
Absalomie, Absalomie...

348 str. 5 godz. 48 min.
- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Cykl:
- Wina i odkupienie (tom 6)
- Seria:
- Kolekcja Gazety Wyborczej - XX wiek
- Tytuł oryginału:
- Absalom, Absalom!
- Data wydania:
- 2005-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1959-01-01
- Data 1. wydania:
- 2005-01-01
- Liczba stron:
- 348
- Czas czytania
- 5 godz. 48 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8389651718
- Tłumacz:
- Zofia Kierszys
- Inne
"Absalomie, Absalomie..." to dzieło uważane przez krytyków za największe osiągnięcie w twórczości Faulknera. Ze względu na charakter narracji jest to nie tyle powieść, co opowieść o życiu Tomasza Sutpena, przedstawiona przez kilka osób, których relacja rozpoczyna się w 40 lat po jego śmierci. Z poszczególnych opowieści wyłaniają się osobowości i światopoglądy narratorów. Żaden z nich nie zna całej prawdy o Sutpenie. Każdy albo odkrywa nowe fakty, albo też interpretuje na nowo prawdy podane już przez innego narratora. W ten sposób autor otwiera przed czytelnikiem nowe perspektywy widzenia dziejów Tomasza Sutpena, ale też komplikuje sytuację...
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Absalomie, Absalomie... w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Absalomie, Absalomie...
Poznaj innych czytelników
3684 użytkowników ma tytuł Absalomie, Absalomie... na półkach głównych- Chcę przeczytać 2 447
- Przeczytane 1 197
- Teraz czytam 40
- Posiadam 411
- Ulubione 56
- Literatura amerykańska 31
- Klasyka 26
- Nobliści 21
- Chcę w prezencie 20
- Literatura piękna 15









































OPINIE i DYSKUSJE o książce Absalomie, Absalomie...
Wspaniała powieść, chociaż nie jest łatwa w odbiorze. Dla mnie była opowieścią o ludzkiej pamięci i jak wpływa ona na nasz odbiór rzeczywistości poprzez nasze filtry uprzedzeń, uproszczeń czy przeżytych traum. Książkę dobrze też podsumowuje cytat samego Faulknera - "Przeszłość nigdy nie umiera. Nie jest nawet przeszłością."
Wspaniała powieść, chociaż nie jest łatwa w odbiorze. Dla mnie była opowieścią o ludzkiej pamięci i jak wpływa ona na nasz odbiór rzeczywistości poprzez nasze filtry uprzedzeń, uproszczeń czy przeżytych traum. Książkę dobrze też podsumowuje cytat samego Faulknera - "Przeszłość nigdy nie umiera. Nie jest nawet przeszłością."
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka bardzo wymagająca , ale odpłaca za włożony trud kończową dużą satysfakcją z lektury. Chyba nie do strawienia przez czytelnika z młodszego pokolenia. Treść bardzo zagmatwana i niechronologiczna . Dopiero pod koniec powieść przyśpiesza i dużo wyjaśnia. Istotna pozycja do zrozumienia specyfiki ( także współczesnego) amerykańskiego Południa . Kraju dumnych , wolnych białych ludzi, dla których czesto skalanie rasy kroplą murzyńskiej krwi jest gorszym występkiem niż kazirodztwo. Krainy, w której ciągle jest obecna trauma przegranej wojny sprzed ponad 150 lat , a największymi rasistami są biali biedacy.
Książka bardzo wymagająca , ale odpłaca za włożony trud kończową dużą satysfakcją z lektury. Chyba nie do strawienia przez czytelnika z młodszego pokolenia. Treść bardzo zagmatwana i niechronologiczna . Dopiero pod koniec powieść przyśpiesza i dużo wyjaśnia. Istotna pozycja do zrozumienia specyfiki ( także współczesnego) amerykańskiego Południa . Kraju dumnych , wolnych...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka wartościowa, wciągająca, ale trudna w odbiorze
Książka wartościowa, wciągająca, ale trudna w odbiorze
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNielekko mi się czytało, ale zmogłem w jeden zimny, zimowy dzień. Oś fabuły - prawdziwie telenowelowa! :) - co przyznaję z przechodzącym w zażenowanie rozbawieniem. Arcymistrzowski warsztat pisarski autora. Ależ dosadne określenia osób ciemnoskórych. Oj, w dzisiejszej dobie hiperpoprawności politycznej taka książka by zdecydowanie nie przeszła... ;)
Nielekko mi się czytało, ale zmogłem w jeden zimny, zimowy dzień. Oś fabuły - prawdziwie telenowelowa! :) - co przyznaję z przechodzącym w zażenowanie rozbawieniem. Arcymistrzowski warsztat pisarski autora. Ależ dosadne określenia osób ciemnoskórych. Oj, w dzisiejszej dobie hiperpoprawności politycznej taka książka by zdecydowanie nie przeszła... ;)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiewinność odkryta i zniszczona przez postanowienie serca.
Niewinność pokonana przez kolor skóry.
Zjawy zapalczywej dumy.
Żywi żyjący wśród pokonanych i uwolnionych.
Duszne, niepokorne, dręczące, upadłe Południe.
Zachwycająca, wykańczająca, wypalająca proza.
Polecam.
Niewinność odkryta i zniszczona przez postanowienie serca.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNiewinność pokonana przez kolor skóry.
Zjawy zapalczywej dumy.
Żywi żyjący wśród pokonanych i uwolnionych.
Duszne, niepokorne, dręczące, upadłe Południe.
Zachwycająca, wykańczająca, wypalająca proza.
Polecam.
Lektura ciężka i wymagająca, a przy tym umiarkowanie satysfakcjonująca. Faulkner kreśli dzieje rodziny południowych plantatorów w czasie wojny secesyjnej i epoki rekonstrukcji strumieniem świadomości, mozaikową strukturą narracji, nielinearną fabułą i kunsztownym językiem czerpiącym z klasyki i nawiązań biblijnych. Lektura wymaga dobrego skupienia, choć sama historia gdzieś od połowy jest rozgryziona i przewidywalna. Południowego Gotyku jest na lekarstwo, Mississippi chłoniemy raczej obyczajami i postaciami uosabiającymi dawne Dixie, aniżeli światem przedstawionym.
Takie secesyjne "Sto lat samotności".
Lektura ciężka i wymagająca, a przy tym umiarkowanie satysfakcjonująca. Faulkner kreśli dzieje rodziny południowych plantatorów w czasie wojny secesyjnej i epoki rekonstrukcji strumieniem świadomości, mozaikową strukturą narracji, nielinearną fabułą i kunsztownym językiem czerpiącym z klasyki i nawiązań biblijnych. Lektura wymaga dobrego skupienia, choć sama historia gdzieś...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to🌪️ Faulkner – zmielić czytelnika i ulepić go na nowo 🌪️
📚 Gatunek: powieść modernistyczna, labirynt pamięci i mitu Południa
🌡️ Nastrój: duszny, gęsty, monumentalny
⭐️ Ocena: 10/10 – dzieło, które wymaga od czytelnika wszystkiego – i oddaje jeszcze więcej
Faulknera nie czyta się jak lekkiego kryminału. To literatura, która stawia opór, a zarazem wciąga niczym wir – i to właśnie w tej „trudności” tkwi jej moc. Miałem wrażenie, że autor wyciąga mnie poza komfort, zmusza do innej czujności, do aktywnego słuchania słów, które w zwykłej prozie bym przeskoczył. Faulkner to nie „przyjemność”, to wyzwanie. I paradoksalnie właśnie przez to daje satysfakcję – czuję, że mój leniwy mózg dostał solidny trening. (Przy okazji: zdania Faulknera są tak długie, że można spokojnie dolać kawy, zanim dojdzie do kropki).
🏚️ Historia Sutpena – mit i klątwa 🏚️
„Absalomie, Absalomie!” to nie tylko opowieść o jednym człowieku, który z nicości wykuł plantację i rodzinę, a potem sam padł ofiarą własnych ambicji. To epos o całym Południu, o świecie zbudowanym na przemocy, złudzeniach i obsesji nazwiska. Faulkner nie pokazuje historii linearnie – on ją rozszarpuje, nawija na kolejne głosy (Rosa Coldfield, Quentin, pan Compson),przepuszcza przez pamięć świadków, aż zostaje z niej widmowa mozaika, w której więcej jest pytań niż odpowiedzi.
💭 Co to robi ze mną? 💭
Mam poczucie, że autor znalazł na mnie receptę. To już moje drugie spotkanie z nim po Światłości w sierpniu – i widzę rozwój w sobie. Kiedyś czytałem bardziej leniwie, dziś Faulkner każe mi trzymać uwagę jak na linii frontu. Zauważam więcej, filtruję tekst wolniej, jestem uważniejszy nie tylko wobec tej powieści, ale i wobec innych książek. To nie jest literatura, która zostawia człowieka takim samym.
⚖️ Dzieło totalne ⚖️
Czy można nazwać tę powieść arcydziełem? Tak – bo łączy w sobie gęstość języka, konstrukcję wymagającą cierpliwości, i temat, który przerasta jednostkowe losy. To historia o klątwie pokoleń, o tym, jak ludzkie ambicje i grzechy odbijają się na dzieciach, rodzinach, całych społecznościach. Faulkner rozpisuje tragedię grecką na amerykańskim Południu – a my musimy przez nią brnąć, dusząc się i zachwycając jednocześnie.
🪞 Refleksja od siebie 🪞
Faulkner sprawia, że czytelnik nie tylko śledzi fabułę, ale zaczyna pytać o siebie. O własne widma, własne „Sutpeny”, które budujemy, żeby chronić ego albo rodzinną legendę. To literatura, która nie daje łatwych katharsis – raczej zostawia człowieka w środku pola bitewnego, z pytaniem: „i co teraz zrobisz z tym, co zobaczyłeś?”. To książka, która nie kończy się na ostatniej stronie – ona zostaje, krąży, odbija się jak echo.
🔑 Moje hasło-klucz do tej książki: „klątwa ambicji”. Bo to nie tylko o Południu, nie tylko o XIX wieku – ale o każdym człowieku, który zbyt mocno uwierzy, że może sobie samemu stworzyć świat i rodzinę od zera.
🌪️ Faulkner – zmielić czytelnika i ulepić go na nowo 🌪️
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to📚 Gatunek: powieść modernistyczna, labirynt pamięci i mitu Południa
🌡️ Nastrój: duszny, gęsty, monumentalny
⭐️ Ocena: 10/10 – dzieło, które wymaga od czytelnika wszystkiego – i oddaje jeszcze więcej
Faulknera nie czyta się jak lekkiego kryminału. To literatura, która stawia opór, a zarazem wciąga niczym wir – i...
Absalomie, Absalomie! Williama Faulknera to jedno z najbardziej nieprzeniknionych, wielowarstwowych i przejmujących dzieł, jakie stworzyła literatura XX wieku. To nie powieść – to palimpsest, muzyka języka, rapsod o rozpadzie, o niemożności poznania, o winie zakorzenionej głęboko w glebie amerykańskiej ziemi. Trzeba odwagi, by się z nim zmierzyć. Ale jeszcze więcej pokory – by pojąć, że to opowieść, która nigdy nie da się w pełni zrozumieć. I właśnie dlatego jest wielka.
Już sam tytuł – Absalomie, Absalomie! – jest jękliwym lamentem, echem biblijnej tragedii, skargą ojca nad śmiercią syna, echem rozdarcia, które nie zna ukojenia. Faulkner, jak przystało na demiurga literatury nowoczesnej, nie oferuje nam linearnej historii. On konstruuje labirynt – fabularny, językowy, filozoficzny. W jego centrum stoi Thomas Sutpen – nie tyle człowiek, co figura, mit, archetyp. Wokół niego krąży wszystko – czas, narracja, pamięć, historia, a każda próba dotarcia do prawdy kończy się kolejną spirala niepewności. Faulkner nie daje ukojenia. I nie musi. Bo w tej ciemności rozbłyskują najjaśniejsze iskry geniuszu literackiego, jaki znała literatura światowa.
Thomas Sutpen jest być może najbardziej niepokojącym i jednocześnie najbardziej tragicznym bohaterem Faulknera. Człowiek, który pojawia się w Yoknapatawpha niczym mitologiczny Prometeusz – nie tyle by budować, co by ujarzmiać. Wznosi swoją posiadłość – Sutpen’s Hundred – z pustki, z ziemi wypartej i wyzutej, z historii wymazanej. Ale buduje ją nie z marzenia, lecz z obsesji. Jego plan – „design” – to próba pokonania hańby pochodzenia, która zagnieździła się w nim od dzieciństwa. Sutpen nie pragnie szczęścia, miłości, dobra. On chce „legitymacji” – chce zbudować dynastię, chce być ojcem białych, silnych synów, którzy uwiecznią jego imię.
Faulkner portretuje go jak tragicznego bohatera greckiego, który pada ofiarą własnej hybris. Nie jego wrogowie, nie los, ale on sam jest swoim katem. Jego życie staje się paradoksem – w imię czystości rodowej odrzuca własne dziecko (Charlosa Bon),w imię rasy niszczy własną krew, w imię władzy tworzy struktury, które ostatecznie rozsypują się jak pył. Jego upadek – brutalny, absolutny, konieczny – jest odkupieniem, ale nie pojednaniem. Faulkner nie daje katharsis. Zostawia tylko echo: Absalomie, Absalomie!
To, co czyni Absalomie, Absalomie! dziełem wybitnym, wykraczającym daleko poza konwencje powieściowe, to forma. To nie jest opowieść – to opowieść o opowiadaniu. Każda wersja historii Sutpena – opowiedziana przez Rosę Coldfield, Quentina Compsona, jego ojca, Shreve’a – jest fragmentaryczna, niepewna, przefiltrowana przez emocje, uprzedzenia, strachy. Tu nie ma narratora wszechwiedzącego. Każdy narrator szuka sensu, próbuje „dopowiedzieć” to, czego nie wie. I właśnie w tym Faulkner odsłania najgłębszy dramat ludzkiej kondycji – niezdolność do poznania, rozbicie jedności prawdy, skrzywienie pamięci.
Szczególnie poruszająca jest struktura ramowa – historia Sutpena rekonstruowana przez Quentina i jego kolegę z Harvardu, Shreve’a – daleko od Mississippi, w zimnym pokoju akademickim, staje się nie tyle rekonstrukcją, co egzorcyzmem. Quentin, znany z Wściekłości i wrzasku, to syn Południa, który nie potrafi oderwać się od przeklętego dziedzictwa. Jego próba zrozumienia Sutpena to próba zrozumienia siebie. Shreve, Kanadyjczyk, jest świadkiem i sędzią – z zewnątrz patrzy na tragedię Południa, ale sam zostaje wciągnięty w ten krąg szaleństwa. Faulkner pokazuje, że historia to nie przeszłość – to teraźniejszość, która nas kształtuje, więzi, pochłania.
Prawdopodobnie żaden pisarz amerykański nie stworzył języka równie gęstego, rozkołysanego, poetyckiego, jak Faulkner. Absalomie, Absalomie! to triumf stylu – długie, zawikłane zdania, pełne nawiasów, dygresji, powtórzeń, zawirowań gramatycznych, tworzą tekst, który jest jak strumień podświadomości. Ale to nie chaos – to precyzyjnie zbudowana partytura, muzyka ciemności. Każde zdanie jest jak falowanie myśli, która nie może znaleźć ujścia.
Język Faulknera nie tylko opowiada – on stwarza. W nim rozgrywa się dramat. Czasem jedno zdanie trwa na pół strony, przenosi nas z pokoju do wspomnień, z teraźniejszości do mitu, z głosu jednej postaci do wyobrażeń innej. Nie można go czytać powierzchownie – trzeba się zanurzyć, dać się ponieść. Faulkner nie pisze dla leniwych – pisze dla tych, którzy gotowi są poświęcić się całkowicie, bez kompromisów. Ale nagroda jest nieoceniona: estetyczne i egzystencjalne olśnienie.
Absalomie, Absalomie! to także traktat o Południu – nie tym geograficznym, ale symbolicznym. Południe Faulknera to miejsce przekleństwa, zbudowane na niewolnictwie, na patriarchalnym porządku, na rasizmie. Ale nie ma tu moralizatorstwa. Faulkner nie osądza – on pokazuje. Sutpen buduje swoją „dynastię” na fundamentach kłamstwa, przemocy, wykluczenia. Jego posiadłość to symbol amerykańskiego snu skażonego grzechem pierworodnym. I dlatego właśnie jego projekt musi upaść. Jego dzieci – Charles Bon, Henry, Judith – są ofiarami tego porządku. Przeznaczenie nie jest metafizyczne – jest historyczne.
