Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Imię wiatru

Tłumaczenie: Jan Karłowski
Cykl: Kroniki królobójcy (tom 1) | Seria: Fantasy
Wydawnictwo: Rebis
8,28 (2357 ocen i 239 opinii) Zobacz oceny
10
516
9
649
8
599
7
374
6
114
5
49
4
23
3
21
2
8
1
4
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
tytuł oryginału
The Name of the Wind
data wydania
ISBN
9788375100600
liczba stron
876
język
polski

Pierwszy tom Kronik Królobójcy. Kvothe to człowiek legenda. Wielki mag, geniusz muzyki, bohater i złoczyńca - namówiony przez Kronikarza - wspomina swe barwne życie. Od dzieciństwa spędzonego w trupie wędrownych aktorów poprzez lata chłopięce spędzone w półświatku mrocznego miasta po szaloną, ale udaną próbę wstąpienia na Uniwersytet. Powoduje nim pragnienie władania magią i zemsty na...

Pierwszy tom Kronik Królobójcy.

Kvothe to człowiek legenda. Wielki mag, geniusz muzyki, bohater i złoczyńca - namówiony przez Kronikarza - wspomina swe barwne życie. Od dzieciństwa spędzonego w trupie wędrownych aktorów poprzez lata chłopięce spędzone w półświatku mrocznego miasta po szaloną, ale udaną próbę wstąpienia na Uniwersytet. Powoduje nim pragnienie władania magią i zemsty na demonach, które zabiły jego rodziców i cały jego świat obróciły w perzynę.
Niezwykle żywo i naturalnie snuta opowieść na homerycką skalę. Intrygująca i poruszająca odyseja Kvothe'a doskonale harmonizuje z nienachalnym klimatem fantasy. Ten debiut literacki zdobył kilka prestiżowych nagród, m.in. Quill Award oraz Onion AV Club. Prawa do wydania sprzedano już do ponad 20 krajów.

"To niezwykle rzadka przyjemność trafić na autora piszącego z precyzją niezbędną do tworzenia nie tylko fantasy, w którego słowach brzmi prawdziwa muzyka" - Ursula K. Le Guin

"Książka ma wszystko, co lubią czytelnicy fantasy: magię, tajemnice, starożytne zło. Ale jest także zabawna i przerażająca, a na dodatek przekonująca. Wzorem najlepszych książek gatunku to nie elementy fantasy czynią ją niezwykłą, ale to, co autor ma do powiedzenia o codziennych sprawach, zwykłym życiu, ambicjach i upadkach, sztuce, miłości i stracie" - Tad Williams

 

źródło opisu: http://www.rebis.com.pl/rebis/public/books/book.ht...(?)

źródło okładki: http://www.rebis.com.pl/rebis/public/books/book.ht...»

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 102
Manufakturatekstu | 2011-11-19
Na półkach: Przeczytane, Ulubione, Posiadam

Co doprowadziło legendarnego Kvothe'a – hermetyka, mistrza sympatii i alchemii, a w mniej przychylnej bohaterowi wersji złodzieja i królobójcę – do ciepłej posadki karczmarza? Ten tajemniczy rudowłosy mężczyzna opowiada historię swojego dzieciństwa i młodości wędrownemu Kronikarzowi oraz swemu uczniowi, Bastowi. Są to losy chłopca, który pragnął poznać imię wiatru. Kvothe przedstawia swoim słuchaczom dziecko wywodzące się z Edema Ruh, które do dwunastych urodzin żyło w szczęśliwej rodzinie, podróżując wraz z trupą teatralną swoich rodziców-artystów i ich przyjaciół. Niestety w czasie jednego z postojów rodzinny tabor został zaatakowany przez tajemniczych ludzi – zginęli wszyscy poza Kvothem, który na chwilę oddalił się od obozu. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że to dzieło Chandrian. Kim są Chandrianie? Skąd się bierze niebieski płomień? I czy możliwe, że w dziecięcej piosence tkwi ziarno prawdy? Na te pytania pragnie odpowiedzieć Kvothe. Wszystko, co robi, jest temu podporządkowane, nie ma innych marzeń.


Temat powieści zasadniczo nie wprowadza niczego nowatorskiego. Mianowicie młody chłopiec, właściwie jeszcze dziecko, traci rodziców w koszmarnych okolicznościach, musi sobie radzić sam, a celem jego życia staje się wyjaśnienie, co i dlaczego wydarzyło się tamtego tragicznego dnia. Kvothe wstępuje na uniwersytet, gdzie znosi negatywnie ukierunkowanego w stosunku do niego profesora, jak i studentów, którzy zazdroszczą mu inteligencji, sprytu, a przede wszystkim tego, że dużo szybciej niż rówieśnicy – ba, nawet szybciej niż starsi od niego uczniowie – pnie się po szczeblach kariery uniwersyteckiej. Schemat ten jest często spotykany w literaturze fantastycznej i przygodowej, najbardziej znanym przykładem jest oczywiście seria powieści o Harry'm Potterze. Tym, co stanowi pewne novum jest w książce Patricka Rothfussa konstrukcja fabuły: najpierw poznajemy dorosłego Kvothe'a, z pozoru zwykłego karczmarza w jakiejś zapadłej mieścinie, dopiero potem zapoznajemy się ze studentem, którego spotykają w życiu bardzo dziwne rzeczy. Taka struktura fabuły sprawia, że czytelnik ma ochotę przeczytać to grube, prawie dziewięciusetstronicowe tomiszcze jak najszybciej, by dowiedzieć się, jak bohater wylądował w karczmie.

Po przeczytaniu powieści zaczęłam się zastanawiać, ile tak naprawdę jest fantastyki w Imieniu wiatru. Owszem, są tajemnicze, siejące grozę postacie – Chandrianie, autor zapoznaje nas z arkanami alchemii i sympatii, wspomina o Krainie Elfów, mamy smoka, przypominające wielkie pająki screale oraz umiejętności na miarę czarnoksiężników. Ale w zasadzie na tym się kończą elementy fantasy. Tak naprawdę książkę Rothfussa zakwalifikowałabym jako powieść przygodowo-podróżniczą, bo choć główny bohater wcale nie przemieszcza się za często w przestrzeni (w każdym miejscu spędza po kilka lat), czytelnik może odnieść wrażenie, że fabuła utworu to nic innego, jak podróż Kvothe'a w kierunku prawdy. Jest to też bez wątpienia powieść inicjacyjna – bohater dorasta i dojrzewa do odkrycia tajemnicy, którą skrywa przeszłość. Postać wrażliwego i jeszcze bardzo dziecinnego Kvothe'a-studenta mocno kontrastuje z kreacją Kvothe'a-karczmarza, w którego duszy zalega niepokojący mrok. I właściwie tym, do czego dąży czytelnik wraz z rozwojem fabuły, jest odkrycie, jakie to spustoszenia poczyniły w psychice bohatera kolejne wydarzenia.

Postać Kvothe'a skonstruowana została w ciekawy sposób z punktu widzenia psychologii – jest kimś, kogo można by nazwać herosem-żebrakiem. Z jednej strony jawi się jako genialny uczeń, potężny hermetyk, który sympatię ma we krwi i sam właściwie nie zdaje sobie sprawy z potęgi swojej mocy, z drugiej – jest sierotą, dzieckiem ulicy, biedakiem, który w swoim krótkim życiu wiele razy kradł i żebrał. Bohater z pewnością zdobędzie sympatię czytelnika, wzbudzi litość, gdy niemalże umiera z głodu i zamarza na ulicach Tarbean, i wielki podziw, gdyż jest w stanie położyć na szali wszystko, co posiada, by osiągnąć swój cel. Ma przy tym duszę wrażliwego artysty, który cudownie gra na lutni, i prawdziwego dżentelmena, jeśli idzie o zachowanie w stosunku do kobiet. Właśnie, kobiety – w książce Rothfussa pojawia się ich kilka, każda jest w jakiś sposób ważna dla bohatera i żadna nie jest zwyczajna.

Na tych dziewięciuset stronach wydarzeń jest mnóstwo, więc nie ma mowy o nudzie i monotonii. Zarówno stan ducha, jak i sakiewki Kvothe’a zmienia się bardzo szybko. Wspominam o tym, bo pieniądze oznaczają być albo nie być bohatera w społeczności akademickiej i od ich posiadania w dużej mierze zależy jego postępowanie. Dynamika zdarzeń jest zadziwiająca, student co rusz wpada w kolejne tarapaty, co w połączeniu z ciekawą sferą psychologiczną zadowoli nawet najbardziej wymagającego czytelnika. Partie tekstu, w których akcja toczy się w karczmie wzbudzają strach, a nawet przerażenie i są utrzymane niemalże w konwencji horroru, natomiast wspomnienia Kvothe’a są mniej złowieszcze, ale za to bardziej wciągają i zaciekawiają wątkami przygodowymi. Przyznam, że trochę rozczarowało mnie otwarte zakończenie i czułam pewien niedosyt z tym związany, ale tym chętniej sięgnę po pierwszą część drugiego tomu, Strach mędrca, która właśnie trafiła do księgarń.

Powieść napisana została prostym w odbiorze językiem. Ciekawym elementem są utarczki słowne (choć nie tylko) Kvothe’a z największych wrogiem, Ambrose’m oraz dwoma najlepszymi przyjaciółmi. Do warstwy edytorskiej nie mam zbyt wielu zastrzeżeń, gdyż Rebis wydaje książki niemalże bezbłędne, to znaczy jest w nich zadziwiająco mało literówek i błędów składu. Oprawę graficzną nazwałabym poprawną – nie wzbudza zachwytu, ale oba tomy zostały spójnie skomponowane. Natomiast żałuję, że publikacja wydrukowana została na zwykłym papierze, a nie na tzw. dmuchanym, który sprawia, że książka jest dużo lżejsza i tym samym bardziej poręczna, co w przypadku dziewięciusetstronicowej powieści ma niebagatelne znaczenie.

Powieść Imię wiatru to pierwszy tom cyklu Kroniki Królobójcy autorstwa Patricka Rothfussa, debiut powieściowy autora, który na zachodzie odniósł duży sukces, a u nas przeszedł właściwie bez echa. A szkoda, bo to bardzo mądra i głęboka książka. Utwór o dążeniu do osiągnięcia celu, o drodze, którą każdy człowiek musi przejść, zanim zmądrzeje, o odkrywaniu tego, co jest w życiu ważne. Oczywiście jest to również rozrywka na całkiem niezłym poziomie, ale myślę, że te elementy, które zwykle mają sprzedać powieść – wartka akcja, chwytliwi bohaterowie, wątek miłosny itd. – były dla jej autora mniej ważne. I dobrze!

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Haiti

Ta część przygód Zygi stoi na przeciwnym biegunie do poprzedniej, bo tamta była o samolotach, a ta jest o klasycznym koniu, a raczej o klaczy (kob...

zgłoś błąd zgłoś błąd