Na skraju imperium

441 str. 7 godz. 21 min.
- Kategoria:
- biografia, autobiografia, pamiętnik
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2000-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2000-01-01
- Liczba stron:
- 441
- Czas czytania
- 7 godz. 21 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8307027950
Ta książka nie posiada jeszcze opisu.
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup Na skraju imperium w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Na skraju imperium
Poznaj innych czytelników
70 użytkowników ma tytuł Na skraju imperium na półkach głównych- Chcę przeczytać 36
- Przeczytane 32
- Teraz czytam 2
- Posiadam 3
- 2024 2
- Ulubione 2
- Polska 1
- Oddane 1
- Wspomnienia/Reportaże 1
- 2018 1
































OPINIE i DYSKUSJE o książce Na skraju imperium
Niezbyt łatwo czytało się tę książkę. Traktuje ona o ciekawych czasach, rewolucji, a jednak większa jej część, to pamiętnik człowieka z olbrzymim sentymentem do starej, carskiej Rosji...
Bo taki sentyment Autor ewidentnie ma. Z resztą: a czy to dziwne, skoro czasy jego dzieciństwa przypadły na carską Rosję, na ostatni powiew dobrobytu i jako takiej uczciwości? No nie.
Jałowieccy byli w Rosji traktowani dobrze. Majętni ludzi, którzy mieli wstęp na salony zarówno rosyjskie, polskie jak i niemieckie.
A sam Autor choć widział najważniejsze wydarzenia tamtych lat 1915-1918, na własnej skórze nie odczuł aż tak wielkiej grozy sytuacji...
W I wojnie światowej nie wziął udziału, za to współpracował wewnątrz Rosji z agenturą brytyjską, co z kolei ocaliło mu skórę, gdy bolszewicy ścigali "burżuazję".
Ta książka jest niezwykła, bo stanowi zapis lat 20. XX wieku jakim nie przedstawia się go nigdzie - w podręcznikach, ani opowieściach o tamtych czasach.
A także jest zapisem rodzinnej tragedii, bo mimo iż Autor ocalał, jego rodzinne problemy i katastrofy, którymi został doświadczony, sprawiają tylko, że można mu współczuć.
Niezbyt łatwo czytało się tę książkę. Traktuje ona o ciekawych czasach, rewolucji, a jednak większa jej część, to pamiętnik człowieka z olbrzymim sentymentem do starej, carskiej Rosji...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toBo taki sentyment Autor ewidentnie ma. Z resztą: a czy to dziwne, skoro czasy jego dzieciństwa przypadły na carską Rosję, na ostatni powiew dobrobytu i jako takiej uczciwości? No nie....
Wspaniałe świadectwo historyczne, obraz Kresów Polski i ludzi tam żyjących. Autor to świadek końca epoki arystokracji, wymazany z historii przez komunistów, kto chce wiedzieć dlaczego, niech przeczyta, bo warto.
Wspaniałe świadectwo historyczne, obraz Kresów Polski i ludzi tam żyjących. Autor to świadek końca epoki arystokracji, wymazany z historii przez komunistów, kto chce wiedzieć dlaczego, niech przeczyta, bo warto.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo tohttps://www.youtube.com/watch?v=rtHHKAuH2tg&t=6s
- audycja o autorze i bohaterze historii. Wspaniały człowiek, opowiada barwnie, szczegółowo. Wspaniała literatura. Powstała z zapisków zostawionych w skrzyni.
https://www.youtube.com/watch?v=rtHHKAuH2tg&t=6s
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to- audycja o autorze i bohaterze historii. Wspaniały człowiek, opowiada barwnie, szczegółowo. Wspaniała literatura. Powstała z zapisków zostawionych w skrzyni.
„Nasza rodzina należała do domu Rurykowiczów, a to w Rosji znaczyło bardzo dużo. Czuliśmy się jednak Polakami, a to w Rosji bardzo przeszkadzało”.
Za czasów rosyjskich - milioner, syn milionera. Ustosunkowany, doskonale wykształcony, władał biegle kilkoma językami, cieszył się nienaganną reputacją, był wysoko cenionym i doskonale wynagradzanym fachowcem. W czasie wojny współpracował z brytyjską ambasadą w Piotrogrodzie, wykonywał dla Anglików różne zadania wywiadowcze. Większość fortuny stracił w wyniku rewolucji bolszewickiej, której przebieg w Rosji obserwował osobiście, na domiar złego w samym jej centrum, bo ówczesnej stolicy imperium.
„Nienawiść nie jest uczuciem chrześcijańskim, ale po tym, com widział, nagromadziło się w mojej duszy tyle nienawiści, że opuszczałem Rosję z psychiką człowieka, dla którego zabicie bolszewika mogło być przyjemnością. Oprócz idei zła nie mogłem dopatrzyć się w bolszewizmie niczego”.
Pierwszą część wspomnień Mieczysława Jałowieckiego, dostępną także w formie (doskonałego!) audiobooka, zamyka wyjazd autora „do Nowoświęcian, a jak trzeba, to i do Wilna”, który ucieczką z rodzinnych Sylgudyszek ratuje się przed nadciągającą nawałnicą bolszewicką. Podczas dramatycznej jazdy saniami, uciekinier doświadcza metafizycznej wizji.
„Ujrzałem gorejący kaganiec, pod kagańcem jakiegoś jeźdźca ubranego z kozacka na czarnym koniu. Zamarłem. Jeździec trzymał wysoko nad głową pochodnię, oświecając drogę. O kilkanaście kroków za nim wynurzyła się czwórka rozpędzonych karych koni. Na koźle siedział sumiasty stangret w stroju kozackim Żukowskich na Ukrainie.
Uwagę moją przykuła jednak postać mężczyzny siedzącego w saniach. Był ubrany w bogatą delię futrzaną z takąż szeroką czapką na głowie, ozdobioną kitą, spiętą wielkim, świecącym kamieniem.
Wlepiłem oczy w tę twarz jakby wykrojoną gdzieś z portretów rodzinnych. Twarz marsową, ozdobioną pięknym wąsem. Poczułem na sobie wzrok mężczyzny. Było w tym spojrzeniu coś takiego, czego nie mógłbym zapomnieć, jakby przelanie siły jakiejś z nakazem w tym wzroku”.
Do rodzinnego majątku Mieczysław Jałowiecki nigdy już nie wrócił, bowiem zgodnie z ustaleniami Traktatu Wersalskiego, tereny, na których leżały Sylgudyszki, weszły w granice państwa litewskiego.
Przede mną lektura drugiej, z pewnością równie fascynującej, części wspomnień.
„Nasza rodzina należała do domu Rurykowiczów, a to w Rosji znaczyło bardzo dużo. Czuliśmy się jednak Polakami, a to w Rosji bardzo przeszkadzało”.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZa czasów rosyjskich - milioner, syn milionera. Ustosunkowany, doskonale wykształcony, władał biegle kilkoma językami, cieszył się nienaganną reputacją, był wysoko cenionym i doskonale wynagradzanym fachowcem. W czasie wojny...
Świetnie napisane, pasjonujące wręcz wspomnienia, pełne przepysznych anegdot i dające sporo wiedzy, czym było Imperium Rosyjskie.
W tym kontekście ukazują także coś skrywanego przez polską świadomość, czy raczej podświadomość. Otóż chodzi o to, że wielu Polaków - i to bynajmniej nie tak wysoko urodzonych jak Autor, bo od Rurykowiczów się wywodzący - należało do elit Cesarstwa Rosyjskiego, zwłaszcza pod sam jego koniec. Nawet w CK Monarchii nie było tak wielu generałów pochodzenia polskiego , jak w Rosji, a już w Cesarstwie Niemieckim polski oficer był ewenementem.
Bo państwo rosyjskie - jedyny Józef Mackiewicz to z całą mocą podkreślał - było państwem stanowym, a nie narodowym. A to oznaczało, że polski szlachcic znaczył dla niego dużo więcej niż rosyjski mieszczanin, o chłopie nawet nie mówiąc.
Były wprawdzie limity przyjęć katolików (bo tak w Rosji rejestrowano Polaków) do szkół oficerskich, ale jedynie z racji samego polskiego pochodzenia już po reformach z końca XIX wieku nikogo tam za bardzo nie dyskryminowano (pod warunkiem, że nie walczył z państwem). Stąd te tłumy oficerów carskich wśród późniejszych twórców, jak np. Witkacy czy Strzemiński. Inna rzecz, że Polaków-carskich generałów po 1920 w zasadzie przenoszono w WP na emerytury,, bo się już do niczego nie nadawali.....
A same wspomnienia arcyciekawe. Choć chyba lekko sam siebie idealizuje. A z wyżyn swej pozycji społecznej Jałowiecki (wręcz obrońca "starego, dobrego carskiego porządku") zdaje się lekko upraszczać sytuację w 1917 roku.
Widzi zasadniczo jednolitą rewolucyjną masę, w której jednak różnice były olbrzymie. Dostrzegł to i wykorzystał choćby Piłsudski, stawiając w swoim czasie na socjalistę Borysa Sawinkowa, zasłużonego terrorystę z czasów carskich. b. ministra wojny w tak znienawidzonym przez Autora Rządzie Tymczasowym...
Świetnie napisane, pasjonujące wręcz wspomnienia, pełne przepysznych anegdot i dające sporo wiedzy, czym było Imperium Rosyjskie.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW tym kontekście ukazują także coś skrywanego przez polską świadomość, czy raczej podświadomość. Otóż chodzi o to, że wielu Polaków - i to bynajmniej nie tak wysoko urodzonych jak Autor, bo od Rurykowiczów się wywodzący - należało do elit...
Moja pierwsza wysłuchana książka. Wrażenia? Cóż… Potwierdziły się moje przypuszczenia, że „czytać książkę”, a „słuchać, jak ktoś czyta książkę” to dwa różne doświadczenia, dwa różne światy otwierające się przed odbiorcą. Dla mnie tak różne, że mam duże wątpliwości dotyczące ocenienia książki w tym samym miejscu, gdzie oceniam książki przeczytane.
Na mój odbiór książki czytanej przeze mnie ma wpływ przede wszystkim autor. Wszystko inne: wydawnictwo, korekta, redakcja, okładka itp… stanowią zwykle ułamek, kilka procent oceny. Natomiast na odbiór książki słuchanej przeze mnie ma duży wpływ, hm, chyba nawet na równi z autorem, czytający: jego głos, jego interpretacja… Przekonałam się o tym, gdy jakiś czas temu usilnie próbowałam przebrnąć przez „słuchanego” „Czerwonego kapitana” D. Dána czytanego przez M. Stuhra. I chociaż do młodego Stuhra nic nie mam, kilka jego kreacji filmowych bardzo lubię, to w jego czytaniu „kapitana” wybitnie coś mi nie leżało. Usypiałam lub oddalałam się myślami tak daleko, że dopiero odkrycie, że mam słuchawki w uszach sprowadzało mnie do rzeczywistości. Albo łapałam się na tym, że Stuhr czyta, a ja jestem pochłonięta przeglądaniem internetu lub czytaniem książki… Zaczynałam słuchanie od początku. I jeszcze raz. Kilka razy. I nie przebrnęłam nawet przez ćwierć objętości. Tutaj natomiast, Henryk Drygalski, Jacek Kiss i Ksawery Jasieński nie pozwolili mi przysnąć czy zająć myśli czymś innym. Dosłuchałam do końca:)
Mam jednak wrażenie, że słuchając, pozbawiłam się wielu przyjemności, które przygotował dla mnie autor, np.:
- Zgubiłam trochę treści. Z pewnością odbiór treści nie był tak uważny, jak podczas mojego czytania. Tak, tak – jednak myślowe odloty, choć maleńkie, trafiały się. Poza tym krótka (na tyle krótka, by nie przewijać tekstu) wymiana słów: pytanie-odpowiedź z domownikami, sprawiała, że niejednokrotnie coś umykało.
- Przeżywania nastroju. No tak, bo mimo, że głosy były interesujące, że interpretacja w większości zgodna z moimi odczuciami, oczekiwaniami, to jednak zdarzały się „zgrzyty”, kiedy myślałam: no, nie, nie tak… ten znak zapytania powinien być bardziej domyślny, nie tak oczywisty itp… Poza tym, określone tempo czytania przeszkadzało mi w zanurzeniu się w nastroju wytworzonym przez autora, pozostaniu w nim przez chwilę, dobudowaniu własnych skojarzeń, wspomnień… Brakowało mi tego mojego decydowania, jak długo w danym nastroju pozostanę, jakimi drogami i dokąd mnie poprowadzi…
- Rozmyślań, refleksji… Tu znowu określone tempo czytania przez autorów itd…
- Pogłębiania wiedzy. Czytając lubię robić przerwy, wracać do przeczytanego zdania, do ostatniego (lub przedostatniego) akapitu, do fragmentu sprzed kilku stron (jako wzrokowiec, nie mam z tym problemu),lubię coś zanotować, sprawdzić… Myślę, że gdybym czytała tę książkę, mój zbiór notatek byłby bardzo pokaźny, po słuchaniu zostało niewiele. Nie umiałam się odnaleźć w tekście słuchanym. Nie wiedziałam, w którym momencie nacisnąć „stop”. Czy już teraz? Czy w następnym zdaniu będzie rozwinięcie tej myśli? Czy to już koniec akapitu? Czy może następny akapit przyniesie wyjaśnienie?
Niewątpliwe plusy słuchania książki:
- niesamowite (w porównaniu z tempem czytanych przeze mnie książek) tempo zapoznania się z treścią,
- oszczędność czasu (możliwość jednoczesnego słuchania i wykonywania innych czynności nieangażujących umysłu),
- oszczędność oczu, co przy mojej codziennej wielogodzinnej pracy z komputerem jest wartością nie do przecenienia.
Podejrzewam, że słuchanie znacznie zubożyło odbiór tych pięknie snutych wspomnień kresowego arystokraty. Z jego wspomnień wyłania się obraz ostatnich dziesięcioleci XIX i pierwszych dziesięcioleci XX wieku. Świat dworków i majątków ziemskich. Świat wartości, których już dawno nie ma. Kresy, Niemcy, Anglia. Krajobrazy, architektura, wnętrza. Ubiór, kuchnia, rozrywka. Zapachy, dźwięki. Gospodarka, polityka, tradycje. Znane postacie. Ocena ludzi określonej narodowości. Ocena działaczy. Barwnie. Ciekawie. Bezpośrednio.
Zapoznałam się z treścią, ale pozbawiłam się wszelkich (no, prawie wszelkich) doznań pozatreściowych. Myślę, że książka zasługuje, bym ją przeczytała:)
PS
Wiem, że powinnam się wdrażać do słuchania (te oczy…). Jednak przy moich preferencjach „czytaniowych” do słuchania muszę sobie wybierać coś, hm, nierefleksyjnego, nienastrojowego, coś, w czym zapoznanie się z treścią jest głównym celem:) Ha! Sama się śmieję z takiego podejścia. Niemniej, będę uczyła się „słuchać” książek. Tak, bym wyciągnęła z nich znacznie więcej, niż nieco uszczuploną przez moją nieuwagę, treść. Dla oczu. I dla czasu.
Moja pierwsza wysłuchana książka. Wrażenia? Cóż… Potwierdziły się moje przypuszczenia, że „czytać książkę”, a „słuchać, jak ktoś czyta książkę” to dwa różne doświadczenia, dwa różne światy otwierające się przed odbiorcą. Dla mnie tak różne, że mam duże wątpliwości dotyczące ocenienia książki w tym samym miejscu, gdzie oceniam książki przeczytane.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNa mój odbiór książki...