Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
6,48 (56 ocen i 3 opinie) Zobacz oceny
10
2
9
5
8
4
7
15
6
20
5
6
4
0
3
3
2
1
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Killer in the Rain
data wydania
ISBN
8385085122
liczba stron
242
język
polski
dodał
Robert

"...Padało przez cały następny dzień. Późnym popołudniem siedziałem w sportowym chryslerze zaparkowanym przy Boulevard, ukosem do wąskiego frontonu sklepu, na którym zielony neon obwieszczał: H. H. Steiner. Krople deszczu odbijały się od chodnika, bryzgały na wysokość kolan i wypełniały rynsztoki, a wielcy gliniarze, w błyszczących jak lufy pistoletów nieprzemakalnych płaszczach znakomicie się...

"...Padało przez cały następny dzień. Późnym popołudniem siedziałem w sportowym chryslerze zaparkowanym przy Boulevard, ukosem do wąskiego frontonu sklepu, na którym zielony neon obwieszczał: H. H. Steiner. Krople deszczu odbijały się od chodnika, bryzgały na wysokość kolan i wypełniały rynsztoki, a wielcy gliniarze, w błyszczących jak lufy pistoletów nieprzemakalnych płaszczach znakomicie się bawili, przenosząc dziewczynki w jedwabnych pończochach i ładnych kaloszach przez różne zalane miejsca i ściskając je do woli. Deszcz bębnił w maskę chryslera, szarpał brezentowy dach i przenikał do środka w miejscach zapięcia, tworząc na podłodze kałuże, żebym miał gdzie trzymać stopy. Miałem przy sobie dużą flaszkę szkockiej. Uciekałem się do niej wystarczająco często, by zachować zainteresowanie. Steiner robił interesy nawet przy takiej pogodzie, a może zwłaszcza przy takiej. Przed jego lokalem zatrzymywały się eleganckie samochody i do środka wchodzili bardzo eleganccy ludzie. A potem wychodzili z paczkami pod pachą. Mogli oczywiście kupować białe kruki i wydania luksusowe. O wpół do szóstej ze sklepu wyszedł krostowaty dzieciak w skórzanej wiatrówce, skręcił w boczną uliczkę i dość szybkim krokiem ruszył pod górę. Wrócił wspaniałym kremowo_szarym coup~e. Pojawił się Steiner. Miał na sobie ciemnozielony skórzany płaszcz przeciwdeszczowy, a w ustach papierosa w bursztynowej fifce. Był bez kapelusza. Z powodu znacznej odległości nie mogłem dojrzeć jego szklanego oka, ale wiedziałem, że je ma. Chłopak w wiatrówce trzymał nad nim parasol przez całą drogę do samochodu, a potem złożył go i podał do coup~e. Steiner ruszył na zachód Boulevard. Ja za nim. Minąwszy dzielnicę handlową, skręcił na północ przy Pepper Canyon. Śledziłem go spokojnie z dystansu jednej przecznicy, przekonany, że zmierza do domu, co było całkiem naturalne..."

Na książkę składają się opowiadania:
"Morderca w deszczu" (1935 r.)- tłum. Władysław J. Wojciechowski
"Będę czekać" (1939 r.) - tłum. Krzysztof Adamski
"Strzelanina U Cyrana" (1936 r.) - tłum. Krzysztof Adamski
"Spokojne góry" (1941 r.) - tłum. Andrzej Zerwałd
"Kobieta w jeziorze" (1939 r.) - tłum. Andrzej Zerwałd

 

źródło opisu: fragment opowiadania

źródło okładki: zdjęcie autorskie

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 2726
geokuba | 2013-02-02
Na półkach: 2014
Przeczytana: 11 marca 2014

"Morderca w deszczu" (tłum. Władysław J. Wojciechowski). Czwarte opowiadanie Chandlera (1935 r.). Bez fajerwerków. Powyższy opis przy książce jest fragmentem z tego opowiadania. Czyta się przyjemnie, intryga się klei. Główny bohater - prywatny detektyw - pozostaje tutaj anonimowy; może to być Marlowe, ale jak sam mówi: jego nazwisko jest w tej całej historii bez znaczenia.

"Strzelanina U Cyrana" (tłum. Krzysztof Adamski). Siódme opowiadanie Chandlera (1936 r.). Słabe. Bohaterem jest Ted Malvern - prywatny, bogaty (spadek po ojcu) detektyw. Nic tu nie ma ciekawego. Intryga naciągana, dialogi drewniane, reakcje bohaterów momentami bez sensu... Wynudziłem się.

