denudatio_pulpae 
filmweb.pl/user/suslek
Dentystka-sadystka :) W czasie wolnym od pracy namiętna czytelniczka, szczególnie thrillerów i horrorów :D:D Brrrrrrrr (: Prywatnie właścicielka dwóch kotek, które również uwielbiają książki...to ich ulubione poduszki do spania :) ____________________________________________________ ==> Nie wysyłam zaproszeń do grona znajomych, jak się okazało - nigdy nie wiadomo kogo to może urazić. Osoby, które chcą mnie zaprosić - proszę bardzo, ale najbardziej liczę tu na porcję nowych opinii, więc jeżeli nie tworzysz własnych - dodaj mnie do obserwowanych. Moja duża liczba znajomych i tak wzbudza kontrowersje, więc jak najbardziej polecam opcję "obserwuj", do tego jeszcze nikt się nie zdążył przyczepić :) <== ____________________________________________________ Okrutnie drażni mnie wciskanie swoich blogów na siłę, jak widzę w opinii "więcej na [...]", albo "całość opinii na [...]" to mnie skręca, a jak ktoś zaczyna od tego swoją opinię, to mam ochotę mordować. Jakbym miała czas i ochotę, to bym czytała blogi z własnej woli. Takie informacje w opiniach tylko mnie wkurzają, a już na pewno nie zachęcają do odwiedzenia czyjegoś bloga. Poza tym nie mam zamiaru być dawcą plusów służącym do wypromowania czyjejś opinii z reklamą swojego blogaska - jak komuś się to nie podoba, to proszę usunąć mnie z grona swoich znajomych. ____________________________________________________ Trochę mi głupio mądrzyć się na temat książek historycznych, biorąc pod uwagę fakt, że nie posiadam absolutnie żadnego wykształcenia w tym kierunku (wieczne powtarzanie starożytności przez cykl edukacji nie uznajemy za wiarygodne kompetencje). Mimo wszystko lubię czytać o historii, a jako człowiek przekorny, czasami nie zgadzam się z autorami. Wszystkie opinie na temat książek związanych z historią, które ośmieliłam się opublikować, proszę traktować z przymrużeniem oka, w razie rażących błędów proszę o pastwienie się nade mną w prywatnej wiadomości. :) ____________________________________________________ "Najmądrzejszy według mnie jest ten, kto choć raz na miesiąc sam siebie nazwie durniem - umiejętność dziś niespotykana". "Quot libros, quam breve tempus".
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 2 cytaty, ostatnio widziana 35 minut temu
Teraz czytam
  • Decyzja
    Decyzja
    Autor:
    A co, jeśli w niewłaściwym momencie podejmiesz złą decyzję? Simon razem z dziećmi zamierza spędzić na południu Francji spokojne Boże Narodzenie. Nic jednak nie układa się po jego myśli. Tuż przed świ...
    czytelników: 1101 | opinie: 89 | ocena: 6,6 (480 głosów) | inne wydania: 1

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-13 16:19:15

Kiedy w brutalnych okolicznościach ginie emerytowany policjant, śledczy prowadzący tę sprawę uświadamiają sobie, że ich zawód ma dość wyraźną wadę - z biegiem lat rośnie liczba wrogów, którzy niekoniecznie żyją zgodnie z przykazaniami. Kto mógł zabić starego glinę, czyżby jakiś rzezimieszek przez niego zapuszkowany niedawno odzyskał wolność? Tak rozpoczyna się ta historia, a to dopiero... Kiedy w brutalnych okolicznościach ginie emerytowany policjant, śledczy prowadzący tę sprawę uświadamiają sobie, że ich zawód ma dość wyraźną wadę - z biegiem lat rośnie liczba wrogów, którzy niekoniecznie żyją zgodnie z przykazaniami. Kto mógł zabić starego glinę, czyżby jakiś rzezimieszek przez niego zapuszkowany niedawno odzyskał wolność? Tak rozpoczyna się ta historia, a to dopiero początek wielkiej tajemnicy, której rozwiązanie mogę uznać za całkiem zaskakujące.

Mnogość wątków i bombardowanie informacjami sprawia, że "Oszukana" momentami troszeczkę przytłacza. Autorka bardzo stara się, żeby każdy bohater z którym się zapoznamy był "jakiś", co niesie za sobą sporą objętość. Osobiście mogłabym żyć bez wiedzy, że Kate Linville niekoniecznie radziła sobie z własnym życiem, a nadkomisarz Caleb Hale to były alkoholik, ponieważ uważam, że właściwie nie wpływa ona zbytnio na fabułę.

Muszę przyznać, że to było całkiem niezłe. Może trochę nazbyt rozwlekłe, ale naprawdę całkiem dobrze się czytało.

pokaż więcej

 
2019-01-06 08:45:44

Zacznę od tego, że pomysł na zawiązanie fabuły był jak na panią Link dość makabryczny. Dla mnie takie rozwiązanie jest plusem, ale szczerze mówiąc trochę byłam zaskoczona czytając tę książkę. "Lisia dolina" zawiera bowiem również drobne przełamanie schematu i zamiast płaczliwej mimozy znajdziemy tu nawet bizneswoman. Miło było dla odmiany nie współczuć jakiejś biednej, uciemiężonej i... Zacznę od tego, że pomysł na zawiązanie fabuły był jak na panią Link dość makabryczny. Dla mnie takie rozwiązanie jest plusem, ale szczerze mówiąc trochę byłam zaskoczona czytając tę książkę. "Lisia dolina" zawiera bowiem również drobne przełamanie schematu i zamiast płaczliwej mimozy znajdziemy tu nawet bizneswoman. Miło było dla odmiany nie współczuć jakiejś biednej, uciemiężonej i wykorzystywanej kobiecie.

Tak mnie to wszystko rozstroiło, że dałam się popisowo złapać i dopiero chwilę przed samym końcem połączyłam puzzelki i odgadłam kto za tym wszystkim stoi. Super, lubię takie niespodzianki. Jednak mały odwyk od czytania thrillerów sprzyja większemu zadowoleniu z lektury.

Podsumowując - "Lisia dolina" potrafi zaciekawić, może nawet dacie się nabrać jak ja i dopiero pod koniec domyślicie się jak to wszystko się zakończy. Nie jest to może najlepsza książka pani Link, ale na pewno warto po nią sięgnąć.

pokaż więcej

 
2018-12-31 23:02:57

Muszę przyznać, że lubię takie historie, w których przeszłość miesza się z teraźniejszością i czasami nawet wpływa na przyszłość. Uważam również, że Charlotte Link potrafi dobrze opowiadać, pomimo iż ma zbyt dużą słabość do załamanych kobiet. Chociaż właściwie im jestem starsza i bardziej doświadczona życiem, tym chyba coraz mniej mi to przeszkadza. Ewentualnie długi urlop od dzieł autorki tak... Muszę przyznać, że lubię takie historie, w których przeszłość miesza się z teraźniejszością i czasami nawet wpływa na przyszłość. Uważam również, że Charlotte Link potrafi dobrze opowiadać, pomimo iż ma zbyt dużą słabość do załamanych kobiet. Chociaż właściwie im jestem starsza i bardziej doświadczona życiem, tym chyba coraz mniej mi to przeszkadza. Ewentualnie długi urlop od dzieł autorki tak na mnie podziałał.

"Ciernista róża" w moich oczach ma wiele zalet. Może będę w małej opozycji do innych opinii, ale początek (właściwie do momentu odnalezienia "pierwszych zwłok", o których wspomina okładka) był dla mnie najciekawszy. Przede wszystkim wątek relacji między Beatrice i Helene - niosący spory ładunek emocjonalny. Już dłuższy czas nie miałam przyjemności czytać o tak skomplikowanym psychologicznie związku między dwoma osobami, może to przez fakt, że męczyłam ostatnio Dickensa (taki mały żarcik). Plusem oczywiście dla mnie jest również osadzenie wątku z przeszłości w realiach II WŚ.

Teraz minusy. Właściwie największym minusem w moich oczach było zakończenie. Spodziewałam się jednak, że sprawy związane z przeszłością odegrają główną rolę, a wyszło... zresztą sami się przekonajcie, jakie jest rozwiązanie tej zagadki. Za minus uważam również wprowadzenie wątku puszczalskiej Mai, zbędny irytujący dodatek do całkiem niezłej fabuły.

pokaż więcej

 
2018-12-24 12:26:34

Mam problem z oceną tej książki i w skrócie postaram się opisać dlaczego, to będzie chyba najuczciwsza opinia, jaką mogę wystawić.

Przede wszystkim nie czytałam opisu z okładki zanim zabrałam się za lekturę. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że to będą jakieś tradycyjne norweskie historie świąteczne. Po pierwszych dwóch opowiadaniach byłam więc trochę zaskoczona, ale czułam już z czym...
Mam problem z oceną tej książki i w skrócie postaram się opisać dlaczego, to będzie chyba najuczciwsza opinia, jaką mogę wystawić.

Przede wszystkim nie czytałam opisu z okładki zanim zabrałam się za lekturę. Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że to będą jakieś tradycyjne norweskie historie świąteczne. Po pierwszych dwóch opowiadaniach byłam więc trochę zaskoczona, ale czułam już z czym przyjdzie mi się zmierzyć.

Zdrady, śmierć, choroby, rozbite rodziny, prostytutki. Już ja znam takie numery w świątecznych książkach. Na okładce choinka, a na koniec głównego bohatera uśmiercimy żeby było weselej. Oczywiście w pierwszej chwili mnie zagotowało, bo o ile romantyczne historie z happy endem są pójściem na łatwiznę, tak granie na uczuciach poprzez zestawienie Bożego Narodzenia z jakąś tragedią również wychodzi w mojej opinii banalnie.

Wydawałoby się, że w takiej sytuacji książka nie ma u mnie szans. I tu właśnie dochodzimy do sedna problemu, bo muszę przyznać, że właściwie niektóre z tych historii były w porządku. Wszystkie przeczytałam bez specjalnego trudu, więc wystawiam ocenę 6/10.

Mimo to ostrzegam - jeżeli szukacie romantycznych i ciepłych opowieści, moim zdaniem to nie jest ta książka. Wolę to zaznaczyć, bo ja osobiście żałuję, że mnie nie uprzedzono.

pokaż więcej

 
2018-12-20 09:03:51
Autor:

Nieładnie jest zatytułować swoją książkę tak, żeby biedny czytelnik miał nadzieję na jakieś świąteczne klimaty, a później zapomnieć napisać coś związanego ze świętami. Bardzo nieładnie z pani strony, Anne Perry!

Agatha Christie jest tylko jedna, ale miałam ochotę na poczytanie czegoś lekkiego, z intrygą kryminalną, najlepiej ze świętami w tle. Nie łudziłam się, że będzie to drugie...
Nieładnie jest zatytułować swoją książkę tak, żeby biedny czytelnik miał nadzieję na jakieś świąteczne klimaty, a później zapomnieć napisać coś związanego ze świętami. Bardzo nieładnie z pani strony, Anne Perry!

Agatha Christie jest tylko jedna, ale miałam ochotę na poczytanie czegoś lekkiego, z intrygą kryminalną, najlepiej ze świętami w tle. Nie łudziłam się, że będzie to drugie "Morderstwo w Boże Narodzenie", ale skoro wyłowili już tego trupa z jeziora, to liczyłam na coś więcej niż na samą wymuszoną wycieczkę (tutaj autorka się wstrzeliła idealnie, bo podróż będzie stanowić większą część tej opowieści, tylko świąt trochę zabrakło). Pomijam już samo wyjaśnienie, dlaczego ta eskapada ma się odbyć, bo pomysł szanownego "towarzystwa" uważam za głupi jak but, ale może w czasach epoki takie rzeczy były akceptowalne.

Opis z okładki streszcza jakieś 90% tej książki, a w ostatnich stronach następuje oczywiście zwrot akcji, który nic nie wnosi i właściwie wbrew nazwie niewiele zmienia. Jak się człowiek uprze, to jest w stanie przeczytać tę książkę w godzinę i to jest jej niezaprzeczalna zaleta - zmarnujesz tylko godzinę, a nie tydzień.

pokaż więcej

 
2018-12-16 23:00:40
Seria: Koliber

Najpierw niespodzianki.

Pierwsza niespodzianka - "Kolęda czyli opowieść o duchu" to znana mi już "Opowieść wigilijna", więc do przeczytania miałam tylko "Świerszcza za kominem".

Więcej niespodzianek nie odnotowano, niestety. Chociaż za małe zaskoczenie można przyjąć fakt, że historia z hałasującym owadem w tle nie jest zbyt świąteczna. Ta odsłona bajeczek z morałem, o których okładkowa...
Najpierw niespodzianki.

Pierwsza niespodzianka - "Kolęda czyli opowieść o duchu" to znana mi już "Opowieść wigilijna", więc do przeczytania miałam tylko "Świerszcza za kominem".

Więcej niespodzianek nie odnotowano, niestety. Chociaż za małe zaskoczenie można przyjąć fakt, że historia z hałasującym owadem w tle nie jest zbyt świąteczna. Ta odsłona bajeczek z morałem, o których okładkowa zachwalajka mówi: "cudowne opowieści, tchnące ciepłem i namiętną troską o słabych i potrzebujących", była nudna. Nie cudowna, nie pozytywnie i świątecznie nastrajająca, ani nawet na siłę umoralniająca jak ta o strasznych wigilijnych duchach. Banalna i właściwie o niczym ważnym.

Na szczęście była to ostatnia odsłona mojego osobistego dramatu z Dickensem w roli głównej, więcej popisów ignorancji w temacie klasyki literatury w najbliższym czasie nie przewiduje się.

pokaż więcej

 
2018-12-16 09:54:42

"Zaczęło się od tego, że Marley umarł. To nie ulegało wątpliwości. Świadectwo zgonu podpisali: ksiądz, urzędnik, grabarz i właściciel zakładu pogrzebowego. Scrooge, wspólnik Marleya, także je podpisał, a jego nazwisko było cenione, cokolwiek by podpisał".

Tak właśnie zaczyna się "Opowieść wigilijna", zimowo-świąteczna bajeczka z morałem. Początek ma dość makabryczny, chociaż i dalej będzie...
"Zaczęło się od tego, że Marley umarł. To nie ulegało wątpliwości. Świadectwo zgonu podpisali: ksiądz, urzędnik, grabarz i właściciel zakładu pogrzebowego. Scrooge, wspólnik Marleya, także je podpisał, a jego nazwisko było cenione, cokolwiek by podpisał".

Tak właśnie zaczyna się "Opowieść wigilijna", zimowo-świąteczna bajeczka z morałem. Początek ma dość makabryczny, chociaż i dalej będzie momentami mrocznie, ale o tym później. Zostałam do poznania tej klasyki literatury zmuszona, gdyż omawialiśmy ten utwór w szkole. Biorąc pod uwagę, że nie jest to najobszerniejsze dzieło autora, żadna większa krzywda mi się nie stała, chociaż te duszyska z łańcuchami potrafiły za dzieciaka trochę przestraszyć.

Zresztą chyba taki był zamysł autora, żeby napędzić stracha nie tylko zimnemu Ebenezerowi Scrooge, ale również każdemu, kto sięgnie po tę książkę. Przesłanie jest bowiem bardzo proste i obrazowo przedstawione. Musisz być dobry dla bliźnich, bo inaczej marnie skończysz, a na zmianę nigdy nie jest za późno. Nic szczególnego i jak dla mnie to bardzo uproszczona wizja naszego świata, z którą chyba nie do końca się zgadzam, ale to nie miejsce na moje wątpliwości.

Mi po ponownym przeczytaniu nasunęła się myśl, że jeżeli to co powiedział Marley o naszych ziemskich obowiązkach wobec bliźnich jest prawdą, to prawdopodobnie powinnam zacząć szukać sobie gustownego łańcuszka.

pokaż więcej

 
2018-12-15 22:49:03

Tajemnica, która na zawsze pozostanie nierozwiązana...

Cóż może bardziej pobudzić naszą ciekawość niż fakt, że zakończenie ostatniej książki Karola Dickensa na wieki pozostanie tajemnicą, gdyż autor rozwiązanie tej zagadki zabrał do grobu?

Legenda, którą zdążyła obrosnąć ta książka to jedno, ale potencjał tej historii to zupełnie inna sprawa. Daleka jestem od zachwytów nad twórczością...
Tajemnica, która na zawsze pozostanie nierozwiązana...

Cóż może bardziej pobudzić naszą ciekawość niż fakt, że zakończenie ostatniej książki Karola Dickensa na wieki pozostanie tajemnicą, gdyż autor rozwiązanie tej zagadki zabrał do grobu?

Legenda, którą zdążyła obrosnąć ta książka to jedno, ale potencjał tej historii to zupełnie inna sprawa. Daleka jestem od zachwytów nad twórczością autora, ale akurat "Tajemnica Edwina Drooda" spodobałaby mi się prawie na pewno. Kryminalna intryga to o niebo lepszy temat niż bogate ciotki i korzystne testamenty.

Bardzo ciekawe są również rozważania na temat zakończenia tej historii oraz przedstawienie prawdopodobnego procesu sądowego, który mógłby się odbyć. W tym oczywiście zasług Dickensa nie ma wcale, ale mimo mojej niechlubnej niechęci do autora muszę przyznać, że ten pomysł mu się udał.

pokaż więcej

 
2018-12-08 17:35:05

Tytuł zobowiązuje?

Nie, nie mam już żadnych nadziei związanych z Karolem Dickensem. Pogodziłam się z losem, potraktowałam kolejną porcję prozy autora jak gorzkie lekarstwo, które trzeba zażyć. Raz, dwa i po krzyku.

Historia głównego bohatera to kolejna opowieść o dorastaniu i "radzeniu" sobie w życiu. Gdy okazało się, że Pip w cudowny sposób uzyskał sponsora, dzięki któremu zamiast...
Tytuł zobowiązuje?

Nie, nie mam już żadnych nadziei związanych z Karolem Dickensem. Pogodziłam się z losem, potraktowałam kolejną porcję prozy autora jak gorzkie lekarstwo, które trzeba zażyć. Raz, dwa i po krzyku.

Historia głównego bohatera to kolejna opowieść o dorastaniu i "radzeniu" sobie w życiu. Gdy okazało się, że Pip w cudowny sposób uzyskał sponsora, dzięki któremu zamiast uczciwie zarabiać na życie w kuźni będzie mógł zostać dżentelmenem (co w tym wypadku oznaczało po prostu "bywanie" w towarzystwie za czyjeś pieniądze), to wiedziałam już, że bez względu na dalsze jego losy, książka ta nie otrzyma więcej niż 5 gwiazdek na 10. Nie obchodzi mnie, że to ceniona powszechnie pozycja, że Dickens wielkim autorem był. Ja wysiadam. Już dawno nie zdarzyło się, żeby mnie tak denerwowały zwykłe powieści społeczno-obyczajowe.

pokaż więcej

 
2018-12-01 10:16:45

"Opowieść o dwóch miastach" nie przejechała po mnie walcem jak poprzednie książki autora, z czego niezmiernie się cieszę. Czytanie przebiegło prawie bezboleśnie, ale co 600 stron to nie ponad 1300! Przy takim okrojeniu historii nawet styl Dickensa jest do strawienia.

Sama opowieść, jak sam tytuł wskazuje o dwóch miastach (z gilotyną w tle), może nie jest ogromnie wciągająca, akcja na pewno...
"Opowieść o dwóch miastach" nie przejechała po mnie walcem jak poprzednie książki autora, z czego niezmiernie się cieszę. Czytanie przebiegło prawie bezboleśnie, ale co 600 stron to nie ponad 1300! Przy takim okrojeniu historii nawet styl Dickensa jest do strawienia.

Sama opowieść, jak sam tytuł wskazuje o dwóch miastach (z gilotyną w tle), może nie jest ogromnie wciągająca, akcja na pewno nie jest wartka, ale będzie tajemnica, będzie zwrot akcji i znajdzie się również miejsce na patetyczne zakończenie. Przynajmniej nikt nie dostanie spadku lub nie spotka bogatej ciotki, która mu ufunduje życie.

Na chwilę obecną "Opowieść o dwóch miastach" to dla mnie najciekawsza, najmniej bolesna do przebrnięcia i tym samym najlepsza książka Karola Dickensa, jaką miałam "przyjemność" przeczytać. Krwista okładka mojego wydania również na plus.

pokaż więcej

 
2018-11-24 17:46:16

Nie spodziewałam się, że przeczytanie książek z listy BBC będzie aż takim wyzwaniem. Nieudane spotkanie z Jacqueline Wilson uznałam za wypadek przy pracy, autorka była mi zupełnie nieznana, do tego tworzy raczej dla nastolatek, a ja już tego zacnego miana używać nie mogę. Gdyby ktoś zapytał mnie jeszcze pół roku temu, czy przeczytanie książek Karola Dickensa będzie dla mnie trudne i meczące,... Nie spodziewałam się, że przeczytanie książek z listy BBC będzie aż takim wyzwaniem. Nieudane spotkanie z Jacqueline Wilson uznałam za wypadek przy pracy, autorka była mi zupełnie nieznana, do tego tworzy raczej dla nastolatek, a ja już tego zacnego miana używać nie mogę. Gdyby ktoś zapytał mnie jeszcze pół roku temu, czy przeczytanie książek Karola Dickensa będzie dla mnie trudne i meczące, odpowiedziałabym uczciwie, że nie wydaje mi się, żeby tak było. Pomyliłabym się i to bardzo.

"Samotnia" to już kolejna książka autora, którą zmęczyłam (nie oszukujmy się, trochę mi wstyd, że to piszę, ale taka jest prawda). Po raz pierwszy od lat w trakcie czytania poczułam się jak uczniak zmuszany do przeczytania lektury w szkole, a szczerze mówiąc nie jest to uczucie warte przypomnienia. Biorąc pod uwagę ogólny zachwyt jaki wywołują książki autora, zaczynam wątpić w siebie, ale już wolę wyjść na ignoranta, niż zachwycać się czymś, co mnie zupełnie nie porusza.

Wydawało mi się, że nigdy czegoś takiego nie powiem, że to prawie świętokradztwo, ale gdyby ktoś podjął się okrojenia "Samotni", to wyszłoby to tej książce na dobre, a przynajmniej mi, bo nie brnęłabym przez nią tyle czasu. Przykro mi, ale chyba nie trawię stylu Dickensa. Świadczyć o tym może to, iż zalety tej historii dostrzegłam dopiero oglądając serial na podstawie książki (naprawdę napisałam to publicznie??).

Pocieszające jest tylko to, że pozostałe dwie książki Dickensa, które jeszcze na mnie czekają, nie mają 1300 stron.

P.S. Przepraszam wszystkich, których obraża moja ignorancja w temacie angielskiej klasyki. To nieuleczalne, pozostaje mi tylko współczuć.

pokaż więcej

 
2018-11-12 15:22:33

"To poruszająca do głębi opowieść o niełatwym życiu prostego chłopaka w XIX-wiecznej Anglii od narodzin aż do wieku dojrzałego.
Bezpieczeństwo i ciepło rodzinnego domu młodego Dawida zostaje zburzone z chwilą powtórnego wyjścia jego matki za mąż. Od tego czasu dorastanie bohatera naznaczone jest przemocą, biedą i samotnością".

Jasne. Naznaczone "samotnością" jakieś 40 stron, bo później...
"To poruszająca do głębi opowieść o niełatwym życiu prostego chłopaka w XIX-wiecznej Anglii od narodzin aż do wieku dojrzałego.
Bezpieczeństwo i ciepło rodzinnego domu młodego Dawida zostaje zburzone z chwilą powtórnego wyjścia jego matki za mąż. Od tego czasu dorastanie bohatera naznaczone jest przemocą, biedą i samotnością".

Jasne. Naznaczone "samotnością" jakieś 40 stron, bo później poznaje swoich szkolnych kumpli, a "biedą" kolejne 40, bo jak już trafi pod opiekę bogatej ciotki, to żadna większa krzywda mu się nie stanie.

Współczuję głównemu bohaterowi straty ojca i matki, ale to jeszcze nie największa tragedia, jaka mogła go w życiu spotkać, bo nie każdy żyjący rodzic jest dla swojego dziecka wzorem i oparciem. Współczuję mu również, że musiał iść jako dziecko do pracy żeby zarabiać na życie, ale mnie od dziecka uczono pracy fizycznej i żadna krzywda mi się nie stała. Chociaż i tak "najlepsze" cierpienia zaczynają się później:

"Rozkosz to była nie lada posiadać własny kącik i wiedzieć, że jak Robinson Crusoe ze swą fortecą, tak i ja, raz drzwi zamknąwszy, byłem nietykalny.
Rozkosz to była, idąc przez miasto, czuć w kieszeni klucze od własnego mieszkania i wiedzieć, że mogę zaprosić każdego, kto mi się podoba, nie oglądając się na nikogo, własnych tylko radząc się chęci".

Faktycznie, straszliwie ciężkie trudy musiał znosić nasz bohater! Mieszkanie wynajęła mu ciotka, w cenie wynajmu gospodyni domu otoczyła chłopaka matczyną troską zapewniając wikt i opierunek, doprawdy koszmarne warunki! Jak dobrze, że teraz mamy lepiej, musiałam tylko w wieku 19 lat uwiązać się kredytem studenckim, żeby móc mieszkać w pięć osób w dwupokojowym mieszkaniu! No luksusy takie, że ho ho! Ale brzdęk kluczy był, tylko zapraszać kogo mi się podoba było ciężko, bo współlokatorzy bykiem patrzyli na odwiedziny.

Serio? Chłopakowi się wszystko w życiu ułożyło jak po maśle, nawet pierwsza i dość nieprzydatna żona, postanowiła zwyczajnie umrzeć i odstąpić miejsce tej bardziej ogarniętej. A zapomniałam, "przyjaciel" go oszukał, bo okazał się być złym człowiekiem (pomijam fakt, że można się było tego domyślić zaraz po poznaniu jegomościa, ale Dawid nie był chyba zbyt rozgarnięty).

Chyba jestem zbyt cyniczna na te bajeczki.

pokaż więcej

 
2018-11-04 19:39:17

"Sentymentalizm, melodramatyczność, patos nie rażą nas, kiedy jesteśmy osobami dramatu, drażnią tylko wtedy, kiedy zajmujemy pozycję widza".

Po przeczytaniu kolejnej książki Dickensa przyznaję Annie Przedpełskiej-Trzeciakowskiej całkowitą rację. Karol Dickens miał ciężkie dzieciństwo, a obraz tego trudnego okresu w jego życiu niejednokrotnie możemy odnaleźć w jego książkach. Problem jednak w...
"Sentymentalizm, melodramatyczność, patos nie rażą nas, kiedy jesteśmy osobami dramatu, drażnią tylko wtedy, kiedy zajmujemy pozycję widza".

Po przeczytaniu kolejnej książki Dickensa przyznaję Annie Przedpełskiej-Trzeciakowskiej całkowitą rację. Karol Dickens miał ciężkie dzieciństwo, a obraz tego trudnego okresu w jego życiu niejednokrotnie możemy odnaleźć w jego książkach. Problem jednak w tym, że jak dla mnie to chyba trochę za dużo tego dramatyzmu, a każda kolejna książka autora utwierdza mnie w przekonaniu, że wielką miłośniczką twórczości tego angielskiego powieściopisarza niestety nie zostanę.

Inspiracją dla postaci Nell była Mary Hogarth, a że dziewczyna później starości nie dożyła, to i bohaterka "Magazynu osobliwości", mimo nalegań czytelników, nie została przez Dickensa oszczędzona. A reszta książki? Społeczno-obyczajowe pitu pitu, którego podobnie jak w "Klubie Pickwicka" nie byłam w stanie udźwignąć. Pewnie niegrzeczne jest niedocenianie talentów tego angielskiego klasyka, ale nic na to nie poradzę.

pokaż więcej

 
2018-11-01 16:00:36

Roman Karst we wstępie do mojego wydania " Nicholasa Nickleby" zasugerował mi, iż książka ta podejmie problem fatalnego systemu szkolnictwa w Anglii w czasach Dickensa. Od biedy mogę przyznać, iż sam początek tego tematu dotyczył, czyli mniej więcej pierwsze dwieście stron. Problem w tym, że książka ma stron ponad tysiąc, a szczerze mówiąc sprawa szkoły pana Squeersa była w tym wszystkim dla... Roman Karst we wstępie do mojego wydania " Nicholasa Nickleby" zasugerował mi, iż książka ta podejmie problem fatalnego systemu szkolnictwa w Anglii w czasach Dickensa. Od biedy mogę przyznać, iż sam początek tego tematu dotyczył, czyli mniej więcej pierwsze dwieście stron. Problem w tym, że książka ma stron ponad tysiąc, a szczerze mówiąc sprawa szkoły pana Squeersa była w tym wszystkim dla mnie najciekawsza. Cóż więc się działo przez pozostałe osiemset stronic?

Otóż działo się wiele, bo o ile mam pewne zarzuty wobec morału płynącego z treści, to braku atrakcji w książce autorowi zarzucić nie można. Będą spiski, bijatyki, dramaty i awantury, nawet romanse się znajdą.

A jaki morał można wyciągnąć z tych dwóch tomiszczy? Receptą na sukces i szczęście w życiu jest - posiadać bogatych przyjaciół/krewnych (niepotrzebne skreślić), bogato się ożenić/wyjść za mąż, ewentualnie odnaleźć korzystny testament lub umrzeć na suchoty w wieku lat nastu, wtedy na pewno nie spotka nas już nic gorszego. Zawsze może też okazać się, że nie jesteśmy jednak biednym sierotą, ale dziedzicem fortuny, ale wtedy trzeba uważać na zazdrosnych krewnych - pamiętacie Oliwera Twista?

Książka jest moim zdaniem stanowczo zbyt rozbudowana i to w negatywny sposób, który po prostu męczy. Może zabrzmię teraz obrazoburczo, ale po przeczytaniu książki obejrzałam film animowany z 1985 roku i uważam, że w 1h 12 min zostało zawarte to, co stanowi wartość tej powieści.

pokaż więcej

 
2018-10-21 14:47:13

"Faktem jest, że ciężko było nakłonić Oliwera, by podjął trud oddychania - trud istotnie poważny, lecz będący zwyczajowo nieodzownym warunkiem naszego lekkiego skądinąd życia. Przez pewien czas dusząc się leżał na materacyku i ważył się pomiędzy tym światem a tamtym, przy czym równowaga była raczej zachwiana: szala przechylała się zdecydowanie na stronę tego drugiego. Otóż gdyby w owym krótkim... "Faktem jest, że ciężko było nakłonić Oliwera, by podjął trud oddychania - trud istotnie poważny, lecz będący zwyczajowo nieodzownym warunkiem naszego lekkiego skądinąd życia. Przez pewien czas dusząc się leżał na materacyku i ważył się pomiędzy tym światem a tamtym, przy czym równowaga była raczej zachwiana: szala przechylała się zdecydowanie na stronę tego drugiego. Otóż gdyby w owym krótkim okresie otaczały Oliwera troskliwe babcie, niespokojne ciotki, doświadczone pielęgniarki i wielce uczeni lekarze, byłby nieuchronnie i niewątpliwie utracił życie w mgnieniu oka. Ponieważ jednak nikt się nim nie zajmował prócz starej nędzarki, nieco zamroczonej większą niż zazwyczaj porcją piwa, i lekarza gminnego, który z urzędu załatwiał tego rodzaju sprawy, Oliwer i Natura sami rozstrzygnęli kwestię pomiędzy sobą".

W takich okolicznościach przyszedł na świat chłopiec, którego nazwano Oliwer Twist. Los jednak nie był dla niego łaskawy i uczynił go na stracie biednym sierotą. Jedyne, czego mu w życiu nie zabrakło, to przygód i awantur.

Karol Dickens sam jako dziecko musiał zarabiać na życie w fabryce, więc temat młodocianych nędzarzy był mu znany, a autor często poruszał tematykę problemów społecznych w swoich utworach. Powieść powstawała w latach 1837-1838, czyli w okresie, w którym obowiązywało już Prawo Ubogich, uchwalone w 1834 roku. Było to prawo surowe, zmniejszające do minimum zasiłki, w zamian zaś proponujące pracę w specjalnych zakładach. Domy pracy nie były miejscami przyjemnymi, może nawet gorszymi od więzień za długi.

Historia Oliwera Twista przeniesie nas do brudnych londyńskich zaułków pełnych małych rzezimieszków i groźnych przestępców, ale znajdzie się również miejsce dla humoru i zabawnych momentów. Tematyka w naszych czasach raczej nieaktualna, ale czytanie nie było dla mnie męczące.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
1652 652 110558
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (694)

Ulubieni autorzy (15)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (13)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd