anin 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 3 godziny temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2019-05-21 16:58:58

Moje magiczne miejsca zmieniają się z biegiem lat.
Kiedyś jeździłam do dziadków, do dziś mam sentyment do miejsca, w którym mieszkali. To tam czułam się najbezpieczniej - otoczona przyrodą, swobodnie poruszająca się po najskrytszych zakamarkach podlaskiej wsi, upojona wszechogarniającą ciszą umozliwiającą zajrzenienie w głąb siebie i swoich myśli.
Dzisiaj dziadków już nie ma. Z sentymentem...
Moje magiczne miejsca zmieniają się z biegiem lat.
Kiedyś jeździłam do dziadków, do dziś mam sentyment do miejsca, w którym mieszkali. To tam czułam się najbezpieczniej - otoczona przyrodą, swobodnie poruszająca się po najskrytszych zakamarkach podlaskiej wsi, upojona wszechogarniającą ciszą umozliwiającą zajrzenienie w głąb siebie i swoich myśli.
Dzisiaj dziadków już nie ma. Z sentymentem wspominam długie rozmowy z dziadkiem, zimowe wieczory spędzone pod ciepłym ramieniem babci. Czasem w gorszych chwilach odwiedzam ich dom. Już dojeżdżając do tabliczki z nazwą miejscowości czuję jak moje serce wypełnia spokój.
A na codzień? Chowam się we własnej sypialni, otulam się kocem i w ciszy zapadam się w fotel trzymając w ręku czytaną akurat książkę. To właśnie świat, który stworzył autor, jest tym, do którego chcę uciekać. Bo w książkach nie ma moich trosk, nie ma tych ludzi i rzeczy, od których uciekam. Jest za to cisza i magiczna moc wyobraźni, a to ona jest teraz moim magicznym miejscem.

pokaż więcej

więcej...
 
2019-05-21 16:28:06

Ciocia Basia. Odwieczny powód konfliktów w naszej rodzinie. Kobieta tak wścibska i bezczelna, że co chwila przekracza swoje własne granice tupetu. Ciocia ma wielki problem z nadążaniem za własnym językiem - niezależnie od osoby, z którą prowadzi dyskusje, najpierw mówi, a później myśli. Zdarzyło jej się powiedzieć księdzu, że jest za gruby, lekarzowi, że nie zna się na medycynie czy matce, że... Ciocia Basia. Odwieczny powód konfliktów w naszej rodzinie. Kobieta tak wścibska i bezczelna, że co chwila przekracza swoje własne granice tupetu. Ciocia ma wielki problem z nadążaniem za własnym językiem - niezależnie od osoby, z którą prowadzi dyskusje, najpierw mówi, a później myśli. Zdarzyło jej się powiedzieć księdzu, że jest za gruby, lekarzowi, że nie zna się na medycynie czy matce, że gdyby nie perspektywa pieniędzy, nie miałaby po co jej odwiedzać.
Wszyscy ową Barbarę znoszą bo muszą, ale niektórzy nie wytrzymują i mówią co o niej myślą. I tak najlepszym spędem są rodzinne święta, kiedy to Barbara wygłasza swoje mądrości robiąc przy tym miny godne wielkich aktorów. Mój ojciec, poczęstowany już alkoholem, nie przebiera w słowach wydając własną opinię o szwagierce. Oliwy do ognia dolewa wizyta jej przyszłego zięcia, który słyszy od mego upojonego już taty, żeby patrzył jaką bierze teściową, bo córka ma jej geny i w zasadzie to już można mu współczuć.
Powstają dwa obozy - jeden uspokaja ojca, drugi próbuje zamknąć usta wściekłej ciotce. Jakoś udaje się przetrwać te święta, choć wiadomo, że wszyscy byłoby szcześliwsi, gdyby Barbara zapomniała drogi do rodzinnego domu. Wiadomo też, że kolejne święta też się tak skończą, tylko drugą stroną konfliktu może być ktoś inny, nie mój tato.
Rozwiązanie przyszło samo: zaczęliśmy święta spędzać oddzielnie. Barbara juz nas nie drażni, bo jej nie widujemy. Druga siostra mojej mamy zawsze jest u nas. Rodziców, póki żyli, brały do siebie na zmianę - jedne święta u nas, drugie u Barbary.
Mimo wszystko mamy kilka wspólnych zdjęć. I wszyscy się na nich uśmiechają.

pokaż więcej

więcej...
 
2019-05-21 14:02:00

Jesteśmy z mężem prawie sześć lat po ślubie. Rutyna nie dopada nas wcale, za sprawą głównie dzieci, które mają tak szalone pomysły, że pilnując ich w żaden sposób nie można się nudzić. Czasem trzeba z jednym posiedzieć jak odwiedza toaletę, wychodzisz, stajesz jak wryta - drugi w tym czasie zdążył pomalować ścianę mazakami. Więc szorujesz te ściany, aż do momentu kiedy czujesz, że przypala się... Jesteśmy z mężem prawie sześć lat po ślubie. Rutyna nie dopada nas wcale, za sprawą głównie dzieci, które mają tak szalone pomysły, że pilnując ich w żaden sposób nie można się nudzić. Czasem trzeba z jednym posiedzieć jak odwiedza toaletę, wychodzisz, stajesz jak wryta - drugi w tym czasie zdążył pomalować ścianę mazakami. Więc szorujesz te ściany, aż do momentu kiedy czujesz, że przypala się obiad. Szlag!
I wtedy wchodzi on. Mój mąż. Od progu załamuje ręce, a kiedy widzi co dziś serwują w "Restauracji u żony", tylko wzdycha i mówi:
- Dziś nowy stopień wysmażenia. Przynajmniej w kuchni nie jest nudno.
Oczywiście ja, urażona tym wątpliwej jakości komplementem, rozpoczynam wielką wojnę domową, której nie powstydziłby się żaden doświadczony dowódca wojsk w Iraku.
Przez kilka godzin tajfun, który się we mnie obudził, zbiera swoje żniwo. Znika dobry nastrój, znika wzajemne uczucie, właściwie wszystko znika.
Od tej pory mąż, żeby się nie nudzić, chodzi na palcach i szuka ukrycia, byle niczym się znów nie narazić. Dzieci też są jakieś grzeczniejsze, aż robi się nudno. Czas ochłonąć, jakoś się pogodzić.
A godzimy się różnie. Czasem szybciej, czasem wolniej. W różnych pozycjach. Zawsze jednak ta zgoda działa na jakieś dwa tygodnie. Później znowu według męża obiady stają się ciekawsze niż ta nuda codzienna.
Ten scenariusz powtarzamy od trzech lat. Działa na zabicie nudy wspaniale.

pokaż więcej

więcej...
 
2019-05-10 11:36:15

Liceum. Moja klasa. 27 głów, dobranych zupełnie przypadkowo, a jednak w taki sposób, że każda coś ważnego wnosiła do tej znajomości. Była wśród nas dziewczyna ze statusem uchodźcy z wojny w Jugosławii. Była mistrzyni województwa i Polski w biegach. Była dziewczyna, która straciła brata w tragicznych okolicznościach. Chłopak grający we własnym zespole czy wiele innych osób. Każda z nich miała... Liceum. Moja klasa. 27 głów, dobranych zupełnie przypadkowo, a jednak w taki sposób, że każda coś ważnego wnosiła do tej znajomości. Była wśród nas dziewczyna ze statusem uchodźcy z wojny w Jugosławii. Była mistrzyni województwa i Polski w biegach. Była dziewczyna, która straciła brata w tragicznych okolicznościach. Chłopak grający we własnym zespole czy wiele innych osób. Każda z nich miała własną historię, często śmieszną, czasem tragiczną. Uzupełnialiśmy się w sposób zupełny, uwielbialiśmy spędzać wspólnie czas również poza szkołą.
Największe wrażenie zrobiła na mnie Mirjana, dziewczyna, która przeżyła wojnę. Mimo tragizmu sytuacji w jakiej się znalazła, w obcym kraju, bez matki (bo zmarła na wojnie), miała niesamowite poczucie humoru. Właściwie magnetyzowała ludzi, przyciągała ich w sposób magiczny. Zawsze uśmiechnięta, wręcz eksplodowała pozytywnym nastawieniem.
Kiedyś zapytałam ją skąd ma siłę, po tym co przeszła, by tak pięknie żyć wśród ludzi. Powiedziała, że to wojna tak na nią wpłynęła. Do dziś pamiętam jej słowa "jakbyś widziała ogrom tragedii tam, to tak samo cieszyłabyś się z każdej spokojnej chwili tutaj". Najbardziej w tym wszystkim dziwiło to, że jako nastolatka miała już takie doświadczenia i spojrzenie na życie, jakich ja być może nie mam do tej pory, choć nie ukrywam, że wiele się od niej nauczyłam - zwłaszcza wdzięczności za możliwość przeżycia każdej chwili w sposób szczęśliwy i wolny od trosk.

pokaż więcej

więcej...
 
2019-04-18 23:07:23

Mówi się, że tylko głupiec wybacza i zapomina. Człowiek mądry wybaczy, lecz nie zapomni.
Przy wielkanocnym stole, wśród kolorowych jajek i pięknie zdobionych żonkilami talerzy, spośród kilkunastu radosnych głosów i salw śmiechu, udało mi się wyłapać zdanie cioci Basi, najbardziej wścibskiej osoby jaką znam.
- No jak tak można, przecież właśnie wkroczyła w dorosłość, ma prawo wiedzieć kim są...
Mówi się, że tylko głupiec wybacza i zapomina. Człowiek mądry wybaczy, lecz nie zapomni.
Przy wielkanocnym stole, wśród kolorowych jajek i pięknie zdobionych żonkilami talerzy, spośród kilkunastu radosnych głosów i salw śmiechu, udało mi się wyłapać zdanie cioci Basi, najbardziej wścibskiej osoby jaką znam.
- No jak tak można, przecież właśnie wkroczyła w dorosłość, ma prawo wiedzieć kim są jej rodzice - spojrzałam w jej kierunku, a ona, rozmawiając z moją mamą, patrzyła prosto na mnie.
Strzelił mnie piorun. Widziałam, że nie jestem podobna do rodziców, ale zawsze tłumaczyłam to sobie dziadkiem, którego nie zdążyłam poznać.
Ciocia ze swoim tupetem uśmiechała się bezczelnie w moją stronę, a z każdą chwilą przybywało par oczu skierowanych we mnie. A ja...? Siedziałam nie wiedząc co mam robić. Miliony myśli...
Wybaczyłam rodzicom, że mi nie powiedzieli. Nie zapomniałam i nie zapomnę, takich rzeczy nie da się wymazać z pamięci. Ale jedno wiem na pewno: nie zrobili tego w złej wierze, bo moi biologiczni rodzice nie byli warci poznania.

pokaż więcej

więcej...
 
2019-04-15 10:47:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2019-04-05 11:52:08

Od jakiegoś czasu rozmawiałam z facetem na czacie. Któregoś wieczoru poinformował mnie, że musi iść do dentysty, a ten, do którego chodzi, jest na zwolnieniu. Dałam mu namiar na mojego, a on w rewanżu zaprosił mnie na kawę. Szykowałam się prawie jak do ślubu, w końcu chłopak, z którym spędziłam tyle wirtualnych wieczorów, nieraz też wisząc na kablu telefonu całymi godzinami, zaprosił mnie na... Od jakiegoś czasu rozmawiałam z facetem na czacie. Któregoś wieczoru poinformował mnie, że musi iść do dentysty, a ten, do którego chodzi, jest na zwolnieniu. Dałam mu namiar na mojego, a on w rewanżu zaprosił mnie na kawę. Szykowałam się prawie jak do ślubu, w końcu chłopak, z którym spędziłam tyle wirtualnych wieczorów, nieraz też wisząc na kablu telefonu całymi godzinami, zaprosił mnie na randkę, taką najprawdziwszą!
Wybierałam ubrania chcąc wyglądać pięknie a jednocześnie nieformalnie. Miało być w sposób przykuwający wzrok, ale nierzucający się w oczy. Tak też było, do tego makijaż i niesiona motylami w brzuchu niemal leciałam na skrzydłach do tego cudu natury.
Zakochałam się od pierwszego wejrzenia. Tak było dopóki nie usiedliśmy przy stoliku. Matko, jak ja się wynudziłam! On gadał i gadał, a ja tylko myślałam, żeby jak najszybciej wyjść, bo starannie dobrane spodnie okazały się idealne do stania, ale zbyt ciasne do siedzenia. Cały brzuch mi bolał od ucisku. A on zupełnie nie dawał mi dojść do słowa. Wytrzymałam godzinę i oznajmiłam, że muszę iść, marząc o tym, by rozpiąć guzik w spodniach. Niestety, okazał się dżentelmenem i odprowadził mnie pod klatkę. Tam uciekłam.
Dzwonił kolejnego dnia. Przeprosił za swoją bezsensowną paplaninę. Mówił, że miał znieczulenie i chciał jak najszybciej je rozruszać, dlatego "młóciłem ozorem jak potłuczony". Dałam mu kolejną szansę, ale ostrzegłam, że będę w dresie. To była najlepsza randka jaką miałam. Byliśmy razem cztery lata.

pokaż więcej

więcej...
 
2019-03-30 09:41:49
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2019-03-23 21:02:37
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Seria: Zaczytaj się
 
2019-03-20 14:27:27
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2019-03-14 18:08:46
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
2019-03-14 18:07:01
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
 
Moja biblioteczka
58 1 0
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
zgłoś błąd zgłoś błąd