pokaż co czytasz i dowiedz się,
co czytają Twoi znajomi.
Kliknij tutaj i dołącz do nas!
Vaclav i Lena
Vaclav ma dziesięć lat, Lena dziewięć. Pochodzą z Rosji, mieszkają w Stanach Zjednoczonych. Przez swoją odmienność etniczną nie są akceptowani przez rówieśników, to jednak im nie przeszkadza. Chłopiec... Vaclav ma dziesięć lat, Lena dziewięć. Pochodzą z Rosji, mieszkają w Stanach Zjednoczonych. Przez swoją odmienność etniczną nie są akceptowani przez rówieśników, to jednak im nie przeszkadza. Chłopiec chce zostać wielkim magikiem. Przygotowują więc z Leną pokaz; planują każdy krok i dopracowują szczegóły. Pewnego dnia dziewczynka znika bez śladu - by ponownie pojawić się w życiu Vaclava po ośmiu latach. Oboje odkrywają wówczas nie tylko trwałość ich przyjaźni, ale także siłę namiętności. Postanawiają wyruszyć do Rosji w poszukiwaniu rodziców Leny. Ale czy są gotowi na poznanie prawdy? Vaclav i Lena to książka magiczna, nie tylko ze względu na wszechobecną w niej magię. Magiczne są też postacie Vaclava i Leny, którzy zanurzeni we współczesnym amerykańskim świecie sztuczności, tak bardzo różnią się od innych. I magiczna jest w końcu ich miłość. Taka, która zwycięży wszystko. pokaż więcej.
źródło opisu: wab.com.pl
źródło okładki: wab.com.pl
Moja Biblioteczka
Gdzie kupić?
Opinie znajomych
-
50
Opinie czytelników
Wyobraź sobie, że siedzisz przy stole pełnym zapałek… Bierzesz jedną, potem drugą, kolejne. Przebierasz, zastanawiasz się, niektóre odrzucasz. Powoli, bez pośpiechu. Jedna do drugiej aż niepostrzeżenie coś z nich powstaje…
Tak jest z powieścią „Vaclav i Lena”. Zapałka do zapałki – strona do strony –nieśpiesznie, z dbałością o szczegóły, momentami filozoficznie, momentami monotonnie, a jednak coś człowieka ciągnie, żeby dojść do końca, czytać dalej… Może to magia?
Książka zachęca hasłami takimi jak: wszechobecna magia, miłość, która wszystko zwycięży, tajemnicze zniknięcie, barwni bohaterowie, a to wszystko z Ameryką i Rosją w tle… Tylko, czy tak jest do końca…?
„Vaclav i Lena” – dwójka przyjaciół, rosyjskich emigrantów, mieszkająca na nowojorskich przedmieściach. Oboje zafascynowani światem iluzji. Po kryjomu uczą się magicznych sztuczek i tworzą swoje kostiumy. Vaclav Wspaniały i jego piękna asystentka Lena – to dziecinne marzenie o sławie i pokazach, w pewnym momencie zostanie brutalnie przerwane... Drogi tych dwojga rozchodzą się na wiele lat. Nie ma to nic wspólnego z tajemniczym zniknięciem w skrzyni magika, Lena znika naprawdę. I tutaj magia – ta w znaczeniu dosłownym dobiega końca. Przez większą część książki poznajemy losy rozdzielonych bohaterów. Najpierw losy Vaclava, potem losy Leny. Ich drogi splotą się ponownie po kilku latach, ale czy na trwałe? Czy Vaclav –młodzieniec i Lena –młoda kobieta, poczują magię dawnych - wspólnie spędzonych chwil? Jaką tajemnicę skrywa dziewczyna i co z tym wszystkim ma wspólnego matka Vaclava? Tego niestety zdradzić nie mogę…
Czytając powyższy opis, można wywnioskować –bajeczna historia. Magiczna, tajemnicza, więc czegóż chcieć więcej…? Na przykład bardziej rozbudowanego zakończenia, a może wręcz pociągnięcia akcji nieco dalej, a nie urwania jej w dość nagły sposób, kiedy wcześniejsze opisy były rozwlekane do granic szczegółowości, człowiek oczekuje, że tak będzie do ostatniej strony. Niespodzianka. Kiedy czytać aż się chce, kiedy łakniesz więcej, dostajesz nagle okrojone wyjaśnienia, jedno za drugim i bach! –koniec.
Właściwie to mam mieszane uczucia co do tej książki. Bo z jednej strony czytało się ją szybko i była wciągająca, a z drugiej strony, jakby ją doszlifować, może trochę zmienić, to byłaby ciekawsza. Brakowało mi w tej historii jakby „kropki nad i”, tego czegoś, co by sprawiło, że z czystym sumieniem mogłabym powiedzieć – r e w e l a c j a.
Oceniam książkę na bardzo dobrą. Dlaczego? Ponieważ zaskoczył mnie debiut pisarki. Debiuty są startem w pisarską przyszłośc lub nie.
Z pewnością fallstartem nie jest książa Haley Tanner.
Chociaż początowo zbyt mało wartka "akcja" daje czytelnikowi poczucie monotonności to dalsza częśc książki nabiera tempa i niespodziewanych zwrotów.
Zasakująca, życiowa, smutna,wesoła z barwnie przedstawionymi postaciami, ich światem i światami, marzeniami, problemami,lękami wreszcie z miłościa.
Magia jest wszechobecna. Nie chodzi o tę, której można by się w pierwszym rzędzie dopatrywac w magicznych sztuczkach.
Magia jest wszechowecna w nas. To dzięki magii urealniają się marzenia, a także dzięki niej pokonujemy trudności, od tych najmniejszych do tych, które wolelibyśmy zatrzec na zawsze w najgłębszych zakamarkach pamięci.
Vaclav i Lena mieszkają na Brooklyn'ie. Zapoznają się w wieku dziecięcym. Jako emigranci z Rosji spędzają ze sobą mnóstwo czasu planując magiczne przedstawienia, mając wspólne korzenie i cele do zrealizowania. Z pozoru dwójka niczym nie wyróżniających się dzieci.
To jeden z kolejnych etapów w ich życiu jaki autorka przedstawia w czterech częściach książki.
Pierwsza częśc daje nam poczucie przewidywalności, po to, aby w następnych zaskoczyc i dotknąc najbardziej wrażliwych miejsc w sercu.
Porządek, dzięcięcy spokój wiara w bezpieczeństwo zostają zburzone, by na powrót móc odzysac to wszystko po latach?
Kim jesteśmy? Kim się stajemy? Jak na nasze losy wpływają decyzje lub zaniedbania innych? Jak na nasz los wpływają tajemnice? Jaką rolę odgrywa magia?
Magię może odkryć każdy z Nas. Jeśli chociaż odrobinkę uwierzy... :)
A z pewnością ma szansę ją odnaleźc jeśli przeczyta tę książkę.
"(...) Lena patrzy na wszystko, a Vaclav patrzy na Lenę". Z niewielu książek mogę od razu wyodrębnić swój jeden ulubiony cytat, ale ten urzekł mnie całkowicie. Może dlatego, że sprawia wrażenie, jakby mieścił w sobie to wszystko, co najpiękniejsze w całej treści, był magiczny jak marzenia Vaclava o zostaniu magikiem i piękny jak złoty strój z frędzelkami Leny. Zacznijmy jednak od początku...
Dostajesz do rąk książkę. Tytuł całkiem zwyczajny, niezachwycający, imiona bohaterów, rosyjskich emigrantów. Myślisz sobie, że ta okładka nie jest nawet ładna, niepotrzebnie błyszcząca, zbyt wiele szczegółów pchających się w to jedno miejsce, które mają przekazać sobą tak wiele, abyś chciał sięgnąć po tą książkę i zabrać ją ze sobą do domu. Myślisz jednak, że za tym kryje się coś wyjątkowego i masz rację. Pierwszym, co zrobiłam, było ściągnięcie obwoluty. Za nią okładka była naprawdę piękna i chyba taka mogłaby pozostać.
Zaczynasz studiować najpierw okładkę i dowiadujesz się, że to, co właśnie trzymasz w ręku, to literacki debiut autorki. Nie spodziewasz się wiele, żadnych zaskakujących wydarzeń, żadnej szczególnej formy, bohaterów takich, jakich setki już widziałeś i masz może nawet nadzieję, że nie zanudzi cię po dwudziestu stronach. To jednak, co Heley Tanner stworzyła, jest niezwykłe jak i niezwykła jest ta cała historia.
Poznajemy dwójkę bohaterów: Vaclava i Lenę, którzy kilka lat wcześniej przybyli do Nowego Jorku, uciekając przed tym, co działo się w ich rodzinnej Rosji, uciekając do lepszego życia. On ma dziesięć lat. Marzy o zostaniu Vaclavem Magikiem, jak Houdini, występach przed wielką publicznością, zachwycaniu swoimi zdolnościami, wplataniu rzeczy niezwykłych w szarą codzienność. Ona ma dziewięć lat. Inteligentna i zdolna, a jednak zakompleksiona i nieśmiała. Marzy o byciu zauważaną, marzy o byciu asystentką Vaclava i o złotym stroju z frędzelkami. Między nimi była więź, której tworzenie się nie miało zbyt długiej historii, zupełnie jakby od początku wiedzieli, że są tymi rozerwanymi ciałami z mitu o Androgyne, które bez siebie istnieć nie mogą. Wiemy przecież, że "Vaclav chce tego, czego chce Lena, bo są VacLeną bez żadnej reszty". Potem dochodzi jednak do dziwnych wydarzeń (niewypowiedzianych, bo przecież tak po prostu musiało być), które rozdzielają ich na długi czas. Ale czy naprawdę? Tak naprawdę Vaclav i Lena przecież nie rozstali się nigdy.
Tytuły nadawane każdej z części opowieści na początku zaskakują, może podchodzi się do nich sceptycznie, czasami są niepotrzebne, a jednak niektóre z nich komentarza nie potrzebują, bo są wspaniałe same w sobie, jak: Całunkologia czy (mój ulubiony) Być jej miejscem. Książkę czyta się z lekkością, jest napisana przyjemnym stylem i ma się wrażenie, że sunie się po powierzchni znaków, jakbyśmy rozpędzali się już od pierwszej strony i wiedzieli, że koniec naszej drogi będzie dopiero wtedy, gdy dotrzemy do końca. Bez przerw. Bez przystanków. Jednym tchem. Wszystko jest zrozumiałe i logiczne, nie ma niedomówień, nie ma niepotrzebnych treści, a wszystko, co się dzieje, jest konieczne, aby coś działo się dalej.
Postacie Vaclava i Leny są zbudowane bardzo dokładnie. Nie poznajemy tu mocniej innych bohaterów (może poza Racią, która także miała tu swoją rolę), bo to głównie te dwie osoby tworzą świat, który ma nas pochłonąć. Obydwoje mają swoje marzenia, mają swoje plany, są całkowicie od siebie różni, mają własne myśli i własne filozofie życiowe. Poznajemy ich dogłębnie, nie tylko to, co mówią, co myślą, ale też to, o czym nawet boją się myśleć. Vaclav i Lena całkiem prawdziwi, realistyczni, tacy jak my wszyscy.
Ta książka tak naprawdę kryje w sobie wiele. Bo nie jest to przecież tylko opowieść o chłopcu, który chciał być magikiem i dziewczynce, która chciała być jego asystentką. Znalazłam tu dziesiątki słów, które były piękne, niekoniecznie barwione pięknymi epitetami bez znaczenia, ale były o czymś, miały sens tak głęboki, że wciąż miałam wrażenie, że ta książka odnosi się do mojego życia. A przecież jestem kimś zupełnie innym, mam inne życie i inne pragnienia. Czy jednak w głębi duszy wszyscy nie pragniemy tego samego?
Opowieść o marzeniach, na których spełnienie czekamy, o planach, które jawią się w naszych głowach przez lata, o tym, kim jesteśmy i kim chcielibyśmy być, o nadziei, która jest w nas zawsze i pomimo wszystko, o dziecięcej bezinteresowności i wybaczaniu wszystkiego, o pragnieniach, do których sami boimy się przyznać, o strachu, który siedzi w nas tak głęboko, że nie mówimy o nim głośno, o radości, która nie pozwala myśleć o błahostkach, o działaniu, a także o kochaniu mimo wszystko. Przecież, gdy kochamy nie ma przeszkód, nie ma granic. Wtedy nawet zwykłe "dobranoc" jest rytuałem, który boimy się przerwać, aby tej drugiej osobie nie stało się nic złego.
Dziecięce marzenia bywają piękne i niewinne. Wynikające z głębokiego przekonania o prawdziwości baśni, magicznych historii i sile wiary, mogą unosić człowieka jak na skrzydłach. Lecz kiedyś dzieciństwo się skończy. Kiedyś będzie trzeba stawić czoła prawdzie. Rzeczywistości, często niezwykle okrutnej. Wówczas wypowiedzenie magicznej formułki nie wystarczy…
Dwójka dzieci pochodzenia rosyjskiego, Vaclav i jego przyjaciółka Lena, marzą o jednym – by zostać światowej sławy gwiazdami – on, jako magik, ona jako jego urocza asystentka. Wiadomo – bez asystentki żadna sztuczka się nie uda. Przedstawienie musi bowiem trwać. A Lena w tej roli będzie idealna.
Przyjaźnią ze sobą od czterech lat, nikomu nie ufają, z nikim innym nie rozmawiają. On ma kochającą rodzinę i matkę, która dla niego poświęciła swoje najlepsze lata, ona jest sama, adoptowana, mieszka bowiem z ciotką, która najwyraźniej w ogóle nie zwraca na dziecko większej uwagi. On świetnie się uczy i dobrze radzi sobie w amerykańskim świecie, ona nie lubi szkoły, ma problemy z językiem i jest bardzo nieśmiała. Dwa przeciwieństwa, dwa serca, dwie historie i jedno uczucie.
Dzieci przygotowują się do swojego pierwszego magicznego występu przy Coney Island, choć matka Vaclava jest temu zupełnie przeciwna, ale maluchy są zdeterminowane. Żyją miłością do Copperfielda i Houdiniego, i marzeniami o własnym spektaklu magii. I nic nie jest w stanie tego zmienić. Nic, z wyjątkiem tajemniczego i nagłego zniknięcia Leny.
Cała recenzja na:
http://paranormalbooks.pl/pb/?p=9033
Ocena według skali bloga 10/10.
Na początku trochę zniechęcała mnie obwoluta, taka harlequinowa. Ale tak jak pod nią kryje się okładka w pięknym kolorze, tak i sama powieśc pod niezbyt obiecujacym tytułem ukrywa całkiem dobry obraz emigranckiego życia w USA. Poza tym u mnie każda książka czy film, którego akcja toczy się w Nowym Jorku dostaje automatycznie kredyt zaufania. Trochę nieobiektywne, ale tym razem się nie zawiodłam.
Męczące szczegółowe opisy, autorka za bardzo rozwlekała akcję tam gdzie nie było to potrzebne. Dużo dziecięcej naiwności. Napięcie rośnie bardzo powoli, jednak jakaś magia sprawia, że chcesz czytać dalej. Chcesz się dowiedzieć co było dalej.
W moim odczuciu książka bardzo specyficzna i na pewno jednych zachwyci, innych zanudzi.
No i okładka - przepiękna, nie mogłam się na nią napatrzeć.
Jak na debiut, Haley Tanner spisuje się całkiem nie najgorzej. Ciekawe postacie, interesująca, wielowątkowa fabuła. Niestety, nie wzrusza tak jakby można było tego oczekiwać, nie wywołuje skrajnych uczuć. Szkoda.
Dziwna książka. Mocno drażniła mnie naiwnością, postaciami opisanymi tak, jak młodzi ludzie wyobrażają sobie świat.
A na końcu rozwaliła mnie na milion kawałków. Jak bohaterów.
Książka wzruszająca aczkolwiek naiwna i jakby czegoś w niej brakowało
Jest jedną z najlepszych książek, jakie czytałam.

Albertus
Zinamon
Selkar
Weltbild
Matras
Empik