Czesia 
25 lat, kobieta, Knurów, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 8 minut temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-20 17:27:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2019

Eric-Emmanuel to mój autor życia. Genialny, najlepszy. Wszystko w jego twórczości mi się podoba. Styl pisania, oszczędność słowa, ważność poruszanych tematów, bohaterowie, społeczne kwestie, wrażliwy język i wylewające się emocje. To lubię najbardziej. Ponieważ miałam ostatnio niedobór jego prozy postanowiłam sięgnąć po bardzo krótki utwór „Zazdrośnice”

W zasadzie już sam tytuł dużo sugeruje,...
Eric-Emmanuel to mój autor życia. Genialny, najlepszy. Wszystko w jego twórczości mi się podoba. Styl pisania, oszczędność słowa, ważność poruszanych tematów, bohaterowie, społeczne kwestie, wrażliwy język i wylewające się emocje. To lubię najbardziej. Ponieważ miałam ostatnio niedobór jego prozy postanowiłam sięgnąć po bardzo krótki utwór „Zazdrośnice”

W zasadzie już sam tytuł dużo sugeruje, że spotkamy się tutaj z przyjaźnią, zapewne kobiecą i coś się wydarzy. Przypuszczać można, iż ta przyjaźń będzie na rozstroju dróg. Do tego przepiękna, minimalistyczna, stylowa okładka. Czułam, że będzie to znakomita lektura. I była! Nie zawiodłam się.
Historia rozpoczyna się dość banalnie. Głównymi bohaterkami są cztery przyjaciółki i to wokół nich będzie rozgrywać się akcja książki. Colombe, Anouchka, Raphaelle i Julie to silnie związane ze sobą nastolatki. Przyjaźnią się od lat, robią wspólnie wiele rzeczy. Wierzą, że ich przyjaźń przetrwa wszystko, że są najlepszymi przyjaciółkami i że tak będzie do grobowej deski. Ich oddanie i lojalność wobec siebie zostaną jednak postawione przed ogromnym kryzysem. Pewnego dnia Julie zwierza się z bardzo intymnej kwestii swojego życia (związane z pewnym chłopakiem – Terencem) i to rodzi niedomówienia. Pozostałe dziewczyny doszukują się w tym wątków pobocznych, odnoszą to swoich doświadczeń i pojawiają się między nimi zatajanie prawdy, drobne oszustwa i narastające sekrety. Dodatkowo wątek każdej z dziewczyn został opatrzony smaczkami z ich rodzinnego życia. Można w nich odnaleźć rozpad rodziny, przerwanie ciąży czy związek homoseksualny, ale są to tylko poboczne wątki, które nie rozwijają się zbytnio. Co moim daniem jest plusem, dlatego że nie chodziło o pokazywanie całego spektrum życia każdej z przyjaciółek, tylko ukazanie wydarzenia, które odegra ważna rolę w życiu wszystkich dziewczyn. Na problemie niedomówień, półprawd skupił się autor. W intrygę przyjaciółek wchodzi zazdrość, zawiść, potrzeba bycia lepszym. To jak to wszystko się zakończyło, mnie totalnie zaskoczyło.
Dodatkowym punktem w fabule jest przygotowanie się dziewczyn do spektaklu szkolnego pt. „Romeo i Julia”, co w ostatecznym rozrachunku będzie miało ogromny wpływ na rozwój akcji, na same bohaterki i łączy się to jednoznacznie z historią. Całą opowieść poznajemy z czterech stron, ponieważ książka ma formę pamiętników przyjaciółek lub ich wiadomości internetowych. Dzięki czemu czytelnik może dostrzec emocje i odczucia każdej bohaterki z osobna.

Schmitt według mnie stanął na wysokości zadania. Pokazał piękną, ale niejednoznaczną historię i ukazał zwyczajność codzienności. Pokazał jak myślą nastolatki, jak potrafią mały problem rozciągnąć do maksimum robiąc z niego ogromną aferę. Ale tak działa umysł dorastającej młodzieży. Nie patrzą na konsekwencje i nie przewidują zachowań. Działają tu i teraz. Tak było z naszymi bohaterkami.
Podsumowując lektura „Zazdrośnic” wprowadziła mnie w zadumę, zaskoczyła swoją prostotą i skłoniła do zastanowienia się nad tym, jak to możliwe że mężczyzna może napisać tak kobiece wątki. Jestem pełna uznania jak autor potrafi opisać damskie relacje, jak stosuje czułe, delikatne słowa. To cały Schmitt. I właśnie za to lubię jego twórczość. Polecam wszystkim, którzy lubią czytać niebanalne historie.

pokaż więcej

 
2019-01-05 16:39:18
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2019

Bycie innym, nieakceptowanym przez środowisko jest niezwykle trudne. Człowiek-odmieniec raczej nie przyjmie się w grupie rówieśniczej zwłaszcza w dzieciństwie. Będzie pośmiewiskiem, celem drwin i głupich powiedzonek ze strony kolegów. Inność nie jest teraz w cenie. Bycie innym oznacza bycie gorszym, głupszym, bardziej naiwnym. Sama mam zawsze wiele empatii do osób w jakiejś sferze innych, bo... Bycie innym, nieakceptowanym przez środowisko jest niezwykle trudne. Człowiek-odmieniec raczej nie przyjmie się w grupie rówieśniczej zwłaszcza w dzieciństwie. Będzie pośmiewiskiem, celem drwin i głupich powiedzonek ze strony kolegów. Inność nie jest teraz w cenie. Bycie innym oznacza bycie gorszym, głupszym, bardziej naiwnym. Sama mam zawsze wiele empatii do osób w jakiejś sferze innych, bo wiem z jakimi trudnościami i barierami muszą się stykać w codziennym życiu. Dlatego przeczytałam powieść „On” Zośki Papużanki. Tam głównym bohaterem jest Śpik – dziecko inne, zwyczajne-niezwyczajne, którego nie sposób nie polubić.
Zośkę Papużankę znam z książki „Świat dla ciebie zrobiłem”, którą miałam okazję przeczytać i zauroczyć się klimatem i językiem autorki. Dlatego tez sięgnęłam po poprzednią jej pozycje, po książkę „On”. Miałam duże wymagania co do tego utworu stawiając wysokie wymagania autorce. I nie zawiodłam się. „On” jako powieść którą zakwalifikowałam do kategorii społeczno-obyczajowej była dla mnie niesamowitą podróż w głąb człowieka, jego rodziny i jego problemów. Rozpoczęłam z nią Nowy Rok 2019 i napoiła mnie genialną historią, pięknym językiem i cudowną krakowską atmosferą.
Kraków, lata. 80-te. Państwo Kowalscy to zwyczajne małżeństwo. Ona zajmuje się domem i wyczekuje w kolejkach po zakupy, on pracuje na hucie, jak przeciętny mężczyzna. Rodzi im się synek. Rodzice kochają go nad życie, lecz zauważają że nie jest on zwykłym dzieckiem. Nie mówi, nie bawi się tylko obserwuje świat przez okno. Jedynym jego zajęciem, które lubi jest jazda koleją miejską. Jest bierny, wycofany i nie rozwija się tak jak inne dzieci. W pierwszym dniu szkoły dostaje przydomek – Śpik, który do niego przylega, jak cieknąca maź z nosa. W tym dniu poznaje rówieśników, w tym Chudą z którą siedzi w ławce. Czytelnik razem z bohaterem przechodzi przez jego życie od momentu narodzin, poprzez szkołę aż do dorosłości.
Autorka świetnie opisała postać samotną, niezrozumianą i inną w sposób subtelny i delikatny. Pokazała rodzinę osadzoną w czasach peerelowskich kolejek, pracy w hucie, osiedla z wielkiej płyty. Można wyczuć klimat tych czasów. Papużanka pokazała w tej opowieści kilka sfer, które mnie zainspirowały i zaciekawiły. Po pierwsze pokazała osobę inną, zaburzona w pewien sposób. Po drugie pokazała fenomenalny obraz matki takiego dziecka, która kocha go miłością prawdziwą, chce by jej syn rozwijał się prawidłowo, ale czuje że coś z nim jest nie tak. Porównuje go z innymi dziećmi, czuje wzrok sąsiadek, czuje zawstydzenie, że to jej dziecko jest odmienne. Widzimy jej wizyty u dyrektorek, widzimy jak walczy o syna, jak wyrzuca sobie, że to przez nią jest Taki. Można wyczuć że cierpi i nie może pogodzić się z tym, że Śpik w przyszłości może sobie sam nie poradzić. Po trzecie w” On” widzimy perspektywę szkoły jako systemu, w którym inność jest wprawdzie tolerowana, ale ani nauczyciele ani uczniowie nie potrafią trafnie ze Śpikiem pracować. Autorka opisała jak rówieśnicy obchodzą się ze Śpikiem i jak on radzi sobie z działalnością szkolną. Ponadto delikatny i oszczędny język dodaje książce na atrakcyjności.
Podsumowując powieść Papużanki „On” bardzo przypadła mi do gustu pod względem tematu, bohaterów i zjawisk społecznych. Lubię obserwować ludzi zarówno w realnym życiu jak i w książkach, a autorka mi to umożliwiła. „On” to opowieść o rodzicielstwie, trudnym i nieokiełznanym, o miłości do dziecka i tęsknocie za tym czego się nie ma, a co by się chciało mieć. Dodatkowo klimat Krakowa, problem nieprzystosowania oraz wszechobecna inność. Polecam tą sentymentalną i emocjonalną opowieść!

pokaż więcej

 
2019-01-04 12:24:53
Ma nowego znajomego: joan_stark
 
2019-01-01 11:24:12
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018

Powieści Magdaleny Witkiewicz zawsze wprawiają mnie w dobry nastrój, pozwalają na odprężenie i błogie lenistwo z książką w dłoni. Jej książki są lekkie, przyjemne opisujące codzienność życia przede wszystkich kobiet. Można znaleźć w prozie Witkiewicz miłość, zdrady, romans, ale także silne, kobiece bohaterki.

Tym razem sięgnęłam po „Balladę o ciotce Matyldzie”. Już sam tytuł wydaje się...
Powieści Magdaleny Witkiewicz zawsze wprawiają mnie w dobry nastrój, pozwalają na odprężenie i błogie lenistwo z książką w dłoni. Jej książki są lekkie, przyjemne opisujące codzienność życia przede wszystkich kobiet. Można znaleźć w prozie Witkiewicz miłość, zdrady, romans, ale także silne, kobiece bohaterki.

Tym razem sięgnęłam po „Balladę o ciotce Matyldzie”. Już sam tytuł wydaje się śmieszny i zachęcający. Fabuła rozpoczyna się od momentu śmierci i narodzin. Ciotka Matylda – żwawa, szalona, żywiołowa seniorka, lubiąca ekstrawagancję i mająca tysiąc pomysłów na minutę, postanawia umrzeć – jako spełniona i radosna kobieta. Jej ulubienica i siostrzenica Joanka w tej samej chwili rodzi swoją pierworodną córeczkę, która miała być synkiem. W tej przełomowej sytuacji jest samotna, dlatego że mąż Joanki – Piotr – czas woli spędzać w ciemnym i zimnym Spitzbergenie, gdzie pracuje i odkrywa jakieś kamienie. Dziewczyna z jednej strony musi uporać się ze stratą ukochanej ciotki, a z drugiej strony cieszy się z narodzin córeczki. Targają nią skrajne emocje od płaczu po śmiech. Ale ciotka Matylda była przebiegła i wymyśliła pomocników dla siostrzenicy – bliźniaków Olusia i Przemcia, z którymi łączyły ją ciekawe biznesy. Joanka po wyjściu ze szpitala, kiedy myśli, że została sama i będzie musiała radzić sobie z przeciwnościami życia, przeżywa piękne chwile z córeczką i nowo poznanymi przyjaciółmi.
W książce widzimy jak śmierć może zadziałać mobilizująco na osobę zmagającą się z żałobą. Czytelnik obserwuje Joannę – jako matkę, żonę, którą mąż zdradza, przyjaciółkę oraz bizneswoman. Tak, Joanka nie poddaje się i dzięki pomocy przyjaciół i ciotki Matyldy, nie dość że dostaje udziały w firmie ciotki, to jeszcze zakłada swoją własną działalność. Poznaje masę sprzyjających jej ludzi, otwiera się na siebie i świat. I nawet zaprzyjaźnia się ze swoją teściową. A dodatkowo stara się być dobrą matką. A ciocia Matylda kibicuje jej z góry.

Magdalena Witkiewicz snuje pogodne, cudowne i takie miłe dla ucha i serca opowieści, w których warto się zanurzyć. Jej bohaterowie są zawsze tak wykreowani, że czytelnik im kibicuje i trzyma za nich kciuki. Książka ta opowiada o tęsknocie za osobą, która odeszła na wieki, ale też za osobą która wyjechała. Ta historia mówi nam jak ważna jest rodzina oraz przyjaciele, którzy kiedy rodzina zawiedzie zawsze pomogą. Do tego Witkiewicz pokazała kobietę silną, dzielną i samodzielną. Język Witkiewicz jest dość prosty i łatwy w czytaniu i odbiorze przez co książkę czyta się szybko. Jest to takie obyczajowo-kobiece czytadło, które trochę nas rozbawi a trochę skłoni do przemyśleń. W kategorii obyczajówek Magdalena Witkiewicz wiedzie prym. I oby tak zostało, bo sama często sięgam po jej twórczość i na ‘Balladzie o ciotce Matyldzie’ na pewno się nie to nie skończy.

pokaż więcej

 
2018-12-30 20:41:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018

Po książkę sięgnęłam z racji moich zainteresowań i mojego zawodu. Zawsze interesują mnie tematy związane z pedagogiką, psychologią i poznawaniem człowieka. Właśnie „Myśleć jak psycholog” miała mi to zagwarantować, bo już sam tytuł wskazuje na psychologiczną pozycję książkową.
Jednak ta krótka książka niespecjalnie mi się podobała. Przebrnęłam przez nią tylko dzięki prostemu i łatwemu językowi...
Po książkę sięgnęłam z racji moich zainteresowań i mojego zawodu. Zawsze interesują mnie tematy związane z pedagogiką, psychologią i poznawaniem człowieka. Właśnie „Myśleć jak psycholog” miała mi to zagwarantować, bo już sam tytuł wskazuje na psychologiczną pozycję książkową.
Jednak ta krótka książka niespecjalnie mi się podobała. Przebrnęłam przez nią tylko dzięki prostemu i łatwemu językowi i krótkim rozdziałom. Autor, który jest psychologiem i pracuje ze studentami, postanowił odpowiedzieć na najbardziej nurtujące pytania studentów, które często słyszy. Książka skupia się na teorii, znaczeniu człowieka oraz trochę na filozofii. Mnie nie zachwyciła ta pozycja i mało wniosła do mojego życia, dlatego że o większości z tych zagadnień uczyłam się na studiach. Ale dla osób które z psychologią nigdy nie mieli do czynienia lub chcą zacząć przygodę z psychologią książka może okazać się przydatna. Tak na początek.

pokaż więcej

 
2018-12-27 14:38:06
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018
Cykl: Tysiąc pięter (tom 1)

Jaki jest najwyższy budynek na świecie? Ja go poznałam. W książce Katharine McGee pt. „Tysiąc pięter”. Owy budynek jest przeogromny, ma tysiąc pięter, wieje w nim bogactwem i luksusem. Im wyższe piętro tym majętniejsi właściciele i mieszkańcy. Niższe piętra to ubóstwo i nisza społeczna. Taki właśnie świat pokazuje autorka. Wymyśliła nieprawdopodobną wizję przyszłości, gdzie najcenniejszą... Jaki jest najwyższy budynek na świecie? Ja go poznałam. W książce Katharine McGee pt. „Tysiąc pięter”. Owy budynek jest przeogromny, ma tysiąc pięter, wieje w nim bogactwem i luksusem. Im wyższe piętro tym majętniejsi właściciele i mieszkańcy. Niższe piętra to ubóstwo i nisza społeczna. Taki właśnie świat pokazuje autorka. Wymyśliła nieprawdopodobną wizję przyszłości, gdzie najcenniejszą wartością jest bogactwo, pieniądze i władza. Ale czy młodzi ludzie, wkraczający w dorosłość będą w stanie zapanować nad tym światem i nie poddać się mu całkowicie?
„Tysiąc pięter” to powieść skierowana do młodzieży i taki też młodzieżowy wydźwięk ma. Trochę bałam się po nią sięgnąć, ponieważ niespecjalnie czytam książki dziejące się w przyszłości. Lecz spróbowałam. I pomijając młodzieżowość tej książki, naprawdę dała mi wiele mądrości, które zapamiętam. Warto dodać, że „Tysiąc pięter” jest debiutem literackim autorki.
Akcja dzieje się w Nowym Jorku, na Manhattanie w roku 2118. Główny miejscem wydarzeń jest 1000 piętrowa wieża tylko dla wybranych. Poznajemy kilkoro głównych bohaterów, których losy w sposób spektakularny połączą się. Avery to zaprojektowana genetycznie 17-latka, jej rodzice to bardzo bogaci ludzie i mieszkają wszyscy na najwyższym poziomie wieży – na 1000 piętrze. Jest skrycie zakochana w swoim starszym, przyrodnim branie Atlasie, który po kilkunastu miesiącach nieobecności wraca do rodzinnego domu. Leda to koleżanka Avery – wróciła właśnie z odwyku, początkowo nie wiadomo wiele o jej przeszłości, z czasem na jaw wychodzi jej skrywany sekret. Trzecią dziewczyną jest Eris. Dowiaduje się ona, że jej ojciec nie jest jej biologicznym ojcem, rodzina się rozpada, przez co wraz z mamą zmuszona jest wyprowadzić się z góry wieży w zasadzie na jej sam dół – na 103 piętro. To dużo degradacja i dziewczyna stara się odbudować swoja pozycje i szuka prawdziwego taty. Jest jeszcze Rylin, która kradnie narkotyki dla byłego chłopaka oraz Cord – zakochany w dziewczynie. Jak widać bohaterów jest wiele. Każdy z nich jest inny, każdy zmaga się z problemami i każdy pragnie pięknego i cudownego życia, rodem z bajki. Poszukują, doświadczają, popełniają błędy i wplątują się w trudne relacje z innymi.
Czego nie ma w tej opowieści. Jest ukazane życie pełne władzy i bogactwa, jest zemsta, miłość i narkotyki. A w końcu jest pewien sekret, który połączy wszystkich bohaterów, a zakończenie książki wbije w fotel nie jednego czytelnika.
Nie jestem grupą odbiorców tej pozycji. Mam więcej lat niż młodzież. Jednak dobre recenzje skłoniły mnie do przeczytania tej pozycji. Czy mi się spodobała? Trochę tak, a trochę nie. Przez pierwszą połowę książki nie potrafiłam jej strawić, nudziła mnie, nie mogłam połapać się w fabule i w związkach bohaterów, którzy wydawali mi się bezkształtni i zbyt piękni. Nie przekonywał mnie też czas akcji – futurystyczny – w którym rzeczywistość jest wymyślona i nieprawdziwa, jak dla mnie. Ale może właśnie to jest to co chciała przekazać nam autorka. Pewnie wielu dorastających ludzi zakocha się w tej historii. Mnie połowa książki nie przekonała. Za to druga część przemknęła szybko, akcja zaczęła nabierać tempa i sensu, bohaterowie w końcu zaczęli brać życie w swoje ręce, a na dodatek wszystko zaczęło się łączyć i wyjaśnić.
Ogólnie „Tysiąc pięter” to bajka o tym, że życie nie opiera się tylko na pieniądzach, statusie, genetycznym stworzeniu czego się chce i komputeryzacji życia. Ta książka pokazała, że nawet jeśli przyszły świat będzie jednym wielkim mechanizmem komputerowym, to człowiek pozostanie zawsze człowiekiem, który czuje, ma emocje i potrzebuje innych osób do prawidłowej egzystencji. Emocji i uczuć nie zastąpi komputer. Autorka w tej młodzieżowej opowieści ukazała jak silne są relacje z innymi, jak ważna jest akceptacja rówieśników i prawidłowo funkcjonująca rodzina.
Koniec końców powieść mi się jednak spodobała. W miarę rozwoju akcji czytałam i z niecierpliwością czekałam na rozwiązanie pewnych wątków. Styl pisania trochę mnie denerwował, przez co początkowo zmuszałam się do czytania. Ale nie żałuje i myślę, że pewne sytuacje z książki zapamiętam na długo. Polecam dla starszej młodzieży albo dla osób lubiących futurystyczne powieści.

pokaż więcej

 
2018-12-26 16:33:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018
Autor:

Przeleżała na mojej półce dobre kilka lat. Okładka z Collinem Farellem nie zachęca do sięgnięcia, lecz niewielkość tej książki skłoniła mnie do sięgnięcia po „Londyński bulwar” Kena Bruena. Samo wydanie jest katastroficzne – brzydka okładka, przeciętny papier, brak podziału książki na rozdziały. Jednak nie szata zdobi człowieka i każda książka warta jest przeczytania. Również „Londyński... Przeleżała na mojej półce dobre kilka lat. Okładka z Collinem Farellem nie zachęca do sięgnięcia, lecz niewielkość tej książki skłoniła mnie do sięgnięcia po „Londyński bulwar” Kena Bruena. Samo wydanie jest katastroficzne – brzydka okładka, przeciętny papier, brak podziału książki na rozdziały. Jednak nie szata zdobi człowieka i każda książka warta jest przeczytania. Również „Londyński bulwar”.
Książka jest napisana w narracji pierwszoosobowej, gdzie narratorem jest główny bohater – Mitchell. Po 3 latach odsiadywania wyroku za pobicie w więzieniu mężczyzna wychodzi na wolność. Nie jest już tym samym człowiekiem co kiedyś, a świat wokół niego również się zmienił. Na nowo stara się przystosować do otaczającej go rzeczywistości. Chce się odciąć od przeszłości i żyć jak zwyczajny człowiek. Po prostu ułożyć sobie życie. Znajduje pracę u bogatej i luksusowej damy – Lilian Palmer, u której jest złotą rączką, człowiekiem od wszystkiego. Wieczorami dorabia sobie pomagając przyjacielowi w ściąganiu pieniędzy od ludzi, którzy zalegają z pożyczkami.
W miarę rozwoju akcji poznaje kamerdynera Jordana, który w jego życiu odegra kluczową rolę, wpląta się w relacje ze starszą od siebie kobietą i zamiast wieść pogodne życie, znowu wkracza w świat pościgów, brutalności i przemocy. Pojawia się w tle historii rozkapryszona i szalona siostra Mitchella – Briory, która nie wierzy w śmierć ukochanego i imituje jego obecność. A na dodatek kradnie. Wszystko i wszędzie. Ale to nie koniec problemów Mitchella – nie potrafi uwolnić się od związku z Lilian, której składa obietnice, a ona go wykorzystuje. Poznaje tez młodziutką dziewczynę, przez co jego miłosne uczucia są na rozstaju dróg.
Ta krótka historia pokazuje jak mężczyzna z przeszłością kryminalną nie jest w stanie z dnia na dzień wieść sumiennego, odpowiedzialnego i legalnego życia. Autor w tej krótkiej opowieści umieścił ciekawie skonstruowanych bohaterów. Mam na myśli siostrę Mitchella, niejednoznaczną, zaburzoną kobietkę w kwiecie wieku, która nie umie uporać się ze stratą i jest smaczkiem tej książki. Ponadto widzimy tu miłość, zauroczenie, toksyczność związku czy zaskakujące zakończenie.
Plusem książki jest fakt, że czyta się ją szybko i przyjemnie. Styl autora jest dość prosty, a i historia mocno wciąga. Dużo się dzieje, ciągle następuje zmiana akcji, jest dużo napięć i zagadkowych bohaterów. Jest to przyjemne czytadło na długie wieczory. Nie przyniesie nic wartościowego, ale można z nią spędzić miłe chwile.

pokaż więcej

 
2018-12-26 14:46:00
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018

Jedna z najbardziej mocnych, okrutnych i wstrętnych historii jaką przeczytałam. Po prostu ogromnie mnie zasmuciła i skłoniła do przemyśleń. O wojnie i jej konsekwencjach powiedziano już chyba wszystko, lecz Anna Dziewit-Meller w sposób subtelny podjęła się tematu druzgocącego i łamiącego nasze serca.
Anna Dziewit-Meller to dziennikarka i pisarka bardzo bliska memu sercu, ponieważ od lat...
Jedna z najbardziej mocnych, okrutnych i wstrętnych historii jaką przeczytałam. Po prostu ogromnie mnie zasmuciła i skłoniła do przemyśleń. O wojnie i jej konsekwencjach powiedziano już chyba wszystko, lecz Anna Dziewit-Meller w sposób subtelny podjęła się tematu druzgocącego i łamiącego nasze serca.
Anna Dziewit-Meller to dziennikarka i pisarka bardzo bliska memu sercu, ponieważ od lat oglądam jej kanał na youtube o książkach i uwielbiam słuchać jej rekomendacji czytelniczych. Dlatego tym chętniej sięgnęłam po jej kolejną powieść, choć miałam obawy, bo dotyczy trudnego i smutnego tematu. Z autorką łączy mnie jeszcze jedna rzecz, a mianowicie Śląsk. Obie pochodzimy ze Śląska, a tą śląskość w „Górze Tajget” można było wyczuć. Przykładem tego jest fragment w książce napisany po Śląsku.
Głównym bohaterem opowieści jest mężczyzna - Sebastian Kowolik. Poznajemy go w najpiękniejszym momencie w życiu człowieka, w chwili narodzin jego córeczki. Małgosia skrada serce swojego taty od pierwszej sekundy życia. Sebastian pracuje jako farmaceuta i wiedzie skromne, zwyczajne życie z malutkim dzieckiem u boku. Narodziny pierworodnej przewartościują jego poglądy na świat, a jedynym punktem dla mężczyzny staje się ciągły strach o zdrowie córeczki. Pragnie dać jej wszystko czego zapragnie i chronić ją przez niebezpiecznym światem.
Pewnego dnia spotyka swojego dawnego nauczyciela – Pana Zgierskiego – który prosi go o pomoc w smutnej i zagadkowej sprawie. Sebastian niechętnie, ale przystaje na ową propozycję. Ma on upamiętniać godność dzieci zmarłych dawno i w dziwnych okolicznościach. Propozycja przychodzi w momencie zostania tatą, a więc Sebastian czuje się w obowiązku dowiedzenia się o co chodzi z tymi zmarłymi dziećmi. Tego co się dowiaduje jest niewyobrażalnie drastyczne i dramatyczne. Otóż mężczyzna poszukuje odpowiedzi, docieka i stara się powiązać znaczenie szpitala z masową śmiercią dzieci.
Autorka pokazała w książce pod pretekstem ukazania życia zwykłego mężczyzny, obraz funkcjonowania szpitali dla psychicznie chorych i eksperymentach na dzieciach, jakie miały miejsce. Możemy dowiedzieć się jak traktowano bezbronne, niewinne dzieci i co kryło się za murami szpitala. Poznajemy wspomnienia pewnego dziadka oraz historię Gertrudy Luben.
„Góra Tajget” to nie jest typowa powieść. Zahacza ona trochę o kryminał, trochę o powieść historyczną a trochę o reportaż. Głównym temat opowieści jest lęk. Lęk o nowonarodzoną córkę, lęk o przyszłość, lęk o dowiedzeniu się prawdy i zmierzeniu z trudnymi zdarzeniami z przeszłości oraz lęk o ludzi z przyszłości.
Pomysł połączenia współczesności i przeszłości w tak trudnym i ważnym temacie uważam za genialny. Natomiast niestety ta książka była dla mnie momentami niezrozumiała, wątki chaotycznie się zmieniały, a język czasami był zbyt prosty i łatwy w odniesieniu do tak makabrycznego tematu. Teoretycznie po ukończeniu książki niby byłam poruszona, niby mi się lektura spodobała, a jednocześnie czułam że czegoś tu brakuje. Że temat nie został dostatecznie opisany, przedyskutowany i przeanalizowany. Mam jednak nadzieje, że kiedyś Anna Dziewit-Meller dopisze kontynuację tej opowieści i rozszerzy temat bardziej skupiając się na samych szpitalach i mieszkających w nich dzieciach bardziej charakterologicznie i historycznie niż obyczajowo.
Ogólnie polecam sięgnąć po lekturę „Góry Tajget” aby zanurzyć się w kameralnej historii o zabójstwach, niszczeniu bezbronnych dzieci i tłamszeniu ludzi. Opowieść nie do uwierzenia, ale ukazana subtelnie, łagodnie i niejednoznacznie. Polecam wszystkim którzy lubią czytać o Śląsku, śledzić losy historyczne i społeczne ludzi oraz poznać tajemnice z przeszłości.

pokaż więcej

 
2018-11-12 20:49:43
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018

Rzadko w moim czytelniczym życiu natrafiam na książki, które zapadają mi na tyle w pamięć, iż uznaje je mianem „książek mojego życia”. Mało książek wzbudza we mnie aż takie emocje, abym mogła je wrzucić do tego zbioru. Jedną z nich jest książka „Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze” Gaila Honeymana, a drugą taką pozycją jest właśnie „Byłam Eileen” Otessy Moshfegh.
Kiedy zatem książka na tyle...
Rzadko w moim czytelniczym życiu natrafiam na książki, które zapadają mi na tyle w pamięć, iż uznaje je mianem „książek mojego życia”. Mało książek wzbudza we mnie aż takie emocje, abym mogła je wrzucić do tego zbioru. Jedną z nich jest książka „Eleanor Oliphant ma się całkiem dobrze” Gaila Honeymana, a drugą taką pozycją jest właśnie „Byłam Eileen” Otessy Moshfegh.
Kiedy zatem książka na tyle skradnie mi serce, że mogę ją zaliczyć do najbliższych mojej osobie?. Hmm, kiedy mam poczucie, że to ja jestem główną bohaterką. Mam podobne nawyki, postrzeganie świata, charakter, a moja codzienność jest zbliżona do postaci. Tak właśnie było z książką „Byłam Eileen”. Chociaż nie mam takiego trudnego życia jak Eileen, mam wspaniałą rodzinę, pracę to i tak są pewne drobiazgi, które mnie z nią łączą, a to sprawia, że jestem zahipnotyzowana tą opowieścią. Książka miała różne opinie od zachwytów, po mocną krytykę, ale mnie pochłonęła bez reszty.
Otessa Moshfegh napisała książkę mojego życia – powieść społeczno-obyczajową, którą można określić jako dramat rodzinny. Jest ona napisana w formie wspomnień sprzed 50 lat sędziwej już Eileen, która spowiada się z jej młodego życia. Jesteśmy w roku 1964 i poznajemy 24-letnią Eileen Dunlop. Jej życie jest zwyczajne, pospolite, okryte samotnością i bezbarwnością. Mieszka z ojcem, którego postać mnie tak denerwowała i irytowała. Jest to były policjant, dość uznany w zawodzie, z ciągotami alkoholowymi. Nie ma dobrego kontaktu z córką, nie chwali jej, nie podziwia, nie jest dumny i nie wspiera, jak powinien to robić. Jest zrezygnowany życiem, a jedyną przyjemnością jest dżin i strzelanie do dzieci, a koledzy policjanci nic sobie z tego nie robią. Matka Eileen zmarła kilka lat temu, a siostra wyprowadziła się, wiedzie zwyczajne życie i do rodzinnego domu rzadko zagląda. Eileen lubi samotność, kocha książki (tak jak ja!), nie lubi życia towarzyskiego i pracuje jako sekretarka w więzieniu dla chłopców Moorehead. W jej życie wkradła się rutyna, nie potrafi poukładać sobie życia, ciągle jest pod kontrolą pijącego ojca, musi go ratować z obsesji i wstydzić się przed ludźmi. Jest współuzależniona i nie potrafi się wyzwolić. Nie wiem dlaczego jeszcze się nie wyprowadziła od tego toksycznego środowiska. Jedyną rozrywką Eileen jest wzdychanie do kolegi z pracy Randy`ego. Wzdychania te kończą się jedynie na fantazji erotycznej. To, że nie jest w stanie zrobić kroku w przód ma podwaliny w stracie matki, okropnych relacjach z ojcem a także z wizją samej siebie. Ona się nie lubi, nie znosi swojego ciała, nie akceptuje siebie, więc jak ma nawiązać zdrowa relacje?
Przez 1/3 książki poznajemy opowieść właśnie o zagubionej dziewczynie z patologicznego domu, która nie ma własnego życia, mieszkania, chłopaka. Wszystko komplikuje się w momencie poznania psycholog, która zaczyna pracę w więzieniu - Rebecki Saint John. Trudno nazwać ich relację, ani nie jest przyjacielska, ani koleżeńska ani nawet lesbijska. Eileen poznając Rebecce zostaje nią oczarowana, czuję się kochana i akceptowana. Wspólnie dyskutują i zajmują się sprawą młodego więźnia Leo Polka, którego postać będzie odkrywać kluczową rolę w finale książki.
Opisałam Eileen dość obszernie, ale jej postać jest tak wielowątkowa i fascynująca, że nie mogłam się powstrzymać. Otessa Moshfegh świetnie pokazała jak dom rodzinny może wpływać na wybory i decyzje życiowe jej członków, szczególnie dorastających dzieci. To jak stłamszona przez ojca i samą siebie jest Eileen jest przerażające, druzgocące i niestety patologiczne. Ale to w co wplątuje się za sprawą Rebecki dopiero zaskakuje czytelnika.
Muszę pochwalić autorkę za wykreowane postaci. Już nie mówię o samej Eileen, ale jak ważną rolę odegrał jej ojciec, Rebecca oraz Lee Polk i jego matka. Do połowy książki niewiadome było co będzie łączyć Eileen z młodym więźniem. Każde z tych osób przyczyniło się do ostatecznego rozstrzygnięcia tej opowieści. Każde z nich było więźniem własnego losu, a osobą która się z tego wybroniła jest Eileen – osoba, która całe życie przymierzała się do ucieczki i wolności.
Głównym problemem społecznym w tej historii jest nieakceptowanie samego siebie wynikające z problemów rodzinnych i toksycznych relacji międzyludzkich. Kobieta ukazana jest tutaj jako słaba, bierna, niepewna siebie kobieta uzależniona od ojca. Nie ma sił na poszukiwanie szczęścia i usamodzielnienie się, wciąż poszukuje i ucieka od realnego życia. Nie potrafi zrobić kroku w przód.
Jak już wspomniałam jestem zafascynowana lekkim piórem autorki, to że nie ma tu zbędnych opisów. Są doskonałe fragmenty między pijanym ojcem a Eileen, jej rozmyślania, fantazje i pragnienia. Ponadto motyw więzienia dla młodocianych chłopców, gdzie dyscyplina i brutalność wobec nich mnie przerażała. Nie wspomnę już o zakończeniu, którego na początku się nie spodziewałam, ale im bliżej końca to coś czułam że tak się to skończy.
Podsumowując „Byłam Eileen” to genialna, intrygująca, pełna dramatycznych scen rodzinnych i zwyczajnego smutku historia o rodzinie pokiereszowanej, trudnej i obarczonej problemem alkoholowym. Wcale nie dziwię się, że została nominowana do Nagrody Bookera. W pełni na to zasługiwała. Polecam ją każdemu kto lubi mocne kobiece postaci, lata 60-te w tle, rodzinne dramaty, nagłe zwroty akcji i motyw więzienia. Otessa Moshfegh na pewno zawojuje jeszcze światowym i polskim rynkiem wydawniczym.

pokaż więcej

 
2018-11-12 20:21:07
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rok 2018

„Świat dla Ciebie zrobiłem” to pierwsza przeczytana przeze mnie książka Zośki Papużanki, którą kojarzyłam z mediów. Jest to dr teatrologii i nauczyciel języka polskiego, a jej poprzednie książki były nominowane do najlepszych polskich nagród literackich. Te informacje o autorce już skłoniły mnie do sięgnięcia po tą powieść. Jak się potem okazało otrzymałam zbiór krótkich opowiadań.
...
„Świat dla Ciebie zrobiłem” to pierwsza przeczytana przeze mnie książka Zośki Papużanki, którą kojarzyłam z mediów. Jest to dr teatrologii i nauczyciel języka polskiego, a jej poprzednie książki były nominowane do najlepszych polskich nagród literackich. Te informacje o autorce już skłoniły mnie do sięgnięcia po tą powieść. Jak się potem okazało otrzymałam zbiór krótkich opowiadań.
Na pierwszy rzut oka widzimy intrygującą okładkę z robalem w tle, kojarzącą się z botaniką. Formalnie książka jest dość krótka, co sprzyjało w czytaniu. Pozycje tą połknęłam dość szybko, jednak po każdym opowiadaniu musiałam chwilę pomyśleć i poukładać sobie w głowie sens i treść danego utworu. Wiązało się to z dość niekonwencjonalnym i specyficznym stylem pisania Papużanki, która dialogi wplatała w zwykły opis sytuacji, tworzyła długie zdania z ogromną ilością znaków interpunkcyjnych, a dodatkowo tematyka skłaniała do myślenia.
Każde opowiadanie dotyczyło innego tematu, problemu czy zdarzenia. Były opowiadania lepsze i gorsze, ale ostatecznie styl, pomysł i temat mi się spodobał. Głównym spoiwem wszystkich opowieści była codzienność, samotność, ludzie i małe przestrzenie, gdzie akcja najczęściej się rozgrywała: księgarnia, winda, pokój hotelowy, domek na wsi, samochód czy restauracja. Autorka w zwykłych, rutynowych czynnościach pokazuje człowieka, jego zmagania z życiem, wspomnieniami i jego relacje z innymi. Mamy tu do czynienia z ukazaniem wszechstronnych bohaterów, których spotykamy w chwilach znaczących dla nich, momentach trudnych i refleksyjnych. Autorka wyłapuje te chwile i daje je czytelnikowi na tacy, bez początku i zakończenia. Daje ziarenko, ale to czy wykiełkuje zależy od czytelnika. Pokazuje bohaterów w przelocie, ale właśnie te momenciki z ich życia wprawiają w wir przemyśleń, refleksji czy dialogu z własnym sobą. Poznajemy samotną kobietę Marię w hotelowym pokoju, która ma swoją dublerkę, mężczyznę budującego dom dla rodziny, która niedocenia jego starań i motywacji, chłopca, który nie wita się z osobami przejeżdżającymi wraz z nim windą. Na dokładkę mamy opowiadanie o pustym talerzu na wigilijnym stole, który albo się zapełni, gdy przybędzie jakaś osoba, albo będzie pusty, gdy jakieś bliskiej osoby zabraknie. Każde z tych opowieści snuje widmo samotności, potrzeby zrozumienia i bycia kochanym.
Papużanka w tej krótkiej książce pokazała ludzkie historie, tak zwyczajne i bliskie każdemu z nas. W sposób teatralny i oryginalny pokazała jak człowiek potrzebuje miłości, akceptacji i zrozumienia, a większość z nas zamiast tego otrzymuje samotność, bierność i słabość w podejmowaniu decyzji. Można się czepiać niektórym opowiadaniom, które uważam, że są zbędne, ale w ostateczności zbiór ten niesamowicie przykuł moją uwagę i uważność na problemy człowieka, na wczucie się w trudy życia postaci i na to, aby choć na chwilę przysiąść i pomyśleć o własnym życiu.
Podsumowując „Świat dla Ciebie zrobiłem” Zośki Papużanki zainteresowała mnie na tyle, aby sięgnąć po poprzednie książki tej autorki. Lektura ta jest dobrym sposobem na zadumę, refleksje i przypomnienie sobie co w życiu ważne. Dodatkowym plusem jest ciekawa i nietuzinkowa zabawa autorki z formą i opisem zdarzeń. Polecam osobom lubiącym krótkie, zwięzłe opowieści o życiu, rodzinie i codzienności.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
193 139 3150
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (71)

Ulubieni autorzy (2)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (5)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd