Błękitne noce

Okładka książki Błękitne noce autora Joan Didion, 9788367216043
Okładka książki Błękitne noce
Joan Didion Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Relacja literatura piękna
256 str. 4 godz. 16 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Blue Nights
Data wydania:
2022-03-10
Data 1. wyd. pol.:
2022-03-10
Data 1. wydania:
2011-11-01
Liczba stron:
256
Czas czytania
4 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788367216043
Średnia ocen

7,2 7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Błękitne noce w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Błękitne noce



książek na półce przeczytane 1871 napisanych opinii 888

Oceny książki Błękitne noce

Średnia ocen
7,2 / 10
250 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Błękitne noce

avatar
33
2

Na półkach:

Męczarnia. Połowa tekstu to nieistotne nazwy własne - miasta, miejsca, imiona. Emocjonalnie płaska i ciągnąca się jak żelki.

Męczarnia. Połowa tekstu to nieistotne nazwy własne - miasta, miejsca, imiona. Emocjonalnie płaska i ciągnąca się jak żelki.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
27
11

Na półkach:

Nie podołałam, jedna z nie wielu książek których nie byłym w stanie skończyć. Może kiedyś do niej wrócę. Na razie na nie.

Nie podołałam, jedna z nie wielu książek których nie byłym w stanie skończyć. Może kiedyś do niej wrócę. Na razie na nie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1678
380

Na półkach: ,

Ciężko oceniać taką książkę w kategoriach "podobania się", ale zdecydowanie wrażliwość tej pozycji trafiła do mojego serducha.

Ciężko oceniać taką książkę w kategoriach "podobania się", ale zdecydowanie wrażliwość tej pozycji trafiła do mojego serducha.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

936 użytkowników ma tytuł Błękitne noce na półkach głównych
  • 635
  • 301
88 użytkowników ma tytuł Błękitne noce na półkach dodatkowych
  • 47
  • 10
  • 8
  • 7
  • 6
  • 5
  • 3
  • 2

Inne książki autora

Joan Didion
Joan Didion
Amerykańska dziennikarka, eseistka, powieściopisarka. Bliska nurtowi Nowego Dziennikarstwa. W 2005 roku zdobyła National Book Award za The Year of Magical Thinking, eseistyczną opowieść o śmierci jej męża i ciężkiej chorobie 39-letniej córki, która również zmarła, gdy książka była już gotowa. Dzięki zwycięstwu w konkursie literackim magazynu „Vogue” Didion przeniosła się po studiach do Nowego Jorku, by pracować w jego redakcji (1956–1963). W tym samym okresie pracowała nad debiutancką powieścią Run River, która ukazała się w 1963 roku. Po ślubie z Johnem Gregorym Dunne’em powróciła w 1964 roku do rodzinnej Kalifornii. Małżeństwo współpracowało przez wiele lat przy pisaniu artykułów i scenariuszy. Didion tworzyła w duchu Nowego Dziennikarstwa, jej prace porównywano m.in. do Toma Wolfeʼa. W swojej twórczości dziennikarskiej opisywała świat z brutalną szczerością, jednocześnie zdradzając nostalgię za mityczną Ameryką swojego dzieciństwa. W jej oszczędnym stylu można wyczuć wpływ dzieł Ernesta Hemingwaya. Do jej najbardziej znanych prac należą dwa zbiory wcześniej publikowanych artykułów prasowych: Slouching Towards Bethlehem oraz The White Album, w których bezkompromisowo opisała Amerykę (a w szczególności Kalifornię) lat 60. i 70., portretując m.in. ruch hippisowski, czy kreśląc pogardliwy obraz feminizmu jako nurtu, który wiktymizuje kobiety, stawiając je w roli ofiar mężczyzn. W 2005 roku zdobyła National Book Award za Rok magicznego myślenia, opowieść o jej małżeństwie i śmierci męża. Dwa lata później dokonała adaptacji teatralnej książki. W 2007r. ukazał się polski przekład "Roku magicznego myślenia", Prószyński i S-ka, tł. Hanna Pasierska. W warszawskim Teatrze Studio pod opieką artystyczną Bartosza Zaczykiewicza powstał monodram Ewy Błaszczyk na podstawie "Roku magicznego życia". Prapremiera miała miejsce 14 listopada 2008 roku. Za kostiumy odpowiada Dorota Kołodyńska, światło - Mirosław Poznański. W 2013 roku Didion przyznano National Humanities Medal. W 2017 roku powstał o niej dokument pod tytułem Joan Didion: The Center Will Not Hold.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Wyspa kobiet Lauren Groff
Wyspa kobiet
Lauren Groff
Uważam tę książkę za ciekawy eksperyment. W "Wyspie kobiet" Groff zadaje pytanie: czy powieść o kobietach będących częścią jednej z najbardziej mizogynistycznych instytucji w historii świata może być feministyczna, skoro nawet obiekt ich czci jest mężczyzną? Odpowiedź brzmi - tak jakby. Groff w bardzo ciekawy sposób odwraca typowo męskie historie poprzez brak jakichkolwiek męskich postaci w swojej powieści. Wszystko kręci się wokół kobiet, ich płci, seksualności i zmagań. Wspomina się tutaj raz na jakiś czas o mężczyznach, choćby o Ryszardzie Lwie Serce, ale nigdy nie są oni wymienieni z imienia, ani nie przykłada się do nich takiej wagi jak do kobiet. Nigdy się pojawiają się tutaj również imiona "Adam" czy "Jezus". Czy jest to jednak powieść feministyczna? Zarazem tak i nie, co zapewne było zamiarem autorki. Choć powieść skupia się na kobietach (i lesbijkach),nie są one żyć w pełnoprawnym świecie jako kobiety. By stworzyć swoją wyspę kobiet, muszą całkowicie odizolować się od świata i zwrócić się w stronę herezji, by zyskać choć trochę niezależności. Ale nawet wtedy nie mogą decydować o sobie - Marie, choć pragnie wolności i siły, powiela metody mizoginistycznych patriarchów kościoła poprzez trzymanie swoich podopiecznych w ciągłej niewiedzy, pozbywanie się każdej kobiety, która może jej zagrozić, oraz odcinanie innych zakonnic od świata, by mogła łatwiej je kontrolować. Marie dąży do niezależności i wolności od mężczyzn, jednak chce tych rzeczy tylko dla siebie, a nie dla innych. Jest de facto narcyzem z kompleksem zbawcy, który narzuca swoim podopiecznym swoja wolę i ignoruje ich własne pragnienia, co najlepiej ukazuje jej przyzwolenie na ukaranie Avice - nagle te patriarchalne zasady, które tak lubi łamać, nie stanowią dla niej problemu, kiedy pozwala Godzie na wychłostanie dziewczyny. I tutaj dochodzimy do kolejnego ważnego motywu powieści - miłości dworskiej. Poprzez ten wątek Groff udowadnia, że choć mizoginia jest dziełem mężczyzn, to jednak nawet kobiety mogą tworzyć podobne pułapki. Marie wpada w metaforyczną zasadzkę Eleonory i poświęca jej całe swoje życie - na próżno, bo Eleonora traktuje ją tylko jakie narzędzie. Miłość dworska powoduje u Marie wykształcenie komleksu Madonny i ladacznicy i powstrzymuje ją przed osiągnięciem szczęścia. Zatem nawet w świecie kobiet Marie dopada jej wewnętrzna mizoginia. Podsumowując - jest to powieść dobra i ciekawa pod względem wykonania tematyki, choć jednocześnie dość łatwo jest ją źle zinterpretować. Groff bez wątpienia jest feministką, co bardzo dobrze udowadnia w "Fatum i furii", ale to właściwie nie jest powieść o feminizmie - raczej o idei, która mogła być feminizmem, ale która zawiodła z powodu wad kobiety, która próbowała ją krzewić. Jest to ciekawe studium przypadku, podobała mi się też dlatego, że niedawno na studiach omawialiśmy protofeminizm, mistyczki i dworską miłość.
Fox - awatar Fox
ocenił na72 miesiące temu
Mleko i głód Melissa Broder
Mleko i głód
Melissa Broder
Życie Rachel toczy się wokół ustalonego, restrykcyjnego planu jedzenia. Każdego dnia musi zjeść określoną liczbę kalorii, obsesyjnie pilnuje, aby nie przekroczyć limitu. Takie podejście do życia zawdzięcza swojej matce, która całe życie pilnowała, aby córka nie przytyła nawet grama. Świat kobiety zmienia się, kiedy poznaje Miriam. Ku zdziwieniu Rachel jej nowa koleżanka znajduje w życiu szczęście, mimo tego, że odbiega od kanonów figury, które nasza bohaterka wyznawała od kiedy pamięta. Codzienność Miriam nie jest jednak pozbawiona reguł – żyjąca w ortodoksyjnej, żydowskiej społeczności kobieta nie jest w pełni wolna i nie będzie mogła swobodnie rozwijać swojej relacji z Rachel. „Mleko i głód” to książka, która szokuje w zasadzie od pierwszych stron. Niewątpliwie jest to powieść szokująca, poruszająca tematy tabu, momentami balansująca na granicy wulgarności. Nie spodziewam się, aby był to tytuł, który każdemu przypadnie do gustu, jednak mnie ta lektura ogromnie wciągnęła. Melissa Broder naładowała swoją powieść szerokim przekrojem tematów. Mamy tutaj zaburzenia odżywiania, toksyczną relację z rodzicem, odkrywanie swojej seksualności, a nawet krytykę syjonizmu. Tego ostatniego się nie spodziewałam, ale jest to pozytywne zaskoczenie. Pokazuje to, że nie każda osoba pochodzenia żydowskiego ślepo popiera niebezpieczne poglądy syjonistyczne. Sama Rachel jest postacią wielobarwną. Nie zawsze wzbudza sympatię i niewątpliwie jest to zabieg celowy. Autorka poświęca jednak dużo czasu na zbudowanie tej postaci i wytłumaczenie czytelnikowi, dlatego główna bohaterka postępuje w dany sposób. Miriam o wiele mniej przypadła mi do gustu, aczkolwiek znajduję w sobie odrobiny empatii do kobiety zamkniętej w klatce religii. Relacja głównych bohaterek wypada natomiast bardzo naturalnie. Kobiety momentami niezdarnie odkrywają łączące ich uczcie i starają się znaleźć dla niego miejsce w środowisku, z którego pochodzą. Książka Melissy Broder należy do kategorii oryginalnych, może nawet ekscentrycznych. Mnie zdecydowanie przekonała autentycznością i wielowymiarowością, więc szczerze polecam.
popcloudture - awatar popcloudture
ocenił na78 miesięcy temu
Chronologia wody Lidia Yuknavitch
Chronologia wody
Lidia Yuknavitch
"Chronologia wody”, to literacki granat, który rozsadza tradycyjne ramy autobiografii. Tematyka tego wspomnieniowego dzieła oscyluje wokół traumy, cielesności, uzależnienia i nieustannego procesu stwarzania siebie na nowo poprzez sztukę. Yuknavitch nie opowiada swojej historii linearnie; zamiast tego posługuje się toposem wody – płynnej, niszczycielskiej, ale i dającej życie. Woda jest tu metaforą pamięci, która nie trzyma się dat, lecz przypływów i odpływów emocji. Największą zaletą książki jest jej radykalna szczerość i surowość języka. Autorka nie szuka odkupienia ani litości; opisuje swoje ciało, poronienie, destrukcyjne relacje i błędy z brutalną, niemal biologiczną precyzją. To proza „brudna”, nasycona seksualnością i bólem, która jednocześnie wznosi się na wyżyny poezji. Yuknavitch posiada rzadką umiejętność przekuwania odrazy w piękno, co czyni tę lekturę doświadczeniem niemal fizycznym. To manifest „dziewczyny-wyrzutka”, która odnajduje swój głos w pisaniu, traktując literaturę jak jedyną deskę ratunku na wzburzonym morzu życia. Duszna atmosfera i najważniejsze rady Recenzję muszę zacząć od dusznej atmosfery, która dominuje w pierwszej części książki. Opisy toksycznego domu rodzinnego, w którym przemoc ojca miesza się z apatią matki, wywołują u czytelnika dreszcz klaustrofobii. Ta duszność – brak powietrza, brak możliwości ucieczki – staje się paliwem dla późniejszych, ryzykownych wyborów życiowych autorki. Czytelnik niemal tonie razem z nią w oparach alkoholu i chaosu, by po chwili wynurzyć się na powierzchnię dzięki jej pasji do pływania. Najważniejsze wnioski i rady płynące z tej bolesnej lekcji to: Sztuka jako przetrwanie: Yuknavitch udowadnia, że opowiedzenie własnej historii, nawet tej najbardziej wstydliwej, jest aktem radykalnego samouzdrowienia. Akceptacja chaosu: Chronologia życia nie musi być logiczna, by miała sens. Nasze błędy i blizny są taką samą częścią nas, jak nasze sukcesy. Ciało jako mapa: Autorka uczy nas, że ciało pamięta wszystko, czego umysł stara się wyprzeć, i to właśnie przez kontakt z cielesnością wiedzie droga do odzyskania siebie. Moja ocena to mocne 8/10. To książka wybitna, zmieniająca postrzeganie literatury kobiecej i autobiograficznej. Jest odważna w sposób, który onieśmiela. Brakujące dwa punkty wynikają jednak z faktu, że jest to lektura skrajnie wyczerpująca. Intensywność emocjonalna i pewien rodzaj ekshibicjonizmu mogą być dla niektórych czytelników barierą nie do przejścia. Momentami nieliniowość narracji sprawia, że łatwo zgubić wątek, co wymaga od odbiorcy pełnego skupienia i ogromnej empatii. „Chronologia wody” to pozycja dla tych, którzy nie boją się literatury totalnej, dotykającej trzewi. Yuknavitch stworzyła arcydzieło o tym, jak podnieść się z dna, nie zapominając o smaku soli i piasku w ustach. To brutalna, ale ostatecznie dająca nadzieję pieśń o odporności ludzkiego ducha.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na81 miesiąc temu
Nierozłączne Simone de Beauvoir
Nierozłączne
Simone de Beauvoir
Wiele razy przekonałam się, że książki nas znajdują. Są jak wiadomość od przyjaciela, który żyjący w innym czasie, wkłada list do butelki i wysyła z nadzieją, że morze ludzkiego doświadczenia wyrzuci nam go u stóp. Odebrałam taki list w pobliżu Isola Bella na Sycylii, nie mając pojęcia, że popkultura wkrótce wykorzysta to miejsce do opowiedzenia historii o kompulsywnej kobiecie, która poślizgnęła się o kolejną niespełnioną miłość spadając z relingu jachtu. Sporo zrządzeń losu jak na jedną plażę, bo pierwotnie miałam zabrać ze sobą zupełnie inne książki… „Nierozłączne” Simone de Beauvoir, objętościowo jednodniowe, lekkie jak 150 ml SPF 50, znacznie głębiej wchodzą pod skórę. Opatrzone są wstępem Sylvie Le Beauvoir i wprowadzeniem Margaret Atwood. Trudno o większe zagęszczenie feministek na metr kwadratowy. „Nierozłączne” to przestroga, że nawet najbardziej żywiołowe i inteligentne kobiety można zepchnąć w miejsce, gdzie nie ma nic poza cudzymi oczekiwaniami. De Beauvoir, jedyna kobieta w męskim panteonie paryskiego egzystencjalizmu, płynęła pod prąd, który skutecznie tworzył jej Sartre. Wchodząc w tę książkę, bałam się, że nie poczuję więzi z kobietami, które były tu 100 lat przede mną. Tymczasem usłyszałam intymną opowieść o stracie. Simone nigdy nie zapomniała Zazy, swojej przyjaciółki z lat młodzieńczych. Pokochała ją wielowymiarowo, odurzona jej niepokornym usposobieniem i cechą, którą dziś nazywa się wewnątrzsterownością. Pokochała, a potem patrzyła jak otoczenie, konwenanse, obłudna religijność, ślepota innych na własne błędy, systematycznie i nieustępliwie wyciskali z niej życie. Chcąc by była taką, jaką zaplanowali ją by była. Zaza, formatowana jak wszystkie kobiety wtedy, do roli opiekunki, żony i odchodzących kroków za sceną, celowo rani się siekierą w nogę, by zyskać 8 dni spokoju w samotności. Tylko okaleczona zasługiwała na własną przestrzeń. Polki pytane dzisiaj, jakie uczucie towarzyszy im najczęściej i najbardziej im przeszkadza, mówią zgodnie - zmęczenie. Nic nie męczy bardziej niż świadomość, że wysiłki nie mają końca. A gdyby tak przestać się samookaleczać, a zacząć stawiać granice?
Magda Maskiewicz - awatar Magda Maskiewicz
ocenił na72 miesiące temu
Trzeba być cicho Agnieszka Jelonek
Trzeba być cicho
Agnieszka Jelonek
📖 „Należało marzyć ostrożnie". 📖 „Czuję tyle rzeczy jednocześnie. Nowe słowa powstają z trudem, ale wiem, że nie ma się co spieszyć. Niech rodzą się ze spokoju”. Czy cisza może boleć bardziej niż słowa? Czy zdarzyło wam się kiedyś czuć, że nie możecie powiedzieć tego, co naprawdę czujecie? Jak bardzo nasze dzieciństwo wpływa na to, kim jesteśmy jako dorośli? Mam w sobie tyle pytań po dzisiejszej lekturze. #trzebabyćcicho Agnieszka Jelonek w swojej książce „Trzeba być cicho” podejmuje temat trudny, momentami niewygodny, ale niezwykle ważny w kontekście współczesności. To opowieść o milczeniu, które nie wynika z wyboru, lecz z wewnętrznego przymusu – o ciszy będącej efektem wychowania, relacji i emocjonalnych schematów wyniesionych z dzieciństwa. Autorka kreśli historię młodej bohaterki dorastającej w świecie pełnym niedopowiedzeń, tabu i niewyrażonych uczuć. W tej rzeczywistości brak przestrzeni na autentyczność sprawia, że dziewczyna uczy się tłumić emocje, a jej wewnętrzny głos stopniowo cichnie. Jelonek pokazuje, jak ogromny wpływ na dorosłe życie mają doświadczenia z najmłodszych lat: środowisko, w którym się wychowujemy, oraz sposób, w jaki uczymy się przeżywać i komunikować emocje. To książka o zagubieniu, samotności i poczuciu braku, które trudno nazwać, ale jeszcze trudniej zignorować. Jednocześnie jest to bardzo osobista opowieść, w której wielu czytelników może odnaleźć cząstkę siebie. Historia bohaterki bywa bowiem odbiciem doświadczeń tych, którzy również dorastali w ciszy, ucząc się, że lepiej nie mówić, nie czuć zbyt wiele, nie wychylać się. 📖 porusza, bo dotyka tego, co często pozostaje ukryte. To opowieść o strachu przed pokazaniem prawdziwego „ja”, ale też o powolnym, niełatwym procesie odnajdywania własnego głosu. Autorka przypomina, że mówienie o tym, co boli, wymaga odwagi, a pierwszy krok w stronę tej odwagi bywa najtrudniejszy. To lektura wymagająca uważności i gotowości na konfrontację z własnymi emocjami, ale jednocześnie niezwykle potrzebna.
magdalenka_bookish - awatar magdalenka_bookish
ocenił na825 dni temu
Tyll Daniel Kehlmann
Tyll
Daniel Kehlmann
Daniel Kehlmann, jeden z najzdolniejszych współczesnych pisarzy niemieckojęzycznych, w „Tyllu” dokonuje karkołomnego zabiegu: przenosi postać legendarnego psotnika, Tylla Ulenspiegla, z XIV wieku wprost w środek XVII-wiecznej pożogi. Efektem jest powieść totalna, która wymyka się sztywnym ramom gatunkowym, balansując między realizmem magicznym, powieścią historyczną a filozoficzną przypowieścią o kondycji człowieka w czasach ostatecznych. Tyll w ujęciu Kehlmanna nie jest jedynie jarmarcznym wesołkiem. To postać niemal metafizyczna – linoskoczek, który potrafi nie tylko balansować nad błotnistymi rynkami niemieckich miasteczek, ale także nad granicą życia i śmierci. Jego obecność w świecie zdominowanym przez głód, fanatyzm religijny i bezsensowne okrucieństwo wojny jest rodzajem buntu. Tyll wybiera wolność, która dla innych jest nieosiągalna, ale ceną za nią jest całkowite wykorzenienie i emocjonalny chłód. Autor z niezwykłą precyzją odmalowuje panoramę Europy Środkowej tamtego okresu. Nie szczędzi czytelnikowi opisów brudu, rozkładu i absurdów ówczesnej polityki. Spotykamy tu postacie historyczne, jak nieszczęsny „Zimowy Król” Fryderyk V czy uczony jezuita Athanasius Kircher, których losy splatają się z wędrówką Tylla. Każda z tych postaci jest nakreślona z sarkastycznym dystansem, co nadaje książce specyficznego, słodko-gorzkiego smaku. To książka wybitna pod wieloma względami, ale posiadająca cechy, które mogą stanowić barierę dla części odbiorców: Język i styl: Kehlmann pisze po mistrzowsku. Jego fraza jest lekka, a zarazem gęsta od znaczeń. Potrafi w jednym zdaniu przejść od wulgarnego opisu obozowego życia do wzniosłych rozważań o naturze wszechświata. Konstrukcja: Powieść nie jest liniowa. Autor żongluje planami czasowymi i punktami widzenia. Ta fragmentacja doskonale oddaje chaos wojny, ale sprawia, że lektura wymaga od czytelnika dużej uważności i cierpliwości w składaniu mozaiki zdarzeń. Chłód emocjonalny: Choć Tyll fascynuje, trudno go pokochać. Jest obserwatorem, katalizatorem zdarzeń, ale rzadko kimś, z kim można się w pełni utożsamić. Ten dystans sprawia, że książkę podziwia się bardziej intelektualnie niż sercem. Magia i błoto Największym osiągnięciem Kehlmanna jest to, jak sprawnie wplata elementy nadprzyrodzone w skrajnie brutalną rzeczywistość. Rozmowy z duchami czy przepowiednie nie wydają się tu tanim chwytem fantasy, lecz naturalnym elementem świata, w którym granica między tym, co racjonalne, a tym, co zabobonne, jeszcze nie istniała. „Tyll” to bolesna i piękna opowieść o tym, że sztuka i humor są jedynymi narzędziami, które pozwalają zachować zmysły w świecie, który oszalał. To lektura dla tych, którzy cenią prozę ambitną, wymagającą i nieoczywistą. Kehlmann stworzył pomnik dla figury błazna, przypominając, że czasem tylko ten, kto stoi z boku i drwi z możnych tego świata, ma szansę naprawdę przetrwać.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na717 dni temu
Żywe morze snów na jawie Richard Flanagan
Żywe morze snów na jawie
Richard Flanagan
„Uratowali ją przed śmiercią, ale tylko po to […], by w nieskończoność przedłużać jej umieranie”. Trudno pogodzić się z odchodzeniem bliskiej osoby, trudno zaakceptować, że wkrótce może jej zabraknąć, trudno pozwolić odejść komuś, kto towarzyszył nam od zawsze. Kiedy osiemdziesięciosześcioletnia Francie po wylewie trafia do szpitala, jej troje dorosłych dzieci postanawia zrobić wszystko, co w ich mocy, by zatrzymać ją przy sobie. Każde z nich inaczej rozumie troskę, inaczej pojmuje miłość i inaczej radzi sobie z lękiem przed nieuchronnym. Jedno wierzy w medycynę i kolejne procedury, drugie w cud, trzecie w to, że najważniejsze jest po prostu być obok – nawet jeśli obecność nie zmieni już biegu wydarzeń. W obliczu choroby matki Anna, Tommy i Terzo zostają zmuszeni do konfrontacji nie tylko z jej słabnącym ciałem, lecz także z własnymi wspomnieniami, dawnymi żalami i pytaniami, których nigdy nie zadali. Każdy dzień przynosi nowe decyzje – coraz trudniejsze, coraz bardziej ostateczne. A jednocześnie – paradoksalnie – zbliża ich do siebie tak, jak nie potrafili zbliżyć się od lat. „Żywe morze snów na jawie” to opowieść o miłości, która czasem przybiera formę walki, a czasem – rezygnacji. O granicy między ratowaniem a uporczywym podtrzymywaniem życia. I o tym, że pozwolenie komuś odejść bywa największym aktem czułości. Właśnie w tym kontekście młoda lekarka, obserwując zachowanie rodziny, wyznaje, że „teraz zaczyna rozumieć, co powiedział jej kiedyś pewien stary lekarz, gdy była jeszcze studentką: że miarą naszej wartości nie jest to, co o sobie mówimy czy myślimy, tylko to, jak się zachowujemy, gdy sprawdza nas cierpienie. A cierpieniom Francie nie było końca. Znalazłszy się w pułapce pomiędzy pragnieniem swego ciała, by umrzeć, a postanowieniem jej […] dzieci, że musi żyć, chora została poddana ekstremalnemu sprawdzianowi bólu”. Język powieści jest gęsty od emocji, a jednocześnie precyzyjny i oszczędny tam, gdzie milczenie mówi więcej niż słowa. Proza Flanagana pulsuje obrazami — chwilami niemal poetyckimi, chwilami brutalnie konkretnymi. Dzięki temu czytelnik nie tylko śledzi historię, lecz także zanurza się w niej, odczuwa ją niemal fizycznie. To język, który nie upiększa cierpienia, ale nadaje mu sens, pozwalając dostrzec w nim zarówno dramat, jak i czułość. „Żywe morze snów na jawie” Richarda Flanagana to opowieść o człowieku – o jego kruchości, lękach i pragnieniu zatrzymania tego, co nieuchronnie wymyka się z rąk. To historia odchodzenia – i tych, którzy pozostają. Opowieść, w której życie i śmierć splatają się w mocnym uścisku, tworząc niepokojący, hipnotyczny taniec. Warto przeczytać – polecam! https://eklektycznasiedem.blogspot.com/
Koralina - awatar Koralina
oceniła na816 dni temu
Akty desperacji Megan Nolan
Akty desperacji
Megan Nolan
Debiut Megan Nolan to lektura, która wywołuje fizyczny dyskomfort, a jednocześnie nie pozwala się od siebie oderwać. „Akty desperacji” nie są kolejnym ugrzecznionym romansem o trudnej miłości; to brutalna, niemal kliniczna sekcja zwłok toksycznej relacji, w której pożądanie miesza się z nienawiścią do samej siebie. Przyznaję tej książce ocenę 7/10 – to proza odważna i stylistycznie dojrzała, choć momentami tak duszna, że trudno w niej o oddech. Bezimienna narratorka spotyka Ciarana – mężczyznę pięknego, chłodnego i emocjonalnie niedostępnego. To, co następuje później, to powolny proces autodestrukcji. Nolan z niezwykłą precyzją opisuje mechanizm uzależnienia od drugiego człowieka, gdzie każda sekunda oczekiwania na SMS-a staje się torturą, a każda drobna uprzejmość – narkotykiem. Autorka nie boi się pokazać swojej bohaterki w sytuacjach upokarzających. Widzimy kobietę, która rezygnuje z własnej podmiotowości, byle tylko ogrzać się w blasku kogoś, kto jej nie szanuje. To studium kobiety, która szuka potwierdzenia własnej wartości w oczach mężczyzny, który gardzi jej słabością. Największą siłą powieści jest język. Nolan pisze w sposób bezkompromisowy, mięsisty i pozbawiony sentymentalizmu. Potrafi nazwać stany emocjonalne, które większość z nas wolałaby ukryć głęboko w podświadomości. To głos pokolenia, które zmaga się z brakiem stabilności, nadużywaniem alkoholu i pustką, którą próbuje wypełnić obsesyjnym uczuciem. Autorka świetnie oddaje realia współczesnego Dublina, czyniąc z miasta niemal fizycznego uczestnika tej toksycznej gry. Dlaczego jednak siedem, a nie więcej? „Akty desperacji” to książka monomaniczna. Narratorka jest tak zafiksowana na swoim bólu i na Ciaranie, że wszystkie inne postaci oraz wątki poboczne znikają w tle. Ta celowa klaustrofobia sprawia, że w pewnym momencie lektura staje się monotonna – krążymy wokół tych samych upokorzeń i tych samych schematów myślowych. Choć oddaje to wiernie naturę obsesji, jako doświadczenie czytelnicze bywa nużące. Dodatkowo, brak jakiegokolwiek światła czy nadziei w tej historii sprawia, że finał nie przynosi oczekiwanego oczyszczenia, a raczej poczucie emocjonalnego wyczerpania. Podsumowując, „Akty desperacji” to imponujący, choć bolesny debiut. Megan Nolan udowadnia, że jest jedną z najciekawszych współczesnych obserwatorek ludzkich słabości. To rzetelne 7/10 – książka ważna, bezlitosna i szczera do bólu, idealna dla czytelników, którzy nie boją się konfrontacji z najciemniejszymi zakamarkami własnego serca.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na716 dni temu
Komodo David Vann
Komodo
David Vann
Jakich emocji oczekujecie od książek, które czytacie? Czy chcecie, aby was bawiły, pokrzepiały, a może straszyły albo poruszały? Czy wolicie czytać o „ciemnych” czy „jasnych” stronach życia? Powieść „Komodo” Davida Vanna epatuje rozgoryczeniem. Rozgoryczeniem, które momentami jest nam, czytelnikom, bardzo bliskie, bo wynika ze zmęczenia codziennością. Natomiast bohaterka książki pozwala, aby to rozgoryczenie rosło, doprowadzi do tego, ze jest ona niczym tykająca bomba. Akcja książki dzieje się w malowniczej Indonezji. Tracy wraz z matką odwiedza brata, który po rozwodzie żyje niczym wolny ptak. Nie przywiązuje wagi do miejsc, ludzi. W przeciwieństwie do siostry, która tkwi w nieudanym małżeństwie, a całą energię spożywa na troskę o rodzinę. Tracy liczy na małe wakacje od obowiązków, ale czy potrafi je „zostawić w domu”? Mamy wrażenie, że piękne okoliczności przyrody jeszcze wzmagają jej rozgoryczenie. Dochodzą do tego rodzinne niesnaski, żal do brata o porzucenie lubianej przez nią żony, a także „nieprzepracowane” traumy z przeszłości. Mamy wrażenie, że urlop nie uspokaja, a spycha główna bohaterkę do najciemniejszych zakątków jej psychiki. David Vann zachwyca tym, jak czyta kobiecą psychikę. Kreuje bohaterkę zmęczoną codziennością i mającą poczucie, że nie ma prawa do tego zmęczenia. W końcu ma to, czego pragnęła – rodzinę. Dlaczego ta jej nie cieszy, a wręcz wywołuje „mordercze instynkty”? Czytelnik słucha, co Tracy ma do powiedzenia, obserwuje jej reakcje, śledzi myśli i pragnienia, a także poznaje pewne wydarzenia z jej przeszłości. Dzięki temu można przeanalizować, dlaczego ta bohaterka nie potrafi być szczęśliwa, dlaczego tkwi w układzie, który ją „niszczy”, dlaczego gotowa jest ponieść tak duże koszy, aby go za wszelką cenę utrzymać. „Komodo” to także wspaniałe opisy nurkowania. I to właśnie one podzieliły czytelników. Piękne, ale czy Vann trochę nie przynudza? Z jednej strony mamy wspaniały kontrast pomiędzy bajeczną scenerią, a stanem psychicznym głównej bohaterki. Jak można być tak zgorzkniałym, oglądając tak niesamowite rzeczy? Z drugiej, te opisy nie są integralną częścią historii, a pewnym przerywnikiem. Można się nimi cieszyć, ale też można je pominąć. Dla mnie najważniejsza była Tracy z całą gamą emocji, jaka jej towarzyszy, a Indonezja zeszła na drugi plan. „Komodo” to powieść dla czytelników, którzy lubią kontekst psychologiczny. Ten jest kompleksowo zarysowany. Vann bezwstydnie obnaża emocje głównej bohaterki. Pozwala nam je komentować i oceniać, ale przy tym zostawia nas z refleksją, ile z niej siedzi w nas.
Asia_czytasia - awatar Asia_czytasia
oceniła na77 miesięcy temu

Cytaty z książki Błękitne noce

Więcej
Joan Didion Błękitne noce Zobacz więcej
Joan Didion Błękitne noce Zobacz więcej
Joan Didion Błękitne noce Zobacz więcej
Więcej