Tamanna 
Albo czytam, albo piszę, w przerwach oddycham. Tu i tu najważniejsi są ludzie, więc to kolejna moja pasja. Czasem odwzajemniana. Co jeszcze? Oszalałam na punkcie Indii, więc piszę o nich (i..) na mojej stronie nietylkoindie.pl One też są najważniejsze w napisanych przeze mnie książkach - relacji z podróży po Indiach południowo-zachodnich ("Indie. Głód Boga") i relacji z podróży po Indiach południowo-wschodnich ("Zdejmij sandały. Podróż na skraj Indii").
kobieta, port nad Bałtykiem, status: Czytelniczka, dodała: 157 książek i 746 cytatów, ostatnio widziana 3 godziny temu
Teraz czytam
  • Język hindi
    Język hindi
    Autor:
    Język hindi należy do indoeuropejskiej rodziny językowej. Od 1950 r. jest oficjalnym językiem Republiki Indii. Posługuje się nim niemal pół miliarda ludzi. Książka jest pierwszą polską próbę opisania...
    czytelników: 15 | opinie: 1 | ocena: 7 (4 głosy)
  • Nieznane Indie
    Nieznane Indie
    Autor:
    Oto historia tak niezwykła, aż trudno uwierzyć, że wydarzyła się naprawdę. Nieznane Indie. Pielgrzymka do zapomnianego świata to fascynująca opowieść z życia Walthera Eidlitza, który na przekór wszelk...
    czytelników: 18 | opinie: 0 | ocena: 7,5 (4 głosy)
  • Praktyki religijne w Indiach
    czytelników: 2 | opinie: 0 | ocena: 7 (1 głos)
  • The Idea of India
    czytelników: 1 | opinie: 0 | ocena: 0 (0 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-19 17:41:32
Dodała do serwisu książkę: Israel A Story
 
2018-09-19 17:27:26
Dodała do serwisu książkę: New Optimum Nutriition Bible
 
2018-09-19 17:20:06
Dodała do serwisu książkę: How Not To Die
 
2018-09-19 17:01:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Polska literatura
Książka jest przypisana do serii/cyklu "seria z drzewem". Edytuj książkę, aby zweryfikować serię/cykl.

Znów z cudzej biblioteki. Dla płodozmianu. W bibliotece bym nie wyciągnęła ręki po tę książkę, ale lato ma swoje prawa.
W kilkudziesięciu krótkich rozdzialikach młodsza siostra Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej przedstawia sprawy dla kobiet. Z humorem, niemniej pielęgnując obce mi stereotypy, nudząc mnie chwilami swoimi wywodami na tematy, ktory opatruje tytulami:
- Sztuka milczenia
-...
Znów z cudzej biblioteki. Dla płodozmianu. W bibliotece bym nie wyciągnęła ręki po tę książkę, ale lato ma swoje prawa.
W kilkudziesięciu krótkich rozdzialikach młodsza siostra Marii Pawlikowskiej Jasnorzewskiej przedstawia sprawy dla kobiet. Z humorem, niemniej pielęgnując obce mi stereotypy, nudząc mnie chwilami swoimi wywodami na tematy, ktory opatruje tytulami:
- Sztuka milczenia
- Sztuka odchodzenia
- Wybór męża
- Nie dręcz sobą innych
- Kocha...nie kocha?
Itd
Opowieści trącą myszka (czy ktoś jeszcze używa tego powiedzenia?). Mowa o pończochach zdobiących kobiecą nóżkę, o łapaniu oczek, gdy się je zahaczy, o dorabianiu się na powojennym szabrownictwie, o magii lisa na szyi kobiecej. W książce czuje się cień niedawno minionej wojny, po której brakuje mężczyzn i wciąż chce się jeść i jeść.
M. S. mówiąc o kobietach dzieli nas na
- marudy
- jajarki
- tylko (wciąż krytyczne)
- kobiety-radio
Do którego z typów Ci najbliżej? Do którego najbliżej było Magdalenie Samozwaniec, która wydaje się wygrywać z innymi w grę MOJE LEPSZE.
Jej spojrzenie ma w sobie pewien protekcjonalizm i zdaje się patrzeć na świat chwilami okiem Kaja, ktorego widzenie świata wykrzywiał okruch z rozbitego zwietciadla zła Królowej Zimy.

Nie lubię gdy ktoś mi daje rady, szczególnie tak wprost i tak wiele. To do czego przekonuje w swej książce Magdalena Samozwaniec wydaje mi się powierzchowne, zewnętrzne, często, jak z innej planety. Drażni mnie też to jak przedstawia przyjaciółki kobiety czesto wietrząc w ludziach zawiść, próżność, złośliwość ("jeszcze nie wyczerpałam swojej porcji jadu") i snobizm (np na Anglię u kogoś, kto każe sobie zrobić transfuzję z krwi angielskiej).Bywa trafne, ale generalizowane jest według mnie nieprawdziwe. Obce mojej wizji ludzi.

Niemniej nie można jej odmówić zabawnego lekkiego stylu pisania:
- " W dobrych małżeństwach, czyli takich; które nie mają zamiaru się ze sobą rozwieść, następuje zwykle ze strony mężczyzny zobojętnienie. Zaczyna spoglądać na własną żonę jak na własną nogę, to znaczy ani się nią nie zachwyca, ani się jej nie dziwi, ani jej nie dostrzega. Ot noga - jak noga.
Oczywiście, że kocha ją właśnie tak jak własną nogę; życie bez niej byłoby nie do pomyślenia, ale cieszyć się nią specjalnie nie widzi powodu."

- "Niektóre, a raczej większość kobiet mówi, klepie, paple, byle co, byle prędko, dużo, tak jakby dopiero nauczyły się mówić i były z tego szalenie dumne....A najgorsze to, że nie są w stanie słuchać."

- "Na ogół kobiety wychodzą za mąż, ażeby mieć mężczyznę nad głową (coś tak jak własny dach), a mężczyzni, żeby mieć kobietę na głowie i zwykle nie robią tego własnowolnie, tylko bywają do tego zmuszani."

pokaż więcej

 
2018-09-17 01:28:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Książka z cudzej biblioteki. Czytana w czas, gdy to, co mnie otacza bardziej mnie pochłania niż odwracanie kartek w książce.
Tym bardziej jeśli w niej kawał za kawałem. Na temat zdrowia, rodziny, blondynek, policji itd
Nawet, gdy oglądam obrazy w muzeum sala za salą odczuwam w pewnym momencie przesyt. Ani jednego obrazu więcej! Podobnie z czytanymi jedna za drugą opowieściami np de Mello. Po...
Książka z cudzej biblioteki. Czytana w czas, gdy to, co mnie otacza bardziej mnie pochłania niż odwracanie kartek w książce.
Tym bardziej jeśli w niej kawał za kawałem. Na temat zdrowia, rodziny, blondynek, policji itd
Nawet, gdy oglądam obrazy w muzeum sala za salą odczuwam w pewnym momencie przesyt. Ani jednego obrazu więcej! Podobnie z czytanymi jedna za drugą opowieściami np de Mello. Po pewnym czasie staje sie jasne - wiecej nie ugryzę, nie przełknę , nie strawię. Tym bardziej dotyczy to kawałów. Zamiast śmiechu zaczynają we mnie budzić smutek.
Dlatego wszystkie kawały przeczytałam tylko w rozdziale o żydowskich.

Jeśli kawał pojawia się w rozmowie jak rodzynka w cieście, to owsze można się roześmiać. Ale pół kilo rodzynek na raz? Kilo?

pokaż więcej

 
2018-09-17 00:56:02
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Rosja

W 1917 roku dotychczasowa Rosja się rozpadla. Doszło do podziału wewnątrz narodu. Na czerwonych i białych. Jedni zabijali drugich. Braterska rzeź, w której biali przegrali. Z portów Wladywostoku i Krymu odpływaly statki z uciekinierami. Tych, którzy nie zdążyli lub nie chcieli opuścić Rosji nierzadko zabijano. Tak jak rozstrzelano cara Mikołaja II z żoną, czwórką córek i czternastoletnim... W 1917 roku dotychczasowa Rosja się rozpadla. Doszło do podziału wewnątrz narodu. Na czerwonych i białych. Jedni zabijali drugich. Braterska rzeź, w której biali przegrali. Z portów Wladywostoku i Krymu odpływaly statki z uciekinierami. Tych, którzy nie zdążyli lub nie chcieli opuścić Rosji nierzadko zabijano. Tak jak rozstrzelano cara Mikołaja II z żoną, czwórką córek i czternastoletnim synem Aleksiejem.

Do tego momentu zmierza ta historia rosyjskiej baletnicy zakochanej w żonatym lekarzu carewicza. Odkrywana dziesiątki lat później w listach pozostawionych przez zmarłą staruszkę w Ameryce.


Ksiazek Danielle Steel nie czytałam dotychczas. Kojarzą mi się z miłosnymi czytadłami. Tym razem jednak buszując po cudzej biblioteczce zatrzymałam się na tej książce, by móc pobyć trochę w Carskim Siole, w Petersburgu, w Maryjskim Balecie i na dworze cara. W przeciwieństwie do bohaterów świadoma zbliżającego się końca ich świata.
Przerzucając strony, kartkujac powieść wyszłam z obrazu baletek, medalionu i listów zmarłej staruszki. Znalazłam je też na końcu opowieści o miłości kogoś o według mnie bardzo nierosyjskim imieniu Danina. To chyba schemat wielu książkowych romansów: po śmierci babci wnuczka odkrywa tajemnicę jej miłości z czasów młodości.
Ale jako że w rodzinie mam kogoś, kto w wieku siedemnastu lat wybiegl pizegnawszy matke i siostrę z armią Judenicza na zawsze opuszczając Carskie Sioło, pozwoliłam tej historii zabrać trochę mojego czasu.

pokaż więcej

 
2018-09-13 13:54:55
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Polska literatura, Posiadam

Na urlop do walizki wagi do 10 kilo wolałam wziąć kilka cienkich książek niż 2-3 grube, stąd czytana właśnie książka "Bieguni" została w domu. A przede mną zaledwie 85-stronicowa "Lalka i perła" Olgi Tokarczuk. W 13 rozdziałach autorka mierzy się z powieścią Prusa zadając sobie i nam pytania: czy to dobrze, że boli? czy romantyzm jest chorobą? co to za dziwna para Wokulski i Rzecki? O.T.... Na urlop do walizki wagi do 10 kilo wolałam wziąć kilka cienkich książek niż 2-3 grube, stąd czytana właśnie książka "Bieguni" została w domu. A przede mną zaledwie 85-stronicowa "Lalka i perła" Olgi Tokarczuk. W 13 rozdziałach autorka mierzy się z powieścią Prusa zadając sobie i nam pytania: czy to dobrze, że boli? czy romantyzm jest chorobą? co to za dziwna para Wokulski i Rzecki? O.T. odpowiada na nie z pasją, która budzi we mnie pragnienie jak najszybszego powrotu do lektury "Lalki". Pisząc o niej Tokarczuk odwołuje się do swej wiedzy psychologicznej. Mówi o indywiduacji, inicjacji, czy projekcji swoich pragnień na osobę, w której się zakochujemy, o gestaltowskiej interpretacji snu, do ktorego przyrównuje powieść. Pojawia się nazwisko Junga, ale i mistrza Erkharda, odniesienia do "Pieśni nad Pieśniami" czy "Hymnu o miłości" świętego Pawla. Wstrząs, jakiego doświadcza Wokulski na warszawskim Powiślu przyrównywany jest do doświadczenia Buddy, który opuściwszy pałac po raz pierwszy zmierzył się z cierpieniem, starością i śmiercią. To doświadczenie dla obojga rozpoczyna drogę ku przemianie. Z gąsienicy w motyla, który jest symbolem zmartwychwstania, tu obudzenia duchowego.
Kluczowe w inicjacji jest doświadczenie cierpienia, a istotą wyzwolenia wejście w postawę współczucia, współprzeżywania. Także Wokulskiego wobec Izabeli Łęckiej, która go bardzo zraniła, a w której mimo to potem zobaczył "złamaną istotę, która nie znalazła właściwej dla siebie drogi...siostrę w smutku" (Prus)
Ksiazka budzi we mnie refleksje nad sobą. Wdzięczna jestem też autorce za liczne cytaty z Prusa i za nowe dla mnie spojrzenie na "Lalkę".
Z notatek na łapu capu, na co zwróciłam uwagę:
- wyjazd jako inicjacja przemian; tu Wokulskiego do Rosji, ale szczególnie do Paryża
- Buddy i Wokulskiego reakcja na cierpienie - "poczucie jedności że światem, poczucie wspólnoty z innymi bytami...doświadczenie wspólnoty cierpienia"; Prus pisze o tym tak: "I nie tylko obchodzili go ludzie. Czuł zmęczenie koni ciągnących ciężkie wozy, i ból ich karków tartych do krwi przez chomąto. Czuł obawę psa, który szczekal na ulicy, zgubiwszy pana, i rozpacz chudej suki z obwislymi wymionami, która na próżno biegała od rynsztoka do rynsztoka, szukając strawy dla siebie i szczeniąt. I jeszcze, na domiar cierpień, bolały go drzewa obdarte z kory, bruki podobne do powybijanych zębów, wilgoć na ścianach, połamane sprzęty i podarta odzież".
- kryzys połowy wieku, po wypełnieniu roli społecznej, w który wg O.T. wchodzi Wokulski ("A więc już nie KIM JESTEM? KIM MÓGŁBYM BYĆ?, lecz O CO W TYM WSZYSTKIM CHODZI?, JAKIE JEST MOJE ZADANIE? DLACZEGO W OGÓLE JESTEM?") - Tokarczuk
- kryzys jako impuls do przemiany ("by stać się kimś innym...jego status quo nie jest prawdziwym nim" O.T.)
- romantyzm (także Wokulskiego). jako postawa głębszego przeżywania i rozumienia, głębszego współuczestniczenia w doświadczeniach ludzi i zbiorowości, "odwaga głoszenia swoich prawd, prawo do zaznaczenia się w świecie... poświęcenie siebie ... poczucie niewygody i rodzaj prowokacji... niezgoda na świat pozorów". To wg O.T. zapowiedź XX-wiecznego Obcego.
- analiza głosu, którego w sobie doświadcza Wokulski, który zapowiada mu, że to, co po nim zostanie to przebaczenie (wg O.T. ten dialog wewnętrzny Wokulskiego jest nieświadoma rozmową z Bogiem)
- o podziałach w "Lalce" - na arystokratów i zwykłych ludzi, zwierzęta w ludzkiej skórze i mniej licznych ludzi, tych , którzy dążą i tych którzy żyją z dnia na dzień dla brzucha i kieszeni, "prawdziwych, zdających sobie sprawę ze swego miejsca w świecie i pozornych, niewiedzących, zanurzonych w chaosie... śpiących i przebudzonych" (O.T.) chemików i preparaty chemiczne w ich rękach.
- obcość Wokulskiego i a propos tego wywody O.T. o "obcości, która daje możliwość pozostawania w dialogu z bóstwem... obcości jako epifanii...obcości, która pomaga przyjąć, że człowiek należy... do jakiegoś Tam, którego nie pamięta".
- A propos Izabeli dywagacje na temat próżności i pełni; próżności w znaczeniu narcyzmu, jako "niezdolności do obdarzania miłością kogokolwiek poza sobą ", niezdolności do współczucia i pełni, głębi, obrazu Bożego ukrytego we wnętrzu czlowieka, otwartości nieograniczonej, bo "ze strony Boga wszystko może się zdarzyć, ponieważ Bóg nie jest ani WIEM, ani CHCĘ, ani MAM" *O.T.)
- o miłości, o której opowiada "Lalka" O.T. pisze "jest w miłości jakiś element siły nie z tego świata, element boski". Pisząc o miłości wiąże ją znowu ze współczuciem, które umożliwia doświadczenie wspólnoty bólu, zgodnie z przekazaniem "kochaj bliźniego swego, jak siebie samego.
- o wezwaniu, warunkiem odpowiedzi na które jest przebudzenie O.T. pisze cytując opis doświadczenia Wokulskiego przed lustrem "Wtem otworzył oczy i włosy powstały mu na głowie. Naprzeciw siebie zobaczył taki sam pokój jak jego, takie samo łóżko z baldachimem, a na nim ... siebie!... Było to jedno z najsilniejszych wstrząśnien, jakich doznał w życiu, sprawdziwszy własnymi oczyma, że tu, gdzie uważał się za zupełnie samotnego, towarzyszy mu nieodstępny świadek... on sam!..." - (B. Prus)
- o duchu czasu i zamianie pielgrzymki duchowej na pielgrzymkę kulturalną, której celem nie jest Jerozolima czy Compostela, ale Paryż lub Nowy Jork, w których " nie relikwie świętych, nie cudowne obrazy, ale architektura kościołów i obrazy w muzeach interesują pielgrzymów". (O.T.)
- O T. hymn na na cześć pielgrzymki:
"W pielgrzymce ważne jest porzucanie tego, co stare, znajome, bezpieczne. Pielgrzymka jest wyruszeniem w drogę, symbolicznym aktem, wielka decyzją. Jest zmianą punktu widzenia, obraniem nowej perspektywy, próbą zasiania się na nowo, gotowością odnowienia".
Zastanawiałam się, czy słowa te pochodzą u O.T. z osobistego doświadczenia pielgrzymki.

Książka budzi we mnie tęsknotę za przemianą ze wspomnianej już gąsienicy w motyla.

I pragnienie przeczytania na nowo "Lalki.

pokaż więcej

 
2018-09-10 22:59:35
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
 
2018-09-04 10:51:17
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Indie, Posiadam, Po niemiecku

Tę książkę wyciągnęłam kiedyś z radością z najwyższej półki antykwariatu. Stojąc na drabince. W uniwersyteckiej dzielnicy Zurichu. "Indische Mythen und Symbole". Kilka lat później pojawiło się jej polskie tłumaczenie. Wróciłam do niej z przyjemnością. Już pierwszy raz czytając książkę niemieckiego indologa Heinricha Zimmera (pasję do Indii przekazał mu ojciec również indolog) żałowałam, że żył... Tę książkę wyciągnęłam kiedyś z radością z najwyższej półki antykwariatu. Stojąc na drabince. W uniwersyteckiej dzielnicy Zurichu. "Indische Mythen und Symbole". Kilka lat później pojawiło się jej polskie tłumaczenie. Wróciłam do niej z przyjemnością. Już pierwszy raz czytając książkę niemieckiego indologa Heinricha Zimmera (pasję do Indii przekazał mu ojciec również indolog) żałowałam, że żył zaledwie 53 lata i nie zdążył więcej napisać. Z racji ucieczki z faszystowskich Niemiec napisał ją po angielsku. On profesor z niemieckiego Heidelbergu wędrował po Nowym Jorku z głową odwrócona ku starożytnym Indiom.
Lektura jej nie tylko pogłębia wiedzę o Indiach, oddając ich tajemnicę, ale i budzi we mnie refleksje o sobie, o przemijaniu, o tym, co jest najważniejsze, o powierzchni i głębi rzeczy. Zimmer przedstawia nam mity i symbole Indii
w pięciu rozdziałach:
- Wieczność i czas
- Mitologia Wisznu
- Strażnicy życia
- Kosmiczna igraszka Śiwy
- Bogini
Zawarto w nich to, co najważniejsze w hinduizmie. W zależności od wyznawcy wiarę, że podstawę bytu stanowi albo bóg Wisznu, albo Śiwa albo bogini.
Zimmer swą opowieść snuje wokół - niestety niezbyt wyraźnych - zdjęć rzeźb ilustrujące mity Indii. Wyławiałam na nich pamięć o tym, co widziałam w Elurze, Adżancie, Badami, Mahabalipuram i na Elefancie. Nanosząc nowe nazwy na swoją mapę pragnień. Szczególnie te, które dotyczą Indii Mniejszych tzn. Indochin.
Każdy z pięciu rozdziałów ma swoje tematy, które zaciekawiają już samym tytułem, jak np wody istnienia, wody nieistnienia, czy pochód mrówek (piękna, przejmująca opowieść o przemijaniu i znikomości naszego ego).
Niektóre symbole związane z Indiami same się narzucają. Święte rzeki, słoń, wąż, lotos, czy taniec. Czytało mi się jednak o nich z dużą ciekawością. Aż trudno wybrać, o czym wspomnieć:
- odniesienia do Chrystusa Dobrego Pasterza w powiązaniu z Śiwą w aspekcie łagodnym, Paśupati, pasterza zwierząt dzikich i oswojonych. Do jego trzody należą dusze ludzi
- o twarzy Buddy, dla samego spojrzenia w którą warto sięgnąć po tę książkę Zimmer pisze "Przedmiot ten niewiele większy od dłoni, kompletnie zżarty przez czas, ziemię i deszcz, kruchy i cienki, jak jesienny liść, należy do najlepiej przemyślanych i uroczystych masek Buddy - zapiera dech swym milczeniem i spokojem. Mimo że doskonale rozumie cierpienia wszystkich istot i dostrzega ich przyczynę, sam jest poza cierpieniem. Objawia zbawczą mądrość. Kruchość wszystkich śmiertelnych stworzeń i rzeczy - sama w sobie najgłębsza przyczyna cierpienia - przeniknęła i przeobraziła tę nieopisaną twarz i niemal ją zniszczyła. Ona jednak trwa nadal - uwydatniona jeszcze materią skorodowanej płytki: widoczne na niej rysy oblicza wyniosłą obojętnością i spokojem unicestwiają moce cierpienia i rozkładu".

pokaż więcej

 
2018-09-04 10:46:57
Przedmiot ten niewiele większy od dłoni, kompletnie zżarty przez czas, ziemię i deszcz, kruchy i cienki, jak jesienny liść, należy do najlepiej przemyślanych i uroczystych masek Buddy - zapiera dech swym milczeniem i spokojem. Mimo że doskonale rozumie cierpienia wszystkich istot i dostrzega ich przyczynę, sam jest poza cierpieniem. Objawia zbawczą mądrość. Kruchość wszystkich śmiertelnych stworzeń i rzeczy - sama w sobie najgłębsza przyczyna cierpienia - przeniknęła i przeobraziła tę nieopisaną twarz i niemal ją zniszczyła. Ona jednak trwa nadal - uwydatniona jeszcze materią skorodowanej płytki: widoczne na niej rysy oblicza wyniosłą obojętnością i spokojem unicestwiają moce cierpienia i rozkładu.
 
2018-08-31 20:47:33
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Polska literatura, Posiadam

Nigdy bym nie sięgnęła po tę książkę. Ani w księgarni ani w bibliotece. Już sam tytuł, a i okładka podpowiadają, by ominąć ją wzrokiem. Jednak fakt, że dostałam ją w prezencie od przyjaciółki, sprawił, że sumiennie ją przeczytałam. Mimo jej sentymentalizmu i egzaltacji. 21 opowiadań, których bohaterką pod różnymi imionami i w różnych okolicznościach jest starzejąca się kobieta. To samotna, to... Nigdy bym nie sięgnęła po tę książkę. Ani w księgarni ani w bibliotece. Już sam tytuł, a i okładka podpowiadają, by ominąć ją wzrokiem. Jednak fakt, że dostałam ją w prezencie od przyjaciółki, sprawił, że sumiennie ją przeczytałam. Mimo jej sentymentalizmu i egzaltacji. 21 opowiadań, których bohaterką pod różnymi imionami i w różnych okolicznościach jest starzejąca się kobieta. To samotna, to zdradzana, to opuszczana z powodu śmierci. Zanurzona we wspomnienia. Łapczywie chwytająca ostatni oddech spóźnionej miłości, w dwóch opowiadaniach nazywanej "miłością czasu spadających kasztanów i jesiennych sztormów".
Być może są osoby, które to przemijanie i tęsknota za miłością zauroczy.
Mi podobało się jedynie to, że akcja wielu opowieści rozgrywa się w bliskim mi Trójmieście.

pokaż więcej

 
2018-08-31 20:47:15
Dodała do serwisu książkę: Puzzle Kupidyna. Opowiadania o miłości
 
2018-08-20 00:40:41
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Polska literatura

Przy łóżku mam kilkanaście książek. Niektóre z nich czytam strona po stronie, po innych skaczę, porzucam je, wracam do nich. Na tę książkę trafiłam podczas porządkowania szpargałów. Wystarczająco krótka, by pochłonąć ją jednym chaustem.
Kiedyś ją czytałam.
Osiem krótkich opowieści napisanych sucho. Zwięzłym jezykiem. Fakty, słowa świadków, opis postaci. Bez interpretacji.
Już pierwsze...
Przy łóżku mam kilkanaście książek. Niektóre z nich czytam strona po stronie, po innych skaczę, porzucam je, wracam do nich. Na tę książkę trafiłam podczas porządkowania szpargałów. Wystarczająco krótka, by pochłonąć ją jednym chaustem.
Kiedyś ją czytałam.
Osiem krótkich opowieści napisanych sucho. Zwięzłym jezykiem. Fakty, słowa świadków, opis postaci. Bez interpretacji.
Już pierwsze opowiadanie umiejscowilo mnie na ulicy, idąc która nierzadko mijam kamienną tablicę z informacją o tym, że w tym budynku hitlerowcy wytwarzali z ciał ludzkich mydło. Prześlizguje się po tym napisie wzrokiem, jak po korze rosnącego naprzeciwko drzewa. Przecież wiem o tym od tak dawna. A jednak mocą litetatury stworzonej przez Zofię Nałkowska ten czas nagle we mnie ożył. Może dlatego przedstawiam poniżej opowiadanie za opowiadaniem, by pisząc pobyć trochę dłużej z tymi, którzy "prowadzeni na rzeź ocaleli". Lub nie. I czytając i pisząc o tym i tak pozostaję "po tej stronie muru".

Oczywiście lepiej zamiast czytać to, co poniżej, sięgnąć po "Medaliony" Nałkowskiej.

Pierwsze opowiadanie "Profesor Spanner" opowiada o inspekcji w spalarni tłuszczów we Wrzeszczu. Obok Akademii Medycznej. Autorka konfrontuje nas z obrazem dziesiątek nagich ciał przechowywanych w kamiennych kadziach. Od 1943 zwożono je tutaj z więzień, obozów i "wariackiego domu", jak mówi jeden ze świadków. To on potem opowiada komisji, jak pod kierunkiem profesora Spannera przetwarzal tłuszcz z tych ciał na mydło. Mówi o resztkach palonych nocą, by sąsiedzi mniej uskarzali się na smród, o tym, że z jednego trupa wychodzi 5 kg mydła, o obrzydzeniu, jakie czuł do dziwnie pachnącego mydła i które pokonał w końcu, bo dobrze się pieniło. A także o uznaniu wyrażonym słowami "W Niemczech, można powiedzieć, ludzie umieją coś zrobić - z niczego".
Zapytani dwaj niemieccy profesorowie, znający profesora, czy mogliby przepuścić, że jest on zdolny do produkcji mydła z ludzkich ciał odpowiedzieli:
- Tak, gdyby dostał rozkaz jako karny członek partii
- Tak, ze względu na brak tłuszczów w ówczesnych Niemczech

W drugim opowiadaniu zatytułowanym "Dno" kobieta, która straciwszy w obozach męża i dwoje dorosłych dzieci wydaje się autorce, która słucha jej opowieści kimś, kto przede wszystkim potrzebuje trochę życzliwości. Opowiada o tym, jak udało jej się nie zdradzić mimo bicia na Pawiaku, gdzie zdarzało się, że związanych więźniów wrzucano na pożarcie szczurom. Wspomina ona doświadczenia medyczne w Ravensbruck, chociaż najbardziej zapadł jej w pamięć głód i obozowa kara w postaci stania 12 godzin na zimnie lub zamknięcie w chłodzie i głodzie w bunkrach, gdzie przechowywano trupy, jedzone czasem przez wygłodniale więźniarki.
Z największym bólem kobieta wspomina jednak dowóz do obozu. Jechały w takim ścisku, że wtulone w siebie stały jedna obok drugiej. W upale, we własnym kale. Wyjąc o wodę. Ich widok wzbudził grozę nawet w niemieckim oficerze, który kazawszy otworzyć wagon pozwolił im się wymyć i napić. Te, które popadły w obłęd wykrzykiwaly wszystko, czego mękami nie wydobyto z nich na Gestapo. Rozstrzelano je po przybyciu do obozu.

W trzecim opowiadaniu "Kobieta cmentarna" Nałkowska przedstawia cmentarz jako miejsce większego ładu niż umiejscowione obok niego getto. Porzadkujaca cmentarz kobieta żali się na to, że to, co się dzieje za murem nie pozwala jej spokojnie żyć. "Tych, co się bronią, oni zabijają na miejscu. A tych, co się nie bronią, wywozą samochodami tak samo na śmierć".

"Rzeczywistość jest do zniesienia, gdyż jest niecała wiadoma. Dociera do nas w ułamkach zdarzeń, w strzepach relacji. Wiemy o spokojnych pochodach ludzi idących bez sprzeciwu na śmierć. O skokach w płomienie, o skokach w przepaść. Ale my jesteśmy po tej stronie muru"

Czwarte z opowiadań "Przy torze kolejowym" to jedyne, które zostało w mojej pamięci z lektury sprzed lat. Jego bohaterką jest młoda Żydowka, którą postrzelono podczas ucieczki z wagonu towarowego wiozącego ją i innych Żydów do obozu. Ostatni dzień swego życia spędza ona leżąc przy torze kolejowym w otoczeniu przychodzących i odchodzących Polaków, z których nikt nie ma odwagi zaryzykować swego życia, by jej pomóc, bo "nieprzeparta była ta siła, która odgradzala ją od nich wszystkich pierścieniem przerażenia".

Piąte z opowiadań przedstawia los tytułowej Dwojry Zielonej, która mimo śmierci męża w obozie tak bardzo chciała żyć, że wciąż ukrywała się podczas łapanek w getcie, często głodując. Gest zasłaniania podczas opowieści twarzy rozczapiezonymi rękoma pokazuje jej stan " ściganej zwierzyny". Raz tylko na jakiś czas straciła wolę życia. Gdy w noc sylwestrową faszyści bawili się strzelaniem do Żydów. Straciła wówczas oko.

Szóste opowiadanie nosi tytuł "Wiza", spolszczenie niemieckiej nazwy łąki (Wiese).
Jego bohaterka to schrystianizowana Zydowka, która bita modli się, by nie nienawidzić. Więcej mówi o innych niż o sobie. Wspomina tłum więźniarek wyganianych z baraków na łąkę, gdzie tulily się one do siebie wymarznięte stojąc tam godzinami. Wciąż cisnąc się ku środkowi tłumu, by nie marznac na obrzeżach. Aż do pierwszej selekcji, po której łąka opustoszala.

Siódme opowiadanie ma w tytule słowa Niemca "Człowiek jest mocny" skierowane do młodego Żyda zagonionego do zakopywania trupów Żydów i Cyganów duszonych spalinami wpuszczonymi do ciężarówek. Codziennie 13 transportów. W każdym 90 osób. Tysiąc chowany w trzech, czterech metrach. Jeden na drugim. Oszczędzając miejsca. Twarzą w dół. Zakopujący ich Żyd usłyszał te słowa od oprawcy, gdy wśród przywiezionych trupów rozpoznawszy swoją żonę i kilkuletnie dzieci położył się w grobie obok nich. Wyciągnięto go bijąc. " Człowiek jest mocny. Może jeszcze dobrze popracować", usłyszał.

Ósmemu opowiadaniu "Dorośli i dzieci w Oświęcimiu" brakuje jednego bohatera. Jest bilasowaniem bohaterstwa i nikczemnosci.

pokaż więcej

 
2018-08-12 13:33:58
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Indie, Po niemiecku

Czyta się łatwo, bo 243 strony podzielono na 55 krótkich rozdzialików. Można więc, tak jak lubię, skakać. Nie czytając po kolei. Czy lekko? Nie koniecznie, bo przecież już w tytule zawarto, że autorka chce nam opowiedzieć o tym, o czym Indiach nie chcemy wiedzieć. Już same tytuły rozdzialików to sugerują:
- W Indiach udają nie pacjenci ale lekarze (O tym, że można trafić na lekarzy z kupionym...
Czyta się łatwo, bo 243 strony podzielono na 55 krótkich rozdzialików. Można więc, tak jak lubię, skakać. Nie czytając po kolei. Czy lekko? Nie koniecznie, bo przecież już w tytule zawarto, że autorka chce nam opowiedzieć o tym, o czym Indiach nie chcemy wiedzieć. Już same tytuły rozdzialików to sugerują:
- W Indiach udają nie pacjenci ale lekarze (O tym, że można trafić na lekarzy z kupionym dyplomem)
- W Indiach tysiące chłopów decydują się na samobójstwo
- W Indiach niedotykalni są dotykalni i niechronieni
Każdy rozdział kończy się podsumowaniem zatytułowanym Harte Fakten (twarde fakty), a w nich często budząca grozę statystyka. Np 11-20 milionów dzieci ulicy w wieku od 7 do 12 lat. Dzieci bez dzieciństwa. Chore, głodne. Żyją z tego, co inni wyrzucą.
W książce można znaleźć:
- egzekwowane przez strażników zakaz wstępu do domów handlowych tych, którzy nie wyglądają na klientów
- Indian standard Time odbierany przez nas jako lekceważenie czasu przez Indusów - spokój wynikający z poczucia, czym jest kilka godzin spóźnienia wobec pokoleń ponownych narodzin ("Was sind schon ein paar Stunden Verspaetung gemessen an den unzaehligen Wiedergeburten, die ein Hindu zu durchlaufen hat")
- naksalici, ludzie lasu prowadzący z policją partyzancką walkę, przeważnie adiwasi działający pod wpływem partii komunistycznej (w ich szeregach 40% kobiet), 12 tysięcy przeciw 100 tysiącom z policji w obronie swojej ziemi, swoich lasów, pod którymi ukryte są największe bogactwa mineralne Indii
- postać obecnego premiera Indii Narendry Modiego; sukces rządzonego nim stanu Gudźarat obiecuje Indiom postęp bez westernizacji, Clean India! Made in India, Digital India, 100 Smart Cities, jednocześnie wprowadzając rządy skrajnie prohinduskiej partii BJP, ogranicza prawa mniejszości religijnych; na Modim - cień pogromu tysięcy muzułmanów w 2002 roku w Gudźaracie.
- naiwność wiary, że oświecenie można uzyskać szybko i za pieniądze
- przekonanie, że tysiące szczurów ze świątyni Karni Mata z Radżastanu uosabiają dusze umarłych
Nie zgadzałam się z Reisetipps np z odradzaniem w autobusach miejsc przy oknie, z którego w zachwycie wypatrywałam widoku ludzi. Podobnie nie pasowały mi ostrzeżenia przed sleeperami z racji przeludnienia w otwartych wagonach. W Indiach najbardziej ciekawią mnie ludzie. Również na dworcach. Nawet jeśli częściej bywam obserwatorem niż rozmówcą.
W ostatnim rozdziale zatytułowanym "Niemals Indien oder doch?" (Nigdy więcej do Indii, czy może jednak tak?)- nieprawdziwa informacja o tym, że tak jak my nie rozumiemy hinduskiego politeizmu, tak hindus nie rozumie monoteizmu. Według mnie hindusi znają monoteizm już od dawna. Dziś też śiwaici są wyznawcami Śiwy, wisznuici Wisznu. Nawet jeśli rzeczywiście nieraz w Indiach przejedziemy się rykszą ozdobioną krwawą boginią Kali, słoniogłowym Ganeśą i Jezusem.

CYTATY:
- "Podróżny w Indiach doświadcza skrajności, rozpięty między fascynacją a przekonaniem "nigdy więcej do Indii". Często tym co nas odstrasza jest indyjski chaos. Ale właśnie on jest źródłem twórczości, barwności i różnorodności. I pozostawia po sobie wrażenie, że nigdy nie zrozumiemy tego kraju. Czasem działa on na nas jak magiczna iluzja, kraj poza czasem i przestrzenią. Za chwilę konfrontuje nas z twardą rzeczywistością, w której panuje ogromną bieda".
- "Raum,denke ich mir, ist fuer reiche Laender. Wo Armut herrscht, ist es eng und laut".

pokaż więcej

 
2018-08-12 13:33:46
 
Moja biblioteczka
662 365 2447
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (25)

Ulubieni autorzy (13)
Lista ulubionych autorów
Ulubione cytaty (152)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd