegle prowadzonych nowel. Pierwszej, ,,Dzikie palmy” o kochankach. Drugiej, dużo gorszej, ,,Stary” o więźniu. Tak szczerze, to sięgnąłem tylko dlatego, że czytał ją bohater filmu ,,Perfect days” Wima Wendersa, na którym byłem w kinie. Pomyślałem, że może było w tym jakieś ,,drugie dno”. Nawiązując do kochanków, lektura traktuje o mężatce (toksycznej moim zdaniem),która robi sobie przerwę od męża i małoletnich córek na młodego, niedoświadczonego (trochę bez charakteru) lekarza. Moim zdaniem, historia ta zaczyna się bardzo płasko. Nie oceniam bohaterów, nie oceniam logiki, bo uczucia i romanse logiczne nie są. Historie, gdzie wszyscy pukają się matce po głowie, a ona przekornie zostawia rodzinę dla jakiegoś, prawie nieznanego, mężczyzny - zdarzają się. Bo ,,się zakochała”, bo ,,jutra nie ma”, bo ,,ona chce żyć” i inne pseudo mądrości na krótki dystans. Zgodzimy się wszyscy, że one (te historie) rozgrywają się na EMOCJACH. I początku tego uczucia autor nam po prostu nie pokazał. Schadzka wypada blado, decyzja o opuszczeniu rodziny jest z kapelusza. Akcja ,,Dzikich palm" rozkręca się w podróży. Para Wpada na ,,świetny” pomysł, że jak będą zmieniać miejsca zamieszkania, to nie dopadnie ich rutyna…. I tu książka porusza. Nieraz chciałem potrząsnąć bohaterem i wykrzyczeć mu ,,Człowieku, zwariowałeś? Nic dobrego z tego nie będzie! Nie widzisz jak ona się do Ciebie odnosi? Wracaj do szpitala!”. Książka pięknie ukazuje obraz USA z czasów Roosevelta (1938 r.). Nowy Orlean, wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, Chicago, dzikie wybrzeże jeziora Michigan, kopalnie w Utah (polskie wątki). Foulkner wykazał się dużą mądrością życiową, ukazując, bez ocen, tragizm, związku opartego wyłącznie na emocjach, w kontrze do prozy życia. Przyznam jednak, że lektura wypada blado (zwłaszcza przez początek) przy ,,Annie Kareninie” Tołstoja, która ma dość podobny ,,szkielet” fabuły. Książka zasługuje na ocenę 7/10, ale obniżam, bo lektura ,,Starego”, drugiej nowelki nie porywa. Jest chaotyczna, nudna i tak szczerze to zmęczyła mnie na tyle, że jej nie dokończyłem. Za bardzo byłem ciekawy ,,Dzikich palm”.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na64 miesiące temu
Wóz ognisty Patrick White
Wóz ognisty
Patrick White
Kto jedzie wozem ognistym i czy ktoś się tego dowie? Wieczór był ciepły, bezwietrzny. Liście odpoczywały przytulone do siebie. Panna Hare - dziwaczka, spadkobierczyni podupadłej fortuny, której symbolem dom z kamienia i złota nazwany przez ojca ponurego ekscentryka Xanadu, w którego salonie nie sposób było niemal rozróżnić, gdzie kończy się szkło a zaczyna światło, teraz rudera, pełna ptasich gniazd i kwitnących gałązek - powracała o zmierzchu do domu ulubioną ścieżką jej tylko znaną, tak zarośniętą, że trzeba się było czołgać jak w tunelu, po aksamicie zbutwiałych liści, w oddechu ziemi, zapachu grzybów i kiełkujących roślin. Powiadali też, że raz wprost na kolana Panny Hare spadło pisklę, trzymała je przy piersi pod bluzką i karmiła ustami jego dziobek, a pisklę wyrosło na gołębia, który odleciał, lecz często wracał by ją odwiedzać. A gwiazdy spływały ku jej wyciągniętym rękom. Potężne zady koni czekały ogonami omiatając wieczne przestworze. Koła wozu były z kutego złota, mocno osadzone na osiach jak należało się spodziewać. A był to jeden z najpogodniejszych dni wiosny odkąd pojawiła się świeża trawa. Zdawało się, że pod trawą tętni życie świata. I z ciała trawy sączyło się zielonkawe światło przymglone żółtym oparem. I rosła tam w dzikim sadzie śliwa, największa chyba na świecie. Zbita masa bieli śmiało współzawodniczyła z zielenią trawy i podkreślała błękit nieba. I powróciło słońce i zapanowało nad światem, zatknąwszy roziskrzoną chorągiew w koronie drzewa. Tam poznała Himmelfarba, starego Żyda, doktora literatury angielskiej w przedwojennych Niemczech. Wysłany przez żonę do księgarni po książkę kucharską natrafił na pisma hebrajskie, zwoje uszkodzonych pergaminów, dzieła kabalistyczne z pewnego księgozbioru w Pradze. Odtąd zasiadał samotnie wieczorami w pokoju nad starymi księgami. Czytał, rysował, obracał w palcach rozmaite przedmioty albo nasłuchiwał głosu ciszy. To co narysował to był Wóz, choć sam nie był do końca pewien co przedstawia, tak wiele widział jego postaci, a wszystkie bogate w mnóstwo ukrytych znaczeń. Tron Boga, wóz ze złota, chalcedonu i jaspisu, wóz Odkupienia, niejasny, intrygujący szczególny. I twarze w wozie niedostrzegalne nawet mgliście. Potem nastąpiła wiadoma Gehenna. Pewnego wieczoru opuściwszy kryjówkę, gotowy na wszystko szedł przez miasto podczas nalotu. Zerwał się wiatr rozwiewając poły jego palta i szarpiąc rondem kapelusza. Wtem usłyszał terkot zbliżających się kół. Teraz koła już muskały czarną łupinę miasta, konie rżały głośno, cwałując przez jadowitą zieleń nieba. Konie wyciągały błoniaste szyje, nozdrza ich lśniły mosiądzem w blasku ognia. A Żyd oszołomiony, szedł pod kołami wozu nietknięty. W Australii najął się w fabryce rowerowych latarek, bo proste czynności wykonywane codziennie są najpewniejszą obroną przed złem. Popołudnie rozszerzyło granice nieba. Niespodziewanie przez trawę nadszedł ktoś i stanął za nim. Obejrzał się i zobaczył kobietę. Nie od razu przerwał ciszę, jakby z szacunku dla jej godności. Pani Godbold, miejscowa praczka, matka sześciu córek, żona potwora. W młodości w Anglii pewnego dnia wstąpiła z młodszym rodzeństwem do Katedry. Otoczył ich w krąg olbrzymi las, kamienne konary sklepiały się ponad ich głowami na firmamencie z błękitu i czerwieni, a spod niego spływało przesiane, przyćmione światło, czy też muzyka. Organy wciąż grały, łączyły akordy w jednolite błyszczące rusztowanie dźwięków. Złociste drabiny wciąż rosły i rosły jak gdyby miały dosięgnąć okna płonącego domu. Nie było jednak pożaru tylko błogi spokój wznoszący się falą coraz wyżej, a dziewczyna wspinała się po niebiańskim rusztowaniu i dodawała coraz to nowe drabiny, żeby dotrzeć dalej wzwyż. Zabrakło jej odwagi pod samym szczytem. Przez mgnienie oka kołysała się w chmurze niepewności, podtrzymywana nieskończenie łagodnymi palcami. Później już w Australii na służbie, stawała w drzwiach frontowych jak gdyby wyglądała na wiejską drogę, na ganku pod drzewem magnoliowym, a kiedy szczegóły jej postaci i stroju od skrzydeł wykrochmalonego czepeczka aż po czubki białych pantofli, zacierały się w mroku, można by pomyśleć, że to jakaś odmiana ćmy, czy też opiekuńczy duch spoczywa na magnolii i za chwilę uleci z wielkim trzepotem skrzydeł. Pani Godbold lubiła śpiewać przy prasowaniu w swoim baraku, dookoła niej wianuszek dzieci: Patrz Zwycięzca tryumf święci, uczcij go w królewskiej chwale, Wóz ognisty ku niebiosom po chmur toczy się powale. Była najłagodniejsza wieczorna pora, światło zasypywało podłogi złocistymi sztyletami. W fabryce latarek rowerowych Himmelfarb poznał tubylca, Alfa Dubbo - leniwy drań jak twierdzili wszyscy. Żyd nawiązał z nim przedziwną nie-znajomość. Ilekroć mijali się, balsam kojący maścił ich rany. Alf wychował się nad rzeką, przygarnięty przez wielebnego Calderona i jego owdowiałą siostrę. Kochał rzekę, rankiem siedział pod drzewem przez ten krótki czas gdy słońce łudzi złotem, zbierał tam kamienie. Popołudniami tonął w oceanie trawy i wydawał swe ciało na łup olbrzymiej soczewce nieba. O zmroku pomarańczowe zgrubienia na wielkich bambusach odcinały się jaskrawiej, a błyszczące liście drzew zdawały się ociekać głębszą zielenią. Mgła opadała płatami a ciemna rzeka przecinała wieczór lśniącym ostrzem. Nie rozumiał nauk pastora jakby ten sobie życzył, pokochał malarstwo przez jego siostrę By otrzymać farby olejne, które ujrzał w starej skrzynce pewnego dnia w pokoju Pani Pask, skłamał, że pragnie namalować Chrystusa. Kolory na starych deskach dziko buchały. Ogień i światło to ruch. I Kolory. Tułał się później od miasta do miasta z kuferkiem wypełnionym farbami i starymi deseczkami. I czytał biblię i książki o sztuce i namalował Płonący Piec i naszkicował Wóz: I widziałem, a oto wiatr gwałtowny nadciągnął od północy i obłok wielki, i ogień skłębiony, a jasność wokół niego, a spośród niego wyglądał jakby mosiądz, to jest spośród ognia. A w środku niego podobieństwo czterech zwierząt, a ta postać ich: podobieństwo człowieka w nich. Cztery oblicza u każdego i cztery skrzydła u każdego, dwa skrzydła każdego łączyły się, a dwa skrzydła zakrywały ciała ich. A gdy chodziły zwierzęta, chodziły również i koła obok nich, a gdy się podnosiły zwierzęta, podnosiły też się i koła. A podobieństwo sklepienia było nad głowami zwierząt jak wygląd kryształu strasznego i rozciągniętego nad głowami ich w górze. Dzień się już chylił ku wieczorowi. We wnętrzu brokatowego namiotu śliwy, cienie leżały jak zwinięte w kłębek ociężałe zwierzęta. Potęgujący się ruch i śpiew wiatru odświeżał wiotkie zasłony gałęzi, przeciskał się wśród dusznych gąszczów, obmywając powierzchnię liści i wreszcie głaszcząc twarze dwojga rozbitków usadowionych u korzeni drzewa. W każdym pokoleniu jak mówią u nas - rzekł Himmelfarb - jest trzydziestu sześciu ukrytych cadyków, którzy chodzą po świecie nie rozpoznani, leczą, wyjaśniają prawdę i spełniają dobre uczynki. Z wolna rumieniec wpłynął na policzki panny Hare - mówią też, że twórcze światło Boga napełniło cadyków, że to oni są jego Wozem.
Yulquen - awatar Yulquen
ocenił na1011 miesięcy temu
Prawdziwa historia Neda Kelly'ego Peter Carey
Prawdziwa historia Neda Kelly'ego
Peter Carey
Cyt.: „Jak biedota płaci daninę człowiekowi buszu tak człowiek buszu płaci daninę biedocie.” Peter Carey, „Prawdziwa historia Neda Kelly’ego” Peter Carey to jeden z niewielu autorów, którym udało się zdobyć dwukrotnie nagrodę Bookera, przyznawaną od 1969 roku za najlepszą powieść anglojęzyczną. Dołączył do takich twórców jak J.G. Farrell, J.M. Coetze, Hilary Mantel czy Margaret Atwood. Powieść „Prawdziwa historia Neda Kelly’ego” otrzymała Bookera w roku 2001 i była to już druga nagroda, którą przyznano australijskiemu autorowi. Pierwszą otrzymał w 1988 roku za powieść „Oskar i Lucynda”. To kolejna powieść, w której Peter Carey wraca do kolonialnej przeszłości Australii. Bohater powieści Ned Kelly to postać autentyczna. Syn irlandzkiego złodzieja skazanego na pobyt w australijskiej koloni karnej, koniokrad i złodziej, marzyciel i buntownik, w drugiej połowie XIX wieku stanął do nierównej walki z opresyjnym systemem. Robin Hood albo Rob Roy z australijskiego buszu, wróg publiczny nr 1 południowo-wschodniej Australii. Autor stworzył dość zaskakującą konwencję literacką. Odtworzył niemal całe, dość krótkie życie Neda Kelly’ego, umiejącego w prawdzie czytać i pisać, ale w stopniu zaledwie umiarkowanym, w formie jego rzekomych pamiętników i zapisków. Stawia to przed czytelnikiem spore wyzwanie, bo autor, by nadać wiarygodności zapiskom odrzuca całkowicie interpunkcję. Świadomy zabieg mający sprawić, by „prawdziwa historia” była prawdziwą historią. Australijska legenda. Znakomita historia o człowieku kochanym przez prostych ludzi a znienawidzonym przez wielkich właścicieli ziemskich, bankierów i policjantów. Bohater czy bandyta? Historia życia Neda Kelly’ego była także inspiracją dla twórców filmowych. W rolę Neda Kelly’ego wcielali się Mick Jagger, Heth Ledger czy Georg McKay w ostatniej, obsypanej nagrodami ekranizacji z 2019 roku.
Sławek - awatar Sławek
ocenił na73 lata temu
Posłaniec L.P. Hartley
Posłaniec
L.P. Hartley
Posłaniec jest najbardziej znaną powieścią brytyjskiego autora i publicysty, Leslie Poles’a Hartley’a (1895 – 1972). Powieść została opublikowana w 1953 roku. Moje wydanie pochodzi z 1992 roku. Dwunastoletni Leo Colston spędza wakacje u kolegi ze szkoły. Kanikuła 1900 roku. Czas żniw i słodkiego lenistwa. Schyłek ery wiktoriańskiej. Olbrzymia posiadłość w Norfolk gości wiele osób z socjety, a kulminacją wakacyjnych spotkań ma być bal, na którym ogłoszone zostaną zaręczyny Marian Maudsley z lordem Triminghamem. Piękna Marian jest siostrą Marcusa, kolegi Leo. To początek dziwnej historii, w której interes dorosłych przedkładany jest nad odczucia dzieci. Marian i ubogi farmer, Ted Burgess nakłaniają Leo (najpierw prośbą, później szantażem emocjonalnym) do przesyłania wiadomości. Chłopiec czuje się coraz bardziej przypierany do muru, stając się zabawką w rękach dorosłych. Od razu po przeczytaniu obejrzałam (po raz kolejny po wielu latach) doskonały film z 1971 roku w reżyserii Josepha Loseya z Julie Christie i Alanem Batesem. Możecie kojarzyć, że ta sama para grała cztery lata wcześniej w ekranizacji Z dala od zgiełku. Dziecięce niewinne uczucia przeciwstawione są kłamstwom i nieszczerości świata dorosłych. Miłość poświęcona w imię statusu i pełnej kiesy. Gdyby historia Marian i Teda rozgrywała się w późniejszych czasach, ich miłość, być może przetrwałaby. Piękna książka, o której będę długo myślała i roztrząsała jej niuanse. Proza Hartleya z mroźnego Śląska przeniosła mnie do upalnego lata końca XIX wieku. Czułam na skórze słońce, słyszałam świerszcze, uczestniczyłam w meczu krykieta i strzelałam urodzinowymi petardami. I wiem, że wrócę tam znów. Będę przeżywała to, co bohaterowie, chociaż pewnie za każdym razem odrobinę inaczej.
Molly_Whelan - awatar Molly_Whelan
ocenił na92 miesiące temu

Cytaty z książki Wyznania Nata Turnera

Więcej
William Styron Wyznania Nata Turnera Zobacz więcej
Więcej