rozwińzwiń

Pilot Sztukasa. Mój dziennik bojowy

Okładka książki Pilot Sztukasa. Mój dziennik bojowy autora Hans-Ulrich Rudel, 9788376741079
Okładka książki Pilot Sztukasa. Mój dziennik bojowy
Hans-Ulrich Rudel Wydawnictwo: Replika powieść historyczna
296 str. 4 godz. 56 min.
Kategoria:
powieść historyczna
Format:
papier
Data wydania:
2013-03-01
Data 1. wyd. pol.:
2013-03-01
Liczba stron:
296
Czas czytania
4 godz. 56 min.
Język:
polski
ISBN:
9788376741079
Średnia ocen

7,0 7,0 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pilot Sztukasa. Mój dziennik bojowy w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pilot Sztukasa. Mój dziennik bojowy

Średnia ocen
7,0 / 10
104 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Pilot Sztukasa. Mój dziennik bojowy

avatar
23
1

Na półkach: ,

Fatalne tłumaczenie i błędy redakcyjno- korektorskie

Fatalne tłumaczenie i błędy redakcyjno- korektorskie

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
87
25

Na półkach:

Ciekawa książka. Bardzo wciągający opis wydarzeń z frontu wschodniego, choć czasem monotonny. Ocena 7 jest tu jak najbardziej zasłużona.

Ciekawa książka. Bardzo wciągający opis wydarzeń z frontu wschodniego, choć czasem monotonny. Ocena 7 jest tu jak najbardziej zasłużona.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
105
105

Na półkach:

W tego typu książkach, - czyli w autobiograficznych, rolę narratora zawsze przejmuje autor - pełniący zarazem rolę korespondenta, reportera i naocznego świadka opisywanych zdarzeń. I niekoniecznie musi to być osoba, z dorobkiem literackim oraz kunsztownym warsztatem pisarskim.

Tak jest i w tym przypadku. Hans Ulrich Rudel zapisał się na kartach historii jako legenda niemieckiego Luftwaffe.
Pominę, że był pupilem A. Hitlera, że miał całe mnóstwo odznaczeń za wybitne osiągniecia bojowe.

Książka ciekawa, opisująca chwile grozy, poświęcenia i odwagi. Ale momentami dość naiwna, bo pisana z perspektywy osoby, której talent słowotwórczy pozostawia wiele do życzenia.

Przede wszystkim z opowieści Rudla dowiadujemy się, że był on zwykłym człowiekiem, i jak każdy z - słabymi i mocnymi stronami.
To obraz patrioty który dla swojego kraju gotów był zrobić wszystko co słuszne w jego mniemaniu.

Myślę, że miłośnikom militariów powinna przypaść do gustu.

W tego typu książkach, - czyli w autobiograficznych, rolę narratora zawsze przejmuje autor - pełniący zarazem rolę korespondenta, reportera i naocznego świadka opisywanych zdarzeń. I niekoniecznie musi to być osoba, z dorobkiem literackim oraz kunsztownym warsztatem pisarskim.

Tak jest i w tym przypadku. Hans Ulrich Rudel zapisał się na kartach historii jako legenda...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

208 użytkowników ma tytuł Pilot Sztukasa. Mój dziennik bojowy na półkach głównych
  • 126
  • 79
  • 3
64 użytkowników ma tytuł Pilot Sztukasa. Mój dziennik bojowy na półkach dodatkowych
  • 48
  • 6
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Pilot Sztukasa. Mój dziennik bojowy

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Tygrysy w błocie Otto Carius
Tygrysy w błocie
Otto Carius
Jeśli ktoś interesuje się niemiecką bronią pancerną, to znajdzie tu sporo ciekawostek i informacji. Nie miałem np. pojęcia że jeden Tygrys mógł bez problemu holować drugiego, że czołgiści w warunkach bojowych potrafili pomóc odpalić koledze czołg "na popych" - i wiele innych. Szczególnie interesująca jest dokumentacja na końcu książki - zawiera ona uwagi zebrane w trakcie eksploatacji maszyn, opis częstych usterek i wad konstrukcyjnych oraz propozycje naprawy. Natomiast same wspomnienia budzą we mnie bardzo skrajne uczucia. Przede wszystkim - od samego początku wyraźnie widać że autor opisuje starannie wyselekcjonowane wydarzenia. Chociaż służył od 1940, to tak naprawdę niczego nie mówi o swojej służbie aż do 1943. To jest bardzo dziwne i od samego początku czytelnik ma wrażenie że facet coś tu próbuje ukryć. Autor nie wspomina ani słowem o tym co się działo z rosyjską ludnością cywilną ani jak była traktowana przez wojska i oddziały niemieckie. Ot, raz napisze że "ludność uciekła z wioski" - i tyle. Aż się chce krzyczeć, że to jakaś kpina, tu coś zostało z rozmysłem przemilczane. A musiałby być ślepy żeby niczego nie widzieć, stąd prosty wniosek że postanowił to przemilczeć. Gardzę takim podejściem. Günter Koschorrek miał dużo więcej odwagi i chociaż w jego wspomnieniach również wyczuwam dziury i przemilczenia, to darzę je większym szacunkiem niż nadęte wypociny Cariusa, bo dał radę wspomnieć o paru niewygodnych rzeczach. Mocno razi stosunek Cariusa do wojny i nazizmu. Facet przyjął bardzo wygodną (dla siebie) postawę: stara się ich nie zauważać. Ideologia i wodzowie przewijają się gdzieś w tle, walka jest najważniejsza. Unika jakichkolwiek deklaracji i wyjawiania swoich poglądów. Nie krytykuje samej zasadności rozpętania wojny i jej prowadzenia, boli go co najwyżej niekompetencja dowództwa i marnowanie okazji. Poza jednym przypadkiem: zażarcie broni niemieckiej armii, dzielności i poświęcenia niemieckich żołnierzy. Mógłbym to zrozumieć, ale facet robi to w najgłupszy możliwy sposób: zrównuje niemieckich agresorów i alianckich żołnierzy jako jedną społeczność ludzi którzy "wykonują rozkazy". Nosz... Nie muszę chyba mówić, jaką wściekłość uruchamia Niemiec mówiący o "wykonywaniu rozkazów"? Podsumowując: wartość techniczną oceniam wysoko, wartość merytoryczna szoruje po dnie. Samego Cariusa szanuję jako żołnierza, ale gardzę za całokształt. Stąd taka ocena a nie inna.
stud3nt - awatar stud3nt
ocenił na62 dni temu
Snajper na froncie wschodnim. Wspomnienia Josefa Allerbergera Albrecht Wacker
Snajper na froncie wschodnim. Wspomnienia Josefa Allerbergera
Albrecht Wacker
Na wstępie trzeba zaznaczyć, że książka to spisana relacja niemieckiego snajpera z czasów drugiej wojny światowej. Mamy zatem wspomnienia żołnierza, oczywiście stawiającego go w jak najlepszym świetle, pomijającego różne "niewygodne" aspekty, ludobójstwo jakiego dopuściło się niemieckie wojsko na froncie wschodnim, a do tego spisane przez inną osobę, co wpływa akurat na styl książki. Jest to zatem książka relacjonująca wspomnienia snajpera, który na front trafił jako ochotnik, który po osiągnięciu pełnoletniości zgłosił się do służby w Wehrmachcie. Po szkoleniu, jako strzelec górski, obsługujący ciężki karabin maszynowy, szybko ujawnił swoje zdolności strzelca wyborowego i został snajperem. Walczył od lipca 1943 roku aż do samej kapitulacji i szczęśliwej dość ucieczki do domu. Biorąc pod uwagę, że są to wspomnienia snajpera, to jest to tytuł dość wyjątkowy, a opisy walk wydają się bardzo wiarygodne, poparte także licznymi zdjęciami z opisywanych wydarzeń, ludzi. Sporo jest ciekawostek, realiów służby, walki, relacji między żołnierzami. Jak to już nie pierwszy raz czytając wspomnienia niemieckich żołnierzy, znajdziemy tu nieskrywaną pogardę dla przeciwnika. Nawet jeśli we wspomnieniach znajdzie się docenienie żołnierskich walorów, to w sposobie określania radzieckich żołnierzy, wyczytać można pogardę, traktowanie z wyższością. Chociaż w pewien sposób często dotyczyło to żołnierzy walczących na różnych frontach. Oczywiście nieporozumieniem jest szukanie w tych wspomnieniach refleksji o nazizmie, o ludobójstwie, obozach, jakiegoś poczucia winy. To raczej spojrzenie na nieludzką, okrutną wojnę, którego uczestnik mówi w sposób bezpośredni o bezlitosnej walce, o znieczuleniu, o swoim sposobie walki, przecież fascynującym choć kontrowersyjnym. Niektóre fragmenty są bardzo filmowe, pełne akcji, czyta się to rewelacyjnie, także ze względu na przyjętą narrację trzecioosobową, bo autor spisał wspomnienia tytułowego snajpera i podaje je jakby zbeletryzowaną biografię obejmującą okres od szkolenia do końca wojny. To bardzo dobra rzecz, wolna od natrętnej propagandy, raczej pomijająca ludobójcze epizody oddziałów, w których służył tytułowy snajper. I napisana i wydana oryginalnie już kilkadziesiąt lat po wojnie. Niemniej to bardzo ciekawy obraz koszmaru frontu wschodniego i zaciekłości toczonych tam walk.
Tomasz_K - awatar Tomasz_K
ocenił na71 rok temu
Achtung Panzer! Uwaga czołgi! Heinz Wilhelm Guderian
Achtung Panzer! Uwaga czołgi!
Heinz Wilhelm Guderian
Nazwisko Heinza Guderiana jest znane nie tylko każdemu historykowi wojskowości, ale też pasjonatom broni pancernej oraz taktyki ich użycia. Nie ma się czemu dziwić, gdyż jest to na swój sposób książka-legenda, która wytyczyła drogę dla całej dziedziny teorii wykorzystania tej broni. „Achtung Panzer” to pozycja o tyle interesująca, że stanowi wielopoziomową analizę kondycji nowatorskiego rodzaju broni w okresie Dwudziestolecia poruszającą bogatą problematykę, a przy tym stawiającą tezy pozwalające zrozumieć sposób funkcjonowania czołgów na polu bitwy. Ze względu na całościowe podejście do tematu, książka stanowi dużą wartość i ważny przyczynek w temacie militariów. Główne poruszane aspekty: 1. Aspekt historyczny – opis rozwoju broni pancernej od rachitycznych początków (bitwy w ostatnich dwóch latach Pierwszej Wojny) po stosunkowo sprawnie działające dywizje pancerne Wehrmachtu pod koniec lat 30-tych. Guderian opisuje to dosyć szczegółowo, skupiając się na kilku ważniejszych z punktu widzenia taktyki starciach. 2. Aspekt organizacyjny – sposób uformowania wojsk, ich skład i struktura poszczególnych pododdziałów. Poza kilkoma fragmentami, charakterystyka jest dosyć ogólna i pobieżna dzięki czemu nawet laikowi łatwo zrozumieć wątpliwości jakie mieli twórcy Panzerwaffe. 3. Aspekt polityczny – jeden z ciekawszych wątków powracający właściwie w każdym z rozdziałów. Nie jest tajemnicą, że tworzenie i uniezależnianie wojsk pancernych od innych rodzajów broni nie przebiegało gładko. Guderian – raz bezpośrednio, a innym razem w sposób zawoalowany – daje do zrozumienia, że dochodziło do (nieraz ostrych) różnic poglądowych między decydentami i to zarówno ze strony wojska, jak i polityki. Autor dobrze opisuje tarcia z niektórymi urzędami, napotykane problemy administracyjne, lecz również wsparcie jakie otrzymywał od starszych oficerów (przynajmniej tych podzielających jego wizję). 4. Aspekt wojskowy – taktyka użycia czołgów została przedstawiona przez Guderiana jako mozolny i długotrwały proces rozłożony na lata, który – gdyby nie jego osobiste poświęcenie – nie osiągnąłby poziomu, jaki sobie zamarzył. Świetnie opisano ideę współdziałania wozów opancerzonych ze sobą oraz innymi rodzajami broni, problem wsparcia ze strony wojsk inżynieryjnych („pionierów”) i artylerii, a także opis techniczny samych czołgów. Następstwem tego jest wyłożenie przez autora swoich poglądów na większy problem jakim jest cała, wówczas bardzo nowatorska, koncepcja wojny powietrzno-lądowej, z której w krótkim czasie narodził się Blitzkrieg. To najbardziej wartościowa część „Achtung Panzer” i choćby dla tych kilkudziesięciu stron warto sięgnąć po książkę. Warty odnotowania jest także bardzo dobry wstęp w wykonaniu Krzysztofa Fudaleja, który nie tylko dokonał zgrabnego streszczenia książki, ale przede wszystkim przedstawił sylwetkę samego Guderiana i skonfrontował przemyślenia generała ze stanem faktycznym. Jest to o tyle interesujące i potrzebne, że autorowi „Achtung Panzer” zdarza się koloryzować, uwypuklać własną rolę kosztem pozostałych (wszak byli też inni teoretycy wojskowości forsujący pomysł mechanizacji armii niemieckiej w tamtym okresie) tudzież wyolbrzymiać pewne trudności tak, aby przekonać docelową grupę czytelników do swoich racji. Dobrze współgra to z charakterem generała Wehrmachtu, który uchodził za osobę krewką, dosyć żywiołową i energiczną, a miejscami może nawet agresywną w wyrażaniu swoich – nie zawsze popularnych – opinii. Mając na uwadze powyższe braki, nie można umniejszać roli Heinza Guderiana jako wizjonera, pioniera oraz – co może najważniejsze – praktycznego organizatora oddziałów pancernych i zmechanizowanych/zmotoryzowanych. Rozsądna konceptualizacja przyszłej wojny połączona z możliwościami intelektualnymi oraz pracowitością, a przy tym dalekosiężne myślenie pozwalające stworzyć nowoczesną koncepcję operacyjną słusznie stawia autora na piedestale. Współcześnie przemyślenia Guderiana są „oczywistą oczywistością”, lecz z perspektywy 80 lat wnioski Guderiana były iście rewolucyjne.
Koval - awatar Koval
ocenił na98 lat temu
Helikopter w ogniu Mark Robert Bowden
Helikopter w ogniu
Mark Robert Bowden
Do sięgnięcia po książkę zmotywował mnie przede wszystkim film o wspomnianym tytule, jak również liczne pozytywne opinie. Jest to moja pierwsza książka Roberta Bowdena i mówiąc szczerze oczekiwałem po niej możliwie szczegółowego oraz wiarygodnego opisu "bitwy o Mogadiszu". W ujęciu ogólnym, publikacja nie zrobiła na mnie piorunującego wrażenia. Tak więc, do "top 10" jej nie zaliczam. Jednakże, moje wspomniane oczekiwania spełniła. Autor bardzo skrupulatnie, wręcz minuta po minucie opisuje przebieg wydarzeń. Dodając, dla kontekstu opis wydarzeń poprzedzających i "post factum". Napisanie "helikoptera" wymagało ogromnego nakładu pracy, zaangażowania, lecz także szczęścia (m.in. dotarcie do operatorów Delty). Na uznanie zasługuje także fakt, że Bowden pofatygował się do samego Mogadiszu i dołączył do książki perspektywę strony przeciwnej. "Ale", czyta się ją ciężko, ponieważ wspomniany szczegółowy opisy przebiegu wydarzeń wymaga silnej koncentracji. Aby się nie pogubić w całym opisie, zwłaszcza uczestników bitwy. I chyba największym minusem książki, jest bardzo skromny zasób ilustracji. Szczególnie, brakuje mapek, które pomogłyby czytelnikowi w orientacji miasta. Podsumowując, dla miłośników historii po upadku ZSRR książka warta przeczytania. To samo dotyczy osób zainteresowanych amerykańskimi "Special Force". Poleciłbym, ją także jako przykład dobrego reportażu pola bitwy. Jednakże, nie do końca warta swojej ceny ze względu na wspomniane braki.
Artur - awatar Artur
ocenił na77 miesięcy temu
Piekło na froncie wschodnim Christine Alexander
Piekło na froncie wschodnim
Christine Alexander Mason Kunze
„Żołnierze Einsatzkommando Waffen SS również są bardzo zajęci. Do południa 25 września wszyscy Żydzi bez wyjątku mają się ujawnić. Jasne, stawi się połowa z nich. Ale nikt nam nie ucieknie, bo obrzeża miasta obsadzono ciasno posterunkami. Rozpoczyna się dzień odwetu za naszych kolegów, którzy stracili życie rozerwani minami. W tej chwili, 24 godziny później, już 2000 Hebrajczyków trafiło do Jahwe!”. To będzie bardzo osobista opinia. Dawno już tak emocjonalnie nie podchodziłam do żadnego tekstu. Czytałam i nie mogłam uwierzyć. W fanatyzm. W nienawiść. W okrucieństwo wojny. W wiarę w wyższość rasy i narodowy socjalizm. Autor dzienników, feldfebel Hans Roth, nieustanie mnie irytował. Nic nie mogłam na to poradzić. Doprawdy, jego hipokryzja mnie po prostu powaliła. Hans wciąż powoływał się na Boga, używał jego imienia, ale ja w tej książce dostrzegłam tylko działania samego Lucyfera i wszystkich jego zastępów. Mimo tego nie potrafiłam oderwać się od tej lektury. Odkładałam i znów brałam do ręki. Każda strona kusiła swoją zawartością. Przyciągała. Ciekawość nie dawała zasnąć. Musiałam po prostu dojść do końca tej historii. To było niezwykłe doznanie, czytać te zapiski. Zajrzeć w umysł człowieka przesiąkniętego na wskroś ideologią narodowego socjalizmu, oddanego Führerowi. Od buty i pychy niemieckiego niezwyciężonego żołnierza do strachu i nieustannej obawy o życie przegrywających… Mimo trudnych tematów warto przeczytać te dzienniki. Żeby wiedzieć, żeby nigdy nie chcieć uczestniczyć w czymś tak wstrętnym jak wojna. Żeby nie dać się zmanipulować żadnej ideologii.
Karolina - awatar Karolina
oceniła na75 miesięcy temu
Powiedz, że się boisz Robert Mason
Powiedz, że się boisz
Robert Mason
Ocena książki: 9/10 Ocena tłumaczenia: 2/10 Recenzja dotyczy polskiego wydania w tłumaczeniu Janusza Ruszkowskiego (Vesper, 2018) Książka wybitna, tłumaczenie tragiczne Robert Mason napisał jedną z najlepszych książek o wojnie w Wietnamie - brutalną, szczerą i technicznie precyzyjną opowieść pilota śmigłowca UH-1 Huey, który przeleciał ponad 1000 misji bojowych. Chickenhawk to od 1983 roku pozycja kultowa, sprzedana w ponad pół miliona egzemplarzy, uznawana w środowisku lotniczym za "śmigłowcową biblię" i lekturę obowiązkową dla aspirujących pilotów. Niestety, polskie wydanie nie oddaje nawet połowy jej wartości. Od mniej więcej 50. strony, czując co się święci, kupiłem ebooka w oryginale i czytałem obie wersje równolegle. 1. Problem zaczyna się od tytułu "Chickenhawk" to w amerykańskim slangu wojskowym pogardliwe określenie polityków popierających wojnę, którzy sami w niej nie walczyli (dosłownie: "jastrzębie zachowujące się jak tchórze"). Mason używa tego tytułu ironicznie - sam jako pilot był "jastrzębiem", ale czuł się jak "chickenhawk" w absurdalnym systemie wojny wietnamskiej. Polski tytuł "Powiedz, że się boisz" redukuje tę wielowarstwowość do prostego stwierdzenia o strachu, całkowicie gubiąc gorzką ironię i kontekst polityczny oryginału. 2. Terminologia lotnicza - katastrofa Jako pilot zawodowy muszę powiedzieć wprost: tłumaczenie terminologii lotniczej to kompletna porażka. Mason pisze książkę o lataniu - techniczna precyzja jest tu absolutnie kluczowa. Tymczasem dostajemy: - "helikopter" zamiast "śmigłowiec" (w slangu wojskowym jeszcze by doszło "śmigło") - "pedały" zamiast "orczyk" (rudder pedals) - "szybkościomierz" (?) - "prędkość translacyjna" (?) - "wskaźnik prędkości pionowej" zamiast "wariometr" - "dolny pułap chmur" zamiast "podstawa chmur" - "górny pułap chmur" zamiast "wierzchołki chmur" - "poduszka powietrzna wytwarzana przez podmuch odbity od ziemi" zamiast po prostu "efekt przyziemny" To nie są drobne niedokładności - to fundamentalne błędy, które odbierają tekstowi wiarygodność. Mason buduje autentyczność właśnie przez skrupulatną dokładność techniczną. Gdy ta precyzja znika, zostaje tylko ogólnikowy opis "latania helikopterem". 3. Konwersja jednostek - sztuczność Wszystkie jednostki lotnicze (stopy, węzły) zostały przeliczone na metry i kilometry. Efekt? Czytamy o "wysokości 365 metrów" zamiast "1000 stóp". Pilot - zwłaszcza amerykański w latach 60. - myśli w stopach i węzłach. To tak, jakby w książce o NASCAR przeliczać mile na kilometry. Nic to nie wnosi, a bardzo wiele zabiera z autentyzmu. 4. "Ugrzeczniony" język żołnierski Mason pisze językiem młodych żołnierzy w warunkach ekstremalnej presji. Przekleństwa lecą na prawo i lewo, humor jest czarny, język brutalny. Polskie wydanie oferuje "uprzejmą" wersję tego wszystkiego, co dramatycznie odbiera tekstowi autentyczności. To pamiętnik 22-letniego pilota latającego pod ostrzałem, a nie protokół dyplomatyczny. 5. Błędy merytoryczne Są też przypadki oczywistych błędów, które sugerują, że tłumacz nie zawsze miał pojęcie co robi - pomylenie rodzajów amunicji i środków samoobrony ("tracers" i "flares" w jednym worku jako "smugacze") błędne interpretacje terminów technicznych itp. Ale mój absolutny faworyt i wisienka na torcie to przetłumaczenie określenia "blow job" w kontekście seksualnym jako... "dmuchanie". 6. Pominięte fragmenty Co szczególnie bolesne w literaturze wspomnieniowej - tłumaczenie zawiera liczne pominięcia fragmentów oryginału. Nie wiem, czy z powodu trudności w przekładzie, czy świadomej decyzji, ale efekt jest katastrofalny. 7. Brak przypisów - stracona szansa Książka to kopalnia wiedzy o wojnie w Wietnamie, taktyce śmigłowcowej i realiach lat 60. Ani jeden przypis. Żadnych wyjaśnień skrótów (np. LBJ, ARVN),kontekstu historycznego, czy dodatkowych informacji. Moje podsumowanie Chickenhawk to arcydzieło - jedno z najlepszych świadectw wojny wietnamskiej, pełne "zdumiewająco intensywnych opisów latania" (jak pisała prasa). Polskie wydanie to cień oryginału. Jeśli znasz angielski - czytaj po angielsku. Jeśli nie - przygotuj się na frustrację, bo będziesz czuł, że coś ci ucieka. Szkoda. Ta książka zasługiwała na znacznie więcej. Dla kogo: Miłośników literatury wojennej z dużą tolerancją na niedoskonałości tłumaczenia. Dla pilotów i osób związanych z lotnictwem - ostrzegam: będzie boleć. PS: Książka jest praktycznie niedostępna (papierowe egzemplarze po 200 zł na rynku wtórnym, brak ebooka),co tylko potęguje frustrację. Ta pozycja powinna być łatwo dostępna w dobrym tłumaczeniu.
Jan - awatar Jan
ocenił na94 miesiące temu
Czarne krzyże nad Polską Stanisław Skalski
Czarne krzyże nad Polską
Stanisław Skalski
72/2024 „Tymczasem wraz z dowódcą brygady przyjechał nowy rozkaz, który kierował dywizjon już nie na wschód, gdyż tam nie było dokąd, jeszcze nie na południe, gdyż na to nie nadszedł czas, ale na północny zachód, na Kutno, gdzie od poprzedniego dnia rozgorzała potężna bitwa armii »Poznań« i »Toruń« z przeważającymi siłami nieprzyjaciela. Zadanie polegało na wzmocnieniu osamotnionego i przetrzebionego dywizjonu poznańskiego w osłonie powietrznej walczących armii. Rozkaz popłynął swymi normalnymi kanałami aż, do dowódcy jednostki, mającej wykonać zadanie. Ale nasi »geniusze« operacyjni, dla których nie istnialy żadne przeszkody, nie zadali sobie nawet najmniejszego trudu, żeby zastanowić się, czy zadanie jest w ogóle wykonalne. »Zasięg — rozumowali zapewne — to sprawa błaha. Muszą dolecieć nawet o pustych zbiornikach, bo taki jest rozkaz«. Miejsce lądowania — obojętne. Byle gdzies w okolicach Kutna. Paliwo, amunicja, obsługa — wszystkie te »drobiazgi« nie zostały po prostu wzięte pod uwagę. Chyba tylko brak najprymitywniejszej nawet znajomości rzeczy mógł zrodzić założenia tak bardzo zawieszone w próżni” Pod naciskami lotników podjęto decyzję, że z Łucka, gdzie Skalski i jego koledzy dostali rozkaz polecą do Kutna przez Brześć nad Bugiem. Po lądowaniu w Brześciu okazało się, że mają wracać do Łucka, ponieważ w międzyczasie zmienił się pomysł. I tak niestety wyglądała praktycznie cała kampania wrześniowa dla polskiego lotnictwa... Wojna Stanisława Skalskiego zastała w Toruniu, gdzie stacjonowała jego 142 Eskadra Myśliwska. Walki z niemieckim najeźdźcą niestety za dużo nie zaznał, ponieważ różnica w jakości sprzętu była kolosalna. Polscy piloci byli świetnie wyszkoleni, mieli iście ułańską fantazję i aż rwali się do walki, ale coż z tego, jak ich myśliwce nie były w stanie dogonić niektórych rodzajów niemieckich bombowców, nie wspominając o walce z myśliwcami. Nawet największe chęci nie były w stanie zasypać wyrwy w aspektach technicznych i ilościowych. Eskadry były rzucane z miejsca na miejsce, aż 18 września lotnicy musieli przekroczyć granicę z Rumunią, żeby ocalić resztki naszego lotnictwa. Nasi lotnicy walczyli potem na wszystkich frontach II wojny, ale niestety poza Polską. Skalski był typem niepokornego pilota i często podczas ćwiczeń przed wojną, ale i walki po atatku Niemiec był na granicy życia i śmierci. Mimo ciężkiej sytuacji odniósł sporo zwycięstw, jak na anormalne warunki kampanii wrześniowej oraz okazał szlachetność swojego charakteru ratując załogę niemieckiego samolotu po zestrzeleniu na samym początku wojny. Życie napisało piękny epilog tej historii, bo 50 lat po walce nad Polską Skalski i jego niemiecki rywal mogli wpaść sobie w ramiona, a Niemiec mógł podziękować za uratowanie mu życia. *** Autor opisuje wydarzenia nad Polską w niezwykle barwny i piękny literacko sposób. Mi szczególnie spodobał się opis lotu i lądowania w Łucku w zupełnej ciemności, w którym Skalski świetnie oddał atmosferę osaczenia i beznadziejności losu lotników spod znaku biało-czerwonej szachownicy. Jest to książka gorzka, bo autor nie kryje dezaprobaty dla szafowania życiem żołnierzy przez nieudolne dowództwo. Lotnik miał do tego uzasadnione prawo, bo to on ryzykował życiem podczas misji, często idiotycznych, czego dobitnym dowodem jest cytat z samego początku. Książka została pierwotnie wydana w 1957 roku, kiedy Skalski był już na wolności. W tym miejscu warto zaznaczyć, że pilot po zakończeniu wojny zdecydował się na dość nieoczywisty krok i powrót do ojczyzny. Niestety nie była to już ojczyzna sprzed kilku lat. Skalski ze względu na kontakty z osobą, która okazała się potem szpiegiem został aresztowany i po brutalnym śledztwie skazany na karę śmierci. Na szczęście Bolesław Bierut zdecydował się na amnestię i Skalski żył jeszcze długo, a swojego żywota dokonał już w wolnej Polsce, w 2004 roku.
Ahura Mazda - awatar Ahura Mazda
oceniła na81 rok temu

Cytaty z książki Pilot Sztukasa. Mój dziennik bojowy

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pilot Sztukasa. Mój dziennik bojowy