
Ja to ktoś inny. Septologia III-V

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Cykl:
- Septologia (tom 3-5)
- Tytuł oryginału:
- Eg er ein annan: Septologien III-V
- Data wydania:
- 2024-09-10
- Data 1. wyd. pol.:
- 2024-09-10
- Data 1. wydania:
- 2020-10-07
- Liczba stron:
- 232
- Czas czytania
- 3 godz. 52 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788368191004
- Tłumacz:
- Iwona Zimnicka
Drugi tom opus magnum Jona Fossego.
Malarz i wdowiec Asle mieszka samotnie w domu w Dylgja. Jedynymi osobami, z którymi wciąż się widuje, są jego sąsiad, rybak Åsleik, i Beyer, właściciel galerii w Bjørgvin, kilka godzin jazdy na południe. W Bjørgvin mieszka także drugi Asle, jego sobowtór, a może cień albo druga wersja tego samego życia? Pierwszy z nich stał się religijny, rzucił picie i odniósł sukces, drugiemu przypadł trudniejszy los.
W drugim tomie Septologii, Ja to ktoś inny, obaj Asle spotykają się po raz pierwszy w młodości. Wyglądają dziwnie podobnie, ubierają się identycznie i chcą zostać malarzami. W szkole artystycznej w Bjørgvin ten pierwszy poznaje swoją przyszłą żonę Ales i się w niej zakochuje.
Septologia to wielka, porywająca rytmem metafizyczna powieść o miłości, sztuce, Bogu, przyjaźni i przemijaniu.
Kup Ja to ktoś inny. Septologia III-V w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Ja to ktoś inny. Septologia III-V
Poznaj innych czytelników
692 użytkowników ma tytuł Ja to ktoś inny. Septologia III-V na półkach głównych- Chcę przeczytać 350
- Przeczytane 332
- Teraz czytam 10
- Posiadam 66
- 2024 18
- 2025 16
- Ulubione 8
- 2026 6
- Nobliści 6
- Literatura piękna 4
Tagi i tematy do książki Ja to ktoś inny. Septologia III-V
Czytelnicy tej książki przeczytali również
Cytaty z książki Ja to ktoś inny. Septologia III-V
kiedy ze sobą rozmawiamy, to musimy używać słów, ale słowa mówią tak mało, prawie nic, a im mniej mówią, tym w pewnym sensie mówią więcej...









































OPINIE i DYSKUSJE o książce Ja to ktoś inny. Septologia III-V
"gumki do ścierania z jakiegoś powodu nigdy nie używam, wolę, żeby błąd został i był błędem, bo często to właśnie ten błąd w końcu sprawia, że coś jest dobre".
Zdania jak oddechy, obrazy jak światło bijące z czerni, spotkania jak krzesło, którego nie wolno przestawiać i żeberka raz w roku jedzone, w tym wszystkim Bóg, nieoczywisty jak wycieraczki samochodu, które w śniegu pozwalają widzieć inaczej.
Książka do przeżywania.
"gumki do ścierania z jakiegoś powodu nigdy nie używam, wolę, żeby błąd został i był błędem, bo często to właśnie ten błąd w końcu sprawia, że coś jest dobre".
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZdania jak oddechy, obrazy jak światło bijące z czerni, spotkania jak krzesło, którego nie wolno przestawiać i żeberka raz w roku jedzone, w tym wszystkim Bóg, nieoczywisty jak wycieraczki samochodu, które w śniegu...
Te książkę (i całą Septologię) czyta się jak mantrę, wpada w trans, medytację. A może w modlitwę, jak główny bohater. A może jest ich dwóch? Ale takich samych? Czy dwóch Asle to ten sam Asle? Czy oboje istnieją oddzielnie? Czy może Asle, który trafia do szpitala, w delirium widzi życie, które mógłby toczyć bez alkoholu? A może to ten drugi Asle jest prawdziwym, który ocalał, dla którego modlitwa stała się wybawieniem od nałogu?
Interpetacji tej powieści może być wiele. Autor pozostawia to czytelnikowi. Zostawia go z przemyśleniami i obrazami, nie tylko tymi malowanymi przez Asle, ale tymi namalowanymi słowami, które powtarzane wiele razy, ryją się w pamięci na stałe. To pierwsza książka, która jest jednocześnie tak niejasna, dająca tyle możliwości interpretacji, a jednak tak przejrzysta i głęboka w swoim mistycznym przekazie.
Idealnie nadaje się do dyskusyjnego klubu ksiązki, bo każdy odnajdzie w niej coś innego, niezwykłego, zauważy inne niuanse. Nie ma jednoznacznego przekazu i zakończenia. Każdy może zrozumieć ją na swój sposób i każdy będzie tym celnym.
Jon Fosse dokonał czegoś nowatorskiego, niemożliwego do wykonania tylko słowem. Arcydzieło.
Te książkę (i całą Septologię) czyta się jak mantrę, wpada w trans, medytację. A może w modlitwę, jak główny bohater. A może jest ich dwóch? Ale takich samych? Czy dwóch Asle to ten sam Asle? Czy oboje istnieją oddzielnie? Czy może Asle, który trafia do szpitala, w delirium widzi życie, które mógłby toczyć bez alkoholu? A może to ten drugi Asle jest prawdziwym, który...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWybitna rzecz. A swoją drogą ciekawe jakiej marki był traktor Asleika, no i dlaczego Bragge dostawał tylko chleb...?
Wybitna rzecz. A swoją drogą ciekawe jakiej marki był traktor Asleika, no i dlaczego Bragge dostawał tylko chleb...?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzytanie tej książki było wyjątkowo unikalnym doświadczeniem. Pierwsza część septologii zrobiła na mnie ogromne wrażenie przenikliwością obserwacji, a ta część kazała zastanowić się co czyni nas tym, kim jesteśmy i dlaczego mamy takie życie, a nie inne?
Asle, starszy malarz i wdowiec mieszkający samotnie na wybrzeżu Norwegii, wspomina swoje życie. Jego jedynymi przyjaciółmi są sąsiad Åsleik, rybak-rolnik, oraz Beyer, galernik mieszkający w mieście. W mieście mieszka inny Asle, również malarz, ale samotny i pochłonięty alkoholem, leżący podczas opowieści w szpitalu. Asle i Asle to dwie wersje tej samej osoby, dwa warianty tego samego życia, obaj zmagający się z egzystencjalnymi pytaniami o śmierć, miłość, światło i cień, wiarę oraz beznadzieję.
Lektura unikalna. Absolutny must-read.
Czytanie tej książki było wyjątkowo unikalnym doświadczeniem. Pierwsza część septologii zrobiła na mnie ogromne wrażenie przenikliwością obserwacji, a ta część kazała zastanowić się co czyni nas tym, kim jesteśmy i dlaczego mamy takie życie, a nie inne?
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAsle, starszy malarz i wdowiec mieszkający samotnie na wybrzeżu Norwegii, wspomina swoje życie. Jego jedynymi...
Hmm... Nie bardzo wiem, jak ocenić tą część. Zabrakło mi magii Septologi 1-2.
Poznajemy lepiej bohatera. Drugi Asle jest mniej obecny niż w cz. 1-2, ale wciąż jest z nami Ales i to nawet jeszcze bardziej - Asle czuje jej obecność, rozmawia z nią, czuje jej wsparcie (i to jest piękne).
Mam też wrażenie, że jest więcej o Bogu. Bóg jest w ciszy, w milczeniu, w przedmiotach, jest nieokreslony, nie do opisania, im bardziej jest, tym bardziej go nie ma - też nie do końca umiem wytłumaczyć, co bohater ma na myśli, ale czuję to i myślę :),że myślę podobnie.
Daję tylko 7, ale tu mam problem, bo nie wiem co będzie w ostatnim tomie. I może, jak przeczytam całość, pewne wątki z tej części staną się bardziej przekonujące - bo może brak magii wynika z tego, że sam Asle przeżywa kryzys, chce przestać malować, czuje zmęczenie, coraz częściej odpływa we wspomnienia.
Mam taką myśl, że może Drugie imię to początek drogi bohatera do poznania swojego prawdziwego ja, Ja to ktoś inny to etap hmm rozpadania się na kawałki (kryzys tworzenia, może też kryzys wiary, a przynajmniej wiary w takiej postaci w jakiej wierzył do tej pory),a Nowe imię to kształtowanie siebie, kompletnego obrazu samego siebie.
Myślę, że wbrew pozorom Septologia 3-5 wymaga od nas jeszcze więcej skupienia i uwagi. Jestem bardzo ciekawa zakończenia tej historii.
Hmm... Nie bardzo wiem, jak ocenić tą część. Zabrakło mi magii Septologi 1-2.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPoznajemy lepiej bohatera. Drugi Asle jest mniej obecny niż w cz. 1-2, ale wciąż jest z nami Ales i to nawet jeszcze bardziej - Asle czuje jej obecność, rozmawia z nią, czuje jej wsparcie (i to jest piękne).
Mam też wrażenie, że jest więcej o Bogu. Bóg jest w ciszy, w milczeniu, w przedmiotach,...
Kontynuacja wspaniałej modlitwy, literackiego obrazu, teologicznego traktatu, ale też opowieści o życiu, o różnych jego ścieżkach, alternatywnych możliwościach. Ta książka porusza, wprowadza w stan pewnego rodzaju medytacji, pozwala doświadczyć bliskości Boga w ciemności, samotności, smutku głównego bohatera. Jest w pewnym sensie literackim dowodem na istnienie Boga w jego nieistnieniu, w jego braku, milczeniu. Polecam.
Kontynuacja wspaniałej modlitwy, literackiego obrazu, teologicznego traktatu, ale też opowieści o życiu, o różnych jego ścieżkach, alternatywnych możliwościach. Ta książka porusza, wprowadza w stan pewnego rodzaju medytacji, pozwala doświadczyć bliskości Boga w ciemności, samotności, smutku głównego bohatera. Jest w pewnym sensie literackim dowodem na istnienie Boga w jego...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDwa lata temu przeczytałam "Drugie imię". Teraz znów mogłam wrócić do poznanych wtedy bohaterów: malarza Aslego, jego żony Ales, sąsiada Asleika, właściciela galerii Beyera. Pojawią się i inni, bo w retrospekcjach cofniemy się do lat młodości Aslego, podobnie było zresztą i w części poprzedniej. Będzie także i drugi Asle.
Wiedziałam, jak wygląda narracja u Fossego i szybko poddałam się rytmowi jego prozy. To znów niemal hipnotyzujący trans osiągany licznymi powtórzeniami: "mówię", "myślę", "tak", "patrzę", do tego częste obrazy padającego śniegu, "biała ściana", słowa modlitwy "Ojcze nasz", "Zdrowaś Mario", także po łacinie.
Powtarzają się słowa, myśli, obrazy. Znów jest, znany z "Drugiego imienia", krzyż Świętego Andrzeja, obraz, który nie jest na sprzedaż i wciąż nie jest skończony, tak przynajmniej twierdzi Asle, który przygotowuje obrazy na coroczną wystawę.
Drugi Asle leży w szpitalu i nie można go na razie odwiedzać.
Imiennik malarza pojawia się już we wczesnej młodości bohatera, gdy ten zaczyna naukę w Liceum, by potem szybko przenieść się do Akademii. Tam już dostał się jego Imiennik.
Asle obserwuje siebie: "I widzę siebie...", wraca do rodzinnego domu, do szkoły, kolegów.
Narracja płynnie przechodzi z pierwszej osoby w trzecią i na odwrót, teraźniejszość miesza się z przeszłością. Ważna zmiana, jaka dokonała się w życiu Aslego, zdaje się rozdzielać je na dwie osoby...
Wracają obrazy żony, która umarła młodo, odeszła za wcześnie, malarz wciąż czuje jej obecność. To dzięki niej życie miało sens, to ona "często mówiła, że tak zwani ludzie religijni, katolicy i inni stale, raz po raz nadużywają imienia Bożego, natomiast najmniej nadużywają imienia Boga ci, w których ustach słowo Bóg nigdy się nie pojawia". Kwestie Boga i wiary są tu częste, samotność Aslego sprzyja różnym refleksjom, malowanie staje się dla niego "modlitwą bez słów".
Pięknie się te wszystkie słowa norweskiego noblisty układają w zdania bez kropek, często bez wielkich liter, co zupełnie nie przeszkadza, a wręcz pozwala całkowicie wniknąć, zagłębić się w ten strumień myśli bohatera, jego widzenia świata.
Trudno mi było w czasie czytania robić przerwy, bo żal było przerwać ten ciąg, wyrwać się z rytmu, a przecież trzeba było nieco ochłonąć, uporządkować swoje myśli; zatrzymać na czas jakiś wspaniałe obrazy widziane wraz z bohaterem.
Piękna proza, godna Nobla, czekam na część trzecią "opus magnum" Jona Fossego.
Dwa lata temu przeczytałam "Drugie imię". Teraz znów mogłam wrócić do poznanych wtedy bohaterów: malarza Aslego, jego żony Ales, sąsiada Asleika, właściciela galerii Beyera. Pojawią się i inni, bo w retrospekcjach cofniemy się do lat młodości Aslego, podobnie było zresztą i w części poprzedniej. Będzie także i drugi Asle.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWiedziałam, jak wygląda narracja u Fossego i szybko...
Spokój i pewność tej prozy są zniewalające. Płynie się przez nią, myśląc o rzeczach najważniejszych. Mistrzostwo. 10/10
Spokój i pewność tej prozy są zniewalające. Płynie się przez nią, myśląc o rzeczach najważniejszych. Mistrzostwo. 10/10
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZ tomu na tom wciaga ta opowieść bardziej i bardziej
Z tomu na tom wciaga ta opowieść bardziej i bardziej
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo modlitwa, przepleciona przez siedem rozdziałów (i trzy, co jest chyba pomysłem wydawcy, tomy — z których znam na razie dwa),splątana i wielowarstwowa, a przecież prosta i szczera — i beznadziejnie odważna.
Jednocześnie to apologia sztuki, konkretnie malarstwa.
Malarstwa po prostu, tworzenia barwnych płaszczyzn o możliwie zwykłych wielkościach i kształtach, nierozpraszających, takich, aby światło mogło zagrać, wybrzmieć na zaschniętych farbach i by jasności zajaśniały, a ciemności wyciemniały, i barwny ten splot był liną, na pewno nie taką, która się plącze pod nogami, choć może nie można znowuż oczekiwać, by była to aż taka lina, po której można się wspiąć, ale niech będzie choćby sznurkiem, nitką, strużką... — lecz taką, o której wiadomo, że zwisa, a punkt zaczepienia Jest.
(Wittgenstein: Mieć taką nitkę, strużkę i się na niej trzymać, całym sobą móc ją naprężać, a nie mieć i czepiać się ziemi: to z zewnątrz żadna różnica — ale rozkład sił zupełnie inny, zupełnie inne, niezrozumiałe, niewyobrażalne, możliwości).
Albo inaczej: niech obraz, i malowanie i oglądanie, będzie anamnezą jakiegoś stanu sprzed, bardzo konkretnego czasu Przed.
Albo jeszcze tak: obraz niech będzie po to, by uwielbiać, dziękczynić, niech będzie językiem takiego uwielbienia (Jean-Luc Marion),a jednocześnie niech będzie narzędziem odmienienia, przebóstwienia jakiejś doczesności.
(Wszystkie te ujęcia są ułomne i nawet sprzeczne... ale czy uświadomienie sobie, że ten punkt zaczepienia liny jest nie gdzieś tam ponad, lecz — będąc punktem centralnym i będąc wszędzie — jest tu, czy ta myśl nie jest już jakimś tego ,,tu'' przebóstwieniem?)
Takie malarstwo zaistniało kilka razy w sensie historycznym, jestem tego pewien, istniało w pragnieniach wielu malarzy, wielu patrzących, a tu, w prozie Fossego, jest silnie przywoływane, na pomoc. Silnie, a skutecznie, jestem przekonany, choćby w tym: kto nie maluje, ten zapragnie — kto maluje, ten na jakiś czas przestanie, czas zwątpienia i przesilenia...
Może zestawiając farby na płótnie mógłby, ale stawiając tylko litery, znaki, niewiele więcej może Autor zrobić dla odbiorcy, niewiele ponad to, co chwilami robiło mi to jedno długie zdanie, gdy je czytałem.
Przez więcej rozumiem oczywiście więcej dobrego. Wypadałoby też oczywiście wyłączyć z tego porównania autorów natchnionych, ale nie jestem pewien, nie wiem, czy to ograniczenie nie psuje całego sensu tej myśli. Ale — i to zastrzeżenie już muszę uczynić — Słowo Boże nie jest znakiem, nie oznacza, nie zastępuje. Bo ten podział na znak i znaczenie, jak wszelkie podziały, nie jest Bożym zamysłem, jest może Jego przyzwoleniem, oddaniem siebie, wycofaniem się, i na takim polu samoograniczenia wyrósł. Lecz w tym czasie Przed podziału nie było, była komunia.
Może, ale i tak nawet teraz, póki co, już (i jeszcze) na poziomie zjawisk, przejawów, pewne podobieństwa i łączności są dla mnie oczywiste, bezsporne. A więc Fosse i Arvo Pärt, ich rozumienie sztuki (bez znaczenia jest to, że młody Asle nie lepiej gra niż liczy, muzykę chciał traktować tak, jak obrazy, takie samo stawiał jej zadanie). Muzyka Arvo też ma coś z białości, światła białego, dla którego (jak mówi sam kompozytor) dopiero słuchacz jest pryzmatem. A mówi on o swej muzyce bardzo niewiele, tak samo niechętnie jak Asle udziela wywiadów. Na tyle mi się wydają bliscy, że samego Aslego widziałem od którejś części wyglądającego jak Arvo. (A teraz się zastanawiam, czy to nie czasem 90. urodziny kompozytora i wywiad z nim w radiu były impulsem do rozpoczęcia kolejnego tomu septologii).
I dalej na wschód: Pawiel Fłorienski, szczególnie to, co pisał o ikonie, o sztuce bizantyjskiej i antycznej, sztuce biorącej w nawias podział, zawieszającej go — sztuka taka jest teurgią, jest łącznikiem (zworą ?) oknem-światłem, odsłonięciem już istniejącego... Jest głęboki związek, lecz są i jego bardziej namacalne wskazówki. Asle poświęca wszystko malowaniu, to najważniejsze, ale i technikalia są wskazówką, choćby te: samodzielnie przygotowuje podłoże, maluje w przytłumionym świetle, nakładając coraz jaśniejsze warstwy i kończąc ożywiającą całość bielą, czasem jednym pociągnięciem (w ikonie tym tchnięciem, otwarciem może być kreskowanie konturów czy fałd na szatach bielą, a także tzw. ostatnie złoto, będące znakiem Światła),lecz dopiero po odsłonięciu tego Światła obraz jest skończony i można nadać mu imię, jak ikonie. Obrazy w galerii są (jeśli dobrze je powiesić i oświetlić) całością, jednym obrazem, czymś jak ikonostas, czymś czyniącym z galerii na chwilę miejsce święte, a Asle ma tak, że każdy malowany obraz jest jednym wewnętrznym obrazem, praobrazem, jego szczególnym odsłonięciem. A żeby to wszystko spiąć i nie dać czytelnikowi zapomnieć, jest Ales malująca ikony.
Wymieniłem Fłorieńskiego, ale nie wykluczam, że Fosse go nie czytał (i może raczej lepiej znał np. przemyślenia teologiczno-estetyczne von Balthasara, ja nie...),a zbliżył się do jego myśli nieświadomie — a może tylko ja tak to widzę. A i tak takie zbliżenie w tych sprawach, takie ,,prawie jak'', to właściwie ,,zupełnie inaczej''. Różnic z malowaniem ikon jest sporo już na poziomie twardych faktów: Asle maluje olejami (które Fłorieński wiąże ze zmysłowością Odrodzenia, z tym co dotykalne, mokre, ziemskie) i na płótnie zamiast na ścianie-desce, nie stosuje się do żadnych kanonów, czasem na długo przerywa pracę... W sumie to właśnie te różnice nawet przeważają, ale właśnie one przypomniały mi myśl Fłorieńskiego. Ona prześwieca z ukrycia i chyba tylko przez kontrast — nasz wzrok go potrzebuje — mogę ją dostrzec.
Wspomniany już za to z imienia jest za to Mistrz Eckhart, jest nawet cytowany, a więc katoafatycznie wskazywany jest apofatyzm (contra von Balthasar wyżej wspomniany, ale w zgodzie z prawosławiem!). I wreszcie ,,absconditeiści'', ci od Boga ukrytego, nikogo nie ma z imienia, też ukryci ;). Wspomniany jest też Trakl, rodak matki Ales (ot, przypadek... obawiam się, że to nie koniec i coś więcej z biografii Trakla będzie w ostatnich częściach). Niewiele czytałem i dawno... ale Barańczaka tak, i jego wiersze też widzę u Fossego.
Dość już tych skojarzeń, związków uświadomionych, przemyślanych. Nie są bezwartościowe, ale nie o to chodzi. Bo w septologii z bohaterami jest dokładnie tak, jak twierdzi gdzieś Pascal, a także (co mi bliższe) proboszcz wiejskiej parafii u Bernanosa. Proboszcz tę prawdę swej parafiance, a Bernanos czytelnikom, odsłania dyskursywnie, słowami o niewidocznym i nierozerwalnym związku każdego z każdym, związku wzajemnym, w dobru i złu, dodając, że to jest ukryte, bo z tą świadomością nie dałoby się (normalnie) żyć.
A Fosse robi to samo, i choć większą liczbą słów, to bardziej subtelnie, mistagogicznie. Pokazuje (przypomina ?) rajską komunię osób. Każdy się odbija w każdym, każdy jest lustrem, i choć to speculum jest nieczyste, niedokończone, aenigmate, to jednak coś obiecuje, zapowiada.
O tym, dla mnie i do tej V części przynajmniej, jest ta książka.
Zakończę cytatem z Karola Tarnowskiego:
,,Byt jest dobry i piękny nie tylko w stopniu, w jakim wyszedł z rąk Stwórcy, ale również w stopniu, w jakim do Niego zmierza. Zmierza, to znaczy naprawdę do tego Stwórcy się upodobnia [...] Otóż to upodobnianie do Boga dokonuje się również poprzez sztukę [...] Sztuka Bacha ukazuje świat przemieniony, jest jego symbolem i zapowiedzią. Jest to przemiana, w której czas — podstawowe medium muzyki — zostaje do głębi przeniknięty sensem, nasycony metafizycznym pięknem i prześwietlony wiecznością.''
Karol Tarnowski pisze o Bachu, ale Fosse, innymi choć środkami, realizuje to samo. Ale, i to ważniejszy powód cytowania, również powinności odbiorcy są jednakie:
,,Dlatego wykonawca i słuchacz muzyki Bacha nie powinien być jedynie jej estetycznym odbiorcą: przy całej bezinteresowności, której domaga się Piękno, tak jak domaga się jej Prawda, powinien czuć się zaproszony do dziękczynienia za to, co jest, i zarazem do czynnego uczestnictwa w nadziei na to, co powinno być i co będzie.''
To modlitwa, przepleciona przez siedem rozdziałów (i trzy, co jest chyba pomysłem wydawcy, tomy — z których znam na razie dwa),splątana i wielowarstwowa, a przecież prosta i szczera — i beznadziejnie odważna.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJednocześnie to apologia sztuki, konkretnie malarstwa.
Malarstwa po prostu, tworzenia barwnych płaszczyzn o możliwie zwykłych wielkościach i kształtach,...