Maleństwo 
poleczkazmigdalami.blogspot.com
43 lat, kobieta, Szczecin, status: bibliotekarka, dodała: 24 książki i 1 cytat, ostatnio widziana 2 tygodnie temu
Teraz czytam
  • Bar Pod Kogutem
    Bar Pod Kogutem
    Autor:
    Trójka przyjaciół właśnie rozpoczyna ostatni semestr studiów na wydziale prawa. Ale co potem? Zola, Mark i Todd zgodnie dochodzą do wniosku, że opinia o nieograniczonych możliwościach kariery prawni...
    czytelników: 338 | opinie: 31 | ocena: 6,22 (99 głosów) | inne wydania: 1
  • Przypadek Adolfa H.
    Przypadek Adolfa H.
    Autor:
    Co by było, gdyby Adolf Hitler dostał się na Akademię Sztuk Pięknych? W swojej najnowszej powieści Eric-Emmanuel Schmitt kreśli podwójny portret tytułowego bohatera. Naszym oczom ukazują się na zmian...
    czytelników: 7328 | opinie: 239 | ocena: 7,43 (2651 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-07-30 11:51:56
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-07-30 11:51:16
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-07-23 12:45:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Milicjanci z Poznania (tom 9)

O jeżu kolczasty, ale się ubawiłam! Powieść pobiła wszelkie możliwe rekordy w moim maleńkim rankingu powieści, które poprawiają mi nastrój na kilka kolejnych dni. Nie wiem z czego to wynika, bo główny wątek powieści - jak to w kryminałach bywa - wcale nie jest śmieszny. Może z tego, że akcja toczy się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy to miałam te ...dzieścia lat i które pamiętam,... O jeżu kolczasty, ale się ubawiłam! Powieść pobiła wszelkie możliwe rekordy w moim maleńkim rankingu powieści, które poprawiają mi nastrój na kilka kolejnych dni. Nie wiem z czego to wynika, bo główny wątek powieści - jak to w kryminałach bywa - wcale nie jest śmieszny. Może z tego, że akcja toczy się w latach dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy to miałam te ...dzieścia lat i które pamiętam, jako lata szybkiego rozwoju, ale takiego "po trupach". Natomiast w "Masz to jak w banku" lata te przedstawiane są jako okres niezdarnego raczkowania kapitalizmu, co w połączeniu z nawykami i zachowaniami pochodzącymi z czasów głębokiej komuny, daje mieszankę wybuchową.
Oglądaliście serial pt. "07 zgłoś się"? Czytając "Masz to jak w banku" niezmiennie towarzyszyło mi odczucie, jakbym miała do czynienia z kapitanem Borewiczem, tyle że w formie papierowej. Rewelacyjna intryga, świetne zakończenie... i ten nastrój rodem z PRL - u gdzie wódka była wszystkim - lekarstwem, walutą, rozweselaczem, najlepszym prezentem i czym sobie tylko jeszcze zamarzycie.
Mirek Brodziak i Teoś to dwaj serdeczni przyjaciele, pracujący jako funkcjonariusze Milicji Obywatelskiej. Służą w Poznaniu, w którym dochodzi do niepokojących wydarzeń. Kilkoro chłopców znajduje zwłoki człowieka, który okazuje się być drobnym cinkciarzem. Kilka dni później ginie "cinkciarski" szef, kierujący tym interesem na terenie Poznania. Trup się ściele jak grzyby po deszczu, co wywołuje niepokój o życie Ryszarda Grubińskiego, będącego szefem nad szefami w ledwie raczkującym interesie walutowym. Na szczęście dla Grubego Rycha, szefem ekipy dochodzeniowej zostaje jego najlepszy przyjaciel z podwórka, czyli własnie znany nam funkcjonariusz MO, Mirek Brodziak. Czy Mirek i Teoś rozwiążą zagadkę morderstw?
Oczywiście oprócz dochodzenia mamy wiele pobocznych wątków, które na końcu łączą się zgrabnie w całość. Obserwujemy ledwie raczkujący wolny handel, rodzące się bazarki i targowiska, lewe interesy i wszechobecną korupcję. Nawet w Milicji, funkcjonariusze, którzy podczas przypadkowej akcji "znaleźli" w bagażniku torbę z dolarami (które sprawiedliwie podzielili między siebie), są potępiani, ale nie za to, że nie zgłosili znaleziska, tylko za to, że nie odpalili dowódcy działki.
Podczas lektury czytelnikowi towarzyszą obrady Okrągłego Stołu i lęki z tym związane. Wiadomo, że wszystko się zmieni, ale czy na lepsze? Zmiany oznaczają walkę o byt w nowej rzeczywistości. Ci ,którzy dzisiaj są na górze niewątpliwe spadną na sam dół. Pytanie tylko czy upadek będzie bardzo bolesny.
Autor ma świetne pióro, które w połączeniu z darem obserwacji świata daje czytelnikowi literacką ucztę. Barwne postacie, posługujące się prostym, wręcz prostackim językiem, budzą sympatię czytelnika i wywołują uśmiech na twarzy. Nieporadny Teoś, który zawsze spada na cztery łapy, jest moim ulubieńcem. Autor wiele scen okrasza humorem sytuacyjnym, który ubarwia opowiadaną historię. Zepsuta i rzeżąca skrzynia biegów skutecznie uniemożliwia policjantom niezauważalne śledzenie innych samochodów. Dialogi na temat marmurkowych dżinsów, czy też rozmowy na komendzie rozbawiały mnie niesamowicie. Podobnie goździki na Dzień Kobiet i perypetie związane ze szwalnią. Jeżeli dodamy do tego lejącą się strumieniami wódę, która rozwiązuje języki i upośledza pamięć - zapewniam Was, że warto sięgnąć po taką powieść.
Kiedy skończyłam czytać powieść, przypadkowo dowiedziałam się, że "Masz to jak w banku" to dziewiąty już tom całej serii o poznańskich policjantach. Ciesze się, że tyle dobrej lektury jeszcze przede mną :-)))

pokaż więcej

 
2018-07-17 09:52:49
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Nowakowie (tom 1)

Trzy dni, to dużo, czy mało? Trzy dni to 72 godziny, to 4 320 minut... W rodzinie Nowaków TE trzy dni zmienią wszystko. Jednym runie cały świat, dla innych otworzą się nowe drzwi i powstaną nowe możliwości. Jedni będą płakać, a inni śmiać się ze szczęścia. Trudne to wszystko.
Rodzina Nowaków, to taka przykładna, polska rodzina. Nie wiem, czy autorka z premedytacją nadała im takie nazwisko,...
Trzy dni, to dużo, czy mało? Trzy dni to 72 godziny, to 4 320 minut... W rodzinie Nowaków TE trzy dni zmienią wszystko. Jednym runie cały świat, dla innych otworzą się nowe drzwi i powstaną nowe możliwości. Jedni będą płakać, a inni śmiać się ze szczęścia. Trudne to wszystko.
Rodzina Nowaków, to taka przykładna, polska rodzina. Nie wiem, czy autorka z premedytacją nadała im takie nazwisko, ale - moim zdaniem - lepiej trafić nie mogła. Niepracująca mama, zupełnie zagubiona w dzisiejszym trudnym świecie, tata zarabiający fortunę i czwórka fajnych, choć trochę zagubionych dzieciaków. Najstarszy syn jest pełnoletni, a najmłodszy to raptem czterolatek. Wydaje się, że żyją szczęśliwie i dostatnio, ciesząc się z uroków codziennego życia. Niestety, kiedy przyjrzymy się bliżej okazuje się, że każdy z członków rodziny ma swoje tajemnice. Tatuś prowadzi podwójne życie i dwa domy. Mama przez cały czas usilnie próbuje utrzymać przy sobie męża, posuwając się do wyjątkowo podłych sposobów. A dzieci? Dzieci właśnie odkrywają podwójne życie ojca, przez co cały sielski obrazek kochającej się rodzinki pierzcha, jak piasek na wietrze.
Książkę czyta się rewelacyjnie. Nie dajcie się zwieść pozorom. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to powieść, jakich wiele - zdradzona, żona, facet, który prowadzi podwójne życie i skrzywdzone dzieciaki. Nic bardziej mylnego. Autorka wręcz mistrzowsko skonstruowała głównych bohaterów, pochylając się nad ich kreacją wyjątkowo dokładnie. Każdy z nich jest sprawcą i pokrzywdzonym jednocześnie. Każdy ma swoje tajemnice i każdy czuje się winny. Tylko czteroletni brzdąc jest "prosty w budowie", ale trudno oczekiwać, że autorka z czterolatka zrobi bestię.
Do kompletu mamy jeszcze rodziców tatusia, którzy nigdy w pełni nie zaakceptowali wyboru syna. Co ciekawe - przez całą książkę potępiałam Mamę, która poświęciła wszystko dla domu i rodziny. Pozwoliła sobie na zamknięcie się i odizolowanie od świata, przez co stała się zagubioną kurą domową. Dopiero pod koniec powieści autorka pokazuje czytelnikowi, że prawda leży gdzieś po środku i to, że kobieta pozwoliła sobie na izolację od świata, to nie tylko jej samodzielny wybór. Mieszkając z apodyktycznymi teściami i mężem uzależnionym od rodziców, musiała dostosować się do ich życia. Sama, ze straconymi złudzeniami i niespełnionymi marzeniami... nie wiem, która z nas podniosłaby się i z dumnie uniesioną głową szła przez życie.
Należy mocno podkreślić, że tak naprawdę głównymi bohaterami tej powieści są dzieci. Początkowo przedstawione są jako rozpieszczone dzieciaki, które mają wszystko. Ich kieszonkowe liczone w tysiącach złotych uspokaja sumienie tatusia. Wydaje im się, że mając taką kasę, są właściwie dorośli i świat stoi przed nimi otworem. Kiedy misterny domek z kart zawala się i ich rodzina pęka w szwach, do głosu dochodzą pierwotne emocje. Nagle okazuje się, że to nadal dzieci, które potrzebują kochającego ojca i czułej matki. Serce mi płakało, kiedy czytałam o rozpaczy najstarszego - jakby nie patrzeć już dorosłego syna.
Bardzo dobra powieść, która obnaża współczesne stereotypy rodziny. Pokazuje, że często obraz widziany z zewnątrz nie jest prawdziwy. Za frontową, bogato zdobioną ścianą, kryją się często brudne uczucia, kłamstwo i rozpacz. Musimy jednak pamiętać, że to od nas zależy, czy nasze życie to tylko pozory i czy żyjemy dla siebie, czy dla innych. Trudne pytania i trudne odpowiedzi...

pokaż więcej

 
2018-07-12 15:39:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Pamiętacie "Film o pszczołach"? Albo "Mrówkę Z"? To bajki, w których głównymi bohaterami są stworzenia inne, niż ludzie. Mrówki i pszczoły grają w fabule pierwsze skrzypce, a ludzie owszem, są - ale gdzieś z boku, raczej jako tło. Książka, która ostatnio wpadła mi w ręce oparta jest właśnie na takim schemacie. W tle jest nasz świat i są ludzie, ale głównymi bohaterami są zwierzaki. W przypadku... Pamiętacie "Film o pszczołach"? Albo "Mrówkę Z"? To bajki, w których głównymi bohaterami są stworzenia inne, niż ludzie. Mrówki i pszczoły grają w fabule pierwsze skrzypce, a ludzie owszem, są - ale gdzieś z boku, raczej jako tło. Książka, która ostatnio wpadła mi w ręce oparta jest właśnie na takim schemacie. W tle jest nasz świat i są ludzie, ale głównymi bohaterami są zwierzaki. W przypadku książki pt. Sfora. Opuszczone miasto” głos oddajemy psiakom.
Kiedy poznajemy Fuksa, na świat spadł właśnie Warkot wysłany przez Psią Ziemię Może nie brzmi to zbyt zachęcająco, ale proszę - dajcie tej powieści szansę, bo warto. Fuks, w momencie Warkotu, znajdował się w klatce i chcąc ratować swoje życie, musiał się z niej uwolnić. Na szczęście dookoła zapanował wielki chaos, a pilnujący psów Długonodzy zniknęli. Fuks bez większych trudności uwolnił się z niewoli i wraz z towarzyszką o słodkim imieniu Słodka - rozpoczęli życie w niebezpiecznym świecie Długonogich. Niestety nie było im dane długo cieszyć się swoim towarzystwem. Słodka - jak każde zwierzę stadne - szukała sfory, do której mogłaby się przyłączyć i przy pierwszej nadarzającej się okazji porzuciła Fuksa. Ten - jako samotnik z prawdziwego zdarzenia - specjalnie się tym nie przejął, ciesząc się wolnością i odpowiedzialnością tylko za siebie. Jednak, zgodnie z przysłowiem o tej górze, co to nie chciała przyjść do Mahometa - nie chciał Fuks do sfory to sfora znalazła Fuksa. Problem w tym, że w skład tej sfory wchodziły psy domowe, noszące obrożę i niewiele wiedzące o życiu na wolności. Czy Fuksowi uda się nauczyć tę zbieraninę kanapowych psiaków polowania? I czy taka różnica charakterów nie będzie przeszkodą do wspólnego życia? Wśród kanapowców znajduje się siostra Fuksa, Piękna - ale braterstwo krwi w tym przypadku chyba nie będzie wystarczające.... Czy Fuks w ogóle nadaje się do życia w sforze?
Książka jest wyjątkowo magiczna. Po pierwsze klimat, jaki w niej panuje, nie przypomina żadnej dotąd mi znanej powieści. To jest jak przeniesienie się do świata przyszłości, który został nawiedzony przez potężny kataklizm, ale oglądany nie z punktu widzenia człowieka, a jego najlepszego przyjaciela, czyli psa. Ludzie uciekli i zostawili czworonogów samych sobie. Te bezpańskie sobie jakoś radzą, ale te domowe... Nie potrafią zdobyć pożywienia, czy też zorganizować sobie miejsca na nocleg. Nie potrafią nawet rozstać się z obrożą, choć ta stanowi dla nich śmiertelne zagrożenie.
Urzekło mnie słowotwórstwo, jakiego dopuścił się autor książki i - jak rozumiem - tłumacz również. Znaczenia pewnych sformułowań trzeba się domyślać, ale większość przyjmujemy intuicyjnie. Np. czytelnik szybko się domyśli, że nie-słońce to noc, a "Dom pułapka" to schronisko dla zwierząt. Hałaskrzynki to samochody, a przezroczysty kamień to po prostu okna i szklane ściany. Cały ten świat widziany z psiej perspektywy urzeka i pochłania czytelnika. Jest on po prostu magiczny, a psie spojrzenie dodaje jeszcze uroku i wrażliwości. To ciągłe lizanie się po pyszczkach i wylizywanie ran…
Nie potrafię powiedzieć, do kogo skierowana jest ta powieść. Niby książka przeznaczona jest dla młodzieży, ale powiem Wam, że nastrój powieści jest dość mroczny i tajemniczy w taki trochę straszny sposób. Na każdym kroku czuć samotność bohaterów pomimo tego, że wkoło mieli przecież inne psiaki. Dojmująca jest też tęsknota za długonogimi. Jednym słowem emocje aż wylewają się z kart powieści i zalewają serce czytelnika. Co więcej - kiedy Fuks i jego kompania wychodzą z miasta i próbują przetrwać w świecie bez długonogich - czytelnika ogarnia poczucie przynależności do tej sfory. Cieszyłam się z każdego upolowanego żuka i z każdej małej zdobyczy, która pomagała ulepszyć psiakom ich wspólne legowisko. Drżałam o topiącego się członka sfory i o maleńką Stokrotkę, którą kopnął długonogi w żółtym futrze.
Podsumowując - świetnie napisana powieść, która zaskakuje ujęciem tematu i pozwala czytelnikowi przeżywać przygody razem z psimi bohaterami. Zapewnia mocne wrażenia i doznania rodem z powieści grozy. Z niecierpliwością czekam na kontynuację. Bo, że będzie - nie wątpię.

pokaż więcej

 
2018-07-09 11:18:15
Dodała do serwisu książkę: Sfora. Opuszczone Miasto
Autor:
 
2018-07-09 10:55:54
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Lipowo (tom 9)

"Nora" to jeden z najlepszych kryminałów, jakie dane mi było przeczytać. Klasyk gatunku, w którym po nitce do kłębka dochodzimy do rozwiązania zagadki. Trup się ściele gęsto, a podejrzani swoim zachowaniem nie pomagają w znalezieniu mordercy. Nie ma co ukrywać - moim zdaniem to najlepsza część cyklu o Lipowie. Porównywalnie dobry był "Motylek" ale to był pierwszy tom, a pierwszy zawsze wydaje... "Nora" to jeden z najlepszych kryminałów, jakie dane mi było przeczytać. Klasyk gatunku, w którym po nitce do kłębka dochodzimy do rozwiązania zagadki. Trup się ściele gęsto, a podejrzani swoim zachowaniem nie pomagają w znalezieniu mordercy. Nie ma co ukrywać - moim zdaniem to najlepsza część cyklu o Lipowie. Porównywalnie dobry był "Motylek" ale to był pierwszy tom, a pierwszy zawsze wydaje się najlepszy.
W "Norze" dzieje się naprawdę wiele. Autorka wprowadziła dużo nowych postaci, które początkowo mieszają się czytelnikowi. Na szczęście na początku książki znajdziemy spis postaci, co bardzo ułatwia czytanie i zorientowanie się w mnogości bohaterów. Powieść toczy się wielowątkowo, tak więc ilość uczestników wydarzeń jest jak najbardziej uzasadniona. Na szczęście, obok nowych osób, spotkamy się także ze starymi znajomymi. Jest Daniel Podgórski rozdarty pomiędzy dwoma kobietami, jest mysia policjantka Strzałkowska, walcząca o własne ja, i jest też Weronika, która zmaga się z przeszłością i dojmującą samotnością. To ta trójka jest łącznikiem pomiędzy poszczególnymi tomami sagi o Lipowie i to ich losy snują się przez kolejne dziewięć części. Rewelacja
Podstawowy wątek to oczywiście poszukiwania odpowiedzi na pytanie: Kto zabił? A morderstw jest kilka, pozornie ze sobą niezwiązanych. Ale czy na pewno? Mamy również retrospekcję do lat dziewięćdziesiątych XX wieku, kiedy to wydarzyła się tragedia mająca związek ze współczesnymi morderstwami. Ale czy na pewno miała związek? Jest też ośrodek o nazwie "Nowe Horyzonty", którego podstawowym zadaniem jest zapewnienie spokojnego życia osobom doświadczonym przez los. Tylko czy aby na pewno cel ten jest osiągnięty? Weronika i lekarz psychiatra (pojawiający się pierwszy raz w poprzednim tomie) próbują wyjaśnić tajemnicze wydarzenia dziejące się w ośrodku, co prowadzi do bardzo niepokojących wydarzeń. Kurczaki pieczone, trudno opisać fabułę tak, aby nic nie zdradzić, dlatego polecam zajrzeć do tego opasłego tomiszcza.
Najbardziej zachwycił mnie warsztat autorki. To naprawdę rewelacyjne uczucie obserwować, jak Pani Puzyńska, z debiutującej powieściopisarki zamienia się w pogromcę polskich kryminałów. To już nie są powieści obyczajowe z zagadką w tle. To prawdziwy, rasowy kryminał, który przed czytelnikiem stawia odwieczne pytanie: "Kto zabił?", a następnie prowadzi go do rozwiązania. A rozwiązanie jest niezmiernie zaskakujące. Rewelacja.

pokaż więcej

 
2018-06-25 11:44:23
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Jako mała dziewczynka uwielbiałam powieść pt. "Godzina pąsowej róży". Bohaterka przenosi się w przeszłość i tam próbuje dostosować się do zaskakującej ówczesności. Z różnic kulturowych wynika wiele przezabawnych sytuacji, często niebezpiecznych dla bohaterki. Ania robi wszystko, aby wrócić do domu, przerażona pensją dla panien i ciasnymi niewygodnymi strojami Pokochałam tę książkę i dzięki... Jako mała dziewczynka uwielbiałam powieść pt. "Godzina pąsowej róży". Bohaterka przenosi się w przeszłość i tam próbuje dostosować się do zaskakującej ówczesności. Z różnic kulturowych wynika wiele przezabawnych sytuacji, często niebezpiecznych dla bohaterki. Ania robi wszystko, aby wrócić do domu, przerażona pensją dla panien i ciasnymi niewygodnymi strojami Pokochałam tę książkę i dzięki niej rozpoczęłam poszukiwania pozycji o podobnej tematyce. Znalazłam jeszcze jedną, pt. "Małgosia contra Małgosia" i właściwie na tym musiałam poprzestać. Gdybym wtedy dorwała w swoje ręce "Tajemnice XI Gimnazjum" byłabym najszczęśliwszą nastolatką na świecie. Teraz pozostaje mi jedynie podsuwanie tej książki Starszej. :-)
Ewa, Monika, Andrzej i Tomek są uczniami jednego z lubelskich gimnazjów. Łączy ich wspólnie wydawana gazetka szkolna i oczywiście przyjaźń. Pewnego dnia Andrzej zabiera przyjaciół w odwiedziny do swojej babci. Odwiedziny odwiedzinami, ale cel - oprócz pysznego jedzenia serwowanego przez babcię - jest zupełnie inny. Okazuje się, że w piwnicy babci znajdują się tajemnicze korytarze, które prowadza do... Właśnie. Kiedy nasi gimnazjaliści wychodzą z piwnic na powierzchnię zastają zupełnie inny świat. W bramie stoją strażnicy, ich ubrania są zupełnie inne niż te, do których są przyzwyczajeni, a za pazuchą kaftana każde z nich znajduje sakiewkę z monetami. Dzieciaki początkowo są zagubione i nie mogą dojść, co się wydarzyło. Szybko jednak okazuje się, że w niewiadomy sposób zostali przeniesieni do 1569 r. Ich ubiór wskazuje na to, że należą do bogatych i wpływowych rodzin. Szybko okazuje się, że są godnymi towarzyszami Pana Kochanowskiego, Klonowica czy też Reja. Spotykają również Imć Pana Twardowskiego, a kontakty z tym czarnoksiężnikiem sprowadzają na naszych bohaterów trochę kłopotów. Odwiedzają króla, uczestniczą w uczcie na zamku i podziwiają zwyczaje ówczesnego Lublina.
To, co mnie urzekło to miłość autora do Lublina. Miasto przedstawione jest jako centrum handlu, polityki i ekonomii. To prawda, że dzieciaki przenoszą się w czasy, kiedy rozstrzygają się losy unii Polsko - Litewskiej jednak mam wrażenie, że więcej w tym wszystkim miłości autora do tego miasta niż rzeczywistej roli Lublina. Nie ulega jednak wątpliwości, że powieść świetnie oddaje urok i nastrój renesansowego miasta. Czyta się rewelacyjnie zwłaszcza, że powieść zawiera bardzo dużo historycznych faktów. Przecież pan Twardowski naprawdę istniał i był jednym z czarnoksiężników króla Zygmunta Augusta. Jan Twardowski zgodnie, z zapisami historycznymi, umiał wywołać ducha zmarłej Barbary Radziwiłłówny. Nasi gimnazjaliści mają możliwość biernego uczestnictwa zarówno w wywoływaniu ducha jak i w wielu innych wydarzeniach, które możemy poznać z podręczników do historii.
Jedna rzecz mnie irytowała, a mianowicie brak celu. Dzieci przeniosły się do XVI wieku właściwie nie wiadomo po co. Oczekiwałam zadania, czegoś, co dzieci powinny zrobić, aby wrócić do domu. Tymczasem dzieci w nowym świecie zmuszone były działać trochę na oślep. Przy końcówce powieści okazało się, dlaczego tak było, ale nie zmienia to faktu, że przenosiny w czasie były trochę bezsensowne a powrót do domu do końca niewiadomy.
Bardzo podobał mi się wątek więzienny. Nie wdając się w szczegóły, aby zbyt wiele nie zdradzić napiszę, że obok kolorowych straganów i rewelacyjnego lubelskiego targu, toczyło się inne życie. To świat więzienia, katów i niesłusznie oskarżanych ludzi. Mamy oskarżenie o czary i próby tortur... Nic więcej nie napiszę.
Podsumowując - "Tajemnice XI Gimnazjum" to świetna książka godna polecenia starszym latoroślom. Przygoda goni przygodę, a umiejscowienie akcji w polskim mieście udowadnia, że nie trzeba żyć w świecie wampirów, aby ciekawie spędzić czas. Warto sięgnąć choćby po to, aby Unia Polsko - Lubelska przestała być suchym historycznym faktem, a stała się tłem do świetnych perypetii czwórki gimnazjalistów.

pokaż więcej

 
2018-06-20 11:47:53
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Książki historyczne często są po prostu nudne. Przebić się przez daty, fakty, opisy zdarzeń i analizę przyczyn i skutków, to dla zwykłego czytelnika nie lada wyzwanie. Takie książki można okrasić ilustracjami, tudzież zdjęciami, i wówczas nabierają one trochę bardziej ludzkiego charakteru. Można też powołać do życia kilku osobników i umieścić ich życie w opisywanej epoce. Wówczas - w... Książki historyczne często są po prostu nudne. Przebić się przez daty, fakty, opisy zdarzeń i analizę przyczyn i skutków, to dla zwykłego czytelnika nie lada wyzwanie. Takie książki można okrasić ilustracjami, tudzież zdjęciami, i wówczas nabierają one trochę bardziej ludzkiego charakteru. Można też powołać do życia kilku osobników i umieścić ich życie w opisywanej epoce. Wówczas - w zależności od intensywności opisów poczynań osobników - książka nabiera mniej lub więcej obyczajowego charakteru. W niedawno czytanym "Hotelu Varsovie", historia jest tłem dla perypetii głównych bohaterów. W powieści pt. "Kraków czerwonych…" jest odwrotnie. To historia jest główną damą powieści. Losy bohaterów zostają właściwie tylko muśnięte piórem. Miałam wrażenie, że tylko po to, aby czytelnika nie zabiła monotonność historycznych opisów. Co ważne - zabieg ten jest w pełni udany i w towarzystwie głównych bohaterów z ciekawością zanurzyłam się w historię międzywojennego Krakowa.

Ot zwykła polska rodzina w niezwykłym, dopiero co odrodzonym na mapie Europy państwie. Tata - trener piłkarski, który właśnie oczekuje na bardzo ważny mecz swoich podopiecznych. Mama - kobietka wspierająca ojca na dobre i na złe i dbająca o syna. Syn - student, który z racji panoszących się wszędzie strajków uczestniczy w akcji przeciwdziałania fatalnym ich skutkom. Nasz młodzieniec trafił do ekipy, która zastępuje strajkujących pracowników poczty i roznosi po mieście przesyłki.
Opierając się o losy tych kilku osób, autor pokazuje nam historyczne wydarzenia widziane okiem przeciętnego obywatela. Trochę przez firankę, bo przecież wynik meczu jest na tę chwilę najważniejszy. Życie toczy się pomimo tego, że Naród Polski w okresie międzywojennym borykał się z trudną sytuacją ekonomiczną i wszech panującą drożyzną. Kraków położony na ziemiach należących do Galicji szczególnie mocno odczuwał te ekonomiczne zawirowania. Płace nie rosły, za to ceny żywności mknęły w górę niczym rakieta. Nic więc dziwnego że ludzie wyszli na ulice. Listopad 1923 roku i wiosna 1936 r. zapisały się w historii międzywojennego Krakowa dość krwawo. W 1923 r. w zamieszkach łącznie zginęło 15 robotników, 3 przypadkowych cywilów oraz 14 żołnierzy. Zginęło też 37 koni, które przewracały się i łamały nogi i łamały nogi na śliskim bruku. Ciężko czytać o wydarzeniach, do których popchnęła Krakowiaków zwykła ludzka bieda.
Autor wyjątkowo zgrabnie prowadzi narrację tak, aby czytelnik nie znudził się historycznymi opisami. Owszem - jest trochę przemówień i opisów panującej sytuacji politycznej, ale to wszystko okraszono z jednej strony ciekawostkami z życia naszych bohaterów, a z drugiej - ciekawostkami historycznymi. Możemy np. dowiedzieć się, że policyjna blokada została złamana po akcji Wincentego Pietrzaka, który wjechał w nią wozem wyładowanym kapustą. To warzywo stanowiło - obok kamieni - świetną amunicję, którą zostali obrzuceni policjanci. Bardzo szybko zresztą funkcjonariuszów rozbrojono.

Kiedy 13 lat później spotykamy ponownie naszych bohaterów, ich włosy przyprószyła siwizna, a nasz student zamienił się w pracownika. Jedno jednak nie uległo zmianie - Kraków nadal jest biedny, a jego mieszkańców nadal męczy drożyzna. Ludzie znowu wychodzą na ulicę. Tym razem jest groźniej, tłumniej - po prostu poważniej. Zrozpaczeni mieszkańcy stanęli naprzeciwko policjantów, którzy stwierdzili, że też są przecież mieszkańcami Krakowa i wcale nie mają zamiaru walczyć ze swoimi sąsiadami. Ten przejmujący moment pokazał, jak bardzo ludzi łączy bieda i frustracja.
"Kraków czerwonych. Zamieszki krakowskie 1923, 1936" to książka o czasach, kiedy ludzie marzyli tylko o jednym - o świętym spokoju. Chcieli godnie żyć, mieć co jeść i w co się ubrać. Tymczasem okoliczności polityczne były wyjątkowo niesprzyjające. Stare chińskie przysłowie mówi: Obyś żył w ciekawych czasach. Pamiętajmy, że jest to forma przekleństwa, a nie życzenia powodzenia. Naszym bohaterom przyszło żyć w ciekawych czasach i słono za to zapłacili.

pokaż więcej

 
2018-06-18 14:49:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

To niesamowita książka o niesamowitych ludziach. Dla niektórych pewnie nie do przyjęcia, dla niektórych bulwersująca, a dla jeszcze innych pokazująca to, że każdy człowiek zasługuje na szacunek. Nie ma znaczenia - biały czy czarny, katolik czy muzułmanin, homoseksualista czy heteroseksualista, Żyd, Polak, Niemiec....
Nie ukrywam, że sporo moich emocji podczas lektury wynikało z tego, że...
To niesamowita książka o niesamowitych ludziach. Dla niektórych pewnie nie do przyjęcia, dla niektórych bulwersująca, a dla jeszcze innych pokazująca to, że każdy człowiek zasługuje na szacunek. Nie ma znaczenia - biały czy czarny, katolik czy muzułmanin, homoseksualista czy heteroseksualista, Żyd, Polak, Niemiec....
Nie ukrywam, że sporo moich emocji podczas lektury wynikało z tego, że bohater powieści był skrzypkiem. Jak mój dziewięcioletni syn. Na szczęście Maro może w spokoju ćwiczyć i nie musi niemo grać, tylko przebierając paluszkami po gryfie i wyobrażając sobie dźwięki. Tak właśnie grał Ariel ukryty w szafie... Bo przecież, aby przeżyć, musiał siedzieć cicho, co wykluczało użycie smyczka...
Powieść zaczyna się raczej bez emocji, ot tak - zwyczajnie. Oto młody człowiek, piszący prace naukową, postanowił podejść do problemu Holokaustu trochę inaczej niż wszyscy. Nie chce opisywać śmierci tysięcy ludzi pochodzenia żydowskiego, chce natomiast opisać losy ocalałych, ale bez zbędnego patosu - tak po ludzku. Codzienność takich rodzin, co czuli, gdzie byli i jak im się udało uratować. Pewnego dnia w bibliotece trafia na materiały o niejakim Arielu - Żydzie polskiego pochodzenia, który po prostu pragnie opowiedzieć swoją historię, ale nikt go nie chce wysłuchać. Każdy chce pisać o bohaterstwie i fartownym ocaleniu, a przecież historia Ariela jest zupełnie inna...
W Krakowie podczas II wojny światowej trudno było Żydom normalnie żyć. Piętnastoletni Ariel, na swoje szczęście, był trochę oderwany od rzeczywistości. Jak każdy artysta nie do końca zdawał sobie sprawę, co się wokół niego dzieje. Pewnego dnia do mieszkania, w którym mieszkał z rodzicami i siostrą, zapukał oficer Wermachtu. Zwabiły go dźwięki skrzypiec, na których Ariel przepięknie grał. Młody chłopiec, czarujący wspaniałe melodie na tym arcytrudnym instrumencie, z miejsca zdobył serce niemieckiego oficera. Ale co to za miłość?! Piętnastoletni Żyd i trzydziestoletni oficer Wermachtu... Trudno szukać tu choćby cienia nadziei na szczęśliwe zakończenie. Panowie na razie cieszą się chwilami samotności i wzajemnym towarzystwem. Trudno im się rozstać, a jeszcze trudniej przyznać do tragizmu całej sytuacji.
Powieść prowadzi nas przez całe życie Ariela. Dowiadujemy się jak przetrwał wojnę i co go spotkało w komunistycznej Polsce. Czy spotkał jeszcze swojego wojennego kochanka? Jak przetrwał? Co musiał znieść, aby przeżyć? Trudne pytania, ale odpowiedzi jeszcze trudniejsze...
Zupełnie inną historią jest historia Roberta - studenta, który przeprowadza z Arielem wywiad. Czytelnik może obserwować jak młody człowiek zmienia podejście do sędziwego skrzypka. Od początkowej pobłażliwości, przez szacunek, aż do podziwu - wręcz miłości. On też się otwiera przed swoim rozmówcą i okazuje się, że niespodziewanie wiele ich łączy.
Powieść zaskakuje - wręcz szokuje czytelnika. Wyobraźcie sobie, że sięgacie po powieść, nie czytając obwoluty (ja nie czytam tzw. polecajek, bo już nie raz zepsuły mi całą lekturę). Nagle okazuje się, że powieść traktuje o zakazanej w ówczesnych czasach miłości Żyda i Niemca. Co więcej - miłości osób tej samej płci! Nie jestem homofobem, nie należę do tzw. "polskich katolików", nie tępię uchodźców i popieram likwidację religii w szkołach, ale nawet ja byłam zaszokowana. Początkowo ubodło mnie lekkie podejście do tematu, ale potem stwierdziłam: hola hola! Dlaczego nie? Przecież życie jest bogate i nie raz mnie już zaskoczyło... Kiedy przełożyłam sobie w głowie, że to miłość jak każda inna tylko w trudnych czasach, zaczęłam smakować powieść niczym wytrawne wino. Nagle ukazało mi się całe jej piękno i delikatność poruszanego tematu.
Polecam lekturę z całego serca przede wszystkim ludziom z otwarta głową i szerokimi horyzontami. Nie wątpię, że Was zachwyci.

pokaż więcej

 
2018-06-18 14:48:42
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Trudno pisać o takich książkach, bo człowiek zawsze boi się, by nie urazić czyichś uczuć, nie napisać słów, które zostaną źle odebrane. Trudno pisać, kiedy w grę wchodzi śmierć dzieci, bestialstwo dorosłych i wojenna tragedia świata. Trochę to górnolotnie brzmi, ale tak jest i wcale nie mam zamiaru tego ukrywać. Zagłada Żydów była tragedią całego świata, a takie książki jak "Rutka"... Trudno pisać o takich książkach, bo człowiek zawsze boi się, by nie urazić czyichś uczuć, nie napisać słów, które zostaną źle odebrane. Trudno pisać, kiedy w grę wchodzi śmierć dzieci, bestialstwo dorosłych i wojenna tragedia świata. Trochę to górnolotnie brzmi, ale tak jest i wcale nie mam zamiaru tego ukrywać. Zagłada Żydów była tragedią całego świata, a takie książki jak "Rutka" powinny być wznawiane i dostępne w każdej księgarni. Po to, aby pamiętać. Ku przestrodze.
Rutka Laskier urodziła się w 1929 roku w Gdańsku. Pochodziła z zamożnej rodziny. Uczyła się w Żydowskim Gimnazjum im. Fürstenberga. Kiedy wybuchła wojna, uczęszczała na tajne komplety. Po utworzeniu getta w Będzinie, rodzina Laskierów została tam przesiedlona. 12 sierpnia 1942 r. Niemcy na stadionie zebrali około 30 tysięcy ludzi, wśród których była Rutka z rodziną. Po selekcji Rutkę zakwalifikowano do wywózki. Na szczęście udało jej się zbiec i wrócić do domu. W 1943 r., będąc mieszkanką getta, 14-letnia Rutka prowadziła sporadycznie w zwykłym zeszycie szkolnym pamiętnik. Pisała go po polsku, piórem, czasem ołówkiem, zapisując w zeszycie swoje przemyślenia, odczucia, a przede wszystkim opisy spotkań z przyjaciółmi; relacjonowała także swoje pierwsze zauroczenia miłosne. W pamiętniku o samym życiu getta będzińskiego jest niewiele, a autorka odnosi się głównie do swoich prywatnych przeżyć i tego, co sama widziała. Rutka wraz z rodziną została deportowana z będzińskiego getta i przewieziona pociągiem do obozu zagłady KL Auschwitz-Birkenau. Tam wraz z matką i 6-letnim bratem Heniusiem została rozłączona z ojcem i prawdopodobnie tego samego dnia zgładzona w komorze gazowej. Istnieje też inna wersja (mniej prawdopodobna) ostatnich dni Rutki, której świadkiem miała być Zofia Minc, więźniarka tego obozu.
Tyle o życiu Rutki. Źródłem powyższego opisu jest Wikipedia, a większość zdań jest po prostu skopiowana. Dlaczego? Otóż dlatego, że nie potrafię bez emocji opisać życia dziewczynki. Jej pamiętnik jest taki bezpośredni, zwykły i dziewczęcy, że nie można ot tak, po prostu opisać go i przejść nad jej życiem do porządku dziennego. To, co opisała Wikipedia to suche fakty. Powieść "Rutka" oprócz faktów zawiera do tego emocje, pierwsze miłości, radość z poznania chłopca i rozczarowanie brakiem przyjaciół. Z każdej strony wyziera też pytanie: "Dlaczego?". To straszny a jednocześnie piękny dokument ostatnich lat dziewczynki. Nie ukrywam, że przeżyłam bardzo końcówkę powieści, która nie jest już pamiętnikiem a jedynie przekazaniem w tej samej formie ostatnich dni małej Żydówki. Swój pamiętnik Rutka ukryła pod schodami domu, w którym zamieszkiwała. Właścicielka domu ujawniła go dopiero 60 lat po wojnie. Kiedy został opublikowany stał się świadectwem kolejnej tragedii w morzu wojennego nieszczęścia.
Książka jest dosyć niepozorna, (choć pięknie wydana). To raptem 118 stron tekstu podzielonego na trzy części. W pierwszej poznajemy życie rodziny Laskierów w Będzinie, w drugiej - życie za murami getta i w trzeciej - śmierć w obozie zagłady. Wszystkie części skupiają się na Rutce. To Ona jest bohaterką i Ona przyciąga uwagę czytelnika. Uratowanie Babci, pierwsza miłość, przyjaźń z dziewczyną - nieżydówką - to wszystko jest tłem dla życia Rutki. Czytając powieść czytelnik ma wrażenie oglądania animacji, w której na pierwszym planie jest Rutka, a za nią przewija się życie. Dopiero trzecia część, (która nie jest już oparta na pamiętniku) ustawia Rutkę w szeregu z tysiącami innych osób, które zostały zgładzone podczas tej chorej wojny.
Czy warta przeczytania? Na pewno. Choćby po to, aby pamiętać.

pokaż więcej

 
2018-06-15 12:10:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Plemiona (tom 1)

Co jest takiego w literaturze młodzieżowej, że przyciąga mnie jak magnes? Co powoduje, że sięgam po nią pomimo tego, że na karku ... dzieści lat? To jest jakaś magia, która sprawia, że pochłaniam takie książki w kilka dni. Można sobie tłumaczyć, że chcę zobaczyć co czytają moje dzieci, ale w przypadku pierwszego tomu serii Plemiona pt. "Wojna Bogów", to tłumaczenie nie jest zbytnio wiarygodne.... Co jest takiego w literaturze młodzieżowej, że przyciąga mnie jak magnes? Co powoduje, że sięgam po nią pomimo tego, że na karku ... dzieści lat? To jest jakaś magia, która sprawia, że pochłaniam takie książki w kilka dni. Można sobie tłumaczyć, że chcę zobaczyć co czytają moje dzieci, ale w przypadku pierwszego tomu serii Plemiona pt. "Wojna Bogów", to tłumaczenie nie jest zbytnio wiarygodne. Gdyby lektura tej książki była spowodowana tylko i wyłącznie chęcią sprawdzenia, co czyta Starsza, to nie czekałabym z niecierpliwością na kolejny tom. A czekam.
Weronika Kacper i Zbyszek są rodzeństwem. Dzieciaki bardzo się kochają i szanują, choć najsilniejsza więź łączy Weronikę i Zbyszka, jako że są bliźniakami. Kacper nie ma z tym problemu choć, jako najmłodszy z rodzeństwa, domaga się większej uwagi i zdarza się, że czuje się troszkę odstawiony na boczny tor. Pewnego dnia dzieciaki jadą na szkolną wycieczkę do słowiańskiej osady. Zbieg okoliczności (czy aby na pewno?) sprawia, że rodzeństwo przenosi się półtora tysiąca lat wstecz do czasów, kiedy ludzie nie wiedzieli co to szczoteczka do zębów, a obiad trzeba było sobie upolować. Nie ma jeszcze Polski a na jej terenach zamieszkują niewielkie plemiona. Każde z dzieciaków trafia w inne miejsce, każde przeżywa odmienne przygody i każde ma do osiągnięcia inne cele. Ale wspólny cel jest jeden - pokonanie Czarnoboga, który zagraża światu.
Powieść jest rewelacyjna. Na pierwszy rzut oka schemat jest znany i wręcz przereklamowany - trójka dzieci trafia do innego świata i tam przeżywa wspaniałe przygody. Od razu przychodzą mi do głowy "Opowieści z Narni", czy też "Baśniobór". Cóż więc odróżnia Wojnę Bogów od innych powieści? Autor postanowił umieścić akcję w starym słowiańskim świecie, gdzie rzeczywistość przeplata się z czarami, a zwykłe życie silnie powiązane jest z dobrymi, lub złymi duchami. Trole, bziki, biesy czy kaduki są żywym elementem tamtego świata. Jeżeli dodamy do tego dwie krainy - Prawię i Nawię - które zaczynają się przenikać tworząc magiczną rzeczywistość - otrzymamy rewelacyjną i wyjątkowo klimatyczną powieść dla młodzieży. Jest w niej wszystko - od plemion i ich codziennych zwyczajów zaczynając, a na starciu magicznych sił kończąc. Naprawdę trudno się oderwać i to bez względu na to czy się ma -naście czy -dzieści lat.
"Wojna Bogów" ma wyjątkowy i niepowtarzalny klimat. To taka powieść historyczna z elementami magicznymi. Autor pokazuje młodym czytelnikom wielość plemion i to, że walki międzyplemienne były dość groźne i nie można ich było bagatelizować. Pokazuje również jak wiele w tamtych czasach znaczyła zielarki, gusła i zabobony. Jak ważne było to, aby nie urazić dobrych duszków domowych, czy też niechcący nie zaprosić do swojego domostwa Biedy. Urzekła mnie przyjaźń jednego z bohaterów z Przemkiem (który okazuje się być wiosłem). Z przyjemnością czytałam o ludowych podaniach i wierzeniach przedstawionych w taki sposób, aby dzieciaki zrozumiały, że wieki temu elementy tych legend były częścią rzeczywistości. Śmiałam się czytając o poglądach na codzienne mycie czy też czesanie włosów i płakałam w momentach, kiedy główni bohaterowie… no i jak napisać, żeby zbyt wiele nie zdradzić? Nie napiszę, a tych, których zaciekawiłam, zapraszam do lektury.
Przeczytałam jednym tchem bawiąc się przy lekturze wprost rewelacyjnie. Warto podsunąć młodszym czytelnikom pod nos, aby przekonali się, że nasza przeszłość też jest barwna i nie potrzeba smoków i wymyślonych krain, aby poczuć magię i ten specyficzny dreszczyk, który jest dowodem na to, że powieść zdobyła nasze serca i duszę.

pokaż więcej

 
2018-06-07 13:23:04
Dodała książkę na półkę: Teraz czytam
Autor:
 
2018-06-07 13:19:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Są takie powieści, które mają jedyny, niepowtarzalny klimat. Trochę mroczny, trochę tajemniczy - zawsze jednak wyjątkowy. Dla mnie mistrzem klimatu jest trylogia "Władca pierścieni". Siedmioksiąg Harrego Pottera czy "Opowieści z Narni" także nie mają sobie równych. Twórczość dla dorosłych również ma swoje typy. Kryminały Agaty Christie czy też Świat Dysku Terry'ego Pratchett'a to, dla mnie,... Są takie powieści, które mają jedyny, niepowtarzalny klimat. Trochę mroczny, trochę tajemniczy - zawsze jednak wyjątkowy. Dla mnie mistrzem klimatu jest trylogia "Władca pierścieni". Siedmioksiąg Harrego Pottera czy "Opowieści z Narni" także nie mają sobie równych. Twórczość dla dorosłych również ma swoje typy. Kryminały Agaty Christie czy też Świat Dysku Terry'ego Pratchett'a to, dla mnie, powieści z mistrzowsko wykreowaną rzeczywistością, w której jest wyjątkowo, niezwyczajnie... po prostu inaczej.
"Nieodgadniony" to powieść dla młodzieży, posiadająca właśnie taki wyjątkowy niepowtarzalny klimat. Kiedy autorka opisuje okoliczności zaginięcia dwóch osób, krew się ścina, a włoski na rękach stają dęba. Rozpacz bliskich, deszcz za oknem, cienie przy drzwiach... jest naprawdę wyjątkowo.
Akademia Ellinghama to elitarna szkoła dla wyjątkowo utalentowanych dzieci. Co roku przyjmuje tylko kilka osób, kierując się kryteriami ustalonymi przez założyciela szkoły. Kiedy Stevie Bell zostaje przyjęta do szkoły nie posiada się ze szczęścia. Nie dość, że będzie mogła uczyć się w jednej z najlepszych szkół w kraju, to jeszcze nauka w tym miejscu umożliwi Jej rozwijanie swojego nietypowego hobby. Stevie bowiem uwielbia rozwiązywać zagadki kryminalne. Dziewczyna charakteryzuje się wyjątkowo analitycznym umysłem, który pozwala jej widzieć to, na co inni nie zwracają uwagi. A przecież Akademia jest obciążona tajemniczą zagadką sprzed lat, która, pomimo zaangażowania najlepszych agentów i detektywów, nigdy nie została rozwiązana. Wiele lat temu na terenie akademii wydarzyła się tragedia - żona i córka założyciela szkoły zostały porwane. Jedyny ślad, jaki pozostał to list napisany przez tajemniczego Nieodgadnionego. List sam w sobie jest zagadką i trudno domyślić się, co autor chciał przekazać bliskim ofiar. Zagadki porwania nigdy nie udało się rozwiązać.
Umiejętności Stevie zostają zauważone przez nauczycieli szkoły. Otrzymuje Ona pełen dostęp do dokumentów z czasów porwania. Niestety zagadka sprzed lat jest trudna do rozwiązania w odróżnieniu od zagadki, która nagle pojawiła się w murach szkoły. Niespodziewane zwłoki i zaginięcie ucznia. Przypadek? Morderstwo?
Powieść jest magicznie klimatyczna. To coś wyjątkowego. Czytelnik ma wrażenie, że jest w murach szkoły i co i rusz ogląda się przez ramię, czy nic złego się za nim nie dzieje. Jest mroczno, jest strasznie i... często śmiesznie. Uczniowie szkoły są zbieraniną wyjątkowych indywiduów, którzy swoim zachowaniem często wzbudzają w czytelniku rozbawienie. Nie należy jednak zapominać, że śmieszne momenty nie zasłaniają mroku i zagadkowości powieści. Każdy z uczniów jest mistrzem w swojej dziedzinie i poświęca się swojemu hobby do ostatniego tchu. Pasja i zaangażowanie przebija z każdej strony powieści i to właśnie to oddanie sprawie doprowadzi do tragedii.
Dużym atutem powieści są różne formy literackie zastosowane w treści. Zwykła narracja to jedno, ale mamy również protokoły z przesłuchań świadków, mamy listy Nieodgadnionego czy też mapę przedstawiającą miejsce zbrodni. Dzięki tym zabiegom książkę czyta się bardzo sprawnie, a zagadki i niedopowiedzenia dodają dreszczyku emocji.
Powieść - pomimo tego, że to pierwszy tom - stanowi jednak zamkniętą całość. Zagadka podstawowa, czyli morderstwo sprzed lat, pozostaje niewyjaśnione i na pewno wątek ten będzie kontynuowany w kolejnych tomach. Jest jednak też zagadka, która rodzi się na naszych oczach, a jej rozwiązanie stanowi świetną puentę pierwszego tomu.
"Nieodgadniony" to świetna powieść dla młodzieży. Pełna mrocznych zagadek i tajemniczych wydarzeń. Trudno się z nią rozstać, a po zakończeniu lektury niestety pozostaje niedosyt. Z niecierpliwością czekam na kolejne tomy i rozwiązanie zagadki.

pokaż więcej

 
2018-06-04 20:25:01
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Książkę przeczytałam na czytniku i po raz pierwszy żałowałam, że to czytnik, a nie książka papierowa. Kiedy zobaczyłam książkę na półce w księgarni zakochałam się. Spory format, przepiękne zdjęcia i przyjazne oczom rozmieszczenie tekstu sprawiło, że oderwać się nie mogłam. W czytniku też są zdjęcia i niewątpliwie można je podziwiać, ale to nie to samo.
"Spod zamarzniętych powiek" to książka...
Książkę przeczytałam na czytniku i po raz pierwszy żałowałam, że to czytnik, a nie książka papierowa. Kiedy zobaczyłam książkę na półce w księgarni zakochałam się. Spory format, przepiękne zdjęcia i przyjazne oczom rozmieszczenie tekstu sprawiło, że oderwać się nie mogłam. W czytniku też są zdjęcia i niewątpliwie można je podziwiać, ale to nie to samo.
"Spod zamarzniętych powiek" to książka autorstwa jednego z najwybitniejszych polskich himalaistów Adama Bieleckiego. Rozpoczynamy od poznania małego Adasia, który jest maniakiem gór. Dosłownie. Nie widzi poza nimi nic innego. Kiedy Adaś przeradza się w Adama, hobby przeradza się w pasję. Adam o niczym innym nie myśli tylko o tym, byle wyżej i byle dalej. W 2000 roku w wieku 17 lat jako najmłodszy na świecie dokonał samotnego wejścia na Chan Tengri. Opisując swoje poczynania Bielecki robi to z wdziękiem i skromnością. W jednym akapicie pisze o wielkich sukcesach, a zaraz potem opisuje jak w dążeniu do celu nie miał gdzie spać i co jeść. Co więcej - z jednej z wypraw nie miał nawet jak wrócić do domu. Po prostu zabrakło pieniędzy. Ratował się jak mógł - sprytem, pracą i umiejętnościami.
Im dalej wgłąb książki, tym bardziej wyprawy stają się profesjonalne, a jednocześnie groźne. Bardzo przeżyłam opis wyprawy na Broad Peak, kiedy to w górach na wiecznej warcie zostali Berbeka i Kowalski. Z każdego słowa wyziera smutek i żal, że tak to się skończyło. Potem nastał czas rozliczeń i oskarżeń. Adam przeszedł przez ten okres z trudem i z poczuciem winy, ale nie tylko. Z kart książki wyziera też żal, że tak łatwo i bez emocji społeczeństwo ocenia i skreśla.
Cudownie się czytało - z lekkością i spokojem. Nie ukrywam jednak, że często targały mną emocje związane z odpowiedzialnością za partnera i jego życie oraz zdrowie.
Pełna emocji książka, którą czyta się jednym tchem.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1047 433 3093
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (80)

Ulubieni autorzy (11)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (4)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd