„Adwokat diabła” na „Wyspie tajemnic” – nieznani autorzy znanych kryminałów i powieści sensacyjnych

Marcin Waincetel
04.07.2020

Choć niektóre książki szybko stają się bestsellerami, to nawet po dłuższym czasie nie potrafimy przypomnieć sobie nazwisk ich twórców. Co więcej, znacznie lepiej kojarzymy osobę reżysera ekranizacji czy aktorów, aniżeli specjalistów od literatury. Zwłaszcza, choć nie tylko, jeśli są to kryminały. Doskonale wiemy, że Stephen King stworzył „Pana Mercedesa”, ale czy wiemy, kogo dziełem jest na przykład „Wyspa tajemnic” lub „Adwokat diabła”?

„Adwokat diabła” na „Wyspie tajemnic” – nieznani autorzy znanych kryminałów i powieści sensacyjnych

Ponadczasowe zbrodnie, czyli kto był ojcem Hannibala Lectera?

Zbadać mroczną stronę ludzkiej duszy, a potem określić dokładne motywacje, którymi powodowani są zwyrodnialcy. Bo skąd, tak naprawdę, bierze się zło? Co sprawia, że kulturalny człowiek może stać się bezwzględnym zwierzęciem? Pytania zapisywane przez twórców literackiej zbrodni prowokują do nieustannych poszukiwań. Znaczeń, symboli, faktów… wszak najbardziej przerażające sprawy najczęściej zapisano w codzienności.

Jedną z najbardziej hipnotycznych postaci w kanonie morderców jest bez wątpienia Hannibal Lecter. Genialny psychopata, co by nie mówić wrażliwy człowiek – w końcu meloman, litewski arystokrata, a nawet więcej, ceniony doktor psychiatrii, o bardzo wysublimowanym guście kulinarnym. Zdecydowana większość z nas kojarzy niepokojące spojrzenie Antony’ego Hopkinsa, który urzeczywistnił Lectera w filmowym „Milczeniu owiec” czy „Czerwonym smoku”. Bo umówmy się - takiej twarzy po prostu się nie zapomina.

Ale niełatwo, a na pewno zdecydowanie trudniej jest sobie przypomnieć, kto tak naprawdę był literackim ojcem Lectera. Zwłaszcza że Thomas Harris, bo o nim wszakże mowa, niezbyt chętnie udziela się w mediach. Dość powiedzieć, że na „Cari Morę”, najnowszą powieść spisaną piórem amerykańskiego twórcy, musieliśmy czekać 13 lat. Czy zatem rozpoznawalność artysty wiąże się z częstotliwością wydawanych przezeń dzieł? Poszukajmy kolejnych wskazówek.

Anthony Hopkins jako Hannibal Lecter

Reklama

Niezastąpiony „Pan Mercedes” i tajemnica zagrzebana „W głębi lasu”

Nazwisko Stephena Kinga już od kilku dekad nieprzerwanie odmienia się przez wszystkie możliwe przypadki w branży showbiznesu. Nie tylko w kontekście książkowych premier – żeby przywołać tylko najnowszy zbiór „Jest krew…” – ale również coraz to nowych ekranizacji dzieł mistrza grozy, jak na przykład horroru „To”, przygotowywanej wersji „Bastionu” czy sugestywnej historii „Doktora Snu”. Chyba wciąż nie wszyscy jednak wiedzą, że King z powodzeniem odnalazł się również jako autor kryminałów i powieści sensacyjnych.  

Weźmy choćby pod uwagę trylogię „Pan Mercedes”, zwłaszcza pierwszą część, która – według słów samego Kinga – jest pierwszą w jego dorobku powieść detektywistyczna z gatunku hardboiled. Literacka materia stała się zaś podstawą hitowego serialu, gdzie w rolę emerytowanego detektywa Billa Hodgesa wcielił się Brendan Gleeson. Ale jest też „Outsider”, udany mariaż grozy i kryminału, w której pierwsze skrzypce gra Ben Mendelsohn, a w całości pojawia się również niezastąpiona Holly Gibner, bohaterka znana ze wspomnianej chwilę wcześniej trylogii.

Autorem, który w doskonały sposób potrafi firmować swoje dzieła i rozumie zasady rynkowej gry, jest z całą pewnością Harlan Coben. Mówimy tutaj przecież o bestsellerowym twórcy, który nie tak dawno, bo zaledwie przed dwoma laty, podpisał lukratywną ofertę z platformą Netflix. W ramach współpracy zrealizowanych zostanie aż 14 ekranizacji, zarówno w formie filmów, jak i seriali. Jeszcze przed podpisaniem wieloletniej umowy na wyłączność Netflix nakręcił we współpracy z pisarzem serial „Safe” z Michaelem C. Hallem, odtwórcą „Dextera”, natomiast prawdziwe triumfy święci teraz „W głębi lasu”.

Reżyserami sześcioodcinkowego miniserialu na podstawie prozy Cobena są Leszek Dawid („Jesteś Bogiem”) oraz Bartosz Konopka („Królik po berlińsku”, „Krew Boga”), polscy twórcy, którzy udowodnili, że nie obce im są prawidła rządzące gatunkiem spod znaku zbrodni. Bo też reżyserski duet stworzył możliwie wierną adaptację, dookreślając ją przez lokalny klimat. 

Wiadomo, że autorem opowieści o utraconej niewinności, sile odkupienia, prawdzie pogrzebanej w kłamstwach jest Harlan Coben, bo też nazwisko autora ściąga jak magnes. Istnieją jednak produkcje, które kojarzymy przede wszystkim za sprawą tytułów. Niekiedy naprawdę kultowych, wielokrotnie wznawianych, niezapomnianych... zapominając jednak o ojcach pierwowzorów.

„Adwokat diabła” pozostawiony na „Wyspie tajemnic”, czyli znamy dzieła, nie znamy twórców

Zależność pomiędzy światem kina a literatury trwa właściwie od samych narodzin X muzy. W kontekście kryminałów dobrze widać to choćby za sprawą stylistyki noir i „Sokoła maltańskiego” – debiutancki film reżysera Johna Hustona ze scenariuszem napisanym na podstawie powieści Dashiella Hammetta, o którym pamiętamy, choć chyba nie tak dobrze jak o aktorskiej kreacji Humphreya Bogarta. A przykładów można mnożyć. 

Jest tak choćby w przypadku Kevina Taylora, diablo ambitnego adwokata, który smakując w bogactwie, zatraca swoją moralność, stając się „Adwokatem diabła”. Książka spisana piórem Andrew Neidermana zainspirowała słynną hollywoodzką adaptację filmową z 1997 roku w reżyserii Taylora Hackforda. Główne role zagrali tam Keanu Reeves, Charlize Theron i Al Pacino, którego barwna, ekstrawagancka kreacja zyskała szczególne uznanie krytyków. I znów, pamiętamy przede wszystkim hipnotyczne spojrzenie czarciego bohatera, często nie zdając sobie sprawy, kto spisał zbrodniczo-filozoficzny traktat. „Mam nadzieję, że docenicie podjętą przeze mnie próbę ukazania, jak łatwo jest upaść moralnie i duchowo oraz jak fascynująca może być droga prowadząca do odkupienia win…” – zachęta, którą skierował do polskich czytelników Neiderman jest zaś obietnicą niezwykłej podróży.

Autorem, o którym możecie wiedzieć stosunkowo niewiele, natomiast z całą pewnością kojarzycie filmy na podstawie jego książek, jest Dennis Lehane. Co ciekawe, amerykański pisarz i scenarzysta przyznał kiedyś, że tak naprawdę nie czyta dla fabuły, lecz dla głębi oraz magii samego języka, który jest nieprzekładalny na gramatykę kina. Ale czy na pewno?

Kilka ze znaczących książek tego twórcy doczekało się bardzo interesujących ekranizacji, żeby wspomnieć tutaj tylko „Rzekę tajemnic” (w reżyserii Clinta Eastwooda), w której zapisano niezwykłą przyjaźń pomiędzy Jimmy’m Markumem (Sean Penn), Dave’em Boylem (Tim Robbins) oraz Seanem Devine’em (Kevin Bacon) i tajemnicę zbrodni sprzed lat. Przejmująca opowieść, w której pojawia się również sam Dennis Lehane, kiedy jest widoczny pod koniec filmu jako machający człowiek w kabriolecie.

Na uwagę zasługuje również „Nocne życie” (w reżyserii Bena Afflecka), kryminał ujęty w czasach prohibicji, kiedy to grupa ludzi walczy o lepsze życie, marząc, by ich amerykański sen wreszcie się spełnił. Czy niezwykła „Wyspa tajemnic” (film nakręcił Martin Scorsese), a więc historia, w której szeryf federalny Daniels (Leonardo DiCaprio) stara się ustalić, jakim sposobem z zamkniętej celi w pilnie strzeżonym szpitalu dla chorych psychicznie przestępców zniknęła pacjentka. I pod tymi książkami również podpisał się właśnie Lehane.

Reklama

Christie i Hitchock rozprawiają z Masonem, czyli klasyka odczytywana na nowo

W kanonie pojawiają się też twórcy, których uznać można byłoby za prawdziwie nieśmiertelnych. Zwłaszcza w kontekście kryminalnych intryg, zbrodni, sensacji, opowieści detektywistycznych, których bohaterowie żyją już własnym życiem. Zmieniać się może forma, stylistyka, konwencja, wymowa jednak pozostaje niezmienna.

 Któż z nas nie zna Sherlocka Holmesa? Bodaj największy detektyw XX wieku, który po raz pierwszy pojawił się w powieści „Sherlock Holmes. Studium w szkarłacie”, jest dziś najlepiej kojarzony z fizjonomią Benedicta Cumberbatcha. Ponadczasowy bohater zasługuje zresztą na coraz to nowe reinterpretacje. Co też niezwykle ciekawe, prawdziwy ojciec Sherlocka Holmesa wiele razy był proszony o rozwiązywanie rzeczywistych kryminalnych zagadek, na co dowód znajdziemy choćby na kartach książki „Arthur Conan Doyle i sprawa morderstwa”. Fikcja potrafi mieszać się przecież z rzeczywistością.

Agatha Christie, wielka dama i prawdziwa mistrzyni zbrodni, najlepiej znana jest jako matka dwóch postaci – Herkulesa Poirot oraz Jane Marple. Pierwszego znamy oczywiście z „Morderstwa w Orient Expressie”, drugą choćby za sprawą komiksowych opowieści, na przykład „Nocy w bibliotece”. Nazwisko Christie zapisało się złotymi zgłoskami w historii gatunku, choć nawet w przypadku ekranizacji na podstawie jej dzieł częściej mówi się o aktorskich tuzach, aniżeli dokonaniach brytyjskiej powieściopisarki.

Inni, jak na przykład Alfred Hitchock, świadomie wykorzystywali swój autorski podpis, aby dookreślać charakter swoich dzieł. Angielski reżyser, scenarzysta i producent, uznawany za jednego z najbardziej wpływowych twórców filmowych w historii kina, mistrz suspensu potrafił wykorzystywać literackie wzorce autorów, o których słyszy się dziś niewiele, a szkoda. Bo i najbardziej znane filmy Hitchocka powstały na kanwie książek – „Ptaki” na podstawie opowiadania Daphne du Maurier, „Psychoza” na powieści o tym samym tytule autorstwa Roberta Blocha z 1959, a „Zawrót głowy” jako ekranizacja „The Living and the Dead” duetu pisarskiego Boileau-Narcejac.

Reklama

Najnowszy przykładem, który stanowi dowód na to, że znamy dzieła, ale nie znamy twórców, jest kolejna z oryginalnych produkcji HBO. W serialu „Perry Mason” mamy okazję do tego, aby śledzić losy legendarnego już w kanonie amerykańskiej beletrystyki adwokata, którego stworzył Erle Stanley Gardner – jeden z najlepiej sprzedających się autorów kryminałów w historii XX wieku. A trzeba też zaznaczyć, że powieści o Masonie były wielokrotnie filmowane już w latach 30. i 40. ubiegłego wieku. Perry Mason rozwiązywał nawet najbardziej skomplikowane zagadki kryminalne. Specjalizował się w obronach w sprawach o zabójstwo. Serialowa opowieść pozostaje niejednoznaczna, ciągle aktualna. Słowem – warta poznania. Zarówno w formie literackiej, jak i telewizyjnej.

Choć niektóre książki szybko stają się bestsellerami, to nawet po dłuższym czasie nie potrafimy przypomnieć sobie nazwisk ich twórców. Oczywiście to nie żaden grzech, aby nie pamiętać. Nie sposób egzaminować się ciągle z wiedzy na temat kulturowego kanonu. Dobrze jest jednak wiedzieć, że za wielkimi dziełami, hitowymi produkcjami, stoją równie wielcy, a czasami zapomniani autorzy. Doskonale wiemy, że Stephen King stworzył „Pana Mercedesa”, Agatha Christie nakreśliła intrygę w historii „I nie było już nikogo”, ale dobrze też pamiętać, że ojcem „Adwokata diabła” jest Andrew Neiderman, a architektem „Wyspy tajemnic” Denis Lehane. W kryminałach liczą się bowiem zarówno pytania, jak i szukanie odpowiedzi – choćby o tym, kto jest prawdziwym twórcą zbrodniczych intryg…

Fotografia otwierająca: Andrea Piacquadio / Pexels

Reklama

komentarze [9]

Sortuj:
236
0
12.07.2020 15:21

Ciekawe kiedy wreszcie Rzeka tajemnic i Wyspa tajemnic doczeka się wznowienia wydania. Czekam i czekam. Ktoś ma na sprzedaż? :D


93
35
09.07.2020 00:32

nie zgodzilbym sie ze nikt nie zna Thomasa Harrisa z tego ze stworzyl Hannibala Lectera co do Stephena Kinga i serialu Pan Mercedes predzej bym byl wstanie uwierzyc w to stwierdzenie choc sadze ze ludzie w Polsce glownie dlatego ogladali ten serial....


1474
611
07.07.2020 12:36

Mary Shelley i jej Frankenstein. Ekranizacje trudno zliczyć, a kto pamięta autorkę pierwowzoru?


1444
286
09.07.2020 18:27

Nie żartuj.... Kojarzę że przy okazji omawiania "Giaura" w szkole wspominane było o Percym Shelleyu, ziomeczku Byrona, a także o jego żonie (Percy'ego, nie George'a) Mary Shelley.

Zresztą jej matka, Mary Wollstonecraft, też była znaną osobą.


1940
179
05.07.2020 15:28

Kryptoreklama n-lixa i tego cieniutkiego "W głębi lasu" :P


566
0
05.07.2020 11:49

Warto napomknąć co nieco o innych świetnych powieściach przeniesionych na ekran czy to kina czy telewizji. Jest przecież świetny Egzorcysta, Dziecko Rosemary, Lot nad kukułczym gniazdem, Tańczący z wilkami, Lista Schindlera. Czy ktoś pamięta autorów? Ile by nie napisać jest wiele powieści znakomicie zekranizowanych a my zwyczajnie nie znamy ich autorów. Może by tak...

więcej

914
106
05.07.2020 10:47

Do tego artykułu bardzo by jeszcze pasował William Hjortsberg.


3957
3717
04.07.2020 12:34

Artykuł dla mnie,zawsze miło poczytać.O ulubionej literaturze.Kilka filmów stąd oglądałem.


350
3
02.07.2020 13:44

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd