Znam_czytam _szanuję 
https://znam-czytam-szanuje.blogspot.com, https://www.instagram.com/znam_czytam_szanuje
Dziewczyna, która czyta (za) dużo książek i postanowiła założyć bloga, by się tą pasją podzielić z innymi czytelnikami. Zaprasza do jego czytania i komentowania oraz serdecznie pozdrawia każdą duszyczkę, która te słowa przeczytała.
status: Czytelnik, ostatnio widziany 2 godziny temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-01-15 19:23:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Antoni Fischer (tom 4)

znam-czytam-szanuje.blogspot.com

Kaczmarek - saper urozmaicający polską mowę wymyślonymi na poczekaniu słowami. Tolek - cwaniak i złodziej mający predyspozycje do zostania śledczym. Marciniak - malarz, któremu plany popsuł trup. I Gretchen - bystra dziewczynka w wolnych chwilach czytająca o przygodach swojego ulubieńca, Sherlocka Holmesa.



To zaledwie kilka postaci z barwnego grona...
znam-czytam-szanuje.blogspot.com

Kaczmarek - saper urozmaicający polską mowę wymyślonymi na poczekaniu słowami. Tolek - cwaniak i złodziej mający predyspozycje do zostania śledczym. Marciniak - malarz, któremu plany popsuł trup. I Gretchen - bystra dziewczynka w wolnych chwilach czytająca o przygodach swojego ulubieńca, Sherlocka Holmesa.



To zaledwie kilka postaci z barwnego grona bohaterów "Pójdę twoim śladem". A wszystkie łączy pewna tajemnica. Jaka? Ha, to się dopiero okaże! Dodam tylko, że z czasem cała historia zaczyna się coraz bardziej gmatwać. Fałszywe tropy, mniejsze i większe grzeszki, które każdy, kto je ma, chce ukryć za wszelką cenę, dziwne zbiegi okoliczności, fakt, że nie do końca wiadomo, kogo i czego należy szukać i zwykły brak szczęścia - to wszystko sprawia, że policja z Poznania ma wyjątkowo trudne zadanie do wykonania. Tym bardziej, że sprawa, którą badają, wydaje się mieć drugie dno... a może nawet trzecie i czwarte!



A w sam środek tego bałaganu trafia Antoni Fisher - były powstaniec, niedokończony prawnik, a obecnie... policjant. I to z przypadku.



Choć jest żółtodziobem, musi poradzić sobie ze sprawą, która z pozoru wygląda na oczywistą. Wkrótce jednak natrafia na tropy, które sugerują, że wyjaśnienie zagadki niekoniecznie przyjdzie odkryć śledczym tak szybko, jak życzyliby sobie tego jego przełożeni.



Wkrótce dostaje ostrzeżenie, które tylko potwierdza jego obawy. Coś tu śmierdzi - Fischer musi tylko odkryć, co. Nie wszystkim się to jednak spodoba...



"Jak jest wojna, to ludzie się zabijają. Nic na to nie poradzimy. Ale na każdej wojnie pojawiają się tacy, którzy sobie myślą tak, że jak tylu już ginie, to jeden więcej nie zrobi różnicy. Życie ludzkie tanieje, a męty wypływają na wierzch. Ale jeśli pozwolimy tym mętom pływać swobodnie, to dojdzie do anarchii i ludzie będą zabijać się na ulicach. A na to nie możemy się zgodzić, panie Gil".



Powiało grozą? Bez obaw - pan Ćwirlej potrafi być i poważny, i zabawny. I właśnie fakt, że czytając, można w jednym momencie parsknąć śmiechem, a w drugim trochę sobie podumać, jest jednym z największych plusów tej książki.



Do humoru wrócę za chwilę - na razie skupię się na tym poważniejszym obliczu książki.



Autor osadza akcję "Pójdę twoim śladem" w Poznaniu, czasach tuż po zakończeniu I wojny światowej. Łatwo się zatem domyślić, że autor wprowadził wątek tu patriotyzmu - i Polaków, i Niemców. Każdy z naszych bohaterów pojmuje ten patriotyzm trochę inaczej. Spotykamy tu żołnierzy, którzy bez wahania walczyli za ojczyznę. Przestępców i złodziejaszków, którzy nie mogą powstrzymać łez, słysząc pierwsze wersy "Pana Tadeusza", choć wielu z nich nigdy wcześniej nie widziało go na oczy. Ludzi, którzy wywrzaskują, że ojczyzna nic im nie daje oprócz nieszczęścia, że osoby, które za nią walczą, to głupcy, ślepo podążający za idiotyczną ideą.



Są i osoby, dla których ten wyraz nie znaczy nic. I to chyba najsmutniejsza postawa, jaką można przyjąć: obojętność.



Każdy z tych bohaterów jest inny. Każdy ma inny system wartości. I może dlatego nie są dla czytelnika tylko imionami na karcie książki? Bo u pana Ćwirleja bohaterowie... ożywają. Co więcej: nie muszą być postaciami na wskroś pozytywnymi, byśmy czuli do nich sympatię. I dlatego tak przeżywamy śmierć tych, których ona dosięgła w "Pójdę twoim śladem" - a parę trupów tu się pojawia.



"Popiołek umiał wyciągać logiczne wnioski z każdej trudnej sytuacji, jeśli tylko miał ku temu odpowiednie dane. Tych w tej chwili było aż nadto i z równania z niewiadomymi wychodził mu jeden wynik: jak nic za chwilę to on dostanie po ryju".



Jeśli chodzi o humor w tej powieści, to jest go tu całkiem sporo. Znajdziecie tu niejeden komiczny dialog, niejeden komizm sytuacyjny i niejednej żart ukryty między słowami. Już po paręnastu stronach byłam pewna, że dogadalibyśmy się z panem Ćwirlejem, bo chyba mamy podobne poczucie humoru. Świetnie się bawiłam, czytając ten kryminał.



Nie obawiajcie się jednak. To kryminał retro pełną gębą, a nie komedia kryminalna. Jeśli więc nie gustujecie w tym drugim gatunku - możecie czytać śmiało. A jeśli gustujecie - i tak będziecie zachwyceni.



Warto także wspomnieć, że w książce znajdziecie dość dużo wulgaryzmów. Są jednak użyte adekwatnie do sytuacji i nie pojawiają się co dwa zdania. Wydaje mi się więc, że nawet osoby wyjątkowo wrażliwe na punkcie tego typu słownictwa powinny jakoś przeżyć pojawienie się co jakiś czas jakiegoś wulgarnego słowa.



A propos słownictwa: jeśli chcecie się nauczyć kilku zwrotów po francusku i niemiecku oraz paru dziwnych polskich słów, też możecie sięgnąć po tę książkę. Nie zawiedziecie się.



By jednak nie mówić cały czas o zaletach książki, warto wspomnieć o wpadkach. Dostrzegłam tylko dwie. Wprawdzie nie wpływają jakoś szalenie na odbiór książki, ale i tak warto o nich wspomnieć - choćby dla zasady.



Pierwsza wpadka dotyczy postaci niejakiego Williego. To Niemiec, jednak jego pochodzenie nie ma dla niego wielkiego znaczenia. Mówi po polsku bez najmniejszych problemów... i jedyna wada jego wymowy jest taka, że zamiast polskiego "r" wymawia zniemczone "h". Autor niestety czasem o tym zapomina. Nie mam na myśli fragmentów, gdy Willi mówi po niemiecku, więc teoretycznie poprawnie - ale o takich, gdy niby mówi po polsku... a to "r" się jednak pojawia. Zwracam na to uwagę, bo to jedna z charakterystycznych cech tej postaci, więc jeśli w pewnym momencie zostanie ona zepchnięta na boczny tor, jest to dość... irytujące.



Kolejną rzeczą, która wywołuje moją irytacje, są... błędy. Błędy wynikające z niedokładnej korekty. Na szczęście w "Pójdę twoim śladem" nie było ich zbyt wiele, ale jednak się pojawiły - kilka błędów interpunkcyjnych i jedna literówka. To i tak niezły wynik, jak na powieść liczącą sobie ponad 500 stron. Nie zmienia to jednak faktu, że należy to niedopatrzenie uznać za wpadkę.



Podsumowując: "Pójdę twoim śladem" to świetny kryminał. Zapewnia rozrywkę, bawi, skłania do refleksji - krótko mówiąc, naprawdę warto po niego sięgnąć. Polecam!



Moja ocena: 8/10

Wydawnictwo Czwarta Strona

Premiera: 16.01. 2019.

pokaż więcej

 
2019-01-14 06:36:43
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

znam-czytam-szanuje.blogspot.com

Z czym kojarzy wam się słowo "policjant"? Z osobą, której możecie powierzyć swoje życie? Z kimś, kto w każdej chwili może zostać wezwany na służbę? Z kimś odważnym? Hm... a może osobą, która tylko czeka na to, by wlepić mandat jakiemuś Bogu ducha winnemu człowiekowi? Z kimś, dla kogo liczą się tylko słupki i nudne statystyki? A może wręcz z napakowanym...
znam-czytam-szanuje.blogspot.com

Z czym kojarzy wam się słowo "policjant"? Z osobą, której możecie powierzyć swoje życie? Z kimś, kto w każdej chwili może zostać wezwany na służbę? Z kimś odważnym? Hm... a może osobą, która tylko czeka na to, by wlepić mandat jakiemuś Bogu ducha winnemu człowiekowi? Z kimś, dla kogo liczą się tylko słupki i nudne statystyki? A może wręcz z napakowanym brutalem, który potrafi wywrzaskiwać tylko trzy słowa, z czego jedno dotyczy miejsca jego pracy, drugie sugeruje podejrzanemu, że powinien prędko paść plackiem na posadzkę... a trzecie zaś jest niewybrednym określeniem kobiety lekkich obyczajów.



Ile osób, tyle opinii i... stereotypów. Prawda jest jednak taka, że wizerunek policjanta nie jest zbyt przychylnie odbierany w społeczeństwie. Osoba, która teoretycznie powinna być kimś godnym zaufania, dla wielu osób jest niestety ostatnią, której miałyby się ochotę zwierzać z czegokolwiek. O ile jednak na widok policjanta tacy ludzie zaciskają usta w wąską kreskę i idą dalej, to widząc byłego milicjanta mają ochotę splunąć. Dlaczego tak się dzieje?



Wydaje mi się, że to właśnie były glina powinien najlepiej znać odpowiedź na to pytanie. Ponad trzydzieści lat służby, współpraca z esbecją, rozwiązywanie zagadek kryminalnych, wiele ciekawych spraw i równie wiele wyrzeczeń - poznajcie historię Adama Bigaja, człowieka, który postanowił przenieść historię swojej zakończonej już służby na karty książki. Szczerze mówiąc, zdziwiłam się trochę, gdy zobaczyłam tego pana na zeszłorocznych targach książki w Krakowie. Spodziewałam się kogoś... sama nie wiem, może wyglądającego ciut groźniej? Może głupio to zabrzmi, ale gdybym nie wiedziała, że wiele lat przepracował w "psiej służbie", nigdy nie powiedziałabym, że to były milicjant. Strasznie miły człowiek, tyle wam powiem. Podobnie zresztą jak pan Jakub Ćwiek, który jest współtwórcą "Bezpańskiego".



Jak panowie poradzili sobie w przelaniu swoich myśli (a przede wszystkim myśli pana Bigaja) na papier? Cóż, tego dowiecie się z poniższej recenzji. Zapraszam do lektury!



"Często sprawy rozwiązywały do spółki szczęście i wyczulony psi nos".



W "Bezpańskim" znajdziecie mnóstwo ciekawych spraw i anegdot dotyczących wieloletniej służby pana Bigaja. Poruszane tu są zarówno tematy zabawne, jak i te całkiem poważne - jak chociażby pewne zabójstwo opisane pod koniec książki. Muszę przyznać, że ta konkretna sprawa sprawiła, że szczęka mi opadła do samej podłogi. Byłam w szoku - nie tylko czytając o bestialstwie pewnego człowieka, ale i jego obojętności po dokonaniu czynu. A już całkowicie wytrącił mnie z równowagi fakt, że doszło do niego bez wyraźnej przyczyny. Tak... niepotrzebnie. Współczuję osobom, które były bezpośrednio zaangażowane w tę sprawę, naprawdę. Przeżyć coś takiego... kurczę, nie potrafię sobie tego nawet wyobrazić. Więc jeśli nie doceniacie pracy policjantów, to całkiem możliwe, że po przeczytaniu tej relacji zmienicie zdanie na ich temat. A przynajmniej na temat części z nich.



Ale nie obawiajcie się - w "Bezpańskim" nie brakuje również humoru. Dowodem na to jest chociażby anegdotka związana z pewnym... kotem. I tym, jak pokrzyżował plany wielu osobom, bo postanowił się trochę poszwendać po świecie.



Jeśli sądzicie, że koty to istoty samolubne i niedbające o dobro swoich właścicieli, to po zapoznaniu się z tą historią zmienicie zdanie - mogę wam to zagwarantować.



"Ktoś kiedyś poprosił mnie, bym podsumował swoją służbę. Kto wie, może nawet od tego zaczął się pomysł na tę książkę? Zastanawiałem się przez chwilę, jak to ująć, i doszedłem do wniosku, że przez całe życie starałem się być jak najlepszym psem, pomagać ludziom, być kreatywnym i efektywnym. Ciągle się uczyłem, rozwijałem umiejętności, zdobywałem wykształcenie, uczyłem innych wszystkiego, czego nauczono mnie, byłem lojalny wobec swoich, ale przede wszystkim wobec ideałów, z którymi szedłem przez to moje psie życie. Dziś, już jako bezpański, myślę, że mimo wielu pięknych chwil i kilku zmian na dobre, które udało mi się tu i tam wprowadzić, jednak nie było warto".



W "Bezpańskim" nie brakuje również gorzkich przemyśleń na temat psiej służby. Bigaj zastanawia się, czy wybór, jaki podjął wiele lat temu - wybór między byciem przestępcą, a dobrym gliną - był słuszny. Wniosek jest niestety dość smutny i przygnębiający. Pan Adam nie wychwala w "Bezpańskim" swojej "firmy" pod niebiosa - pisze, jak było, jest i - prawdopodobnie - będzie również przyszłości. Opisuje nie tylko piękne chwile, ale też momenty, gdy zwątpił w sens swojej służby. A dzięki pomocy pana Jakuba Ćwieka czyni to w tak ciekawy sposób, że mamy ochotę tylko czytać, czytać i czytać... i nie odkładać "Bezpańskiego" na półkę. To żywy dowód na to, że literatura faktu wcale nie jest taka nudna, na jaką pozornie wygląda.







Podsumowując: "Bezpański. Ballada o byłym gliniarzu" to ciekawa historia osoby, która przepracowała w "psiej służbie" ponad trzydzieści lat. Jeśli jesteście ciekawi, jak naprawdę wyglądała kiedyś praca milicjanta i co się obecnie dzieje w świecie policjantów - zajrzyjcie. Nie pożałujecie.



Moja ocena: 8/10

Wydawnictwo Marginesy



Aleksandra

pokaż więcej

 
2019-01-02 17:35:35
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Nathalie Svensson (tom 2) | Seria: Czarna seria

Więcej na znam-czytam-szanuje.blogspot.com

Ostatnimi czasy czytam sporo kryminałów. A gdy czyta się wiele podobnych książek w tym samym czasie, dość łatwo wyłapać błędy się w nich znajdujące. Oraz schematy. Wszechobecne. Ogromniaste. I rażące w oczy. Chociaż... akurat te ostatnie o wiele częściej pojawiają się w thrillerach. Niestety, bo akurat thrillery powinny być gatunkiem zaskakującym i...
Więcej na znam-czytam-szanuje.blogspot.com

Ostatnimi czasy czytam sporo kryminałów. A gdy czyta się wiele podobnych książek w tym samym czasie, dość łatwo wyłapać błędy się w nich znajdujące. Oraz schematy. Wszechobecne. Ogromniaste. I rażące w oczy. Chociaż... akurat te ostatnie o wiele częściej pojawiają się w thrillerach. Niestety, bo akurat thrillery powinny być gatunkiem zaskakującym i ciekawym. Ale mniejsza z tym, bo nie o thrillerach miałam dzisiaj mówić, a o kryminałach. A dokładnie o jednym, konkretnym kryminale, noszącym tytuł: "Domino śmierci". I o tym, czy warto po niego sięgnąć... czy raczej nie. Ale do tego dojdziemy za chwilę. Na razie skupmy się na samej historii. 


Ale za nim o niej opowiem, chciałabym uprzedzić was o drobnym szczególe: "Domino śmierci" to jeden z tomów serii o niejakiej Nathalie Svensson. A dokładnie drugi tom. I teraz pewnie w waszych głowach rodzi się pytanie: czy można tę powieść czytać bez znajomości wydarzeń mających miejsce wcześniej? Powiem tak: da się, aczkolwiek jeśli za tom drugi zabierzecie się przed tomem pierwszym, odpowiedzi na parę pytań znajdziecie przedwcześnie... i przez to możecie sobie skutecznie zepsuć przyjemność z lektury "Niebo jest zawsze wyżej". Jeśli jednak nie przepadacie za seriami i wolicie czytać każdą książkę "niezależnie", "Domino śmierci" jest dobrym rozwiązaniem. Wydarzenia z tomu pierwszego mające znaczenie dla akcji są tu wyjaśnione, a w dodatku - otwierając powieść - na dzień dobry dostajemy wykaz najważniejszych osób pojawiających się w utworze... więc jeśli nie poznaliśmy ich wcześniej, jesteśmy i tak zorientowani w temacie. To ciekawe rozwiązanie, choć oczywiście nie musimy z niego korzystać, jeśli nie mamy na to ochoty. Jest to więc dodatek, który oceniam zdecydowanie na plus.


Przejdźmy jednak do samej historii. I pozwólcie, że tym razem będę posiłkować się opisem z tyłu książki, bo trochę się cykam, że powiem od siebie o jedno słówko za dużo i zdradzę wam to, co działo się w tomie pierwszym... i nawet nie będę o tym wiedziała. Także tego: #nigdywięcejniezacznęoddrugiegotomugdybędęmusiałagozrecenzować 


No dobra, czas na ten opis, bo już się zdążyłam rozgadać, a wy dalej nie wiecie, o czym jest ta książka.


Ordynator Erik Jensen w niewyjaśniony sposób znika w podziemnym przejściu szpitala. Komisarz Johan Axberg łączy to ze sprawą psychiatry Thomasa Hoffmana, który przepadł bez śladu w tym samym miejscu trzy dni wcześniej. Niebawem zmasakrowane ciało Hoffmana zostaje znalezione w lesie. A wraz z nim kostka domina - podobna do tej, na którą natrafiono w przejściu, skąd zniknął Erik Jensen.


Policja z Sundsvall prosi o pomoc profilerów z Krajowej Policji Kryminalnej. Jest wśród nich psychiatra Nathalie Svensson. I kiedy wychodzi na jaw, że jej siostra jako ostatnia widziała Erika Jensena żywego, kobieta postanawia przyjąć zlecenie.


Rozpoczyna się polowanie. Polowanie na człowieka owładniętego myślą o zabijaniu. Czy w kolejce czeka więcej ofiar i co oznaczają kostki domina?


Chłodem zawiało, was pewnie zaintrygowało... więc teraz nie pozostaje mi nic innego, jak przejść do właściwej części recenzji. 


Zacznijmy od tego, że "Domino śmierci" jest tak ciekawie skonstruowane, że czytelnik może prowadzić śledztwo na własną rękę, dostaje bowiem w tej książce informacje, które - jak kawałki puzzli - z czasem tworzą rozwiązanie całej zagadki. I jest to dowód na to, że powieść ta tworzona była w sposób przemyślany, a to duży plus, biorąc pod uwagę, ile czytanych przez nas tworów literackich jest pozbawionych logiki.


Kolejnym plusem jest sama historia. Ciekawa, wciągająca... krótko mówiąc - bardzo kryminalna. Jeśli więc lubicie książki, w których mamy wielu podejrzanych, parę trupów i intrygującą historię - sięgnijcie po "Domino śmierci". Poza tym strasznie spodobał mi się wątek kostek domina i to, jak zostało wyjaśnione jego pojawienie się w książce.


Za to muszę się ponarzekać na bohaterów tejże książki. A właściwie jednego bohatera. Na Tima Waltera.


To młody, utalentowany technik kryminalistyki. Właściwie dzieciak, biorąc pod uwagę w jakim wieku są jego koledzy po fachu. Geniusz. Chłopak obdarzony ponadprzeciętną inteligencją i pamięcią fotograficzną. Ekscentryczny. Dziwak. Krótko mówiąc: należący do tego rodzaju bohaterów, który uwielbiam.


I dlatego nie cierpię, gdy takowy bohater zostanie opisany po macoszemu. Ja wiem, że tu był tylko postacią poboczną... ale to, jak został potraktowany strasznie razi w oczy. Niby-zabawny, niby-ciekawy, niby-inteligentny. Tak mogę określić Tima. Dodajmy do tego jeszcze denne dialogi z jego udziałem... i wynik tego równania będzie prosty do przewidzenia. A brzmi on: lepiej by było, gdyby Tima tu jednak nie było.


A mogła to być najlepsza postać w tej książce. Eh...


Podsumowując: "Domino śmierci" to ciekawa i wciągająca książka. Dowodem na to może być fakt, że wątek kostek domina właśnie dołączył do grona tych moich najulubieńszych kryminalnych wątków. Niestety jest jeden bohater, za obecność którego po prostu muszę obniżyć ocenę tej książki. To Tim - na szczęście dla większości czytelników postać poboczna, na nieszczęście dla mnie - jeden z tych typów bohaterów, który po prostu uwielbiam... a zepsucie takich postaci traktuję zawsze jako jeden z najcięższych pisarskich grzechów. Ale spokojnie - Tim na szczęście pojawia się stosunkowo rzadko, więc nie zdołał całkowicie zepsuć klimatu tej historii. 


Wydawnictwo Czarna Owca

Moja ocena: 6/10


Aleksandra

pokaż więcej

 
2018-12-29 12:41:02
Ma nowego znajomego: withwords_alexx
 
2018-12-29 12:20:46
Ma nowego znajomego: Snieznooka
 
2018-12-27 13:52:08
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Pani Peregrine (tom 1)
 
2018-12-27 13:50:50
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Złota Edycja
 
2018-12-27 13:49:48
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Seria: Legendarz
 
2018-12-27 13:49:07
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-12-27 13:48:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 3)
 
2018-12-27 13:48:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Dwór cierni i róż (tom 2)
 
2018-12-27 13:47:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Szklany Tron (tom 0.1-0.5)
 
2018-12-27 13:43:12
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
 
2018-12-27 13:42:28
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2018-12-27 13:41:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
Moja biblioteczka
241 29 158
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (2)

Ulubione cytaty (38)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd