Pod klątwą. Społeczny portret pogromu kieleckiego. Tom 1

Wydawnictwo: Czarna Owca
8,25 (12 ocen i 4 opinie) Zobacz oceny
10
4
9
3
8
3
7
1
6
0
5
0
4
0
3
0
2
0
1
1
Edytuj książkę
szczegółowe informacje
data wydania
ISBN
9788375549362
liczba stron
768
kategoria
historia
język
polski
dodał
Ochódzki

Pogrom kielecki wciąż stanowi ważny przedmiot debaty publicznej w Polsce. Dotyczyły go dwa śledztwa, prowadzone przez polskie władze powojenne. W pierwszym, które władze komunistyczne rozpoczęły natychmiast po masakrze, usiłowano dowieść, że była ona akcją zbrojnego podziemia. Pod koniec dochodzenia drugiego, prowadzonego po roku 1989, forsowano przede wszystkim hipotezę, że przyczyną pogromu...

Pogrom kielecki wciąż stanowi ważny przedmiot debaty publicznej w Polsce. Dotyczyły go dwa śledztwa, prowadzone przez polskie władze powojenne. W pierwszym, które władze komunistyczne rozpoczęły natychmiast po masakrze, usiłowano dowieść, że była ona akcją zbrojnego podziemia. Pod koniec dochodzenia drugiego, prowadzonego po roku 1989, forsowano przede wszystkim hipotezę, że przyczyną pogromu była ubecka prowokacja.

Niniejsza książka, oparta na rozległej kwerendzie w Instytucie Pamięci Narodowej w latach 2013-2017 i innych archiwach, stanowi szczegółowy audyt obu tych postępowań. Było to również możliwe, ponieważ po śmierci Michała Chęcińskiego, świadka w śledztwie z lat 90., który był zwolennikiem tezy o radzieckiej prowokacji, autorce książki udostępniono jego archiwum domowe.

"Pod klątwą. Portret społeczny pogromu kieleckiego" to mikrohistoryczny fresk, odsłaniający wiele zupełnie nieznanych aspektów pogromu. Książka stawia sobie dwa główne cele. Zadaniem tomu pierwszego, zawierającego szczegółową analizę pogromu, jest prezentacja społecznego kontekstu, w którym stał się on możliwy: nastrojów, przekonań, światopoglądów, ścierających się w kieleckim życiu codziennym w drugim roku po wojnie. Celem tomu drugiego było skompletowanie najważniejszych źródeł dokumentujących to zdarzenie, w tym wielu niepublikowanych zeznań Żydów ocalałych z pogromu. Pozwoliły one na zrekonstruowanie doświadczenia ofiar oblężonych w domu przy ul. Planty 7. W dalszej perspektywie zgromadzona w tomie dokumentacja umożliwiła skorygowanie dotychczasowych list ofiar, z których aż 17 pozostało bez identyfikacji. Przyczynkiem do fenomenu świadectwa jest też zestawienie zeznań sprawców i ofiar, które dzieli pięć dekad pomiędzy śledztwami.

Dzieki protokołom przesłuchań z lat czterdziestych i dziewięćdziesiątych, dokumentom osobistym, prasowym i notarialnym, w książce zarysowano sylwetki osób składających się - z jednej strony - na kielecki tłum pogromowy, z drugiej na ówczesne instytucje władzy (Milicja Obywatelska, Wojsko Polskie, Urząd Bezpieczeństwa, Urząd Wojewódzki). Instytucje te, rekrutujące się z tego samego społeczeństwa, którego bezpieczeństwa strzegły, nie tylko nie opanowały krytycznej sytuacji, ale same włączyły się do pogromu. Analiza biografii aktorów zdarzenia odsłania zupełnie nieznaną nieideologiczną historię Polski oglądaną z perspektywy Kielc.

 

źródło opisu: https://www.czarnaowca.pl/filozofia/pod_klatwa,p1791095129

źródło okładki: https://www.czarnaowca.pl/filozofia/pod_klatwa,p1791095129

pokaż więcej

Brak materiałów.
książek: 635
moi | 2018-11-15
Na półkach: Przeczytane, Z biblioteki

Efekt Raszomon

Rashomon to nazwa bramy do japońskiego miasta Kioto, w której pozostawiano niechciane dzieci lub zwłoki. Brama ta pojawia się w tytule filmu Akiry Kurosawy z 1950 roku. Głosami sześciu osób opowiedziano w niej historię zabójstwa samuraja podróżującego z żoną przez las. Drogę zastępuje im bandyta Tajomaru. Wedle jednej z wersji podstępnie związuje samuraja i gwałci jego żonę, która następnie - nie mogąc znieść pogardliwego wzroku męża – prosi Tajomaru, aby go zabił albo sama go zabija. Bandyta przedstawia własną wersje tej historii: żona samuraja oddała mu się dobrowolnie, ale on, wstrząśnięty jej nielojalnością wobec męża, odtrącił ją. Głos zabiera także duch zabitego samuraja, który twierdzi, że upokorzony popełnił honorowe samobójstwo. Wydarzenia obserwuje z ukrycia drwal. Twierdzi, że to żona samuraja sprowokowała obu mężczyzn do walki, w której zwyciężył bandyta. Jak wszyscy w tej historii także drwal ma coś do ukrycia: okazuje się, że zabrał cenny sztylet wbity w pierś samuraja.
Od filmu Kurosawy wywodzi się nazwa „efektu Raszomona”, opisującego sytuację, w której mamy do czynienia z nierozstrzygalnie sprzecznymi relacjami o zdarzeniu lub ciągu zdarzeń. Idealnie pasuje ona do rekonstrukcji pogromu kieleckiego, która mimo obfitości źródeł jest nadal nieosiągalna. Przedstawiciele wszystkich służb mundurowych przybyłych na Planty 7, gdzie rozpoczął się pogrom – milicjanci, ubecy, żołnierze KBW i 2 Warszawskiej Dywizji Piechoty WP – przedstawiali wyłącznie korzystną dla siebie perspektywę. Ich zeznania zaprzeczają sobie nawzajem i nie dają się scalić w jedną spójną narrację. Wprawdzie ustalono jej ramy, ale szczegóły nadal się rozmywają.
Pogrom spotkał się z powszechnym potępieniem – widać je nawet w w niektórych artykułach podziemnych gazet otwarcie wrogich Żydom (np. tym, wydawanym przez WiN). Początkowo większość kielczan, z których nawet jedna czwarta mogła wziąć udział w pogromie – mówiła o „ciężarze”, „hańbie” i „piętnie”. Z czasem jednak, w związku z wyjazdem ofiar i coraz mniej energicznymi śledztwami, także sprawcy pogromu, którym udowodniono winę, nauczyli się wszystkiemu zaprzeczać. Po odbyciu kar oni lub ich dzieci wnosili o rewizje wyroków.
Procesy po pogromie określano niekiedy mianem pokazowych. Lepiej pasuje do nich formuła „sprawiedliwości sowieckiej”, w której nie chodzi o wykrycie prawdy, ale o unieszkodliwienie jednostek zagrażających systemowi (dlatego winą za pogrom kielecki komunistyczny rząd obarczył akowskie podziemie). Jednakże wina nie zawsze leżała po stronie sądów, częściej po stronie zdeprawowanej, niesprawnej milicji i ociężałego UB. Podejrzani wymykali się, zmieniając nazwisko, czy wyjeżdżając do innego województwa, gdzie - na skutek niesprawnej wymiany informacji między urzędami - stawali się praktycznie nie do odnalezienia. Dokładała się do tego nieudolna prokuratura. Ponieważ wszystkie procesy, poza pierwszym, zostały utajnione, opinia publiczna zrozumiała, że władza traci zainteresowanie pogromem jako narzędziem edukacji społecznej. Stopniowo pogrom kielecki osuwał się w rejon społecznej nierzeczywistości. Krążyły o nim plotki, jak ta, zanotowana w archiwum WiN jesienią 1946 roku, że w Grodzisku Mazowieckim, z pociągu konwojowanego przez Rosjan wyrzucono karteczkę: „Zajścia kieleckie, skazani na śmierć, wiozą nas do Rosji...”. Inne plotki dotyczyły tego, że w przeddzień pogromu niektórzy Żydzi mieli zostać ostrzeżeni, aby opuścili Kielce. Opowiadano także o odbieraniu Żydom z Plant broni w przeddzień pogromu lub (w wariancie odwrotnym) o jej wydawaniu przez szefa Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, a także o zatrudnianiu w przeddzień pogromu nieznanych robotników w zakładach kieleckich, których nazajutrz zwolniono.
Ambiwalencja komunistów wobec pogromu kieleckiego była prawdopodobnie powodem, iż od lat 50. do 80. dokumentacja archiwalna pierwszego śledztwa uległa rozproszeniu; część źródeł ukryto, inne zniszczono lub zagubiono. Nadal jednak istnieje tak wiele wykluczających się opisów pogromu, a jednocześnie brakuje tylu kluczowych dowodów, że każda próba rekonstrukcji zdarzeń na Plantach obciążona jest gwarancją błędu. Co więc wiemy na pewno? Pogrom kielecki rozpoczął się od plotki o dzieciach porwanych przez Żydów „na transfuzje”. 4 lipca 1946 około godziny 10. rano przed budynkiem na ul. Planty 7, gdzie mieścił się żydowski kibuc, zgromadził się wrogo nastawiony tłum, wzburzony pogłoskami o porwaniu dzieci. Chwilę później pojawiły się oddziały Ludowego Wojska Polskiego i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego, które obstawiły budynek, nie rozpraszając jednak tłumu. Żołnierze i oddziały porządkowe nie zrobiły niczego, aby zażegnać groźną sytuację. Przeciwnie - żołnierze po przybyciu ostrzelali okna budynku. Następnie wojsko wraz z milicjantami po wyważeniu drzwi weszło do środka i przeprowadziło rewizję wśród mieszkańców. W trakcie rewizji żołnierze zaczęli strzelać do osób znajdujących się wewnątrz, w wyniku czego zginęło kilkoro mieszkańców domu. Wejście żołnierzy do budynku i strzelanina rozpoczęły pogrom, który stopniowo objął całe miasto. W pogromie kieleckim zginęło 40 osób, w tym 37 Żydów i 3 Polaków, którzy stanęli prawdopodobnie w obronie Żydów.
Efekt Raszomon będzie jednak rozprzestrzeniał się nadal w sprawie tego i innych pogromów żydowskich, gdyż poza nieliczną grupą socjologów i historyków nikt nie jest zainteresowany wydobyciem na światło dzienne prawdziwych przyczyn tych wydarzeń. A przecież pogrom kielecki jest nadal tą samą straszną opowieścią, która pewnego dnia może ponownie wybuchnąć, w innych okolicznościach, tak jak wybuchła w Srebrenicy, Rwandzie, czy Syrii. O tym, jak blisko tego jesteśmy niech świadczy koszulka Jacka Międlara z napisem: „Nie przepraszam za Jedwabne”, w której swobodnie się porusza. To nie my zabijaliśmy. To Oni. Oni, co zabili Innych.


Tekst powstał na podstawie: Joanna Tokarska-Bakir „Pod klątwą. Społeczny portret pogromu kieleckiego”, Wydawnictwo Czarna Owca, Warszawa 2018

Pokaż wszystkie opinie o tej książce
Trwa wyszukiwanie najtańszych ofert.
Już teraz nowa funkcja: pakiety. Dowiedz się więcej jak kupić kilka książek w najlepszej cenie >>>
Moja Biblioteczka
Jeżeli chcesz dodać książkę do biblioteczki, wybierz półkę, oceń lub napisz opinię.
Przeczytane
loading

Opinie czytelników


O książce:
Szukając Noel

Piękna, świąteczna powieść, w której jest miejsce na zwątpienie, ale też na wiarę, na trudności, ale i nadzieję, na żal, ale też na wybaczenie i miłoś...

zgłoś błąd zgłoś błąd