rozwiń zwiń

Czytamy w Święta

LubimyCzytać LubimyCzytać
15.04.2022

Przed nami naprawdę długi, a dla niektórych nawet świąteczny weekend. Zespół lubimyczytac.pl starannie wyselekcjonował lektury, z którymi spędzi najbliższe kilka dni. Oczywiście z przerwami na mazurki, serniczki, jajka i czekoladowe zające. A z jakimi książkami użytkownicy i użytkowniczki serwisu spędzą Święta? Niech kurczaki i zające nie przeszkadzają Wam w czytaniu!

Czytamy w Święta

Po grubaśnym „Mentaliście” Camilli Läckberg, mocnym kryminale pełnym poćwiartowanych ciał i lejącej się po kartkach krwi, potrzebuję detoksu. Mamy przed sobą kilka dni wolnego. Czeka mnie sporo rodzinnych spotkań, więc wybierając książkę na czas świąt, szukałam czegoś objętościowo przystępnego. I nagle, koleżanka z zespołu kładzie mi na biurku cienką książeczkę, mówiąc, że jest godna uwagi. To 149 stron rumuńskiej pisarki - Tatiana Țîbuleac, o intrygującym tytule „Lato, gdy mama miała zielone oczy”. Przeglądam oceny i recenzje innych czytelników. Bardzo dobre. Ocena to 8,1/10, opinie pełne zachwytów: „Wspaniała książka. Trafia na moją osobistą półkę książek, które chwyciły mnie za serce”, „Cudowna, wzruszająca i fascynująca. Dużo treści w małej objętości”, „Modelowy przykład krótkiej powieści kipiącej treścią, zarówno skłaniającą do przemyśleń, jak i budzącą emocje”. Umknęła mi gdzieś jej premiera, więc teraz z przyjemnością nadrobię. W przerwie między jedzeniem jajecznej sałatki, a pysznego sernika, pochłonę historię Aleksego, artysty, który „powraca pamięcią do dni spędzonych z mamą i w swoim wściekło-lirycznym monologu stopniowo - w serii retrospekcji i narkotycznych malarskich wizji - dociera do istoty swoich relacji z mamą”. Życzę wszystkim świętującym Wesołego Alleluja, a wszystkim nieświętującym, żeby zające i króliki nie przeszkadzały Wam w czytaniu. Równocześnie nie zapominajmy, że za naszą wschodnią granicą trwa wojna. Pomagajmy.

Szalejąca inflacja. Rosnące stopy procentowe i niskie oprocentowanie depozytów. Spadki na rynku walutowym i surowcowym. Panie premierze, co robić?
Premier raczej nam nie odpowie, więc odpowiedzi warto poszukać samodzielnie. W związku z tym, postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym i w czasie zbliżającej się świątecznej przerwy zobaczyć czy i mnie uda się dowiedzieć „jak inwestować skutecznie i mieć święty spokój” do czego mam nadzieję przybliży mnie „Finansowa Forteca”Marcina Iwucia. I tak wiem, że wszystko i jeszcze więcej można znaleźć w sieci i wystarczy śledzić ekonomiczne blogi (nomen omen autor jest jednym z najpopularniejszych blogerów zajmujących się tematyką ekonomiczną w sieci) i newsy, ale w tym przypadku wolę chyba kompleksowe podejście do tematu. Już pobieżne przyglądnięcie się spisowi treści pozwala się upewnić, że ta ośmiuset stronnicowa publikacja ma wszystko czego potrzeba – mamy tam informacje dotyczące sposobów budowy poduszki finansowej, inwestowanie w nieruchomości, złoto, kryptowaluty czy inwestowanie w akcje lub obligacje a sądząc po bardzo licznych i bardzo wysokich ocenach użytkowników lubimyczytac (9,1/10) czas spędzony z tą książką to będzie czas dobrze wykorzystany.

Pamiętam, jak silne wrażenie wywarł na mnie Netfliksowy dokument „Wszystko w rozpadzie”. Obejrzałam go zachęcona rekomendacjami przyjaciółki, kompletnie nie znając wcześniej Didion i jej książek. W czasie emisji siedziałam wbita w fotel, zahipnotyzowana pięknie opowiedzianą historią, a przede wszystkim tą kruchą,  przezroczystą wręcz staruszką, która była, jak się okazało, ikoną stylu i amerykańskiego dziennikarstwa. Patrzyłam na kobietę spełnioną zawodowo, inteligentną i charyzmatyczną, ale jednocześnie poranioną przez życie, wycofaną i pełną neurotycznego niepokoju. Trudno mi było wówczas uwierzyć, że  sława pisarki praktycznie do nas nie dotarła, a jej felietony czy reportaże są w Polsce tak słabo znane. Przeczytałam wtedy od razu  wydany jeszcze przez wydawnictwo  Znak „Rok magicznego myślenia” i poczułam, jak bardzo bliski jest mi taki sposób pisania, niezwykle osobisty, oszczędny w wyrazie, osadzony w konkretnym kontekście, ale jednocześnie ponadczasowy, uniwersalny. Jestem przekonana, że  „Błękitne noce”, po które zamierzam sięgnąć w święta, również mnie zachwycą i podobnie jak poprzednia książka Didion pozostawią z tą niekomfortową, ale nieuniknioną konkluzją, że nic tak naprawdę nie jest nam dane na zawsze, a strata wpisana jest w życiorys każdego z nas, bez wyjątku.

Nie wszyscy lubią pogodne historie z happy endem. I nawet jeśli liczymy po cichu na dobre zakończenie, to wcześniej jednak oczekujemy komplikacji – niech ktoś się po drodze rozczaruje, komuś skręcą kark, a komuś innemu choćby podstawią nogę. W sumie nie powinniśmy się zatem dziwić, że nasz świat też daleki jest od idylli, skoro funkcjonujemy w nim nasyceni obrazami dalekimi od łagodności. Myślę, że sami jesteśmy już tym dostatecznie zmęczeni, żeby nadal lekceważyć znaczenie pokrzepiających opowieści. Dlatego podaruję swojej skołatanej głowie najnowszą powieść Agnieszki Krawczyk pod kojącym tytułem „Uzdrowicielka” i oddam należne miejsce obrazom emanującym spokojem i prostotą. 

Mam obecnie na półce dwie książki z Nagrodą Goncourtów, które chce przeczytać. „Porządek dnia” Vuillarda opowiadający o czasach III Rzeszy mógłby przy obecnej sytuacji, gdy takie samo zło mamy obok siebie, okazać się zbyt przytłaczający, więc jeszcze sobie poczeka. Z „Anomalią” sprawa ma się zupełnie inaczej. Czytałem, że książka ta łączy w sobie elementy science-fiction oraz thrillera… a właściwie to jest amalgamatem wielu gatunków literackich. Jest jednocześnie powieścią poważną, wysokiej próby literaturą i dziełem zanurzonym w popkulturze, posługującym się formą netfliksowych seriali. Dla mnie brzmi to doskonale na coś do poczytania podczas urlopu!

Mam słabość do francuskiej literatury, a pamiętając, jak Houellebecq znakomicie łączył estetykę science-fiction z moralitetem w „Możliwości wyspy” spodziewam się i w tym przypadku czegoś, co wprowadzi nieco świeżości. Dodatkowo też kusi fakt, że Hervé Le Tellier należał też do grupy OuLiPo, czyli przekraczających formalne granice francuskich eksperymentatorów literackich. Lepszych rekomendacji to mi już nie potrzeba. Nic tylko cieszyć się na te święta także pod kątem książkowym.

Ostatnio w moim życiu dużo się dzieje, więc z ulgą przyjęłam, że Wielkanoc jest już za rogiem i przede mną dłuższy weekend spędzony z rodziną. Najpierw pochorował się kot i okazało się, że trzeba wyrwać mu aż 13 zębów. Potem pochorował się mój królik. Niemal codziennie odwiedzałam gabinet weterynaryjny. W towarzystwie chorych psiaków, żałośnie miauczących kotów i mojego biednego, zestresowanego uchatego zwierzaka, który stwierdził, że nie będzie jadł. Nie w głowie były mi książki, nawet audiobooki nie były w stanie mnie oderwać od rzeczywistości. Teraz jest już minimalna poprawa, ale wciąż pozostaję w temacie zwierząt.

Miałam po nią sięgnąć dawno temu, gdzieś zapomniałam, potem się rozmyśliłam, a teraz po tych przygodach jeszcze bardziej chce się przyjrzeć pracy weterynarza. Dlatego wykorzystam dłuższe wolne na lekturę „Co gryzie weterynarza”. Łukasz Łebek odbierał poród alpaki i został napadnięty przez właśnie królika. Totalnie widzę moja Puchatą, jak napada na człowieka, zwłaszcza że sama po ostatnich próbach przekonania jej do jedzenia wyglądam, jakbym hodowała w mieszkaniu stado rozwydrzonych tygrysów. Może nie jest to dobre podejście, ale ten wielkanocny weekend podobnie jak inne dni, spędzę w gabinecie weterynaryjnym – tylko mam nadzieję, że tym razem będę się lepiej bawić.

A poniżej sprawczyni całego zamieszania. Uwierzcie mi, jej tylko tak ładnie z oczu patrzy.

Nie będę oryginalna. W święta przeczytam to, co ostatnio na rynku książki sprzedaje się najlepiej. Czyli jedną z biografii Władimira Putina, która obok publikacji o sytuacji geopolitycznnej i kolorowanek - cieszy się teraz największym zainteresowaniem. To było do przewidzenia: wojna w Ukrainie odbija się szerokim echem także na naszych wyborach czytelniczych. I nic dziwnego. Podskórnie sama jestem ciekawa studium zła rosyjskim w ujęciu AD 2022. Pozycję „Wowa, Wołodia, Władimir. Tajemnice Rosji Putina” autorstwa Krystyny Kurczab - Redlich po raz pierwszy opublikowano sześć lat temu. Jak podaje Empik, od początku agresji Rosji w Ukrainie - odnotowano aż czterdziestokrotny wzrost zainteresowania tym tytułem. To podobno historia życia Putina, którą czyta się jak kryminał. Autorka mierzy się z takimi pytaniami jak: skąd Putin wziął się w KGB, czy rzeczywiście wygrywał wybory, jak naprawdę rozpoczął wojnę w Czeczenii i na Ukrainie, jakie ma związki z Al-Kaidą i tzw. Państwem Islamskim, jak wiele osób wysłał na cmentarz, jakim był mężem, jakim jest ojcem i czy czuje się samotny? Jak w ostatnią niedzielę napisała na lubimyczytać.pl użytkowniczka Maargareta: To „skondensowany reportaż o historii najnowszej Rosji z Putinem w tle. Dobrze napisany, tylko głowa aż pęka od kolejnych opisów pokazujących jak okropną kreaturą jest obecny rosyjski prezydent i jak bardzo historia lubi się powtarzać. Niestety, albo Zachód zrobi porządek z Rosją, albo Rosja zawsze będzie dążyć do zdestabilizowania Zachodu”. Książka ma ponad pół tysiąca stron. Będzie więc co czytać i o czym rozmyślać w świąteczny czas.

Na swoją lekturę podczas nadchodzących świąt wybrałam książkę, która – jak mam nadzieję – mnie zrelaksuje, ale jednocześnie dostarczy niemało emocji, pozwalających choć na chwilę zapomnieć o otaczającej rzeczywistości. Tą lekturą będą „Wielkie kłamstewka” Liane Moriarty. Wiem, że ta powieść została wydana dość dawno – w Polsce w 2015 roku – jednak dopiero niedawno obejrzałam serial na jej podstawie, też zresztą mający już swoje lata. Przekonujące role Reese Whiterspoon, Nicole Kidman, Laury Dern, Zoë Kravitz i Shailene Woodley sprawiły, że postanowiłam sięgnąć też i po utwór, na podstawie którego wyprodukowano ekranizację. Tym razem kolejność była więc odwrotna niż zazwyczaj: najpierw obejrzałam serial, a dopiero teraz przeczytam książkę.

Chętnie powrócę do atmosfery zamkniętej, bogatej społeczności (choć w serialu akcja rozgrywa się w USA, a w powieści – w Australii), w której grupa kobiet spotyka się, gdy ich dzieci razem zaczynają naukę (i znów – w serialu w szkole, w książce – w przedszkolu). Między bohaterkami bywa różnie, jednak pewnego dnia dochodzi do zbrodni (a może wypadku?), w wyniku której (paradoksalnie?) więzi między bohaterkami się zacieśniają. Kobiety postanawiają bowiem utrzymywać w tej sprawie wspólny front. Czy jednak muszą kłamać, czy lepiej powiedzieć prawdę? Czy długo można wytrzymać, utrzymując rozwiązanie zagadki czyjejś śmierci w tajemnicy?

„Wielkie kłamstewka”, to jednak – jak przypuszczam po obejrzeniu serialu – powieść nie tylko o tej śmierci, a raczej przede wszystkim o relacjach międzyludzkich. O byłych mężach, drugich żonach, matkach i córkach, rodzinnych lepszych i gorszych dniach. Oraz kłamstwach, które (do czasu) pozwalają przetrwać.

Po kilku tygodniach spędzonych z reportażami wracam na ucieszne tereny literatury pięknej. Na tę okazję od dawna przygotowaną mam książkę Uniki Zürn. „Trąby jerychońskie” to zbiór najważniejszych tekstów niemieckiej pisarki, surrealistki, rysowniczki, a także – pacjentki zakładów dla nerwowo chorych w Niemczech i we Francji.

To zapis różnych obrazów pogrążania się w szaleństwie, opowieść o emocjach, które, nagromadzone i nieznajdujące ujścia, prowadzą do zaburzeń. Znajdziemy tu: historię seksualnego dojrzewania małej dziewczynki; zmagania zamkniętej w wieży rodzącej kobiety, usiłującej pozbyć się niechcianego dziecka; świadectwo pobytów w klinikach psychiatrycznych i pogrążania się w chorobie. Całość z wyraźną autobiograficzną rysą.

Nieco przyciężki temat na wiosenne (jeśli wierzyć prognozom: słoneczne) dni wolne? Być może. Ale i beletrystyczna perła. Do niedawna nieznana polskim czytelnikom, teraz, blisko pół wieku po swej samobójczej śmierci, Zürn wreszcie zyskuje należne jej zainteresowanie.

Długo zastanawiałam się nad wyborem książki na święta. Byłam pewna, że spędzę je z tytułem, który zaintrygował mnie ciekawą okładką, uznanym nazwiskiem autora. Po około stu stronach okazało się jednak, że lektura nie sprawia mi przyjemności. Odczuwałam coraz większą frustrację i... podjęłam trudną decyzję o jej przerwaniu. Należę do tych osób, które w szczególnych przypadkach są gotowe się na to zdobyć. I tak stało się kilka dni temu. Po jaką pozycję sięgnęłam więc teraz? Wybrałam „Paxa”. Od jakiegoś czasu był na mojej liście i chciałam przeczytać go z dziećmi. Cieszę się, że są już w wieku, kiedy potrafią skupić się na przekazywanych treściach pomimo braku obrazków i okienek. Dzięki temu wspólnie odkrywamy kolejne wartościowe lektury. Książka Sary Pennypacker z pewnością do nich należy. Za nami jeden wieczór i aż 63 strony! Nie jest to lekka opowieść, momentami niezwykle smutna i... bardzo na czasie. Szczegółnie w kontekście codziennego stykania się z osobami, które uciekły przed wojną w Ukrainie. „Pax” wywołuje w nas silne emocje, angażujemy się w losy chłopca i jego lisa. Choć równie dobrze mogłabym napisać – lisa i jego chłopca. Bardzo podoba mi się zabieg z odwracaniem perspektywy, dla moich dzieci jest to coś nowego, rozwija w nich empatię i z zaskoczeniem odkrywam, że mimo wszystko dobrze orientują się w zaburzonej chronologii wydarzeń. Cenię tę książkę nie tylko za jej emocjonalny ładunek, ale też sugestywne opisy, detale. Dzięki nim łatwiej przenika się do opisywanego świata – poznaje konkretne gatunki roślin, rozumie trudy marszu przez las nocą, słyszy trzask łamanych kości i czuje zapach przejeżdżających w pobliżu wojskowych cieżarówek. Zgadzam się z fragmentem recenzji: „»Pax« to książka, która jest jak lis Pax: na wpół dzika i niezwykle piękna” („New York Times”).

Motywacje do sięgnięcia po daną lekturę miewam różne – czasem przyciąga mnie autor, gatunek, renoma książki, innym razem zapoznaję się z jakąś pozycją z pobudek czysto zawodowych, na przykład by napisać artykuł na zlecony temat. Mam też jednak pewien zwyczaj – kiedy poznaję nową osobę i wyda mi się ona nader interesująca, w którymś momencie staram się skierować rozmowę na tematy okołoliterackie i wybadać, jakie książki lubi czytać. Następnie wybieram jeden z tytułów i dołączam go do listy najbliższych lektur. Właśnie w ten sposób do świątecznych planów dołączyła powieść, którą już znam, ale którą czytałem bodajże dekadę temu i pamiętam jak przez mgłę, powieść uznawana za szczytowe dzieło noblisty Hermanna Hessego.W święta towarzyszyć mi będzie zatem istota obca, dzika, z gruntu samotna i płochliwa, a jednocześnie obdarzona niezwykłą wrażliwością – istota zwana wilkiem stepowym.

Święta Wielkanocne zawsze kojarzą mi się z pewnego rodzaju świeżością. Świeżością, którą znajduję w nadchodzącej wiośnie, kiedy cała przyroda budzi się do życia. Pojawiają się pierwsze pąki na drzewach i krzewach, z ziemi wyłaniają się przebiśniegi, a na niebie pojawia się pierwsze słońce, które zaczyna okalać swoim ciepłem, dodając energii do działania. Eksplorując w tym czasie przyrodę nie mogłam wybrać innej pozycji do czytania niż „Gdzie śpiewają raki”. Jako zodiakalny rak, bardzo mocno utożsamiłam się z główną bohaterką książki, która uwielbiała spędzać czas na łonie natury. Autorka urokliwie opisuje naturę oraz życie wśród pięknego krajobrazu przyrody i bagien. Ta lektura łączy wszystko, to za co lubię czytanie – wątek miłosny, kryminalny oraz nietuzinkowy opis świata, który otacza głównych bohaterów.

Dodatkową chęć przeczytania tej książki spowodował fakt, iż zostanie ona zekranizowana. Zwiastun nie pozostawił mi żadnych złudzeń, że jest to pozycja obowiązkowa dla miłośników piękna przyrody, bezwarunkowej miłości oraz skrywanych tajemnic.

Więcej informacji na temat ekranizacji książki można znaleźć na naszej stronie.

Wielokrotnie wcześniej polecając książki, pisałem o swojej miłości do starożytności. Także nie zdziwi czytelników, że w święta zamierzam przyjrzeć się nowej pozycji o … starożytnym Rzymie.

Wydawnictwo Poznańskie wydało perełkę Thomasa R. Martina „Starożytny Rzym. Od Romulusa do Justyniana”.

Według opisu w książce – wzorem rzymskich dróg – schodzą się rozmaite wątki, które autor tropi, podążając za westalkami do świątyń, matronami do willi, konsulami na forum czy przywódcami na bitewne pola. Autor aktualizuje dotychczasowe ustalenia na temat życia Rzymian od czasu założenia miasta w VIII wieku przed naszą erą do VI wieku naszej ery.

Nie pozostanie mi nic innego jak między jednym a drugim świątecznym posiłkiem zaczytać się o burzliwym romansie Kleopatry i Cezara. Po raz kolejny przypomnieć sobie o szaleństwach Kaliguli i Nerona. Na deser zostawić sobie postać Kommodusa, cesarza świetnie znanego z filmu „Gladiator” zjawiskowo zagranego przez Joaquin Phoenixa.

Mam nadzieję, że wasze świąteczne plany zawierają równie ciekawe pozycje książkowe. Wszystkiego dobrego.

A o jednej z czołowych postaci Starożytnego Rzymu przeczytacie oczywiście na stronie Ciekawostki Historyczne.

[kk]


komentarze [307]

Sortuj:
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
silentlyhere 19.04.2022 10:42
Czytelniczka

Kurczę, tak mi chodzą po głowie "Wielkie klamstewka", ale na razie "Co Ci się wydarzyło"

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Kas74 18.04.2022 14:16
Czytelniczka

Nie miałam konkretnych planów czytelniczych na ten świąteczny długi weekend, ale trochę książek z bibliotek się nazbierało na półkach. Przeczytałam  Królowa lalek Bliska znajoma Tajemnica morskiej latarni Sekret Heleny

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
 Królowa lalek  Bliska znajoma  Tajemnica morskiej latarni  Sekret Heleny  Kwiaty na poddaszu  Obcy  Siostro, siostro  Dotek vraha
Basia 18.04.2022 11:12
Czytelniczka

O włos

Zaczytanych , spokojnych Świąt! 😇  

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
 O włos
Jolanta 18.04.2022 06:46
Czytelniczka

Saga wołyńska. Głód oraz  Nasze piękne chwile🐣🌞

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
 Saga wołyńska. Głód  Nasze piękne chwile
Dorcia 17.04.2022 21:24
Czytelniczka

Wszelkiej pomyślności z okazji Świąt Wielkanocnych i zajączka z dużą ilością ciekawych książek w koszyczku :)
Czytam   Po trupach do celu oraz  Życie Violette

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
 Po trupach do celu  Życie Violette
Monika 17.04.2022 19:50
Czytelniczka

Na Święta Wielkanocne  Wróć przed zmrokiem oraz tego samego autora  Zamknij wszystkie drzwi

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
 Wróć przed zmrokiem  Zamknij wszystkie drzwi
Hania 17.04.2022 19:05
Czytelniczka

Radosnych, rodzinnych, zdrowych Świąt Wielkanocnych! :) 

W wolny świąteczny weekend czytam książkę, którą dostałam od Zajączka - "Taki krótki urlop". 
  Taki krótki urlop

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
 Taki krótki urlop
MataPata 17.04.2022 13:54
Czytelniczka

Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji
  Śleboda

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
 Przyszło nam tu żyć. Reportaże z Rosji  Śleboda
Łędina 17.04.2022 13:27
Czytelniczka

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Vendie 17.04.2022 10:44
Autorka

Zdrowych i Spokojnych Świąt Wielkanocnych :) 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post