Zmiłuj się nad nami

Okładka książki Zmiłuj się nad nami
Andrzej Nowak-Arczewski Wydawnictwo: Prószyński i S-ka reportaż
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
reportaż
Wydawnictwo:
Prószyński i S-ka
Data wydania:
2017-01-24
Data 1. wyd. pol.:
2017-01-24
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788380970403
Tagi:
literatura polska historia
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Reklama
Reklama

Książki autora

Podobne książki

Okładka książki Królestwo za mgłą Zofia Posmysz, Michał Wójcik
Ocena 8,1
Królestwo za mgłą Zofia Posmysz, Mich...
Okładka książki Dobranoc, Auschwitz. Reportaż o byłych więźniach Aleksandra Wójcik, Maciej Zdziarski
Ocena 7,5
Dobranoc, Ausc... Aleksandra Wójcik,&...
Tania Książka
bestsellery TaniaKsiazka.pl

Oceny

Średnia ocen
6,8 / 10
75 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
1
1

Na półkach:

Hi, I'm Mateo, grandson of Benjamin Groshaus, the only member of our family that was able to scape from the Nazis, he was a jew from klimentów but i don't know a lot about his life, the only things that we have are a bunch of letters wrote in Yiddish From his close friends there, so, can someone try to help me translating this letters? Thanks,
My email is [email protected]
(I know my English is not perfect but it's not my first lenguage)
(I didn't read the book since I don't speak polish,)
(I came to this site because in an article in the magazine świętokrzyskie by this autor there was a foto of Chaja Groshaus, one of my grandad sisters)
Thanks

Hi, I'm Mateo, grandson of Benjamin Groshaus, the only member of our family that was able to scape from the Nazis, he was a jew from klimentów but i don't know a lot about his life, the only things that we have are a bunch of letters wrote in Yiddish From his close friends there, so, can someone try to help me translating this letters? Thanks,
My email is...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1077
62

Na półkach:

Miejscowość zbiorowej niepamięci. Nikt nic nie widział, nic nie słyszał, nic nie wie, nie pamięta, Wybudować szkołę na miejscowym kirkucie, gdzie nie tak dawno jeszcze chowano ludzi - makabra.! Koszmarna próba wyparcia przeszłości! Wstyd mieszkańcy Klimontowa!

Miejscowość zbiorowej niepamięci. Nikt nic nie widział, nic nie słyszał, nic nie wie, nie pamięta, Wybudować szkołę na miejscowym kirkucie, gdzie nie tak dawno jeszcze chowano ludzi - makabra.! Koszmarna próba wyparcia przeszłości! Wstyd mieszkańcy Klimontowa!

Pokaż mimo to

avatar
1775
724

Na półkach: , , , ,

Jestem pełna podziwu dla autora, widać, że długo i skrupulatnie zbierał materiały do tej książki. Miejscami jednak przeszkadzał mi język, był zbyt... banalny? Taki, który widziałam już w wielu podobnych publikacjach, nie wyróżniał się niczym specjalnym na tle innych książek.
Niemniej uważam, że jest to wartościowa pozycja, ponieważ da się ją analizować z kilku różnych perspektyw. Moim zdaniem najciekawsze mogą być te dwie:
- Klimontów jako miejsce, gdzie nawet po wielu latach pamięć o żydowskich sąsiadach próbuje być zacierana przez miejscowych (w zestawieniu z Jedwabnem chociażby)
oraz
- Klimontów jako miejsce, gdzie ta pamięć nie daje się za nic w świecie zatrzeć.
Polecam, podobało mi się.

Jestem pełna podziwu dla autora, widać, że długo i skrupulatnie zbierał materiały do tej książki. Miejscami jednak przeszkadzał mi język, był zbyt... banalny? Taki, który widziałam już w wielu podobnych publikacjach, nie wyróżniał się niczym specjalnym na tle innych książek.
Niemniej uważam, że jest to wartościowa pozycja, ponieważ da się ją analizować z kilku różnych...

więcej Pokaż mimo to

Reklama
avatar
4469
3244

Na półkach: , , ,

"Zmiłuj się nad nami" to bardzo dobrze skonstruowany reportaż, oszczędny pod względem językowym, jednak ta ekonomia słowa robi większe wrażenie niż barokowe rozdzieranie szat. Pod tym względem książka przypomina mi warsztat Hanny Krall, mistrzyni gatunku, nie tylko autorki, ale i świadka oraz uczestniczki wojennych zdarzeń.

Cały czas podczas czytania towarzyszyło mi pytanie: ile jeszcze takich miasteczek i wiosek doświadczyło podobnych zdarzeń jak Klimontów?
Głośno wciąż mówi się o Jedwabnem, przede wszystkim za sprawą kontrowersyjnej książki Grossa. A inne miejsca? Czy wciąż czekają na odkrycie? Czy nadal spowijać je będzie zmowa milczenia?

W moim przypadku nie są to pytania nieuzasadnione - mieszkam w miejscowości, w której przed II wojną światową niemal połowę mieszkańców stanowili Żydzi; dziś znajduje się tu druga pod względem wielkości w Lubuskiem żydowska nekropolia. Po wojnie kirkut został rozkradziony - nagrobne płyty wykorzystano np. jako podjazdy w miejskich posesjach czy okolicznych gospodarstwach.

Reportaż "Zmiłuj się nad nami" ukazuje miasteczko niedaleko Sandomierza, jedno z wielu miejsc na mapie Polski, w którym przed wojną Żydzi stanowili większość mieszkańców. Po wkroczeniu na te terytoria Niemców żydowskie domy i majątki zostały ograbione nie tylko przez okupanta, ale i przez polskich sąsiadów.
Najbardziej przerażające jest to, że nawet dziś w miasteczku panuje zmowa milczenia - wszyscy wiedzą, które rodziny najbardziej wzbogaciły się na porzuconym lub celowo przejętym mieniu, jednak mało kto decyduje się mówić o tym głośno, zwłaszcza że wciąż tematem tabu pozostaje powojenny mord. Wśród ofiar znalazła się młoda kobieta w zaawansowanej ciąży...

Książkę czyta się jednym tchem, lecz ze ściśniętym sercem. Przerażające, porażające, ale prawdziwe. A od prawdy nie da się uciec - wcześniej lub później wychodzi na jaw.

Autor - i to bardzo ważne! - nie bazuje jedynie na taniej sensacji, przedstawia zarówno przykłady haniebnych zdrad i mordów, jak i heroicznych prób ratowania żydowskich sąsiadów, z narażeniem życia najbliższych.

Dla mnie "Zmiłuj się nad nami" to wstrząsająca opowieść o odwadze i tchórzostwie, o poświęceniu i najniższych instynktach...
Opowieść na pewno warta przeczytania, dająca wiele do myślenia, niedająca o sobie zapomnieć.
Polecam z czystym sumieniem.

"Zmiłuj się nad nami" to bardzo dobrze skonstruowany reportaż, oszczędny pod względem językowym, jednak ta ekonomia słowa robi większe wrażenie niż barokowe rozdzieranie szat. Pod tym względem książka przypomina mi warsztat Hanny Krall, mistrzyni gatunku, nie tylko autorki, ale i świadka oraz uczestniczki wojennych zdarzeń.

Cały czas podczas czytania towarzyszyło mi...

więcej Pokaż mimo to

avatar
1247
1247

Na półkach: , , ,

„Trochę brzydko wyszło w Klimontowie. Ale czarne owce wszędzie się trafią. Przecież nie wszyscy mordowali.”

To prawda, ale Klimontów wart jest uwagi, dlatego autor tam pojechał, aby zebrać materiał do książki-reportażu o świecie, który bezpowrotnie odszedł. Przed wojną Klimontów liczył dwa tysiące mieszkańców, z tego większość to byli Żydzi. W zasadzie już pod koniec dziewiętnastego wieku miejscowość utraciła prawa miejskie i do dziś jest gminą wiejską, ale jakoś utarło się mówienie o Klimontowie jako o miasteczku. Niektórzy zaliczali je do „parszywych azjatycko-semickich miasteczek”.

Gdy Niemcy zaczęli wprowadzać swoje antyżydowskie porządki właściwie całe miasteczko stało się gettem. Tym bardziej, że zanim Żydów w 1942 roku wysiedlono z Klimontowa, najpierw do Sandomierza, by potem wysłać ich do Treblinki, było ich już cztery tysiące, ponieważ wcześniej dowożono nowych, z Łodzi i z Wiednia. Przed wojną Żydom i tym Polakom lub ich potomkom, którzy z reporterem chcą rozmawiać, wydawało się, że stosunki sąsiedzkie są w Klimontowie co najmniej poprawne. Dlatego Żydzi, kiedy okupanci zaczęli ich terroryzować, zabijać i wysyłać do gazu, liczyli na pomoc polskich sąsiadów. A z tym różnie bywało. Był strach, było przekonanie o żydowskim bogactwie, no i były donosy.

Tak naprawdę jednak Klimontów zyskał złą sławę po pogromie na ulicy Sandomierskiej, do którego doszło w kwietniu 1945 roku. Tylko jeden sprawca został skazany. Pogłoski krążące wsród mieszkańców mówiły, że ofiary, w tym ciężarna kobieta, poniosły karę za współpracę z NKWD. W to wierzył inny sprawca, przekonany, że jeden z zabitych przyczynił się do śmierci jego braci w Katyniu. Kiedy okazało się, że bracia przeżyli wojnę i mieszkają w Londynie, zgłosił się do prokuratury i wyznał: „Zabiłem człowieka”. Tymczasem w 2012 roku ukazało się opracowanie naukowe, którego autorka wymienia nazwiska zabójców, partyzantów, wśród których byli też tacy, którzy poszli na współpracę z UB, a których nazwiska widnieją na klimontowskim pomniku upamiętniającym walczących o niepodległość.

Autor usłyszał w Klimontowie m.in.: „To nie antysemityzm, nie względy polityczne, nacjonalistyczne, a rabunkowo- materialne decydowały o ludzkich zachowaniach”. Może coś jest na rzeczy, skoro nawet dziś niektórzy mieszkańcy od czasu do czasu kują ściany lub zrywają podłogi w poszukiwaniu żydowskiego złota.

Wśród rozmówców autora są działacze regionalni, którzy chcą zachować pamięć o polsko-żydowskiej przeszłości Klimontowa, nieliczni już ci, którzy pamiętają żydowską krew na ulicach, ich dzieci i wnukowie, którzy usprawiedliwiają ówczesne zachowania, przytaczają liczne epizody, które miałyby budować dobrą legendę rodzinną. Bardzo różne są to świadectwa, co wynika z przefiltrowanej przez dziesięciolecia pamięci żywych oraz z nieobecności najważniejszych uczestników wydarzeń. W takich warunkach stworzenie naprawdę dobrego, pogłębionego reportażu o Klimontowie było chyba niemożliwe. Co w żadnym wypadku nie dezawuuje dokumentalnej wartości książki.

„Trochę brzydko wyszło w Klimontowie. Ale czarne owce wszędzie się trafią. Przecież nie wszyscy mordowali.”

To prawda, ale Klimontów wart jest uwagi, dlatego autor tam pojechał, aby zebrać materiał do książki-reportażu o świecie, który bezpowrotnie odszedł. Przed wojną Klimontów liczył dwa tysiące mieszkańców, z tego większość to byli Żydzi. W zasadzie już pod koniec...

więcej Pokaż mimo to

avatar
857
308

Na półkach:

Książka o zbiorowej utracie pamięci - dosyć symptomatycznej dla małych miejscowości w Polsce, w których zamieszkiwali przed wojną Żydzi.
To bardzo dobry reportaż o małym miasteczku, jego niewygodnej historii i mieszkańcach, którzy skutecznie wymazują ze świadomości nie tylko szczegóły dotyczące wspólnego życia ze społecznością żydowską, ale sam fakt jej istnienia. Zajęli domy wywiezionych do Treblinki Żydów, niektórzy zgodnie z prawem, inni bezprawnie skorzystali z okazji. Ktoś znalazł złoto, inny biżuterię. Nie chcą o tym mówić, boją się ewentualnych spadkobierców. I jak to w zbiorowości byli też bohaterowie, nawet uhonorowani tytułem Sprawiedliwy Wśród Narodów Świata. Jednak to nie łagodzi wspólnego odczuwania niechęci do społeczności żydowskiej. Bo to, co można było usprawiedliwić wojną i troską o własne życie nie ma już usprawiedliwienia po wojnie. W Klimontowie ktoś zamordował Żydów już po wyzwoleniu w 1945 roku. Przeżyli w okolicy całą wojnę i przekonani, że są bezpieczni przybyli na wesele do miasteczka. Ktoś ich wystrzelał w nocy - nawet kobietę ciąży. Ale kto strzelał i dlaczego - nie wiadomo. Ktoś podejrzewa, ktoś się domyśla, byli w okolicy partyzanci, ktoś się mścił za rodzinę skrzywdzoną przez NKWD - tylko domysły, strzępki rozmów. Ten, kto pyta za wiele jest niemile widziany - wiadomo- trzeba żyć dobrze z sąsiadami. Mieszkańcy Klimontowa najchętniej zapomnieli by o swoich sąsiadach. Nie potrafią rozliczyć się z przeszłością - najprościej jest o niej zapomnieć

Książka o zbiorowej utracie pamięci - dosyć symptomatycznej dla małych miejscowości w Polsce, w których zamieszkiwali przed wojną Żydzi.
To bardzo dobry reportaż o małym miasteczku, jego niewygodnej historii i mieszkańcach, którzy skutecznie wymazują ze świadomości nie tylko szczegóły dotyczące wspólnego życia ze społecznością żydowską, ale sam fakt jej istnienia. Zajęli...

więcej Pokaż mimo to

avatar
746
261

Na półkach: ,

Czytam po raz drugi, bardzo uważnie, aby niczego nie pominąć, bo to taka książka oparta na faktach, na obecny czas. Myślę, że powinna znaleźć się w kanonie lektur szkolnych, bo jak inaczej poznać historię, wokół której obecnie tak dużo sprzecznych zdań.
Może na podstawie takich właśnie wspomnień naocznych świadków tragedii, jaka wydarzyło się podczas II wojny światowej w niewielkim miasteczku, w Klimontowie, którym Żydzi i Polacy żyli w sąsiedztwie, w przyjaźni wyciągnąć wnioski i postarać się mieć swoje zdanie.
To nie jest łatwa i lekka lektura, ale warto, a nawet trzeba czytać takie właśnie wspomnienia, bo historii nie da się napisać na nowo, historia pisze się sama, a póki żyją jej świadkowie słuchajmy ich z uwagą ku przestrodze.

Czytam po raz drugi, bardzo uważnie, aby niczego nie pominąć, bo to taka książka oparta na faktach, na obecny czas. Myślę, że powinna znaleźć się w kanonie lektur szkolnych, bo jak inaczej poznać historię, wokół której obecnie tak dużo sprzecznych zdań.
Może na podstawie takich właśnie wspomnień naocznych świadków tragedii, jaka wydarzyło się podczas II wojny światowej w...

więcej Pokaż mimo to

avatar
567
410

Na półkach: , ,

Trzeba szukać prawdy, która jest najważniejsza.

Prawda, dla każdego inna. Jedna historia i tyle prawd ilu ludzi. Zniekształcona przez czas, pamięć, czy chęć potomków do wybielenia roli przodka. Może zawiść, może niewiedza. Rodzinne koneksje( małe miasteczko), a może brak chęci do poznania wydarzeń rzeczywistych.

Książka ciekawa, dobrze napisana. Pomimo tematu czyta się łatwo i nie ma traumy śmierci. Tylko czas.

Trzeba szukać prawdy, która jest najważniejsza.

Prawda, dla każdego inna. Jedna historia i tyle prawd ilu ludzi. Zniekształcona przez czas, pamięć, czy chęć potomków do wybielenia roli przodka. Może zawiść, może niewiedza. Rodzinne koneksje( małe miasteczko), a może brak chęci do poznania wydarzeń rzeczywistych.

Książka ciekawa, dobrze napisana. Pomimo tematu czyta się...

więcej Pokaż mimo to

avatar
136
113

Na półkach:

W jednej z piosenek śpiewanych przez Geppert są słowa:
„Tych miasteczek nie ma już
Okrył niepamięci kurz
Te uliczki, lisie czapy, kupców rój
Płotek z kozą żywicielką
Krawca Szmula z brodą wielką
Co jak nikt umiał szyć ślubny strój (…)
niepamięci kurz
Warto, żeby jakiś wiatr nareszcie zwiał
Warto pięścią w stół uderzyć
Czarną prawdę tak odmierzyć
Jak ten Szmul, gdy na frak miarę brał”
Takie miasteczko, jego przeszłość, mieszkańcy, topografia, bolączki są bohaterami dokumentalnej książki „Zmiłuj się nad nami” Andrzeja Nowaka-Arczewskiego. Dzięki autorowi przenosimy się do Klimontowa – miejscowości przed wojną zamieszkałej w znacznej większości przez Żydów, w którym Polacy byli jedyni namiastką. To miejsce, w którym spotkały się wszelkie wiatry historii: okupacja, nazizm, Holocaust, partyzantka, nacjonalizm i w tym chaosie trudno było wyłapać jednostki dobre i złe. Klimontów to miejsce, w którym historia wciąż jest żywa – mało kto chce mówić o szpiclach, donosicielach, sprzedawczykach, masowych mordach, egzekucjach, okrucieństwie nazistów i sąsiadów. To miasteczko, w którym historia krzyczeć chce sama za siebie – bo żywi mówią o niej niechętnie, a zmowa milczenia wydaje się być oczywista. Klimontów to miejsce, którego mieszkańcy doświadczyli okrucieństwa podczas wojny i po niej, zadawali je okupanci, sąsiedzi, samozwańcze jednostki partyzanckie – jakby wybuch wojny i chaos po jej zakończeniu odblokował falę nienawiści, rządzę mordu i potrzebę zemsty. Klimontów wciąż wydaje się być „(…) miejscem mrocznym i pełnym niedomówień. Miejscem, w którym krew wypływa z domów, placów, spływa uliczkami” – s.8. A ostateczne okazuje się, że „Historia Klimontowa to opowieść o tych, którzy od nas odeszli na zawsze” (s. 46), bo po wojnie została jedynie garstka rdzennych mieszkańców.
W „Zmiłuj się nad nami” co rusz możemy przeczytać słowa typu: „To nie antysemityzm, nie względy polityczne, nacjonalistyczne, a rabunkowo-materiale decydowały o ludzkich zachowaniach. Najgorsze, że zginęli konkretni ludzie, z konkretnego narodu. Doszło do mordu. Przykro, że to się stało w Klimontowie. Ale to jest fakt” (s. 39). A wcześniej: „Ludzie wytropili ją jak psy. Gonili, strzelali. Uciekła w pole. Zaczęło się polowanie na kilkunastoletnią dziewczynkę. Nagonka jak na zwierzynę łowną. Zginęła w pobliżu drogi. To było już po wysiedleniu, wiosną czterdziestego trzeciego roku. A mogła przeżyć” (s.23). Czas narracji książki Nowaka-Arczewskiego jest dwutorowy: z jednej strony mamy teraźniejszość, współczesny Klimontów, jego mieszkańców, rytm życia miasteczka, obecną topografię, poznajemy uwagi autora na temat tego, co teraz można tam zobaczyć, a z drugiej strony jest wyłaniająca się z opowieści najstarszych przeszłość, którą tworzą przedwojenni i wojenni mieszkańcy oraz ich losy. Opowieści te są chaotyczne, rwane, pełne subiektywnych interpretacji, wątków pobocznych, odchodzenia od głównego tematu, by po kilku uwagach do niego powrócić (jak do wydarzeń na Sandomierskiej). „Zmiłuj się nad nami” nie uszlachetnia, ale jest pozycją ważną. Nie ma w niej nic pięknego, wysublimowanego – to brutalny opis praktykowanego antysemityzmu: w wykonaniu Niemców i Polaków. Ale dzięki takim książkom można usłyszeć głos tych, którzy przedwcześnie musieli umilknąć. Po takie książki należy sięgać.

W jednej z piosenek śpiewanych przez Geppert są słowa:
„Tych miasteczek nie ma już
Okrył niepamięci kurz
Te uliczki, lisie czapy, kupców rój
Płotek z kozą żywicielką
Krawca Szmula z brodą wielką
Co jak nikt umiał szyć ślubny strój (…)
niepamięci kurz
Warto, żeby jakiś wiatr nareszcie zwiał
Warto pięścią w stół uderzyć
Czarną prawdę tak odmierzyć
Jak ten Szmul, gdy na frak...

więcej Pokaż mimo to

avatar
2
2

Na półkach:

Autor nie wprowadza do tekstu swoich opinii, komentarzy. Książkę od pierwszych stron do końcowych czyta się bardzo dobrze, bo są w niej historie ludzi z małego miasteczka,, mieszkańców polskiego i żydowskiego pochodzenia, ich dramatyczne uwikłanie w czasy wojny i okres po wojnie.
Każdy fragment oddaje inny sposób myślenia rozmówcy autora, inaczej jest skonstruowany. Może to początkowo wprowadzać pewien chaos. Jednak w końcu łatwo zauważyć, że poszczególne fragmenty składają się w jedną całość i są świetnie ułożone między sobą.
Nie łudźmy się, że to jest tylko taka lekka, łatwa przyjemna lektora. Ksiązka rozgrywa się na wielu płaszczyznach czasowych, kulturowych, religijnych. Mówi o naszym tu i teraz, o życiu małego środowiska, o tym, dlaczego mieszkańcy zamykają się przed światem zewnętrznym.

Autor nie wprowadza do tekstu swoich opinii, komentarzy. Książkę od pierwszych stron do końcowych czyta się bardzo dobrze, bo są w niej historie ludzi z małego miasteczka,, mieszkańców polskiego i żydowskiego pochodzenia, ich dramatyczne uwikłanie w czasy wojny i okres po wojnie.
Każdy fragment oddaje inny sposób myślenia rozmówcy autora, inaczej jest skonstruowany. Może...

więcej Pokaż mimo to


Cytaty

Więcej
Andrzej Nowak-Arczewski Zmiłuj się nad nami Zobacz więcej
Andrzej Nowak-Arczewski Zmiłuj się nad nami Zobacz więcej
Andrzej Nowak-Arczewski Zmiłuj się nad nami Zobacz więcej
Więcej
zgłoś błąd