Źródło

Okładka książki Źródło
Ayn Rand Wydawnictwo: Zysk i S-ka literatura piękna
815 str. 13 godz. 35 min.
Kategoria:
literatura piękna
Tytuł oryginału:
The Fountainhead
Wydawnictwo:
Zysk i S-ka
Data wydania:
2007-10-18
Data 1. wyd. pol.:
2007-10-18
Liczba stron:
815
Czas czytania
13 godz. 35 min.
Język:
polski
ISBN:
9788375061444
Tłumacz:
Iwona Michałowska-Gabrych
Tagi:
powieść amerykańska architektura władza pieniądze architekt
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
8,3 / 10
1274 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
19
19

Na półkach:

Długi czas zajęło mi czytanie tej powieści. Dlatego też moja recenzja będzie krótka. Książka jest ciekawa, momentami bardzo, mocno filozoficzna, postacie różne, fabuła zaczyna się dobrze. Zastrzeżenie mam co do długości, moim zdaniem śmiało możnaby tę historię opowiedzieć znacznie krócej. Ten długi czas czytania wynika ze znużenia. Po obiecującym i zachęcającym wstępie gdzieś zaczyna nam się historia rozwlekać. Może niepotrzebnie tyle filozofii autorka chciała zawrzeć, może to wynik czasów, w których pisała. Nie wiem. W każdym razie - nie żałuję, że ją przeczytałem, ale też nie uważam jej za pozycję obowiązkową.

Długi czas zajęło mi czytanie tej powieści. Dlatego też moja recenzja będzie krótka. Książka jest ciekawa, momentami bardzo, mocno filozoficzna, postacie różne, fabuła zaczyna się dobrze. Zastrzeżenie mam co do długości, moim zdaniem śmiało możnaby tę historię opowiedzieć znacznie krócej. Ten długi czas czytania wynika ze znużenia. Po obiecującym i zachęcającym wstępie...

więcej Pokaż mimo to

avatar
165
126

Na półkach:

Ta książka to arcydzieło. Ponad 800 stron - więc długo ją czytałam i długo delektowałam się nią. Jest to hymn gloryfikujący ludzkie "ja" . Trudności i bariery wyrastające na drodze życia i jak je super bohater Roark pokonuje. Filozoficzna , architektura USA. Trudno to opisać....

Ta książka to arcydzieło. Ponad 800 stron - więc długo ją czytałam i długo delektowałam się nią. Jest to hymn gloryfikujący ludzkie "ja" . Trudności i bariery wyrastające na drodze życia i jak je super bohater Roark pokonuje. Filozoficzna , architektura USA. Trudno to opisać....

Pokaż mimo to

avatar
403
27

Na półkach:

Rewelacyjna. Nic dodac, nic ujac.

Rewelacyjna. Nic dodac, nic ujac.

Pokaż mimo to

Reklama
avatar
426
89

Na półkach:

Nie rozumiem fascynacji i zachwytu. Chciałam zrozumieć, ale nie rozumiem. Chciałam, żeby książka mi się podobała, a była to droga przez mękę.
Sam koncept, manifest, przesłanie autorki - tak, to wszystko tutaj jest, Rand serwuje nam swoje ideały podane na talerzu. Tylko jest to plastikowy talerzyk dla dzieci, z przegródkami na mięsko, buraczki i ziemniaczki - bo struktura książki, dialogi, postaci są tak proste i tak biało-czarne, jakby autorka obawiała się, że bez tej przesadności, czytelnik nie zrozumie kto jest zły, a kto jest dobry. Sam główny bohater jest tak irytująco i nieprawdopodobnie idealny i uzdolniony, że staje się nie do zniesienia. I to jak inni na niego reagują - albo muszą uważać go za wariata, albo w przypływie olśnienia zachwycają się nad jego osobą, wygłaszając peany na jego cześć. Bo bez tych zabiegów, przecież czytelnik nie zrozumiałby, że jest to buntownik z wyboru, zrozumiały i doceniony tylko przez nielicznych, prawda?

Nie rozumiem fascynacji i zachwytu. Chciałam zrozumieć, ale nie rozumiem. Chciałam, żeby książka mi się podobała, a była to droga przez mękę.
Sam koncept, manifest, przesłanie autorki - tak, to wszystko tutaj jest, Rand serwuje nam swoje ideały podane na talerzu. Tylko jest to plastikowy talerzyk dla dzieci, z przegródkami na mięsko, buraczki i ziemniaczki - bo struktura...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1
1

Na półkach:

Cudownie jest doświadczyć, że pomimo tylu doświadczeń i przeczytanych książek, wciąż istnieje coś, co dociera do źrodła...

Cudownie jest doświadczyć, że pomimo tylu doświadczeń i przeczytanych książek, wciąż istnieje coś, co dociera do źrodła...

Pokaż mimo to

avatar
104
104

Na półkach:

„Źródło” Ayn Rand to powieść monumentalna, mieszcząca w sobie konglomerat różnych gatunków, począwszy od powieści romantycznej, przez niemalże thriller i dramat sądowy, a także dramat psychologiczny, aż po filozoficzny traktat, prezentujący wyższość tak bliskiej autorce filozofii obiektywizmu nad wszelkimi innymi koncepcjami ludzkiego poznania i działania.

Główny bohater powieści, Howard Roark, to nieprzeciętnie zdolny architekt. Niestety, napotyka na swojej drodze mnóstwo trudności, a właściwie sam jej prowokuje, nie godząc się za żadną cenę na najmniejszy nawet kompromis. To jedyna postać w książce, która ma jasno wytyczony cel i priorytety, nie uwikłana w najmniejsze sprzeczności, działająca zgodnie z wyznaczonymi sobie zasadami i rozumem. Pozostali bohaterowie przedstawiani są jakby w opozycji do Roarka. Mamy ich tu całą zróżnicowaną galerię. Jest Peter Keating, przeciętniak, ale z ogromnymi ambicjami zrobienia dużej kariery i majątku. Aby to osiągnąć gnie zgrabnie swój kręgosłup, niemal jak człowiek – guma. Nie waha się płaszczyć i poniżać przed innymi po to, aby po ich plecach wspinać się wyżej i wyżej… Traktuje ludzi instrumentalnie i „nie pozwoli, aby ktokolwiek osiągnął to, czego on sam osiągnąć nie zdołał”. To jednak człowiek słaby. O wiele niebezpieczniejszy jest główny cyniczny intrygant i manipulator kryjący się za postawą poczciwego dobroczyńcy i obrońcy uciśnionych. To prawdziwe studium zła i podstępu, choć po prawdzie, to przyjdzie nam też podziwiać jego inwencję, dalekowzroczność i cierpliwość w zastawianiu pułapek. No i femme fatale, wokół której, jak muchy wokół miodu, kręcą się mężczyźni. Przyciąga ich niczym magnes, by zaraz odepchnąć, rani obojętnością, wykorzystuje, nie chcąc dopuścić do głosu prawdziwego uczucia, sądząc, że jest go niegodna. To skomplikowana osobowość, budząca współczucie, którą z początku trudno w ogóle zrozumieć, a później miałoby się ochotę wlepić jej solidnego klapsa, by przejrzała na oczy. Nie sposób wspomnieć tu o wszystkich postaciach, każda z nich jest charakterystyczna, archetypiczna. Nawet bohaterowie dalszego planu są nakreśleni starannie i zwracają uwagę, jak na przykład matka manipulatorka, sterująca umiejętnie synem „z tylnego fotela” za pomocą wzbudzania w nim poczucia winy i podsycania jego podświadomych lęków i pragnień. To doprawdy mistrzowskie ujęcie toksycznej miłości rodzicielskiej, jakiej przykładów spotykamy wiele zarówno w literaturze, jak i, niestety, w życiu.

Ayn Rand napisała we wstępie: „Rolą mojej twórczości jest ukazanie ideału człowieka”. W „Źródle” takim ideałem jest Howard Roark, człowiek ceniący nade wszystko wiedzę, doświadczenie, inteligencję i umiejętności, nie klękający przed nikim na kolana. Zna on dobrze swoją wartość. Nie ma w nim grama kokieterii czy niepewności. Robi tylko to, do czego jest w stu procentach przekonany, nie zważając na modę, naciski i żadne inne okoliczności zewnętrzne. Wszystko co wykonał,, „każda konstrukcja była dokładnie tym, czym być powinna”. „Nie były to budowle klasyczne ani romantyczne, ani renesansowe. Były to budowle Howarda Roarka”. Praca, spełnianie się w niej, nadaje sens jego życiu. Na pytanie, dlaczego wybrał właśnie architekturę, odpowiada: „Bo kocham tę ziemię. I tylko ją. Nie podoba mi się kształt rzeczy na ziemi i pragnę je zmieniać”. To człowiek prawy i szczery do bólu. Jednak zamiast budzić sympatię, onieśmiela. Właśnie dlatego, że jest tak idealny, że aż oderwany od rzeczywistości. Nie ma w nim miejsca na błędy, na słabości, na jakiś, choćby jeden słaby punkcik, za który moglibyśmy go polubić, bo stałby się wtedy bardziej ludzki, a mniej pomnikowy. Jeśli społeczeństwo złożone z Howardów Roarków stanowiło ideał Ayn Rand, to byłaby to utopia, do której nie tylko nie sposób byłoby się zbliżyć, ale wręcz taka, do której zbliżyć chyba byśmy się nie chcieli. Tacy ludzie przypominają bowiem bardziej maszyny, sztuczne twory nastawione na realizację określonego celu, aniżeli naszych poczciwych bliźnich. Z drugiej strony zaś autorka umieściła w powieści intrygantów, obłudników i pazernych krętaczy, którym pragnienie władzy mąci umysł, oraz całą resztę społeczeństwa w postaci darmozjadów, nie znających się tak naprawdę na niczym, łatwo ulegających wpływom i korupcji. Oddychamy więc z ulgą rozglądając się wokół i widząc w naszym świecie ludzi w różnych odcieniach, ludzi, którzy często ulegają pokusom, ale tezżuczą się na błędach, rozwijają, zmieniają. To o wiele większe bogactwo i różnorodność charakterów niż w świecie „Źródła”. Jednak wiemy też, że w powieści postaci zostały specjalnie przerysowane, nakreślone wyraziście, z talentem i precyzją, mocno pogrubioną kreską, by służyć koncepcji autorki. Dzięki temu są to tak mocne sylwetki, że wprost fascynują, przykuwają uwagę, nie mamy ochoty się z nimi rozstawać, chcielibyśmy pozostać w ich życiu.

Idee wiodące nas w głąb „Źródła” są ekscytujące. Możemy się z nimi zgadzać lub polemizować, możemy je nawet uznać za absurdalne, co zapewne wielu z nas uczyni. Jednak nikogo nie pozostawią obojętnym. A to ze względu na sposób przekazu i na porywającą erudycję Ayn Rand. Tych zaś, którzy wszelkie filozoficzno-etyczne dywagacje omijają z daleka, porwą z pewnością bohaterowie powieści. Znajdzie się też coś dla miłośników akcji i intrygi. Ta powieść cała jest knowaniem, manipulacją i grą. Autorka bawi się z nami, co chwila nas zaskakując, choćby nagłą woltą w zachowaniu któregoś z bohaterów. Większość z nich odkrywa karty powoli, w miarę lektury obnażając przed nami swoje motywacje i ukryte predylekcje. Ich życie wewnętrzne to skomplikowany labirynt, którego tajemnic sami do końca nie pojmują. Doprawdy interesujące jest zagłębianie się w pokrętne meandry ich umysłów.

Jest też miłość, bo co to byłaby w końcu za powieść bez miłości. Miłość trudna, niemal niemożliwa do spełnienia. Właściwie to ciągła walka, poddanie się i ucieczka na przemian, ranienie się i opatrywanie ran. Nawet miłość musi tu być ekstremalna i skomplikowana. Dlaczego stoi tak blisko nienawiści i patologicznego samoudręczenia? Czy to w ogóle jest jeszcze miłość?

„Źródło” to literatura totalna, skutecznie opierająca się upływowi czasu. Nic tu nie jest przeciętne, zwyczajne. Musi być albo wzniosłe albo podłe. Dwa przeciwne krańce. Wiemy, że w życiu mamy więcej odcieni, w tym dużo odmian szarości. Ale kto chciałby czytać o przeciętnym trwaniu, oglądać byle jakich ludzi. „Źródło” daje nam moc, absolut, intensywność i dynamizm. Ładuje nas dżulami energii. Każe też zastanowić się nad podstawowym zagadnieniem: czy to, co robimy z własnym życiem jest naprawdę tym, czego chcemy najbardziej. I czy pozostajemy przy tym w zgodzie z sobą.
Książkę mogłam przeczytać dzięki portalowi Sztukater.pl

„Źródło” Ayn Rand to powieść monumentalna, mieszcząca w sobie konglomerat różnych gatunków, począwszy od powieści romantycznej, przez niemalże thriller i dramat sądowy, a także dramat psychologiczny, aż po filozoficzny traktat, prezentujący wyższość tak bliskiej autorce filozofii obiektywizmu nad wszelkimi innymi koncepcjami ludzkiego poznania i działania.

Główny...

więcej Pokaż mimo to

avatar
560
560

Na półkach:

Mam nieodparte wrażenie graniczące z pewnością, że musiałem w pewnym momencie życia przeczytać "Źródło". Jestem też przekonany, że musiało się to stać teraz, w tym konkretnym momencie życia, tak jakby to było zapisane w gwiazdach, jakbym całe życie czytał książki żeby teraz sięgnąć po ten tytuł. Jego wartość literacka jest wprost niewiarygodnie wysoka. Fabuła ponadczasowa, wielowymiarowość, niesamowici i pełnokrwiści bohaterowie. Architektura była tu tylko punktem wyjścia do czystej filozofii, metafizyki, rozważań. Żadna powieść nie dostarczyła mi tylu cytatów, tylu złotych myśli, tylu ponadczasowych prawd. To historia o świadomości w świecie ciemnoty, o filozofii śmierci, odwróceniu wartości o 180 stopni, o cynizmie, o wywyższaniu miernot i piętnowaniu piękna. To historia o całym chorym systemie w jakim żyjemy. To opowieść o duszy człowieka. O powielaczach, fałszywym altruizmie i całym systemie opartym na kłamstwie, fałszu i manipulacji. O mechanizmach władzy, o roli mediów, których ostatnim zadaniem jest informowanie społeczeństwa i podnoszeniu ich świadomości. Żyjąc w świecie terroru dzisiejszy niewolnicy nawet nie zdają sobie sprawy ze swojego położenia. Howard Roark to dla mnie najciekawszy i najbardziej świadomy bohater z jakim dotąd miałem do czynienia. To tylko od nas zależy czy będziemy twórcą czy powielaczem, chyba że ktoś pozwoli, by to inni zdecydowali za niego. "Źródło" to w mojej opinii najlepsza powieść amerykańska i podium najlepszych książek jakie czytałem w życiu. Nawiązując niejako do fabuły uważam, że ta powieść powinna trafić tylko do tych, którzy docenią każde słowo i zdanie, którym treść przeniknie do najmniejszego zakamarka duszy. To nie powinno trafić w niepowołane ręce, bo to jak rzucić perły przed wieprze. Arcydzieło.

Mam nieodparte wrażenie graniczące z pewnością, że musiałem w pewnym momencie życia przeczytać "Źródło". Jestem też przekonany, że musiało się to stać teraz, w tym konkretnym momencie życia, tak jakby to było zapisane w gwiazdach, jakbym całe życie czytał książki żeby teraz sięgnąć po ten tytuł. Jego wartość literacka jest wprost niewiarygodnie wysoka. Fabuła ponadczasowa,...

więcej Pokaż mimo to

avatar
29
24

Na półkach:

Wyjątkowo ostrzegam przed tą książką, która bardzo podnosi poziom literatury którą czytasz, od której zaczniesz wymagać, i rozglądać się tylko za wybitnymi pozycjami. 9 Gwiazdek, ponieważ momentami język jest naszpikowany intelektualizmem, który może nużyć.
Podpisano
Syn Ayn

Wyjątkowo ostrzegam przed tą książką, która bardzo podnosi poziom literatury którą czytasz, od której zaczniesz wymagać, i rozglądać się tylko za wybitnymi pozycjami. 9 Gwiazdek, ponieważ momentami język jest naszpikowany intelektualizmem, który może nużyć.
Podpisano
Syn Ayn

Pokaż mimo to

avatar
655
652

Na półkach:

Sporo czasu minęło zanim wypożyczyłem tę książkę. Chwili potrzebowałem też, aby po skończeniu czytania napisać recenzję.
Mówiąc szczerze skusiłem się ze względu na wysoką średnią, autorka jest dla mnie anonimowa, nie czynię z tego zarzutu, stwierdzam jedynie fakt.
Akcja powieści dzieje się w latach 20. i 30. XX wieku w Nowy Jorku. Autorka zabiera nas do świata architektów. Jeden z nich, Howard Roark, jest nieprzeciętnie uzdolnionym architektem, jednak ma swoje zasady, tworzy po swojemu, wbrew utartym trendom i nie idąc na żadne kompromisy.
Peter Keating jest jego kompletnym przeciwieństwem, jest człowiekiem do wynajęcia, zaprojektuje cokolwiek co sobie klient wymarzy, pieniądze mu nie śmierdzą.
Jest również Dominique, czyli swoista femme fatale, która krąży wokół głównych męskich bohaterów powieści.
Poznajemy również Gaila Wynanda, czyli lokalnego potentata prasowego.
Całość oceniam bardzo wysoko, powieść ma dużo ukrytych symbolicznych wątków, postacie są wyraziste, oraz celowo przerysowane, co jest dodatkowym atutem.
Tę powieść trzeba przeczytać, niech was nie przestraszy jej objętość.

Sporo czasu minęło zanim wypożyczyłem tę książkę. Chwili potrzebowałem też, aby po skończeniu czytania napisać recenzję.
Mówiąc szczerze skusiłem się ze względu na wysoką średnią, autorka jest dla mnie anonimowa, nie czynię z tego zarzutu, stwierdzam jedynie fakt.
Akcja powieści dzieje się w latach 20. i 30. XX wieku w Nowy Jorku. Autorka zabiera nas do świata architektów....

więcej Pokaż mimo to

avatar
412
362

Na półkach:

"Dźwigary bez emfazy"
To moja propozycja tytułu.

Zdecydowanie zbyt obszerna w stosunku do celów, jakie wyznaczyła sobie autorka. Fabuła rozwleczona przez przegadane fragmenty rozdymane pompatycznością do granic zjadliwości. Styl pisarski dobry, ale w sensie rzemieślniczym - każdy kto nie jest urodzonym pisarzem, po zdobyciu odpowiedniego wykształcenia będzie pisał właśnie w taki sposób.

Świat i zamieszkujący weń bohaterowie są jednowymiarowi, zimni jak żelazna rura na mrozie... i tak samo puści. Moja przygoda ze Źródłem była przechadzką po tekturowej makiecie: zewnętrznie wszystko jest dość urokliwe, dobrze zaprojektowane, z widocznym wysiłkiem włożonym w budowę, ale mimo wszystko całość jest sztuczną i kiepską próbą modelowania niewielkiego wycinka rzeczywistości. Bohaterowie są chodzącymi skorupami - niby twardzi i ostro nakreśleni, a jednak wewnętrznie wypełnieni czystą erystyką. Tak, "The Foutainehead" to makieta placu w centrum miasta, otoczonego modernistycznymi budowlami, na którym odbywa się polityczny wiec związany z architekturą.

Co do celu książki, wielu zachwyca się krytyką kolektywizmu, socjalizmu, komunizmu, groteski dziennikarstwa oraz fałszywego/bezmyślnego altruizmu.
Jednocześnie przymyka się oko na ateizm, nihilizm, karykaturę miłości (rozpoczynającej się pogardą i "gwałtem"), trywializację małżeństwa i patologiczne relacje międzyludzkie.
Do tego infantylna krytyka konserwatyzmu i religii na poziomie nastolatka.
Fałszywa alternatywa między kolektywizmem i skrajnym atomizmem społecznym.
Nawet najwybitniejszy generał jest nic nie wart bez dzielnych "zwyczajnych" żołnierzy, Pani Rand.

Z resztą cała ta wyimaginowana batalia w obronie "Ja" człowieka jest śmieszna dla świadomego chrześcijanina:
"Będziesz tedy miłował Pana, Boga swego, z całego serca swego i z całej duszy swojej, i z całej myśli swojej, i z całej siły swojej.
A drugie jest to: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Innego przykazania, większego ponad te, nie masz".
(Zdrowa!) Miłość własna (filoz. "miłość siebie) jest jednym z najważniejszych przykazań Bożych, więc Ayn Rand stara się wynaleźć proch na nowo. Boga kochamy bezwzględnie, a siebie kochamy tak jak bliźnich - nie mniej, nie więcej; więc rzeczywiście: kto siebie nie kocha, nikogo innego nie pokocha, a kto innych nie kocha, siebie też nie kocha. Ayn jedynie usuwa z tego Boga.

Finałowa przemowa Roarka jest żałosnym bełkotem.

Ustami bohaterów narzeka na pretensjonalność, ale czymże jest cała ta książka?!

W ogóle jak można mówić o jakimkolwiek "Ja" w obiektywizmie? Przecież to się kupy nie trzyma i sama treść to pokazuje. Rand w pamiętnikach opisuje Keatinga, jako "przeciwieństwo Roarka", niewolnika próżności (opinii innych), bo wszystkie swoje działania właśnie temu podporządkowuje, ale przecież Roark jest niewolnikiem własnego talentu (bo temu wszystko podporządkowuje), a Dominique jest opisana jako "doskonała kapłanka", niewolnica "wielkiego człowieka" (Roarka z uwagi na talent, Keatinga z uwagi na popularność i Waynanda z uwagi na władzę).

Nie dziwi mnie barak zainteresowania środowisk akademickich panią Rand jako filozofem, tym bardziej, że w treści wykazała się powierzchownym i jednostronnym "filozofowaniem". Nawet przedstawiona fantazja erotyczna jest typowym "mokrym snem" statystycznej feministki: na jawie drą japy o brutalnych i niewyżytych mężczyznach, a po nocach śnią o byciu gwałconymi przez tych samych mężczyzn.

"Wielki człowiek" Rand, obok ewidentnego podobieństwa do "nadczłowieka" Nietzschego, jest bardzo zbieżny z "żołędziem" Jamesa Hillmana - wszystkie te wizje mogą zrobić wrażenie tylko na ludziach niedojrzałych, ubogich w doświadczenia i wiedzę, jednostronnych i jednopoziomowych, dlatego nie dziwi ich popularność wśród młodzieży.

Nic nie stracicie, jeśli nie sięgniecie po "Źródło", ale też nic nie zyskacie, jeśli zdecydujecie się na jego lekturę... a nawet możecie sobie tym zaszkodzić.

PS
Zapoznajcie się z jej biografią, a szybko wyleczycie się z fascynacji jej twórczością. (w praktyce Rand z komunistami podzielała postulat "wspólnych żon" ;)

I przestańcie sobie roić, że jesteście jednym z tych "wielkich geniuszy" - taki geniusz nie dowiaduje się o swojej genialności z książki fabularnej, i z definicji takich osobników jest niezwykle mało! - pomijając to, że wysoki poziom inteligencji często okazuje się w zbliżonym stopniu błogosławieństwem, jak przekleństwem.

"Dźwigary bez emfazy"
To moja propozycja tytułu.

Zdecydowanie zbyt obszerna w stosunku do celów, jakie wyznaczyła sobie autorka. Fabuła rozwleczona przez przegadane fragmenty rozdymane pompatycznością do granic zjadliwości. Styl pisarski dobry, ale w sensie rzemieślniczym - każdy kto nie jest urodzonym pisarzem, po zdobyciu odpowiedniego wykształcenia będzie pisał właśnie...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Ayn Rand Źródło Zobacz więcej
Ayn Rand Źródło Zobacz więcej
Ayn Rand Źródło Zobacz więcej
Więcej
Reklama
zgłoś błąd