Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.

Chichot Pana Boga

Wydawnictwo: Krajowa Agencja Wydawnicza
5,67 (12 ocen i 2 opinie) Zobacz oceny
10
0
9
0
8
2
7
0
6
6
5
2
4
0
3
2
2
0
1
0
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
83-03-01183-9
liczba stron
120
słowa kluczowe
literatura polska
język
polski
dodał
Pawel

 

Brak materiałów.
książek: 9473
tsantsara | 2017-06-19
Przeczytana: 19 czerwca 2017

"Chichot Pana Boga", zresztą jak i kilka innych scenariuszy autora, doczekał się realizacji radiowych i filmowych wkrótce po napisaniu, co może zaskakiwać we wczesnych latach 80-ych, tuż po stanie wojennym. Dlaczego? Bo autor tu dość otwarcie krytykuje cynizm służb specjalnych, uważających masy za motłoch, którym da się swobodnie sterować. Taki był zresztą pewnie cel rozwijających się w PRL od lat 70ych socjologii i politologii - inżynieria społeczna miała naukowo "załatwić" spokój społeczny.

Zachwyt socjotechnika mogła budzić łatwość manipulacji przez media, zwłaszcza telewizję, której boom w USA przeżywano w latach 50ych, zaś w bloku socjalistycznym 20 lat później. Co ciekawe z poczuciem tej samej euforii i triumfalizmu, które na Zachodzie powoli już przechodziły do lamusa. Ale trudno się temu dziwić - w państwach przodującej partii robotniczej optymizm "macherów od losu" był zupełnie uzasadniony: tu trudno bylo o niezależne, demokratyczne media, nad przekazem czuwała cenzura, a dla pewności działały służby. W Radiokomitecie miała funkcjonować cyniczna instrukcja dla dziennikarzy: "Jeśli myślicie, że wasi odbiorcy są głupcami - mylicie się. Sa jeszcze glupsi". Partyjny establishment, SB i spora część zadufanych w sobie dziennikarzy nie miała co do tego żadnych wątpliwości. Niektórzy z nich powtarzają to jeszcze dziś...

I właśnie historię z takich sfer - rozgrywkę między dziennikarzem śledczym a szefem służb specjalnych - obserwujemy w tym dowcipnym, stylizowanym trochę na Chandlera, trochę na Conan Doyla thrillerze politycznym, pewnie dla niepoznaki dziejącym się w USA. Miejsce zresztą nie gra roli, by przedstawić racje zarówno dziennikarza Webera, który w swym przekonaniu służy społeczeństwu, prawdzie, naukowemu postępowi i demokracji jak i rozgrywającego tegoż dziennikarza dla własnych celów szefa Departamentu Specjalnego, którego celem jest maksymalna kontrola obywateli.

Warto może zauważyć, kiedy scenariusz powstał - autor specjalnie zaznacza to na końcu wydania książkowego: 25. listopada 1983. 22. lipca tego roku właśnie oficjalnie zniesiono stan wojenny, choć zalegalizowano go "na przyszłość" w Konstytucji PRL, a wiele jego obostrzeń weszło po prostu do kodeksu karnego (m.in. możliwość przeszukania na drogach i w środkach komunikacji itp.). Prawdopodobnie to jest bezpośrednia inspiracja autora, który nie tylko pokazuje niebezpieczeństwo i apetyty służb specjalnych, ale wskazuje, że mogą manipulować prasą, wydarzeniami, opinią publiczną a nawet parlamentem, poprzez ich zastraszanie, w celu uzyskania większej kontroli nad nimi (co nota bene spełniło się w zamachu Jaruzelskiego w Polsce, a po zamachu na WTF w 2001 roku już na całym świecie). Charakterystyczne są tu jednak motywacja działania tych służb i ich cynizm, przedstawione przez ich Szefa Weberowi: ludzie to bydło, które potrzebuje poganiaczy, by stado szło w jednym kierunku - ideologie nie są do tego potrzebne, idee mieszają tylko w głowach. Można należeć albo do tej "lepszej kasty" zaganiaczy albo być bydłem. Ot i cała "filozofia władzy" tego typu ludzi, którzy za nic nie uwierzą w dobro i w człowieka. Słyszą tylko chichot Boga - zawsze wtedy, kiedy człowiek udławi się wolnością, jaką otrzymał zrywając w raju owoc z drzewa wiadomości złego i dobrego...A co, jeśli się nie udławi? Jeśli to oni udławią się swym sprytem?

Dziwi mnie tylko, że taka rzecz przeszła w 1986 roku w nakładzie 100 000 egzemplarzy. Być może cenzor skupił się na ukazanym tu pesymizmie co do tego, iż jakiś masowy ruch może nie być sterowany przez agentów, jest w stanie wytrwać w swych dążeniach i w dodatku doprowadzić do czegoś pozytywnego, jak i na przekonaniu, że służby każdego mogą rozegrać i złamać? Ale najwyraźniej przeoczył puentę...

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Noce w Rodanthe

Kiedy konczylem czytac Noce w Rodanthe nie bardzo potrafilem jednoznacznie wypowiedziec sie na jej temat. Zwyczajnie mam z ta ksiazka problem. Jest...

zgłoś błąd zgłoś błąd