
Plac Leńskiego

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2021-07-21
- Data 1. wyd. pol.:
- 2021-07-21
- Liczba stron:
- 560
- Czas czytania
- 9 godz. 20 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788366863309
Danka – ucznia praskiej podstawówki, bystrego, ciekawego świata półsierotę – kształtują przedwojenne wspomnienia dziadków i bieżące fascynacje wszystkim, co zakazane. Na przemian: partyzanci i hipisi, patriotyzm i onanizm, wczesne lektury i odkrycia muzyczne, ciągły stan zagrożenia ze strony wrogich gitowców i niestrudzone poszukiwanie dorosłości pod sukienkami koleżanek. To wszystko miesza się w barwnej opowieści wypełnionej realistycznym językiem i galerią postaci: kumpli bohatera, koleżanek z wakacji, ojca lekarza, nauczycieli, księdza, a nawet tajemniczego proroka. Wielką nieobecną pozostaje matka.
W tej autobiograficznej powieści inicjacyjnej monumentalna, socrealistyczna przestrzeń warszawskiej Nowej Pragi staje się centrum świata, mapą, którą młody bohater stale poszerza w przestrzeni i w czasie. Ożywa park Praski i zoo, Stare i Nowe Miasto oraz stołeczne mosty, którymi przebiegały trasy szczenięcych wypraw pieszych i rowerowych. Jest bazar Różyckiego, są kultowe kina i saturator.
Książka jest szczera do bólu. Roi się w niej od fantazji nie tylko seksualnych, bywa histerycznie śmieszna, bywa wzruszająca. A jednak nie jest to książka o PRL jakich wiele. To opowieść o dorastaniu w czasach PRL – w świecie pełnym absurdów i ograniczeń, który dla dziecka i tak pozostaje fascynujący.
Powieść o dojrzewaniu w PRL napisana w tempie rozpędzonego tramwaju, obrazoburcza, śmieszna jak misie kopulujące w zoo, zaskakująca jak opis orgii w Moskwie, poruszająca jak tęsknota za zmarłą matką i przeszywająca niczym wbita w plecy finka. Oryginalny styl, beatlesowski rytm, pełnokrwiste postaci oraz opisana bez znieczulenia rzeczywistość warszawskiej Pragi (i nie tylko) gwarantują literacką ucztę!
Kup Plac Leńskiego w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Wyróżniona opinia
Plac Leńskiego
Nie łatwo dziś wytłumaczyć, jak się żyło w PRL-u. Młodsze pokolenia słuchając opowiadań o tamtych czasach często nie wierzą, że tak właśnie było. Kawa, pieprz, słodycze – ach żelki, to były rarytasy. Pomarańcze tylko na Boże Narodzenie, Coca Cola była marzeniem, kolejkę Piko mieli co zamożniejsi, płyty Beatlesów były nieosiągalne, Pieroty i Bajeczne z mieszanki wedlowskiej powybierane przez sprzedające je panie, a przy saturatorach z wodą zazwyczaj były kolejki. Nawet nie wiecie jak wielką frajdę sprawił mi autor ową książką. Z wielka przyjemnością przeniosłam się w lata 60-70 XX wieku. Co prawda w latach 60-tych nie było mnie jeszcze na świecie, ale w 70- tych już owszem. Historia Pana Daniela jest mi tym bardziej bliska ze względu na sytuację rodzinną i zainteresowania. Mnie podobnie jak autora wychowywali dziadkowie, tak samo jak autor miałam ciężko chorą mamę, która zmarła… Podobnie jak u autora całym moim światem były książki i muzyka. Główne rozdziały książki podzielone są na klasy szkoły podstawowej, czyli czytając wiemy w jakim przedziale wiekowym był akurat autor. Każdy rozdział ma kilkanaście podrozdziałów opatrzonych tytułami adekwatnymi do opisywanych w nich przygód, sytuacji. Autor z niesamowitą lekkością, posługując się dużą dawką humoru snuje opowieści. Baja,Trojan, Trefniak i oczywiście Danek to dzieciaki z warszawskiej Pragi, nie stroniący od przedziwnych pomysłów. Najpierw dzieciaki, później dojrzewające chłopaki. Ich przemyślenia, rozterki, fascynacje, a zarazem odnalezienie się w trudnych czasach PRL-u. Zaczytywałam się w nich z wielką rozkoszą i uśmiechem na twarzy. Dodatkowo mamy jeszcze jednego bohatera. To Plac Leńskiego, przy którym wraz z dziadkami mieszkał Danek. Plac na którym wiele się działo, a sam autor mówi, że zakochiwał się w nim głęboko i bez wzajemności. Plac Leńskiego, który był monumentem, gigantycznym, z gigantycznymi budowlami. Tętnił życiem, mając swoje odgłosy i zapachy. Myślę, że książka dla jednych będzie wspaniałą lekcją historii, dla innych sentymentalną podróżą w przeszłość, ale raczej nikt nie będzie zawiedziony po jej przeczytaniu.
Oceny książki Plac Leńskiego
Poznaj innych czytelników
365 użytkowników ma tytuł Plac Leńskiego na półkach głównych- Chcę przeczytać 199
- Przeczytane 160
- Teraz czytam 6
- Posiadam 49
- 2021 8
- Ulubione 7
- 2023 6
- 2022 6
- Egzemplarz recenzencki 4
- Obyczajowe 3






































OPINIE i DYSKUSJE o książce Plac Leńskiego
Bardzo fajna historia dorastania w PRL! 🤩 Można poczuć ducha tamtych lat. Niestety, forma krótkich opowiadań mnie nie porwała – historia wydała mi się rozproszona i za długa.
Bardzo fajna historia dorastania w PRL! 🤩 Można poczuć ducha tamtych lat. Niestety, forma krótkich opowiadań mnie nie porwała – historia wydała mi się rozproszona i za długa.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWciągająca historia którą się świetnie czyta.
Wciągająca historia którą się świetnie czyta.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest znakomitym obrazem Warszawy i Polski czasów PRL z perspektywy dziecka. Trochę nietypowego. Zdecydowanie warto - można się trochę dowiedzieć o mieście, epoce, można się też przede wszystkim pośmiać. Wciągająca, znakomita lektura.
Książka jest znakomitym obrazem Warszawy i Polski czasów PRL z perspektywy dziecka. Trochę nietypowego. Zdecydowanie warto - można się trochę dowiedzieć o mieście, epoce, można się też przede wszystkim pośmiać. Wciągająca, znakomita lektura.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest tak wciągająca, tak wyśmienicie napisana, że otworzyła przede mną własne wspomnienia o ponad dekadę późniejszym własnym dorastaniu w PRL-u. Nie byłoby to tak barwne. Byłoby prowincjonalnie, ubogo, brudniej, bez zagranicznych fajerwerków, zwyczajnie do bólu. Pewnie tak, jak to przeżywała większość "z awansu" poza wielkimi miastami. A i tak był to wspaniały czas, jak tylko wyjątkowe może być dzieciństwo i młodość. Powieść jak dokument z epoki, z całą złożonością słusznie minionego okresu, smaczkami, bezcennymi detalami, szczerością bez krygowania, włącznie z samochwalstwem, głupotami i nastoletnim erotyzmem. Każdy książkę odbierze po swojemu. Moje myśli krążą wokół Dziadka i Ba oraz muzyki, którą odtwarzałem w trakcie lektury. Niesie mnie teraz Focus III, dziękuję. Ale muszę w jednym przypadku poironizować. Szkoda bowiem, że Autor nie podaje nam nazw miejscowości: jedzie w Tatry do Z., nad morze do J., do Jugosławii do M. i tylko w przypadku tak serdecznie opisanego Wąchocka nie ogranicza się do sygla...
Książka jest tak wciągająca, tak wyśmienicie napisana, że otworzyła przede mną własne wspomnienia o ponad dekadę późniejszym własnym dorastaniu w PRL-u. Nie byłoby to tak barwne. Byłoby prowincjonalnie, ubogo, brudniej, bez zagranicznych fajerwerków, zwyczajnie do bólu. Pewnie tak, jak to przeżywała większość "z awansu" poza wielkimi miastami. A i tak był to wspaniały czas,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWłaśnie skończyłem czytać "Plac Leńskiego" i muszę przyznać, że to jedna z najlepszych książek, jakie w życiu czytałem. Jeśli to autobiografia, to szczerze zazdroszczę autorowi tego, co przeżył w tamtych czasach. Dla osób starszych ode mnie książka ta może stać się swoistym powrotem do przeszłości. Dla mnie jest opisem dzieciństwa i przyjaźni o jakich zawsze marzyłem - kolorowych, pomimo wszechobecnej szarzyzny. Dziękuję Panu Łukaszowi za jego obszerną recenzję, bez niej pewnie nie sięgnąłbym po "Plac Leńskiego" tak szybko, a może i w ogóle.
Właśnie skończyłem czytać "Plac Leńskiego" i muszę przyznać, że to jedna z najlepszych książek, jakie w życiu czytałem. Jeśli to autobiografia, to szczerze zazdroszczę autorowi tego, co przeżył w tamtych czasach. Dla osób starszych ode mnie książka ta może stać się swoistym powrotem do przeszłości. Dla mnie jest opisem dzieciństwa i przyjaźni o jakich zawsze marzyłem -...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAutor książki miał w Warszawie swój Plac Leńskiego (na Pradze) przy którym mieszkał, a ja w Legnicy miałam ulicę Leńskiego (obecnie Nowy Świat),na której czas mojego dzieciństwa się zatrzymał. Ile razy tamtędy przechodzę, cofam się w przeszłość i w miejscu aktualnych obiektów widzę dawne punkty usługowe, ulubione sklepiki, Dom Kultury, który od dawna stoi zamknięty na cztery spusty. Czuję smaki i zapachy dochodzące ze sklepów, cukierni, warzywniaków. Dlatego tak dobrze rozumiem sentyment Pana Wyszogrodzkiego do konkretnych miejsc, osób i zdarzeń z przeszłości.
Dowiedziałam się z książki, że tubylcy mieszkali na starej Pradze a ludność napływowa na Nowej. Oraz, że była jeszcze Praga - Południe, do której zaliczała się Saska Kępa. A takie miejsca jak Bazar Różyckiego z pewnością kojarzy każdy Polak. Te praskie rejony zamieszkiwał barwny korowód ludzi, w tym oczywiście kryminalny półświatek, który miał swój kodeks honorowy. A także dzieciaki miały własne bandy i ferajny tak jak ekipa autora czyli Danka, do której należeli również: Baju, Trojan i Trefniak, Cent.
Czasy PRL-u, które są mi dobrze znane i które doskonale pamiętam, gdyż moje dzieciństwo przypadło na lata 70-te. Te saturatory, pomarańcze i banany, które można było dostać tylko na Święta, początki telewizorów w kolorze, pustki w sklepach. Nie było prawie niczego a dzieciaki potrafiły sobie organizować czas wolny i bawić się przez cały dzień poza domem, bo "przecież dziecko potrzebuje powietrza". Wręcz nie do wiary, ale ja z koleżanką miałam podobną "zabawę" jak autor z kolegą czyli rzucanie w ludzi i celowanie do nich z balkonu czym popadło: kasztanami, ziemią. Pamiętam tłumek przechodniów zbierających się pod balkonem a potem walenie w drzwi. Miarka się przebrała gdy trafiłyśmy kasztanem w wózek z dzieckiem. Gdy dzisiaj o tym pomyślę, to ciarki przechodzą mi po plecach, że mogłam być tak głupia i bezmyślna. Podejrzewam, że autor książki ma teraz podobne odczucia co do tej kretyńskiej i niebezpiecznej zabawy.
Odbyłam razem z autorem podróż przez całe jego dzieciństwo (które podzielił według klas szkoły podstawowej) a przy okazji przez oczami przewijały mi się obrazy z własnego dzieciństwa. Współczułam mu, że wychował się bez mamy, która umarła, a ojciec lekarz - laryngolog miał "węża w kieszeni" (sytuacja na stoku narciarskim czy na zagranicznych wczasach, gdzie nie chciał mu kupić obiecanej coca-coli) a dziadkowie sprawiali wrażenie straumatyzowanych przeżyciami wojennymi, przedwczesną śmiercią córki i chyba nie okazywali chłopcu zbyt wiele ciepła i miłości. Śmiałam się czytając jak edukował się sexualnie z książek medycznych swojego ojca oraz z kolegami z podwórka. Te wszystkie wyjazdy na wczasy do Jugosławii, Bułgarii też przeżyłam jako dzieciak, więc momentami czułam się jakbym czytała własną historię.
Podobało mi się to, że autor szczerze i bez cenzury opisał pewne sprawy, także właśnie edukację sexualną. Dużo tutaj zabawnych sytuacji, humoru słownego i nawet gdy pojawiała się wulgarność, to usprawiedliwiona szczenięcą spontanicznością czy dosadnością pewnych sytuacji. Czy my jako dzieci nie postępowaliśmy i nie rozmawialiśmy w taki sam sposób? Podziwiam pamięć do szczegółów autora, dużą spostrzegawczość. Przeprowadził nas także przez przeczytane przez siebie książki, obejrzane filmy i słuchaną muzykę. Tutaj różniliśmy się trochę, bo jako dziewczynka od książek przygodowych czy westernów wolałam "Anię z Zielonego Wzgórza" a potem książki Musierowicz, Siesickiej, Chmielewskiej. Chłopcy czytali inne gatunki i innych autorów.
Ten specyficzny PRL-owski klimat utrzymywał się przez całą książkę. Nie mam absolutnie nic do zarzucenia jej treści, natomiast przytłoczył mnie jej duży format i drobniutka czcionka, bo utrudniało mi to trochę czytanie, no ale dałam radę. Chętnie przeczytałabym podobną książkę, ale z punktu widzenia kobiety. Nie mniej jednak to męskie oko zdołało wyłapać mnóstwo szczegółów z "niepamięci" przeszłości i ja przy okazji odświeżyłam swoje wspomnienia. Ujęła mnie tutaj duża kultura słowa (pomimo użycia licznych wulgaryzmów) i jakiś taki fajny "sznyt" nadany przez autora całości wspomnień. Pewne rzeczy ciężko mi ująć słowami, po prostu trzeba je poczuć podczas czytania. Kurcze, fajne to było i cieszę się, że w końcu zmobilizowałam się do przeczytania książki, która dosyć długo zalegała na półce. Szczerze polecam, szczególnie osobom pamietającym czasy PRL-u, bo tylko ktoś kto dorastał w tych realiach jest w stanie poczuć tego ducha przeszłości.
Autor książki miał w Warszawie swój Plac Leńskiego (na Pradze) przy którym mieszkał, a ja w Legnicy miałam ulicę Leńskiego (obecnie Nowy Świat),na której czas mojego dzieciństwa się zatrzymał. Ile razy tamtędy przechodzę, cofam się w przeszłość i w miejscu aktualnych obiektów widzę dawne punkty usługowe, ulubione sklepiki, Dom Kultury, który od dawna stoi zamknięty na...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMoje lata, moje rewiry, moje środowisko, moje przygody, bo Autor tylko o rok starszy. Czytałem w zachwycie, a zarazem odpominałem sobie własne przeżycia lat 70. na Saskiej Kępie i w okolicach.
„Muka! Była! Nie było! A właśnie że była!” – jeśli nie wiecie, o co chodzi, nie czytajcie dalej, skoro wówczas nie dorastaliście. Ale poważnie: to bardzo plastyczny, wierny i wiarygodny obraz wczesnej młodości w gierkowskiej Polsce. To lektura obowiązkowa dla tych, którzy chcieliby poznać nie tylko jaka wtedy była młodość - według mnie o wiele bardziej niezależna i swobodna niż dziś – ale i jakie wtedy było życie. Także i moje….
Autorowi udało się uchwycić istotę tego męczącego uroku peerelowskiej egzystencji. „Nasza rzeczywistość była szara, smutna, nijaka, beznadziejna (…),a jednak zawierała liczne elementy humorystyczne” – trafnie pisze Wyszogrodzki. Tamten ustrój dawał wiele powodów do śmiechu, bo nie przypadkiem peerel naprawdę był „najweselszym barakiem w obozie socjalistycznym”.
„Nikt z nas nie zastanawiał się nad tym, jakie informacje okażą się przydatne w dalszym życiu, więc ciekawiło nas wszystko” - dokładnie było tak, jak pisze Autor. Myśmy się w zasadzie sami wychowywali – całe dnie spędzane poza domem w gronie rówieśników - latem aż do późnego wieczora. Nikt nie wysiadywał w domu bo i po co, skoro w nim tylko nudne ”wapniaki”.
Ja, tak jak Autor, także w dzieciństwie upadłem na głowę podczas zabawy na wielkim stole, no bo gdzie się bawić?
Wszyscy chcieliśmy być Indianami, a nie żadnymi „białymi twarzami”. A w grze w państwa nikt nie chciał być ”Ruskimi”, bardziej nawet niż Niemcami. Słuchanie radia – wielkiego pudła z nazwami miast na skali częstotliwości, nie wiedzieć czemu, w „obcych językach” pisanych. Wolna Europa już od lat „nastu”.
Tak jak w książce, i mnie moja wspaniała Babcia z Konstancina (której dom był dla mnie tym, czym Wąchock dla Autora) od najmłodszych lat uświadamiała mnie, co to komunizm, Katyń, AK, Piłsudski, Stalin itp.
Także nie lubiłem chodzić do szkoły nr 168 , do której Autor też by chodził, gdyby mieszkał z ojcem (przy pętli 111 na końcu ul. Zwycięzców). Szkoła peerelu była miejscem męczącym, a nauczyciele zwichrowani. Kiedyś któryś mi wpisał do dzienniczka: „Uczeń szczeka na lekcji, nie haftuje” (śmiechu było nie lada, nawet w domu). Inna polonistka p. Siwek „poprawiła” mi w dyktandzie „kłującą różę” na „kującą”. Babcia wtedy poszła jej zrobić awanturę i od komunistek nawyzywać – a była szefową POP PZPR, co perfidnie celowo Babci ujawniłem. Byłem wtedy z niej bardziej dumny niż ze swej znajomości „polaka”…
Szkolne, platoniczne rzecz jasna, zauroczenia: Ula, Iza, Agnieszka... Ich ówczesne białe jednoczęściowe kostiumy na basenie – to były zajęcia w V klasie - faktycznie sporo, jak słusznie pisze Autor, ukazywały nam z tego, co zakryte. Pamiętam, co mi wtedy kazała wpisać do dzienniczka nauczycielka: ”Będąc na basenie, podglądałem dziewczynki, w drodze powrotnej następowałem im na odciski” (każdy odgadnie przyczynę i skutek…).
Moje kino „Sawa”, a w nim słynny wtedy enerdowski film „Helga”, na który poszła cala szkoła w ramach „przygotowania do życia w rodzinie” (m.in. scena porodu w zbliżeniu na miejsce akcji….).
Owszem, tak jak stoi w książce, przeklinało się - gdy byliśmy w swoim gronie. Ale ileż to razy słyszałem, i sam mówiłem; ”Uwaga, dziewczyny są, nie przeklinać”. Jednak w ich obecności byliśmy szarmanccy, lub tak się nam przynajmniej wydawało. Niemniej wtedy dziewczyny nie „rzucały mięsem” (przynajmniej przy nas).
Wyprawy na trawiaste lotnisko na Gocławiu, za którym już tylko pola i pola. Fotoplastykon w Alejach jako wielka atrakcja. Lody Carpigiani. Pierwsza coca-cola pita w bufecie basenów nad Wisłą, gdzie tłok był taki, że nie szło pływać, (i ja nie ustrzegłem się podglądania dziewczyn w przebieralniach). Przy okazji: Nie sposób nie zgodzić się z opinia autora, że „nawet najbardziej atrakcyjne ciało z tatuażem staje się odpychające”
Tak jak Autor, miałem także szwajcarskie kalendarze ścienne – Mama pracowała w przedsiębiorstwie handlu zagranicznego , stad miałem też zachodnie prospekty samochodowe (duma na podwórku)! Ojciec zaś z pracy w wydawnictwie RSW przynosił drukowane w PRL, bo taniej, szwedzkie i duńskie komiksy, najlepsze były „Klassikery”. Wymieniało się je na „donaldy”. A w komiksach z kpt. MO Żbikiem najbardziej i mnie interesowała por. Ola
Chodzenie na religię - uwaga: niemal całą klasą – do punktu katechetycznego w kościele przy Nobla. Sam też się dziwiłem, co to znaczy ”niepokalana”, przeczuwając z grubsza o co chodzi. I zachodziłem w głowę, czy moja Mama nie jest aby ”pokalana”.
A z gitowcami przelewek naprawdę nie było. Profilaktycznie uczyliśmy się, jak odpowiadać na ich pytania i ich slangu (kto dziś wie, co znaczy: „skitrać piórska za wachlę”, bałach czy P.S.M.?). Nienawidzili „inteligencików”, czyli apropaków, choć jeszcze bardziej – LGBT (jeśli cudem przeżyli do dziś, to są w „czołówce” nienawiści). Na szczęście Saska Kępa była – wybaczcie ekskluzywny język – inteligencką dzielnicą, nie jak dalsza Praga przy pl. Leńskiego, tu ich prawie nie było…
Także i ja lubiłem ciastka ponczowe (robią je jeszcze?). I ja miałem enerdowską elektryczną kolejkę PIKO. Również sklejałem plastikowe samoloty z Małego Modelarza. W czasie choroby też byłem obłożony tymi samymi książkami, na które zawsze był czas, choć na podwórku spędzało się całe dnie (czytało się i z latarką pod kołdrą, bynajmniej nie jakieś bezeceństwa, tylko by rodzice nie widzieli). Ijon Tichy i Pirx byli wtedy moim idolami, o Winnetou i Nemeczku nie mówiąc.
I jako chłopak z bloków miałem taki sam klucz do windy, który był zarazem łyżką do butów i otwieraczem do butelek. A postój taksówek naprawdę był postojem ludzi na nie czekających.
Te same chłopackie wzruszenia podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w 1974 r. (nie był to wtedy jeszcze żadne „mundial”),a wcześniej Wembley.
Słuchałem tej samej muzyki. W moim domu też były Mister Hit i ZK-140. Stale słuchałem Rozgłośni Harcerskiej, a potem „Trojki” z Muzyczna Poczta UKF i Kaczkowskim, co także nagrywałem. Jak słusznie pisze Autor, wszyscy byliśmy wtedy piratami, do czego zachęcało (!) państwowe radio. I podzielam opinię, że aria „E lucevan le Stelle” jest najpiękniejsza ze wszystkich – mam dreszcze, ilekroć ją słyszę.
Oglądałem te same filmy. I ja przeżywałem „Znikający punkt”. Miałem też ciary na „Planecie małp”. Byłem fanem Belmonda, Alaina Delona i Petera O’Toole. Również kochałem się w Poli Raksie, Annie Dymnej i Halinie Golanko oraz Catherine Deneuve.
I na koniec pytanie: czy każda młodość nie jest taka sama. Odpowiedź: nie, nie każda. Gdy dziś widuję kilkunastolatków, nie mogę się nadziwić, że najwidoczniej swój najpiękniejszy czas najlepiej spędzają - nawet w swym gronie, a może zwłaszcza wtedy - gdy każde nieustannie głaszcze swój ”smarfon”, czasem tylko pokazując go innym….
PS Z jakiegoś powodu Autor bardzo szczegółowo i z detalami opisuje swe pierwsze erotyczne przeżycia…..
Moje lata, moje rewiry, moje środowisko, moje przygody, bo Autor tylko o rok starszy. Czytałem w zachwycie, a zarazem odpominałem sobie własne przeżycia lat 70. na Saskiej Kępie i w okolicach.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Muka! Była! Nie było! A właśnie że była!” – jeśli nie wiecie, o co chodzi, nie czytajcie dalej, skoro wówczas nie dorastaliście. Ale poważnie: to bardzo plastyczny, wierny i...
Cyt.:
„O istnieniu Bitelsów dowiedziałem się, kiedy zespół już nie istniał. Stało się to nagle, jakbym nieoczekiwanie coś zrozumiał, doznał objawienia.”
Daniel Wyszogrodzki, „Plac Leńskiego”
Daniel Wyszogrodzki, dziennikarz muzyczny i tłumacz, związany z polską sceną muzyczną, w swojej autobiograficznej powieści powraca do swoich dziecięcych i młodzieńczych wspomnień. Autor urodził się w 1960 roku w Warszawie, wychowywany był przez dziadków na warszawskiej Pradze, gdzie chodził również do podstawówki.
Ta książka jest bardzo osobista i autor zaprasza nas do tej swojej osobistej podróży. To powieść o siermiężnych czasach PRL-u, gdy w sklepach niczego nie było, wszystko trzeba było zdobywać „po znajomości”, za oknami było szaro i ponuro, paszporty leżały w biurkach urzędników i można było otrzymać je jedynie w wyjątkowych sytuacjach, a jednak życie wydawało się piękne bo innego po prostu nie było.
Nie sądziłem, że lektura sprawi mi tyle przyjemności. Jesteśmy z autorem z jednego rocznika i był to powrót również do moich wspomnień, które wydawałoby się już dawno gdzieś uleciały. Odkrywanie muzyki z cotygodniowych audycji Muzycznej Poczty UKF prowadzonej przez Piotra Kaczkowskiego /najbardziej wyczekiwanych/ i czatowanie z palcem na przycisku magnetofonu szpulowego by nagrać ją w całości i odtwarzać w nieskończoność.
Cyt.:
„Przed oczami miałem okładkę płyty z białym światłem rozszczepionym w pryzmacie a w głowie słyszałem jeden numer: Money.”
Daniel Wyszogrodzki, „Plac Leńskiego”
Poszukiwania i fascynacje literackie i filmowe, psoty, wagary i wygłupy z rówieśnikami oraz odkrywanie własnej seksualności i pierwsze miłości, pamiętane do końca życia. Wyścig Pokoju i Mistrzostwa Świata w piłce nożnej w 1974 roku, które powodowały, że polskie ulice były jak wymarłe a piłkarzy po powrocie z Niemiec witano jak mistrzów świata.
Zabawna i nostalgiczna. Powrót do dzieciństwa i do świata, którego już nie ma. Mój Plac Leńskiego był zupełnie gdzie indziej ale był niemal taki sam.
Polecam.
Cyt.:
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„O istnieniu Bitelsów dowiedziałem się, kiedy zespół już nie istniał. Stało się to nagle, jakbym nieoczekiwanie coś zrozumiał, doznał objawienia.”
Daniel Wyszogrodzki, „Plac Leńskiego”
Daniel Wyszogrodzki, dziennikarz muzyczny i tłumacz, związany z polską sceną muzyczną, w swojej autobiograficznej powieści powraca do swoich dziecięcych i młodzieńczych wspomnień....
Ależ to był sugestywny rajd we wspomnienia. Świetnie napisana powieść. Nie wiem, czy młode pokolenie zrozumie peerelowskie smaczki, ale poznawczo na pewno warto się zapoznać.
Szczerze polecam.
Ależ to był sugestywny rajd we wspomnienia. Świetnie napisana powieść. Nie wiem, czy młode pokolenie zrozumie peerelowskie smaczki, ale poznawczo na pewno warto się zapoznać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toSzczerze polecam.
Kawał rewelacyjnej książki! Inteligentna, szczera, zabawa i niezwykle wciągająca opowieść o dorastaniu na warszawskiej Pradze w czasach PRL-u.
Kawał rewelacyjnej książki! Inteligentna, szczera, zabawa i niezwykle wciągająca opowieść o dorastaniu na warszawskiej Pradze w czasach PRL-u.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to