Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Klaudyna w szkole

Tłumaczenie: Krystyna Dolatowska
Cykl: Klaudyna (tom 1)
Wydawnictwo: W.A.B.
6,59 (440 ocen i 39 opinii) Zobacz oceny
10
11
9
37
8
59
7
153
6
88
5
55
4
15
3
11
2
5
1
6
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Claudine à l’école
data wydania
ISBN
9788374149297
liczba stron
280
język
polski
dodała
Dorota_1988

Pierwsza z czterech powieści opartych na motywach autobiograficznych. W latach, gdy cykl się ukazał (1900-1903), był zaliczany do literatury odważnej obyczajowo. Klaudyna ma piętnaście lat. Mieszka z ojcem we wsi Montigny, razem z koleżankami przygotowuje się do dyplomu nauczycielskiego. Na tle prowincjonalnych uczennic wyróżnia się niezależnością i buntowniczym charakterem. Inteligentna i...

Pierwsza z czterech powieści opartych na motywach autobiograficznych. W latach, gdy cykl się ukazał (1900-1903), był zaliczany do literatury odważnej obyczajowo.
Klaudyna ma piętnaście lat. Mieszka z ojcem we wsi Montigny, razem z koleżankami przygotowuje się do dyplomu nauczycielskiego. Na tle prowincjonalnych uczennic wyróżnia się niezależnością i buntowniczym charakterem. Inteligentna i oczytana wzbudza wśród nich podziw; urodą i wdziękiem zaskarbia sobie uczucia niemal każdego, kogo los stawia jej na drodze: nauczycielki Aimée – swojej pierwszej miłości, czy nauczycielki z sąsiedniej szkoły męskiej. W dzienniku Klaudyna opisuje szkołę, przyjaciółki, ojca zainteresowanego tylko swoją praca naukową. Pozornie zwykła historia dojrzewającej dziewczyny wyróżnia się swoboda i śmiałością opisów. Powieść napisana lekkim i pełnym humoru językiem mieści w sobie esencję młodości, jej radość i świeżość.

 

pokaż więcej

książek: 1154
Dociekliwy_Kotek | 2013-09-30
Przeczytana: sierpień 2013

O tym, że książki się, niestety, starzeją, wiadomo nie od dziś. O tym, że ludzka natura pozostaje, niestety, niezmienna, także nie trzeba nikomu przypominać. I nie trzeba też nikomu przypominać, że jeśli jest grupa ludzi, która nie wierzy w pierwsze i nie przyjmuje do wiadomości drugiego, to ludzie o mentalności uczniów gimnazjum. Pół biedy, jeśli takie stworzenia żyją sobie cichutko, nie wadząc drugiemu. Gorzej, kiedy takie indywiduum popełni książkę (obowiązkowo na motywach autobiograficznych, bo przecież nie umie napisać o niczym innym, co nie dotyczy jego samego i nie kończy się, w tym konkretnym wypadku, na czubku zadartego pensjonarskiego noska). Jeszcze gorzej, jeśli taką szmirę opartą na motywach autobiograficznych popełni Francuzka w zeszłym stuleciu - murowana pozycja w niepisanym kanonie klasyki "literatury dla dorosłych".

Niewątpliwie są jednak i tacy (takie), którzy zamiast wytężoną pracą zapewnić sobie miejsce w świątyni Muz wolą drogę na skróty i dla tych teraz przedstawiam stworzony na podstawie lektury niezawodny, jak mniemam, przepis na stworzenie siostry-bliźniaczki Klaudyny.
Otóż wybieramy najpierw szkołę na najniższym możliwym poziomie, gdzie nauczyciele nie wymagają niczego, a uczniowie zajmują się głównie okazywaniem sobie złośliwości i daleko posuniętej podłości, nie troszcząc się o najwątlejsze choćby usprawiedliwienie swojej amoralności i cynizmu (Klaudyna czytająca list koleżanki). Aby czytelnikom oczekującym czegoś więcej dać jakieś filozoficzne zajęcie, najlepsze koleżanki bohaterki przedstawiamy jako kreatury najgorszego sortu, pozbawione jakichkolwiek dodatnich cech, możliwie jak najgłupsze, naiwne, złośliwe i puste. Czytelnik będzie się zastanawiał, dlaczego główna bohaterka zadaje się z takimi panienkami, a przy odrobinie szczęścia do końca nie połapie się, że powieściowa heroina niczym nie różni się od swoich uroczych przyjaciółeczek, będąc tak samo głupią, złośliwą i próżną dziewuchą. Jedyna różnica polega na tym, że nasz bohaterka owija sobie wokół palca cały istniejący świat. Czemu? Bo jest genialna. W wolnych chwilach natomiast łapie muchy dla swojej kotki. Oczywiście wszyscy wiemy, że koty najbardziej lubią jeść zdechłe muchy i czekają na ten przysmak niecierpliwie.
Skoro mamy już możliwie czarne tło koleżanek oraz szkołę, w której prędzej człowiek się cofnie w rozwoju, niż czegoś nauczy, nie możemy pominąć żadnej okazji do zaznaczenia, jak przemyślna, inteligentna, oczytana jest nasza bohaterka, co - powiedzmy to sobie szczerze - w takim środowisku nie byłoby wielkim osiągnięciem nawet dla wiejskiego głupka z ciężkim niedorozwojem.
Skoro jest już i tło, i miejsce akcji i wnikliwie naszkicowany portret psychologiczny naszej heroiny, możemy przejść do kwestii fabuły. Nic prostszego: wystarczy pogadać kwadrans ze współczesnymi gimnazjalistkami, żeby dowiedzieć się, jak rozbijają lekcje, jak się nie uczą, jak regularnie kłamią i oszukują, jak manipulują innymi, jak są znudzone i wreszcie jak okazują geniusz w najważniejszej chwili, to znaczy zdają egzaminy z najlepszym możliwym wynikiem, bo przecież nie od dziś wiadomo, że szkoła jest głupia, nauczyciele i egzaminatorzy są ograniczeni i nic nie wiedzą o życiu, a generalnie uczyć się nie ma po co, skoro egzaminy są banalne. Następnie przepisujemy to bez zmian do naszej książeczki.
Żeby dodać trochę pikanterii, wskazana jest szczypta lesbijskich miłostek, zawiązywanych głównie z nudów, bo w końcu czymś się zająć trzeba. Oczywiście nie ma mowy o żadnym uczuciu, poza satysfakcją ze zdobycia czyjejś uwagi i urażoną miłością własną, kiedy się tę uwagę straci. Można też szczodrą ręką dorzucić lubieżnego kuratora, który zajmuje się podszczypywaniem uczennic, co da nam wyśmienitą okazję do zadania ambitnym czytelnikom jeszcze jednej zagadki: skąd u tych pensjonarek, które nie wyściubiły nosa za swoją wieś, doświadczenie jak u paryskich kokot?
O logikę, sens i minimalną nawet ciągłość akcji troszczyć się nie trzeba, skoro przyświeca nam założenie, że nie jest ważna treść, ale pean pochwalny na cześć bohaterki (przypominam o motywach autobiograficznych) i temu szlachetnemu zadaniu służą wszystkie epizody dziełka. Proceder powtarzamy tak długo, aż uzyskamy zadowalającą liczbę stron, która, niestety, jest wprost proporcjonalna do wielkości miłości własnej autora.
Dla większego sukcesu nie protestujemy, gdy z bożej łaski recenzenci, nie mając nic mądrzejszego do napisania o takim gniocie, przyczepią mu łatkę "powieści lesbijskiej". Jeśli będzie to jeszcze "szokująca francuska powieść lesbijska" - efekt gwarantowany.

Osobom, którym szkoda czasu na takie igraszki, a są ciekawe, co też Colette napisała, polecam pół godzinki rozmowy z dowolnie wybraną gimnazjalistką o bardzo wysokim mniemaniu o sobie (przypadłość u gimnazjalistek częstsza, niż można by się spodziewać). Zapewniam, że to wystarczy.

A, jeszcze jedna rzecz. Wierzę, że mąż Colette miał spory wkład w ostateczny kształt tego paskudztwa. Rozumiem, że na tym etapie Colette mogła być młoda i głupia. Ale skoro książka zostaje przygotowana do drugiego i poprawionego wydania przez dojrzałą już kobietę, to po pierwsze pewne rzeczy można było wygładzić, a po drugie, jeśli już nawet nie było co wygładzać, to po jaki grzyb spierać się z byłym małżonkiem o prawa do takiej szmiry i z dumą wydawać to pod własnym nazwiskiem?

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
P.S. I Like You

Lekka opowieść o szkolnej przygodzie dwojga ludzi. Streszczenie: Na lekcji chemii ona zostawia karteczki, on jej odpisuje i tak toczy się ko...

zgłoś błąd zgłoś błąd