Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Zupa z trawy. Dziennik z chińskiego gułagu

Tłumaczenie: Magdalena Słysz
Wydawnictwo: Wydawnictwo Iskry
6,23 (44 ocen i 6 opinii) Zobacz oceny
10
0
9
5
8
2
7
13
6
13
5
5
4
3
3
2
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
Fan-nao jiu shi zhi-hui
data wydania
ISBN
83-207-1613-6
liczba stron
246
język
polski
dodała
thinking-hurts

Autobiograficzna opowieść o pobycie w chińskim, reedukacyjnym obozie pracy, na zesłanie do którego został skazany uznany za prawicowca autor w 1958 roku. Łącznie spędził w obozach 22 lata, a w 1960 roku zaczął prowadzić dziennik, dokumentując przez dwa miesiące straszliwe warunki życia milionów Chińczyków, skazanych przez reżim na przymusowy nadzór i tak zwaną resocjalizację przez pracę....

Autobiograficzna opowieść o pobycie w chińskim, reedukacyjnym obozie pracy, na zesłanie do którego został skazany uznany za prawicowca autor w 1958 roku. Łącznie spędził w obozach 22 lata, a w 1960 roku zaczął prowadzić dziennik, dokumentując przez dwa miesiące straszliwe warunki życia milionów Chińczyków, skazanych przez reżim na przymusowy nadzór i tak zwaną resocjalizację przez pracę. Ukazuje wzajemne stosunki inteligencji przebywającej w obozie pracy, wzajemne wyniszczanie się i walkę między sobą.

 

źródło opisu: własny + kompilacja z internetu

źródło okładki: http://i584.photobucket.com/albums/ss286/oddeski/o...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 1960
takisobiejac | 2012-07-28
Na półkach: Posiadam
Przeczytana: 23 lipca 2012

Niemieckie obozy koncentracyjne, radzieckie łagry, chińskie obozy pracy - miejsca różniące się między sobą, a jednak tak do siebie podobne. Bo cel oprawców był jeden, stopniowe wyniszczenie osadzonych. Ilość kalorii zawarta w posiłkach przeznaczonych dla więźniów absolutnie nie pokrywałaby ich potrzeb nawet gdyby cały dzień nic nie robili. A przecież zarówno osadzeni w KL jak i w łagrach czy obozach resocjalizacyjnych ciężko pracowali, wykonując najczęściej bezsensowną robotę.
Autor książki, poeta, został osadzony w obozie reedukacyjnym gdy miał zaledwie 22 lata. Miał 22 lata i dostał 22 lata (choć w zasadzie nie podano mu ile czasu spędzi w niewoli, bo taki "przywilej" zarezerwowany był wyłącznie dla więźniów kryminalnych, zaś Zhanga uznano za prawicowca jedynie dlatego, iż pochodził z klasy średniej i był inteligentem). Dopiero po dwóch latach pobytu Zhang zdecydował się na pisanie dziennika. W zasadzie był to rodzaj suchych notatek, autor tych zapisków wiedział bowiem, że w przypadku, gdy dziennik wpadnie w ręce władz obozu każde własne przemyślenie, każde "niewłaściwe" słowo będzie dodatkowym obciążeniem. I rzeczywiście, notatki wpadły w ręce obozowej wierchuszki, jednak podjęte środki zapobiegawcze, czyli ów suchy zapis, okazały się dobrą taktyką.
Książka jest próbą odtworzenia po ponad 30 latach klimatu panującego w obozie resocjalizacyjnym właśnie na podstawie notatek poczynionych w 1960 roku.
Zhang dotyka wielu kwestii, ale prawda jest taka, że wszystko w owym czasie koncentrowało się wokół jednego - zorganizowania sobie czegoś dodatkowego do jedzenia (kolejna wspólna cecha z nazistowskimi obozami i sowieckimi łagrami). Głód był tak wielki, że autor wspomina iż nawet strupy tworzące się na ciele uchodziły za rodzaj mięsnego posiłku. Ludzie, a zwłaszcza nie przyzwyczajeni do ciężkiej pracy inteligenci, padali jak muchy. Wszyscy jednak nie zginęli, wybrańcom, czyli dobrym "organizatorom", udało się przeżyć, a niektórzy z nich, m.in. w osobie Zhanga Xianlianga, dali pisemne świadectwo na temat tego, co wyczyniano w czasie dyktatury Mao Zedonga. I z tego powodu książka ta jest czymś dobrym, czymś trafionym. Zwłaszcza, że została napisana przejrzystym językiem. Po prostu warto przeczytać "Zupę z trawy", by mieć pojęcie na temat tego jak naprawdę funkcjonowały obozy reedukacyjne w Chińskiej Republice Ludowej.
Nie byłbym jednak sobą gdybym nie pokręcił na coś nosem. Otóż nie za bardzo zrozumiałem czemu autor odniósł się jedynie do małego fragmentu swojego pobytu w obozie. OK, pewnie jego notatki zostały odkryte, ale przecież istnieje coś takiego jak pamięć, można się było odnieść choć w jednym rozdziale do tego, co działo się po 1960 roku. Zhang tego nie uczynił. Szkoda.
Ale i tak z czystym sumieniem daję 9/10.

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Pracownia dobrych myśli

Bardzo lubię książki pani Magdaleny Witkiewicz.Książkę tą pochłonęłam,lekka,podnosząca na duchu,świetna na deszczowe jesienne dni.A postać pani Wiesła...

zgłoś błąd zgłoś błąd