Aniołowie zniszczenia

Tłumaczenie: Anna Dobrzańska
Wydawnictwo: Albatros
6,2 (140 ocen i 16 opinii) Zobacz oceny
10
4
9
8
8
14
7
34
6
40
5
20
4
10
3
7
2
2
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Angels of Destruction
data wydania
ISBN
9788376591391
liczba stron
445
kategoria
literatura piękna
język
polski
dodała
Ag2S

Napisana pięknym językiem powieść autora „Skradzionego dziecka”, nastrojowa historia o miłości, zaufaniu, bólu utraty i wielkiej nadziei. Rok 1985, zimowa noc w Pensylwanii. Margaret Quinn, mieszkająca samotnie wdowa, znajduje na swoim progu małą dziewczynę. U stóp zmarzniętego dziecka leży walizka… Kobieta decyduje się przygarnąć dziecko i wychować je jak wnuczkę. Jej własna córka opuściła...

Napisana pięknym językiem powieść autora „Skradzionego dziecka”, nastrojowa historia o miłości, zaufaniu, bólu utraty i wielkiej nadziei. Rok 1985, zimowa noc w Pensylwanii. Margaret Quinn, mieszkająca samotnie wdowa, znajduje na swoim progu małą dziewczynę. U stóp zmarzniętego dziecka leży walizka… Kobieta decyduje się przygarnąć dziecko i wychować je jak wnuczkę. Jej własna córka opuściła dom w 1975 roku i Margaret wciąż nie pogodziła się z jej zniknięciem. Erica uciekła ze swoim chłopakiem, Wileyem, aby przystać do radykalnej grupy rewolucjonistów – Aniołów Zniszczenia. Od dziesięciu lat utrzymuje swoje miejsce pobytu w tajemnicy. Ludzie bez problemów akceptują Norah, widząc w niej córkę Eriki i życie toczy się spokojnie aż do dnia, w którym dziewczynka zaczyna twierdzić, że jest aniołem. Wbrew powszechnemu oburzeniu, dziecko kładzie na szalę życie rówieśników, by tylko dowieść, że zostało obdarzone nadnaturalną mocą. Na dodatek nieznajomy mężczyzna wydaje się śledzić każdy krok dziewczynki, sam pozostając w cieniu. Margaret musi zadać sobie pytanie – kim naprawdę jest Norah i skąd wzięła się na progu domu w tamtą mroźną noc. Jeśli nie jest córką Eriki, to kim?

 

źródło opisu: www.wydawnictwoalbatros.com

źródło okładki: www.wydawnictwoalbatros.com

pokaż więcej

Brak materiałów.
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Oficjalna recenzja
Molly książek: 1765

Irytujące autora skłonności...

Powieść nie jest zła. Tylko jej autor jest strasznie irytujący... Ma wyobraźnię, ma dar lekkiego pióra, brakuje mu tylko, hmm, jak by to określić... konsekwencji i zdecydowania. Posiada on za to w nadmiarze tendencję do „przekombinowywania”, , do nadmuchiwania swej twórczości niczym balonu, z którego w efekcie uchodzi powietrze, a cały potencjał ulatnia się wraz z nim. Skutek? Niedopracowane, marniutkie zakończenie, podporządkowane propagowanym w powieści treściom. Za to i jeszcze za niedociągnięcie pewnych wątków, które były po prostu świetne, pan Donohue podpadł mi najmocniej.

Fabuła powieści jest dość pogmatwana - jej charakter doskonale oddaje porównanie do śladu, jaki pozostawia rzucenie kamienia na wodę - kompozycji wielu koncentrycznych okręgów skupionych wokół wspólnego środka, jakim w „Aniołach zniszczenia” jest ucieczka małoletniej Eriki z jej chłopakiem Wiley'em, z rodzinnego domu. Sprawy nie ułatwiają też liczne retrospekcje i podejmowanie naprzemiennie danych wątków w kolejnych rozdziałach. Owszem, zabieg taki sprzyja stopniowaniu napięcia i rozbudzaniu ciekawości czytelnika, jednak u Donohue dzieje się to kosztem jasności przekazu.

Kolejną natrętną tendencją, jaką przejawia według mnie autor, to produkowanie bohaterów na potęgę, bez większej konieczności ich zaistnienia w powieściowej rzeczywistości. Są bo są, pojawiają się, raczą czytelnika i współbohaterów jakimiś mądrościami życiowymi, a potem rozmywają się w niewyjaśnionych okolicznościach....

Powieść nie jest zła. Tylko jej autor jest strasznie irytujący... Ma wyobraźnię, ma dar lekkiego pióra, brakuje mu tylko, hmm, jak by to określić... konsekwencji i zdecydowania. Posiada on za to w nadmiarze tendencję do „przekombinowywania”, , do nadmuchiwania swej twórczości niczym balonu, z którego w efekcie uchodzi powietrze, a cały potencjał ulatnia się wraz z nim. Skutek? Niedopracowane, marniutkie zakończenie, podporządkowane propagowanym w powieści treściom. Za to i jeszcze za niedociągnięcie pewnych wątków, które były po prostu świetne, pan Donohue podpadł mi najmocniej.

Fabuła powieści jest dość pogmatwana - jej charakter doskonale oddaje porównanie do śladu, jaki pozostawia rzucenie kamienia na wodę - kompozycji wielu koncentrycznych okręgów skupionych wokół wspólnego środka, jakim w „Aniołach zniszczenia” jest ucieczka małoletniej Eriki z jej chłopakiem Wiley'em, z rodzinnego domu. Sprawy nie ułatwiają też liczne retrospekcje i podejmowanie naprzemiennie danych wątków w kolejnych rozdziałach. Owszem, zabieg taki sprzyja stopniowaniu napięcia i rozbudzaniu ciekawości czytelnika, jednak u Donohue dzieje się to kosztem jasności przekazu.

Kolejną natrętną tendencją, jaką przejawia według mnie autor, to produkowanie bohaterów na potęgę, bez większej konieczności ich zaistnienia w powieściowej rzeczywistości. Są bo są, pojawiają się, raczą czytelnika i współbohaterów jakimiś mądrościami życiowymi, a potem rozmywają się w niewyjaśnionych okolicznościach. Szczególnie mam tu na myśli enigmatycznego człowieka w płaszczu i kapeluszu, śledzącego dziewczynkę, dla którego racji bytu w „Aniołach zniszczenia" nie widzę kompletnie. Albo inaczej - był on postacią bardzo udaną literacko, ale koniec końców autor o nim niestety zapomniał...

Donohue napisał powieść uroczą, nawet momentami wzruszającą i, nie powiem, nie najgorzej grającą na emocjach czytelnika. Jednak chyba sypnęło mu się zbyt dużo cukru... Dodatkowo całość wydaje mi się mdła, bo główny wątek - wątek tajemniczego pojawienia się Norah - w świetle całej historii znacząco traci na ostrości. Moment kulminacyjny powieści dał mi nawet powody do twierdzenia, że autor wymyślił świetny motyw dziewczynki o transcendentnym i mistycznym statusie bytowym, a cała powieść "Aniołowie zniszczenia" jest tylko fabułą, w którą wątek ten, niczym w niedopasowaną sukienkę, ubrał. Coś mi się tam po prostu nie klei, coś odstaje... Nie znajduję uzasadnienia dla konieczności pojawienia się Norah w tej historii, bo i tak do przodu akcję popchnął kto inny. Gdyby nie obawa przed spoilerem, wyłożyłabym tu konkretniejsze argumenty na potwierdzenie mojej tezy.

Czytając powieść nie mogłam oprzeć się wrażeniu, iż Donohue uwielbia „ornamenty” - tak chciałabym określić wszystkie wizje, surrealistyczne momenty historii, wszystkie majaki bohaterów, ich przerażające projekcje... I są to świetnie zrealizowane epizody, najwyższej jakości wstawki stanowiące dla powieści porządny zastrzyk jakościowy. Sprawiły mi one, jako czytelnikowi ogromną ucztę wyobraźni, ale cóż, skoro kilkadziesiąt stron później autor jednym zdaniem, jednym zwrotem akcji pali na panewce wszystkie możliwości, które one wniosły... Donohue jest zbyt zachowawczy w stosunku do swoich bohaterów, boi się, tak czuję, postawić przysłowiowej kropki nad „i”, boi się przeciąć linie ich życia. Zupełnie niepotrzebnie w moim odczuciu jednych wybiela, a innym zostawia boczne furtki... Trochę więcej radykalizmu i mielibyśmy bardziej przekonującą powieść.

Amerykański prozaik irytująco balansuje na granicy realizmu i mistyki, liżąc i liżąc tę kruchą powłoczkę, która je oddziela, ale nie mając w sobie na tyle zdecydowania, by ją przebić i pozwolić obu światom funkcjonować równolegle. I aż sama miałam ochotę mu podać igłę, aż sama chciałam autora za tę granicę przepchnąć. Z jednej strony są młodzi, gniewni i zbuntowani Wiley i Erica, przemierzający kolejne stany USA, by wcielić się w szeregi Aniołów Zniszczenia (to akurat był najlepszy według mnie wątek tej powieści), a z drugiej... No właśnie. Aniołowie? Czy może zwykli ludzie? Zjawy i zmory czy tylko wyrzuty sumienia? Mnie odpowiedzi na te pytania nie usatysfakcjonowały. Donohue czyni aluzje, daje czytelnikowi wiele nadziei, prowokuje do odważnych domysłów, a kiedy przychodzi chwila prawdy, robi krok w tył.

Powieść czytało mi się przyjemnie, pomijając te irytujące skłonności autora, o których wyżej pisałam. Jeśli jednak miałabym ją komuś polecić, to chyba wyłącznie młodzieży - przesłania, które zawarł w niej autor dojrzałemu czytelnikowi mogą wydać się zbyt uproszczone i utopijne.

Marzena Molenda


pokaż więcej

Dodaj dyskusję
Dyskusje o książce
pokaż wszystkie
Sortuj opinie wg
Opinie czytelników (354)
 Pokaż tylko oceny z treścią
książek: 4283
eR_ | 2015-07-03
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 03 lipca 2015

Urocza i naiwna książka każąca nam wierzyć,że każde zło zostanie ukarane,a dobro wynagrodzone.
Nawet gdy osoba z natury dobra postanawia zrobić coś złego,autor wmawia nam,że nie będzie zdolna np pociągnąć za spust.

Łukasz Orbitowski ujął to tak:Stephen King spotyka Paulo Coelho.

książek: 1006
bibliofilka | 2012-02-14
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 13 lutego 2012

Mam wielką słabość do aniołów i wszystkiego co z nimi związane, dlatego z przyjemnością sięgnęłam po tę książkę. Anioły a rozum, anioły a wiara - czy można to w ogóle powiązać? Nasz rozum ciągle jest poddawany testom na logikę i obserwację, zjawiskom, które dają się udowodnić. "Natomiast wiarę testują nasze pragnienia i chęci. Nie można zobaczyć wiary tak, samo jak nie można nalać do kielicha nadziei i miłości." [str.317] Podobnie jest z aniołami - posłańcami Boga. Wierzymy w nie, choć nie możemy ich zobaczyć, czujemy, choć nie możemy dotknąć; "nasze anioły istnieją w otwartych sercach, jeśli tylko jest w nich wiara". [str.317]

Stany Zjednoczone, małe miasteczko w Pensylwanii, lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Pewnej mroźnej, styczniowej nocy na progu domu wdowy Margaret Quinn, pojawia się dziewięcioletnia dziewczynka z walizką. Osamotniona kobieta postanawia ją przygarnąć. Dziesięć lat wcześniej, jej córka - Erica uciekła ze swoim chłopakiem i przyłączyła się do...

książek: 3168
Zuela | 2015-06-26
Na półkach: Przeczytane, Posiadam

Kim jest mała dziewczynka pojawiająca się mrożna nocą pod drzwiami samotnej kobiety,której mąż zmarł,a córka uciekła z chłopakiem do sekty zwanej ANIŁAMI ZNISZCZNIA?A może anioły istnieją naprawdę i nawiedzają czasami ziemię by pokrzepić wątpiących i pogodzić skłóconych.Ciepłe

książek: 1823
jaknowonarodzona | 2014-03-05
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 2014 rok

Przepięknie,eterycznie i niezwykle opowiedziana historia skomplikowana a z pozorów tak prosta... Niebanalna. Polecam też " Skradzione dziecko " tegoż autora

książek: 362
Magdalena | 2012-08-08
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 29 lipca 2012

Okropna książka.
Gdzie ta magia? Gdzie ta nastrojowość?
Pomysł na książkę może nie jest zły, ale już jako całość jest strasznie męcząca. Niespójna. Czasami nielogiczna i dziwna.
Matka, która czeka na powrót córki, bądź nawet na wiadomości od niej boleje po jej stracie i to jest w piękny sposób opisane. Z drugiej jednak strony nie robi nic, żeby dowiedzieć się o niej czegokolwiek. A jak dowiadujemy się z dalszej części córka X lat temu wysłała do niej kartkę z miejscowości w której była, a jej wystarcza tylko świadomość, że ona tam była. Nie sprawdza tego, w dalszym ciągu nie wie co się z nią stało, ale nie robi nic. Zamyka się w domu i boleje, aż w końcu pojawia się mała dziewczynka i matka odzyskuje radość życia.
No to strasznie pokręcone, i niedorzeczne i dziwnie napisane.

książek: 314
Zarwananoc | 2014-05-02
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 01 maja 2014

Książka zainteresowała mnie po okładce. Gdy zobaczę samo słowo anioły od razu pragnę przeczytać daną książkę. Lecz ta mnie zawiodła. Nie dzieją się w niej za ciekawe rzeczy. Dziewczyna uciekła z swoim ukochanym, matka zrozpaczona, przychodzi do niej dziecko, niezwykłe dziecko, potem okazuje się że to córka Eriki, a potem znów że nie.. Inaczej mówiąc.. Trzeba z olbrzymią uwagą czytać książkę aby rozumieć o co w niej chodzi..
Więc, jak dla mnie nie jest zbyt dobra.. Nie polecam.. :/

książek: 4820
alinkawie | 2012-09-12
Na półkach: Przeczytane, 2012

Troszkę nużąca.

książek: 454
czarny_beranek | 2012-12-11
Na półkach: Przeczytane, Posiadam
Przeczytana: 03 grudnia 2012

W mroźną zimową noc przed drzwiami domu Margaret Quinn staje dziewczynka. Jedyną rzeczą, którą zdradzi o sobie, jest jej imię. Norah. Bardzo szybko staje się dla kobiety kimś, kogo nigdy nie miała - wnuczką, córką zaginionej przed laty Eriki Quinn. Bardzo szybko nawiązuje też przyjaźń z mieszkającym w sąsiedztwie zamkniętym w sobie, nieśmiałym chłopcem, Seanem. Nie mija parę tygodni, a staje się obiektem żywego zainteresowania lokalnej społeczności, zarówno dzieci, jak i dorosłych.

Każdy z nas w jakiejś mierze wierzy, może czasem tylko podświadomie, w inne formy bytu, w anioły, demony, istoty pozaziemskie. Wyobrażamy je sobie w najróżniejszych postaciach i w różnych aspektach, począwszy od wyglądu po sposoby ingerencji w nasze życie. Keith Donohue wyobraził sobie anioła w postaci małej dziewczynki znikąd, która pojawia się w życiu Margaret, aby oddać to, co zabrały kobiecie inne anioły, tytułowe Anioły Zniszczenia. Norah zmienia życie Margaret, Seana, dzieci w lokalnej szkole,...

książek: 303
viki | 2015-08-27
Na półkach: Przeczytane
Przeczytana: 01 lipca 2015

Dziwna ta książka, nie wiem co o niej sądzić. Niby fajna historia, ciekawy wątek, wyraźni bohaterowie, ale te anioły jakieś takie, mdłe. Chyba jestem przyzwyczajona do bardziej spektakularnych czynów i zachowań. Książka na pewno kończy się ciekawie i warto przeczytać tę opowieść, ale nie spodziewajcie się jakiś głębokich doznać w obcowaniu z małą anielicą.

książek: 747
lotusflower | 2011-07-27
Przeczytana: 25 lipca 2011
zobacz kolejne z 344 
Przeczytaj także

Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading
Zapisując się na newsletter zgadzasz się na otrzymywanie informacji z serwisu Lubimyczytac.pl w tym informacji handlowych, oraz informacji dopasowanych do twoich zainteresowań i preferencji. Twój adres email będziemy przetwarzać w celu kierowania do Ciebie treści marketingowych w formie newslettera. Więcej informacji w Polityce Prywatności.
Cytaty z książki
lista cytatów dodaj cytat
Inne książki autora
więcej książek tego autora
zgłoś błąd zgłoś błąd