Również Rosa Coldfield – kobieta rozdarta między nienawiścią a fascynacją – jest uosobieniem Południa, które nie potrafi przebaczyć, nie potrafi zapomnieć. Jej opowieść jest z jednej strony historią zemsty, z drugiej – próbą ocalenia własnej tożsamości. Faulkner pokazuje, że historia nie znika. Ona trwa w języku, w ciele, w duszy. Absalomie, Absalomie! jest dramatem o dziedzictwie, które nie daje się przekroczyć.
Czas w Absalomie, Absalomie! nie jest liniowy. To nie zbiór faktów, ale sieć skojarzeń, wspomnień, fantazji. Wszystko się miesza – przyszłość z przeszłością, rzeczywistość z wyobrażeniem. To czas, który nie leczy, ale rozdrapuje rany. Quentin próbuje zrozumieć przeszłość, by móc żyć, ale im głębiej sięga, tym bardziej traci grunt pod nogami. W końcu, jak pamiętamy z Wściekłości i wrzasku, nie daje sobie rady. Historia go zabija.
Śmierć jest tu wszechobecna – nie tylko jako biologiczny koniec, ale jako rozpad sensu. Umierają ludzie, umierają idee, umiera porządek świata. Ale z tego rozpadu rodzi się też prawda – straszna, naga, bezwzględna. Faulkner nie oferuje nadziei. Ale daje coś cenniejszego – głęboko przeżyte doświadczenie istnienia, z jego wszystkimi pęknięciami.
Ostatnie rozdziały Absalomie, Absalomie! to czysty majstersztyk literacki. Quentin i Shreve, rekonstruując historię, przekraczają granice tego, co możliwe do poznania. To już nie jest rozmowa – to rodzaj transu, ekstatycznego uniesienia, w którym umysł ściera się z niewyrażalnym. Finał nie przynosi odpowiedzi. Przynosi ciszę, pustkę, zawieszenie.
Ostatnie pytanie: „Dlaczego cię to obchodzi?” i odpowiedź Quentina: „Nie obchodzi mnie to! Nie obchodzi!” – jest krzykiem, który rozdziera cały świat przedstawiony. Bo to oczywista nieprawda. Obchodzi go. Obchodzi nas. I będzie obchodzić tak długo, jak długo istnieje literatura.
Absalomie, Absalomie! to nie tylko powieść o Południu. To powieść o człowieku. O jego niezdolności do poznania prawdy. O języku, który zdradza. O historii, która powraca jak zły sen. O dziedzictwie, którego nie da się zrzucić z barków. Faulkner nie daje ukojenia. Ale daje coś więcej – wielkość, która nie polega na odpowiedzi, ale na odwadze zadawania najtrudniejszych pytań.
Czy można zrozumieć Absalomie, Absalomie!? Być może nie. Ale nie o to chodzi. Chodzi o to, by próbować. Czytać. Słuchać. Myśleć. Pamiętać.
I powtarzać wciąż na nowo:
„Absalomie, Absalomie!”
Absalomie, Absalomie! Williama Faulknera to jedno z najbardziej nieprzeniknionych, wielowarstwowych i przejmujących dzieł, jakie stworzyła literatura XX wieku. To nie powieść – to palimpsest, muzyka języka, rapsod o rozpadzie, o niemożności poznania, o winie zakorzenionej głęboko w glebie amerykańskiej ziemi. Trzeba odwagi, by się z nim zmierzyć. Ale jeszcze więcej pokory –...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMistrzostwo prozy Faulknera polega na tym, że prowadzona przez niego narracja nie pozwala czytelnikowi na żadnym etapie stwierdzić, że wie on już wszystko o fabule i może spokojnie nie przeczytawszy całości, odłożyć książkę na półkę. Niewielu potrafi tak pisać.
Człowiek, który podobno nie przeczytał żadnej książki, czy też nie przeczytał ich zbyt wiele, po wielkiej tragedii osobistej, zapadając się w mrokach alkoholowego nałogu, napisał coś takiego, czego w moim przekonaniu, nie jestem godna oceniać, jedynie mogę podjąć próbę opisania swoich odczuć co do tego arcydzieła.
Historia opowiedziana w Absalomie, będąc pewnego rodzaju odbiciem tej starotestamentowej, wywołuje ogrom momentami niemalże sprzecznych emocji wobec głównej postaci dramatu Thomasa Sutpena.
Początkowo, po wgryzieniu się w zawiłą, wymagającą dużego skupienia lekturę, miałam spore pokłady sympatii wobec tego pokrzywdzonego, w moim mniemaniu, przez los człowieka, jednak z czasem moje odczucia się zmieniały wobec kolejnych odkrywanych przez Faulknera faktów, by na koniec zmienić o nim zdanie na nie takie już bardzo pozytywne i oczywiste.
Autor brawurowo żongluje uczuciami bohaterów nie zostawiając obojętnym na te działania swoich czytelników.
Nie buduje się szczęścia na cudzym nieszczęściu.
Rasistowskie południe przedstawione bez upiększeń.
Degradacja więzi rodzinnych.
Kazirodztwo, żądza bogactwa, pragnienie bycia lepszym od innych, zawziętość i pycha, nieumiejętność przyznania się do winy, egoizm wyniesiony na szczyt absurdu, upadek misternie budowanej potęgi, nieszczęśliwe miłości, dramat najbliższych, nieuniknione zbrodnie.
Wyliczać można by w nieskończoność.
Mimo wszystkich niedogodności związanych ze specyficzną konwencją autora, który mocno nadwyręża naszą wrażliwość stosując zdania wielokrotnie złożone, przeskoki czasowe, wielu narratorów, zachęcam z całego serca do sięgnięcia po tę lekturę.
Napisana pięknym, plastycznym i bogatym językowo stylem, wprowadza czytelnika w gęstą i mroczną atmosferę gorejącego Południa Ameryki, ukazując gorzkie i powikłane relacje rodzinne, trzymająca w napięciu do samego końca, nie zdradzająca finału opowieść o życiu.
Serdecznie polecam
Mistrzostwo prozy Faulknera polega na tym, że prowadzona przez niego narracja nie pozwala czytelnikowi na żadnym etapie stwierdzić, że wie on już wszystko o fabule i może spokojnie nie przeczytawszy całości, odłożyć książkę na półkę. Niewielu potrafi tak pisać.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzłowiek, który podobno nie przeczytał żadnej książki, czy też nie przeczytał ich zbyt wiele, po wielkiej...
Faulkner nie należy do moich ulubionych pisarzy, ale to nie oznacza, że nie doceniam jego twórczości. Wręcz przeciwnie. "Absalomie, Absalomie" to powieść wartościowa, która wbrew pozorom zupełnie się nie zestarzała. Przynajmniej w moim odczuciu. Obraz miejsca i relacji społecznych, a także historia relacji rodzinnych są tutaj porażające i wciąż aktualne. Niestety. Styl pisarski nie rzuca mnie na kolana. Nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że książki w podobnym duchu już czytałam i do głowy przychodziły mi dwie. Przede wszystkim "Zabić drozda', a także, ale w mniejszym stopniu "Serce to samotny myśliwy". Mam wrażenie, że energia tych trzech książek jest podobna, że wyczuwa się w nich chęć walki o swoje prawa z poczuciem niemocy i niesprawiedliwości. Być może się mylę i moje skojarzenia nie są właściwe, no ale są. Czy mi się podobało? Tak, w pewnej warstwie zdecydowanie. I myślę sobie, że takie ksiązki trzeba czytać, szczególnie, jak jest się jeszcze nie do końca wprawionym czytelnikiem, bo takie historie są stare jak świat i jednocześnie ponadczasowe.
Faulkner nie należy do moich ulubionych pisarzy, ale to nie oznacza, że nie doceniam jego twórczości. Wręcz przeciwnie. "Absalomie, Absalomie" to powieść wartościowa, która wbrew pozorom zupełnie się nie zestarzała. Przynajmniej w moim odczuciu. Obraz miejsca i relacji społecznych, a także historia relacji rodzinnych są tutaj porażające i wciąż aktualne. Niestety. Styl...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to