"Kobieta w jeziorze" (tłum. Andrzej Zerwałd). Siedemnaste opowiadanie Chandlera (1939 r.). Prywatny detektyw, John Dalmas, dostaje zlecenie odszukania zaginionej żony bogatego właściciela jakiejś wielkiej firmy. Ślady zaprowadzają go nad jezioro, gdzie spod mola wystaje ręka utopionej kobiety. Czy to ta kobieta, której szukał? Odpowiedź dostajemy na sam koniec opowiadania w wizjonerskim strumieniu świadomości Dalmasa. Jak on na to wpadł? Jego tajemnica. Opowiadanko jest zalążkiem późniejszej powieści "Tajemnica jeziora"; mam nadzieję, że w niej, Marlowe zdradzi czytelnikowi więcej poszlak niż Dalmas.

"Będę czekać" (tłum. Krzysztof Adamski). Dwudzieste opowiadanie Chandlera (1939 r.). Bohaterem jest Polak - detektyw hotelowy Tony Reseck.
"- Nie dosłyszałam pańskiego nazwiska.
- Tony Reseck.
- To nazwisko robociarza.
- Zgadza się. Polskie."
Krótka migawka, na paręnaście stron. Takie sobie. Reseck pomaga nieznajomemu facetowi, by ostatecznie stracić bliską mu osobę.

"Spokojne góry" (tłum. Andrzej Zerwałd). Dwudzieste drugie opowiadanie Chandlera (1941 r.). Prywatny łaps John Evans na spółkę z szeryfem małej górskiej mieściny tropią szajkę fałszerzy pieniędzy. Kończy się prawie aferą międzynarodową, bo szajka to naziści chcący wprowadzić na świecie w obrót fałszywe zielone. Czasami jest trochę nudnawo, a czasami Chandler odlatuje tak, że zacytuję trochę dłuższy fragment, bo warto:
"Usłyszałem skrzypnięcie drewna. Zakręciłem się wokół własnej osi, przydając trochę energii dużemu, ciężkiemu i twardemu jak świat interesów kawałowi betonu, który wylądował na mojej szczęce. Poleciałem w powietrze niczym błyskawica i dałem nura w przestrzeń kosmiczną. Minęło parę tysięcy lat. Potem plecami zatrzymałem bieg planety, otwarłem zamglone oczy i ujrzałem dwie stopy. Szeroko rozwarte, były częścią nóg, które zbiegały się w moim kierunku i spoczywały bezwładnie na podłodze. Obok leżała nieruchoma ręka, a tuż poza zasięgiem dłoni – pistolet. Ruszyłem stopą i ze zdumieniem stwierdziłem, że należy do mnie. Bezwładna dłoń drgnęła i odruchowo sięgnęła po pistolet, ale nie trafiła. Ponowiła więc próbę i wreszcie objęła gładką rękojeść. Podniosłem broń. Ktoś wprawdzie przywiązał do niej pięćdziesięciofuntowy odważnik, ale mimo to udało mi się ją unieść. Podniosłem się stękając. Zachwiałem się, oszołomiony jak po trzydniowym pijaństwie, obróciłem się i zlustrowałem pokój. Przy łóżku klęczał jakiś zatopiony w modlitwie popielaty blondyn w szarym garniturze. Nogi miał nieco rozsunięte, a tułów i szeroko rozłożone ręce opierały się na łóżku. Najwyraźniej było mu w tej pozycji wygodnie. Chropowata rogowa rękojeść myśliwskiego noża, wystająca spod lewej łopatki, wcale mu nie przeszkadzała."
Uwielbiam takie momenty :))
I jeszcze jedna ciekawość. Nasz detektyw przyjeżdża do miasteczka i lokuje się w hotelu. Autor tak opisuje pokój: "Zameldowałem się, wniosłem na górę walizkę i rzuciłem ją w ponurym, nieprzyjaznym pokoju z owalną matą na podłodze, podwójnym łóżkiem w kącie i wiszącym samotnie na gołej sosnowej ścianie kalendarzem producenta sprzętu komputerowego." (!!!) To był 1941 rok. Jaki był wtedy sprzęt komputerowy?

Opowiadania nie są równe. Najlepsze są "Spokojne góry", natomiast reszta grubo zaniża poziom.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Złotowidząca. Schronienie

Książka trzyma poziom pierwszej części, jednak jest od niej nieco gorsza. Mimo to stanowi miłe urozmaicenie od innych książek, które często są takie s...

zgłoś błąd zgłoś błąd