Pod wulkanem

Okładka książki Pod wulkanem
Malcolm Lowry Wydawnictwo: Rebis Seria: Kolekcja 70 lat Empik literatura piękna
403 str. 6 godz. 43 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Kolekcja 70 lat Empik
Tytuł oryginału:
Under The Volcano
Wydawnictwo:
Rebis
Data wydania:
2018-10-09
Data 1. wyd. pol.:
1963-01-01
Liczba stron:
403
Czas czytania
6 godz. 43 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380624283
Tłumacz:
Krystyna Tarnowska
Tagi:
alkoholizm ostatni dzień życia
Inne
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki 100 wierszy wypisanych z języka angielskiego Simon Armitage, Leonard Cohen, Lavinia Greenlaw, Seamus Heaney, Jackie Kay, Philip Larkin, Malcolm Lowry, Paula Meehan, Nuala NÍ Dhomhnaill, Brian Patten, Craig Raine, Christopher Reid, Charles Simic, Raymond Souster, Derek Walcott, praca zbiorowa
Ocena 7,3
100 wierszy wy... Simon Armitage, Leo...
Okładka książki Literatura na świecie nr 4-5/2000 (345-346) Ciarán Carson, Nadine Gordimer, Malcolm Lowry, John McGahern, Glenn Patterson
Ocena 0,0
Literatura na ... Ciarán Carson, Nadi...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,5 / 10
325 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
4600
589

Na półkach: ,

Kiedyś będąc dość młodą osobą spędzałam prawie każde wakacje u rodziny na wsi, gdzie miałam do czynienia z osobą, która miała dość poważny problem z alkoholem. Była to bardzo bliska mi osoba, która kiedy nie piła, roztaczała wokół siebie taką niesamowitą, niemalże nieziemską aurę.

Potrafiliśmy gadać godzinami na przeróżne tematy, gdyż człowiek ten pomimo braku jakiegoś większego wykształcenia i obycia w świecie, nie posiadając telewizora, (internet jeszcze wtedy nie istniał)miał niesamowitą wiedzę i lubił się nią dzielić z innymi. Wiedza ta pochodziła głównie z przeczytanych przez niego książek, które pochłaniał (w chwilach trzeźwości) niemalże na tony oraz z własnych obserwacji przyrody, ludzi i otaczającego go świata.

Przyznam szczerze, że w swoim życiu, a bywałam trochę to tu, to tam, chyba na palcach jednej ręki mogę wymienić osoby o takiej inteligencji, niesamowitej pasji, chęci i umiejętności jej przekazywania. Coś niesamowitego! Bardzo trudno jest mi oddać swoje odczucia z tamtego okresu. Tak czy inaczej, bardzo wiele wyniosłam z naszej relacji, miłość do historii i książek, to na pewno, ale też wiele innych kwestii, takich może bardziej już prozaicznych, związanych z życiem codziennym.

Niestety, alkohol niszczył wszystko co najlepsze w tej osobie, czego absolutnie nie tłumaczę i nie chcę. Natomiast mogę powiedzieć, że byłam świadkiem jak człowiek potrafi stoczyć się na dno i nic, ani nikt nie jest w stanie takiej osobie pomóc. To naprawdę straszne i przerażające, co nałóg, wywołany w sumie na własne życzenie robi z człowiekiem.

Może taki trochę przydługi ten mój wstęp, ale z drugiej strony dość mocno nawiązujący do fabuły książki Malcolma Lowry`ego, która nie jest tylko o alkoholizmie. Powieść trudna, momentami dość męcząca i wkurzająca, ale chyba jednak można po nią sięgnąć, aby wyrobić sobie własne zdanie. Zawiera ona w sobie to przysłowiowe ukryte (za wizjami alkoholowymi, czy przemyśleniami bohatera) drugie dno ukazujące piękno przyrody, kultury i tradycji Meksyku (który notabene chciałabym kiedyś odwiedzić:))).

Mamy tu dramat człowieka walczącego z własnymi demonami, słabościami i ograniczeniami. Alkoholik nie jest równy alkoholikowi, co nie tłumaczy jego wyboru takiego, a nie innego. Nie każdy jednak ma na tyle siły i odwagi, żeby chwycić się za bary z życiem i to też należy zrozumieć zanim zacznie się kogoś oceniać.

Polecam

Kiedyś będąc dość młodą osobą spędzałam prawie każde wakacje u rodziny na wsi, gdzie miałam do czynienia z osobą, która miała dość poważny problem z alkoholem. Była to bardzo bliska mi osoba, która kiedy nie piła, roztaczała wokół siebie taką niesamowitą, niemalże nieziemską aurę.

Potrafiliśmy gadać godzinami na przeróżne tematy, gdyż człowiek ten pomimo braku jakiegoś...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

156
avatar
121
27

Na półkach:

Trudna książka zarówno w przekazie jak i w czytaniu, lecz gdy już dotrze się do jej krwioobiegu, pokazuje swoją moc przejmująco smutnego i pogodzonego ze światem alkoholika.

Trudna książka zarówno w przekazie jak i w czytaniu, lecz gdy już dotrze się do jej krwioobiegu, pokazuje swoją moc przejmująco smutnego i pogodzonego ze światem alkoholika.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

1
avatar
640
593

Na półkach: ,

Straszna musi być droga na samo dno, powykręcana od alkoholowych zwidów, łyk za łykiem zapadająca się w nicość. Tym bardziej dziwią mnie próby wyzwolenia z ziemskiego piekła tylko po to, żeby przejść do metafizycznego inferna. Po co tracić czas na chodzenie skąpanymi w surrealistycznej czerwieni ulicami, skoro i tak wszystkie odczucia można otumanić meskalem. Wyrażona halucynacjami nierzeczywistość tej powieści, aż prosi się o ponowne ulepienie znajomych kształtów. Wirujący obłąkany świat zapada się pod swoim własnym ciężarem i gniecie, ach jak zgniata każdego, kto tylko spróbuje przetłumaczyć "Pod wulkanem" na sobie znany język. Żeby stworzyć mieszankę dziwnej tęsknoty za miłością i młodością, Malcolm Lowry musiał zaprząc do pracy wszystkie siły, odpowiedzialne za wydestylowanie jak największego smutku. Sami oceńcie, czy udało mu się osiągnąć chaos, w którym występuje jeszcze możliwość zebrania czegoś wartościowego.

Zostałem wydany na pastwę rozdygotanych jak w delirium prekolumbijskich wierzeń, których centralną postacią stały się drzemiące wulkany Meksyku. Poruszające się po dziwacznej orbicie szaleństwa, te stożkowate twory stwarzają wrażenie głównych bohaterów Lowry'ego. I nic nie jest stanie zmienić mojego nastawienia, według którego to one kształtują klimat powieści angielskiego pisarza. Pomimo tego że wciąż drzemią, to emocje pod nimi i tak wybuchają. Jednak w ostrym meksykańskim słońcu mój czytelniczy wzrok mógł płatać niezłe figle, wobec tego z rezerwą podchodzę do opowieści o wypitym alkoholu i towarzyszącym mu obłędzie. Każde moje spojrzenie i tak mimowolnie będzie się kierować w stronę barowych sal, pełnych kładącego się cieniem na każdej duszy absurdu.

W walce o zachowanie świadomości nie ma wygranych. Każda słabość może się stać szaleństwem i popsuć szyki osobom chętnym do stanięcia w te psychologiczne szranki. Ostatni dzień, na tyle mogą sobie pozwolić wszyscy, którzy poszukując końca świata odnajdują go w brudnych knajpach. To samo się tyczy Konsula i jego ukrytej w butelce samotności. Alienacji wypijanej w hałasie lub ciszy, w malignie lub rozmyślnie. Jego sumienie i tak wychynie z naczynia będącego rezerwuarem tego upojenia. Konsul posiada duszę, będącą złym duchem tej powieści. Strzeżcie się jego samego i towarzyszącej mu tequili, bo w zasadzie to on właśnie tak bardzo ukochał swoje piekło, że gotów jest do niego zabrać każdego nieświadomego zagrożenia czytelnika. Ja nie dałem się wciągnąć do tej ogólnej katastrofy, może dlatego, że nazbyt realnie potraktowałem desperackie libacje i oddzieliłem cierpienie fizyczne od choroby duszy.

A jednak warto pójść tą drogą tylko dlatego, aby potknąć się na jednym z niezliczonych zakrętów Lowry'ego, żeby dojść na sam szczyt wulkanu i spojrzeć w dół, tam gdzie kłębią się wszystkie nasze ziemskie strachy. Wiraże i miraże, przebijanie kolejnych stanów świadomości i łamanie głowy nad hiszpańskimi zwrotami, których pełno w tej książce. I to nielitościwie konsekwentne odsłanianie intymności meksykańskiej przyrody, błądzenie wąskimi uliczkami pełnymi architektury, przeznaczonej dla chciwych nowości europejskich oczu. Pod wulkanem nie ma miejsca dla twardej rzeczywistości, ale czego możemy chcieć od momentu sądu ostatecznego. Chyba tylko wyrażonej w jakimś drżącym oczekiwaniu na fiestę abstrakcji. Czy czytając Malcolma Lowry'ego nudziłem się? Nie. Można powiedzieć, że bardziej poszukiwałem antidotum na wszędobylskie halucynacje. Nie znalazłem go na wszystkich kartach tej książki. Jednak w tych miejscach, gdzie odkryłem wybawienie od przywidzeń, czas płynął w cenionym przeze mnie oderwaniu od realiów współczesnego życia.

Straszna musi być droga na samo dno, powykręcana od alkoholowych zwidów, łyk za łykiem zapadająca się w nicość. Tym bardziej dziwią mnie próby wyzwolenia z ziemskiego piekła tylko po to, żeby przejść do metafizycznego inferna. Po co tracić czas na chodzenie skąpanymi w surrealistycznej czerwieni ulicami, skoro i tak wszystkie odczucia można otumanić meskalem. Wyrażona...

więcej Pokaż mimo to

46
Reklama
avatar
73
17

Na półkach:

Jeszcze nim na dobre odpłynął po somnabulicznym ridotto u bajkowego króla, kochanka księżyca, ścigał siebie po kostropatych uliczkach miasta widma w głupiej nadziei, że będzie chciał wrócić do tej kupy kości i masy gąbczastej wypełnionej strumieniami ciemności i piasku. Jednak w tańcu masek karnawałowych, aniołów na złotych sznurach, klaunów sardonicznych wygłupach i diabelskiego koła obrotach gdzieś jemu przepadł. Tylko słowa zostały, jakieś słowa erodujące lekko w mózgu w niegroźne majaki. Domy przestały się toczyć, drzewa zapuściły korzenie. Czym prędzej do środka tawerny na interludium bachiczne, skąd kilkoma machnięciami ręką udał się był niby w łabędzi rejs. Saturn stał wtedy w Koziorożcu. Pelikany wirowały na wietrze z precyzją planet. Kołysali się wieki całe na tej pierzastej błonie morskiego potwora o powłóczystych sukniach (oni?), w oczekiwaniu pożarcia, na niebiańskiej ścieżce połykając gwiazdy skroś pędzące, w zadziwieniu miażdżącymi siłami wszechświata. Nie uważał dawno słońca, gdyż stracił słońce a mimo to kochał z całej siły bez różnicy między zbliżeniem a oddaleniem w nieprzynależnym do natury ciele. Już blisko. tam gdzie koniec tęczy, na dnie oceanu, klucz. Człowiek łabędź w ramionach, w ciasnym żywocie, odbijając doppelgängera w lustrze jeziora, wędrujący z odmętów w całun chmur słonecznych zdawało się, a pióropusz rósł na głowie. Żywiołami poraniony w szczelinie, kiedy bez Niej dusza samotną na pastwę lęków ognia w końcu ciemności zostaje. Sztormu szarpnięciami i krzykiem pasatu szaleńczo poturbowany od każdej strony jak z nawietrznej u św. Heleny ściśnięty kontynentami wypchnięty, oj niegrzecznie, zstąpił na drżący ląd, raj plutonistów. Febus ledwo nad poduszkami wzniesiony litościwie wyjawiał ponure synkliny potępieniem ziejące, które przyszło tu przeskakiwać w drodze do jakiegoś spoczynku, hopla, bęc. Powieki otwarte a olbrzymie motyle wachlowały mu lico w tych promieniach zręcznie ukośnych. Łyk somy zdałby się gdyż droga ku górze piąć się postanowiła, jakby z dołu stwierdził oczy ze stopami transponując, iż rzecz dziwna, poświętnik czczony z kulą przystanął, czas zatrzymując, wnikliwie go filował, mądrze acz życzliwie - czas to przestrzeń ogromna, którą objąć niepodobna. No to łyka, wdech głęboki, wdzianko otrzepał i pod górę niczym magmą niesiony, wąską ścieżynką koronami drzew łaskotany, owiewają go palimpsesty w kolorach brykających, dokąd ach dokąd to? Z tyłu głowy coś dobiega galopem jakiś prześwit torując literkami "Jedyny, Najszczęśliwszy, Niewysłowiona pełnia - zanurzenie w raniącej ekstazie - nieprzytomny - rozkosz najwyższa. Boskie dzieło. Na wieki. Wierny do grobu."... ach wie (?), może spotka tego dziada przemądrzałego co w jaskiniach gustuje, co mu wymyślając, pouczał drzewiej, gdy tak chętnie do niego zachodził przed wstąpieniem w falujące Hypnosa królestwa bramy. Byłoby. Rześko teraz jakby prowadzony wspinał się więc, bo drogi odwrotu już nie było, morzem łzawym zalanej a pomarańczowe ptaszki poczęły mu towarzyszyć, ciągnąc go nitkami, trelując pocieszanki i zachęty durowe. Pędziły w zenicie i końskie grzywy, wzburzone, falbaniastym obleczone granatem, zniżając się z prędkością orła nad góry dwie zakochane, gdzie i jego wiodło jakąś siłą tajemniczą. Wicher zawodzi, skroń pulsuje, pierś faluje, drzewa się rozchylają, huknęło - sowy czarnymi pasmami krajobraz bazgrzą Pod szczyty wstępuje na łączkę w świątynię i grzmoty przybraną a opuszczoną, brodami traw porośniętą, powojem wariacji opatuloną, z gąszczu którego dla równowagi kwiatki ślą mu uśmiechy cnotliwe, nozdrza rwąc gęstym zapachem i fontanna kamienna pośrodku tejże tańcem liści spowita stoi. Przemówiłby tu do Niej słówko lub dwa i dusz tych wszystkich dobrych co go zawsze otaczały lecz w górze już ci dwaj mruczą, dudnią, w ciemności straszą, światłem kusym przelało, uniósł głowę "w obliczu głębokie bruzdy wyrył piorun i osiadły troski na licu bladym, choć pod czołem nieustraszonym, mężnym, pełnym pychy, knującym zemstę, tkwi okrutne oko" i miecz go złocisty przeszył, w szczelinę wpadł, symfonia nagła ach miejsce moje, lecz głębsza czeluść się wydała, może bezdenna, atoli serce pierwszy raz wreszcie spokojem bursztynu w ciszy abisalnej lekkie zastygło.

Jeszcze nim na dobre odpłynął po somnabulicznym ridotto u bajkowego króla, kochanka księżyca, ścigał siebie po kostropatych uliczkach miasta widma w głupiej nadziei, że będzie chciał wrócić do tej kupy kości i masy gąbczastej wypełnionej strumieniami ciemności i piasku. Jednak w tańcu masek karnawałowych, aniołów na złotych sznurach, klaunów sardonicznych wygłupach i...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
104
18

Na półkach:

Wiem, że to uznana na świecie powieść, ale ja męczyłam się bardzo. Pijackie dywagacje w książce bywają dobre, ale tutaj to mi się nie podobało. Czekałam aż skończy się.

Wiem, że to uznana na świecie powieść, ale ja męczyłam się bardzo. Pijackie dywagacje w książce bywają dobre, ale tutaj to mi się nie podobało. Czekałam aż skończy się.

Pokaż mimo to

6
avatar
752
209

Na półkach: , ,

Trudna w odbiorze, zaintersowałem się wyłącznie po lekturze "Viva" Deville'a, ponieważ książka porusza jakoby wątek Trockiego w Meksyku. Nie doczytałem do tego miejsca pomimo, że przeczytałem ponad połowę powieści. Książka o żałosnym alkoholiku, jego autodestrukcyjnych siłach, braku woli życia... to nie kończący się ciąg alkoholowy. Nie dziwne zresztą, bo Lowry też miał probelmy z alkoholem. Lektura jest trudna, powieść jest gęsto przeplatana odniesieniami do innych dzieł sztuki, często wplata nonsensowne wątki alkoholowego zamroczenia. Książka jest zapewne piękną literaturą, Lowry miał zamysł na nowo zrewolucjonizować prozę literacką, ale mamy w tym przypadku, według mnie, przerost formy nad treścią.

Trudna w odbiorze, zaintersowałem się wyłącznie po lekturze "Viva" Deville'a, ponieważ książka porusza jakoby wątek Trockiego w Meksyku. Nie doczytałem do tego miejsca pomimo, że przeczytałem ponad połowę powieści. Książka o żałosnym alkoholiku, jego autodestrukcyjnych siłach, braku woli życia... to nie kończący się ciąg alkoholowy. Nie dziwne zresztą, bo Lowry też miał...

więcej Pokaż mimo to

6
avatar
452
60

Na półkach: ,

Ta książka była dla mnie jak wielki kac. Umęczony czekałem, kiedy się skończy.

Ta książka była dla mnie jak wielki kac. Umęczony czekałem, kiedy się skończy.

Pokaż mimo to

5
avatar
838
666

Na półkach: ,

Zainteresowałam się tą powieścią dzięki książce Patricka Deville „Viva”. Nie słyszałam wcześniej o „Pod wulkanem”, które określane jest mianem arcydzieła literatury światowej.
Czytało mi się trudno; długie zdania, mnóstwo dygresji, cofania się w czasie. Wiele tu odniesień literackich i historycznych, nie wszystkie potrafiłam odczytać. Jednak stopniowo wnikałam w ten powieściowy świat, zanurzałam się w egzotykę meksykańskich krajobrazów. Lowry w sposób niesamowity kreśli słowami poszczególne obrazy. Zdawało mi się, że widzę cantinas, gdzie główny bohater Geoffrey Firmin, częściej nazywany Konsulem, wypija kolejne szklanki mescalu i tequili; dwa wulkany: Popocatepetl i Ixtaccihuatl, u podnóża których rozgrywa się akcja – jeden dzień z życia Konsula. To szczególny dzień w Meksyku – Dzień Umarłych obchodzony jako radosne święto z zabawą i tańcami, barwnymi korowodami i czekoladkami w kształcie szkieletów, czaszek czy karawanów.
W tej scenerii poruszają się bohaterowie; oprócz Konsula, jego była żona Ivonne, która właśnie do niego wróciła, jego brat Hugh, przyjaciel Jacques Laruelle. Poznajemy też ich wcześniejsze losy, bo, jak już pisałam, moc tu retrospekcji i wspomnień.
Przejmujące są refleksje Konsula, człowieka pogrążającego się w pijaństwie, jego samotność, mimo otaczających go ludzi, niemogących mu jednak pomóc. Obrazy drogi przez las w czasie burzy, nocą, gdy Ivonne i Hugh szukają Konsula to absolutne mistrzostwo opisu. Zresztą, cała powieść taka jest, trzeba tylko nie poddawać się początkowym trudnościom w czytaniu.
Świat lat trzydziestych, wojna domowa w Hiszpanii, rewolucja meksykańska, ukrywający się Trocki, malowidła Riwery na Pałacu Cortesa, Frida Cahlo, echa rodzącego się nazizmu w Niemczech – „to świat rozpada się, eksploduje…”
Czytałam w czasie epidemii koronawirusa, czy nasz świat też się właśnie rozpada…

Zainteresowałam się tą powieścią dzięki książce Patricka Deville „Viva”. Nie słyszałam wcześniej o „Pod wulkanem”, które określane jest mianem arcydzieła literatury światowej.
Czytało mi się trudno; długie zdania, mnóstwo dygresji, cofania się w czasie. Wiele tu odniesień literackich i historycznych, nie wszystkie potrafiłam odczytać. Jednak stopniowo wnikałam w ten...

więcej Pokaż mimo to

38
avatar
220
5

Na półkach: ,

"Czy dusza może się tam obmyć i być czysta, czy też ugasić pragnienie?"

"Czy dusza może się tam obmyć i być czysta, czy też ugasić pragnienie?"

Pokaż mimo to

3
avatar
212
14

Na półkach:

Nie rozumiem fenomenu książki, bardzo ciężka w odbiorze, długie zdania momentami pozbawione sensu, liczne wtrącenia, które wybijają czytelnika z rytmu. Książka przeczytana w pół roku, wymęczona. Plusem są ciekawe postaci i ich szeroko opisane historie.

Nie rozumiem fenomenu książki, bardzo ciężka w odbiorze, długie zdania momentami pozbawione sensu, liczne wtrącenia, które wybijają czytelnika z rytmu. Książka przeczytana w pół roku, wymęczona. Plusem są ciekawe postaci i ich szeroko opisane historie.

Pokaż mimo to

7

Cytaty

Więcej
Malcolm Lowry Pod wulkanem Zobacz więcej
Malcolm Lowry Pod wulkanem Zobacz więcej
Malcolm Lowry Pod wulkanem Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd