Sztormowe ptaki

Okładka książki Sztormowe ptaki
Einar Kárason Wydawnictwo: Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego Seria: Seria z Żurawiem literatura piękna
128 str. 2 godz. 8 min.
Kategoria:
literatura piękna
Seria:
Seria z Żurawiem
Wydawnictwo:
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Data wydania:
2019-10-21
Data 1. wyd. pol.:
2019-10-21
Liczba stron:
128
Czas czytania
2 godz. 8 min.
Język:
polski
ISBN:
9788323346890
Tłumacz:
Jacek Godek
Tagi:
literatura islandzka literatura morska marynistyka morze Nowa Fundlandia rybacy sztorm
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Reklama

Oficjalne recenzje i

Pieśni z krainy lodu



1566 325 239

Oceny

Średnia ocen
7,0 / 10
124 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1383
749

Na półkach:

Nowela z życia marynarskiego na dalekiej północy, zbeletryzowana historia oparta na prawdziwych wydarzeniach. W styczniu 1959 trawler Mewa wypływa na połów w okolicach Nowej Funlandii. Na początku lutego, wraz z pewną liczbą podobnych jednostek, dostaje się we władanie potężnego sztormu. By przeżyć, załoga jednostki musi stoczyć morderczą walkę z żywiołem. Bez jakiejkolwiek nadziei na pomoc. Albo sobie poradzą albo pójdą na dno. Walka ta wymaga sięgnięcia do granic ludzkich możliwości, zwalczenia słabości fizycznych, znoszenia potężnej presji psychicznej. Wszystko to kosztuje, w takiej albo innej monecie.

Sztormowe ptaki to, poczynając od tytułu, utwór naturalistycznie dosłowny i jednocześnie metaforyczny. Choć mamy tu mnóstwo morskości, począwszy od nomenklatury poprzez technikę, obrazy życia, po opisy żywiołu, to rzecz wykracza poza ten krąg i sięga myślą szerzej.

Dzieło Kárasona jest konstrukcją dość prostą, momentami szorstką, nie uświadczymy tu ekstazy językowej, barokowej ornamentyki. Autor w prostych słowach, jednak sugestywnie, obrazuje sytuacje, kreśli charaktery, pokazuje reakcje. Unika ocen, jednak jednoznacznie wyczuwamy sympatie.

W szerszym założeniu, "Sztormowe ptaki" przypominają "Starego człowiek i morze" Hemingwaya. Człowiek kontra żywioł, charakter kontra beznamiętna potęga.

Tytuł przede wszystkim dla miłośników morskich opowieści, jednak każdy kto poszukuje wartościowej literatury może spokojnie poń sięgnąć.
8/10

Poniżej dwa przesympatyczne fragmenty.

"Po chwili głowę w drzwi wsadził oficer, z którym chłopak rozmawiał na mostku, i oznajmił, że właśnie wnoszą na pokład ostatniego członka załogi i zaraz wypływają."

"Miał też jeszcze usłyszeć od jednego z majtków, że ich kapitan potrafi być bardzo hałaśliwy i często kiedy przebywają na lokalnych łowiskach wokół Islandii, gdzie nagminnie stoją statek przy statku a on huknie przez okno na mostku rozkaz, żeby zarzucić trał, trał natychmiast zarzuca dwadzieścia innych trawlerów."

Nowela z życia marynarskiego na dalekiej północy, zbeletryzowana historia oparta na prawdziwych wydarzeniach. W styczniu 1959 trawler Mewa wypływa na połów w okolicach Nowej Funlandii. Na początku lutego, wraz z pewną liczbą podobnych jednostek, dostaje się we władanie potężnego sztormu. By przeżyć, załoga jednostki musi stoczyć morderczą walkę z żywiołem. Bez jakiejkolwiek...

więcej Pokaż mimo to

avatar
748
364

Na półkach:

"Sztormowe ptaki" to powieść, której bohaterami są walczący o przetrwanie marynarze i rybacy. Odcięci od swoich bliskich i przebywający na pełnym morzu zmagają się ze sztormem i są zdani wyłącznie na siebie. Mimo ciężkiej sytuacji nie poddają się i starają wzajemnie się wspierać w walce z nieokiełznanymi siłami natury.

Książka Einara Karasona to z jednej strony powieść o bohaterstwie i braterstwie, zaś z drugiej o pokonywaniu własnych ograniczeń i walce ze strachem. Nie ma tutaj dialogów i wybijających się postaci, za to jest tutaj mnóstwo emocji, zaś same opisy natury są bardzo sugestywne. Reasumując. Jest to przyzwoita powieść.

"Sztormowe ptaki" to powieść, której bohaterami są walczący o przetrwanie marynarze i rybacy. Odcięci od swoich bliskich i przebywający na pełnym morzu zmagają się ze sztormem i są zdani wyłącznie na siebie. Mimo ciężkiej sytuacji nie poddają się i starają wzajemnie się wspierać w walce z nieokiełznanymi siłami natury.

Książka Einara Karasona to z jednej strony powieść o...

więcej Pokaż mimo to

avatar
31
30

Na półkach:

Moim zdaniem "Sztormowe ptaki" to niesamowita książka.
Opowiadająca o walce na śmierć i życie ze sztormem, którą toczyła 32-osobowa załoga islandzkiego trawlera "Mewa".
Styl autora jest niezwykle obrazowy, dzięki czemu czytelnik może się poczuć jak załogant tej jednostki, który zmaga się z żywiołem.
Bardzo polecam tę książkę, lecz by w pełni czerpać pełną radość z czytania, dobrze jest znać się choć w malutkim stopniu na żeglarstwie.
Ułatwi to czytanie, gdyż jest tam dużo żargonu żeglarskiego.
Zaznaczam jego występowanie, ponieważ zdaję sobie sprawę z tego, że dla osób, które nie znają takiego słownictwa, ciągłe patrzenie w Internecie co oznaczają niektóre słowa może spowalniać i utrudniać czytanie.
Ja ją uwielbiam gdyż z racji tego, iż żegluję, słownictwo to nie jest mi obce i mogłam w pełni czerpać z tej książki.
Szczególnie rekomenduję ją osobom, które są zaznajomione z tematyką żeglarską, lecz tak naprawdę to polecam po nią sięgnąć każdemu, kogo zainteresowała jej fabuła , gdyż jak już wcześniej wspomniałam osoby, które nie miały nigdy możliwości poznać klimatu panującego na pokładzie, będą mogły poczuć tę atmosferę.
I nie zrażajcie się tym występującym żargonem, ponieważ jak to mówią: dla chcącego nic trudnego.
Jeśli macie możliwość i ochotę, to sięgnijcie po nią, ponieważ jej klimat jest wyjątkowy.
10/10
@sailing_among_books

Moim zdaniem "Sztormowe ptaki" to niesamowita książka.
Opowiadająca o walce na śmierć i życie ze sztormem, którą toczyła 32-osobowa załoga islandzkiego trawlera "Mewa".
Styl autora jest niezwykle obrazowy, dzięki czemu czytelnik może się poczuć jak załogant tej jednostki, który zmaga się z żywiołem.
Bardzo polecam tę książkę, lecz by w pełni czerpać pełną...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
2569
772

Na półkach: , , , ,

Człowiek w zderzeniu z naturą.

Zawsze chętnie sięgam po książki z „Serii z żurawiem”, chociaż tematyka morska nie jest mi bliska. Podziwiam autorów wydawanych w tej serii, że w prostych z pozoru opowieściach potrafią zawrzeć tyle emocji i różnych postaw ludzi. Te książki charakteryzuje doskonała kompozycja, przemyślana treść, gdzie przy minimum słów otrzymujemy maksimum treści. Jak widać, nie potrzeba grubych tomów, aby opowiedzieć ciekawą historię.
Einar Kárason jest islandzkim pisarzem, który swoje życie związał z Reykjavikiem, miastem portowym, gdzie codziennie wypływa dziesiątki kutrów na połowy ryb. Ponieważ coraz mniej ryb jest wokół Islandii, rybacy wypływają zimą tysiąc dwieście mil morskich, aż pod zachodnie wybrzeże Nowej Funlandii na połowy karmazyna. Najczęściej są to rutynowe parotygodniowe rejsy, kiedy po zapełnieniu ładowni złowioną rybą wracają do portu. Na łowisku załoga pracuje jak sprawna maszyna, dzień i noc, gdyż im szybciej wypełnią ładownie, tym szybciej wrócą do domu. Autor oparł swoją opowieść na prawdziwych wydarzeniach z lutego 1959 roku, kiedy to kilka islandzkich traulerów znalazło się w centrum nawałnicy na łowiskach u wybrzeża Nowej Funlandii. Zginęło w czasie tej nawałnicy ponad dwieście osób.
Narratorem powieści jest Larus, młody chłopak, który jako majtek po raz drugi wyrusza w rejs traulerem. Dwudziestego dziewiątego stycznia na pokładzie statku „Mewa” wyruszają na łowiska w rejonie Banku Mew opodal Nowej Funlandii. Po tygodniu żeglugi dopływają na łowisko. Niesamowitą przemianą przechodzi trzydziestka marynarzy na tym statku. Wchodząc na pokład, wszyscy byli pijani, a niektórych trzeba było wnieść na pokład statku. Jednak po tygodniu wszyscy są gotowi do ciężkiej pracy i sprawnie wykonują swoje obowiązki. Na łowisku wszyscy się nie oszczędzają, cały czas pracując, z krótkimi przerwami na posiłek i ograniczając sen. Mają świadomość, że gdy zapełnią się ładownie, będą mieć czas na odpoczynek. Niestety nie tym razem. Gdy ładownie już są pełne, zaczyna się Armagedon. Nagłe załamanie pogody powoduje niewyobrażalny sztorm i bardzo niską temperaturę. Statek musi cały czas ustawiać się pod fale, jeżeli nie, to kolejna fala go przewróci. Przy tak niskiej temperaturze każda kolejna fala przelewająca się przez statek powoduje jego oblodzenie. Lód zwiększa ciężar statku i może doprowadzić do zatonięcia. Jedyny ratunek to cały czas skuwać narastający lód. Skuwać go trzeba umiejętnie, gdyż oderwany duży fragment lodu przemieszczający się po pokładzie zagraża przywiązanym marynarzom i może spowodować przechylenie się statku i jego utonięcie. W tych warunkach są zdani wyłącznie na siebie. Zresztą w radiu słychać wokół sygnały SOS. Zaczyna się walka o życie. Załoga musi się zmierzyć nie tylko z siłami natury, ale przede wszystkim ze zmęczeniem, brakiem snu i głodem. Czy uda się dopłynąć do portu? Czy wszyscy przeżyją ten huragan?
Einar Kárason prezentuje w tej powieści prozę minimalistyczną, pozbawioną właściwie dialogów. Koncentruje się głównie na działaniach ludzi i ich walce. Mimo to poznajemy biografie niektórych marynarzy. Opis natury też są sprowadzone do minimum, ale bardzo sugestywne, aby pokazać siłę natury, z jaką muszą się zmagać marynarze. Niezwykle plastyczny język powoduje, że stajemy się uczestnikami tych wydarzeń, ludzi postawionych w sytuacji granicznej, walczących o życie. A jak my byśmy się zachowali w podobnej sytuacji?
Ciekawym symbolem przewijającym się przez książkę jest mewa. Mewa jest symbolem wolności, podróży i duszę zmarłego na morzu marynarza. Główny bohater nazywa się Larys (łacińska nazwa mewy), trauler nazywa się Mewa, a łowisko, na którym łowią, nosi miano Bank Mew (Ritubanki). Mewy zawsze towarzyszą rybakom na łowiskach i wieszczą dobry połów. Pierwszą oznaką nadchodzącego sztormu było zniknięcie mew, a gdy się mewy pojawiły, zakończył się sztorm. Może mewa jest symbolem szczęścia? Czym więc są sztormowe ptaki?
Z przyjemnością przeczytałam, że nieodłączny wyposażeniem kutrów była skrzynia z książkami, które czytali marynarze w wolnych chwilach.
„Sztormowe ptaki” to fascynujące spotkanie z prozą islandzką, która zapada w pamięć.

Człowiek w zderzeniu z naturą.

Zawsze chętnie sięgam po książki z „Serii z żurawiem”, chociaż tematyka morska nie jest mi bliska. Podziwiam autorów wydawanych w tej serii, że w prostych z pozoru opowieściach potrafią zawrzeć tyle emocji i różnych postaw ludzi. Te książki charakteryzuje doskonała kompozycja, przemyślana treść, gdzie przy minimum słów otrzymujemy maksimum...

więcej Pokaż mimo to

avatar
38
38

Na półkach:

Prawdziwy talent gawędziarski potrafi sprawić, że nawet czytelnik, który nie rozumie połowy używanych terminów, nie będzie umiał oderwać się od opowieści. Tak właśnie jest ze Sztormowymi ptakami. Na pierwszych stronach jęknęłam z rozpaczą, bo z terminologii marynistycznej rozumiem tylko słowa "rumpel" i "radiostacja", ale czynnik, o którym wspominam wyżej, sprawił, że zupełnie mi to nie przeszkadzało. Wspaniała opowieść o (nad)ludzkim zmaganiu z naturą i własną słabością, bez nadmiernego dramatyzmu czy patosu.
Znalazłam tylko jedną, dość śmieszną literówkę - "czarne pisaki Islandii" (zakładam, że miało być "piaski"...).

Prawdziwy talent gawędziarski potrafi sprawić, że nawet czytelnik, który nie rozumie połowy używanych terminów, nie będzie umiał oderwać się od opowieści. Tak właśnie jest ze Sztormowymi ptakami. Na pierwszych stronach jęknęłam z rozpaczą, bo z terminologii marynistycznej rozumiem tylko słowa "rumpel" i "radiostacja", ale czynnik, o którym wspominam wyżej, sprawił, że...

więcej Pokaż mimo to

avatar
54
50

Na półkach:

Nie wiem, czy w duchu Conrada - nie podejmę się oceny. Wciągnęła mnie jednak bez reszty...

Minimalistyczna powieść, nowela bez zbędnych upiększeń.

Historia jest zupełnie luźnym nawiązaniem do wyprawy z 1959 roku islandzkiej załogi statku rybackiego na połów do Nowej Fundlandii.

Nagłe załamanie się pogody, walka z żywiołem, sztorm, a jakoś trzeba sobie poradzić.

Męska wyprawa, znakomitym językiem opisana. Dojrzała literatura, nie udająca innej niż jest.

Nie wiem, czy w duchu Conrada - nie podejmę się oceny. Wciągnęła mnie jednak bez reszty...

Minimalistyczna powieść, nowela bez zbędnych upiększeń.

Historia jest zupełnie luźnym nawiązaniem do wyprawy z 1959 roku islandzkiej załogi statku rybackiego na połów do Nowej Fundlandii.

Nagłe załamanie się pogody, walka z żywiołem, sztorm, a jakoś trzeba sobie poradzić.

Męska...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1352
899

Na półkach: , ,

"Sztormowe ptaki” to islandzka powieść o niesamowicie groźnym morzu i ludziach, którzy zrobią wszystko, aby przetrwać.

Zachodnie wybrzeże Nowej Fundlandii słynie z niespodziewanych zmian pogody. To właśnie w tym kierunku wyrusza na połowy ponad trzydziestoosobowa załoga trawleru Mewa. Kiedy ładownie są już pełne a perspektywa spotkania z rodziną coraz bliższa, następuje nagłe załamanie pogody. Załoga wraca myślami na ziemię i każdego dnia musi walczyć o przetrwanie na wzburzonym morzu.

Jak Einar Kárason to opisał! Wysokie fale przelewające się przez statek, czapy lodu osadzające się na jego konstrukcji, wiatr wciskający się za kołnierz – to opisy w tej pozycji robią całą robotę. Tragedia goni tragedię a najgorsze jest to, że fabuła tej książki oparta jest na prawdziwych wydarzeniach.

Szkoda tylko, że co kilka stron mamy powtórzenia niektórych treści, bo to wytrąca nas z równowagi, odciąga od tego, co jest najważniejsze. Gdyby nie fakt pewnego chaosu w stylu pisania autora, byłaby to naprawdę świetna pozycja.

"Sztormowe ptaki” to islandzka powieść o niesamowicie groźnym morzu i ludziach, którzy zrobią wszystko, aby przetrwać.

Zachodnie wybrzeże Nowej Fundlandii słynie z niespodziewanych zmian pogody. To właśnie w tym kierunku wyrusza na połowy ponad trzydziestoosobowa załoga trawleru Mewa. Kiedy ładownie są już pełne a perspektywa spotkania z rodziną coraz bliższa, następuje...

więcej Pokaż mimo to

avatar
372
21

Na półkach:

Pierwsze, co mnie uderzyło po rozpakowaniu to objętość... Książka ma 123 strony i bardzo szerokie marginesy. To jeszcze nie jakiś duży minus, nie wszystko musi być biblijnym klockiem, by mieć wartość literacką.

Fabułę "Sztormowych ptaków" określa enigmatyczna zapowiedź: "Rozpaczliwa walka islandzkich rybaków z bezlitosnymi siłami natury." To, co mnie przekonało do zakupu, to blurb, a szczególnie dwa fragmenty: "Na pełnym morzu ludzie nie mają zbyt wielu możliwości ratunku. Ze statków przebywających na tych samych łowiskach [co kuter, na którym przebywają nasi bohaterowie] docierają do nich sygnały s.o.s. Wszyscy walczą o życie." oraz "Dzięki gęstej i pełnej napięcia narracji (...)". Uwielbiam książki, w których autorzy przywiązują wagę do narracji, zdają sobie sprawę, że jest ważna, że jest integralnym elementem historii, a nie tylko narzędziem do jej opowiedzenia.

W życiu prywatnym rzadko robię rzeczy ekstremalne. Nie obawiam się ryzykownych aktywności, ale takich, w których znacznie utrudnione lub wręcz niemożliwe byłoby przyjście mi z pomocą przez innych ludzi. Dlatego bardzo wstrząsnęła mną śmierć Mackiewicza. Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuł, siedząc w tym namiocie z przeświadczeniem, że nikt go nie uratuje. Albo turyści uwięzieni w zalanej wodą jaskini w Tatrach... Nikt po ciebie nie przyjdzie, bo od służb ratowniczych oddziela cię woda, pogoda, przepaść, ogień itp. Brrr... Mam ciarki. I ten fragment z okładki o tym, że islandzcy rybacy znaleźli się w rozpaczliwym położeniu podczas sztormu i że nikt nie może im pomóc, bo wszyscy wokół są w takiej samej sytuacji, że oni nie będą mogli nikogo uratować, odpowiedzieć na wezwanie, bo sami mają problemy, związało mi żołądek w supeł. I takich emocji oczekiwałam po tej lekturze, że będę przeżywać dokładnie to samo, co ci marynarze i borykać się z tą samą beznadzieją i dylematami, że będę się bała tego, co na następnej stronie.

Karasonowi udaje się to wszystko. To na pewno nie jest książka, którą, mimo jej niewielkiej objętości, przelecicie raz dwa. Mimo że to taka miniatura, to wymaga skupienia i zaangażowania. Ja czułam się, jakbym wpadła do tego oceanu, który tak niezwykle Karason opisuje, i musiała się utrzymywać na powierzchni, rozgarniać gęste, przytłaczające słowa.

Historia trawlera Mewa, który w środku zimy wyrusza na łowiska i zostaje na nich uwięziony przez brutalny, lodowaty sztorm, przedstawiona jest jakby na trzech płaszczyznach: po pierwsze, załogi walczącej z żywiołem o swoje życie, po drugie, statku, który jest pułapką, ale jednocześnie jedynym ratunkiem, i po trzecie, natury, która karmi, jest znajoma, oswojona, ale potrafi być śmiertelnie niebezpieczna, nieprzewidywalna i nieubłagalna. Na pokładzie znajdują się marynarze z ogromnym doświadczeniem, dla których nie jest to pierwsza wyprawa na łowiska, którzy przeszli i widzieli niejedno, którzy znają morze, jego humory i ryzyko. A gdy nadchodzi sztorm stają do pojedynku z naturą, pragnąc za wszelką cenę pozostać na powierzchni.

Cała ta walka mnie jednocześnie fascynowała i przerażała, z każdą stroną rósł mój szacunek do tych ludzi i ich niezłomnej siły. Nie potrafiłam nie wyobrażać sobie siebie na ich miejscu, czy byłoby mnie stać na taki hart, czy to że się nie poddawali, wynikało z ich "zaprawienia", czy każdy z nas, ja też, w chwili takiej próby potrafiłby zmusić się do wyjścia na zalewany lodowatą wodą pokład, śliski od lodu, kolebiący się na boki, i odłupywać metalową rurą lód, by zmniejszyć zanurzenie statku? Musiałam odłożyć na chwilę książkę, gdy załoga stanęła przed trudną decyzją - nie będę wam psuć przyjemności, mówiąc jaką - która mogła ich uratować lub okazać się później tragiczną w skutkach. Czułam atawistyczny lęk przed tym, że trzeba się bardziej narazić, by się uratować.

Karason pokazuje nam fizyczne i psychiczne reakcje na zagrożenie. Jest przy tym bardzo łagodny w ocenie poszczególnych postaw, z pewną czułością wypowiada się o potędze morza.

To opowieść o islandzkich rybakach, którzy świadomie wybierają taką pracę, bo nie potrafią nic innego, ale nie są z tego powodu nieszczęśliwi. Tak już musi być, bo tak było od wieków i tak będzie dalej. Przyjmują to z wszystkimi zaletami i wadami, konsekwencjami, z którymi muszą zmierzyć się na lądzie. Niezwykle do mnie to przemówiło, a pewne rzeczy, jak choćby poniższy cytat zostaną ze mną na dłużej: "A zresztą, co ona tam wie o pracy na morzu czy niebezpieczeństwach czających się na wodach oceanu; matka nigdy nie trudniła się marynarskim fachem, choć przecież straciła ojca, brata i dziadka na morzu."

Mimo emocjonującej treści rytm powieści jest spokojny, a pełną napięcia walkę o przetrwanie spowalniają retrospekcje. Nie mamy jednak uczucia, że książka jest statyczna, że tempo jest zbyt wolne. Wręcz przeciwnie ani akapity rozciągające się na całe strony, ani długie rozbudowane zdania nie wpływają negatywnie na zaangażowanie. Mam wrażenie, że ta pozorna "powolność" potęguje poczucie obawy, co będzie dalej.

Z czystym sumieniem mogę polecić tę książkę tym, którzy szukają czegoś innego. To zupełnie inny sposób przedstawienia opowieści - w sposób skondensowany, z pełnowymiarową treścią i jakimś takim minimalizmem (?), który jednak w ogóle nie robi wrażenia niedostatku stylistycznego.

Polecam!

Pierwsze, co mnie uderzyło po rozpakowaniu to objętość... Książka ma 123 strony i bardzo szerokie marginesy. To jeszcze nie jakiś duży minus, nie wszystko musi być biblijnym klockiem, by mieć wartość literacką.

Fabułę "Sztormowych ptaków" określa enigmatyczna zapowiedź: "Rozpaczliwa walka islandzkich rybaków z bezlitosnymi siłami natury." To, co mnie przekonało do...

więcej Pokaż mimo to

avatar
777
532

Na półkach: ,

Bardzo emocjonująca opowieść o walce z żywiołem.
Ryby już nałowione, ale nie da się tak łatwo wrócić do portu. Szaleje sztorm, jest bardzo zimno, wciąż trzeba skuwać lód gromadzący się na statku. Trzyma w napięciu do samego końca.

Bardzo emocjonująca opowieść o walce z żywiołem.
Ryby już nałowione, ale nie da się tak łatwo wrócić do portu. Szaleje sztorm, jest bardzo zimno, wciąż trzeba skuwać lód gromadzący się na statku. Trzyma w napięciu do samego końca.

Pokaż mimo to

avatar
90
90

Na półkach:

Skupiona bardzo na opisach sytuacji, praktycznie pozbawiona dialogów, momentami powtarzająca opisy. Trudna w odbiorze. Trochę przypomina mi "Starego człowieka i morze" w temacie walki człowieka z losem, przyrodą, fatum.

Skupiona bardzo na opisach sytuacji, praktycznie pozbawiona dialogów, momentami powtarzająca opisy. Trudna w odbiorze. Trochę przypomina mi "Starego człowieka i morze" w temacie walki człowieka z losem, przyrodą, fatum.

Pokaż mimo to


Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Sztormowe ptaki


Reklama
zgłoś błąd