pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Klaudyna w szkole
Pierwsza z czterech powieści opartych na motywach autobiograficznych. W latach, gdy cykl się ukazał (1900-1903), był zaliczany do literatury odważnej obyczajowo.
Klaudyna ma piętnaście lat. Mieszka z...
Pierwsza z czterech powieści opartych na motywach autobiograficznych. W latach, gdy cykl się ukazał (1900-1903), był zaliczany do literatury odważnej obyczajowo.
Klaudyna ma piętnaście lat. Mieszka z ojcem we wsi Montigny, razem z koleżankami przygotowuje się do dyplomu nauczycielskiego. Na tle prowincjonalnych uczennic wyróżnia się niezależnością i buntowniczym charakterem. Inteligentna i oczytana wzbudza wśród nich podziw; urodą i wdziękiem zaskarbia sobie uczucia niemal każdego, kogo los stawia jej na drodze: nauczycielki Aimée – swojej pierwszej miłości, czy nauczycielki z sąsiedniej szkoły męskiej. W dzienniku Klaudyna opisuje szkołę, przyjaciółki, ojca zainteresowanego tylko swoją praca naukową. Pozornie zwykła historia dojrzewającej dziewczyny wyróżnia się swoboda i śmiałością opisów. Powieść napisana lekkim i pełnym humoru językiem mieści w sobie esencję młodości, jej radość i świeżość.
pokaż więcej.
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
79
-
181
-
428Poszukuję książek - archiwalny 1 (zamknięty)
Opinie czytelników
Na książkę Colette miałam ochotę od dawna, więc bardzo byłam rada, kiedy wydawnictwo WAB wznowiło cykl o Klaudynie, debiut literacki pisarki. Pierwsze wydanie ukazało się w roku 1900 i ze względu na treść wzbudziło sporo kontrowersji. Co ciekawe... Klaudyna czytana dziś, wcale nie trąci myszką, a jej ponadczasowa treść do teraz zakrawa o mały skandal.
Główna bohaterka, której dzienniki mamy okazję czytać (dużo w książce wątków autobiograficznych Colette i jej wspomnień ze szkoły) to rezolutna i zwariowana dziewczyna, która dojrzałością dawno przerosła swoje rówieśnice. Czyta książki nieodpowiednie dla swojego wieku i przede wszystkim wie i rozumie rzeczy, których rozumieć nie powinna. Żeby było ciekawiej, romansuje ze swoją nauczycielką, uroczą Aimee, która porzuca ją niestety dla dyrektorki. Romans Aimee i Panny Sergent, to główna atrakcja szkoły, ponieważ jest on niezwykle burzliwy, zaborczy i pełen zazdrości.
Klaudyna wychowuje się sama, ojciec jej, badacz ślimaczego życia nie ma wpływu na córkę, która podejmuje wszystkie decyzje dotyczące własnego wychowania. Niezwykle inteligentna i piękna dziewczyna wzbudza zainteresowanie również wśród męskiej części bohaterów. Podkochuje się w niej nauczyciel, zachwyca szkolny delegat.
Klaudyna prowadzi życie niezwykle intensywne i pełne zwariowanych wypadków.
Zastanawiam się, jak autorce udało się stworzyć ponad 110 lat temu książkę, którą czytając dziś nie jesteśmy w stanie się znudzić. "Klaudyna w szkole" po prostu pochłania czytelnika. Z wypiekami na twarzy czytałam kolejne strony z przygodami bohaterki i nie mogę się już doczekać "Klaudyny w Paryżu". Polubiłam niezwykle tę uroczą nastolatkę i podejrzewam, że wiele osób ma podobnie jak ja. Ponieważ Klaudyny nie da się nie lubić... jej ciętego języka, świetnych ripost i ogromnej wiedzy na temat życia.
Genialny obraz ludzi, bez masek narzucanych przez konwenanse, z wszystkimi słabościami i niedociągnięciami. Książka, kiedyś owiana skandalem, do dziś pozostaje bardzo niepoprawna. Chwała więc autorce, za stworzenie historii, która wygrywa z biegnącym czasu.
Polecam!
Dobrze wykształcona kobieta jest oczytana, biegle posługuje się pismem, zna historię i inne nauki, jest i muzykalnie uzdolniona i rzec by się chciało daje przykład innym niewiastom. Aczkolwiek, może się i trafić osóbka znacznie odbiegająca od przyjętych norm… Krnąbrna, cyniczna, kochliwa, wchodząca w polemikę z gronem nauczycielskim, zaczytująca się w lekturach bynajmniej nie zalecanych dla jej wieku i nadto jak na swój wiek pobudliwa, skora do uciech… A jeżeli taką pannicę czyni się bohaterką powieści, to doprawdy smakowity kąsek serwuje się czytelnikowi.
Spod pióra ekscentrycznej madame Colette nie mogło wyjść dzieło inne aniżeli pożądane zarazem i skandaliczne. Seria przygód o Klaudynie szokowała i jednocześnie była chwalona za dojrzałość języka i stylu. Książce „Klaudyna w szkole” przypisuje się autobiograficzny charakter, co przysparza jej dodatkowej pikanterii. Być może dziś perypetie mieszkańców burgundzkiej wsi nie szokują już tak, jak w roku 1900, ale z pewnością mają swój niepowtarzalny urok. Dowcipne opisy, cięte riposty i poczynania głównej bohaterki potrafią dostarczyć naprawdę wielu emocji.
Świat Klaudyny poznajemy przez pryzmat szkoły, w której dziewczyna przygotowuje się do egzaminu nauczycielskiego. Jako jedynaczka - córka naukowca pochłoniętego badaniem ślimaków, sama dba o siebie i zachowuje się nader swobodnie. Szkoła dla panien, która ma ją wyedukować, w rezultacie sprowadza ją na coraz to gorsze ścieżki… Pensjonarki nadto interesują się sobą wzajemnie, nauczycielki wdają się w dziwne relacje z gośćmi i uczennicami. Co rusz rozpoczynają się nowe flirty i ekscesy. Klaudyna doświadcza na pensji pierwszego zauroczenia, niestety obiekt jej westchnień porzuca ją dla dyrektorki. Nie jest to jednak koniec wszelkich miłosnych zawirowań. Urodziwa Klaudyna przyciąga do siebie coraz to nowszych zalotników – zarówno mężczyzn jak i kobiety… A, że z natury jest nieokrzesana i ciekawa wszystkiego, to nie raz nastręczy sobie kłopotów.
Charyzmatyczna postać, jaką bez wątpienia jest Klaudyna, to duży plus tej finezyjnej opowieści. Nie raz spotyka się w książkach bohaterów silnych i pięknych, ale ocierających się o sztuczność, wręcz denerwujących. Zdecydowanie w tym przypadku tak nie jest. Colette stworzyła niezwykle uroczą manipulantkę, inteligentną młodą damę, która potrafi rozbawić, wywołać napięcie i zadziwić swoją przebiegłością. Co ważne inne postacie nie giną na jej tle. Są nieco zdominowane, ale widoczne.
Przyznaję, że sięgając po przygody Klaudyny, nie do końca wiedziałam, czego się mogę spodziewać. Bardziej chyba nastawiona byłam na subtelną narrację, lekturę à la Ania z Zielonego Wzgórza, a tu proszę… Pomiędzy fragmentami lekkimi i przyjemnymi nie brakuje i tych lubieżnych, bardziej odważnych, ale nie gorszących. Autorka z taką gracją i wyczuciem operuje słowem, że potrafi skutecznie przyciągnąć czytelnika. Choć nie jest to książka pełna akcji, niesamowitych wydarzeń, to absorbuje i nie pozwala o sobie zapomnieć. Z czystym sumieniem stwierdzam, że czytało mi się ją bardzo dobrze i trochę mnie ciekawość zżera, co też Klaudyna przeżyje w Paryżu, jeżeli czasy szkolne były już nadzwyczaj barwne…
Oparta na motywach autobiograficznych powieść Colette „Klaudyna w szkole” przedstawia odważny obraz dorastającej dziewczyny, która w skandaliczny sposób poznaje się ze światem dorosłych. W 1900 roku historia tej nastolatki została przyjęta z wielkim poruszeniem i zgorszeniem, i choć minęło już tyle lat, powieść wciąż robi wrażenie.
Klaudyna bowiem w szkole pozwala sobie na wiele ekstrawagancji, do jakich nie dopuściłaby się przyzwoita uczennica. Czyta nieodpowiednie do swojego wieku książki, romansuje z nauczycielką, narusza wszelkie granice dobrego stylu i wychowania. Skąd jednak ma brać przykład, skoro jej jedyny opiekun oczy wlepione ma w ślimaki, jej własna wychowawczyni obściskuje się po kątach ze współpracowniczką, a jej rówieśniczki wcale nie zamierzają stać z boku i przyglądać się tym scenom obojętnie. Codzienność Klaudyny przepełniona jest zabawnymi i często erotycznymi sytuacjami, z których dziewczyna pragnie czerpać jak najwięcej uciechy i wiele z nich sama inicjuje. W dość przyśpieszonym tempie wkracza ona w nowy etap życia, zapoznaje się z własną seksualnością, potrzebami i możliwościami oraz uczy się to wykorzystywać w kontaktach z innymi ludźmi.
Klaudyna nie ogranicza się żadnymi zasadami. Robi co chce, nie bacząc na reakcje jej rówieśniczek czy wychowawców. W swoim postępowaniu jest jednak bardzo subtelna, a jej wybryki nabierają wręcz uroczego charakteru. Jest odważna, uparta i wielce swobodna, a przyzwoitość to ostatnia cecha, o jakiej chciałaby słyszeć.
Colette stworzyła barwną powieść o dojrzewaniu i pierwszych razach, pełną humoru i różnych smaczków. Swoim lekkim stylem spowodowała, że całość czyta się w zaskakującym tempie i choć akcja toczy się cały czas w szkole i skupia się głównie na codzienności Klaudyny, to jednak nie brakuje jej dynamiki. Z wielką wprawą naznaczyła również postacie drugoplanowe, które podtrzymują spójność powieści. Każdy z bohaterów jest dopracowany i autorka nie dopuściła, aby ich charakter został w jakiejkolwiek sytuacji pominięty, co dało również ciekawe pole do obserwacji psychologicznej.
Książka mile mnie zaskoczyła i doprowadziła do niejednego uśmiechu na twarzy. Uważam, że przetrwała ona próbę czasu, ponieważ bez otoczki skandalu, dalej pozostaje ona ciekawą, zabawną i wartą przeczytania powieścią.
Klaudyna! To imię zawsze kojarzyło mi się z dziewczyną o silnym charakterze, ambitną, szalenie inteligentną, błyskotliwą i zadziorną. I dokładnie taką bohaterką jest tytułowa Klaudyna. Akcja powieści toczy się we Francji końca XIX wieku. Autorka nie ukrywa, że "Klaudyna w szkole" jest oparta na motywach autobiograficznych. Zapiski Colette (mające formę pamiętnika) składać się będą z 4 tomów opisujących kolejne losy naszej bohaterki.
Dziewczynkę poznajemy na pensji dla panien. Wprowadza nas w świat zakazanych tematów, pierwszych miłości (nie koniecznie heteroseksualnych) czy też drobnych rozterek dojrzewających panien. Nie da się ukryć, że Klaudyna ma w sobie wiele krytyki, jest znakomitą obserwatorką społeczeństwa i jak na swój wiek, jest szalenie bystra. Z dystansem patrzy na szkolne koleżanki i ich zmartwienia. Z problemów i tarapatów wychodzi zawsze obronną ręką, a na dodatek robi to z gracją i humorem. Tonami pochłania literaturę i tak jak jej ojciec - pasjonat, naukowiec - ma duszę tropiciela i odkrywcy.
To wszystko plus klimat francuskiej szkoły dla panienek, muślinu i wstążek we włosach daje niezapomniany efekt. Dziewczynka opisuje lekcje śpiewu, haftu, dziergania, wykrawania i układania kwiatów. Przyznacie z pewnością, że takie przedmioty w dzisiejszych czasach do popularnych raczej nie należą.
Książkę czyta się niesamowicie przyjemnie. Jest napisana w sposób ciekawy i nietuzinkowy. Jestem ogromnie ciekawa kolejnych tomów. Druga część przygód Klaudyny - "Klaudyna w Paryżu" w księgarniach już 9 czerwca.
Zapomnijmy o niewinnych Aniach z Zielonego Wzgórza i innych dziewczątkach delikatnych jak skrzydła motyla. Przyszedł czas na Klaudynę, pyskate, wygadane i bezczelne piętnastoletnie stworzonko, które może irytować, tak samo jak i czarować.
Bowiem pomimo wszystko, nastolatka odznacza się niesamowitą inteligencją, przebiegłością, odwagą i uporem. Mocno stąpa po ziemi, nikogo się nie boi, bardzo wyróżnia się spośród swoich koleżanek. Dzisiaj te cechy bardzo się w ludziach ceni, ale nie zawsze tak było.
Choć Klaudyna liczy już sobie 111 lat (tyle minęło od pierwszego wydania książki), śmiało można napisać, że nie posiada zmarszczek.Dawniej wzbudzała mnóstwo kontrowersji, skłamałabym, gdybym napisała, że moich kontrowersji nie wzbudziła. Mamy XXI wiek i niby w literaturze mieliśmy już wszystko, ale o romansie pomiędzy nauczycielkami jeszcze czytać nie miałam okazji.
Wszystkie perypetie i ekstrawagancje tej młodej osóbki są opisane tak wspaniałym, kwiecistym, zabawnym i wciągającym językiem, że jest to lektura, której czytanie to prawdziwa rozrywka. Można się pośmiać, można się zgorszyć, w zależności od tego, ile kto wytrzyma.Autorka w znakomity sposób pokazała, że diabeł jej pisarstwa tkwi w szczegółach, niektóre drobne gesty bohaterów mogą być różnie interpretowane.Stworzyła także bardzo ekstrawagancki obraz szkoły, który, przyznam się szczerze, przypadł mi do gustu.
Zachowania głównej bohaterki są tak ciekawe i oryginalne, że mam ochotę przeczytać następną część, sprawdzić, co tym razem wywinie ta sympatyczna bestyjka o imieniu Klaudyna. Jedno jest pewne, jest to bohaterka literacka, o której z pewnością nie da się zapomnieć.
Jestem również zaintrygowana samą autorką książki, gdyż powieść powstała na kanwie przeżyć oraz wspomnień pisarki, co tworzy jej ciekawy oraz przyprószony pikanterią, obraz.
[Recenzja pochodzi z bloga http://www.moje-wysypisko.blogspot.com]
Wraz z przyjściem wakacji, słomkowych kapeluszy, zapachu koszonej trawy, soczystych owoców i zwiewnych sukienek, również mój czytelniczy głód zapragnął książki niewymagającej, lekkiej, przyjemnej, jednocześnie nie będącej tanim harlequinem czy bestsellerem lata 2011. Na książkę Colette miałam chrapkę, odkąd cykl o Klaudynie został wznowiony i wydany tak, że aż oczy cieszy. Kontrowersyjny dziennik dojrzewającej francuskiej panienki oparty w głównej mierze na autobiograficznych wspomnieniach autorki wzbudził nie lada skandal na początku XX wieku.
Powtórzę się po raz kolejny, ale również i ta pozycja tej repety wymaga. Nie dam sobie wmówić, że ksiązka to jedynie wkład autora, nakreślone postacie i miejsca, słowa na papierze zwieńczone okładką. Książka to ludzie, którzy ją czytają, czas w jakim została stworzona, emocje które pozostawiła. Z tego również powodu chmurzę się gdy jakakolwiek lektura opatrzona jest jedynie streszczeniem fabuły. Lecz gdy ujrzę słowo o tym, jaki miała wydźwięk społeczny- jestem bezbronna. Nie skupiam się jedynie na powieściach wyklętych i objętych ścisłą cenzurą, mogą być również lekkie jak motylek, byle coś pozostawiły.
Opowiadając o świecie jaki stworzyła Colette, powołam się na słowa Agaty Czarneckiej, które podsumowują genialnie dzieło autorki- "Tak jak Chanel obcięła kobietom włosy i krępujące spódnice, również Colette coś rozcięła swoim ostrym językiem, być może krępujące kobiety konwenanse.". Niewątpliwie pisarka "rozcięła" wiele, a przede wszystkim podzieliła ówczesne społeczeństwo, które tak niepozorną książeczkę uznało za przeklęte źródło wzorców zachowań dla dobrych panienek. Ale czy współczesny czytelnik jest w stanie spojrzeć na "Klaudynę" oczami czytelnika sprzed 100 lat? Wiele się od tego czasu zmieniło, mamy inne pojęcie moralności- zupełnie inne granice przyzwoitości, w każdym razie wymagający miłośnik literatury wczuje się doskonale w konwenanse ówcześnie panujące.
"Nie wrócę już do szkoły, tatuś wyśle mnie do Paryża, do mojej ciotki, która jest bogata i nie ma dzieci, i tam wejdę w świat, robiąc przy tym niezliczoną ilość gaf... Jakże ja ze swoim upartym głodem zieleni obejdę się bez wsi?"
Główną bohaterką jest rzecz jasna tytułowa Klaudyna, której postać trzyma w ryzach całą powieść i jest bezdyskusyjnie najbardziej godna uwagi. Jak na piętnastolatkę dorastającą w ciężkich dla kobiet czasach, jest uosobieniem wolności i wyzwolenia. Krnąbrna, nieco arogancka i bezczelna wzbudza bardzo pozytywne emocje, w szczególności patrząc przez pryzmat tego, iż wówczas kobieta- w dodatku tak młoda miała za zadanie pogłębiać swoją wiedzę i godzić się na wszystko bez zająknięcia, bo środowisko (a w szczególności mężczyźni) wie znacznie lepiej i więcej. Rówieśniczki Klaudyny mają ten sam plan na przyszłość- zostać nauczycielką, nasza bohaterka jednakże nie godzi się na ścieżkę już jej wyznaczona, a postanawia sama wyznaczyć sobie szlak w dorosłym życiu.
"Jeszcze jak byłam mała, mówiono mi, że mam oczy dorosłej osoby;
później nazywało się, że to jest niestosowne; trudno zadowolić jednocześnie wszystkich i samą siebie. Wolę zacząć od siebie..."
Colette nie oszczędza słów, pieczołowicie nakreślając obraz swojej chluby i dumy- Klaudyny, jednocześnie nieco podszywając pod ową postać swoją osobę. Książka ta ma niesamowity wydźwięk feministyczny, a z kart powieści aż słychać krzyk w imię indywidualizmu i wyjścia poza dawne standardy. Kontrowersyjna autorka wpisała się swoim autobiograficznym cyklem w ramy literatury francuskiej, niegdyś pojmowana jako wariatka chodząca w (o zgrozo!) spodniach, paląca namiętnie cygara, która nakreśliła świat dziewcząt wchodzących w dorosłość, poznających swoją kobiecość i seksualność, choć mimo całego skandalu usnutego wokół "Klaudyny", pikanterii jest do prawdy niewiele. Wszystkie kontrowersyjne zagadnienia można jedynie odczytać jak przez mgłę, ale to tak naprawdę nieważne- powieść zatrzęsła światem i choć śmiałość i bezczelność w możliwie najgorszym znaczeniu tego słowa stała się chlebem powszednim w przypadku zachowań młodych ludzi, warto poświęcić kilka popołudni twórczości Colette.
źródło recenzji: www.rzeki-metafizyczne.blogspot.com
Opinia zaznaczona jako spoiler. Pokaż ją.
Uwaga, uwaga!!! Utworzyłam nową półkę. A winna temu jest Klaudyna. Półka nazywa się "Nieskończone". Po 82 stronach poddałam się. Po książce spodziewałam się czegoś zupełnie innego. Nigdy nie przyszłoby mi na myśl, że 100 lat temu pisano o fantazjach uczennicy do swojej nauczycielki (i vice versa!!).
Może sam pomysł nie jest zły, ale powieśc napisana językiem cukierkowo-dziecinnym(cytat - moja malutka Aimee albo Klaudynka). Powtarza się to non-stop. Nie wiem co moge jeszcze napisać. Nudaaaaa. Akcja cały czas stoi w miejscu, jakby czekała na przystanku na autobus, który nigdy nie przyjedzie i przez to nie dojedzie ona (akcja - przyp. aut.:) ) na kolejny.
Może kiedyś powrócę do porzuconej przeze mnie Klaudyny(jestem już drugą, po Aimee, osobą, która ja porzuciła, ale na razie nie mam tego w planach. Mam nadzieję, że moja nowa półka nie zapełni sie zbyt szybko kolejnymi klaudynopodobnie nudnymi pozycjami.
Czytając tę książkę uśmiałam się setnie, ale nie z powodu wątków komicznych. W ostrzejszych momentach wyobrażałam sobie minę czcigodnej Jane Austen lub oburzenie sióstr Bronte czytających te przygody francuskich pensjonarek... Wprawdzie Colette napisała o Klaudynie później niż angielskie pisarki o swoich Jane i Emmach, starałam się jednak porównać obyczajowość panienek z ich czasów. Konkluzja jest zdecydowanie prosta - młode Francuzki to w porównaniu do młodych Angielek (z przełomu XIX i XX wieku) ladacznice:)Lekka lektura, dla wielbicielek nurtu "pensjonarskiego".
Po setkach stron poważnej, historycznej powieści zapragnęłam czegoś lekkiego i przyjemnego. Wybór padł na "Klaudynę", którą jakiś czas temu wręczyła mi siostra z komentarzem "koniecznie daj znać, co o tym myślisz, jak skończysz czytać". Droga Siostro, daję znać. ;-)
Sama prowadziłam w czasach szkolnych pamiętnik, do dziś uśmiecham się na myśl niektórych opisanych tam historii. Bazując na opisie książki spodziewałam się czegoś podobnego do moich zapisków, może nieco bardziej kontrowersyjnego... To, co otrzymałam, bardzo mnie zaskoczyło.
Już sam styl pisania autorki wprawił mnie w irytację. Miałam wrażenie, że czytam wypracowanie uczennicy, która zapomniała, że miała coś zadane do domu i teraz pisze szybko na kolanie wszystko, co akurat przychodzi jej do głowy, bez rozwijania jakiejkolwiek myśli. Momentami ciężko mi było dojść do tego czy to, co czytam, ma miejsce tego samego dnia, czy też mijają miesiące. Może chodziło o to, by oddać roztrzepanie głównej bohaterki, dla mnie jednak całość sprawiała wrażenie mocno niedopracowanego opowiadania.
Czytając o wszystkich rzekomych wielbicielach Klaudyny, przypomniała mi się dawna szkolna znajoma, która miała w zwyczaju nadinterpretację wszelkich dotyczących ją zdarzeń. Wystarczyło, by jakikolwiek chłopak spojrzał w jej kierunku na przerwie, by już za chwilę wszystkim rozpowiadała, jak bardzo się w niej kocha. Miałam nieodparte wrażenie, że autorka jest podobną osóbką, która na potrzeby książki "dopowiedziała" sobie szereg faktów by potwierdzić swoją teorię ogólnego uwielbienia jej osoby (zakładając, że faktycznie mamy tu do czynienia ze swoistą autobiografią).
Trudno mi też uwierzyć w autentyczność intymnych związków Klaudyny i innych bohaterów książki. No bo jak wierzyć w ocenę sytuacji prezentowaną przez dziewczynę zajadającą się gryfami ołówków, czy też, w wolnych chwilach, wbijającą paznokcie w ramiona koleżanek ? Klaudyna momentami przedstawiana jest jako nadzwyczaj inteligentna i oczytana osoba, której nie potrafią dorównać ani koleżanki, ani nawet nauczycielki. W chwilę poźniej jej zachowania można by przypisać co najwyżej dziesięciolatce.
Bardzo liczyłam na parę informacji, z zakresu ówczesnego nauczania i niestety i w tej kwestii bardzo się zawiodłam. Dziewczynki, jeśli już na lekcji robią coś pożytecznego, to najczęściej piszą jakieś sprawdziany. Zastanawiam się, jaką wiedzą się mogą na nich popisać, bo nie natknęłam się ani na jeden opis lekcji, na której nauczycielki w ogóle prezentowałyby jakieś sensowne informacje. Zdaje się, że są zbyt zajęte wzajemną adoracją, by w ogóle czegokolwiek nauczać...
Praktycznie do każdej strony książki mogłabym dodać parę słów krytyki. Jak wspomniałam na początku, zostawiła ona na mnie wrażenie bardzo niedopracowanej, bazującej praktycznie wyłącznie na rzekomym skandalu. Można przeczytać w ramach przerywnika pomiędzy bardziej ambitnymi pozycjami. Generalnie nie polecam, czytanie na własną odpowiedzialność...
(http://alison-2.blogspot.com/2012/01/klaudyna-w-szkole.html)
Cała seria o Klaudynie to nic innego jak harlequin z ubiegłego wieku. Niestety czytelnik/czytelniczka nie znajdzie w tych książkach zbyt wiele tła historycznego. Nie dowie się o ówczesnych wydarzeniach politycznych, gospodarczych czy kulturalnych. Nie pozna zbyt dobrze życia ówczesnych warstw społecznych, ba nie dowie się nawet jakie one były.
Na przekór tytułowi "Klaudyna w szkole" nie można znaleźć odpowiedzi na pytanie jak wyglądała edukacja przed epoką, a w "Klaudyna w Paryżu" ani odrobinę nie poznamy Paryża ubiegłego wieku. Całość poświęcona jest perypetiom sercowym oraz fantazjom erotycznym głównej bohaterki i jej znajomych. Jeśli kogoś to zachęca zaznaczam, że to co ponad 100lat temu było pikanterią dziś trąci myszką i wieje nudą.
Inteligenta, błyskotliwa i zabawna opowieść o losach piętnastoletniej Klaudyny. Choć napisana na początku XX wieku, nadal zachwyca ostrym językiem i spostrzegawczą narracją. Do tego na pochwałę zasługuje jeszcze znakomite tłumaczenie. Polecam!
Kiedy "Klaudyna w szkole" została opublikowana po raz pierwszy skandal był ogromny. Książka szokowała do tego stopnia, że autorka, czyli Sidonie-Gabrielle Colette nie wydawała ją pod swoim nazwiskiem, a ówczesnego męża, Dlaczego? Po prostu, kobieta w tamtym okresie na publikację "czegoś takiego" pozwolić sobie nie mogła. Groziło to zszarganiem reputacji.
Mniej więcej w dwa lata po naszym ślubie, a więc około roku 1895, pan Willy zwrócił się do mnie:
- Powinna byś rzucić na papier swoje wspomnienia ze szkoły, może przydałyby mi się na coś... Nie bój się jakichś szczególików trochę pikantniejszych. [...]
(ze wstępu autorki)
Bohaterką jest Klaudyna, młoda dziewczyna uczęszczająca na pensję dla panien w prowincjonalnym miasteczku we Francji. Jej matka nie żyje, mieszka z ojcem niezbyt przejmującym się wychowaniem córki na porządną jak na tamte czasy pannę, bowiem pochłonięty jest badaniami nad ślimakami i ich rozmnażaniem. To typ naukowca, który pozwala Klaudynie na wszystko, aby móc zajmować się tylko tym, co go interesuje-badaniami. Dziewczyna korzysta z tego nad wyraz chętnie czytając niedozwolone dla siebie książki, nosząc frywolne fryzury i żyjąc dokładnie tak jak ma ochotę.
Historia jakich pełno, dlaczego więc książka okrzyknięta była skandalem na paryskich salonach literackich? Klaudyna spędzając ostatni rok w szkole, stara się urozmaicić go sobie na wszelkie możliwe sposoby. Budzi się w niej kobiecość i żądze cielesne. Nie uchodzi to uwadze prowincjonalnego lekarza pana Dutertre oraz młodego nauczyciela. Gdy na pensji pojawia się młoda i śliczna nauczycielka Aimee Lanthenay dziewczyna postanawia ją uwieść. Z pewnością by się jej to udało, gdyby na jej drodze nie stanęła dyrektorka szkoły Panna Sergent. Także i ona nie może oprzeć się urokowi młodej pani Lanthenay.
W dzisiejszych czasach raczej nie nazwiemy tej powieści skandalizującą. Jednak na początek XX wieku, gdy książka ukazała się po raz pierwszy, opisy namiętności między kobietami, pocałunki, były czymś gorszącym, o czym nikt wcześniej nie śmiał pisać. Colette wyprzedziła swoją epokę, pisząc ten utwór. Przedstawiła w nim kobiety silne, zdecydowane, z drugiej zaś strony takie, które potrzebują bliskości i znajdują ją w...ramionach innej kobiety.
Gdy atmosfera skandalu opada, widzimy barwnie nakreśloną bohaterkę, lekki, przyjemny język. Bohaterki drugoplanowe także nie są "płaskie", bezbarwne, to realne młode dziewczyny wkraczające w dorosły świat, nauczycielki poddane miłosnym żądzom. Podczas czytania kibicujemy Klaudynie w rozgrywkach z dyrektorką, analizujemy jej trafne i często zadziorne wypowiedzi. Wszystko okraszone humorem co tworzy bardzo ciekawy obrazek obyczajowy.
Ocena: Książkę czyta się bardzo przyjemnie, lekko. Klaudyna jako bohaterka bawi, jest barwna i co dla mnie najważniejsze, nie jest przedstawiona jako dobra, ułożona, porządna dziewczyna. Bardzo duży plus za kreacje bohaterki w ten sposób, jak na czas powstania istne mistrzostwo. Zabieram się za kolejne części.
Klaudynę można polubić, albo i nie. Jednak obojętnie trudno przejść obok takiej osobowości. Dla tych, którzy niekoniecznie mogą zapałać sympatią do tej rezolutnej dziewuszki, argumentem przeciw niej będą złośliwość, cynizm, ironia. W jej przypadku, to akurat świetna mieszanka biorąc pod uwagę w jakich czasach rozgrywa się akcja. Dziewczyna o silnym, niezależnym charakterze, inteligentna przyćmiewa swoje często nudne rówieśniczki. Do tego cięty, niewymuszony dowcip, charyzma i uroda. Te wszystkie cechy razem, często mogą budzić zazdrość. Również w naszych czasach, dlatego tym bardziej należy podziwiać tak odważne podejście do życia, jakie miała Klaudyna.
Ja osobiście polubiłam tę złośliwą osóbkę i chętnie sięgnę po kolejne książki z jej udziałem.
Uznałam, że dobrze było by zapoznać się bliżej z literaturą francuską. Kiedy więc w bibliotece znalazłam "Klaudynę w szkole" natychmiast ją wypożyczyłam, by podczas lipcowego popołudnia oddać się przyjemności czytania.
I cóż? I nic. Uważam, że ta historia jest płaska jak pudełko po pizzy. Mało porywająca jak moje porównania. Może to kwestia tłumaczenia, ale tytułowa bohaterka wydała mi się być pustym, infantylnym stworzeniem, które jest w stanie wywołać we mnie tylko jedną reakcję: irytację przemieszaną ze zniecierpliwieniem.
Może ja się nie znam i nie doceniam klasyki. Ale takiej literaturze francuskiej mówię "nie".
Ciężko mi było przebrnąć przez pierwsze strony. Ale jak już weszłam w ten specyficzny klimat to wzięło mnie całkiem poważnie i muszę stwierdzić, że naprawdę warto przeczytać. Świetny styl autorki sprawia, że ma się wrażenie, że czyta się coś naprawdę wyjątkowego. Czytałam opinie, że język jest dziecinny, że książkę można porównać do harlequina ale ja jednak widzę tu ironiczne spojrzenie na świat, cięte riposty a wszystko to podane w dowcipny sposób - jeżeli tylko zechcemy otworzyć się na ten zupełnie inny styl.
Cóż mogę napisać, miał być humor - nie było, miał być skandal - nie było, miała być dobra zabawa - nie było. Ogólnie odniosłam wrażenie, że książka powstała na prędce. Spodziewałam się przynajmniej ciekawego języka, niestety i tego zabrakło.
http://porzadekalfabetyczny.blox.pl/2011/06/papiloty-wianki-umieranie-z-pragnienia.html
Czytałam ją kiedyś,bo moja mama ją miała
i nawet niezła,chociaż lubię fantasy.
klasyka gatunku - nawet po 100 latach czyta się bardzo dobrze
Na półkach
Cytaty z książki
- „Trudno zadowolić jednocześnie wszystkich i samą siebie. Wolę zacząć od siebie...” - 7 osób to lubi
- „Łudź się, ty romantyczne stworzonko, nadzieja nic nie kosztuje. Gdybym nawet usiłowała otworzyć ci o...” - 2 osoby to lubią

Albertus
Zinamon
Selkar
Weltbild
Matras
Empik





